Z dala od świateł

Tekst
Z serii: Play On #2
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

10

Dziwnie było budzić się, nie słysząc wokół śpiewu ptaków. Brakowało mi tej wczesnej pobudki. Jednak następnego ranka nie potrzebowałam naturalnego budzika. Po przespaniu niemal całego poprzedniego dnia obudziłam się około piątej trzydzieści.

Umyłam się pod prysznicem i niemal przewróciłam, kiedy wychodziłam z wanny, używając tylko jednej, zdrowej ręki, a potem przygotowałam się do reszty dnia, jak najlepiej mogłam. Moje sińce przybrały upiornie żółtą barwę, co oznaczało, że obrażenia się goją, ale też wyglądałam przez to, jakbym stała nad grobem.

Wysuszyłam włosy, posługując się jedną ręką, odłożyłam suszarkę i zastanowiłam się nad fryzurą. Zawsze nosiłam długie włosy, ponieważ Micah mnie o to prosił. Wszystkie kolory tęczy były pomysłem Gayle. Chciała, żebym wyglądała „alternatywnie, ale słodko”. Nie miałam nic przeciwko temu. W tamtym czasie zrobiłabym wszystko dla zapewnienia sukcesu zespołowi.

Włosy odrosły i po kolorowych farbach nie został nawet ślad. Smętne kosmyki zwisały do ramion. Byłam naturalną średnią blondynką, ale zawsze wydawało mi się to trochę nudne i właśnie dlatego z chęcią farbowałam włosy na kolorowo.

W zadumie dotknęłam palcami końcówek włosów.

I nagle już wiedziałam, o co poproszę stylistkę fryzur.

Ku własnemu zaskoczeniu poczułam, że jestem podekscytowana nową fryzurą. Jakby to miało znaczenie. Nie miało znaczenia.

– A może jednak ma – wymamrotałam do siebie. – Może właśnie tak idzie się do przodu.

Iść do przodu.

To pewnie męczące.

Niedługo później siedziałem w salonie, oglądałam jakiś poranny show telewizyjny, jadłam grzanki z masłem (nigdy jeszcze nie smakowały tak wspaniale!) i piłam mocną herbatę, kiedy usłyszałam, że ktoś wkłada klucz do zamka drzwi wejściowych.

Zesztywniałam, nastawiając się na kolejne spotkanie (i możliwą sprzeczkę) z O’Dea. Ale kroki w korytarzu nie były jego. Usłyszałam coś, co brzmiało jak stukanie wysokich obcasów o podłogę.

Nie myliłam się.

Z grzanką w ustach spojrzałam przez ramię i zamarłam na widok pięknej młodej kobiety stojącej w drzwiach.

– Coś ty za jedna?

Jej szeroki uśmiech oślepił mnie bielą zębów.

– Jestem Autumn. – Uniosła ręce, w których trzymała liczne torby z zakupami. – Przynoszę mnóstwo fajnych rzeczy.

Aha. No tak. To jego siostra. Włożyłam do ust resztę grzanki i wstałam. Kiedy zobaczyła mnie całą, oczy jej się rozszerzyły.

– Wiem, wyglądam okropnie – powiedziałam niewyraźnie, przełykając grzankę.

Autumn ściągnęła pięknie zarysowane brwi.

– Jesteś po prostu… Killian mi mówił, co ci zrobili, ale… Cholerne gnojki!

Uśmiechnęłam się, ponieważ takie słowa w jej ustach zabrzmiały dość dziwnie. Podobnie jak Killian, miała melodyjny akcent, miły dla ucha i charakterystyczny dla bogatszych i lepiej wykształconych, co w połączeniu z błyszczącymi kasztanowymi włosami pięknie układającymi się w fale, zadbanymi i pomalowanymi paznokciami, starannie wyprasowaną bluzką, blezerem, spodniami typu cygaretki i sandałkami na wysokich obcasach sprawiało, że była uosobieniem klasy i elegancji.

Jej makijaż wyglądał jak nałożony przez prawdziwą artystkę.

