Dlaczego zebry nie mają wrzodów

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Dane oryginału

Why Zebras Dont’t Get Ulcers: The Acclaimed Guide to Stress, Stress-Related Diseases, and Coping,

Henry Holt & Company, LLC, New York

Copyright © 1994, 1998 by W.H. Freeman and 2004 by Robert M. Sapolsky

Recenzenci

Dr Małgorzata Guzowska-Dąbrowska

Prof. dr hab. Aleksandra Łuszczyńska

Dr hab. Bogusław Pawłowski

Projekt okładki i stron tytułowych

Anna Angerman

Ilustracja na okładce

Anke van Wyk/Shutterstock

Redaktorzy inicjujący

Monika Pujdak-Brzezinka

Redaktor

Dorota Polewicz

Łamanie

„ROCH” Wojciech Ochocki

Skład wersji elektronicznej na zlecenie Wydawnictwa Naukowego PWN:

Marcin Kośka/Woblink

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Warszawa 2010

ISBN 978-83-01-16093-7

eBook został przygotowany na podstawie wydania papierowego z 2010 r.,

(wyd. I - dodruk 3)

Warszawa 2020

Wydawnictwo Naukowe PWN SA

tel. 22 69 54 321; faks 22 69 54 288

infolinia 801 33 33 88

e-mail: pwn@pwn.com.pl

www.pwn.pl

Spis treści

Przedmowa

ROZDZIAŁ 1. Dlaczego zebry nie mają wrzodów?

ROZDZIAŁ 2. Gruczoły, gęsia skórka i hormony

ROZDZIAŁ 3. Udar, zawały serca i śmierć voodoo

ROZDZIAŁ 4. Stres, przemiana materii i upłynnianie aktywów

ROZDZIAŁ 5. Wrzody, biegunka i lody z gorącą czekoladą

ROZDZIAŁ 6. Karłowatość i znaczenie matek

ROZDZIAŁ 7. Seks i rozmnażanie

ROZDZIAŁ 8. Odporność, stres i choroba

ROZDZIAŁ 9. Stres i ból

ROZDZIAŁ 10. Stres i pamięć

ROZDZIAŁ 11. Stres i dobry sen

ROZDZIAŁ 12. Starzenie się i śmierć

ROZDZIAŁ 13. Dlaczego stres psychologiczny jest stresujący?

ROZDZIAŁ 14. Stres i depresja

ROZDZIAŁ 15. Osobowość, temperament i ich związane ze stresem konsekwencje

ROZDZIAŁ 16. Uzależnienie od narkotyków i adrenaliny a przyjemność

ROZDZIAŁ 17. Patrząc z dołu

ROZDZIAŁ 18. Skuteczne radzenie sobie ze stresem

Przypisy

Przypisy końcowe

O Autorze

Przedmowa

Być może czytasz te słowa, rozglądając się za ciekawą lekturą w księgarni. Jeśli tak, to spójrz niepostrzeżenie na tego faceta koło przejścia, tego, który udaje, że pochłania książkę Stephena Hawkinga. Dobrze mu się przyjrzyj. Najprawdopodobniej nie utracił palców z powodu trądu, nie jest pokryty bliznami po ospie, nie targają nim też malaryczne dreszcze. Wręcz przeciwnie, wygląda na okaz zdrowia, to znaczy cierpi na te same schorzenia, na które narzeka większość z nas: zbyt wysoki, jak na małpę człekokształtną, poziom cholesterolu, słuch, którego ostrość jest zdecydowanie słabsza niż u łowcy czy zbieracza w tym samym wieku, skłonność do obniżania napięcia za pomocą Valium. My, mieszkańcy społeczności zachodnich, zapadamy obecnie na inne choroby niż dawniej. Ale, co ważniejsze, nie tylko zapadamy dziś na choroby innego rodzaju, ale także przyczyny i konsekwencje tych chorób są zgoła odmienne. Tysiąc lat temu młoda przedstawicielka łowców i zbieraczy nieświadomie zjadłaby antylopę pełną wąglika. Skutki są oczywiste – umarłaby kilka dni później. Dziś młody prawnik bezrefleksyjnie zakłada, że czerwone mięso, mrożone frytki i kilka piw na kolację to właściwa dieta. Konsekwencje nie są oczywiste. Pół wieku później być może jest na rencie z powodu chorób układu krążenia, ale jest też możliwe, że wraz z wnukami urządza wycieczki rowerowe. Który scenariusz się ziści, zależy od kilku podstawowych, namacalnych czynników. Przykładowo: co jego wątroba robi z cholesterolem, jaki jest poziom określonych enzymów w jego komórkach tłuszczowych, czy występują u niego jakieś wrodzone wady ścian naczyń krwionośnych. Wynik końcowy będzie też w znacznym stopniu zależał od tak zaskakujących czynników, jak jego osobowość, ilość stresu emocjonalnego przeżytego na przestrzeni lat i czy ma kogoś bliskiego, komu się może wypłakać, kiedy ów stres się pojawia.

