Złoto WrocławiaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Spis treści

Karta tytułowa

Ucieczka z łupami

Nazistowskie skarby na Dolnym Śląsku

Złoto Wrocławia

Narodziny legendy

Złoto Wrocławia w Kotlinie Kłodzkiej?

Zeznania Herberta Klosego

Tajemnicza misja

Gdzie leży prawda?

Kim jesteś kapitanie?

Kryptonim „Wartownik”

Służba Bezpieczeństwa i złoto III Rzeszy

Kiedy legenda staje się faktem?

Fakty i mity

Gdzie jest złoto III Rzeszy?

Ewakuacja wrocławskich banków

Rabunek Ziem Odzyskanych

Prawda czy mistyfikacja?

Podziękowania

Bibliografia

Indeks osobowy

Indeks miejscowości

Karta redakcyjna


Człowiek nie może dojść do sedna spraw, jakie się dzieją pod słońcem.

Chociaż się trudzi, aby je zbadać, nie dojdzie tego;

A chociaż nawet mędrzec twierdzi, że to rozumie, nie może tego zgłębić.

Księga Kaznodziei Salomona 8:18

Tajemnicy

Ucieczka z łupami

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Tajemnica Złota Wrocławia – legendarnego depozytu wywiezionego z wrocławskich banków pod koniec II wojny światowej – od dziesięcioleci wzbudza emocje osób pasjonujących się tą tematyką. Większość z nich, uwiedzionych magią „nazistowskich skarbów”, jest przekonana, że transport zawierający sztaby bankowego złota, cenną biżuterię ze sklepów jubilerskich, zasoby pochodzące z obozów zagłady i prywatny majątek mieszkańców Wrocławia został ukryty na terenie Dolnego Śląska. Dyskusyjna pozostaje tylko kwestia wielkości tego ładunku – mówi się o kilku lub kilkunastu tonach złota złożonych w kilkudziesięciu skrzyniach. W ciągu dekad minionych od zakończenia wojny podjęto liczne próby odnalezienia tego skarbu. Wielu badaczy było przekonanych, że zna miejsce jego ukrycia. Wydobycie cennych przedmiotów miało stanowić tylko kwestię czasu. W poszukiwania Złota Wrocławia zaangażowano poważne środki finansowe, dużą ilość sprzętu oraz licznych specjalistów – od domorosłych eksploratorów przez jasnowidzów i różdżkarzy po geofizyków, inżynierów, oficerów i żołnierzy służby czynnej oraz funkcjonariuszy służb specjalnych. Mimo poniesionych nakładów i zapowiedzi, że nazistowski skarb jest na wyciągnięcie ręki, do dziś nikomu nie udało się go odnaleźć. Co się stało ze Złotem Wrocławia? Odpowiedź na to pytanie wymaga nie tylko dokonania oceny informacji uzyskanych od osób, które miały uczestniczyć w operacji jego ukrycia, ale również gruntownej analizy dokumentacji związanej z operacjami finansowymi III Rzeszy oraz ewakuacją majątku ruchomego z terenów zagrożonych działaniami wojennymi. Materiałów źródłowych, które mogą pomóc w ustaleniu wydarzeń związanych z operacją ukrycia Złota Wrocławia, jest bardzo mało. Dlatego konieczne jest prześledzenie schematów działalności niemieckich władz cywilnych i wojskowych starających się pod koniec wojny zabezpieczyć surowce, zasoby prywatne i dziedzictwo kulturowe (muzea, biblioteki i archiwa). Przy okazji warto podkreślić, że mimo iż tego typu działania są naturalnie wpisane w konflikty zbrojne, to II wojna światowa okazała się w tym względzie wydarzeniem bez precedensu.


