Silniejszy każdego dnia. Droga do formy. Jak trenować na czymkolwiek, gdziekolwiek i kiedykolwiek

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

NAPIJ SIĘ, ZJEDZ COŚ, WYSUSZ SIĘ

Gdy wróciłem do bazy, poinstruowano mnie, bym coś zjadł, napił się i wysuszył. Zwróć uwagę na słowo „poinstruowano” zamiast „zalecono”. Dla Marines regeneracja ma kluczowe znaczenie. Tak, stresory i stymulacja są potrzebne, ale z drugiej strony istnieją ludzie, którzy nieustannie biegają, skaczą i podnoszą ogromne ciężary. Według badań Hansa Selyego, czeka ich porażka.

Dlaczego? Odpowiedź zawiera się w jednym słowie: przetrenowanie.

Znasz te dni, gdy czujesz się zmęczony i wypompowany? Wyciskasz na ławce bez siły, bez energii wskakujesz na skrzynię, a czas sprintu na 40 metrów jest tak żenujący, że wstyd go odnotować. Bardzo możliwe, że właśnie przekroczyłeś granicę stresu i stymulacji organizmu. Odbyłeś o jeden bieg lub wykonałeś powtórzenie za dużo.

Oznacza to, że homeostaza twojego organizmu została zaburzona, wewnątrz panuje chaos i ciało wywiesiło białą flagę, wzywając cię, byś się poddał i klapnął na kanapę. Z tego właśnie powodu ty, czytelniku, rekruci piechoty morskiej i każda osoba, która kiedykolwiek postawiła stopę w siłowni, musicie przynajmniej pobieżnie zapoznać się z teorią ogólnego zespołu adaptacyjnego Selyego[5].

TEORIA TRENINGU
ZESPÓŁ ADAPTACYJNY

Te ramy teoretyczne dotyczą każdego sportu, a o ich prawdziwości można się przekonać zwłaszcza w takich miejscach jak baza Royal Marines. Wyobraź sobie, że ukończyłeś dziesięciokilometrowe szkolenie wytrzymałościowe na jeziorach i bagnach, dziesięć przenoszeń metodą strażacką na dystansie 200 metrów i czterominutowe powtórzenia na torze przeszkód. A to wszystko w ważącym 20 kilogramów rynsztunku.

Siedzisz na kanapie. Nie czujesz nóg, bolą cię plecy, a układ odpornościowy dostał w kość. Co się dzieje? Według teorii ogólnego zespołu adaptacyjnego Selyego twoje ciało może przechodzić przez trzy fazy.


Co mnie nie zabije…

Naukowcy zajmujący się sportem w późniejszym czasie odkryli, że trenowanie nie jest takie proste i nie wystarczy poddawać ciała działaniu licznych stresorów i stymulatorów z nadzieją, że wzrośnie jego sprawność, tak że co tydzień będziemy bić własne rekordy. Uznali, że koncepcja Hansa Selyego wymaga poszerzenia.

Dlaczego? Ponieważ ogólny zespół adaptacyjny jest, no właśnie, ogólny i nie uwzględnia różnic w planach treningowych („warunkowanie zewnętrzne”) ani indywidualnych reakcji poszczególnych jednostek („warunkowanie wewnętrzne”).

Z tego właśnie powodu w 1961 roku w artykule The Athlete and Adaptation Stress australijski trener pływania Forbes Carlile klarował, że ogólny zespół adaptacyjny powinien być przez instruktorów traktowany jako rama teoretyczna[6]. By w pełni opanować i wykorzystać prawo adaptacji, konieczne jest dogłębne poznanie stresorów i stymulatorów.

DOGŁĘBNE ZROZUMIENIE „STRESU” TRENINGOWEGO
Wprowadzenie do reguły Arndta-Schulza.

Hugo Paul Friedrich Schulz (1853–1932) był niemieckim farmakologiem, który badając komórki drożdży, odkrył, że niewielkie dawki toksyn działają odwrotnie niż dawki duże. Niemiecki psychiatra Rudolf Arndt (1835–1900) podczas badań nad zwierzętami doszedł do wniosku, że niektóre toksyny w niskich dawkach stymulują wzrost i płodność.

Dzięki zestawieniu ich prac odkryto, co następuje:

W przypadku każdej substancji niskie dawki stymulują, średnie hamują, a duże zabijają.