Duże, ciepłe piękne brązowe oczy – zupełnie takie jak Killiana – spoglądały na mnie spod gęstych, długich rzęs. Ciekawe, czy te rzęsy były prawdziwe?

Nie powinno mnie dziwić, że siostra O’Dea wygląda wspaniale. Najwyraźniej cała rodzina ma świetne geny.

– Jeśli myślisz, że to ja oberwałam, powinnaś zobaczyć tego faceta – zażartowałam.

– Killian powiedział, że jesteś pyskata i przemądrzała. Ale ja nie będę z tego żartować, Skylar. – Podeszła do mnie, przyglądając mi się bacznie, i postawiła torby na podłodze. – Za takie coś te gnojki powinny wylądować w więzieniu.

Pomyślałam o tym, którego kompan nazywał Johnnym i którego widziałam za każdym razem, kiedy zamykałam oczy.

Pomyślałam też o jego kumplu, któremu, gdyby nie to, że uciekł z moją gitarą, być może bym wybaczyła, ponieważ mnie ocalił.

– Zgadzam się.

Autumn przyglądała się mojej twarzy z wyraźnym współczuciem.

– Kiedy zasinienia zbledną, a Brenna pomoże ci wrócić do właściwej wagi, będziesz jak nowa. Piękna jak dawniej.

Prychnąłem z ironią. Nie byłam piękna. Miałam interesującą twarz i niezwykłe oczy, ale nie można powiedzieć, żebym była piękna. Owszem, Micah tak twierdził, ale to było coś zupełnie innego. Piękno jest w oku patrzącego i takie tam bzdury.

– Dość tego – uciszyła mnie, wyczuwając mój protest. – Spójrz tylko na swoje oczy! A usta!

Poruszyłam się niespokojnie. Nie znosiłam komplementów.

– Moje oczy… to heterochromia. – Jedno oko miałam brązowe, drugie szaroniebieskie. – Wyglądają dziwacznie, jak u psa rasy husky. Austin, kiedy chciał ze mną porozmawiać, wołał „siad, piesku, siad”. Na nosie mam garbek. A usta? O wiele za duże jak na taką małą twarz.

– Może teraz są za duże, ponieważ twarz ci zeszczuplała, ale kiedy trochę przytyjesz, znów będziesz śliczna. A Austin, ktokolwiek to jest, musi być głupkiem, skoro zwracał się do ciebie jak do psa.

– To kolega z zespołu. Jest dla mnie jak brat.

– Bracia tacy bywają. – Wskazała na torby z zakupami. – Przyniosłam ci kilka par dżinsów i kilka bluzek w rozmiarach, które podał mi Killian. Mam też nową bieliznę i skarpetki.

Moja duma została lekko urażona.

– Nie musiałaś tego robić.

– To nic wielkiego. Skorzystałam z karty kredytowej Killiana.

– Aha. W takim razie zobaczmy, co kupiłaś.

Roześmiała się i odłożyła torebkę na blat.

– Dobrze. Mamy trochę czasu, zanim dotrze tu Brenna. – Podniosła wszystkie torby i poszła do sypialni.

Podążyłam za nią wzrokiem. Czyżby zamierzała cały czas być przy mnie podczas mierzenia ubrań?

– Idziesz? – zapytała.

To chyba oznaczało, że tak. Czułam się nieswojo na myśl o rozbieraniu się przy obcej osobie, ale wolno poszłam za nią. Rzuciła torby na łóżko i wyjmowała z nich zawartość.

– Eeee… dalej dam sobie radę sama – zapewniłam.

– Nie będzie ci potrzeba pomoc? Co z gipsem?

– Dam radę. Mogę się ubrać sama.

– Z moją pomocą pójdzie szybciej.

– Posłuchaj, wyglądasz na bardzo miłą osobę. Prawdę mówiąc, jesteś tak sympatyczna, że chyba powinnaś sobie zbadać DNA. To niemożliwe, żebyś była spokrewniona z O’Dea. Jednak nie znamy się zbyt blisko, a ja nie chciałabym się rozbierać do bielizny w obecności obcej osoby. – Dziwne, że nie przeszkadzało mi to w szatni na basenie.