W medycynie trwa rewolucja w myśleniu o chorobach, które nas obecnie dotykają. Obejmuje ona uwzględnianie interakcji między ciałem i umysłem, a więc dróg, za których pośrednictwem emocje i czynniki osobowościowe mogą wywierać olbrzymi wpływ na nasze funkcjonowanie i zdrowie praktycznie każdej komórki naszego ciała. Rewolucja ta dotyczy roli stresu w zwiększaniu podatności na choroby, znaczenia naszych sposobów radzenia sobie ze stresem oraz podstawowej tezy mówiącej, że nie da się w pełni zrozumieć choroby w oderwaniu od całego kontekstu osoby, która na nią cierpi.

To właśnie jest treścią mojej książki. Zaczynam od próby wyjaśnienia znaczenia mglistego pojęcia „stres” i przekazania, w możliwie najmniej bolesny sposób, wiedzy na temat sposobów, w jakie różne hormony i części mózgu podlegają mobilizacji w odpowiedzi na stres. Następnie koncentruję się na powiązaniach stresu i zwiększonego ryzyka określonych typów schorzeń, przechodząc rozdział po rozdziale przez skutki, jakie stres wywiera na układ krążenia, magazynowanie energii, wzrost, procesy rozrodcze, układ odpornościowy i tak dalej. Potem opisuję, jak proces starzenia się może być powiązany z ilością stresu doświadczonego w ciągu życia. Dalej badam powiązania między stresem i najpowszechniejszą, a zarazem prawdopodobnie najbardziej wyniszczającą chorobą psychiczną, dużą depresją. W ramach aktualizowania materiału zawartego w książce na potrzeby wydania trzeciego dodałem dwa rozdziały: jeden dotyczy interakcji między stresem a snem, drugi omawia związki stresu z uzależnieniami. Ponadto materiał zawarty w rozdziałach, które ukazały się we wcześniejszych wydaniach, został przeze mnie napisany ponownie w jednej trzeciej czy wręcz w połowie.

Część informacji zawartych w książce jest ponura – długotrwały czy powtarzający się stres może niszczyć nasze ciała na niezliczoną ilość sposobów. Mimo to większość z nas nie jest wyniszczona przez schorzenia spowodowane czy związane ze stresem. Radzimy sobie bowiem zarówno fizjologicznie, jak i psychologicznie, a niektórzy z nas osiągają na tej płaszczyźnie spektakularne sukcesy. Czytelnik, który dotrwa do końca, z ostatniego rozdziału dowie się, jaki jest stan wiedzy na temat radzenia sobie ze stresem i w jaki sposób można część znanych już zasad zastosować w życiu codziennym. Jest wiele powodów do optymizmu.

Wierzę, że każdy może skorzystać z niektórych opisanych tu wątków i ulec fascynacji dziedziną nauki, z której się wywodzą. Nauka dostarcza nam najbardziej wyszukanych, stymulujących zagadek, jakie oferuje życie. Wrzuca najbardziej prowokujące idee na arenę debaty moralnej. Zdarza się, że poprawia nasze życie. Kocham naukę i boli mnie świadomość, że tak wielu ludzi się jej obawia lub uważa, że pójście drogą nauki wyklucza współczucie, przedmioty humanistyczne czy respekt i szacunek dla natury. Nauka nie ma nas pozbawić misterium, ale je na nowo odkryć i ożywić.

Dlatego myślę, że każda książka popularnonaukowa powinna próbować przekazać tę ekscytację, sprawić, by temat był interesujący i przystępny także dla tych, którzy z własnej i nieprzymuszonej woli za nic w świecie nie chcieliby mieć z nim nic do czynienia. To było głównym celem mojej książki. Często oznaczało jednak upraszczanie złożonych tematów. Aby to zrównoważyć, na końcu każdego rozdziału załączam obszerne przypisy, często zawierające kontrowersje i szczegóły związane z materiałem przedstawianym w tekście podstawowym. Odnośniki te są znakomitym wstępem do dalszych rozważań dla tych wszystkich, którzy chcą poznać temat bardziej szczegółowo.

