Pokuta Piekielnej Diablicy – seks w zaświatach

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Sandra Kulik

Pokuta Piekielnej Diablicy - seks w zaświatach

Lust

Pokuta Piekielnej Diablicy - seks w zaświatach

Zdjęcie na okładce: Shutterstock

Copyright © 2021 Sandra Kulik i LUST

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726903898

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

Złamane serce. Zjawisko powszechne jak złamany paznokieć, a jednak szokuje za każdym razem, pozostawiając ból i smutek. Niektórzy tak cenią sobie miłość, że są gotowi dla niej umrzeć. Ja postanowiłam umrzeć z jej braku. Nie widziałam innego wyjścia, bo może i byłam żywa, ale już od dawna czułam, że w środku gniję. Nie szukałam żadnego wyrafinowanego sposobu. Po prostu stanęłam na ażurowym moście i spojrzałam w wodną otchłań pod sobą. Byłam tak zrezygnowana, że puściłam się konstrukcji i bez najmniejszego wahania zrobiłam krok przed siebie, ale nie dane mi było zginąć tego ranka. Zawisłam w powietrzu, kiedy coś mocno chwyciło mnie za ramię, i zaskoczona uniosłam głowę. Nade mną górował sam książę, ale zupełnie nie jak z bajki.

Dantalion nie był przystojny wedle ludzkiego postrzegania, nie miał też rumaka i nie chciał obdarować mnie drogocennymi klejnotami. Jego czerwone ślepia, wąskie usta i pokiereszowana twarz budziły strach, ale tylko do momentu, w którym przemówił spokojnym, kojącym dla ucha głosem, w którym dało się wyczuć prawdziwą troskę. Książę piekła złożył mi ofertę, która powstrzymała moją śmierć. Dantalion obiecał mi nowe miejsce w świecie, gdzie miałam odnaleźć szczęście. I tak też się stało. W piekle otrzymałam nowe imię, nowe możliwości i świeży umysł.

Nieprawdą jest to, co mówi się o nas w świecie ludzi, z góry oceniających demoniczne istoty mojego pokroju. Zła sława, brutalność i okrucieństwo, które są nam przypisywane, to efekt fałszywych informacji, przed którymi nie mamy jak się bronić. Wstępując do królestwa ciemności, przekształciłam się w Piekielną Diablicę, poprzysięgając służyć swojemu królowi Lucyferowi, oczywiście nie bezinteresownie. Poza nowym przydomkiem otrzymałam również unikalną moc, która umożliwia mi uciszanie snów innych istot, ponieważ w piekle również sypiamy, a ponadto, tak jak ludzie, mamy koszmary, najczęściej związane z poprzednim życiem na ziemi. Czarty z całego podziemia przybywają z najdalszych zakątków do Szkarłatu – miasta, w którym obecnie mieszkam i które znajduje się pod moim dowodzeniem wraz z przyległymi do niego terenami, m.in. Karmazynowymi Wzgórzami i Rzeką Ognia. Przybywają, aby zaznać spokojnego snu, który mogę dać im dzięki swojemu darowi. Dzięki pomaganiu innym, byciu diabelską kapłanką i opiekunką Szkarłatu rzeczywiście odnalazłam szczęście, którego wcześniej mi brakowało. Codzienność w piekle była nieco monotonna, ale dawała harmonijne poczucie spokoju i bezpieczeństwa.

Ostatnio jednak dochodziło do dziwnego zjawiska i coraz więcej istot poddanych leczeniu stwierdzało, że moja moc nie tylko gasi ich złe obrazy, lecz także tworzy nowe, miłe sny. Każdy z leczonych opowiadał inną historię, ale w każdym przyjemnym marzeniu sennym pojawiała się postać urzekającego mężczyzny o brunatnozielonych oczach. Wówczas nie sądziłam jednak, że ma to jakieś większe znaczenie.

