Niezwykła gospodyni lorda GabrielaTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ CZWARTY

Gabriel leżał w łóżku, zupełnie wyczerpany. Do diabła, ta wdowa miała rację, potrzebował odpoczynku. Lecz o dziwo teraz, gdy John opuścił pokój i Gabriel leżał samotnie w ciemności, nie chciało mu się spać. Miał szczęście, że wyszedł z tamtej opresji bez żadnych złamań i bez pękniętych żeber. Z wyjątkiem uderzenia w głowę, po którym stracił przytomność, większość jego obrażeń powstała prawdopodobnie, gdy wieziono go wozem do zagajnika po wyboistej drodze. Nie powinien był w ogóle jechać do oberży w Darlton bez ubezpieczającego go Johna, ale służący się rozchorował.

Jego myśli powędrowały ku przyjemniejszemu obiektowi – ku pani Hopwood. Ku Nancy. Pamiętał mgliście, że chyba takie imię mu podała. Zjadła z nim kolację, ubrana skromnie i bez żadnej biżuterii oprócz ślubnej obrączki. Lecz nawet ta zwykła suknia z niebieskiego jedwabiu nie zdołała ukryć jej ponętnych kształtów. Miała upięte włosy, z pozostawionymi tylko kilkoma lśniącymi puklami, które spływały jej na kark. Wyobraził sobie, co mogłoby się wydarzyć, gdyby po kolacji nie opuściła go tak pospiesznie. Mógłby pomóc Nancy wstać od stołu i przy tym objąć ręką jej kształtną szyję, poczuć pod palcami łaskotanie jedwabistych loków, a potem przyciągnąć ją do siebie i pocałować.

Na tę myśl poruszył się niespokojnie w łóżku i poczuł ból, co przypomniało mu, że w takim stanie nie mógłby kochać się z kobietą. Powinien zasnąć. Potrzebował odpoczynku. Ale kiedy zamknął oczy, ujrzał twarz Nancy. Nie była pięknością w powszechnie przyjętym sensie tego słowa, miała zbyt mocne rysy twarzy – wydatne kości policzkowe i prosty nos znamionujący silny charakter… którego Gabriel już doświadczył! Jej pełne czerwone usta były stworzone do śmiechu i przypuszczał, że często się śmiała, gdyż miała wielkie poczucie humoru. W trakcie tego wieczoru kilka razy dostrzegł kpiący błysk w jej czarnych oczach.

Zmarszczył brwi. Ale kim ona jest? Usiłował sobie przypomnieć, co mówiła, gdy przywiozła go do Dell House. Kiedy wcześniej powiedział jej, gdzie mieszka, oświadczyła, że zna to miejsce. A zatem nie była w tej okolicy kimś obcym, musiała dobrze się w niej orientować. I przysiągłby, że była z urodzenia arystokratką, chociaż oznajmiła, że musi zarabiać na życie.

Jako kucharka! Nie uwierzyłby w to, gdyby osobiście nie skosztował owoców jej kulinarnych zdolności. Właściwie co w tym dziwnego? Przecież wiele dobrze urodzonych kobiet popada w finansowe tarapaty i musi utrzymywać się z jakiejś pracy. Jednakże coś mu się tu nie zgadzało. To, jak się poruszała, mówiła, jej energia i żywy temperament. Łatwiej przyszłoby Gabrielowi uznać, że Nancy jest kurtyzaną, gdyż była diabelnie atrakcyjną kobietą.

Znów zaczął się niespokojnie wiercić w łóżku i skrzywił się, gdy zaprotestowało jego obolałe ciało. Ona mogła być choćby samą Afrodytą, ale to nie pora na flirt. Miał zadanie do wykonania, a niedawna napaść tylko potwierdziła, że jest bliski celu. Czas spróbować innego sposobu. Jutro musi się postarać, aby w gazetach zamieszczono wzmiankę o trupie znalezionym na drodze Great North nieopodal Tuxford. Jeśli rzeczywiście spadło tam tyle śniegu, jak mówiła Nancy, nikt nie będzie w stanie zweryfikować tej wiadomości. Napastnicy być może uwierzą, że udało się im go uśmiercić.