REGUŁA ARNDTA-SCHULZA, 1888 rok

Zostawmy toksyny i posłużmy się przykładem treningu, do którego możemy odnieść się osobiście.

Maraton | „niskie dawki stymulują”

Wyobraź sobie, że jesteś początkującym biegaczem i trenujesz do maratonu. Jeślibyś wyszedł za drzwi, zawiązał buty, po czym przebiegł osiem kilometrów, uznałbyś to za dobry wynik, prawda? A to dlatego, że jest to dość słaby stresor i niewielki stymulator dla organizmu, więc rozpocząłby się proces adaptacyjny, a ty stałbyś się nieco bardziej wysportowany.

Maraton | „średnie dawki hamują”

Jeśli jednak zamiast przebiegnięcia ośmiu kilometrów postanowiłbyś się zmierzyć z półmaratonem i po wyjściu z domu przebiegł od razu 21 kilometrów? To dość ambitne przedsięwzięcie. Mógłbyś zauważyć, że proces adaptacyjny się zatrzymał, a postępy – o ile w ogóle jakiekolwiek byś zrobił – przychodzą powoli. Stałoby się tak ze względu na średnią dawkę stresorów dla organizmu.

Maraton | „duże dawki zabijają”

A gdybyś tak uznał, że przebiegniesz maraton już pierwszego dnia? Ambitnie? Tak. Odniesiesz sukces? Obstawiałbym, że raczej nie. A to ze względu na zbyt dużą dawkę bodźców dla organizmu. Nie umarłbyś, lecz śmiało można przyjąć, że zgodnie z regułą Arndta-Schulza następnego dnia nie miałbyś ochoty ani siły na trening.

Jak więc należy trenować do maratonu?

Musimy po prostu poznać „energię adaptacyjną” naszego ciała. Właśnie tak.

Jest ona ściśle powiązana z obecnym stanem systemu odpornościowego. Gdy czujemy się w formie i tryskamy energią, można przyjąć z dużym prawdopodobieństwem, że poziom energii adaptacyjnej jest wysoki i ciało dobrze zareaguje na stymulację w postaci treningu. Z kolei gdy udajemy się na siłownię podziębieni, powłócząc nogami, energia adaptacyjna prawdopodobnie będzie niska i nie osiągniemy spektakularnych rezultatów.

Zjawisko utraty wypracowanej adaptacji w okresie wyczerpania jest trudne do wyjaśnienia, lecz jako roboczą hipotezę przyjęto, że każdy organizm dysponuje pewnymi określonymi zasobami „energii adaptacyjnej” i gdy zostanie ona wykorzystana, dalszy proces adaptacyjny stanie się niemożliwy.

HANS SELYE

Oczywiście „energię adaptacyjną” można łatwo zmierzyć za pomocą kilku prostych testów medycznych określających poziom leukocytów i konkretnych hormonów oraz kondycję systemu immunologicznego. Sporo z nich oznacza konieczność kłucia igłami, czego osobiście nie znoszę. Poza tym dla wielu ludzi całkowicie niepraktyczne jest poleganie w tej kwestii na lekarzach. Niby dlaczego ludzie w białych kitlach mieliby nam dyktować, jak należy trenować danego dnia?

Zamiast tego stań się swoim własnym ekspertem i słuchaj swojego ciała.

Jeśli w twoim programie treningowym znajduje się bieg na 16 kilometrów, a jesteś przekonany, że akurat masz niski poziom energii adaptacyjnej, nie zmuszaj się, by pokonać ten dystans za wszelką cenę. Poćwicz jakąś znaną ci już technikę i zrób lekki trening regenerujący. Możesz też po prostu pójść do domu, by nie dopuścić do wyczerpania. Poczekaj na kolejny dzień fazy adaptacyjnej i wtedy podejmij wyzwanie.

SEKRET IDEALNEGO TRENINGU | ŻADNYCH PORAŻEK
MUSISZ SIĘ ZAADAPTOWAĆ

Wiemy już (w teorii), że idealna adaptacja jest łatwa. Trzeba po prostu zrozumieć, że Stopniowe Zwiększanie Intensywności polega na stopniowym zwiększaniu bodźca oddziałującego na ciało podczas treningu. Pionierami w tej kwestii byli wojskowi lekarze z okresu drugiej wojny światowej, którzy korzystali z tej metody, by wspomóc proces rehabilitacji u rekonwalescentów. Uprzedzam, że teraz sprawy mogą się trochę skomplikować, należy jednak zapamiętać trzy rzeczy:

 Prawo Stopniowego Zwiększania Intensywności i Obciążeń musi być stałe.

