Brzydsza siostraTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 5

Jake spojrzał na mnie tak, jakby nagle wyrosła mi druga głowa.

− Słucham?

Nie odezwałam się z powodu obszernej, twardej guli, która uformowała się w moim gardle. Wciąż wyciągałam w jego stronę skrawek papieru, zmuszając siłą woli rękę, by przestała drżeć. Nie zabrał go.

− Mówisz poważnie?

Zatkało go. Byłam pewna, że nigdy w życiu żadna dziewczyna nie powiedziała mu „nie”. Jake zlustrował mnie uważnie, jakby próbował mnie rozgryźć. Nagle się uśmiechnął. Najwyraźniej postanowił wrócić do tego, co wcześniej działało na jego korzyść, i przerzucił się z niedowierzania na żarciki.

− Jesteś siostrą mojej dziewczyny. Czy nie powinnaś z zasady mnie kryć?

Kiepskie posunięcie. Wspominanie o Elli zmniejszało szanse, że mu pomogę, a nie odwrotnie. Ale tu nie chodziło o Ellę. Chodziło o mnie i o to, co bym o sobie myślała, patrząc w lustro.

W odpowiedzi rzuciłam kartkę na jego ławkę. Stał tak i się na nią gapił, a potem przeniósł spojrzenie ciemnych oczu na mnie. Powstrzymałam okrzyk. Minę miał wściekłą.

− Jaki masz problem, Matilda?

W jego ustach moje imię zabrzmiało brzydko i dziwacznie.

Zaledwie kilka sekund wcześniej czułam się jak nieśmiały króliczek, zbyt wystraszony, żeby stanąć we własnej obronie, pełen obaw, że zawiedzie Jake’a. Ale to jedno słowo, moje imię wypowiedziane z taką nienawiścią wystarczyło, żebym odzyskała szacunek do samej siebie.

− Nie nazywaj mnie tak – wysyczałam przez zaciśnięte zęby i wstałam, żeby się z nim zmierzyć.

Miał przewagę paru centymetrów wzrostu, ale to i tak było lepsze od siedzenia i pozwalania, żeby nade mną górował.

− Od dziewiątego roku życia zamieniłeś ze mną ledwo dwa słowa, a teraz nagle mam za ciebie kłamać?

Wydał z siebie parsknięcie okrutnego śmiechu.

− A co, prowadzisz jakiś rejestr czy coś?

Owszem. Prowadziłam.

− Nie.

Do dzisiejszego dnia najdłuższa jego wypowiedź skierowana do mnie miała miejsce w trzeciej klasie i składała się z pięciu słów. Siedziałam na huśtawce, a on kopnął piłkę, która trafiła mnie w twarz. Zrzuciła mnie z huśtawki na plecy. Pamiętam wyraźnie, jak nie mogłam złapać oddechu, jakby całe powietrze zostało wyssane z moich płuc. Natychmiast do mnie podszedł i spytał:

− Ej, nic ci nie jest?

(Zdaję sobie sprawę, że jestem dość liberalna, kwalifikując „ej” jako słowo, ale ponieważ wliczam „hmm” z Incydentu z Łazienką, postanowiłam je dopuścić).

Pomógł mi się podnieść i otrzepał z ziemi. Poklepał mnie po ramieniu, posłał Jake’owy uśmiech, który już w trzeciej klasie miał opanowany do perfekcji, i wrócił do gry.

Jestem przekonana, że tamtego dnia straciłam nie tylko dech. Zdaje się, że również zdrowy rozsądek i zdolność kontrolowania serca w kwestii Jake’a. To się stało, na długo zanim wciągnęła go kasta popularnych uczniów, w której wszyscy myśleli, zachowywali się, mówili i ubierali tak samo.

Zanim przyszło mu do głowy, że może wykorzystywać ludzi i że ujdzie mu to na sucho.

− Sądzisz, że tylko ty chciałbyś się wyrwać? – spytałam, a głos znów mi zadrżał.

Ale tym razem nie z nerwów, tylko ze złości.