Josef Löwenherz – przewodniczący wiedeńskiej gminy żydowskiej z oficerami SS (w środku Herbert Hagen, z prawej Adolf Eichmann) przejmującymi własność jej członków (Bundesarchiv 152-65-15A)

Zamiar zdobycia jak największej ilości łupów wojennych, mimo iż tego typu działań zabraniały konwencje międzynarodowe, był integralną częścią agresywnej polityki III Rzeszy. Jej pierwsze symptomy można było dostrzec w 1938 roku – jej ofiarami padli zamożni Austriacy wyznania mojżeszowego, którzy po Anschlussie stali się celem bezwzględnej grabieży. Większość polityków potraktowała te wydarzenia jako jednorazowy „epizod”. Jednak sposób, w jaki niemieccy urzędnicy, wojsko i policja dokonywali „zabezpieczenia” majątku publicznego i prywatnego, powinien być ostrzeżeniem przed bezwzględnością nazistów. Wiedeński korespondent amerykańskiej stacji radiowej CBS (Columbia Broadcasting System) William L. Shirer z przerażeniem relacjonował wydarzenia z marca 1938 roku: „Niemal zderzyliśmy się z kilkoma esesmanami, wynoszącymi z piwnicy srebra i inne łupy. Jeden niósł pod pachą oprawiony w złotą ramę obraz. Inny, kapitan, bez cienia zażenowania wynosił całe naręcza srebrnych noży i widelców […] Zbiory brata barona Alphonse’a [Rothschilda], który wyjechał z kraju zaledwie kilka dni wcześniej, zostały natychmiast skonfiskowane, jak również obrazy i biblioteka barona [Rudolfa Rittera] Gutmanna, porcelana [Ferdinanda] Bloch-Bauera [i należące do rodziny obrazy Gustawa Klimta], kolekcje Haasa, Kornfelda, Troscha, Goldmana, Bondy’ego i wielu innych”[1]. Naziści zajęli również majątek osób, które opuściły Austrię, zanim zamknięto granice kraju. „Prywatne zbiory sztuki, których właściciele uciekli, skonfiskowało po prostu gestapo, nie podając celu ich zajęcia. Dochodziły nas tylko słuchy o walkach bonzów, staczanych za kulisami o te zbiory: [Hermanna] Göringa, [Josepha] Goebbelsa, samego Adolfa Hitlera, w imieniu którego występował niejaki [Ernst] Schulte-Strathaus”[2]. Mimo jawnego pogwałcenia prawa zachodni politycy zbyt pobłażliwie potraktowali przyłączenie Austrii do III Rzeszy, podobnie jak lekceważąco odnosili się do zapowiedzi Adolfa Hitlera o podboju świata. Dlatego Polska – pokładająca swoją ufność w sojuszu z Anglią i Francją – nie była przygotowana na skutki września 1939 roku. Podobnie było z innymi krajami (m.in. Belgią, Holandią, Francją, a później wschodnimi narodami), które padły ofiarą agresji III Rzeszy. Mienie publiczne i prywatne stało się łatwym łupem zorganizowanych grup odpowiedzialnych za ich „zabezpieczenie”.

