Elżbieta II

Tekst
Z serii: Biografie
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Elżbieta II. Gwiazda, która nigdy nie gaśnie

Dedykacja

Motto

Przedmowa

I. Królewska edukacja

II. Małżeństwo z miłości

III. Przeznaczenie wzywa

IV. „Gotowe, dziewczęta?”

V. Sprawy państwowe

VI. Stworzona do telewizji

VII. Nowe początki

VIII. Ucieczka w rutynę

IX. Magia w świetle dnia

X. Zmowa milczenia

XI. „Nie ma, cholewka, mowy!”

XII. Odczuwanie miłości

XIII. Żelazna Dama i Angielska Róża

XIV. Bardzo wyjątkowa relacja

XV. Pęknięcia w rodzinie

XVI. Annus horribilis

XVII. Tragedia i tradycja

XVIII. Miłość i żałoba

XIX. Kino

XX. Żołnierz w głębi serca

XXI. Niech żyje królowa!

Podziękowania

Źródła

Bibliografia

Przypisy

Zapraszamy na www.publicat.pl

Tytuł oryginału

Elizabeth the Queen. The Life of a Modern Monarch

Projekt okładki

NATALIA TWARDY

Fotografia na okładce

© Anwar Hussein/Hulton Archive/Getty Images

Fotografia na s. 2

Królowa Elżbieta II opuszczająca Ambasadę Belgii w Londynie, 1963 r.

Reginald Davis, kawaler Orderu Imperium Brytyjskiego (Londyn).

Koordynacja projektu

SYLWIA MAZURKIEWICZ-PETEK

Redakcja

BOŻENA SĘK

Korekta

LUCYNA JACHYM

Redakcja techniczna

ADAM KOLENDA

Copyright © 2012 by Sally Bedell Smith

This translation published by arrangement with Random House, an imprint of The Random House Publishing Group, a division of Random House, Inc.

Polish edition © Publicat S.A. MMXII. MMXXI (wydanie elektroniczne)

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora, w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

All rights reserved

ISBN 978-83-271-6147-5


jest znakiem towarowym Publicat S.A.

PUBLICAT S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66

e-mail: wydawnictwodolnoslaskie@publicat.pl

ELŻBIETA II

GWIAZDA, KTÓRA NIGDY NIE GAŚNIE

Wprowadzenie do książki przypomina przedstawianie kogoś. W przypadku Królowej Elżbiety II rzecz ma się inaczej. Królowa żartowała kiedyś, że podczas przyjęć oszczędza na czasie, gdyż nie musi się nikomu przedstawiać. Jest najbardziej znaną kobietą na świecie.

Każda biografia to próba zmierzenia się z wielkością postaci. W tym przypadku to zadanie wręcz tytaniczne. Jest to zmierzenie się z legendą. Autorce udało się uchwycić to, co wieczne, w przemijającym. Książka ta niczym pryzmat rozszczepiający światło ukazuje nam władczynię w całej barw palecie. Ukazuje jej wewnętrzną jedność.

Autorka odczarowuje mit Królowej. Na stronach tego dzieła znajdziemy opis drogi przebytej przez miniony wiek. Drogi przebytej przez Królową wraz z – nie lubię tego feudalnego słowa – poddanymi, czyli wszystkimi, dla których jest głową państwa. I nie o porządek chronologiczny w niej chodzi. Nie jest tylko retrospekcją.

Całość jej życia to sztuka walki i kompromisu jednocześnie. Drogi panowania były kręte, ale ostatecznie Elżbieta II wzniosła popularność i autorytet monarchii na nieznane dotąd wyżyny. Dowodem tego szacunek, jakim jest otaczana, i sympatia milionów ludzi.

Utkana przez Królową Elżbietę II tkanina życia przypomina sieć pajęczą. Tka ją przez blisko wiek. Bogate w wydarzenia życie, złożone z uroczystości, przyjęć, audiencji, wizyt, można opisać w grubych tomach, ale można też – podobnie jak kolejne partie szachów – zamknąć je w określonych wariantach. Przywołajmy w tym miejscu Georga Simmela: „Wciąż od nowa pociąga nas rozpatrywanie ludzkich poczynań, ponieważ stanowią nieskończenie urozmaiconą mieszankę jednakowych, stale nawracających kilku tonów podstawowych oraz nieprzeliczalnych indywidualnych wariacji, z których każda różni się od pozostałych”[1].