Nie mógł jednak zrealizować dalszej części swych planów, dopóki miał posiniaczoną twarz i dopóki nie odzyska sił na tyle, by móc się obronić przed ewentualnym następnym atakiem. To oznaczało konieczność przeczekania w ukryciu jeszcze co najmniej przez tydzień. Jego myśli znów podążyły ku Nancy. Może nie powinien się tak spieszyć z pozbyciem się jej z domu? Skoro musiał przyczaić się tutaj przez pewien czas, dlaczego nie miałby cieszyć się towarzystwem tej powabnej wdowy? Zwłaszcza że ona też wydawała się skłonna pozostać tu i nadal się nim opiekować.

Zamknął oczy i uśmiechnął się. Kto powiedział, że nie można zarazem mieć ciastka i go zjeść?

Kiedy John Thoresby przyniósł Gabrielowi poranną kawę, oznajmił grobowym głosem, że śnieg padał przez całą noc.

– Utworzyły się też zaspy – dodał. – Ten służący pani Hopwood mówi, że droga jest już nieprzejezdna. Nikt dziś nie zdoła się stąd wydostać, chyba że pieszo przez pola.

– Wspaniale – rzekł radośnie Gabriel. – Miejmy nadzieję, że tak samo jest na drodze Great North.

John pomógł mu usiąść w łóżku i podał filiżankę.

– Widzę, że zmienił pan ton – zauważył. – Sądziłem, że chce pan, aby nasi goście wyjechali.

– Owszem, chcę, ale obfite opady śniegu sprawią, że napastnicy nie zaczną niepokoić się tym, że nie znaleziono moich zwłok. Potrzebujemy notki potwierdzającej moją śmierć zamieszczonej w „Kurierze Markham”. I jeśli to możliwe, również w „Wiadomościach”, które są powszechnie czytane w Darlton. Mówisz, że da się przejść na przełaj przez pola? To świetnie. Chcę, żebyś udał się do East Markham i wysłał ekspresową wiadomość do… no, do naszych przyjaciół w Londynie. Oni się wszystkim zajmą.

– Dobrze. A co zamierza pan zrobić potem?

Gabriel oparł się ostrożnie o poduszki i wypił łyk kawy.

– Naprawdę nie mam pojęcia – rzekł pogodnym tonem. – Ale ta śnieżna aura da nam trochę czasu na opracowanie nowego planu. Nie martw się, Johnie, coś wymyślę.

Gabriel zjadł śniadanie w swoim pokoju, a potem Thoresby pomógł mu się ubrać. Mięśnie miał nadal sztywne i obolałe, jednak ogólnie czuł się już znacznie lepiej. Na tyle dobrze, by móc opuścić pokój. Wiedząc jednak, że John będzie nalegał, aby pozostał w łóżku jeszcze co najmniej przez jeden dzień, zaczekał, aż służący wyruszy do East Markham wypełnić zlecone mu zadanie. Dlatego dopiero tuż przed południem zszedł na parter.

Zastał Nancy w kuchni. Była pochłonięta mieszaniem w miedzianym rondlu stojącym na blasze i nie zauważyła, że wszedł, co dało mu sposobność, by przystanąć w progu i przyjrzeć się jej. Była ubrana w fartuch włożony na suknię z żółtego muślinu, która pasowałaby raczej do londyńskiego salonu niż do wiejskiej kuchni. Jej jaskrawy kolor przypomniał Gabrielowi wiosenne kwiaty i kontrastował efektownie z ciemnobrązowymi włosami Nancy.