Po kilku latach trwania wojny sytuacja się odwróciła – porażki niemieckiej armii spowodowały, że to urzędnicy III Rzeszy zostali zmuszeni do podjęcia działań mających na celu zapewnienie bezpieczeństwa ludności cywilnej i zasobów materialnych. Kluczowym momentem do rozpoczęcia tego typu operacji był rok 1943 – kiedy to seria klęsk niemieckiej armii doprowadziła do realnego zagrożenia utratą wschodnich obszarów okupowanych przez III Rzeszę. Pierwszym kryzysem była kapitulacja wojsk feldmarszałka Friedricha Paulusa w Stalingradzie w styczniu 1943 roku. W ciągu kolejnych miesięcy niemiecka armia utraciła przyczółki w Afryce Północnej – ostatecznie alianci wylądowali na Sycylii, rozpoczynając konsekwentny pochód w stronę serca Europy. Dalej była porażka w bitwie na Łuku Kurskim, co pozwoliło Armii Czerwonej m.in. przekroczyć Dniepr, zająć Kaukaz i wyzwolić Kijów. W listopadzie 1943 roku rozpoczęła się konferencja w Teheranie – podjęto na niej rozmowy dotyczące przyszłości Europy i zdecydowano o utworzeniu „drugiego frontu” we Francji. Prezydent Franklin D. Roosevelt, premier Winston Churchill i przywódca ZSRR Józef Stalin omówili również kwestię przyszłej okupacji Niemiec. Dzięki aktywności służb wywiadowczych III Rzeszy (źródłem informacji miał być szpieg o kryptonimie „Cicero”) nazistowscy dygnitarze zdali sobie sprawę z powagi sytuacji, w jakiej się znaleźli. Ta świadomość skłoniła ich do podjęcia działań mających na celu przygotowanie planów ewakuacji ludności cywilnej i mienia ruchomego z terenów, które mogły się znaleźć w strefie działań wojennych. Jesienią 1943 roku marszałek Rzeszy Hermann Göring – pełniący m.in. funkcję pełnomocnika ds. Planu Czteroletniego – wydał rozporządzenie, w którym zobowiązał dowódców armii operujących na wschodnich terenach okupowanych „do wywiezienia wszystkich zapasów żywności i surowców, całego bydła gospodarstw państwowych i kołchozów, maszyn rolniczych i przemysłowych oraz zakładów produkujących na rzecz wojska”[3]. Postępy Armii Czerwonej spowodowały, że przygotowania do tego typu działań stały się wkrótce obowiązkiem wszystkich urzędników odpowiedzialnych za bezpieczeństwo wschodnich prowincji III Rzeszy. „W początkach drugiej połowy 1944 roku plany te [ewakuacji] były już opracowane w najdrobniejszych szczegółach. Obejmowały one swym zasięgiem Prusy Wschodnie, tzw. Kraj Warty i okręg Gdańsk-Prusy Zachodnie oraz Pomorze, wschodnią Brandenburgię, Opolszczyznę i Śląsk”[4]. Wkrótce zagrożenie ze strony wojsk radzieckich stało się na tyle realne, że rozpoczęto realizację planów ewakuacyjnych, obejmujących ludność cywilną, urzędy, a także wywóz surowców i wszelkiego rodzaju dóbr materialnych.

 

Gauleiter Pomorza Franz Schwede-Coburg

Ewakuacja Pomorza Zachodniego (Pommern) przebiegała w kilku fazach. Zgodnie z założeniami prowincję podzielono na kilka stref bezpieczeństwa – pierwsza z nich obejmowała obszar 30 kilometrów od granicy linii frontu. W sytuacji zagrożenia ludność cywilna miała zostać ewakuowana na zachód od Odry, m.in. do Turyngii i Saksonii. Za przeprowadzenie tej operacji odpowiadali kierownicy komórek partyjnych – kreisleiterzy i ortsleiterzy NSDAP. Rozpoczęto ją 12 grudnia 1944 roku. Tego dnia gauleiter Franz Schwede-Coburg wydał rozkaz, zgodnie z którym urzędnicy mieli dokonać „opróżnienia terenu i wywiezienia majątku państwowego i prywatnego w bezpieczne miejsca”[5]. Plany te obejmowały również ewakuację surowców i zakładów przemysłowych. Starano się także zabezpieczyć majątek prywatnych właścicieli. Władze Malborka zarządziły w tej sprawie następujący sposób postępowania: „opuszczone mieszkania należy zamykać na klucze, oznaczyć je i przekazać blockleiterowi grupy miejscowej. Szafy pancerne pozostawić otwarte, najwyżej jedynie zaryglowane […] Zabierać tylko najkonieczniejsze przedmioty, nie brać mebli, zamykanych skrzyń, lecz jedynie rzeczy w walizkach i workach – ubrania, kołdry, pościele, przedmioty wartościowe, dokumenty, lampy, garnki, wiadra, naczynia, środki żywności, narzędzia, rowery […] Ważne dokumenty i pewną ilość pieniędzy należy nosić w woreczku na piersi”[6]. Kolejne zarządzenie zalecało, by „jak najpilniej odtransportować [cenne przedmioty] na własnych lub zamówionych pojazdach, jeśli zaś to nie będzie możliwe, należy je zakopać. Dla przeprowadzenia tegoż, już obecnie należy wybrać godnych zaufania ludzi, informować ich jednakże o tym dopiero z chwilą rozpoczęcia akcji”[7]. Wykonanie tych zadań nie było jednak w pełni możliwe ze względu na brak dostatecznej ilości środków transportowych. „W styczniu 1945 roku firma Merseburg z Jastrowia zażądała wagonów kolejowych do wywiezienia pół miliona cygar i 30 kg tytoniu, a zarząd wojskowy w Bornem w powiecie szczecińskim potrzebował 440 wagonów do wywiezienia swego majątku”[8]. Z powodu braku dostatecznej liczby samochodów ciężarowych i wagonów kolejowych urzędnicy nie byli w stanie zrealizować powierzonych im zadań. Dlatego zasoby, których nie udało się ewakuować, postanowiono zniszczyć. Jedną z tego typu operacji opisał urzędnik z Wałcza: „dnia 27 stycznia 1945 roku zniszczyłem w obecności urzędnika państwowego Deglera akta tajne i inne akta dotyczące obrony przeciwlotniczej, zaopatrzenia, kanalizacji, rozbudowy urzędów zdrowia i danych statystycznych, które to akta ze względu na swoją ważność mogły służyć wrogowi”[9]. Taktyka tzw. spalonej ziemi miała na celu zatrzymanie postępów wroga i utrudnienie okupacji zajętych terenów (poprzez niszczenie lokalnej infrastruktury). Jej stosowanie stało się obowiązkiem władz każdej prowincji: „W styczniu 1945 roku, wobec groźby utraty Prus Wschodnich i Śląska, wprowadzono zasadę niszczenia wszystkiego czego nie zdążono ewakuować, a co mogłoby wpaść w ręce Armii Radzieckiej”[10]. Majątkiem pozostawionym na obszarach ewakuowanych miały się zająć (czasami oznaczało to jego dalszy wywóz lub zniszczenie) specjalne oddziały – na Pomorzu były to tzw. Nachkommandos, w Prusach Wschodnich Räumungskommandos, a na Śląsku Brandkommandos.