Tam jednak było inaczej. Tamtych ludzi miałam drugi raz nie zobaczyć. Nie znałam ich wcale.

Podpisanie umowy z O’Dea oznaczało, że jeszcze nieraz zobaczę Autumn. Nie chciałam przebywać w jej towarzystwie, wiedząc, że widziała mój wychudzony tyłek, kiedy wyglądał najgorzej.

Aha, więc chyba mi jednak zależy na tym, co inni powiedzą, pomyślałam i niezbyt mnie to uszczęśliwiło.

– Rozumiem. – Potrząsnęła głową, a kasztanowe włosy zafalowały jak na reklamie szamponu. – Oczywiście. Bardzo przepraszam. Czasami podchodzę do różnych spraw zbyt entuzjastycznie i przestaję myśleć. Chciałam tylko…

Dotknęłam ślicznej koszulki z metką Ralpha Laurena, którą dla mnie kupiła. Nie ma co, potrafiła robić zakupy.

– Chciałam być pomocna.

Zaciekawiło mnie, czy zawodowo jest związana z bratem. Zbliżyłam się do niej o krok.

– Jesteś asystentką O’Dea czy coś w tym guście?

Zmarszczyła czoło.

– Dlaczego nie używasz jego imienia?

Bo to by było zbyt osobiste. Nie był dla mnie Killianem, tylko O’Dea, facetem, który chciał znów zapędzić mnie na scenę.

– To jesteś jego asystentką czy nie? – odrzekłam, wzruszając ramionami.

– Nie. W tej chwili nie pracuję. Kiedy Killian mnie poprosił, żebym mu pomogła, bardzo się ucieszyłam. Trochę mi o tobie opowiedział i… – Zagryzła wargę. – …zasługujesz na to, żeby wrócić na właściwie tory, Skylar. Jeśli jakoś ci będę mogła pomóc, wystarczy, że powiesz.

– Przecież nawet mnie nie znasz.

W jej oczach zobaczyłam smutek.

– Jednak mam pojęcie, co przeżywasz. Oczywiście, nie do końca… ale dawno temu również straciłam rodziców.

O’Dea stracił rodziców?

– Bardzo mi przykro.

– Nie znałam ich zbyt dobrze. Miałam wtedy tylko sześć lat. Killian jedenaście.

– Bardzo mi przykro – powtórzyłam. Naprawdę było mi przykro. – Rozumiem.

Uśmiechnęła się do mnie niepewnie.

– W każdym razie jestem tutaj i chcę ci pomóc.

Jeszcze bardziej zaciekawiona, przyjrzałam się stercie ubrań i starając się, żeby mój głos brzmiał obojętnie, spytałam:

– Czy O’Dea robi takie rzeczy dla wszystkich nowych artystów? Przysyła do nich swoją siostrę, gotuje im, kupuje ciuchy?

– Nie. – Coś w jej tonie sprawiło, że przeniosłam na nią wzrok. Patrzyła na mnie z namysłem, a na jej ustach błąkał się zagadkowy uśmieszek. – Nie robi.

Poczułam, że oddech więźnie mi w gardle. Odchrząknęłam i wskazałam na łóżko.

– Te wszystkie zakupy zajęły ci jeden dzień?

Roześmiała się.

– Jestem mistrzynią w tej dziedzinie. Killian powiedział, że zatrudnił dla ciebie osobistą stylistkę, ale natychmiast kazałam mu ją odwołać. Co prawda nie wiem, jaki masz gust i co wygląda na tobie najlepiej, ale możesz wybrać, co ci się najbardziej spodoba, a kiedy twoja waga wróci do normy, zabiorę cię na zakupy. Będziemy musiały kupić coś na co dzień i kilka ładniejszych ubrań, tak na wszelki wypadek. Nie martw się o album i zdjęcia promocyjne. Killian załatwi stylistkę, która na pewno znajdzie dla ciebie coś fantastycznego.