− Tak, a co masz na tyle ważnego, że musisz wyjść? Jakieś kucie ze swoim przyjacielem gotem?

Nie była to pora na przyznanie, że tak, owszem, zamierzaliśmy się później z Trentem spotkać.

− Przynajmniej mam prawdziwego przyjaciela, który nie jest kompletnym pacanem.

Czy zostałam zmuszona do zniżenia się do takiego poziomu? Przepychanki na poziomie przedszkola?

Złość po raz kolejny przemknęła przez jego doskonałą twarz. Stojąca z boku, analityczna część mnie zdała sobie sprawę, że pewnie żadna dziewczyna nie potraktowała go nigdy w ten sposób. Chyba nie spodobała mu się ta nowość.

Wtedy emocjonalna strona mnie zagroziła przejęciem kontroli. Co ty wyprawiasz?, szlochała histerycznie. Co jest z tobą nie tak? To Jake Kingston! Kompletnie dajesz ciała!

Otrząsnęłam się jednak z tych uczuć, po części dlatego, że nigdy nie widziałam Jake’a zachowującego się w ten sposób. Wyobrażałam sobie, że wykorzystuje moc swojego uroku jedynie w dobrych, a nie niecnych celach. A to mnie rozzłościło. Ciśnienie mi skoczyło, jak mawiał mój tata.

Na jego twarzy zagościła obojętność.

− Rób, co chcesz.

Odwrócił się do wyjścia. Usłyszałam, jak mruczy pod nosem coś, co brzmiało jak „świętoszka”.

Nie podobało mi się, że tak łatwo mnie skreślił. Nie wiedział o mnie nic, nie wiedział, czemu podjęłam taką, a nie inną decyzję.

− Wiesz co, podpisywałeś ten sam kodeks honorowy co ja.

Nie wiem, czemu to powiedziałam. Co roku podpisywaliśmy kodeks honorowy, a ja nawet go porządnie nie przeczytałam. Po podpisaniu więcej się nad nim nie zastanawiałam. Co oznaczało, że nie powinnam była o nim wspominać.

− Kodeks honorowy? Naprawdę? – Parsknął śmiechem. – Nagle czujesz jakąś lojalność wobec szkoły? Czujesz jakąś dumę, o której nic mi nie wiadomo? Ty tylko płyniesz z prądem bez poczucia przynależności czy zaangażowania.

Zabolało. Nie wiedziałam, że można odczuwać naraz tak wiele bólu i złości.

− Rób, co chcesz – powtórzyłam jego słowa. – Czemu po prostu nie wrócisz do ignorowania mojego istnienia? Nigdy wcześniej mnie nie dostrzegałeś i nie masz żadnego powodu, żeby robić to teraz.

Jake zrobił dwa kroki do przodu, wystarczająco blisko, żeby mnie pocałować.

− No proszę cię. Na kilometr widać, że chcesz być zauważona. W przeciwnym razie byłabyś taka jak reszta dziewczyn w tej szkole i wtopiła się w tłum. Robisz sobie takie włosy i ubierasz się tak, jak się ubierasz, bo chcesz się wyróżniać. Marzysz o tym, żebym cię dostrzegł.

Miałam wrażenie, jakbym po raz kolejny została zrzucona z huśtawki i leżała na wznak, usiłując złapać powietrze. Stał tak przez chwilę, wpatrując się we mnie z wściekłością. Czułam na twarzy ciepło jego oddechu i doszłam do wniosku, że kompletnie mi odbiło, bo nie byłam pewna, czego pragnę w tej chwili bardziej: uderzyć go czy pocałować. Potem odszedł ciężko w kierunku stojącej najdalej ode mnie ławki. Wyjął telefon i zaczął wściekle pisać.

Zapadłam się powoli na swoim krześle. Byłam pewna, że Jake mówi czysto teoretycznie, ale i tak mnie to ukłuło. Chciałam, żeby mnie zauważył.

Tylko nie w ten sposób.