Miał ochotę podkraść się do niej cicho, objąć ją ramionami w wąskiej tali i pocałować gładkie ramię, jednak zwyciężył w nim zdrowy rozsądek. Nie był wcale pewien, czy gdyby pozwolił sobie na coś takiego, nie wylałaby na niego kipiącej zawartości rondla. Zdecydował, że bezpieczniej będzie oznajmić jej swoją obecność odkaszlnięciem.

– Och, dzień dobry, panie Shaw – powiedziała, odwracając się do niego.

Otaksowała go spojrzeniem i Gabriel poczuł ukłucie niepokoju, gdyż nie miał pewności, czy dostrzegł w jej wzroku aprobatę. Zaśmiał się z siebie. Na Boga, nie jest fircykiem, który potrzebuje kobiecej aprobaty.

– Lepiej pan wygląda – zauważyła. – I ufam, że także lepiej się pan czuje.

– O wiele lepiej, po części dzięki wczorajszej wspanialej kolacji. – Wszedł do kuchni. Było tu ciepło, a w powietrzu unosił się rozkoszny zapach korzennych przypraw i wanilii. – John wyszedł, a ja przyszedłem napić się kawy. Sam ją zaparzę – dodał szybko. – Nie oczekuję, żeby pani czy pani Yelland mi usługiwały.

– To rozsądnie z pańskiej strony. Jak pan widzi, jestem zajęta, a Hester poszła do budynku gospodarczego oskubać kurę na obiad. W czajniku jest trochę gorącej wody, która szybko się zagotuje, a kawę i dzbanek znajdzie pan na tamtych półkach.

Odsunęła się, żeby mógł dostać się do czajnika, lecz nie przestała mieszać w rondlu, podczas gdy Gabriel zajął się przyrządzaniem kawy.

– Mogę zaparzyć kawę także dla pani – zaproponował.

– Och, dobrze, dziękuję. Właśnie kończę przygotowywać słodki pudding na dzisiejszy obiad. Za kilka chwil powinien zgęstnięć, a wtedy włożę go do marmurowej miski i postawię w spiżarni, żeby ostygł. – Przerwała na chwilę, uniosła łyżkę, sprawdziła konsystencję puddingu i podjęła mieszanie. – Kiedy wcześniej weszłam do salonu, zorientowałam się, że nie napalono tam w piecu, proponuję więc, żebyśmy wypili kawę tutaj. Obecnie to niewątpliwie najcieplejsze pomieszczenie w całym domu. – Podniosła na niego wzrok i dodała: – Oprócz pańskiej sypialni. Wydałam polecenie, żeby dokładano w niej do pieca przez całą noc.

– I tak zrobiono – zapewnił ją. – Jednak nie śmiem zaprosić pani tam na kawę. Ani na nic innego. Zbyt krótko się znamy.

Wiedział, że zachowuje się wobec Nancy prowokująco, i zastanawiał się, czy ona się obrazi. Lecz Nancy tylko wybuchnęła głośnym śmiechem.

– W istocie – przyznała. Po raz ostatni zamieszała pudding i zdjęła rondel z kuchennego pieca. – Proszę, niech pan zaniesie kawę na stół. Chyba jest tu gdzieś kilka ciasteczek, które Hester wczoraj upiekła.

Zaniosła rondel do spiżarni i wkrótce wróciła, niosąc niewielki słoik. Gdy go otworzyła, w powietrzu rozszedł się cytrynowy zapach.

– Muszę pochwalić pańską byłą gospodynię – powiedziała. – Zostawiła doskonale zaopatrzoną spiżarnię. Zrobiła nawet przetwory owocowe. Uważam za bardzo dziwne, że w domu nie ma żadnych służących oprócz Thoresby’ego. Czy odprawił pan ich wszystkich?

– Rodzina, która tu mieszkała, nie odnowiła umowy najmu i wyprowadziła się pod koniec września. Przewidywałem, że mogę potrzebować kryjówki, i poleciłem, by wyposażono dom we wszystko, co niezbędne. Obejmuje to także dobrze zaopatrzoną spiżarnię. Było to konieczne przed zbliżającą się zimą.