Gauleiter Prus Wschodnich Erich Koch (Bundesarchiv 183-H13717)

Latem 1944 roku skutki wojny dotknęły również Prus Wschodnich. Mimo realnego zagrożenia gauleiter prowincji Erich Koch sprzeciwiał się przygotowaniom do ewakuacji ludności cywilnej. Uważał, że tego typu działania dowodzą niewiary w „ostateczne zwycięstwo” III Rzeszy. Z tego powodu odmówił udziału w spotkaniu mającym na celu omówienie kwestii bezpieczeństwa ludności cywilnej i mienia ruchomego w sytuacji zagrożenia działaniami wojennymi. Jego uczestnikami byli tylko przedstawiciele dwóch północnych prowincji – Pomorza i Gdańska-Prus Zachodnich. Koch twierdził, że „w Prusach Wschodnich nie planuje się ani zarządzeń ewakuacyjnych, ani rozluźniających, wobec czego udział jego przedstawicieli [na przedmiotowym spotkaniu] byłby zbędny”[11]. Miesiąc po tym wydarzeniu – w listopadzie 1944 roku – Adolf Hitler opuścił Kwaterę Główną mieszczącą się w Gierłoży (Gut Görlitz) koło Kętrzyna (Rastenburg). Wyjeżdżając do Berlina, wydał rozkaz, by zespół schronów noszący kryptonim „Wilczy Szaniec” („Wolfsschanze”) został wysadzony w powietrze przez oddziały SS. Najprawdopodobniej decyzja ta, poparta wytycznymi ze stolicy, skłoniła Kocha do zmiany stanowiska. Mimo niechęci zlecił swoim urzędnikom przygotowanie planów zabezpieczenia prowincji. Efekt ich pracy został jednak zamknięty w sejfach królewieckiego nadprezydium policji – dokumentację tę odnaleziono po kapitulacji miasta. Plany ewakuacji przygotowane dla Prus Wschodnich „przewidywały trzy etapy tzw. opróżnienia terenów. W pierwszym etapie miano ewakuować kobiety, dzieci i starców oraz te osoby, które nie były bezpośrednio zatrudnione w kluczowych gałęziach gospodarki. Drugi etap obejmował ewakuację reszty ludności oraz tego wszystkiego, co mogłoby się dostać w ręce nieprzyjaciela i być przez niego wykorzystane do prowadzenia wojny (chodziło głównie o urządzenia zakładów przemysłowych pracujących na potrzeby frontu). Trzeci etap miał być ewakuacją totalną, to znaczy całkowitym opuszczeniem określonych obszarów”[12]. Odpowiedzią gauleitera Prus Wschodnich na niepokój wywołany coraz większymi postępami wojsk radzieckich była budowa umocnień obronnych – do prac zaangażowano tysiące robotników przymusowych. Odpowiedzialność za wykonanie tego zadania złożono na barki władz prowincji i urzędników partyjnych, którzy mieli współpracować w tej sprawie z dowództwem wojskowym. Sytuacja na froncie nie miała jednak wpływu na decyzję Kocha – w dalszym ciągu był niechętny przygotowaniom do ewakuacji ludności cywilnej. Zamiast tego postanowił zabezpieczyć majątek ruchomy – „akceptował wywóz mienia, obawiając się, aby fabryki i urządzenia, gdyby nawet chwilowo dostały się w ręce nieprzyjaciela, nie uległy zniszczeniu lub zostały wykorzystane przeciwko Niemcom. Dlatego wywieziono urządzenia wielu zakładów energetycznych i włókienniczych z [okręgu] białostockiego, wyposażenie fabryki samolotów z Białej Podlaskiej. W innych miastach przygotowano instrukcje, które na hasło Zitronenfalter powinni otrzymać kierownicy przedsiębiorstw przemysłowych, handlowych i zakładów rzemieślniczych”[13].


