Aurora CV-01

Tekst
Autor:
Z serii: The Frontiers Saga #1
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Aurora CV-01
Aurora CV-01
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 62,85  50,28 
Aurora CV-01
Aurora CV-01
Audiobook
Czyta Roch Siemianowski
32,95  23,72 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Musisz opowiedzieć wszystko ze szczegółami. – Skoro odprawa dobiegła końca, chciał koniecznie poznać szczegóły schadzki kolegi z podporucznik Nash.

Nathan już otwierał usta, gdy zauważył, że podporucznik Taylor w pośpiechu opuszcza pomieszczenie. Nagle poczuł potrzebę, by za nią podążyć.

– Władimir, przyjacielu, dżentelmen nie opowiada takich rzeczy. – Po tych słowach wstał, klepnął Rosjanina w ramię i ruszył do wyjścia.

– Dżentelmen? Jaki dżentelmen? Ale my jesteśmy kumplami z kajuty, Nathan!

*

Nathan opuścił salę odpraw w samą porę, by zobaczyć, jak Cameron znika za zakrętem. Dogonił ją truchtem już na rampie prowadzącej na pokład dowodzenia.

– Podporucznik Taylor – powiedział. Prawie nie zareagowała na jego obecność i nawet nie zwolniła. – Cześć, jestem Nathan Scott. – Wyciąg­nął dłoń.

– Wiem, kim jesteś, podporuczniku – odparła. Choć Nathan nie spodziewał się żadnej konkretnej odpowiedzi, jej zupełny brak zainteresowania i emocji był odrobinę zaskakujący. Podobnie jak fakt, że zignorowała jego wyciągniętą do uścisku dłoń.

– Serio? No to kim jestem?

– Podporucznik Nathan R. Scott. Absolwent Północnoamerykańskiej Akademii Floty z miejscem trzydziestym drugim pomimo dość przeciętnych wyników w symulacjach dowódczych. Specjalizacja: pilotaż i nawigacja. Studia na prywatnej uczelni na kierunku historia Ziemi. Syn senatora Daytona Scotta, który właśnie ogłosił, że zamierza kandydować na prezydenta Unii. – Błysnęła nieszczerym uśmiechem. – Coś przeoczyłam?

– Nie wspomniałaś, że oblałem chemię w szkole średniej. Skąd tyle o mnie wiesz?

– Mam taką zasadę, żeby zawsze sprawdzić osoby, z którymi będę pracować.

– No cóż, to chyba dobrze. – Nie odpowiedziała. Przez chwilę panowała niezręczna cisza. – Bo wygląda na to, że faktycznie będziemy razem pracować.

– W pewnym sensie.

Była albo zamknięta w sobie, albo nieuprzejma. Jeszcze nie miał pewności.

– To trochę ekscytujące, prawda? – zapytał, desperacko próbując prowadzić przyjacielską rozmowę. Niestety, bezskutecznie.

Tymczasem Cameron nie mogła rozgryźć Nathana. Czy próbował ją wybadać, poderwać, czy po prostu był miły? Czy w ogóle zdawał sobie sprawę, o jaką stawkę toczy się gra? Jedno było pewne: nie zamierzała opuścić gardy w jego obecności.

– Oficer wykonawczy nieźle nam kadził – Nathan próbował dalej. – Że jesteśmy „najlepsi z najlepszych” i w ogóle.

– „Najlepsi z rocznika” – poprawiła go.

– Hm?

– Powiedział „najlepsi z rocznika” – powtórzyła. Dotarli już na szczyt rampy i skręcili w kierunku mostka.

– Wszystko jedno – mruknął Nathan. Wiedział: była po prostu nieuprzejma.

Cameron po raz pierwszy na niego spojrzała, poirytowana jego lekceważącą odpowiedzią.

– Słuchaj, podporuczniku, nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale jesteśmy rywalami.

– Hej, ja z nikim nie rywalizuję. Będę zadowolony, jeśli po prostu niczego nie spieprzę.

Cameron przystanęła przed wejściem na mostek i stanęła z Nathanem twarzą w twarz.

– Pozwól, że ci to łopatologicznie wyjaśnię, dobrze? Okrętem sterują dwie osoby. Pilot i nawigator. Tą dwuosobową ekipą dowodzi pilot. Pierwsza osoba, która zasiądzie za sterami, prawdopodobnie zostanie głównym pilotem i będzie mieć pod sobą wszystkie trzy ekipy, kiedy „Aurora” dostanie pełną obsadę. Załapałeś? – zapytała, dźgając go palcem w pierś.

– Posłuchaj, nie obchodzi mnie, kto dowodzi – zapewnił Nathan. – Ja tylko chcę wykonywać dobrą robotę.