***

Jake zrobił to, o co go poprosiłam, i przez resztę odsiadki mnie ignorował. Gdy tylko dobiegła końca, niemal wyskoczył ze swojego miejsca. Wylogował się na laptopie, nawet nie spojrzawszy w moją stronę, i wyszedł. Siedziałam tam przez chwilę, aż wreszcie zmusiłam się do wstania.

Nie zadzwoniłam po nikogo, żeby mnie odebrał. Nie byłam pewna, czy dałabym radę odbyć całą rozmowę bez płaczu.

Nie należałam do płaczliwych i nie miałam ochoty na żadne pytania czy niezręczną rozmowę. Powrót do domu przypominał brnięcie przez sięgające kolan błoto. Wszystkie czynności fizyczne – chodzenie, noszenie plecaka, oddychanie – zdawały się spowolnione i trudniejsze niż zazwyczaj.

Obiecałam sobie, że nie będę o nim myślała. Więc oczywiście myślałam o nim całą drogę.

Kiedy wreszcie dotarłam do domu, przez moment niepokoiłam się, co może powiedzieć tata. Szkoła zadzwoniła do niego, żeby go poinformować, że dostałam karę. Ale on należy do tych nic niewiedzących, nieobecnych duchem artystów żyjących we własnym świecie. Do tych, których wzrok zasnuwał się mgłą, gdy właśnie siadali do obiadu. Nie wziąwszy ani kęsa, wstawał od stołu i wracał na całą noc do pracowni. Był dobrym tatą, ale łatwo tracił wątek.

Zobaczyłam, że jest w swojej pracowni, wiedziałam więc, że nie mam się czym martwić. Nie groziły mi kłopoty. Chociaż byłoby miło, gdyby na mnie nakrzyczał albo zrobił mi wykład, żebym mogła zrzucić moje łzy na jego próby utrzymania dyscypliny.

Pracownia taty wychodziła na plażę po wschodniej stronie domu. Sypialnie znajdowały się po przeciwległej stronie. Nawet nie musiałam go mijać. Nie mógł się zorientować, że wróciłam ani że jestem spóźniona. Przez chwilę przyglądałam się, jak maluje, po czym przeszłam przez salon z przeszklonymi ścianami, które biegły wzdłuż znajdującego się na zewnątrz basenu typu infinity. Nogą otworzyłam drzwi do mojego pokoju, rzuciłam plecak na podłogę, po czym opadłam na łóżko.

Macocha Numer Sześć była dekoratorką wnętrz i urządziła mi cały pokój w odcieniach wymiotnego różu z białymi, dziewczęcymi meblami. I chyba spodobało jej się tak bardzo, że urządziła pokój Elli w dokładnie tych samych kolorach. Tata dał jej carte blanche, co oznaczało, że mogła robić, co jej się podoba, a on nie pozwoli mi nic ruszyć, niezależnie od tego, jak bardzo bym jęczała i narzekała, bo to mogłoby „zranić jej uczucia”. Te same uczucia, pozwólcie mi dodać, których jakoś nie obawiał się zranić, kiedy rozwodził się z nią cztery miesiące później.

Próbowałam pomalować ścianę koło szafy farbą tablicową, ale to wymagało zbyt wiele roboty, a ja byłam zbyt leniwa, żeby dokończyć. Zamiast tego pokryłam więc każdy centymetr kwadratowy plakatami i wycinkami z gazet podzielonymi na kategorie. Na lewej ścianie powiesiłam mangi, na prawej przystojniaków, a oprawione plakaty filmowe retro z lat osiemdziesiątych za łóżkiem. Głównie z filmów Johna Hughesa.

Ella nie zrobiła w pokoju nic, wciąż więc wyglądał tak, jakby eksplodowała w nim butelka leku na niestrawność. Wstawiła tam jedynie białą tablicę, żeby pilnować grafiku i zapisywać inspirujące hasła.

Zastanawiałam się kiedyś, czy zostawiła go tak, na wypadek gdyby Macocha Numer Sześć wróciła. Próbowałam wyjaśnić Elli, że one nigdy nie wracają. Nie słuchała mnie. Chyba ciągle liczyła na jakąś stabilną postać kobiecą w naszym życiu, zanim ukończymy szkołę, miała nadzieję, że pojawi się tu jakaś kobieta, której będzie na nas zależało. Ale żadna z byłych żon taty mnie nie lubiła. Zawsze z początku udawały, ale tak naprawdę mnie nie lubiły.