– A zatem to pański dom?

– Z całą pewnością mój. Nabyłem go tego lata.

– I woli pan mieszkać tutaj bez żadnej służby?

– Tak.

– Ale przecież jest pan arystokratą z pewnością nawykłym do posiadania służących. Kucharki, gospodyni – powiedziała i utkwiła w nim pytające spojrzenie czarnych oczu.

– Kawaler ma o wiele prostsze potrzeby niż mężczyzna żonaty.

 

Nancy syknęła cicho z irytacji. Gabriel roześmiał się i mówił dalej:

– Po prawdzie, Thoresby i ja spędziliśmy trochę czasu w wojsku. Potrafimy doskonale sami o siebie zadbać. – Popatrzyła na niego z takim szczerym niedowierzaniem, że znów się zaśmiał. – No dobrze, przyznaję, że w tym przypadku jestem wdzięczny za pani pomoc.

– Nazwałabym to dość wymuszoną wdzięcznością.

– Czy okazałem pani niewybaczalną nieuprzejmość?

– Wręcz oburzającą.

– Przypisałbym moje zachowanie uderzeniu w głowę.

– To tylko czcza wymówka! Po prostu nie może pan znieść, by ktokolwiek sprzeciwiał się pańskiej woli – rzuciła.

Wsparła dłonie o blat stołu i pochyliła się ku Gabrielowi, tak że głęboki dekolt jej sukni nieco odsłonił krągłe piersi. Gabriel poczuł przypływ pożądania, lecz starał się je zignorować.

– Chciałabym, żeby wyjawił pan, dlaczego pozostanie tutaj jest dla mnie niebezpieczne – powiedziała. Odgadła jego myśl i zaczerwieniła się. – Oczywiście oprócz oczywistego powodu.

– Czyż ten powód nie jest wystarczający?

– Mam przy sobie Hester, a poza tym nie obawiam się pana w pańskim obecnym stanie zdrowia.

– Nie chcę, żeby pani w ogóle się mnie obawiała, zwłaszcza że wskutek śnieżnych zasp będziemy tutaj odcięci od świata przez co najmniej kilka dni. Jeżeli nie widzi pani żadnego innego powodu, by mi zaufać, proszę pamiętać, że jestem dżentelmenem. – Uniósł brwi. – Dlaczego pani tak na mnie patrzy? Nie wierzy mi pani?

– Wiem z doświadczenia, że ci tak zwani dżentelmeni biorą, co zechcą, od swoich służących – czy jakichkolwiek innych kobiet – nie dbając o konsekwencje.

Gabriel zmarszczył brwi. Dotąd nigdy nie słyszał w głosie Nancy takiej nuty goryczy i teraz poczuł zakłopotanie.

– Nie wszyscy dżentelmeni tak się zachowują – odparł. – A poza tym pani nie jest moją służącą.

– Istotnie, nie jestem. – Uśmiechnęła się słabo, jej wzrok złagodniał. – Ponieważ śnieg uniemożliwia panu pozbycie się mnie przez kilka dnia, uczynię najlepiej, jeśli powrócę do przygotowywania obiadu.

Podniosła się z krzesła, ale Gabriel powstrzymał ją uniesieniem dłoni.

– Jeszcze nie teraz. Niech pani spokojnie wypije kawę. – Gdy ponownie usiadła, rzekł: – Nancy Hopwood, jest pani niezwykłą kobietą. Proszę opowiedzieć mi o sobie.

– Moja historia nie różni się od historii wielu innych przyzwoitych kobiet. Nie utrzymuje mnie żaden mężczyzna, zresztą wcale tego nie pragnę! Miałam szczęście znaleźć posadę kucharki.

– A czy pani pracodawca jest uczciwym mężczyzną?