Słowa te w skondensowanej formie charakteryzują filozofię jej władzy. Sztukę reprezentowania władzy Królowa opanowała po mistrzowsku. Z tych kilku tonów potrafiła ułożyć cały koncert. Składały się nań historyczne wizyty zagraniczne – prawdziwe arcydzieła dyplomatycznej sztuki. Pamiętna wizyta we Francji w 1957 roku czy też pierwsza wizyta w Republice Federalnej Niemiec w 1965 roku. Symboliczne znaczenie miała jej obecność na ziemi amerykańskiej w dwusetną rocznicę powstania Stanów Zjednoczonych czy też w roku 1991. Słowa wygłaszane przez brytyjską monarchinię w Kongresie posiadały ogromną polityczną moc. Jedną z najtrudniejszych misji dyplomatycznych była zakończona pełnym sukcesem wizyta w Irlandii w 2011 roku. Historyczny wymiar zyskało też podejmowanie słynnych gości. Interes Zjednoczonego Królestwa wymagał przyjmowania trudnych politycznie gości. Do takich należała oficjalna wizyta państwowa przywódcy Chin Xi Jinpinga. Rodzinie królewskiej trudno było połączyć poszanowanie wartości, które wyznaje, z kurtuazyjnym szacunkiem dla gościa.

Królowa to wielki atut brytyjskiej dyplomacji. Przekonać się o tym mogliśmy podczas szczytu G7 w Cardiff. Królowa stanowi brytyjską soft power. Jeśli premier prosi ją o spotkanie z prezydentem, to znaczy, że jest to polityczne życzenie rządu. Podejmując Joe Bidena z małżonką na zamku Windsor wysłała ona symboliczny przekaz. Aby podkreślić trwałość wzajemnych relacji Królowa założyła broszkę “The Jardine Brooch”, którą prezentowała podczas spotkań z G.H.W. Bushem w 1993 roku i z G.W. Bushem w roku 2003. Taka jest siła królewskich klejnotów.

Z oddali widać lepiej. Czas podarował nam możliwość złożenia w całość tych znanych elementów jej życia. O wielu dowiemy się po latach, gdy otwarte zostaną chociaż niektóre archiwa, a czy zaskoczą nas kiedyś prywatne listy ze szkatułki, tego nie wiadomo. Dzisiaj wiemy, że część tajemnic Królowa zachowa tylko dla siebie.

Mówiono o niej, że świeci nad nią gwiazda szczęścia. Mała księżniczka stała się swego rodzaju narodowym talizmanem. Tak ją przedstawiano – jako najlepszą towarzyszkę podupadającego już na zdrowiu dziadka, króla Jerzego V.

Intelektualne horyzonty Lilibet poszerzał Sir Henry Marten z Eaton College. Umiejętnie łączył on w swych wykładach minione dzieje z teraźniejszością, uczył tak ważnej dla władcy historii państwa i prawa. Wykłady jego stanowić będą dla przyszłej Królowej fundament, na którym oprze ona sztukę rządzenia. Myśl przewodnia tych wtorkowych spotkań brzmiała: „Aby przetrwać, trzeba być elastycznym i dostosowywać się do okoliczności”. Z rady tej władczyni korzystała chętnie. Szkołą dyplomacji był dla niej Pałac, czyli dom. Jako dwunastolatka tylko w jednym miesiącu towarzyszyła ojcu podczas audiencji czterech królów i kilku innych dygnitarzy. W kwietniu 1938 roku poznała nowego ambasadora Stanów Zjednoczonych akredytowanego w Londynie Josepha P. Kennedy’ego. Elżbieta i Małgorzata podejmowały ambasadora z małżonką, uczestnicząc w lunchu i pełniąc obowiązki gospodyń we Frogmore. Suma odbytych wówczas spotkań tworzyła niewidzialny kapitał, z którego panująca już Królowa będzie czerpać przez całe życie. Wspomnienie spotkań z Dwightem Eisenhowerem na zamku Balmoral w 1959 roku sprawia, że obecni amerykańscy prezydenci są onieśmieleni podczas oficjalnych wizyt i audiencji w Buckingham Palace czy przyjęć na zamku Windsor. Podczas spotkania z premierem Justinem Trudeau Królowa mogła wspominać dawne spotkania z jego ojcem Pierre’em Trudeau. Ta unikalna perspektywa, z jakiej, wkraczając na scenę wielkiej dyplomacji, oglądała świat, dawała pewność siebie i pozwalała osiągać więcej.