 

Chociaż trzeba im przyznać, że nigdy nie były dla mnie niemiłe. Tylko obojętne. Jak Jake do dzisiaj.

Westchnęłam. Z całych sił starałam się pomyśleć o czymś innym niż on. Chciałam zrozumieć, czemu tak się zezłościł. Jakim cudem coś tak małego i głupiego tak bardzo go rozjuszyło? Czemu tak na mnie zareagował?

Usiadłam i przeanalizowałam nasze spotkanie, i jedną z rzeczy, która najbardziej mnie wkurzała, było to, że próbował mnie wykorzystać. Sądził, że wystarczy, jeśli odezwie się do mnie słodko, i już będę urobiona jak glina. To, że faktycznie byłam urobiona, nie miało znaczenia. Czułam się paskudnie. Nie podobało mi się to.

A potem przeszyły mnie jego słowa, jak to potajemnie pragnę być zauważona. Miałam wrażenie, jakby włamał się do mojego mózgu i rozejrzał się w jego wnętrzu. Kto spodziewałby się takiej wnikliwości i zrozumienia po futboliście?

Gdybym miała być ze sobą szczera, musiałabym przyznać, że nie wiedziałam, co bardziej mnie poruszyło: że był dla mnie taki wredny czy że miał rację.

A już uwieńczenie całego bólu i dezorientacji stanowiło to, że go kochałam, a on potraktował mnie jak śmiecia.

Zacisnęłam powieki. Nie zamierzałam płakać. Nie zamierzałam.

I oczywiście się rozpłakałam. Gorące łzy wściekłości stoczyły się z moich oczu po dwóch stronach twarzy. Przycisnęłam do oczu ramię, ale nie udało mi się zahamować łez. Podobnie jak szlochu, który wyrwał mi się z piersi.

Płakałam z powodu chłopaka. Byłam chodzącym stereotypem.

A wtedy nastąpiła rzecz najgorsza z możliwych – usłyszałam delikatne pukanie do drzwi, które mogło oznaczać tylko Ellę.

Czemu zostawiłam drzwi otwarte? Obróciłam się na bok, żeby widziała moje plecy. Wstrzymałam oddech, powtarzając sobie, że za nic nie mogę płakać przy Elli.

Otworzyłam usta, żeby powiedzieć jej, by sobie poszła, ale poczułam groźbę nadciągającego szlochu, więc milczałam, próbując siłą woli się uspokoić.

− Kupiłam dziś nowy cień do powiek, który świetnie pasowałby do twojej…

− Nie – ucięłam.

Udało mi się wydusić z siebie jedną sylabę.

− Proszę, Tilka, pozwól mi…

− Nie.

Ella tak dobrze się bawiła przy własnej metamorfozie, że za życiowy cel postawiła sobie zafundowanie metamorfozy również mnie. Stale jej odmawiałam, ale nie odpuszczała.

Miałam nadzieję, że sobie po prostu pójdzie, ale musiała usłyszeć coś w moim głosie, bo weszła do pokoju, co rzadko robiła.

− Tilka? Wszystko w porządku? – Jej głos brzmiał niepewnie.

Usiadła ostrożnie na łóżku. Pewnie spodziewała się, że ją zaatakuję.

Położyła dłoń na moim ramieniu i spróbowała mnie obrócić. Stawiłam opór.

− Płaczesz? – spytała z zaskoczeniem, zaglądając mi przez ramię. – W życiu nie widziałam, żebyś płakała.

Nie odpowiedziałam, tylko zacisnęłam mocno powieki. Skończyłam z płaczem. Postanowiłam, że nie uronię ani łzy więcej z powodu Jake’a Kingstona.

− Chcesz, żebym zawołała tatę?

Przez moment miałam ochotę się roześmiać.

− Nie.