Starałam się nie wpaść w panikę.

– Skupmy się na tym, co tu widzimy – powiedziałam.

– Dobrze. Zaczekam na zewnątrz. Masz sok pomarańczowy?

– W lodówce.

– Chcesz trochę?

– Jasne.

Zaczekałam, aż zamknie za sobą drzwi, i spojrzałam na łóżku. Wolno wypuściłam powietrze z płuc i dotknęłam skraju swojej bluzki.

 

A więc to tak.

Wszystko znów się zmienia.

Nie zaskoczyło mnie, że Autumn ma świetne wyczucie stylu. Niektóre ubrania były jak na mój gust zbyt ugrzecznione, ale w większości przypadków intuicyjnie wyczuła, że w głębi duszy nadal jestem rockową dziewczyną. Dostałam kilka czarnych T-shirtów z różnymi sloganami i kilka par dżinsów. Ku swojej uldze stwierdziłam, że pasuje na mnie brytyjska szóstka, co oznaczało, że wystarczy przytyć o rozmiar, żebym znów poczuła się zdrowa.

Kiedyś nosiłam wyłącznie obcisłe dżinsy rurki, ponieważ lubiłam się chwalić kształtnymi biodrami i tyłkiem. Ale ponieważ te części mojego ciała chwilowo zaniknęły, rurki przestały się nadawać. Dużo chodziłam, więc miałam umięśnione łydki, ale uda zdecydowanie za szczupłe. W jakiś sposób Autumn również to odgadła. Zobaczyłam w torbie lekko rozszerzane levisy i trochę się zdziwiłam, ale wytłumaczyła mi, że taki krój będzie teraz wyglądał na mnie najlepiej. I miała rację. Była chyba jakimś geniuszem.

– Wrócisz do rurek, kiedy Brenna trochę cię odżywi.

Gdy dietetyczka weszła do mieszkania, znów czułam się jak elegancka kobieta. Rzecz jasna, nie licząc sińców i okropnej fryzury.

Brenna zbliżała się do czterdziestki. Poznały się z Autumn, kiedy siostra O’Dea studiowała dietetykę. Brenna wygłaszała gościnny wykład. Autumn nie zdobyła dyplomu, ale w osobie Brenny zyskała przyjaciółkę na całe życie, pomimo różnicy wieku.

Wysoka, szczupła, o krótkich ciemnych włosach Brenna miała promienną, smagłą cerę, dzięki której wyglądała młodo jak na swój wiek. A może był to wynik zdrowego odżywiania? Pewnie tak. Mocno wierzyłam w korzyści płynące z dobrej diety i aktywności fizycznej.

– Zwykle zaczynam od tego, że proszę o prowadzenie przez tydzień notatek na temat spożywanego jedzenia, które potem analizujemy i jeśli zajdzie potrzeba, wprowadzamy poprawki – oznajmiła. – Rozumiem jednak, że ta sytuacja jest inna. Jeśli nie przeszkadza ci obecność Autumn, to możesz opowiedzieć mi o swoich nawykach żywieniowych przez ostatnie kilka miesięcy.

Stała po drugiej stronie kuchennej wyspy, popijając herbatę. Wyczułam, że stara się nie zarzucać mnie pytaniami niczym na przesłuchaniu. Autumn siedziała na stołku obok mnie.

– Mogę wyjść – zapewniła.