 

Staranne przygotowanie do wypełniania obowiązków królewskich łączyło umiejętnie teorię z praktyką. „Bardzo poważne dziecko o wielkim charakterze i osobowości” – mówiła o niej Eleonora Roosevelt. Dostrzegano jej silną wolę, ale i pewną rezerwę. „Pogodna, ale i poważna i pełna osobliwej godności” – pisała o niej ówczesna prasa. Tak, słowa o „osobliwej godności” księżniczki doskonale charakteryzują też przymioty Królowej. Z całą pewnością można odnieść do Elżbiety słowa wypowiedziane dawno temu przez siedemnastowiecznego dziejopisa francuskiego Francoise E. Mazeraya o Marii Stuart: „Natura obdarzyła ją wszystkim, co do uformowania skończonej piękności niezbędne. Oprócz tego miała usposobienie miłe, chłonną pamięć i żywą wyobraźnię. Wszystkie te przyrodzone cechy z troską pielęgnowała studiowaniem sztuk wyzwolonych i nauk, zwłaszcza zaś malarstwa, muzyki i poezji tak, iż jawiła się najbardziej czarującą księżniczką chrześcijańskiego świata”[2]. Każdy z przytoczonych tu przymiotów znajdziemy w zachowanych relacjach o księżniczce Elżbiecie przygotowanej do wstąpienia na tron. W 1948 roku w Paryżu wrażenie robiły nie tylko jej klejnoty, ale nienaganna francuszczyzna. Ówczesna prasa pisała, że to „kolejny podbój normandzki, tylko w przeciwnym kierunku”.

Pewne historie trzeba przeżyć, aby o nich opowiadać. Moje spotkania z członkami rodziny królewskiej (pierwszym było spotkanie z księciem Filipem w Sopocie w 1975 roku) czy też obserwowanie stylu pracy Królowej podczas wizyt zagranicznych daje inną perspektywę. Lepiej można wówczas docenić wysiłek, jakiego wymaga wypełnianie – zdawałoby się przyjemnych – obowiązków reprezentacyjnych i ceremonialnych.

W życiu Królowej Elżbiety są daty, które stanowią też cezurę w dziejach państwa, w którym panuje. Kluczem do zrozumienia istoty i przesłania panowania Elżbiety II są po dziś dzień obowiązujące słowa – wtedy jeszcze księżniczki – wypowiedziane 24 kwietnia 1947 roku, w dniu urodzin, w radiowym przemówieniu wygłoszonym w Kapsztadzie. Styl był może nieco staroświecki, ale przesłanie ogromnie silne. Był to akt oddania zawierający szlachetne słowo „przysięgam”. Przyszła Królowa ofiarowała swoje życie służbie państwu i całej, wówczas jeszcze imperialnej, rodzinie.

Gdy młoda księżniczka niczym średniowieczny rycerz wypowiadała słowa o swojej służbie, nie liczyła się z władzą czasu. Czyniła to w oderwaniu od krępujących uwarunkowań czasowej rzeczywistości. W 1977 roku Królowa odnowiła przysięgę z Kapsztadu. Mamy rok 2021, a Ona trwa na swym posterunku.