Zaczęłam wierzchem dłoni ocierać zasychające łzy. Tata do niczego by się nie przydał. Powiedziałby, że w morzu pełno ryb albo że czas leczy rany, albo którąś z tych nic nieznaczących sentencji, które serwują rodzice, kiedy nie mają pojęcia, jak pomóc.

− To powiedz mnie. Co się stało?

Wyrwał mi się krótki, ostry śmiech.

− Nie mogę ci powiedzieć. Jesteś jedyną osobą, której nie mogę powiedzieć.

− Jestem twoją siostrą. Możesz powiedzieć mi wszystko.

Przyrodnią siostrą, poprawiłam ją w myślach.

− Ale nie to.

− Tilka – Ella była zdeterminowana – spójrz na mnie. – Tym razem jej dłoń nie była delikatna i zmusiła mnie do odwrócenia się. – Powiedz mi.

Nagle nabrałam ochoty, żeby jej powiedzieć. Pewnie obciążanie jej tym, mówienie, jak ją zdradziłam, nie było w porządku, ale tak bardzo chciałam powiedzieć komuś, co czuję, powiedzieć o wszystkim, z czym mierzyłam się na własną rękę. Nigdy nikomu o tym nie mówiłam i pomyślałam, że może jeśli powiem Elli, będzie mi łatwiej.

Wyjaśniłam, czemu zostałam ukarana, i podzieliłam się najdrobniejszymi szczegółami na temat tego, jak Jake się zjawił, co powiedział i co ja odparłam.

− Wow. – Ella siedziała przez chwilę w zamyśleniu. – Przekroczył granicę, ale nie rozumiem, czemu tak cię to przygnębiło. Wygląda na to, że nie pozwoliłaś sobie wejść na głowę.

Nadeszła ta chwila. Ta, której unikałam od tak dawna. Nie sądziłam, że będę kiedyś musiała powiedzieć Elli, co czuję do Jake’a. Usiadłam gwałtownie i spojrzałam na swoje dłonie.

Chwila prawdy.

Zamierzałam to po prostu powiedzieć.

To nie mogło być takie trudne, prawda?

Wreszcie wypuściłam powoli powietrze.

− Tak mnie to przygnębiło, bo… bo… jestemazakochanawJake’uKingstonie. – Powiedziałam te słowa tak szybko, jak tylko się dało.

Ella zamrugała parokrotnie. A potem odparła:

− Co?

Tylko ona mogła przeciągnąć tę jedną sylabę w sześć.

Skinęłam głową, potwierdzając, że dobrze usłyszała. To było łatwiejsze, niż się spodziewałam. Pomogło mi też to, że jej dłonie nie owijały się wokół mojego gardła, próbując mnie udusić, co prawdopodobnie robiłyby moje, gdyby sytuacja była odwrotna.

− Jesteś zakochana w Jake’u? – upewniła się.

Przytaknęłam.

− Od jak dawna?

− Od dziewiątego roku życia.

Wyglądała na zamyśloną.

− I nigdy nie interesowałaś się żadnym innym chłopakiem?

− Nawet się nie całowałam… − Nagle zdałam sobie sprawę, do czego się przyznaję, spuściłam wzrok i poczułam, jak zaczynają mnie palić policzki. – W grze w butelkę tak, ale nie tak naprawdę.

Zaryzykowałam i zerknęłam na jej twarz. Wyglądała na zdumioną.

− Jak miałam to robić z ustami pełnymi metalu? – powiedziałam w samoobronie.

Na to Ella się uśmiechnęła. Bez dwóch zdań potrzebowałam aparatu. Tata powiedział kiedyś, że w kwestii zębów mamy geny Austina Powersa, czego nie załapałam i musiałam zajrzeć na YouTube, żeby pojąć.

− Ale teraz, kiedy pozbyłam się złomu, nie mogę obiecać, że zachowam cnotę moich warg.

Ella zachichotała i niezręczna chwila minęła. Dopóki się nie odezwała:

− Nie mogę uwierzyć, że nigdy się z Trentem nie całowaliście.

− Ja i Trent? Poważnie? Fuj. Jakbym całowała brata.

