Niezwykła gospodyni lorda Gabriela

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Niechętnie otworzył oczy. Był w Dell House, w swojej sypialni. Przypuszczalnie ta kobieta przywiozła go tutaj, tak jak obiecała. Z pamięci wyłoniło się inne wspomnienie. Ktoś ocierał mu czoło wilgotną szmatką. Kojąca woń lawendy. Głos tej kobiety, tym razem łagodny, proszący go, aby się nie ruszał. Teraz Gabriel podjął wysiłek, by przypomnieć sobie więcej. Zamknął oczy i skupił się. Tak, ona szła w kierunku łóżka. Widział ją w świetle lampy, jej kobiecą figurę, czarne oczy, czerwień ust, lśniące czarne włosy. Pochyliła się nad nim z zatroskaną miną. Ta sama kobieta, która znalazła go w zagajniku. A może to wszystko mu się tylko przyśniło?

Usłyszał odgłos otwierania drzwi, ciche kroki i przy jego łóżku pojawił się Thoresby niosący tacę. Ten człowiek był dla niego kimś o wiele więcej niż tylko służącym. Gabriel uważał go za lojalnego przyjaciela.

– Witaj, Johnie – rzekł.

– Dzień dobry. Rad jestem, że wreszcie się pan ocknął.

Gabriel zmarszczył brwi.

– Leżałeś w łóżku. Obawiałem się, że zmogła cię grypa.

– Na szczęście to było tylko paskudne przeziębienie i już dochodzę do siebie.

Przysunął do łóżka stolik i postawił na nim tacę. Gabriel nieznacznie obrócił głowę i dostrzegł na tacy miseczkę z czymś podejrzanie przypominającym owsiankę. Jednakże nie to było obecnie najgorszym z jego zmartwień.

– Ale czułeś się zbyt chory, by wstać z łóżka.

– To było przed pięcioma dnami, panie.

– Aż tak dawno? – wykrzyknął Gabriel.

Spróbował usiąść i skrzywił się z bólu, który przeszył jego poobijane ciało.

Thoresby przyszedł mu z pomocą – delikatnie podtrzymał go za ramiona i poprawił poduszki. Gabriel oparł się o nie i wymamrotał podziękowanie. Zamknął oczy i odczekał, aż ból nieco zelżeje.

– Mogę podać laudanum, jeśli pan sobie życzy.

– Nie, proszę tylko o trochę wody – powiedział Gabriel.

Uparł się, by samemu trzymać szklankę, i chociaż ręce mu drżały, zdołał wypić kilka łyków. Kiedy skończył, był rad, że ma to już za sobą. Z zamkniętymi oczami opadł na poduszki.

– Johnie, była tu jakaś kobieta.

– Ach tak, pani Hopwood.

– To ona mnie tu przywiozła?

– Tak. I na pana widok poczułem wielką ulgę, chociaż ledwie zdołałem dowlec się do drzwi, kiedy zapukała. Wiedziałem, że nie powinienem był puścić pana samego.

– Do diaska, Johnie, byłeś zbyt chory, żeby na cokolwiek mi się przydać. Właśnie dlatego zostawiłem cię śpiącego w łóżku. Ta kobieta… czy przenocowała tutaj?

– O tak, panie – odrzekł Thoresby. – I wciąż tu jest.

– Jak to?!

– Niepodobieństwem było ją powstrzymać. Wmaszerowała do domu i od razu zaczęła wszystkim rządzić. Ja kaszlałem, kichałem i usiłowałem jakoś się pozbierać, a ona i jej słudzy położyli pana do łóżka. I natychmiast potem przygotowała pokoje dla siebie i swojej służącej, a jej lokaj i stangret także rozgościli się tu jak u siebie. Muszę szczerze przyznać, że bez niej nie poradziłbym sobie z opieką nad panem. Zapakowała mnie z powrotem do łóżka i oznajmiła, że sama wszystkiego dopilnuje. Powiedziała, że zapewne potrzebuję tylko wyleżeć się przez parę dni i znów stanę na nogi. A zanim pan powie, że powinienem był zaprotestować, niech pan wie, że próbowałem, daję słowo. Lecz ona odpowiedziała tylko, że mam trzymać się z dala od pana, na wypadek gdyby moja choroba była zaraźliwa. To wprost niesłychane! Jednak, prawdę mówiąc, przez pierwsze dwa dni rzeczywiście byłem zbyt słaby, by na cokolwiek się przydać.