2 czerwca 1953 roku wraz z koronacją rozpoczynała się jej „epoka władczości”. Koronacja była dniem mistycznych zaślubin między Królową a królestwem. Punkt odniesienia stanowiły nie tylko średniowieczne koronacje, lecz również weneckie zaślubiny z morzem czy też francuski ceremoniał koronacyjny. O wydarzeniu tym napisano osobne książki i przeanalizowano wszystkie jego aspekty. Z punktu widzenia dnia dzisiejszego najistotniejsze jest przywołanie istoty ceremonii. Koronacja była aktem państwowym, ale i religijnym. Najważniejszym jej elementem było namaszczenie. Przywołajmy w tym miejscu słowa, które padają u Shakespeare’a w Ryszardzie II: „Nawet cała woda wzburzonego, okrutnego morza nie zmyje balsamu z namaszczonego króla”. Tłumaczą one moc i mistyczny charakter tego aktu. Dopełnieniem i prawnie najważniejszą częścią koronacji było ślubowanie.

Ważny też był społeczny wymiar koronacji. Mówiono, że jest to „akt narodowej komunii”. Narodowa tożsamość została tym aktem uświęcona. Wspólne wartości moralne zapewniały konsensus społeczny. Monarchia stawała się na kilka dni monarchią iście ludową. Przyjęcia, festyny i bale koronacyjne stać się wkrótce miały przedmiotem badań socjologów. Co wyrażał entuzjazm okazywany Królowej w dniu koronacji? Była to akceptacja przepychu i ceremonii przy braku realnej władzy. Rytuał i ceremonie, z całym teatralnym charakterem koronacji, pozwalały umocnić wewnętrzny ład i społeczną spoistość. Rozpoczynała się „nowa epoka elżbietańska”.

Nadszedł czas doskonalenia się w królewskim rzemiośle. Czas spędzony na rozmowach politycznych i czytaniu dokumentów sprawił, że bystre i przenikliwe oczy Elżbiety otwierały się na zawiłości i niuanse polityki. Stopniowo nabierała doświadczenia, siły, ale i determinacji.

Poraniona przez wojnę Wielka Brytania nadal odbudowywała się. Wskrzeszano teatry i katedry. Ślady bombardowań znikały. Kryzysom politycznym towarzyszył w tym czasie kryzys narodowej tożsamości. W 1953 roku piłkarska reprezentacja Anglii została pokonana przez Węgry wynikiem 6:3. Duma Albionu została mocno nadszarpnięta. Była to pierwsza porażka narodowej reprezentacji poniesiona na angielskiej ziemi. Kolejna przegrana z Węgrami rok później tylko potwierdziła, że jest to kryzys. Gasnące imperium traciło pozycję nawet na boisku. Rugby, krykiet i tenis też zmieniały swoje społeczne oblicze. Elitarna biel ubiorów ustępowała miejsca nowym, bardziej demokratycznym modom. Społeczeństwo ewoluowało. Przemianom tym towarzyszyła Elżbieta, którą zobaczyć można było nie tylko na torach wyścigowych i kortach tenisowych, lecz również na piłkarskich stadionach. Ikoniczne dziś zdjęcie Królowej wręczającej puchar mistrzów świata kapitanowi drużyny Bobby’emu Moore’owi odczytać też można jako znak czasu, symbol przemian społecznych.

Sytuację Królowej dobrze charakteryzują słynne słowa Deana Achesona wypowiedziane w 1962 roku. Stwierdził on, że Wielka Brytania straciła imperium, ale jeszcze nie znalazła dla siebie nowej roli. Należało na nowo zdefiniować „brytyjskość”. Szukano też formuły dla Wspólnoty Narodów. Ruch na rzecz Wolności Kolonii chciał przyspieszyć dekolonizację, podczas gdy Liga Imperialnych Rojalistów opóźniała ten proces. Spoiwem nieco zagubionego społeczeństwa była monarchini. Gdy w czerwcu 1975 roku 67,2% głosujących w referendum wypowiedziało się za przystąpieniem Wielkiej Brytanii do EWG, przeciwnicy integracji uważali, że to koniec państwa narodowego, zwolennicy widzieli w tym akcie szansę. Historia zatoczyła koło. Brexit dziś jest faktem. Gdy pytano o stosunek rodziny królewskiej do instytucji europejskich, Królowa symbolicznie zakładała błękitną garsonkę i takiż kapelusz. Tak bez słów towarzyszyła swym rodakom.