 Prawo Stopniowego Zwiększania Intensywności i Obciążeń nie jest linearne.

 Prawo Stopniowego Zwiększania Intensywności i Obciążeń musi być skonkretyzowane (zobacz: Zasada Konkretnej Umiejętności w następnym rozdziale).

Dla wyjaśnienia, oto historia sławnego greckiego zapaśnika i jego pupila.

PRAWO STOPNIOWEGO ZWIĘKSZANIA INTENSYWNOŚCI I OBCIĄŻEŃ MUSI BYĆ STAŁE

Historia ta jest dobrze znana wśród osób zajmujących się trenowaniem siły. Milo, słynny zapaśnik z VI wieku przed naszą erą, urodził się w mieście Kroton i – jak w przypadku większości odnoszących sukcesy sportowców z tamtego okresu – opowiadano legendy o jego sile, technice i mocy. Jedne z moich ulubionych historyjek dotyczą jego codziennego jadłospisu, na który składało się ponoć po dziewięć kilogramów mięsa i chleba oraz dziesięć litrów wina, jak również jego niebywałej tężyzny –

mawiano, że napinając żyły na skroniach, umiał rozedrzeć opaskę na czole.

Zostawmy jednak te rewelacje. Milo był znany przede wszystkim jako ucieleśnienie koncepcji stopniowego zwiększania intensywności i obciążeń. Grecka opowieść o zabarwieniu fitnessowym głosi, że podniósł kiedyś cielaka i codziennie nosił go na ramionach. Zwierzę stopniowo rosło, a wraz z nim zwiększała się siła Milo.

Po dniach, miesiącach i latach „trenowania” z coraz większym ciężarem Milo był w stanie udźwignąć i zarzucić na ramiona dorosłego, ważącego pół tony byka, po czym przejść się w ten sposób do miasta po zakupy. Jak to możliwe? Wszystko przez stopniowe zwiększanie stresora (w tym przypadku ciężaru) nakładanego na ciało podczas treningu. Jest to najważniejszy element każdego planu treningowego. Bez tego nie zrobisz postępów!

Niestety, obawiam się, że istnieje niewiele badań naukowych, które dowiodłyby prawdziwości historii z bykiem. Zakupienie cielaka zamiast uiszczenia opłaty członkowskiej na siłowni za następny miesiąc mija się więc z celem. Zapamiętaj przesłanie historii o Milo: zawsze celuj w „większego byka”.

Koncepcja ta znana jest od wieków, lecz została w pełni rozwinięta przez lekarzy wojskowych, takich jak Thomas DeLorme, który stosował ją w rehabilitacji żołnierzy po drugiej wojnie światowej.

 

Nowe podejście wprowadzone przez DeLorme’a opierało się na licznych seriach ćwiczeń oporowych. Pacjenci wykonywali dziesięć maksymalnie intensywnych powtórzeń (RM). DeLorme dopracował system treningowy do 1948 roku – wprowadził trzy zestawy treningowe ze stopniowym zwiększaniem obciążeń do dziesięciu powtórzeń. Program ten został nazwany Progresywnymi Ćwiczeniami Oporowymi.

− NSCA[7]

Po latach Natalia Verkhoshansky poszerzyła tę koncepcję. W artykule General Adaptation Syndrome and its Application in Sport Training (Ogólny Syndrom Adaptacyjny i jego zastosowanie w treningach sportowych) stwierdziła: „Fizyczne postępy sportowca w czasie procesu treningowego osiąga się poprzez stosowanie zestawów ćwiczeń z powtórzeniami, które aktywizują mechanizmy adaptacyjne ciała do hiperfunkcji fizycznej. Dzięki tym mechanizmom następuje wzrost liczby specyficznych białek w poddawanych wysiłkowi organach, co prowadzi do zwiększania ich wydolności funkcjonalnej[8].

Ujmując to prosto, stale zmuszaj ciało do większego wysiłku. Na rowerze pedałuj szybciej niż podczas ostatniej sesji treningowej. Przepłyń więcej długości basenu niż w ostatnim tygodniu. Załóż większe obciążenie na sztangę niż na poprzednim treningu. Powtarzam po raz kolejny: to jest proste (w teorii).