Gabriel przyjął te wiadomości bez słowa komentarza. Popatrzył na tacę.

– Jak sądzę, ta kobieta uznała to za odpowiednie śniadanie dla rekonwalescenta?

Po raz pierwszy Thoresby nie śmiał spojrzeć mu w oczy.

– Tak. To owsianka. Tylko tym udawało się nam pana karmić przez minione dwa dni. Tym i odrobiną bulionu z kurczaka, który ona ugotowała.

– Pani Hopwood wydaje się bardzo sprytną kobietą – powiedział Gabriel oschłym tonem.

Thoresby pozwolił sobie na kpiący uśmieszek.

– Z pewnością pomogła nam wybrnąć z tych tarapatów. Gdyby nie natknęła się na pana w tamtym zagajniku, do rana zamarzłyby pan na śmierć. A potem przez pierwsze trzy dni ona i jej towarzyszka opiekowały się panem, kiedy ja mogłem tylko bezsilnie leżeć w łóżku.

– A przez ten czas nie było tu żadnych niepożądanych gości, nikt nie czaił się w pobliżu?

– Żadnej oznaki, by ktokolwiek podążył tutaj za panem. Na śniegu wokół domu były tylko ślady moje albo służących pani Hopwood. Przez ostatnich kilka dni mieliśmy tak obfite opady śniegu, że drogi stały się nieprzejezdne.

– Zatem musimy mieć nadzieję, że miejsce naszego pobytu pozostaje nieznane dla tych napastników. Jednak jeśli się zorientują, że przeżyłem, mogą zjawić się tutaj, szukając mnie – powiedział Gabriel. – Przebywanie tutaj jest zbyt niebezpieczne dla każdego oprócz nas dwóch. Możesz powiedzieć pani Hopwood, że jej pomoc nie jest już potrzebna.

– Mogę spróbować, ale ona nie wyjedzie, dopóki nie upewni się osobiście, że pan wyzdrowiał. Może gdyby zjadł pan kilka łyżek tej owsianki…

Gabriel przeklął go soczyście.

– Zabierz to ode mnie i przynieś mi moje zwykłe śniadanie. No, o co jeszcze chodzi?

– Te damy przejęły kuchnię. Odkąd przyjechały, tylko one przyrządzają wszystkie posiłki. Nie jestem pewien… – Widząc wściekłe spojrzenie Gabriela, Thoresby urwał i rzucił szybko: – Natychmiast pójdę i zajmę się tym. Z pewnością nie napotkam żadnych trudności.

– Lepiej, żeby tak było – powiedział Gabriel, mierząc go gniewnym wzrokiem. – A potem możesz pomóc mi wstać z łóżka. Jeżeli ty nie każesz tej przeklętej kobiecie wyjechać, ja to zrobię!

ROZDZIAŁ TRZECI

Gdy Thoresby wszedł z tacą do kuchni, Nancy kroiła kawałek wołowiny. Rzuciła okiem na miskę z nietkniętym śniadaniem.

– Czy twój pan nadal śpi?

– Nie, proszę pani, całkiem się obudził i nalega, żeby przynieść mu jego zwykłe śniadanie, czyli jajka na szynce.

Thoresby oznajmił to z takim niepokojem, że Nancy musiała przygryźć usta, żeby się nie roześmiać. Żywiła dla Thoresby’ego trochę współczucia, gdyż wiedziała, że przez ostatnich kilka dni zachowywała się nieco despotycznie, ale kuchnia i gotowanie były jej domeną od ponad dekady. Przejęła kontrolę i przyrządzała posiłki odpowiednie dla rannego mężczyzny, odkąd był już w stanie przełknąć przynajmniej odrobinę jedzenia. Przyjaciółki nazywały ją ze śmiechem matką kwoką, która pragnie opiekować się każdym. Przeniknęła ją fala gorąca, gdy uświadomiła sobie, że wcale nie pragnie, aby Gabriel Shaw traktował ją jak matkę!