Czas panowania pozwolił na zgromadzenie ogromnego doświadczenia. Obecnie, powierzając premierowi misję tworzenia gabinetu, Królowa mówi najczęściej, którym to z kolei jest premierem, dodając, że ...„pierwszym był Winston”. Królowa mało mówi, ale dużo wie. O cotygodniowych audiencjach – zazwyczaj odbywających się we wtorki – Margaret Thatcher wspominała, że nie były to formalne, kurtuazyjne spotkania ograniczające się do wypowiadania kilku grzecznościowych formułek. Była premier wysoko ceniła nie tylko doświadczenie, ale i dokładne merytoryczne przygotowanie Królowej do rozmów o bieżących kwestiach politycznych. Tematyczny ich wachlarz był zawsze szeroki. Dotyczyły zarówno Wielkiej Brytanii, jak i Wspólnoty Narodów. Tony Blair przyznaje, że nie był zbyt mocny w dworskiej etykiecie i ceremonia „całowania królewskiej ręki” wywoływała u niego podenerwowanie. Nie bardzo wiedział, co to znaczy „musnąć” dłoń Królowej. Skarżył się, że słabo znał Królową, co utrudniało mu nieraz bardziej bezpośredni dialog. W najtrudniejszych dla monarchii chwilach premier korzystał z pomocy i pośrednictwa księcia Karola. Jego szacunek dla Królowej był tak duży, że rad udzielał w sposób zawoalowany.

Nie dane było Królowej Elżbiecie szczęście budowania imperium, jak czynił to Henryk VIII. Choć nie miał tytułu cesarza, mówiono o nim, że jest „ojcem imperium”. Nawet swój flagowy okręt nazwał „Henry Imperial”. Panowanie Elżbiety przypadało na dekady, w których brytyjskie imperium kurczyło się, a kraje, w których pozostawała głową państwa podążały własną drogą. Spajała je struktura Wspólnoty Narodów. Bardziej niż ministrowie jej rządu pilnowała ona swych praw, niezależnie, czy chodziło o państwo duże czy małe. W tym miejscu jeden ważny epizod wymaga jednak przypomnienia. Pokazuje on, z jak wielką odpowiedzialnością Elżbieta II traktuje swoje obowiązki. W październiku 1983 roku Stany Zjednoczone zajęły Grenadę, ignorując fakt, że Królowa jest tam głową państwa. Amerykański podstęp stawiał Londyn w trudnej sytuacji. Królowa nie była informowana o rozwoju sytuacji. Była wówczas wściekła na premier Thatcher, generalnego gubernatora Paula Scoona i Stany Zjednoczone. Kontrolowane przecieki z Pałacu trafiły do prasy. „Times” napisał, że „Królowa nie pochwala sytuacji, w której obce państwo wkracza na terytorium państw członkowskich Wspólnoty Narodów, szczególnie bez uprzedniego ostrzeżenia”. Incydent ten pokazał amerykański styl uprawiania polityki. Królowa ostatecznie zyskała. Dla opinii publicznej była teraz prawdziwą głową małych państw tworzących Wspólnotę. Wzmacniało to wspólną lojalność.

Biografia Królowej to w skondensowanej formie dzieje Zjednoczonego Królestwa i Wspólnoty Narodów. Jako głowa państwa wywarła na nich swe piętno, współtworząc je. Umiejętnie łączyła i dbała o zachowanie tradycji, będąc jednocześnie otwartą na to, co nowoczesne.

Królowa reprezentuje państwo. Wpisana w system ustrojowy reprezentuje, czyli „przedstawia” je. Jacques-Bénigne Bossuet – wpływowa figura w Wersalu – o Ludwiku XIV mówił, że „całe państwo jest w nim” (tout l’État est en lui). Królowa Elżbieta II jako osoba, będąca jednocześnie instytucją wpisaną w ustrój Zjednoczonego Królestwa, mogła, musiała i czyniła to, aby wykazać się politycznym kunsztem. Mimo formalnych ograniczeń jej władzy była w stanie skutecznie wspomagać brytyjską dyplomację. Tak było podczas wojny o Falklandy.