Mogłam w sumie zrozumieć jego urok. Wiedziałam, że były dziewczyny, którym się podobał, ale on nie odwzajemniał niczyjej uwagi. Po części dlatego się przyjaźniliśmy. Oboje wszystkich nie znosiliśmy.

Siedziałyśmy przez chwilę w milczeniu. Zaczęłam pociągać nosem, a Ella wstała, żeby przynieść mi chusteczki. Podała mi pudełko i powiedziała:

− Chyba nigdy nie widziałam, żeby Jake był o coś wkurzony.

− Najwyraźniej jestem jedyną osobą, której pozwolił zobaczyć tę swoją uroczą stronę.

Ella przyglądała mi się z dziwnym wyrazem twarzy.

− Nie, przypomina mi to powiedzenie, że granica między miłością i nienawiścią jest cienka.

Nie mogłam się powstrzymać. Parsknęłam. Miała totalne złudzenia. To było bardzo w jej stylu, żeby kiepską sytuację spróbować obrócić w bajkę.

− To ma sens. W liceum chłopcy lubią takie dziewczyny jak ja. A takie jak ty, kiedy dorosną. A przynajmniej ci porządni.

Nie miałam ochoty po raz kolejny wyjaśniać Elli, jak wygląda prawdziwy świat dla tych z nas, które nie wyglądają jak supermodelki. Tylko książęta z bajki są zainteresowani wyłącznie kopciuszkami.

− Musiało ci być strasznie ciężko. – Uścisnęła mnie, a potem dodała: − Teraz muszę tylko z nim zerwać.

Mogłam szczerze przyznać, że ze wszystkich odpowiedzi Elli, jakie sobie wyobrażałam na swoje wyznanie, tej jednej w ogóle nie rozważałam.

Teraz przyszła moja kolej na niedowierzające:

− Co?

Uśmiechnęła się tylko.

− Kodeks Dziewczyn-ukośnik-Przyrodnich-Sióstr mówi, że nawet jeśli zerwiesz z Jakiem, nie mogę się z nim spotykać – odparłam.

Maleńka iskierka nadziei zapaliła się w moich wnętrznościach, ale z doświadczenia wiedziałam, że najlepiej zdusić ją najszybciej, jak to możliwe.

Rozpromieniła się jeszcze bardziej.

− Solennie obiecuję, że nie będę zazdrosna ani przejęta, jeśli będziecie ze sobą chodzić. Rzucenie go nie będzie dla mnie bolesne.

− Jak możesz tak mówić?

Nie mogłam objąć rozumem, jak to możliwe. To przekraczało granice mojego pojmowania.

− Zachowujesz się, jakbyś wcale go szczególnie nie lubiła.

Ella wzruszyła ramionami, jakby zgadzała się z tym, co powiedziałam.

− Nie zrozum mnie źle… to miły chłopak. Ale nigdy nie mieliśmy ze sobą wiele wspólnego, wspólnych tematów. Fajnie było pokazać się z nim te parę razy, kiedy gdzieś wyszliśmy. I chyba jest słodki i w ogóle.

Słodki? Słodki? Poczułam się dotknięta, mimo że wciąż byłam na niego zła. Jake Kingston był cholernie seksowny. Seksowny jak dar niebios dla kobiet. Fajnie się było z nim pokazać? Miał znacznie więcej zalet, ale w tamtej chwili zdałam sobie sprawę, że Ella nie widzi go z takiej perspektywy jak ja.