W ten sposób się adaptujesz i robisz postępy.

Trening można (…) opisać jako proces, w którym ciało jest systematycznie wystawiane na określony zestaw stresorów, tak by w przyszłości mogło wydajnie poradzić sobie z działaniem tych stresorów.

DOKTOR MEL SIFF, Supertraining

PRAWO STOPNIOWEGO ZWIĘKSZANIA INTENSYWNOŚCI I OBCIĄŻEŃ NIE JEST LINEARNE

Dlaczego więc nie każdy siłacz może unieść byka nad głowę? Dzieje się tak, ponieważ w przypadku ludzkiego ciała postępy – w zakresie siły, prędkości, redukcji tkanki tłuszczowej czy wyrobienia mięśni – nigdy nie będą całkowicie linearne. Nie ma takiej możliwości, byś codziennie do zarzutu sztangi z wykonaniem pełnego przysiadu (squat) dodał kilogram w nadziei, że za rok będziesz w stanie podnosić 365 kilogramów więcej.

Biologia naszych ciał tak nie działa. Myśl o niej raczej jak o falach. Podczas niektórych sesji treningowych dokonasz znacznych postępów. W jakiś niewyjaśniony sposób siła może wystrzelić, a mięśnie się pojawić. A potem, w następnym tygodniu, będzie ci kiepsko szło na bieżni albo w sali do podnoszenia ciężarów nie uda ci się nawet zgrać w miarę dobrze wykonanej serii podnoszeń.

Jeśli będziesz kroczył wytrwale, w końcu dojdziesz na szczyt. Jednakże ze względu na biologiczną złożoność organizmu ścieżka ta jest kręta i miejscami będzie ci ciężko.

Prawo stopniowego zwiększania intensywności i obciążeń powinno się rozumieć jako fluktuacyjny system przeciążania.

DOKTOR MEL SIFF, Supertraining

ROZDZIAŁ 3
Prawo konkretnej umiejętności


O RÓŻNICACH MIĘDZY ZAWODOWCAMI A PRZECIĘTNYMI DOROSŁYMI NIE DECYDUJE WRODZONY TALENT. ODZWIERCIEDLAJĄ JE PODEJMOWANE PRZEZ CAŁE ŻYCIE STARANIA, BY ROBIĆ POSTĘPY W TRENOWANEJ DZIEDZINIE.

ANDERS ERICSSON

CZAS NA KONKRETY

Loughborough i Lympstone są pod wieloma względami podobne – to świetne miejsca treningowe, w których pracują wspaniali trenerzy. Oba ośrodki mają na swoim koncie lata wiarygodnych badań nad wszystkim, co związane z odżywianiem i kondycją, a także mnóstwo doświadczenia w przesuwaniu granic ludzkiego organizmu. A jednak między elitą Royal Marines z Lympstone i światowej klasy sportowcami z Uniwersytetu Loughborough jest jedna zasadnicza różnica.

W Loughborough trenujesz, aby stać się dobrym sportowcem.

W Lympstone szkolisz się, aby być dobrym Royal Marine.

Owszem, można być jednym i drugim i jest wielu niesamowitych ludzi, którzy to łączą. Jednakże pokusiłem się o to rozróżnienie, ponieważ w ciągu doby człowiek może znieść określoną ilość stresu i być poddany określonej liczbie stymulatorów, zanim się przetrenuje i osiągnie fazę wycieńczenia.

Jeśli jesteś żołnierzem Royal Marines, całą energię adaptacyjną zużywasz, odpowiadając na stresory zgodnie z Prawem Stopniowego Zwiększania Intensywności i Obciążeń, bo chcesz się przystosować do wyzwań w każdych warunkach. Oznacza to, że dążysz do stania się żołnierzem o wszechstronnych umiejętnościach, który może przebiec wiele kilometrów, podnosić ciężary, a jeśli zajdzie taka potrzeba, da radę przeskoczyć przez 180-centymetrową ścianę. Royal Marines stosują Prawo Stopniowego Zwiększania Intensywności i Obciążeń we wszystkich jego formach.

Jeśli jednak jesteś sportowcem, całą energię adaptacyjną przeznaczasz na konkretną aktywność. Podczas treningów starasz się być jak najlepszym reprezentantem danej dyscypliny, który umie szybko biegać, podnosić ciężary bądź pedałować na określonym dystansie.