Można zadać pytanie, czy o popularności monarchii świadczy władza i autorytet, czy raczej brak władzy. Odpowiedź na to pytanie zajmowała historyków, politologów i socjologów. W przypadku brytyjskiej monarchii – paradoksalnie – brak władzy wzmacnia jej popularność. Przemiany ustrojowe, które przechodziła Wielka Brytania dokonywane były tak, aby w starą formę wprowadzać nowe treści. Zmieniano system przy zachowaniu pozorów niezmienności. „Niełatwo było rozróżnić między nowym winem a starą beczką”, jak świetnie ujął to Keith Robbins w Zmierzchu wielkiego mocarstwa. Wielka Brytania w latach 1870–1992[3]. Tak jak modernizowano system polityczny pod koniec XIX wieku, tak też czyniono w dekadach panowania naszej bohaterki. Wiatr republikanizmu nie wiał i nadal nie wieje mocno.

Jaka jest Królowa rzeczywista, a jaki jest jej społeczny obraz? W jej przypadku trudno oddzielić to, co prywatne i indywidualne, od sfery publicznej. Między tymi sferami jest cienka, niewidoczna, spowita mgłą niedookreślenia granica.

Wizerunek Królowej to dzieło zbiorowe. Karty książki opowiadają o Królowej utrwalonej w ludzkiej wyobraźni. Służby pałacowe dbały, aby wizerunek małej księżniczki na kucyku lub w towarzystwie ukochanych psów był dostojny i pełen majestatu. Następnie zadbano o wykonanie pierwszej rzeźby. Był to urodzinowy prezent. Wejście w dorosłość łączyło się z przyznaniem jej herbu, własnego sztandaru i stworzeniem małego dworu. Tak „fabrykowano” wizerunek dziewczyny, która miała zasiąść na tronie, wizerunek władczyni. Powtarzano przy tym znane sposoby budowania obecności władcy w każdym domu. W czasach Ludwika XIV służyły temu stosunkowo niedrogie ryciny z portretem władcy.

Przez dziesięciolecia wokół Królowej zbudowano kod kulturowy, który wypełnia jej publiczną aktywność i tworzy medialny wizerunek. Analizujemy nie tylko treść przemówień, ale też kolor garsonki i kapelusza, diademy, naszyjniki i broszki. Zdjęcia towarzyszące Królowej podczas wygłaszania bożonarodzeniowego orędzia zawierają ukryty kod, umożliwiający jej komunikowanie się z nami.

Majestat pełni funkcję polityczną. Majestat musi robić wrażenie. Peter Burke, pisząc Fabrykację Ludwika XIV, przywołuje słowo eclat opisywane jako „blask błyskawicy” i „grzmot pioruna”[4]. Urzędnicy dworscy dbali o każdy szczegół przedstawianego władcy. Artystę malującego portret Ludwika XIV podczas kampanii we Flandrii instruowano, że król nie może opierać się na lasce, tylko ma trzymać ją wzniesioną. Na rzecz władcy pracował cały „przemysł chwały”.

 

O monarchii brytyjskiej często mówimy „państwo teatralne”. Termin ten wprowadził Clifford Geertz w pracy o dziewiętnastowiecznym Bali. Państwo i jego obywateli przyrównywano do teatru z aktorami i widownią. Buckingham Palace czy Windsor, tak jak Wersal pomyślane zostały jako scena zbudowana dla władcy, który ukazuje swą potęgę. Zależność między przepychem a władzą sprawia, że przejazd złotą karetą nadal pozostaje celem wielu królewskich gości.

Przedmioty reprezentują Królową. Najdostojniejsze są rzeźby i portrety, od reprezentacyjnych i koronacyjnych poczynając. Portret w pomieszczeniu zastępuje Królową. Przypomnijmy, że dawniej nie wolno było w królewskiej jadalni i sypialni odwracać się do portretu władcy plecami. Należało też zdjąć kapelusz. Czasy te minęły, ale troska o godną prezentację wizerunku władcy pozostała. Urzędnicy dworscy wyszukiwali i zachęcali artystów, aby choć część swego talentu oddali koronie. Tak wzbogaciliśmy się o wybitne obrazy i zdjęcia Elżbiety. Nie miejsce tutaj, aby je wymieniać, ale lista nazwisk artystów jest imponująca.