– Świetnie, w takim razie nie będziesz rozczarowany, służąc pode mną.

Nathan był tak zszokowany jej arogancją, że nic nie odpowiedział. Cameron tymczasem już kroczyła w stronę kapitańskiego gabinetu przy mostku. I nagle Nathan odkrył, że jednak zależy mu na posadzie głównego pilota. Prawdę mówiąc, zależało mu na tym bardziej, niż mógłby podejrzewać. Tak bardzo, że puścił się biegiem za rywalką, aby ją dogonić. Chciał, żeby spotkali kapitana jednocześnie, jak równi sobie.

*

Cameron wcisnęła się do gabinetu tuż przed Nathanem. Pomieszczenie było większe, niż można by się spodziewać na okręcie, na którym projektanci starali się jak najlepiej zagospodarować każdy centymetr wolnego miejsca. Przy ustawionym frontem do dziobu biurku siedział kapitan. Naprzeciwko niego znajdowały się dwa krzesła dla gości, a przy grodzi ustawiono kanapę, która wyglądała na wygodniejszą od koi Nathana. Po lewej od drzwi osadzono w grodzi wielki ekran, który w tej chwili wyświetlał obraz z domku na plaży w jakimś tropikalnym zakątku Ziemi.

Jeśli nie liczyć ekranu oraz kilku certyfikatów i dyplomów, pomieszczenie było dość surowe, choć na blacie za plecami kapitana stały zdjęcia jego żony, dwóch dorosłych synów – obaj nosili mundury floty – oraz córki z mężem i trójką dzieci.

Komandor Roberts wyglądał na niecałe sześćdziesiąt lat. Miał gęste, siwe włosy i niewielkie zakola. Twarz miał kwadratową i chropowatą. Patrząc na jego cerę, człowiek odnosił wrażenie, że kapitan sporo czasu spędza na świeżym powietrzu. Jego sposób bycia świadczył o inteligencji, a ciemnoniebieskie oczy wyrażały skupienie i rozwagę. Każde spojrzenie Robertsa wydawało się celowe i uważne. Zlustrował najpierw Nathana, a potem Cameron, omiatając każde z nich pojedynczym spojrzeniem, by z powrotem skupić uwagę na ekranie komputera. Nathan wiedział o nim tylko tyle, że zanim objął dowodzenie „Aurorą”, służył jako oficer wykonawczy na „Nieustraszonym”.

– Podporucznik Taylor i podporucznik Scott meldują się na rozkaz, sir! – zaanonsowała ich Cameron. Nathan przeklął się w myślach za to, że nie przejął inicjatywy i sam tego nie zrobił. Choć, z drugiej strony, to ona pierwsza przekroczyła próg.

– Spocznij – powiedział kapitan, nie odrywając wzroku od ekranu.

Nathan i Cameron przybrali zwykłą rozluźnioną pozycję i zapletli ręce za plecami. Po przerwie, która zdawała się ciągnąć w nieskończoność, kapitan wreszcie przemówił, nadal nie podnosząc wzroku.

– Podporucznik Taylor – powiedział – ukończyła pani Akademię Europejską z piętnastą pozycją w roczniku.

Nathana zrozumiał, że pierwszy punkt zdobyła Cameron.

– Najwyższa ocena ze wszystkich przedmiotów i egzaminów, wzorowe zachowanie we wszystkich symulacjach. Z każdą sytuacją poradziła pani sobie zgodnie z protokołem. Oficer szkoleniowy napisał: „Wykazuje imponujące zdolności dowódcze”. – Podniósł wzrok znad ekranu i spojrzał na Cameron. – Jestem pod wrażeniem.

– Dziękuję, sir – odpowiedziała.

Komandor Roberts znów popatrzył na wyświetlacz. Wystarczyło jedno stuknięcie w ekran, by wyraz zadowolenia zniknął z jego twarzy.

– Podporucznik Scott – kontynuował. – Pan nie robi aż tak dobrego wrażenia.

„Drugi punkt dla Cameron” – pomyślał Nathan.

– Przeciętne oceny, ledwo zdany egzamin z symulacji dowódczych. Do tego w ewaluacjach liczne wzmianki o naginaniu zasad i dość niekonwencjonalnym podejściu w kilku symulacjach. – Kapitan rozparł się w krześle i omiótł Nathana wzrokiem. – Pański oficer szkoleniowy napisał: „Wykazuje interesujący potencjał dowódczy”. – Zastanowił się. – „Interesujący potencjał”… Nie jestem pewien, co to oznacza. Będzie trzeba kiedyś do tego wrócić.

Cameron z trudem powstrzymywała pchający jej się na usta uśmiech wyższości.