Specjalny komisarz ds. zabezpieczania dzieł sztuki na Wschodnich Terenach Okupowanych dr Kajetan Mühlmann (z prawej) w towarzystwie generalnego gubernatora dr. Hansa Franka na Wawelu w Krakowie (Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Świadectwem hipokryzji Kocha było zaangażowanie dużej ilości sił i środków do zabezpieczenia jego prywatnego majątku. W ciągu kilku lat sprawowania wysokich stanowisk partyjnych udało mu się zgromadzić wiele cennych dóbr. „W 1941 r. wyjednał u Hitlera zgodę na obejmowanie we władanie znajdujących się na podległej jego władzy części polskiego terytorium państwowego polskich i żydowskich gospodarstw rolnych, których administrowaniem zajmowało się Wschodniopruskie Towarzystwo Ziemskie (Ostpreussische Landgesellschaft mbH)”[14]. We wrześniu 1941 roku, kiedy dodatkowo został Komisarzem Rzeszy dla Ukrainy, zasięg jego władzy pozwolił mu na powiększenie posiadanego majątku. Ze względu na fakt, że podlegał mu Krajowy Urząd Archiwów, Bibliotek i Muzeów, w rękach gauleitera znalazło się wiele cennych dzieł sztuki[15]. Mimo że nie był kolekcjonerem, umacniał swoją pozycję także w tej dziedzinie. W dniu 29 maja 1943 roku marszałek Hermann Göring poinformował specjalnego komisarza ds. zabezpieczania dzieł sztuki na Wschodnich Terenach Okupowanych dr. Kajetana Mühlmanna o specjalnym zarządzeniu Hitlera odnośnie do przeznaczenia zbiorów sztuki zajętych na wschodzie Europy (w tym w Polsce i na Ukrainie). „1. Obraz Leonarda da Vinci „Kobieta z tchórzem” [„Dama z gronostajem”], Rafael [„Portret młodzieńca”] i krajobraz [„Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem”] Rembrandta należy oddać do Kaiser-Wilhelm-Museum [Kaiser Friedrich Museum] w Berlinie, 2. Krakowski ołtarz mariacki należy przenieść w posiadanie miasta Norymbergi, 3. Wszystkie pozostałe dzieła sztuki należy oddać gauleiterowi Kochowi dla muzeum w Królewcu. Jest celowym, aby porozumieć się osobiście z gauleiterem Kochem, w jakiej ilości na razie złożone dzieła sztuki do końca wojny mają tam pozostać, względnie w jakiej ilości należy je według życzenia gauleitera Kocha przenieść”[16]. Wartość majątku zgromadzonego przez gauleitera Prus Wschodnich – zarządzała nim fundacja Erich-Koch-Stiftung – została w 1945 roku oszacowana na około 331 mln marek[17].