Sportowcy wykorzystują Prawo Stopniowego Zwiększania Intensywności i Obciążeń, aby dojść do perfekcji w jednym zadaniu, zamiast być dobrym – i nic ponadto – w wielu.

To właśnie, panie i panowie, jest Prawo Konkretnej Umiejętności.

Prawo Stopniowego Zwiększania Intensywności
i Obciążeń musi być nastawione na konkretny cel.

Prawo Konkretnej Umiejętności jest po prostu skonkretyzowanym Prawem Stopniowego Zwiększania Intensywności i Obciążeń. Stosuje się je, gdy teorie Selyego, Cannona i Richeta odnosi się do sprecyzowanego programu treningowego. W środowisku nauki o sporcie nazywa się to zasadą SAID.

Niech cię nie zwiedzie ten poważnie brzmiący akronim, ponieważ nie jest to takie skomplikowane. To skrót od wyrażenia Specific Adaptation to Imposed Demands, co oznacza Specyficzne Przystosowanie do Narzuconych Wymagań. Zgodnie z tą zasadą ciało adaptuje się do konkretnych wymogów. Dzieje się tak, gdy konkretyzujesz Prawo Stopniowego Zwiększania Intensywności i Obciążeń.

 Chcesz popracować nad wytrzymałością?

Podejmuj aktywności, które wysyłają stresory systemowi krążeniowo-oddechowemu (serce i płuca).

 Chcesz być silniejszy?

Podejmuj aktywności stymulujące układ mięśniowo-szkieletowy.

 Chcesz lepiej grać w tenisa?

Kup rakietę i nią wymachuj.

To takie proste – coraz lepiej idą ci te aktywności, które wielokrotnie ćwiczysz. Zacząłem trzymać się tej zasady w 2016 roku. Postanowiłem wówczas zastosować Ukierunkowane Stopniowe Zwiększanie Intensywności i Obciążeń w pięciu odmiennych kategoriach.

2016 | ROK UKIERUNKOWANEGO STOPNIOWEGO ZWIĘKSZANIA INTENSYWNOŚCI I OBCIĄŻEŃ
ADAPTACJA ORGANIZMU DO SPECYFICZNEGO STRESORA

Rok 2016 zakończyłem posiniaczony, wymęczony i o 20 kilogramów lżejszy. Pełne 365 dni spędziłem, adaptując ciało do różnego typu specyficznych stresorów. Na ten czas stałem się królikiem doświadczalnym nauki o sporcie. Mam 178 centymetrów wzrostu i odpowiednio modelowałem sylwetkę, zwiększając bądź redukując masę – co określiłem „psychologicznym lalkarstwem” – tak aby ciało było przystosowane do wymagań każdej z podejmowanych przeze mnie sportowych przygód.

Moja waga wahała się od 104 do 84 kilogramów. Stosunek mocy do wytrzymałości „modyfikował się” co miesiąc. Treningi i plan dietetyczny zostały ułożone w taki sposób, by „przezwyciężyć” ograniczające czynniki genetyczne.

To był niezapomniany rok.


STYCZEŃKWIECIEŃSIERPIEŃPAŹDZIERNIKLISTOPAD
Przebiegłem dystans maratonu (42 kilometry) wokół toru wyścigowegoSilverstone, ciągnąc za sobą samochód o wadze 1,4 tony, samemu ważąc 104 kilogramy.Przez 19 godzin wspinałem się (powtarzając wspięcia) po 20-metrowej linie na dystansie równym wysokości Everestu (8848 metrów).W miesiąc przeszedłem 1600 kilometrów (boso) z plecakiem o wadze 50 kilogramów, takim, jakie noszą Marines.Na UniwersytecieLoughborough przez dobę bez przerwy trenowałem 24 olimpijskie dyscypliny sportowe.Ukończyłem triathlon na karaibskiej wyspie Nevis z przytroczoną do ciała 45-kilogramową kłodą. Ważyłem 84 kilogramy (wraz z kłodą 129 kilogramów).

Nie będę kłamał: większość treningów była brutalna i nikomu ich nie polecam. Z każdym kolejnym pęcherzem, siniakiem i obtarciem od liny byłem o krok bliżej zrozumienia prawa konkretnej umiejętności i nieskończonej mocy ludzkiego ciała. Zaowocowało to jedną z największych (i najdziwniejszych) adaptacji treningowych w mojej karierze sportowej…

Poza tym zaliczyłem pierwszy na świecie triathlon z przytroczoną do ciała kłodą.