Kapitan wstał i przysiadł na skraju biurka, jak to miał w zwyczaju robić ojciec Nathana.

– Podejrzewam, że mój oficer wykonawczy już was uraczył przemówieniem o „najlepszych z rocznika”, więc ciekawi mnie, podporuczniku Scott, jedna rzecz. Czy zastanawia się pan: „Co ja tu w ogóle robię”? Może kapitan wkurzył kogoś wysoko postawionego w Dowództwie Floty? Albo oficer wykonawczy „Niezawodnego” popatrzył w pańskie akta i pomyślał: „Nie ma mowy, żebym go zabrał na pokład”? Albo może to pański tatuś, senator, pociąg­nął za odpowiednie sznurki, żeby synek dostał mniej niebezpieczny przydział?

– To ostatnie przeszło mi przez myśl, sir – przyznał Nathan.

– Szczerość? – zapytał kapitan z udawanym zaskoczeniem. – Dobrze, podoba mi się to. Tak można pracować. – Wstał i stanął za biurkiem. – Prawda jest taka, że odpowiedź nie ma znaczenia. Jesteście tutaj i muszę z was obojga stworzyć pierwszorzędną ekipę. Co więcej, mam na to tylko dwa tygodnie. Więc zrobimy tak. Przez najbliższe dwa tygodnie będziecie jeść, pić i spać w symulatorze lotu albo symulatorze dowódczym. A jeśli pan myśli, podporuczniku Scott, że scenariusze w akademii były trudne, proszę zaczekać, aż zobaczycie, co przygotowali moi ludzie. Po tych symulacjach piloci płaczą jak dzieci.

Roberts zajął miejsce za biurkiem.

– Koniec końców, jedno z was siądzie za sterami, a drugie w fotelu nawigatora. Osoba, która obejmie rolę pilota, otrzyma awans i będzie dowodzić najpierw tą ekipą, a docelowo wszystkimi ekipami lotniczymi. Jednak wyjaśnijmy coś sobie. Niezależnie od tego, kto obejmie to stanowisko, nauczycie się pracować jak zgrany zespół. Zrozumiano?

– Tak jest! – odpowiedzieli jednocześnie.

– Nie wiem, czy flota specjalnie dała mi dwie skrajnie różne osoby. Miejmy nadzieję, że będziecie ­umieli się wzajemnie uzupełniać. – Kapitan wziął głęboki wdech, po czym rozparł się w fotelu. – Zamierzam obejrzeć wszystkie nagrania z symulacji. – Uśmiechnął się. – A przy okazji, nazywam komandor William Roberts. Witam na pokładzie.

Żadne z nich nie poruszyło się ani nic nie powiedziało. Cameron dlatego, że nie należało się ruszać, dopóki przełożony ich nie odprawi. Z kolei Nathan był zbyt zestresowany, żeby nawet drgnąć.

– Możecie odejść – rzucił wreszcie kapitan.

Wyszli z gabinetu. Na korytarzu Nathan przystanął, oparł się o ścianę i odetchnął z ulgą.

 

– To będzie łatwiejsze, niż myślałam – wyszczerzyła się Cameron, mijając go.

Nathan odprowadził ją wzrokiem. „Co za suka” – pomyślał.

3

Coś było nie tak. Nathan ciąg­nął drążek sterowniczy w lewo, żeby ustawić się w pozycji do dokowania do stacji, ale okręt z jakiegoś powodu przechylał się na prawy bok.

– Co, do cholery?

– Wykrywam nieznaną usterkę w dziobowych silnikach manewrowych po lewej burcie – powiedziała Cameron.

– Bez jaj! Każę maszynie obrócić się w lewo, a obraca się w prawo.

– To przestań – rozkazała.

– Co mam przestać? – Nathan gwałtownie zabrał rękę z drążka.

– Manewrować.

– Ja niczego nie dotykam.

Wzrok Cameron przeskakiwał po konsoli, a jej palce tańczyły po ekranie dotykowym. Wiedziała, że coś jest nie w porządku. Musiała tylko odkryć co i wymyślić rozwiązanie.

– Silnik pracuje sam z siebie – zawyrokowała.

– No to go wyłącz i odpal zapasowy.

Nathan miał świadomość, że Cameron doskonale wie, co ma robić, ale nie dogadywali się już od pierwszego dnia i nie był pewien, jak się zachować, kiedy to on siedzi za sterami. Uznał, że jedyne logiczne rozwiązanie to mówić jej wszystko krok po kroku, żeby w razie czego być krytym.

– Robię, co mogę – zapewniła. Była spokojniejsza. – Nie reaguje. Silnik do przechyłu w prawo nadal pracuje.

– Wyłącz go, Cam. Obracamy się.

– Silnik zapasowy nie odpowiada.