– Nie trzeba. Cóż… wiem, że wielu ludzi wstydziłoby się bezdomności, ale moja sytuacja była inna. Sama wybrałam taki styl życia. Inni znani mi bezdomni nie mieli wyjścia. Niektórzy twierdzą, że narkomani i alkoholicy sami w pewien sposób dokonują takiego wyboru, ale ja tak nie uważam. Nikt nie wie, jak oni się z tym czują. Ludzie, z którymi rozmawiałam… gdyby mieli w sobie wystarczającą siłę i wolę, żeby zwalczyć nałóg, nie wylądowaliby na ulicach. – Zdałam sobie sprawę, że zboczyłam w tematu, i poczerwieniałam. – Odżywiałam się jak najtaniej. Starałam się codziennie jeść śniadanie, ale zdarzały się dni, że tego nie robiłam. Jednak najczęściej jadłam coś rano. Zwykle banana i bułkę z bekonem. Banan dawał mi proteiny, a bułka syciła. No i to było tanie. Lunch jadałam z rzadka. Czasami tak, czasami nie. Na ogół była to jakaś przeceniona kanapka, której termin przydatności dobiegał końca. Z tuńczykiem, kurczakiem, cokolwiek tego dnia leżało na półce. Najczęściej jednak czekałam do południa i jadłam późny obiad. Zazwyczaj rybę z frytkami. Burgera z frytkami. Fastfoodowe żarcie. Tanie. Ale… – Urwałam na chwilę. W końcu musiałam wyznać prawdę. – Przez ostatnie kilka tygodni nie mogłam już na nie patrzeć. Mdliło mnie na sam widok.

Brenna zmarszczyła brwi.

– Czy właśnie wtedy zauważyłaś spadek wagi?

– Tak. Właściwie chudłam od dawna, bo odkąd zaczęłam grać na ulicy, dużo chodziłam na piechotę. Przedtem podróżowałam z plecakiem po Europie. To wtedy spostrzegłam, że dżinsy robią się luźne. Ale to chyba przez ostatnie miesiące tłuszcz w organizmie przestał się zamieniać w mięśnie i schudłam o jeden rozmiar.

– A płyny?

– Nie pijałam alkoholu – zapewniłam szybko. – Musiałam zachować przytomność umysłu. Nie upijałam się i nie wydawałam pieniędzy na niepotrzebne świństwa. Pijałam wodę. Nic innego.

– Dużo?

– Parę litrów dziennie. Na więcej nie było mnie stać.

– To lepsze niż nic. – Kiwnęła głową i odstawiła kubek na blat, patrząc mi prosto w oczy. – W zasadzie nie jest tak źle. Jesteś drobnej kości, masz wysokie kości policzkowe, zatem każda utrata wagi wygląda dramatyczniej, niż jest w rzeczywistości.

– W tym miesiącu… – Zawahałam się, czy to ujawnić, czy zachować dla siebie. Stale jednak o tym myślałam, więc… – W tym miesiącu nie dostałam okresu. A na pewno nie jestem w ciąży.

Poczułam, że Autumn zesztywniała.

Brenna skinęła głową.

– Rozumiem. To nie jest takie rzadkie i najprawdopodobniej ma coś wspólnego z niedożywieniem. Może być też związane ze stresem. Dużo ostatnio przeszłaś. Autumn mówiła, że masz umówioną wizytę kontrolną u lekarza, więc nie zapomnij o tym wspomnieć. Powiedz też, że korzystasz z porad dietetyka. Kiedy uzupełnimy u ciebie składniki odżywcze, zobaczymy, czy wszystko wróci do normy.

– Znów pojawi się miesiączka?

– Taką mam nadzieję. – Wyjęła z torebki papierową teczkę i ją otworzyła. – Mam kilka pytań – zaczęła.

Wypytała mnie o historię mojej wagi, obecne i przeszłe problemy medyczne, choroby w rodzinie, alergie i nietolerancje pokarmowe, upodobania, nawyki żywieniowe, ilość snu, aktywność fizyczną, problemy z utratą wagi w przeszłości oraz o mój emocjonalny i społeczny stosunek do jedzenia. Nigdy przedtem nie doświadczyłam problemów z wagą. Miałam dobry metabolizm, byłam młoda, więc nawet o tym nie myślałam. Na dodatek naprawdę lubiłam zdrowe jedzenie. Powtórzyłam też to, co już wcześniej powiedziałam O’Dea, że w trasie zdrowe odżywianie się jest koniecznością dla utrzymania sił i energii. Brenna ucieszyła się, gdy to usłyszała, a jeszcze bardziej była zadowolona, kiedy opisałam jej swoją dawną dietę.