Banknoty, monety i znaczki pocztowe też dobrze reprezentują władcę. Ich wszechobecność sprawia, że władca jest wśród nas, jest ciągle obecny. Tanie reprodukcje – o czym już wspominałem, ale to podkreślam – potęgują obecność, obecność, którą przedłuża puszka herbaty z królewskim monogramem lub herbem. Całości dopełniają starannie wyreżyserowane ceremonie nadzwyczajne, takie jak otwarcie igrzysk olimpijskich czy diamentowy jubileusz. Tworzą one fikcyjny żywy wizerunek monarchii, który ma dać poddanym siłę i imponować światu. Królowa sprawiła, że Buckingham Palace czy Windsor trzeba zobaczyć. Chodzi nie tylko o przyjemność wyprawy do Londynu, ale o duchowe spełnienie.

W sytuacji gdy Brytyjczycy mieli trudności z zaakceptowaniem obniżonego statusu ich państwa w świecie, monarchia im to zastępowała. Ma to jednak cenę. Uprzywilejowanie wynikające z usytuowania w strukturach panowania sprawia, że rodzina królewska nie jest bezstronnym uczestnikiem w wielkiej społecznej grze, a Królowa nie zajmuje pozycji bezstronnego sędziego piłkarskiego meczu. “Utopia dobrego władcy” Jürgena Habermasa stała się dla Roberta Spaemanna punktem wyjścia do polemiki na temat istoty władzy[5]. Faktem jest, że przy ograniczonych zasobach interesy jednych można zaspokoić kosztem innych. Elicie pozostaje przekonywać obywateli, że jej interesy są zbieżne z interesami ogólnymi. W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem pozostaje kompromis, którego Królowa była i pozostaje prawdziwą mistrzynią.

Nie uciekniemy w tym miejscu od pytania o kondycję monarchii: w jakim jest stanie i ku czemu zmierza? Można powiedzieć krótko: młodzi opanowują świat. Dawno temu skończyły się czasy politycznych rynków małżeńskich. Jeszcze do niedawna wydawać się mogło, iż plan modernizacji monarchii jest sprawnie realizowany przez księcia Williama i księżną Kate, przy współudziale księcia Harry’ego. Były udane wyprawy do Australii i Nowej Zelandii. W rodzinnej atmosferze para książęca gościła Baracka Obamę i Joe Bidena z małżonką. Umiejętnie wpisywali się w modne ekologiczne trendy. Coś się jednak w „przemyśle monarchicznym” zacięło. Nastąpiły nieprzewidziane zakłócenia w kształtowaniu wizerunku tak unowocześnionej monarchii.

Piszę te słowa w konkretnym momencie. Wybuch pandemii zbiegł się z rezygnacją przez ukochanego wnuka Elżbiety II, Harry’ego z obowiązków członka rodziny królewskiej i opuszczeniem ziemi brytyjskiej. Pandemia zmusiła służby pałacowe do całkowitego przeorganizowania modelu funkcjonowania dworu. Troskę o bezpieczeństwo i zdrowie pary królewskiej należało połączyć z opracowaniem nowych i nowoczesnych zasad funkcjonowania głowy państwa w sferze publicznej. Aktywność Królowej przybrała nowe formy. Protokół nie jest wyryty na kamieniu. Co jakiś czas świat ogląda „audiencję” i składanie przez ambasadorów listów uwierzytelniających w nowej, wirtualnej formie.

Od kwietnia możemy mówić o osamotnionej Królowej. Książę Filip zawsze był jej powiernikiem i depozytariuszem rodzinnych tajemnic, krytykiem i recenzentem jej decyzji. Teraz oparciem dla Królowej pozostaje trzon rodziny królewskiej, kilka osób.