PRAWO KONKRETNEJ UMIEJĘTNOŚCI |
Wyspa Nevis, Wyspy Karaibskie
PIERWSZY NA ŚWIECIE TRIATHLON ZALICZONY Z PRZYTROCZONĄ DO CIAŁA KŁODĄ (KŁODOTHLON)
JAK WPADŁEM NA TEN POMYSŁ?

Południe, sierpień 2016 roku. Zwycięsko unoszę widelec!

Siedzę w małej knajpce ukrytej wśród sekretnych uliczek londyńskiego West Endu. Dopiero co w 45 minut zjadłem cztery burgery. Co oczywiste, postronni obserwatorzy nie mieli pojęcia, że mam ogromny deficyt kaloryczny spowodowany właśnie ukończoną bardzo ciężką siłową sesją treningową.

Widzieli jedynie cztery opróżnione talerze, faceta z ustami wypchanymi jedzeniem oraz wielgaśną porcję sernika, która wylądowała na moim stoliku. Zanim jednak zdążyłem przypuścić atak na słodkości, dołączyła do mnie dobra znajoma i partnerka treningowa Jane Hansom.

Jane, dobrze znana w kręgach sportów wytrzymałościowych, jest drobną, smukłą kobietą, która zawsze się uśmiecha. Nie daj się jednak zwieść – Jane ma nienasycony apetyt na rywalizację. Na przystawkę przepływa oceany, a za danie główne służą jej góry. Zdobyła na Hawajach tytuł mistrzyni świata Ironman w swojej kategorii wiekowej i w triathlonowym środowisku zna wszystkich.

Powód jej popularności jest prosty – o ile bowiem Jane nie bierze akurat udziału w jednej z imprez, to nią zarządza. Kieruje londyńską agencją marketingu sportowego, więc gdy się spotykamy, niemalże za każdym razem padają nowe pomysły i snuje się pełne rozmachu plany. Nie inaczej było tamtego dnia.

– Słyszałeś o karaibskiej wyspie Nevis? – zapytała Jane, sadowiąc się na miejscu.

Pokręciłem głową, gdyż ilość sernika w moich ustach uniemożliwiała mi prowadzenie konwersacji.

– To wysepka, która w ciągu najbliższych dziesięciu lat chce osiągnąć neutralność pod względem emisji dwutlenku węgla. Odbywa się tam też triathlon w najpiękniejszej na świecie scenerii, a ja odpowiadam za PR tego wydarzenia.

Na chwilę przestałem przeżuwać sernik. Wyspa neutralna pod względem emisji dwutlenku węgla! Toż to wiekopomna chwila! Jak to możliwe, że tak niewielu ludzi o tym słyszało? Przecież to może być punkt zwrotny w naszych próbach naprawienia stosunków z Matką Naturą!

Jane mi przytaknęła. Kontynuowałem jedzenie. Przerzucaliśmy się pomysłami…

– Może byś wziął udział w triathlonie, niosąc przy tym coś ciężkiego, tak by zainteresować imprezą więcej mediów? – zaproponowała Jane.

Przez chwilę milczeliśmy. Nawet przestałem jeść, jedynie przetrawiając informacje…

– A może mogłoby to być drzewo? Symbol proekologicznej polityki wyspy – rzuciłem, a Jane się uśmiechnęła. Pokiwaliśmy głowami. Zamknęliśmy notatniki. Zamówiliśmy kolejną porcję sernika.

Powinienem wspomnieć, że Jane podchodzi do wielu spraw z takim samym ślepym optymizmem jak ja. Słusznie bądź nie, ulokowała wiarę oraz reputację swojej firmy w moich rękach. W następnych tygodniach odpowiednie rozmowy telefoniczne zostały wykonane, e-maile wysłane, a o naszym planie poinformowano nawet ministra spraw zagranicznych wyspy Nevis. To było albo genialne, albo głupie. A może jedno i drugie.

Stawianie nowych pytań, tworzenie nowych możliwości, spojrzenie na stare problemy pod nowym kątem wymaga twórczej wyobraźni i wyznacza prawdziwy postęp w nauce.

 

ALBERT EINSTEIN

Miałem pewien plan. W tym celu udałem się do Lympstone, by zapytać Royal Marines, jak najlepiej taszczyć drzewo.