Nagle rozbrzmiał alarm oraz komputerowy głos:

– Ostrzeżenie przed kolizją. Ostrzeżenie przed kolizją.

– Odległość od stacji? – zapytał Nathan. Wiedział, że jeśli nie zwolnią, silniki manewrowe nie wystarczą, żeby powstrzymać okręt przed wyrządzeniem ogromnych szkód.

– Dwadzieścia kilometrów – odpowiedziała, zerkając na odczyty, a potem natychmiast znów skupiła uwagę na problemie z silnikiem manewrowym. – Nadal nie mogę go wyłączyć.

– Odetnij dopływ paliwa – zasugerował Nathan.

– Próbowałam, to nic nie dało. Wyrzucam całą kapsułę manewrową.

– Co? – zapytał zaskoczony Nathan. – To czym mam sterować?

Cameron przewróciła oczami, zmuszona wyjaśnić mu rzecz, która powinna być oczywista.

– Jeśli teraz wyrzucimy kapsułę, powstrzymamy ten niekontrolowany manewr, zanim ruch obrotowy stanie się niemożliwy do zatrzymania.

Była wręcz nienaturalnie spokojna. Mówiła takim tonem, jakby czytała tekst z podręcznika.

– A przewody paliwowe?

– Czujniki ciśnienia wykryją swobodny przepływ i uruchomią zabezpieczenia, odcinając go u źródła.

Nathan nie miał pojęcia, o czym ona mówi. Zresztą to i tak było bez znaczenia, bo nie czekała na jego odpowiedź.

– Kapsuła wystrzelona – oznajmiła z pewnością siebie. – A teraz spróbuj skorygować lot.

Nathan chwycił drążek i znów wychylił go w lewo, ale „Aurora” zachowywała się w symulacjach inaczej niż „Niezawodny”. „Niezawodny” był znacznie starszym okrętem, zaprojektowanym z myślą o łagodniejszych manewrach, natomiast „Aurora” nie była tak ograniczona pod względem zwrotności. To przypominało przesiadkę z samolotu pasażerskiego do myśliwca. Nathanowi brakowało doświadczenia.

– Nasz ruch obrotowy zaczyna oscylować – ostrzegła go Cameron, patrząc na wskaźnik orientacji. Okręt obracał się wokół osi wzdłużnej, a teraz przy każdym obrocie koniec tej osi zaczynał zataczać coraz większe kręgi.

– Podłącz dziobowe silniki dokujące na lewej burcie do drążka, żeby zastąpić silnik, który wystrzeliłaś w kosmos – rozkazał Nathan.

– Są za słabe – zauważyła, wykonując polecenie.

– Dezaktywuj ograniczniki ciśnienia w komorze spalania, żeby wycisnąć z nich więcej mocy.

– Wybuchną – ostrzegła Cameron, po czym zmieniła kanał łączności, aby nadać komunikat na cały okręt: – Uwaga, uwaga. Awaryjna ewakuacja sekcji od dwunastej do czternastej, pokłady C, D i E. Odciąć główne dziobowe grodzie.

„Cholera, powinienem był o tym pomyśleć”.

– Ograniczniki wyłączone. Maksymalne ciśnienie w komorze podniesione do stu dwudziestu pięciu procent.

Nathan znów przechylił drążek w lewo i odrobinę do przodu, aby oszczędzać silniki dziobowe. Rozbrzmiały kolejne sygnały alarmowe. Żołądek Nathana zacisnął się w supeł na widok czerwonych kontrolek, które migały na konsoli Cameron. Nagle konsola zadygotała lekko, fotel zakołysał się, a gdzieś daleko rozległ się stłumiony odgłos eksplozji.

– Komora spalania wybuchła – powiedziała Cameron. – Mamy dehermetyzację kadłuba, pokład D, sekcja trzynasta. Zgłaszają się ekipy kontroli uszkodzeń.

– Straty w ludziach?

– Brak informacji – odparła.

– Odległość od stacji?

Eksplozja w lewym silniku dokowania wywołała dokładnie taki skutek, jakiego się spodziewał – wytworzyła dość siły, by zatrzymać oscylację, pozwalając pozostałym dyszom zatrzymać ruch obrotowy. Oczywiście Cameron nie chciała przyznać, że jego plan zadziałał.

Jednak nadal zbliżali się do stacji i wkrótce mieli się z nią zderzyć. Nathan wiedział, że nie może użyć przednich silników hamujących, ponieważ działał tylko jeden z nich, ten w prawej części dziobu. Gdyby go odpalili, okręt zacząłby powoli skręcać wzdłuż osi pionowej.

– Dziesięć kilometrów – poinformowała go Cameron.