– Miło mi słyszeć, że czuje się już o wiele lepiej – powiedziała. – Czy przyrządziłbyś mu coś do jedzenia? Chętnie zdam się na ciebie, gdyż najlepiej wiesz, co lubi.

Thoresby zapewnił ją pospiesznie, że z radością przygotuje śniadanie dla swojego pana, po czym udał się do spiżarni po jajka i szynkę.

Gdy już zaniósł Gabrielowi tacę ze śniadaniem i pomógł mu się ubrać, wrócił do kuchni i przekazał Nancy zaproszenie od niego.

– Pani, mój pan prosi, żebyś zjadła z nim dziś wieczorem kolację. W jego pokoju. Ubolewa głęboko, że nie czuje się jeszcze na siłach zejść po schodach. – Wypełniwszy ten obowiązek, Thoresby odprężył się nieco i dodał: – Prawdę mówiąc, wciąż jest słaby jak pisklak i może tylko siedzieć w fotelu przy kominku. Żywi jednak nadzieję, że zgodzisz się przyjść do niego na niezobowiązujący wieczorny posiłek.

Nancy nie zwiodły uprzejme słowa, w jakie służący ubrał tę wiadomość. Zdawała sobie sprawę, że w gruncie rzeczy jest to polecenie. Co nie znaczy, że miała coś przeciwko kolacji z panem Gabrielem Shawem. Było bardzo wiele pytań, które chciała mu zadać.

Tuż przed porą kolacji Nancy weszła po schodach na piętro, by odświeżyć się po pracy w kuchni. Pozostawiła Hester i Thoresby’emu zadanie dokończenia przyrządzania posiłku. Nie miała czasu na umycie włosów, więc tylko wyszczotkowała je starannie i związała w kok, a potem zaczęła się zastanawiać, w co się ubrać. W kufrach podróżnych miała wiele barwnych, kosztownych strojów, a w szkatułce mnóstwo efektownej biżuterii, jednak dziś wieczorem nie zamierzała roztaczać swego czaru.

Zdecydowała się na najbardziej stonowaną, ciemnoszafirową suknię z podwyższoną talią i długimi rękawami, które uznała za konieczne, gdyż w domu panowało przenikliwe zimno. Szyję owinęła muślinowym szalem, po części z powodu zimna, a po części dla ozdoby. Poza tym dzięki temu unikała potrzeby włożenia naszyjnika. Wsunęła stopy w ciemnoszafirowe pantofelki, przejrzała się w lustrze i z zadowoleniem skinęła głową. Wyglądała na szacowną ubogą wdowę wiodącą skromne życie – a właśnie za kogoś takiego chciała uchodzić w oczach Gabriela Shawa. Narzuciła na ramiona wełniany szal i ruszyła przez nieogrzewane korytarze.

– Dobry wieczór, pani Hopwood – powitał ją uprzejmie Shaw, gdy weszła do jego pokoju.

Spodziewała się, że przyjmie ją ubrany w jakiś jaskrawy szlafrok, ale miał na sobie jasnobrązowe spodnie, nienagannie skrojony wieczorowy frak, kamizelkę ze złocistego jedwabiu, śnieżnobiałą lnianą koszulę i wymyślnie zawiązany fular. Twarz niemal całkiem mu się wygoiła, z wyjątkiem paskudnego sińca na policzku. Nancy zapamiętała ten siniak z tamtej pierwszej nocy po przyjeździe do posiadłości. Tamtej nocy, kiedy siedziała na brzegu łóżka Shawa i trzymała go za rękę. Na to wspomnienie serce jej zatrzepotało, lecz to zignorowała.