– Zatem z tobą powinno pójść łatwiej niż z większością moich klientów. Zaczniemy od zwiększenia ilości składników odżywczych i od wysokokalorycznego jedzenia, pełnego protein, w celu podniesienia twojej wagi. Od dzisiaj masło orzechowe będzie twoim bliskim przyjacielem.

Brenna przyniosła ze sobą wagę, którą podłączyła do aplikacji w telefonie, i poprosiła, żebym na nią weszła. Zważyła mnie i zmierzyła. Moje BMI okazało się za niskie, więc należało je nieco podnieść. Zapowiedziała, że będzie mnie ważyć i mierzyć co tydzień.

Kiedy wyszła, poczułam się trochę przytłoczona. Autumn trzymała w ręku listę zakupów, a ja popijałam zielony koktajl, składający się ze zmiksowanego jarmużu, banana, mleka kokosowego i masła orzechowego. Jego smak mi odpowiadał, co mnie ucieszyło, ponieważ Brenna wymogła na mnie obietnicę, że oprócz przestrzegania ułożonego przez nią jadłospisu będę wypijać dwie porcje tego koktajlu dziennie.

– Idę na zakupy, żeby ci to wszystko przynieść – powiedziała Autumn, machając listą.

Wrzuciła telefon do torebki i chwyciła klucze do mieszkania. O’Dea wysłał do niej kilka SMS-ów, w których pytał, jak się sprawy mają. Znalazł się strażnik. Kiedy jego siostra szykowała się do wyjścia, ogarnęło mnie uczucie klaustrofobii. Z trudem chwytałam powietrze. Nagle perspektywa pozostania samotnie w zamkniętym pomieszczeniu wydała mi się gorsza niż wyjście do miasta z posiniaczoną twarzą.

– Hej, poczekaj – zawołałam bez namysłu. – Mogę iść z tobą?

– A co z twoimi sińcami? – zapytała, wyraźnie zaskoczona.

– No wiesz… – Spojrzałam przez oszklone drzwi na płynącą nieopodal rzekę. – Jakoś zniosę ciekawskie spojrzenia, jeśli nagrodą będzie spacer na świeżym powietrzu. Mam wrażenie, że siedzę tu od wieków.

– Oczywiście. Przecież nie jesteś więźniem. – Poszukała czegoś w torebce. – Mam tu swoją kosmetyczkę. – Wyjęła sporą saszetkę z kosmetykami, która chyba zajmowała większość miejsca w torebce. – Jeśli chcesz, to cię pomaluję. Zamaskuję siniaki.

– Byłoby świetnie – odrzekłam ucieszona.

Autumn sprawnie i z radością zrobiła mi makijaż, a ja poczułam się rozpieszczana. Upięła mi również włosy w artystycznie rozwichrzony węzeł. Kiedy spojrzałam w lustro, z trudem rozpoznałam samą siebie. Makijaż złagodził rysy twarzy tak, że wyglądała na pełniejszą.

Zachciało mi się płakać.

Autumn zauważyła moje wilgotne oczy i położyła mi dłoń na ramieniu.

– Skylar, zrobiłaś, co musiałaś. Ale teraz już czas znów o siebie zadbać.

Zła na siebie, pełna zwątpienia i konsternacji, niepewna słuszności swoich decyzji z ostatnich kilkunastu miesięcy, wstałam ze stołka.

– Chodźmy – rzuciłam ostrzejszym tonem, niż zamierzałam.

W milczeniu wyszłyśmy z mieszkania, a Autumn spoglądała na mnie niepewnie.

– Dziwnie się czuję – wyznałam, przerywając panującą w windzie niezręczną ciszę. – Nie pamiętam, jak się tu znalazłam, więc miałam wrażenie, że unoszę się w jakimś pudełku, zawieszonym nad rzeką Clyde.