Raz po raz dawał się słyszeć sygnał alarmowy.

– Ostrzeżenie przed kolizją. Ostrzeżenie przed kolizją.

Nathan wiedział, że muszą coś szybko zrobić, bo zaraz będzie za późno. Zerknął na Cameron i przez moment odniósł wrażenie, że dostrzega na jej twarzy wyraz satysfakcji. Była przekonana, że zaraz stanie się świadkiem kolejnej porażki podporucznika Scotta.

– Ostrzeż stację, żeby ewakuowali pokłady zwrócone w naszą stronę – rozkazał, szarpiąc za drążek. – Odwracam okręt.

– Co? – Tego się nie spodziewała.

– Wykonaj polecenie!

Nathan obserwował wskaźnik orientacji, zerkając na przednie ekrany. Widok zbliżającej się stacji szybko zastąpiła czerń usiana gwiazdami, ponieważ odwracał okręt.

– I włącz główny silnik!

– Usmażysz stację! – zaprotestowała Cameron, wysyłając ostrzeżenie.

– Tylko ją lekko przypalę – mruknął.

Pchnął drążek do przodu i przytrzymał aż do końca manewru. Kiedy „Aurora” dryfowała zwrócona rufą w kierunku lotu, wydał następny rozkaz:

– Daj jeden procent ciągu z głównych silników.

Wyczuwając wahanie Cameron, spojrzał na nią nagląco.

– Odpalam główne silniki, jeden procent ciągu. – Stuknęła kilka przycisków. – Mam nadzieję, że w porę uciekli – dodała takim tonem, jakby wytykała mu błąd.

Choć Nathan sprawiał wrażenie pewnego siebie, w rzeczywistości miał wrażenie, że zaraz się zsika. Najwyraźniej kapitan nie żartował, mówiąc, że scenariusze symulacji potrafią doprowadzić człowieka do płaczu.

– Ostrzeżenie przed kolizją. Ostrzeżenie przed kolizją.

– Odległość od stacji?

– Pięć kilometrów – odpowiedziała. – Zbliżamy się z prędkością pięciuset metrów na sekundę.

– Status silników?

– Jeden procent ciągu.

– Zgłoszenia o ofiarach?

Cameron spojrzała na okno wiadomości na swojej konsoli.

– Pięciu rannych, dwunastu zaginionych.

– Cholera! – syknął pod nosem.

– Ostrzeżenie przed kolizją. Ostrzeżenie przed kolizją.

– Cztery kilometry, prędkość trzysta siedemdziesiąt pięć metrów na sekundę.

Nathan najchętniej wycisnąłby z silników więcej mocy, ale wiedział, że jeśli kadłub stacji jeszcze się nie przypiekał, to po zwiększeniu ciągu na pewno zacznie.

– Trzy kilometry – zameldowała bez emocji Cameron. – Prędkość dwieście pięćdziesiąt.

Tętno Nathana osiągało zawrotne wartości, a serce podchodziło mu do gardła. Spojrzał na Cameron – była jak zawsze opanowana i spokojna. Choć, z drugiej strony, to nie ona będzie musiała wyjaśnić kapitanowi, czemu zmienili stację kosmiczną w grill.

– Dwa kilometry – powiedziała z wyczuwalną satysfakcją.

– Ostrzeżenie przed kolizją. Ostrzeżenie przed kolizją.

Po optymizmie Nathana nie został nawet ślad. „To nie zadziała”.

– Wiadomość ze stacji – zameldowała. – Temperatura kadłuba osiągnęła wartość krytyczną. Przewidują poważne uszkodzenia strukturalne za trzydzieści sekund.

W uszach Nathana zabrzmiało to jak „a nie mówiłam?”.

– Kilometr, sto metrów na sekundę.

– Do wszystkich na pokładzie! Przygotować się na zderzenie! – nadał Nathan z rezygnacją w głosie.

– Osiemset metrów, prędkość pięćdziesiąt – powiedziała Cameron.

Nathan spodziewał się, że komputerowy głos zaraz znów ostrzeże go przed kolizją, jednak tak się nie stało. Nadal mieli uderzyć w stację, ale istniała szansa, że będzie to niegroźne stuknięcie.

– Pięćset metrów – oznajmiła Cameron i zawahała się na moment. Nie wierzyła w odczyty z instrumentów. – Prędkość zerowa – dodała takim tonem, jakby poczuła się oszukana w ostatnim momencie.

– Wyłącz wszystkie silniki! – rozkazał.

– Gotowe – oznajmiła, dezaktywując główny napęd i silniki manewrowe.

Nathan odetchnął z ulgą.

– Cholera, było blisko.

– Ostrzeżenie przed kolizją wycofane – ogłosiła Cameron. – Powtarzam, ostrzeżenie przed kolizją wycofane.