Co trzy dni na terenach dookoła Szkarłatu przeprowadzany jest obchód granic pod moim dowództwem, mający na celu zapewnić dodatkowe bezpieczeństwo. Patrol taki zwykle nie jest niczym niebezpiecznym, dlatego często zlecam dowodzenie innym diabłom i oddalam się od grupy, działając w pojedynkę. Na ostatnim obchodzie nie wędrowałam zupełnie samotnie. Moim kompanem był Krwotok – kolczasty wilk, którego oswoiłam już dosyć dawno i który często towarzyszy mi, świadomy, że na koniec czeka go smaczna nagroda, a także drapanie za uchem. Mamy sprawiedliwy układ, a do tego lubimy swoje towarzystwo. To przyjazne zwierzę, ale wśród niektórych budzi strach swoimi fioletowymi ślepiami, wielkimi zębiskami i spiczastymi cierniami, które rozciągają się w linii prostej tuż od jego łba, poprzez kark, aż do zada. Zwierzęta tego gatunku charakteryzuje również wyjątkowo dobry węch i słuch, dlatego zaniepokoiłam się, kiedy Krwotok zjeżył sierść na grzbiecie, a w jego ametystowych ślepiach dostrzegłam nieokiełznaną dzikość. Wiedziałam, co będzie za chwilę. Instynkt sprawił, że rzucił się przed siebie na masywnych łapach, widocznie coś zwęszywszy, nie zważając już na mnie. Wrzasnęłam za nim, ale kolczasty wilk, otępiony odruchem, nawet nie obejrzał się w moją stronę. Nie miałam czasu rozmyślać nad tym, dlaczego zwierzę zachowało się inaczej niż zwykle, tylko skupiłam się na zadaniu, które miałam do wykonania. Nie żeby Krwotok umiał powstrzymać się od zbiegostwa, ale zawsze słysząc swoje imię, obracał ciężki łeb i dopiero wtedy, jakby po chwili zastanowienia, sunął przed siebie na szybkich łapach.

Właśnie wychodziłam z części lasu, którą tubylcy nazywają Płonącymi Drzewami, gdyż w obszarze tym rosną wyłącznie drzewa, których pnie i gałęzie są czarne jak smoła, a liście tlą się ognistym pomarańczem. Dobrze wiedziałam, że wkrótce na mojej drodze pojawi się Purpurowy Strumień – i tak też się stało. Niespodziewanie usłyszałam głośny plusk w okolicy powolnie płynącej gęstej mazi w kolorze purpury. Przyspieszyłam kroku i zaciekawiona klęknęłam przy brzegu rzeczki, oczekując kolejnego plusku. Nie zachowałam ostrożności i poczułam, jak na mojej szyi zaciska się czarna macka, która wyłoniła się w nagle i zaczęła mnie dusić z całej siły, próbując wciągnąć w mętną głębinę. Nie miałam wątpliwości co do tego, że wkrótce miałam skończyć jako posiłek rzecznego stwora. Czułam, jak obślizgła odnoga wokół mojej szyi zaciska się coraz mocniej, a siła, z którą szarpie mnie w stronę strumienia, narasta, dokładnie tak jak moje przerażenie, gdy początkowy szok zdążył odejść już na dalszy plan. Daremnie próbowałam zapierać się ze wszystkich sił. Moja twarz coraz bardziej zbliżała się do gęstej mazi, a gardło paliło niemiłosiernie, lecz nawet najcichszy dźwięk agonii nie chciał opuścić moich trzewi. Jedyne, co zdawało się mnie opuszczać, to duch walki, kiedy moje ciało miotało się coraz słabiej, poddając się wodnemu stworowi…

Wówczas nieoczekiwanie ktoś objął mnie w talii i w jednej chwili przyciągnął do siebie. Coś mokrego wylało się na mój policzek. Łzy? A może to niebieska krew, która trysnęła z rozciętej, lądującej tuż pod moimi stopami macki? Otworzyłam zaciśnięte powieki tuż po tym, jak silne ramię cofnęło się z mojego pasa, i zaczęłam łapczywie wciągać powietrze do płuc. Poza tlenem zalewającym mój mózg powoli zalewała mnie również fala wstydu.