Znów na niego popatrzyła. Wprawdzie miał cienie pod oczami, jednak uznała, że wygląda bardzo dobrze. Nawet rana na głowie ładnie się goiła, ukryta teraz pod lśniącymi czarnymi włosami. Nie nosił pierścieni ani innych ozdób, jednak Nancy była pewna, że Gabriel Shaw nie jest zwykłym wiejskim szlachcicem. Był ubrany modnie, jak mężczyźni, których widywała podczas niedawnego pobytu w Londynie. To kolejny powód, dla którego pragnęła dowiedzieć się o nim czegoś więcej.

 

Siedział przy niewielkim stole ustawionym przed kominkiem, ale wstał z trudem na widok Nancy. Pospiesznie skinęła ręką, żeby usiadł.

– Panie Shaw, proszę się nie przemęczać. Jeszcze nie całkiem doszedł pan do siebie.

– Jestem tego w pełni świadomy – odrzekł ze smutkiem, osuwając się znów na krzesło. – Będę musiał powierzyć Johnowi obowiązek poprowadzenia pani do stołu.

Gestem przywołał służącego, który czekał pod ścianą. Nancy z uśmiechem podziękowała Thoresby’emu, a gdy napełniał winem jej kieliszek, zdjęła chustę i powiesiła na oparciu krzesła. Zaskoczyło ją, jak bardzo czuje się zdenerwowana.

Thoresby cofnął się i skłonił lekko.

– Jeśli jest pani gotowa, pani Yelland i ja niezwłocznie podamy do stołu.

Kiedy wyszedł z pokoju, Gabriel uniósł swój kieliszek w geście toastu.

– Pani Hopwood, jestem pani winien ogromną wdzięczność.

– Spełniłam tylko mój chrześcijański obowiązek. Nie mogłam zostawić pana na mrozie na pewną śmierć.

– Ależ uczyniła pani o wiele więcej! Nie tylko uratowała mi życie, ale przez minionych kilka dni pomagała Thoresby’emu przy pielęgnowaniu mnie, a przy tym, jak mi powiedział, ani razu nie zażądała pani od niego żadnych wyjaśnień. Niewiele kobiet okazałoby taki takt i wyrozumiałość.

– Ten nieszczęsny człowiek żył w lęku, że zacznę go wypytywać, jednak uznałam, że postąpię najlepiej, jeśli zaczekam, aż pan sam będzie mógł mi opowiedzieć o wszystkim, co się wydarzyło.

W tym momencie nagły przeciąg oznajmił, że do pokoju weszli Hester i Thoresby. Nancy patrzyła, jak ustawiali na stole półmiski, i poczuła dumę z dań, które obmyśliła i przygotowała. Gabriel również przyglądał się potrawom z wyraźnym podziwem.

– Obawiam się, że przysporzyłem pani wielkiego kłopotu – powiedział. – Musiała pani przerwać podróż. Czy to nie zaniepokoi rodziny i przyjaciół?

– Wysłałam już mojego lokaja Roberta z wiadomością. To zaradny człowiek i jestem pewna, że wypełni powierzoną mu misję. Moi przyjaciele dowiedzą się, że jestem całkiem bezpieczna pod opieką stangreta Williama. I mam też Hester, moją damę do towarzystwa.

Uśmiechnęła się do starszej kobiety, która ustawiała ostatnie półmiski na mniejszym stoliku. Hester odpowiedziała jej surowym spojrzeniem i rzekła znaczącym tonem:

– Pani, czy życzysz sobie, żebym została?

– Nie, nie, Hester, dziękuję ci, sami się obsłużymy – odparła Nancy, a widząc wahanie przyjaciółki, dodała: – Możesz być pewna, że w razie potrzeby cię zawołam.

Gdy zostali tylko we dwoje, Gabriel uniósł brew i spytał:

– Czy ona obawia się, że ucierpi pani reputacja?

– Najprawdopodobniej. Ale doprawdy nie sądzę, by w pańskim obecnym stanie cokolwiek mi z pana strony groziło.

W jego oczach zamigotało rozbawienie.

– Mógłbym uwieść panią moim urokiem i bystrością umysłu.