– Nie zatrudnia mnie żaden mężczyzna, lecz organizacja charytatywna. Pracuję w ośrodku dla bezdomnych kobiet na północy Anglii. Należy do niego także niewielka farma, w której uprawiamy wszystko, czego potrzebujemy, a nadwyżki sprzedajemy. Poza tym zarabiamy na utrzymanie podług naszych zdolności. Te z nas, które mają uzdolnienia do robótek ręcznych, wytwarzają rzeczy, które możemy sprzedać, takie jak torebki robione na drutach czy pończochy. Moją pasją jest gotowanie, więc było czymś całkiem naturalnym, że objęłam kuchnię.

– Co wobec tego robiła pani w Tuxford?

– Odwiedziłam Londyn w interesach. W drodze powrotnej natknęłam się w zagajniku na pana. Nie zwykłam pozostawiać bez pomocy nikogo, kto wpadł w tarapaty.

– Na szczęście dla mnie – rzekł Gabriel i ponownie napełnił kawą ich filiżanki. – Ale jak długo ten ośrodek charytatywny poradzi sobie bez pani?

– Dopóki będę potrzebna tutaj – odparła Nancy i wyzywająco spojrzała mu w oczy. – Możemy różnić się co do tego, ile czasu to potrwa, ale musi pan przyznać, że mogę stąd wyjechać, dopiero kiedy śnieg przestanie padać.

– Chętnie przyznaję, że dziś i zapewne także jutro nie może pani opuścić tego domu, jednak powinna pani wyjechać, gdy tylko stanie się to możliwe. Radzę sobie już całkiem dobrze. John i ja potrafimy sami się o siebie zatroszczyć.

– I nie wyjawi mi pan, dlaczego tak nalega na mój wyjazd?

– Czy uwierzy mi pani, jeśli powiem, że gdyby została tu pani trochę dłużej, mógłbym zapomnieć, że jestem dżentelmenem?

– Oczywiście uwierzę, ale to nie jedyny powód. Wyczuwam w panu jakąś tajemnicę i pragnę, żeby pan mi ją zdradził.

– Będzie lepiej, jeśli jej pani nie pozna.

– Zatem jestem zmuszona wysnuć wniosek, że przebywa pan tutaj z powodu jakiejś nielegalnej afery. – Westchnęła z żałosną miną. – Nie chciałabym myśleć o panu jako o złoczyńcy.

– Nie musi pani tak o mnie myśleć, ale pani głębokie westchnienia nie skłonią mnie do zwierzeń.

– Postanowiłam przynajmniej spróbować.

Rzuciła na niego spod rzęs figlarne spojrzenie, które zaparło Gabrielowi dech w piersi, a tlące się w nim pożądanie zmieniło się w płomień czystej żądzy. Opanował się z najwyższym wysiłkiem.

Nancy dopiła kawę.

– Dziękuję za poczęstunek i miłe towarzystwo. Ale teraz naprawdę muszę już wrócić do gotowania.

Gdy odsuwała filiżankę, ujął ją za nadgarstek.

– Zje pani znowu kolację razem ze mną? Myślę, że czuję się już na tyle dobrze, by dziś wieczorem usiąść w salonie. Oczywiście moglibyśmy zjeść w jadalni, ale jest wielka i stale hulają tam przeciągi. Diabelnie trudno ją ogrzać.

Nancy była zaskoczona reakcją swojego ciała na dotyk Gabriela. Przez jej rękę przebiegł gorący prąd, serce zabiło szybciej.

Odpowiedziała tak spokojnie, jak zdołała:

– Przypuszczam, że przed moim przybyciem jadał pan kolacje tutaj, w kuchni, z Johnem Thoresbym.

– No tak, ale…

Puścił jej dłoń i tym razem Nancy zaskoczyło rozczarowanie, jakie ją ogarnęło. Gabriel mógł być dżentelmenem i nie zamierzać jej skrzywdzić, jednak niewątpliwie był niebezpiecznie przystojnym i czarującym mężczyzną. Dla własnego dobra powinna trzymać go na dystans.