Powojenne relacje służby i robotników przymusowych zatrudnionych w licznych nieruchomościach należących do Ericha Kocha dowodzą, że część jego majątku została wywieziona w głąb Niemiec, a reszta ukryta na terenie Prus Wschodnich. Być może trudno dawać wiarę wszystkim tego typu informacjom, ale z całą pewnością niektóre z nich opisują rzeczywiste wydarzenia – wiele cennych przedmiotów znajdujących się w rękach gauleitera zaginęło przecież pod koniec wojny. „Pracowałem na zamku [Neuhausen – dziś Gurjewsk], który należał do starej mocno przygarbionej grafiny [hrabiny], podobno krewnej Ericha Kocha […] Któregoś dnia, we wrześniu [1944 roku], pojechałem tam i zakradłem się do swojej kryjówki na strychu stajni. Widziałem samochody ciężarowe, które przywiozły kilkanaście dużych skrzyń. Wniesiono je do podziemi. Gdy po kilku dniach znów przyjechałem do zamku, po żołnierzach nie było śladu. Zdołałem otworzyć drzwi wiodące do podziemi. Zamiast labiryntu korytarzy zobaczyłem niewielkie pomieszczenie, najwyraźniej nigdzie nie prowadzące. Po prostu ściany zostały szczelnie zamurowane”[18]. Potwierdzeniem tej relacji mają być wydarzenia z lat powojennych – „opowiadano [wśród okolicznych mieszkańców], że w latach 1956–1957 w podziemiach zamku [Neuhausen] odnaleziono wiele cennych naczyń i posążków [rzeźb]. Wszystko to rozeszło się między miejscowymi”[19]. Kolejna informacja dotycząca majątku gauleitera pochodzi ze wspomnień jego królewieckiej służącej: „Wiosną 1945 roku, chyba pod koniec marca, w pałacu [cesarskiej rezydencji wykorzystywanej przez gauleitera] zaczęto szykować się do wyjazdu. Pakowano kufry oraz dzieła sztuki – gobeliny, obrazy zrabowane przeważnie z województwa białostockiego, kryształy. Front był tuż, tuż […] Klara Koch [żona gauleitera] oświadczyła, że wyjeżdżają do Hamburga […] Przed południem gauleiterowa poleciła mi pójść do bunkra, do pierwszej komory, po walizkę z zegarkami. Nie wiem, dlaczego postanowiłam dostać się tam przez czwartą i trzecią komorę. Po otworzeniu drzwi z lewej strony korytarza zobaczyłam dziwną scenę. Pod ścianą stały cztery duże skrzynie, na nich dalsze trzy”[20]. Równie sensacyjne informacje na temat losów majątku zgromadzonego przez gauleitera Prus Wschodnich zawierał list, który w 1968 roku trafił do redakcji „Expressu Wieczornego”: „Z początkiem kwietnia 1945 roku, w nocy pod dom Neumanów, gdzie właśnie przebywał Koch, zajechały pod eskortą marynarzy dwa duże samochody ciężarowe załadowane skrzyniami. Następnie samochody te pojechały na brzeg Pregoły i tam zostały ukryte. Nie wiem, co w tych skrzyniach było, lecz Koch bardzo interesował się tą sprawą”[21]. Tego typu doniesień było po wojnie bardzo dużo, ale dziś trudno ocenić ich wiarygodność. Zawarte w nich informacje wskazują jednak, że część majątku Ericha Kocha zrabowanego w czasie wojny została ukryta gdzieś na terenie dawnych Prus Wschodnich.

 

Gauleiter Gdańska-Prus Zachodnich Albert Förster (Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Okręg Gdańsk-Prusy Zachodnie przygotował plany ewakuacyjne we wrześniu 1944 roku. Działania mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa ludności cywilnej i zasobów materialnych zamierzano zsynchronizować z decyzjami władz sąsiedniej prowincji – Prus Wschodnich. To stamtąd w sytuacji zagrożenia mieli napłynąć uchodźcy i majątek ruchomy. W styczniu 1945 roku zagrożenie okazało się na tyle poważne, że gauleiter Albert Förster podjął decyzję o rozpoczęciu zaplanowanych wcześniej operacji. Na hasło „Strömung” na zachód ewakuowano ludność mieszkającą w pasie 30 km terenu objętego działaniami wojennymi. Jednym z głównych kanałów transportowych wykorzystywanych w tej operacji był Bałtyk – mimo zagrożenia ze strony radzieckiej marynarki do maja 1945 roku drogą morską wywieziono ponad 2 mln osób[22]. Odpowiedzialność za przeprowadzenie ewakuacji powierzono „marynarce wojennej III Rzeszy i Komisariatowi Rzeszy do spraw Komunikacji Morskiej (Reichskommissariat fur Seefahrt-Reikosee)”[23]. W akcji uczestniczyły nie tylko jednostki wojenne i handlowe, ale również flota rybacka – ponad 100 kutrów miało dziennie przewozić do kilku tysięcy osób. Ewakuację drogą lądową koordynowały sztaby Grupy Armii „Wisła” i Grupy Armii „Środek”.