– Istotnie, mógłby pan spróbować – przyznała z uśmiechem i pozwoliła, by dolał jej wina. – Ale nie odwiedzie mnie pan od powodu, dla którego zgodziłam się zjeść z panem kolację.

– Jakiegoż to?

– Oczywiście pragnę usłyszeć wyjaśnienie, dlaczego pana napadnięto i dlaczego mieszka pan tutaj, mając do usług jedynie Thoresby’ego. On twierdzi, że jest pańskim pokojowym, lecz w istocie zajmuje się tu niemal wszystkimi sprawami.

– Tak, jest dla mnie kimś niezastąpionym. Ale zanim porozmawiamy, powinniśmy zjeść kolację – zaproponował Gabriel, spoglądając na zastawiony stół. – Te potrawy wyglądają i pachną nader zachęcająco. Przypuszczam, że sama je pani przyrządziła?

– Z pomocą Hester.

– Zatem proszę mi powiedzieć, co tutaj mamy.

– Mostek wołowy smażony w winie i duszone grzyby, a także tartę jabłkową i pieczoną kaczkę. Mój stangret zdobył tego pięknego ptaka, gdy udał się na zakup warzyw. – Nancy ujrzała nagły wyraz podejrzliwości na twarzy Gabriela i dodała: – Proszę być spokojnym, panie Shaw. William jest bardzo dyskretny, a poza tym wysłałam go na targ do East Markham, a nie do Darlton.

– Co każe pani sądzić, że potrzebna jest dyskrecja? – zapytał.

– Wszystko w panu! – odrzekła.

Gabriel się roześmiał.

– Dobrze, później o tym porozmawiamy. A na razie bierzmy się do jedzenia!

Kolacja z Gabrielem Shawem sprawiła Nancy zaskakująco wielką przyjemność. Spodziewała się, że będzie się czuła zakłopotana, jednak wystarczył krótki czas w jego towarzystwie, by się odprężyła i zdała sobie sprawę, że rozmawia z nim jak ze starym przyjacielem. Oczywiście to nie znaczyło, że mu ufała. Przecież nic o nim nie wiedziała. Jednak okazał się dobrym kompanem, mówił jak człowiek inteligentny i wykształcony. Nie próbował traktować jej protekcjonalnie ani z nią flirtować.

Skosztował większości potraw, co ją ucieszyło, lecz jadł bez apetytu. Nic dziwnego, pomyślała, skoro dopiero dzisiejszego ranka wstał z łóżka.

Kiedy skończył posiłek, odsunął pusty talerz i powiedział:

– Proszę przyjąć wyrazy szczerego uznania i podziwu. Kolacja była wyśmienita. Gdzie się pani nauczyła tak świetnie gotować?

– Od pewnego francuskiego kucharza. Jako dziecko spędzałam wiele godzin w jego kuchni, a on uznał, że lepiej nauczyć mnie gotowania, niż gdybym miała mu przeszkadzać w pracy.

– A zatem okazała się pani zdolną uczennicą.

Ta pochwała sprawiła jej przyjemność, lecz także wzbudziła w niej niepokój. Pora uświadomić Gabrielowi jej niski status społeczny.

– Był doskonałym nauczycielem. A gotowanie jest obecnie moim źródłem utrzymania.

– A jednak ma pani własny powóz i służących.

– Nalegali na to moi pracodawcy.

– Muszą więc wysoko panią cenić, skoro pozwolili pani podróżować w takim okazałym stylu.

– Dobre kucharki trudno znaleźć, a jeszcze trudniej je zatrzymać.

– Ale nie urodziła się pani jako służąca.

Zawahała się przez chwilę, po czym odrzekła:

– Istotnie, nie. – Zebrała puste talerze i zaniosła na mniejszy stolik. – Jestem wdową i muszę zarabiać na życie tak, jak potrafię.

Gdy przechodziła obok jego krzesła, Gabriel wyciągnął rękę i ujął jej dłoń.

– To kosztowny ślubny pierścionek. Mąż z pewnością pozostawił pani jakieś zabezpieczenie finansowe?