– Proponuję więc, żebyśmy zjedli tutaj wszyscy – powiedziała. – Dzięki temu potrawy mniej wystygną przed podaniem ich na stół.

– Skoro pani sobie tego życzy, nie mam nic przeciwko temu.

Nancy poczuła ulgę, że Gabriel tak chętnie zaakceptował jej propozycję. Chociaż ubiegłego wieczoru jego towarzystwo sprawiło jej przyjemność, wiedziała, że bezpieczniej będzie zjeść z pozostałymi. Rzuciła mu smutne spojrzenie.

– Jestem kucharką, panie Shaw. Przywykłam do spożywania posiłków przy kuchennym stole.

– Kto będzie jadł przy kuchennym stole? – zapytała Hester, wchodząc z oskubaną kurą w rękach.

– Wszyscy – odrzekła Nancy.

– Och, nie, proszę pani – zaprotestowała Hester, przystając gwałtownie. – Panno Nancy, pomimo kłopotów finansowych jest pani damą i dlatego zje kolację w salonie z panem Shawem.

Nancy prychnęła cicho z irytacji.

– To niestosowne, żebyśmy jedli tylko we dwoje.

– Bardziej stosowne, niż gdybyście mieli siedzieć w kuchni ze służbą – zripostowała Hester. Zaniosła kurę do spiżarni, a gdy wróciła, dodała: – I widzę, że pan Shaw jest dżentelmenem. Nie sądzę, by cokolwiek groziło pani z jego strony.

Gabriel uśmiechnął się do niej promiennie.

– Dziękuję, pani Yelland.

– Może masz rację co do tego „dżentelmena” – rzekła Nancy, rzucając przyjaciółce gniewne spojrzenie. – Jednakże oszczędzimy wszystkim mnóstwa zachodu, jeśli zjemy razem tutaj. I nie będziesz musiała nosić potraw przez te pełne przeciągów korytarze.

Ale Hester była nieugięta. Skrzyżowała ramiona na piersi i odparła:

– Skoro nie chce pani myśleć o sobie, proszę pomyśleć o Thoresbym i Williamie. Będą się czuli skrępowani, jedząc w pani obecności.

– Ale przecież po przyjeździe tutaj jadaliśmy wspólnie – zaoponowała Nancy.

– Jedynie z konieczności. Pan Shaw był bliski śmierci, a poza tym reszta domu była nieprzygotowana i nieogrzana, więc tylko kuchnia nadawała się do użytku. Teraz jednak sytuacja wygląda całkiem inaczej. Wszyscy będziemy bardziej zadowoleni, jeśli państwo zjecie we dwoje kolację gdzie indziej, a my spokojnie spożyjemy nasz posiłek tutaj.

Gabriel odkaszlnął cicho.

– Pani Hopwood, chyba nie chce pani wprawić pozostałych w zakłopotanie.

– Nie, oczywiście, że nie, ale ponieważ to ja mam przyrządzić kolację…

– Poradziliśmy sobie wczorajszego wieczoru i poradzimy sobie także dzisiejszego – przerwała jej Hester. – A pan Shaw z pewnością zgodzi się ze mną, że i tak już pracuje pani wystarczająco ciężko. Możemy się odwdzięczyć przynajmniej tym, że w spokoju nacieszy się pani kolacją.

Nancy popatrzyła na nią w milczeniu i poczerwieniała z gniewu.

Gabriel ze śmiechem wstał od stołu.

– I pani mówiła, że to ja nie znoszę, by sprzeciwiano się mojej woli! Teraz wychodzę, ale oczekuję niecierpliwie, że później dołączy pani do mnie przy obiedzie. W salonie!

Nancy przyglądała się, jak wychodził, i ledwie zdołała się powstrzymać przed chwyceniem czegoś ze stołu i ciśnięciem w drzwi.

– Cóż za nadzwyczaj arogancki i despotyczny…

– Bardzo w tym podobny do pani – zauważyła Hester. – Proszę dać spokój, panno Nancy. Musimy się pospieszyć, bo inaczej zaczniemy jeść kolację o północy.