 

Wiele fragmentów tej książki dotyczy tematów, w których zdecydowanie nie czuję się ekspertem, i w trakcie pisania prosiłem licznych mędrców o radę, wyjaśnienia i weryfikację faktów. Wszystkim im bardzo dziękuję za hojne obdarowanie mnie swoim czasem i wiedzą: Nancy Adler, John Angier, Robert Axelrod, Alan Baldrich, Marcia Barinaga, Alan Basbaum, Andrew Baum, Justo Bautisto, Tom Belva, Anat Biegon, Vic Boff (jego witaminy ozdabiają kredensy i komody w domu moich rodziców), Carlos Camargo, Matt Cartmill, M. Linette Casey, Richard Chapman, Cynthia Clinkingbeard, Felix Conte, George Daniels, Regio DeSilva, Irven DeVore, Klaus Dinkel, James Doherty, John Dolph, Leroi DuBeck, Richard Estes, Michael Fanselow, David Feldman, Caleb Tuck Finch, Paul Fitzgerald, Gerry Friedland, Meyer Friedman, Rose Frisch, Roger Gosden, Bob Grossfield, Kenneth Hawley, Ray Hintz, Allan Hobson, Robert Kessler, Bruce Knauft, Mary Jeanne Kreek, Stephen Laberge, Emmit Lam, Jim Latcher, Richard Lazarus, Helen Leroy, Jon Levine, Seymour Levine, John Liebeskind, Ted Macolvena, Jodi Maxmin, Michael Miller, Peter Milner, Gary Moberg, Anne Moyer, Terry Muilenburg, Ronald Myers, Carol Otis, Daniel Pearl, Ciran Phibbs, Jenny Pierce, Ted Pincus, Virginia Price, Gerald Reaven, Sam Ridgeway, Carolyn Ristau, Jeffrey Ritterman, Paul Rosch, Ron Rosenfeld, Aryeh Routtenberg, Paul Saenger, Saul Schanberg, Kurt Schmidt-Nielson, Carol Shively, J. David Singer, Bart Sparagon, David Speigel, Ed Spielman, Dennis Styne, Steve Suomi, Jerry Tally, Carl Thoresen, Peter Tyak, David Wake, Michelle Warren, Jay Weiss, Owen Wolkowitz, Carol Worthman i Richard Wurtman.

Szczególnie wdzięczny jestem tej grupie osób – moim przyjaciołom, współpracownikom, kolegom i dawnym nauczycielom – którzy poświęcili swój nadzwyczaj cenny czas, by przeczytać napisane przeze mnie rozdziały. Aż włosy mi się jeżą na myśl o błędach i przekłamaniach, które miały szansę pojawić się w tej pracy, gdyby nie ich taktowne uwagi, że nie mam pojęcia, o czym piszę. Szczerze im dziękuję: Robert Ader z Uniwersytetu w Rochester; Stephen Bezruchka z Uniwersytetu w Waszyngtonie; Marvin Brown z Uniwersytetu Stanu Kalifornia w San Diego; Laurence Frank z Uniwersytetu Stanu Kalifornia w Berkeley; Craig Heller z Uniwersytetu Stanforda; Jay Kaplan z Bowman Gray Medical School; Ichiro Kawachi z Uniwersytetu Harvarda; George Koob ze Scripps Clinic; Charles Nemeroff z Emory University; Seymour Reichlin z Tufts/New England Medical Center; Robert Rose z MacArthur Foundation; Tim Meier z Uniwersytetu Stanforda; Wylie Vale z Salk Institute; Jay Weiss z Emory University i Redford Williams z Uniwersytetu Duke’a .

Książka ukazała się w takiej postaci dzięki wielu osobom. Duża część materiału jest wynikiem wykładów przedstawianych pod auspicjami Institute for Cortext Research and Development i jego dyrektora, Willa Gordona, który okazał mi wiele wsparcia i dał dużą samodzielność w badaniu tych zagadnień. Bruce Goldman z serii Portable Stanford zasiał w mojej głowie pomysł na tę książkę, a Kirk Jensen pozyskał mnie dla wydawnictwa W.H. Freeman and Company; obaj wsparli mnie w tworzeniu zarysu książki. I w końcu, moje sekretarki – Patsy Gardner i Lisa Pereira były nieocenioną pomocą we wszystkich logistycznych aspektach złożenia książki w całość. Wszystkim Wam dziękuję i liczę na owocną współpracę w przyszłości.