Spuszczanie zasłony milczenia nad kłopotliwym wywiadem udzielonym przez Meghan i Harry’ego nie sprawia, że problem przestaje istnieć. Aktywność medialna tych emigrantów z własnej woli zmusza świat do oglądania zbiorowego portretu rodziny królewskiej przez pękniętą szybę. Usłyszeliśmy tylko jedną stronę, dlatego też pozwolę sobie przywołać w tym miejscu Stefana Zweiga ze wstępu do Marii Stuart. Słowa te zwolnią mnie od pogłębiania tego wątku: „Ponieważ nurt w źródłach nie był czysty, musi dobywać swoją prawdę z mętnej wody. Skoro współczesne relacje przeczą sobie wzajem, musi wybierać między świadkami oskarżenia a świadkami obrony”.

Powiększenie się rodziny o maleńką Lilibet nie wywołało światowej euforii. Co najwyżej można mówić o próbie budowania amerykańskiej gałęzi rodu Mountbatten-Windsor. Istotne dla przyszłości monarchii sprawy dzieją się jednak w Europie i na Wyspach Brytyjskich. Plan prezentacji rodziny królewskiej dostosowywany jest do zmieniających się okoliczności. W trosce o utrzymanie jedności Zjednoczonego Królestwa misję w Szkocji pełnić będą książę William i księżna Kate. Ich dłuższa tam obecność ma neutralizować tak silne po brexicie secesyjne tendencje. Królowa też nie próżnuje. Wróciły, ważne politycznie, cotygodniowe osobiste spotkania z premierem. Elżbieta II złożyła też – pierwszą po zniesieniu pandemicznych ograniczeń – oficjalną wizytę w Szkocji.

Rzeczą naturalną jest stawianie pytań o przyszłość monarchii. O wstępującym na tron w 1625 roku Karolu I poeta tej miary co Thomas Middleton pisał: „Najwspanialsza nadzieja Wielkiej Brytanii”. Robert Dallington rzekł Karolowi I: „Oczy wszystkich spoczywają na tobie, panie”. Przed wiekami miarą popularności wstępującego na tron władcy była liczba dedykowanych mu wierszy. Dzisiaj jest to liczba kliknięć lajków na forach społecznościowych. Ze współczesnym nam księciem Karolem jako następcą tronu, który zdążył wyrobić w sobie wszystkie królewskie cechy, wiążą się wielkie oczekiwania.

Brytyjczycy chcą, aby monarchia trwała nadal, ale są podzieleni co do sukcesji na tronie. Wskazują na to wyniki badań sprzed kilku miesięcy. Dwie trzecie Brytyjczyków wypowiada się za zachowaniem monarchii. Za wybieralną głową państwa opowiedziało się 21% badanych. Więcej zwolenników ma monarchia wśród osób starszych, znacznie mniej w grupie młodszych dorosłych (w wieku od 18 do 24 lat). Okazuje się jednak, że Królowa niczym kotwica nieustająco daje poczucie bezpieczeństwa. W czasie pandemii COVID-19 w ciągu roku poparcie dla niej wzrosło aż o 7%. Chociaż linia dziedziczenia tronu jest precyzyjnie uregulowana i nie głosuje się za tym, kto jest ojcem w rodzinie, spytano Brytyjczyków o możliwość odstąpienia od ustalonych zasad. W opinii badanych syn nieznacznie wygrał w rywalizacji z ojcem – William przed Karolem. Zdecydowanie przyznano mu palmę pierwszeństwa we wpływie na dalsze losy rodziny królewskiej. Czekajmy spokojnie. Czas przyniesie rozwiązanie.

Elżbieta II – Wielka Królowa – nie oczekuje dzisiaj triumfalnej retoryki i gloryfikowania. Życie dopisuje codziennie nowe stronice do kolejnego rozdziału jej życia. Wciąż pełni swą służbę. Można powiedzieć, że przez całe życie pisze list do swych rodaków. List bez słów... Mówią za nią czyny. Mówi za nią jej dzieło.

dr Janusz Sibora

badacz dziejów ceremoniału królewskiego

Gdynia 2021