– Killian mówił, że byłaś półprzytomna.

– Wydaje się, że jesteście sobie bardzo bliscy? – To pytanie wyrwało mi się, zanim zdążyłam ugryźć się w język.

– Tak się zdarza, kiedy na świecie ma się tylko siebie. Wuj James nie jest zbyt uczuciowym człowiekiem – odparła sucho. – Nie wiem, jak Killian może z nim pracować. Ja bym go już pewnie zamordowała.

– O’Dea pracuje dla waszego wuja?

– Owszem. Wytwórnia należy do wuja Jamesa.

Tego nie wiedziałam.

– Czyli O’Dea wkrótce przejmie interesy?

Autumn prychnęła z ironią.

– Tylko jeśli spełni wygórowane oczekiwania Jamesa.

Nagle wszystko złożyło się w całość.

– I założę się, że niczego bardziej nie pragnie, jak w przyszłości prowadzić tę wytwórnię.

– Zasługuje na to. W ciągu ostatnich pięciu lat zarobił dla firmy więcej pieniędzy niż ktokolwiek inny. Ale czy wuj to widzi i docenia? Nie. Wciąż podnosi Killianowi poprzeczkę. Nic, co mój brat robi, nie jest dla wuja wystarczająco dobre.

Najwyraźniej nie tylko moja sytuacja rodzinna była trudna.

Jakby słysząc naszą rozmowę, O’Dea zadzwonił do Autumn, gdy tylko wyszłyśmy z budynku. Było dość zimno, ale jej samochód stał blisko, więc miałam na sobie tylko kupiony przez nią blezer, podobny do tego, który sama nosiła. Wciągnęłam w płuca świeże powietrze, owionął mnie chłodny wiatr i poczułam, że wstępuje we mnie nowe życie.

– Wszystko poszło wspaniale – mówiła Autumn do telefonu, prowadząc mnie do białego range rovera.

O ile mnie pamięć nie myliła, O’Dea jeździł tą samą marką, tylko jego wóz był sportowego typu, Autumn natomiast prowadziła mniejszy, evoque. Najwyraźniej byli wielbicielami tych samochodów.

Range rover pisnął cicho. Z pomocą zdrowej ręki udało mi się wgramolić na fotel pasażera, a moja towarzyszka usiadła za kierownicą.

– Jadę ze Skylar do sklepu po jedzenie… Brenna dała nam listę zakupów… Bo potrzebuje świeżego powietrza… – Westchnęła. – Wszystko jest w porządku… makijaż… moje kosmetyki… Nie masz czasem czegoś do roboty? Czujemy się świetnie… Jak uważasz… Dobra, dobra… do Sainsbury’ego… Tak, tego najbliżej… Dobrze, tam się spotkamy. Na razie. – Rozłączyła się i spojrzała na mnie z ukosa. – Killian dołączy do nas w sklepie.

– Ależ on uwielbia kontrolować ludzi.

Ze zirytowaną miną włączyła silnik.

– Nie o to chodzi. On się po prostu o ciebie martwi.

Jasne.

– Naprawdę? Tak bardzo się martwi, a zagroził mi, że jeśli nie podpiszę z nim umowy, to wyśle mnie z powrotem na ulicę.

– Tak powiedział?

– Zapytałam go, czy to ma na myśli, a on nie zaprzeczył. Stwierdził, że jest biznesmenem, nie filantropem.

Autumn cmoknęła z dezaprobatą.

– Ach, ten Killian. Nie mówił poważnie – zapewniła mnie. – Pewnie mnie za to zabije, ale powiem ci, że pod tą groźną fasadą kryje się wyjątkowo poczciwy chłopak.

– Na pewno. Normalnie pluszowy miś.

Moja sarkastyczna odpowiedź ją rozśmieszyła.

– Sama zobaczysz.

Wątpiłam w to. Killian O’Dea na zawsze pozostanie dla mnie facetem, który mnie zmusił do powrotu do dawnego, znienawidzonego życia.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?