Otrzymałem ogromną pomoc przy organizowaniu i redagowaniu pierwszego wydania książki. Osoby, którym za to dziękuję, to: Audrey Herbst, Tina Hastings, Amy Johnson, Meredyth Rawlins i przede wszystkim mój redaktor Jonathan Cobb, który był wspaniałym nauczycielem i przyjacielem w procesie powstawania książki. Przy drugim wydaniu wspierali mnie John Michel, Amy Trask, Georgia Lee Hadler, Victoria Tomaselli, Bill O’Neal, Kathy Bendo, Paul Rohloff, Jennifer MacMillan i Sheridan Sellers. Liz Meryman, która odpowiada za szatę graficzną dla czasopisma Natural History i pomaga łączyć światy sztuki i nauki w tym przepięknym wydawnictwie, uprzejmie zgodziła się przeczytać rękopis i udzieliła doskonałych wskazówek, pozwalających na przygotowanie właściwej szaty graficznej. Dodatkowo dziękuję Alice Fernandes-Brown, która odpowiada za przeobrażenie mojego pomysłu na okładkę w tak udaną rzeczywistość. W tym nowym wydaniu wsparcia udzielili: Rita Quintas, Denise Cronin, Janice O’Quinn, Jessica Firger i Richard Rhorer z wydawnictwa Henry Holt.

Pisanie tej książki było w przeważającej części przyjemnością i myślę, że odzwierciedla ona jedną z tych rzeczy w moim życiu, za którą jestem ogromnie wdzięczny: że nauka jest dla mnie źródłem tak wielkiej radości, będąc jednocześnie moim zawodem i hobby. Dziękuję moim mentorom, którzy nauczyli mnie uprawiać naukę i, co ważniejsze, nauczyli mnie czerpania z tego radości: Howard Klar, Howard Eichenbaum, Mel Konner, Lewis Krey, Bruce McEwen, Paul Plotsky i Wylie Vale.

Niezastąpiona przy powstawaniu tej książki była grupa asystentów i młodych badaczy. Steve Balt, Roger Chan, Mick Markham, Kelley Parker, Michelle Pearl, Serena Spudich i Paul Stasi przemierzali piwnice i archiwa bibliotek, wydzwaniali do obcych im osób z całego świata, by zadać im pytania, zgłębiali tajemniczo brzmiące artykuły, wyciągając z nich zrozumiałe wnioski. Do ich obowiązków należało wyszukiwanie rysunków przedstawiających śpiewających w operze kastratów, zdobywanie jadłospisu japońsko-amerykańskich obozów dla internowanych, znajdowanie przyczyn śmierci voo-doo i zgłębianie historii plutonów egzekucyjnych. Wszystkie badania wykonywane były z niezmierną fachowością, szybkością i humorem. Jestem głęboko przekonany, że ta książka nie powstałaby bez ich pomocy, a jej pisanie byłoby znacznie mniej zabawne. I na końcu pragnę jeszcze podziękować mojej agentce, Katince Matson, i mojemu redaktorowi Robinowi Dennisowi – praca z nimi była fantastyczna. Liczę na wiele lat dalszej współpracy.

Pewne części tej książki opisują prace z mojego własnego laboratorium, a badania były możliwe dzięki funduszom z National Institutes of Health, National Institute of Mental Health, National Science Foundation, Sloan Foundation, Klingenstein Fund, Alzheimer’s Association i Adler Foundation. Opisane badania polowe prowadzone w Afryce były możliwe dzięki długoletniej hojności Fundacji Harry’ego Franka Guggenheima. I na końcu z całego serca dziękuję Fundacji MacArthura za wspieranie całokształtu mojej działalności.

I wreszcie, jak będzie widać, w książce cytuję prace ogromnej liczby naukowców. Współczesne laboratoryjne badania naukowe są prowadzone zazwyczaj przez duże zespoły. W całej książce, by zachować zwięzłość tekstu, odwołuję się do „Anny Kowalskiej” lub „Jana Nowaka”, ale należy pamiętać, że właściwie w każdym przypadku Kowalska czy Nowak pracowali z grupą młodszych kolegów.