Nathan powinien był o tym pomyśleć, ale w tym momencie nie dbał o szczegóły. Przepełniała go ulga, ponieważ nie zniszczył stacji.

– Nadal się lekko obracamy – zauważyła, aby nie zapomniał, że nie osiąg­nął pełnego zwycięstwa.

Nagle światła rozjaśniły się, ekrany projekcyjne wokół nich zmieniły kolor na niebieski, a tył pomieszczenia otworzył się. Nathan zerwał się z fotela i ruszył do wyjścia, nie czekając na słowa krytyki.

– Piętnaście minut! – zawołał za nim operator symulatora.

Nathan machnął ręką na znak, że słyszy, po czym wyszedł z centrum symulacji lotu i ruszył korytarzem.

– Teraz pani kolej siąść za sterami, podporucznik Taylor – poinformował technik, gdy Cameron spokojnie wstała, żeby rozprostować kości. Siedzieli w symulatorze od ponad trzech godzin.

– Żaden problem – powiedziała z uśmiechem i wyszła.

Operator siedzący za swoją konsolą umieszczoną nad symulatorem pokręcił głową z niedowierzaniem.

– Ależ z niej lodowata suka – rzucił do technika, kiedy Cameron opuściła pomieszczenie.

W tym momencie zabrzęczał interkom.

– Symulacje lotu, mówi porucznik Jacobs – zgłosił się kontroler.

– Taylor przyciśnijcie równie mocno – rozkazał kapitan.

– Tak jest – odpowiedział kontroler, a przełożony rozłączył się.

– Cholera. On to oglądał? – zdziwił się technik.

– Staruszek widzi wszystko.

*

Władimir stał przy stanowisku monitorowania w sterowni reaktora. Pomieszczenie znajdowało się na przednim skraju sekcji napędowej, bezpośrednio za czterema reaktorami na antymaterię. Dało się z niego monitorować i regulować każdy aspekt funkcjonowania potężnych reaktorów „Aurory”. Władimir właśnie wprowadzał poprawki w ustawieniach pułapki magnetycznej jednego z nich, gdy do pomieszczenia wszedł szef działu inżynieryjnego, komandor podporucznik Patel.

Szef działu pochodził z Indii. Był postawnym mężczyzną lekko po pięćdziesiątce, z wyraźnie cofniętą linią włosów. Podobnie jak w przypadku Władimira, praca była jego pasją, więc szybko polubił Rosjanina. Wziął go pod swoje skrzydła i obdarzył większym zaufaniem niż kogokolwiek z podwładnych.

Wraz z Patelem wszedł wysoki, dystyngowany, starszy dżentelmen o białych włosach i ciemnych oczach. Był cywilem, o czym świadczył nie tylko brak munduru, ale i sam sposób zachowania. Władimir natychmiast zaszufladkował go jako naukowca, który niewątpliwie przyszedł podziwiać zaawansowane systemy „Aurory”. Ostatnio kręciło się takich sporo.

– Władimirze – przełożony powitał go, po czym dał znak, że zechce porozmawiać z nim na osobności. – Chwileczkę, proszę pana – rzucił do starszego gościa, po czym wziął Rosjanina na stronę. – Muszę cię o coś prosić – powiedział przyciszonym głosem.

– Co tylko pan zechce.

Władimir darzył szefa ogromnym szacunkiem. Patel był istną skarbnicą wiedzy i wspierał go jak mógł w trudnym zadaniu zaznajomienia się z licznymi systemami „Aurory”.

– Ten pan przyszedł z Wydziału Projektów Specjalnych. W tym momencie na pokład wchodzi jego ekipa. Otrzymał polecenie, aby zainstalować i przetestować na okręcie jakiś bardzo ważny sprzęt.

 

– Jaki sprzęt?

– To informacja zastrzeżona. Wiem tyle, że mamy im bez dyskusji dawać wszystko, czego potrzebują. Rozkaz z samego Dowództwa Floty.

Władimir spojrzał na niego z zakłopotaniem.

– Czego pan ode mnie oczekuje, sir?

– Ktoś musi zająć się tą ekipą i pośredniczyć między nimi a działem inżynieryjnym.

Władimir nie był zachwycony. Wyglądało na to, że zostanie oderwany od pracy, którą uwielbiał, żeby niańczyć bandę naukowców.

– I tym kimś mam być ja? – nie tyle zapytał, co raczej błagał tonem o zwolnienie z przykrego zadania.

– Proszę cię, Władimir, zrób to dla mnie – powiedział szef działu inżynieryjnego. – I bez tego mam mnóstwo rzeczy na głowie. Potrzebuję kogoś, komu ufam. Kto potrafi samodzielnie podejmować decyzje.