Potem do mnie dotarło, że Ella nigdy nie miała okazji, żeby dobrze poznać Jake’a. Nie lubiłam myśleć o nich dwojgu jak o parze, ale to, co powiedziała, pozwoliło mi spojrzeć na całą sprawę w nowym świetle. Całe lato spędził ze swoją rodziną w jakimś château we Francji. Od jego powrotu, z powodu jej wolontariatu, zadań domowych i pracy oraz jego ponadprogramowych zajęć, nie spędzali ze sobą wiele czasu. Jake zaczął się za nią uganiać zeszłej jesieni, a ja sądziłam, że Ella gra trudną do zdobycia, ale teraz wyglądało na to, że nigdy nie była nim zainteresowana. Wreszcie namówił ją, żeby zgodziła się z nim spotkać pod koniec roku szkolnego, kiedy, co było szalenie przewidywalne i przyprawiające o mdłości, zostali ukoronowani jako królowa i król balu w Malibu Prep. Nie należeli do tych, co się afiszują z uczuciami. Nikt by nawet nie wpadł na to, że się spotykają, gdyby nie znał prawdy. Wszyscy w szkole stale spekulowali i plotkowali na ich temat. Parokrotnie pytano mnie o poufne informacje, ale ja naprawdę nic nie wiedziałam. Nigdy nie rozmawiałyśmy z Ellą o Jake’u. Próbowała raz czy drugi, ale zawsze ją ścinałam. Nie mogłam tego znieść. Teraz zastanawiałam się, co by mi powiedziała, gdybym pozwoliła jej mówić. Czy przyznałaby, jak się między nimi rzeczywiście układa?

Czy wyjaśniłaby, czemu ich relacja stała się jeszcze dziwaczniejsza, odkąd wrócił? Od czasu Incydentu z Łazienką.

Nawet jeśli dawało mi to ślad nadziei i sprawiało, że moje zadawnione wyrzuty sumienia odchodziły w niepamięć, nie mogłam tego zrobić.

− Nie chcę, żebyś zrywała dla mnie z Jakiem.

− I tak by do tego doszło. Zapewniłaś mi tylko wymówkę, której poszukiwałam. I nie zrywam z nim dla ciebie. Robię to dla siebie samej.

Ella obróciła głowę, by przyjrzeć się mojej ścianie mangi. Nagle w jej głosie zabrzmiało przygnębienie.

− Jest pewien chłopak, który mi się tak jakby podoba, i miałam ochotę spróbować, ale zdałam sobie sprawę, że nie wiem jak, więc zostałam w relacji, która była wygodna, co jest głupie. – Odwróciła się znów twarzą w moim kierunku i ujęła moje dłonie. – Gdybym wiedziała, że cię to zrani, w ogóle bym się z nim nie umawiała.

Zdałam sobie sprawę, że będę zmuszona na nowo ocenić sytuację między mną a Ellą. Będę musiała być może skreślić wręcz parę podpunktów z Listy Zażaleń. Nic dziwnego, że wszyscy uwielbiali Ellę. Była naprawdę niesamowita, nawet dla mnie, zaślepionej zazdrością o coś, czym najwyraźniej w ogóle nie musiałam się niepokoić.

− Czemu się z nim spotykałaś?

Pamiętałam o zasadzie zero gadania o Jake’u z Ellą, ale chciałam zrozumieć.

Znowu wzruszyła ramionami.

− Chyba dlatego, że wszyscy oczekiwali ode mnie umawiania się z rozgrywającym.

− Chodzący licealny stereotyp.

− Wiem – odparła.

Skoro ja byłam żałosnym stereotypem płaczącym z powodu chłopaka, to Ella również mogła nim być.

− A jeśli mam być szczera, to po części dlatego, że on tego chciał.

Oczywiście, Jake Kingston dostawał to, czego chciał i kiedy chciał.

− To co teraz? – spytała Ella.

 

Cholernie drażniło mnie, że Jake zawsze wygrywał. Chciał, żeby Ella była jego dziewczyną, i jak widać tak długo ją dręczył, aż się wreszcie zgodziła. Był gwiazdą drużyny futbolowej, zmierzał zapewne do ukończenia liceum z wyróżnieniem i wszystko w życiu dostawał podane na srebrnej tacy.

Może mogłam coś mu zabrać. Pani Rathbone i Trent mieli rację. Powinnam podjąć w życiu jakieś działania. Najwyższy czas na rewanż brzydszej siostry.

− Co teraz? – powtórzyłam z niewielkim, złośliwym uśmieszkiem, ściskając mocno jej dłonie. – Powiem ci, co teraz. Wystartuję w wyborach na przewodniczącą samorządu ostatniego rocznika.

Inne książki tego autora