– Jeśli komuś o tym powiesz, pożałujesz – wycharczałam z trudem, ocierając dłonią mokry policzek. – Najpierw cię wychłostam – dodałam po krótkiej chwili namysłu, podnosząc wzrok szarych oczu na swojego wybawiciela, który zdawał się niewzruszony całą tą sytuacją – a później zamknę cię w Ruinach Nędzników. – Zmrużyłam oczy, rozzłoszczona tym, że moje groźby zdawały się nie robić na nim większego wrażenia.

– Rozumiem – przytaknął tylko, obrócił się i ruszył przed siebie. Patrzyłam, jak odchodzi, wciąż wściekła, ale przede wszystkim na siebie, bo jak mogłam być tak nieostrożna? Jak mogłam tak naiwnie podejść do Purpurowego Strumienia? Jak mogłam tak się dać załatwić jakiemuś upośledzonemu stworowi? I wreszcie – jak mogłam dopuścić do tego, że musiał mnie ratować jakiś lekceważący moje groźby dupek?! Ugh!

– Poczekaj! – krzyknęłam za nim, ale tylko trochę rozkazująco, bo wciąż nie czułam się pewnie i spodziewając się, że on nie posłucha, wypowiedziałam na głos kilka szatańskich wersetów. Wówczas przed tajemniczym śmiałkiem wyrosła ognista zapora i musiał się zatrzymać, jeśli nie chciał spłonąć żywcem. Szybkim krokiem nadrobiłam dzielący nas dystans i stanęłam obok nieznajomego. – Dziękuję – wymamrotałam, choć przyszło mi to z trudem. Ten ignorant może nie wzbudzał mojej sympatii, ale jednak uratował mi życie. Chyba wystarczająco przykułam uwagę nieznajomego (dupka), bo nie tylko zatrzymał się przed moją ognistą zaporą, ale również obrócił się w moim kierunku. Nasze spojrzenia spotkały się na moment, ale wywołało to u mnie onieśmielenie i przerzuciłam wzrok szarych oczu gdzieś w bok, wciąż z wysoko uniesionym podbródkiem, udając, że wszystko gra i zwyczajnie straciłam zainteresowanie jego durną (aczkolwiek przepiękną) fizjonomią. Nic dziwnego, że się zawstydziłam, skoro jeszcze chwilę temu odstawiłam niezły popis z groźbami skierowanymi w jego stronę. Tak bardzo zależało mi na reputacji, że posunęłam się do tej jakże ludzkiej formy obrony, zachowując się jak jakiś prymityw, a nie godna władczyni Szkarłatu. Przeszkadzał mi teraz ten śmiałek od zgładzania wodnych stworów, bo był świadkiem mojej podwójnej porażki nieradzenia sobie z sytuacjami. Przeszło mi przez myśl, żeby go usunąć, bądź co bądź jestem diablicą, święta nie jestem, a problemy najlepiej zlikwidować od razu, ale cholera – ten ćwok uratował mi życie i teraz nie miałam sumienia zatopić szponów w jego torsie i wyrwać mu serce. Mogłam też rzucić na niego iskry i go spalić. Możliwości było o wiele więcej, ale żadna nie wchodziła w grę, bo dobrze wiedziałam, że to byłoby kolejne prymitywne posunięcie z mojej strony.

– Dziękuję, że mi pomogłeś – powiedziałam już nie pod nosem, tylko śmielej. – Jestem Piekielna Diablica, mieszkam w Szkarłacie. Ty zdaje się jesteś nietutejszy. – Odruchowo zmierzyłam mężczyznę od stóp do głów. Miał na sobie… ubrania, ale widać było na nich ślady użytkowania, co nie pasowało na mieszkańca Szkarłatu ani żadnej pobliskiej krainy. Wszyscy ceniliśmy sobie bowiem wygodę i nie nosiliśmy ubrań, choć nie świeciliśmy też golizną. Odziewaliśmy się w magiczne kreacje, niektórzy bardziej wymyślne, niektórzy mniej, ale wszystkie miały tę cechę wspólną, że ich stan zawsze był idealny, czego nie można było powiedzieć o odzieży nieznajomego.

 
To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?