Nancy wróciła do gotowania, mamrocząc coś do siebie. Jednak w miarę jak pochłaniało ją przyrządzanie posiłku, jej gniew się rozwiewał, a gdy wchodziła na piętro do swojego pokoju, żeby przebrać się do kolacji, była już pogodzona z losem. Włożyła znowu niebieską jedwabną suknię, wiedząc, że to jej jedyny wieczorowy strój odpowiedni dla ubogiej, skromnej wdowy.

Gdy wychodziła na podest schodów, Gabriel właśnie wyłonił się ze swojej sypialni. Ukłonił się i zaoferował jej ramię. Zawahała się, wciąż jeszcze zła na niego za to, że nie poparł jej decyzji zjedzenia kolacji w kuchni.

– Nie powoduje mną galanteria – oznajmił jej. – Nadal czuję się słaby i potrzebuję pani pomocy.

– Ależ z pana podstępny drań – zrugała Gabriela, ujmując go pod ramię.

– To nie fair, przecież sama pani mówiła, że jeszcze nie całkiem odzyskałem siły.

– Myliłam się, pański stan zdrowia uległ znacznej poprawie.

Zeszli na korytarz. Nancy puściła ramię Gabriela i pierwsza wkroczyła do salonu, w którym zasunięto żaluzje, a w kominku wesoło płonął ogień. Niewielki stół był już zastawiony do kolacji. Gabriel wyprzedził Nancy i odsunął dla niej krzesło.

– Jeśli obawia się pani o swoją cnotę, możemy zostawić drzwi otwarte – zaproponował.

– I sprawić, że całe ciepło ulotni się z pokoju. Nie, dziękuję. – Podniosła na niego wzrok. – Zaryzykuję przebywanie z panem w zamkniętym pomieszczeniu.

Gdy zasiedli do kolacji, zorientowała się, że nie będzie to dla niej wcale trudnym wyzwaniem. Gabriel był miłym towarzyszem, prowadził rozmowę w sposób zarówno dowcipny, jak i zajmujący. Nancy wkrótce odprężyła się i zaczęła dobrze bawić. W zachowaniu Gabriela nie było niczego, co wzbudziłoby jej niepokój. Nie wpatrywał się w jej biust ani nie próbował z nią flirtować. Gdy zegar w holu wybił godzinę, wykrzyknęła zaskoczona:

– Nie miałam pojęcia, że jest już tak późno!

– Godzina jedenasta to wcale nie późna pora.

– Jest późna dla rekonwalescenta, takiego jak pan. Musi pan odpocząć. – Wstała, ale dała ręka znak Gabrielowi, żeby nie podnosił się z krzesła. – Proszę siedzieć.

Podeszła do mniejszego stolika, wzięła karafkę i szklankę i przyniosła Gabrielowi.

– Zostawiam pana z pańską brandy i życzę dobrej nocy.

Gdy sięgnął po jej dłoń, podała mu ją bez namysłu. Ucałował jej palce, po czym puścił rękę. To tylko przyjacielski gest, nic więcej, powiedziała sobie Nancy.

– Dobranoc, pani Hopwood.

– Dobranoc, panie Shaw.

Och, jak bardzo pragnęła zostać! Była pewna, że nie miałby nic przeciwko temu, gdyby została, żeby wypić z nim jeszcze jeden kieliszek wina, ale co potem? Gdyby okazała, jaką przyjemność sprawia jej towarzystwo tego mężczyzny, ten wieczór mógłby się skończyć tylko w jeden sposób. A chociaż jej ciało domagało się zaspokojenia pragnienia, które dręczyło ją nocami, wiedziała, że Gabriel Shaw uroczy i przystojny, dlatego mogłaby zanadto się do niego przywiązać. Nie zamierzała dla chwili rozkoszy ryzykować złamania serca. Wyszła, cicho zamknęła za sobą drzwi i nie zatrzymała się, póki nie dotarła do swojej bezpiecznej sypialni.