Wśród fizjologów badających stres jest taka niepisana zasada, żeby dedykując książkę swoim bliskim, zawrzeć w owej dedykacji coś milusiego na temat stresu. Dedykuję więc książkę Madge, która łagodzi docierające do mnie stresory; Arturowi, który jest dla mnie źródłem stresu pozytywnego; mojej żonie, która w ciągu bardzo wielu ostatnich lat znosiła moje nadciśnienie wywołane stresem, wrzodziejące zapalenie okrężnicy, utratę libido i przemieszczoną agresję. Odmówię sobie jednak tego stylu we właściwej dedykacji, zaadresowanej do mojej żony, gdyż chcę jej powiedzieć coś dużo prostszego.

ROZDZIAŁ 1 Dlaczego zebry nie mają wrzodów?I

Jest druga nad ranem, leżysz w łóżku. Następnego dnia czeka cię bardzo ważne wydarzenie, jakieś będące wyzwaniem zadanie, na przykład decydujące spotkanie, prezentacja, egzamin. Potrzebujesz więc dawki solidnego odpoczynku, jednak wciąż jesteś całkowicie rozbudzony. Wypróbowujesz różnorodne strategie, by się odprężyć, oddychasz wolno i głęboko, wyobrażasz sobie kojące górskie krajobrazy. Jednak zamiast odczuwać przynoszący ulgę spokój, cały czas myślisz o tym, że jeśli zaraz nie zaśniesz, to twoja kariera legnie w gruzach. I tak oto leżysz, a twoje napięcie rośnie z każdą sekundą.

Jeśli przytrafia ci się to regularnie, to około drugiej trzydzieści, kiedy jesteś już lepki od potu, w twojej głowie bez wątpienia pojawią się całkiem nowe myśli, całkowicie pozbawiające cię spokoju. Nagle, jakbyś miał mało zmartwień, zaczynasz zastanawiać się nad tym nieokreślonym bólem pojawiającym się w boku, nad tym poczuciem ogromnego zmęczenia, które ci ostatnio towarzyszy, częstymi bólami głowy. Jak rażony piorunem, zdajesz sobie sprawę z tego, co się dzieje: jestem chory – i to śmiertelnie chory! Dlaczego wcześniej nie rozpoznałem objawów, czemu je ignorowałem, czemu nie poszedłem do lekarza?

Podczas takich nocy o drugiej trzydzieści zawsze mam guza mózgu. Guzy tego rodzaju są niezwykle przydatne w takich czarnych scenariuszach, ponieważ w zasadzie każdy wyobrażalny, niespecyficzny objaw może zostać im przypisany i twój atak paniki będzie w pełni uzasadniony. Może też masz guza mózgu? A może leżysz i myślisz, że masz raka albo wrzody, a może właśnie doznałeś udaru?

Chociaż cię nie znam, jestem pewny, że nie pomyślałeś: „Już wiem, mam trąd!” Prawda? Jest wielce prawdopodobne, że jeśli właśnie zaczął padać ulewny deszcz, twoja obsesja poważnej choroby nie dotyczy rozprzestrzeniającej się w takich warunkach czerwonki. Niewielką grupę będą stanowiły osoby przekonane o tym, że w ich ciałach roi się od pasożytów jelitowych czy motylicy wątrobowejII.

Jasne, że nie. Nasze noce nie są pełne zmartwień na temat szkarlatyny, malarii czy dżumy. W naszych społecznościach cholera nie rozprzestrzenia się w szalonym tempie; ślepota rzeczna1, malaria i słoniowacizna2 to dla nas egzotyka rodem z Trzeciego Świata. Niewielka liczba czytających tę stronę kobiet umrze podczas porodu, jeszcze mniejsza grupa czytelników może być niedożywiona.

Dzięki rewolucyjnemu postępowi medycyny i zdrowia publicznego wzorce zachorowań uległy zmianie i nie leżymy już bezsennie, martwiąc się z powodu chorób zakaźnych (poza, oczywiście, AIDS i gruźlicą) czy chorób wynikających z niedożywienia i braku higieny. Dla porównania: główne powody śmierci w Stanach Zjednoczonych w roku 1900 to zapalenie płuc, gruźlica i grypa (a w przypadku młodych, gotowych podjąć to ryzyko kobiet, także poród). Kiedy ostatni raz słyszałeś o masach ludzi umierających na grypę? Tylko w roku 1918 właśnie grypa zabiła wielokrotnie więcej ludzi, niż zginęło podczas całej I wojny światowej, uchodzącej za jeden z najbardziej barbarzyńskich konfliktów zbrojnych w historiiIII.