– Ależ, sir… – Władimir urwał, gdy do sterowni weszła reszta ekipy z projektów specjalnych, prowadzona przez zjawiskowo piękną blondynkę. Władimir natychmiast stracił wątek.

– Nie zmuszaj mnie, żebym wydał ci rozkaz, podporuczniku – powiedział z uśmiechem Patel, choć dobrze wiedział, że Władimir przyjmie zadanie z własnej woli, zwłaszcza gdy ujrzy atrakcyjną kobietę.

– Oczywiście, sir. To dla mnie zaszczyt – zapewnił Rosjanin, wygładzając mundur.

– Dobrze.

Szef odwrócił się z powrotem do starszego mężczyzny, obok którego ustawiła się reszta ekipy.

– Szanowni państwo, poznajcie podporucznika Kamienieckiego. Jest moim najbardziej zaufanym inżynierem i zna „Aurorę” prawie tak dobrze jak ja. Poleciłem mu, aby zapewnił państwu wszystko, czego będziecie potrzebować. Władimirze, to kierownik projektu, doktor Karlsen.

Władimir uścisnął dłoń starszego mężczyzny.

– Miło pana poznać.

– A oto jego córka, doktor Sorenson – kontynuował Patel.

Jej dłoń Władimir ujął ze znacznie większą atencją.

– Miło mi. Jeśli czegokolwiek będzie pani potrzeba, proszę mówić bez wahania.

Urok osobisty Władimira nie zrobił na kobiecie wrażenia.

– Macie dwie nieużywane przestrzenie po obu stronach głównej sekcji inżynieryjnej, prawda? – zaczęła bez zbędnych wstępów.

– Zgadza się. Są przeznaczone na generatory tarczy. Według harmonogramu zostaną zainstalowane za kilka dni.

– Zmiana planów, podporuczniku – powiedziała chłodno. – Przy wejściach umieściliśmy już rampy załadunkowe. Proszę odblokować zewnętrzne włazy serwisowe, żebyśmy mogli jak najszybciej umieścić w nich sprzęt. I proszę zadbać, aby nikt bez naszego upoważnienia nie miał dostępu do tych sekcji.

– Dobrze, proszę pani – przytaknął odrobinę zdezorientowany Władimir.

– Potrzebujemy też wyłącznego dostępu do dwóch z waszych reaktorów. Świetnie sprawdzą się te, które mają zasilać tarcze i uzbrojenie energetyczne.

Władimir był w szoku. Doktor Sorenson chciała, żeby oddał połowę zasilania okrętu. Spojrzał pytająco na szefa, który tylko pokiwał głową.

– Mogę zrobić coś jeszcze? – zapytał Rosjanin potulnie.

Doktor Sorenson wręczyła mu listę.

– To powinno wystarczyć, podporuczniku.

Władimir spojrzał na spis, otworzył szeroko oczy i rozdziawił usta.

– Wolno zapytać, do jakich eksperymentów potrzebujecie tego wszystkiego?

– Pytać zawsze wolno – odpowiedziała, po czym odwróciła się na pięcie i wyszła razem z resztą ekipy.

Władimir odprowadził ich wzrokiem. Nadal był w szoku.

– Lepiej zabieraj się do pracy – powiedział ze śmiechem przełożony. – Widzę, że czeka cię sporo roboty.

Władimir posłał mu pełne wyrzutu spojrzenie.

– Och, nie bądź taki rozgoryczony – dodał Patel. – Może nauczysz się czegoś nowego. To bardzo inteligentni ludzie! Doktor Karlsen napisał wiele ciekawych artykułów naukowych o generowaniu pól.

– Co tam artykuły! – wykrzyknął Władimir, bezceremonialne zgniatając kartkę i wciskając ją do kieszeni. – Na pańskie szczęście ma piękną córkę!

*

Cienkie, niebieskie wiązki światła, tańczące na skórze Nathana, zgasły, a pomruk maszyny ucichł. Wąska platforma, na której leżał, drgnęła i wysunęła się z tuby skanera medycznego. Nathan usiadł i spojrzał w górę, na okno pomieszczenia kontrolnego.

– To wszystko, skończyliśmy. Może pan się ubrać – oznajmił technik przez głośnik.

Nathan zeskoczył z platformy. To było ostatnie z serii badań, które musiał przejść przed odlotem każdy członek załogi. Całość zajęła parę godzin, w trakcie których musiał się kilkukrotnie rozbierać i ubierać. Przynajmniej miał przerwę od ciągłych symulacji, które przeprowadzali od tygodnia.