Gabriel przyglądał się Nancy opuszczającej pokój. Była wysoką kobietą o posągowej figurze, ale poruszała się ze swobodnym wdziękiem, co sprawiło, że zapragnął zobaczyć ją w sali balowej. Nalał sobie porcję brandy i wypił łyk.

Przyszedł mu do głowy wers wiersza i wyrecytował go szeptem:

 

– „Jak uroczo spływa ów strumień jej stroju”. Kto to napisał? Oczywiście, Robert Herrick. – Przypomniał sobie inny fragment, tym razem dotyczący piersi Julii. – „Pomiędzy tymi wspaniałościami złożę pocałunek”.

Z gniewnym mruknięciem odepchnął od siebie ten obraz.

– Niech to diabli, takie rozmyślania nie przyniosą mi niczego dobrego!

Dopił brandy, wstał z trudem i ruszył do drzwi.

Nancy leżała w łóżku, tak podniecona, że całkiem opuściła ją senność. Żałowała, że nie mogła zostać z Gabrielem. Od lat towarzystwo mężczyzny nie sprawiło jej takiej przyjemności i gdy to sobie uświadomiła, ogarnął ją niepokój. Gabriel obudził w niej pragnienie czegoś więcej niż tylko rozmowy. Chciałaby go dotknąć, poczuć, jak ją obejmuje. Aż do teraz nie zdawała sobie sprawy, jak okropnie jest samotna. Przez minione lata nauczyła się chronić przed mężczyznami. Niezamężna kobieta nie może sobie pozwolić na najmniejsze osłabienie czujności. Tylko raz straciła serce dla mężczyzny i poznała ból miłości do kogoś, kogo nigdy nie zdobędzie. Nie zamierzała ponownie ryzykować takiego cierpienia.

Zesztywniała i zacisnęła dłonie. Czyż nie wystarczy, że ma swoją pracę i przyjaciółki w Prospect House? Zdradziecki głos w jej głowie odpowiedział przecząco. Pragnęła męskiej pieszczoty, pocałunku. Jednak niepokoiło ją nie tylko owo fizyczne pożądanie. Była pewna, że w innych okolicznościach Gabriel Shaw mógłby zostać jej przyjacielem.

Z irytacją obróciła się na bok. Na Boga, co się z nią dzieje? W jej wieku nie przystoi ulegać takiemu zauroczeniu. Ale w towarzystwie Gabriela czuła się lekkomyślna i zuchwała, gotowa na każde szaleństwo. Z westchnieniem usiadła i poprawiła poduszkę. Och, nigdy nie popełni żadnego głupstwa. Przyjaciółki w Prospect House polegają na niej ze względu na jej zdrowy rozsądek, a ona zachowuje się teraz jak pensjonarka, traci głowę dla przystojnego mężczyzny, o którym nic nie wie.

Przypomniała sobie słowa gospodyni jej ojca, pani Crauford: „Przystojni mężczyźni są niebezpieczni”. Musi o tym pamiętać, gdyż Gabriel niewątpliwie jest przystojny. Stłumiła smutne westchnienie, zdecydowana zachować trzeźwy osąd.

Znów opadła na łóżko i wsunęła dłoń pod policzek. Odprężona, za bezpiecznie zaryglowanymi drzwiami, pozwoliła myślom wędrować swobodnie. Nie można zaprzeczyć, że Gabriel jest bardzo atrakcyjnym mężczyzną. Ma czarne włosy, czarujący uśmiech, a jego oczy… Rozmyślała o nich przez chwilę. Są niebieskie, a ich spojrzenie zdawało się przenikać aż do jej duszy. Tak, nawet z tym sińcem na policzku był na tyle przystojny, by zawrócić dziewczynie w głowie. Na szczęście ja już nie jestem dziewczyną, pomyślała sennie Nancy.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?