Nancy popatrzyła na grubą złotą obrączkę, będącą niezbędnym rekwizytem przy odgrywania roli wdowy po bogatym mężu.

– On zmarł… nagle. To wszystko, co mi po nim zostało.

Z każdym słowem, którym ozdabiała swoją zmyśloną historyjkę, przytłaczało ją coraz bardziej poczucie winy. Nie chciała okłamywać Gabriela Shawa. Pocieszała się jedynie tym, że gdy tylko droga stanie się przejezdna, opuści Dell House i tego tajemniczego mężczyznę. Pani Hopwood zniknie na zawsze, a ona będzie mogła znów być po prostu zwykłą panną Nancy.

Zaskoczyło ją, jak niewielką pociechę znalazła w tej myśli. Przecież kocha swoje życie w Prospect House, prawda? Miała tam przyjaciółki i aż nadto wiele zajęć. Uświadomiła sobie nagle, dlaczego codziennie rzucała się w wir pracy. To miało ją znużyć i pomóc jej zasypiać w samotne noce. Cofnęła rękę i wróciła na swoje krzesło.

– Ale nie przyszłam tu, żeby rozmawiać o sobie – powiedziała.

– Ach, tak.

– Tak – potwierdziła. – Chcę dowiedzieć się czegoś o panu.

– Jakże mi to pochlebia. – Rozsiadł się wygodnie na krześle i uśmiechnął do niej. – A więc dobrze. Nie jestem żonaty i nie zamierzam się ożenić. Dlaczego miałbym ograniczać się do jednej kobiety, skoro mogę mieć tuzin kochanek? – rzucił, po czym dodał z kpiącym uśmieszkiem: – Tak więc, pani Hopwood, jestem obecnie stanu wolnego, jeśli właśnie to cię interesowało.

– Wcale nie o to mi chodziło! – wykrzyknęła, oblewając się rumieńcem.

Droczył się z nią, starał się odwrócić jej uwagę. Nie mogła na to pozwolić. A jednak, gdy ta chwila nadeszła, nie chciała pytać o jego sprawy. Ogarnął ją nagle lęk, że jego odpowiedzi mogą się jej nie spodobać. Lecz musiała to zrobić. Spojrzała Gabrielowi prosto w twarz.

– Kim pan jest, panie Shaw? Jak do tego doszło, że zamieszkał pan tutaj?

– Przyjechałem z Londynu, żeby… no… zaznać wiejskiego życia.

– Może uciekł pan przed jakimś skandalem? – spytała.

Pomyślała, że w grę mogła wchodzić kobieta. Niemal żadna nie zdołałaby się oprzeć jego niezaprzeczalnej urodzie i urokowi.

To kolejna myśl, którą natychmiast odepchnęła.

– Coś w tym rodzaju – odrzekł Gabriel ze wzrokiem utkwionym w swoim kieliszku. – Sprowadziłem ze sobą tylko jednego służącego. Jak pani zauważyła, John Thoresby jest dla mnie kimś ważnym. To człowiek obdarzony licznymi talentami i podczas pobytu tutaj nie potrzebuję nikogo innego. – Popatrzył ponad stołem na Nancy. – Tak więc, pani Hopwood, jestem po prostu zwyczajnym nieżonatym szlachcicem dochodzącym do zdrowia w wiejskiej posiadłości.

– Nie wierzę w tę pańską opowiastkę, panie Shaw. Zwykły szlachcic może zostać napadnięty, obrabowany i porzucony na pewną śmierć, ale rozbójnicy zazwyczaj nie zadają sobie trudu, by zedrzeć z niego płaszcz, a potem nieść ofiarę do jakiegoś ustronnego miejsca, by tam skonała. Kiedy William wrócił z East Markham, powiedział, że spadło tam jeszcze więcej śniegu niż tutaj, kilkadziesiąt centymetrów, a utrzymująca się nadal mroźna aura nie zapowiada rychłej odwilży. Gdybym pana nie znalazła, pańskie zwłoki mogłyby przeleżeć w tamtym zagajniku nawet kilka tygodni.