Scenariusze były bezlitosne. Pojawiały się w nich wszystkie możliwe problemy, jakie potrafili wymyślić programiści. Prawdę mówiąc, Nathan odniósł wrażenie, że parę z nich naginało prawa fizyki. Pocieszał się jedynie świadomością, że jego arcyrywalka przechodzi identyczne piekło. Choć wyglądało na to, że ona radzi sobie znacznie lepiej. Nathan nie wątpił ani przez chwilę, że podczas badań lekarskich wyjdzie na jaw, że Cameron nie jest do końca człowiekiem.

Rozebrany do bielizny, przeszedł po zimnej posadzce do ubrania, które rzucił na jedno z krzeseł. Właśnie zaczął wkładać spodnie, gdy otworzyły się drzwi i do środka weszła w pełni ubrana podporucznik Nash. Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, kiedy ujrzała zaskoczoną minę Nathana.

– Proszę, proszę – powiedziała żartobliwie, zdejmując koszulę. – Znajoma sytuacja, prawda?

Nathan nerwowo spojrzał na salkę kontrolną.

– Spokojnie, podporuczniku. Technicy nas nie słyszą – szepnęła, rzucając koszulę na krzesło i zdejmując buty.

– Posłuchaj, chciałem z tobą porozmawiać – zaczął Nathan. – No wiesz, od kiedy zobaczyliśmy się na spotkaniu organizacyjnym. Ale harmonogram szkoleń jest taki…

– Nie przejmuj się. – Z uśmiechem zsunęła spodnie. Teraz miała na sobie jedynie majtki i sportowy stanik.

Nathanowi nagle przypomniał się tamten wieczór, kiedy z powrotem wkładała suknię wieczorową, a on patrzył na jej odbicie w lustrzanych płytkach.

– Dostałam to, czego chciałam – powiedziała i podeszła do platformy skanera. Wskoczyła na nią, położyła się i zawołała do techników: – Miejmy to już za sobą! Okropnie tu zimno!

– W porządku – powiedział Nathan. Włożył koszulę, pozbierał resztę rzeczy i ruszył w stronę drzwi, dodając: – No to do zobaczenia.

Zanim platforma wsunęła się do wnętrza skanera, zdążył zobaczyć ironiczny i pełen satysfakcji uśmieszek Jessiki.

*

Kiedy okręt znajdował się w porcie, minimalna obsada „Aurory” jadała o tej samej porze. To był prawdopodobnie jedyny czas, kiedy wszyscy mogli się spotkać, a kapitan uznał, że to dobra okazja, aby przepracowana załoga lepiej się poznała. Jego żona zawsze nalegała na wspólne jedzenie, kiedy dzieci były jeszcze małe. I to zadziałało – członkowie rodziny nadal byli zżyci, mimo dzielących ich odległości. Jednak, co było do przewidzenia, większość załogi i tak podzieliła się na dwu-, trzy- albo czteroosobowe grupki.

Kambuz jeszcze nie był w stu procentach sprawny. Miał gorącą i zimną wodę, zainstalowano też większość urządzeń kuchennych, ale nadal brakowało porządnych chłodziarek, które tymczasowo zastępowało kilka zwykłych lodówek. Z tego powodu na pokładzie nie przechowywano znacznych zapasów. Większość żywności przygotowywano na Ziemi, transportowano promami na orbitę i podgrzewano. To był kolejny powód, dla którego praktycznie wszyscy jedli jednocześnie.

– W głowie się nie mieści! – skarżył się Władimir, pochłaniając posiłek. – Ona jest… jak to się mówi? Jak wrzód na tyłku?

Nathan przytaknął ze śmiechem.

– „Podporuczniku to! Podporuczniku tamto!” – ciąg­nął Rosjanin. – Wciąż czegoś chce, a kiedy to dostanie, okazuje się, że nadal jej mało! – Ugryzł kolejny kęs. – Od trzech dni czekam, aż ta okropna kobieta skończy pracę.

– Co oni w ogóle robią?

– Pojęcia nie mam! Dziwne, prawda? Wiem tylko tyle, że projekt pochłania ogromne ilości energii. Do tego majstrują coś na zewnątrz, na kadłubie. Chyba przy emiterach tarczy, nie wiem. Nic mi nie mówią. Wiem tyle, że przez tę babę oszaleję!

Nathan znał Władimira od ponad tygodnia, ale nigdy nie widział go tak rozzłoszczonego. Rosjanin zazwyczaj był niefrasobliwy i wszystko spływało po nim jak po kaczce.

– Skoro tak cię to męczy, czemu nie poprosisz o zmianę przydziału?

– Nie mogę – wyjaśnił Kamieniecki, ładując kolejne porcje jedzenia do ust. – Główny inżynier wybrał mnie osobiście. Poza tym to piękna kobieta!

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?