Obecne wzorce zachorowań byłyby nie do pomyślenia u naszych pradziadków, a także u większości ssaków. Inaczej mówiąc, zapadamy na odmienne choroby i prawdopodobnie umrzemy w inny sposób niż większość naszych przodków (a także niż większość ludzi żyjących współcześnie w mniej uprzywilejowanych częściach ziemskiego globu). Nasze noce są wypełnione zmartwieniami o odmiennej klasie chorób; żyjemy dziś wystarczająco dostatnio i długo, by ulegać powolnemu rozpadowi.

Choroby, które dziś nas nękają, wynikają ze stopniowego narastania uszkodzeń i niekorzystnych zmian – choroby serca, rak, choroby mózgowo-naczyniowe. I choć żadna z nich nie należy do przyjemności, to niewątpliwie można je uznać za postęp, jeśli odniesiemy je do umierania w wieku lat dwudziestu po tygodniowym zmaganiu się z sepsą3 lub dengą4. Wraz z względnie niedawną zmianą wzorca zachorowań, przekształcił się też sposób, w jaki postrzegamy proces chorobowy. Zauważyliśmy niebywale złożone powiązania naszej biologii i emocji, nieskończone możliwości odzwierciedlania i wzajemnego wpływania osobowości, uczuć i myśli na to, co dzieje się w naszych organizmach. Jednym z najciekawszych przejawów dostrzeżenia tych zależności jest zrozumienie, że skrajne przeżycia emocjonalne mogą mieć na nas zgubny wpływ. Wyrażając to słowami, do których przywykliśmy, stres może nas wpędzić w chorobę. Punktem zwrotnym w medycynie było zrozumienie, że stres może być czynnikiem wywołującym lub pogarszającym przebieg wielu powoli postępujących, wyniszczających chorób.

W pewnym sensie nie jest to nic nowego. Wieki temu wrażliwi klinicyści intuicyjnie rozpoznawali znaczenie różnic indywidualnych w podatności na choroby. Dwie osoby mogły zapaść na to samo schorzenie, jednak przebieg choroby mógł być zgoła odmienny i w mało uchwytny, subiektywny sposób podkreślający indywidualne, osobowościowe właściwości chorego. Lekarz mógł też dostrzec, że niektóre typy ludzi były bardziej podatne na określone rodzaje chorób. Ale od XX wieku, kiedy to do owych raczej luźnych obserwacji czynionych przez klinicystów dodano rygorystyczne wymogi naukowe, fizjologia stresu – czyli obszar badawczy zajmujący się reakcjami organizmu na stresujące zdarzenia – stała się prawdziwą dyscypliną naukową. W rezultacie istnieje dziś nieprawdopodobna ilość danych z obszaru fizjologii, biochemii i biologii molekularnej, wskazujących, w jaki sposób różne nieuchwytne zjawiska naszego życia mogą wpłynąć na bardzo rzeczywiste reakcje w naszym ciele. Zjawiska te obejmują niepokój emocjonalny, właściwości psychologiczne człowieka, naszą pozycję w społeczeństwie oraz to, w jaki sposób społeczność, w której żyjemy, traktuje osoby zajmujące takie a nie inne miejsce w hierarchii. I mogą one wpływać na kwestie medyczne, na przykład na to, czy cholesterol zatka naczynia krwionośne, czy będzie bezpiecznie usuwany z układu krążenia; czy komórki tłuszczowe przestaną reagować na insulinę i pogrążą nas w cukrzycy; czy komórki nerwowe w naszym mózgu przeżyją pięciominutową przerwę w dostawie tlenu podczas zatrzymania akcji serca.

 

Ta książka jest elementarzem stresu, chorób z nim związanych i mechanizmów radzenia sobie z tym problemem. Jak się to dzieje, że nasz organizm jest w stanie przystosować się do niektórych stresujących sytuacji krytycznych, podczas gdy inne wpędzają go w chorobę? Czemu niektórzy ludzie są szczególnie podatni na choroby powiązane ze stresem i jak się to ma do naszej osobowości? W jaki sposób czysto psychologiczne napięcie może wywołać chorobę? Co stres może mieć wspólnego z naszą podatnością na depresję, tempem starzenia się czy prawidłowym funkcjonowaniem pamięci? Co łączy wzorce chorób powiązanych ze stresem z pozycją zajmowaną na drabinie społecznej? I w końcu, w jaki sposób możemy zwiększyć skuteczność wysiłków nakierowanych na radzenie sobie z otaczającym nas, stresującym światem?