– Nie wiem, dlaczego napastnicy postąpili w taki sposób, gdyż mi tego nie wyjaśnili. Przeżyłem dzięki pani pomocy, która nadeszła w samą porę, ale już wystarczająco nadużyłem pani życzliwości. Nie ma żadnej potrzeby, by dalej odwlekała pani podróż. Wkrótce w pełni wyzdrowieję.

– Owszem, jednak chwilowo ledwie jest pan w stanie samodzielnie chodzić.

– Teraz, gdy już wstałem z łóżka, bardzo szybko odzyskam siły. John Thoresby może zająć się wszystkim w domu.

– Thoresby zapewne doskonale potrafi pana obsługiwać, lecz sam jeszcze nie całkiem doszedł do siebie po przeziębieniu. Być może to błaha choroba, jednak będzie potrzebował pełni swych władz fizycznych i umysłowych na wypadek konieczności obronienia pana.

– Obronienia mnie? – Gabriel się roześmiał. – Cóż to za nonsens?

– Sam mi pan to powiedział, kiedy znalazłam pana w tamtym zagajniku. Ktoś dybie na pańskie życie.

Gabriel z narastającą irytacją popatrzył na siedzącą naprzeciwko niego kobietę. Nie chciał, by została wplątana w jego sprawy, jednak okazało się, że diabelnie trudno się jej pozbyć. Może był wobec niej zbyt uprzejmy.

– A jeśli nawet, co to panią obchodzi? – rzucił szorstko.

– Po wysiłku, jaki włożyłam w ocalenie panu życia, nie zamierzam pozwolić, by teraz ktoś je panu odebrał.

– No dobrze, przyznaję, grozi mi niebezpieczeństwo. Pozostając tutaj, może pani również się na nie narazić. Poza tym nie mogę wtajemniczyć pani w tę sprawę…

– A powinien pan.

– Do diabła, kobieto. Chcę, żeby pani stąd wyjechała!

Nancy rozparła się na krześle, skrzyżowała ręce na piersi i zmierzyła Gabriela nieugiętym spojrzeniem.

– Ponieważ nie doszedł pan do siebie na tyle, by móc siłą wyrzucić mnie z tego domu, uważam, że powinien pan po prostu z godnością przyznać się do porażki.

Poczucie śmieszności tej sytuacji przeważyło w Gabrielu nad gniewem i uśmiechnął się. Nancy to zauważyła i na jej ustach też pojawił się uśmiech.

– Teraz o wiele lepiej, panie Shaw. Przywołam Hester i odniesiemy te talerze do kuchni…

– Nie, niech zajmą się tym ona i John. Chciałbym, żeby pani została i porozmawiała ze mną.

– Nie mogę. – Nancy podeszła do kominka i pociągnęła za sznur dzwonka. – Musi pan odpocząć. Hester i ja sprzątniemy wszystko, a pański służący pomoże panu wrócić do łóżka.

Niech to diabli, odmówiła opuszczenia domu, chociaż ostrzegł ją, że grozi jej tu niebezpieczeństwo. A teraz odmawiała mu przyjemności swojego towarzystwa. Cóż za przeklęta krnąbrna kobieta!

Odwróciła się, spojrzała na niego i rzekła niewinnym tonem:

– Przepraszam, czy coś pan mówił?

– Jest pani najbardziej upartą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem.

W jej oczach zamigotał kpiący błysk. Nie wydawała się ani trochę urażona.

– Nazwał mnie pan też kurzym móżdżkiem. W tamtym zagajniku. I dziwaczką.

– Naprawdę? Nie pamiętam. Zapewne próbowałem w ten sposób pozbyć się pani.

 

– Ponieważ najwyraźniej ucierpiał pan wtedy od ciosu w głowę, wybaczyłam panu tę nieuprzejmość. Nie zostawiłam pana wtedy i nie zostawię teraz.

Powiedziawszy to, wzięła tacę z pustymi talerzami i lekkim krokiem wyszła z pokoju.