Oprócz zapewnienia bezpieczeństwa ludności cywilnej władze prowincji Gdańsk-Prusy Zachodnie podjęły decyzję o zabezpieczeniu majątku ruchomego – zasobów publicznych i mienia prywatnego. Dużą część dóbr przeznaczonych do ewakuacji stanowiły dzieła sztuki – za ich bezpieczeństwo była odpowiedzialna grupa urzędników podległa bezpośrednio gauleiterowi. Część zbiorów gdańskiego Muzeum Rzemiosł Artystycznych (Stadt- und Kunstgewerbemuseum) wywieziono do Bösenburga k. Halle. Zasoby z Muzeum Miejskiego (Stadtmuseum) ewakuowano do zamku Reinhardsbrunn (obecnie część miasta Friedrichroda) w Turyngii. Wiele kolekcji przeniesiono do składnic tworzonych na prowincji – tam dzieła sztuki bezpiecznie doczekały „wyzwolenia” przez Armię Czerwoną. Większość kolekcji odnalezionych przez Rosjan została wywieziona do Moskwy (głównie do Muzeum im. Puszkina). Skala działań podjętych przez podwładnych Förstera była tak duża, że kiedy w 1948 roku gauleiter stanął przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Gdańsku, oskarżano go nie tylko o to, że „dopuścił się niezliczonych zbrodni przeciw ludzkości, uciskając i niszcząc ludność polską”, ale również o „doprowadzenie do rabunku majątku i niszczenie pomników kultury polskiej”[24]. Mimo że jego obrońcy dowodzili, że Förster opuścił Gdańsk w kwietniu 1945 roku z jedną walizką, to już wcześniej zadbał o to, by jego prywatny majątek trafił w bezpieczne miejsce. W jaki sposób go zgromadził? Już we wrześniu 1939 roku powołał do życia urząd Komisarza Państwowego dla Konfiskaty Polskiego Majątku w Gdańsku (Der Staatskommissar für die Beschlagnahme polnischen Vermögens in Danzig). Przez kilka tygodni – do czasu utworzenia Głównego Urzędu Powierniczego Wschód (Haupttreuhandstelle Ost – HTO) – jego współpracownicy przejmowali polskie nieruchomości i znajdujące się w nich wyposażenie. Część „zabezpieczonego” w ten sposób majątku trafiła w ręce gauleitera. Nawet później, gdy Komisarz Państwowy utracił swoje kompetencje, przedstawiciele Förstera dokonywali zajęcia cennych zasobów będących własnością osób prywatnych oraz instytucji publicznych (w tym kościołów). W jednym z zachowanych dokumentów czytamy, że „zarząd miejski w Pelplinie skonfiskował 5 cennych artystycznych kielichów, które zostały w międzyczasie zabezpieczone przez pełnomocnika namiestnika (Reichsstatthalter) Gdańska i Prus Zachodnich [Förstera]. Na zapytanie, skierowane do namiestnika, dotychczas odpowiedzi nie otrzymano”[25]. Ostatecznie zabytkowe kielichy zostały przekazane – decyzją Hitlera – gdańskiemu biskupowi Karolowi Marii Splettowi. Pozostałe dzieła sztuki wywiezione z Pelplina rozdysponowano pomiędzy zbiory berlińskiego Kaiser-Friedrich-Museum i Muzeum Miejskiego w Gdańsku. Förster nie tylko dokonywał przejęcia nieruchomości i majątku ruchomego, ale prowadził również działania mające na celu odzyskanie dzieł sztuki „bezprawnie” wywiezionych z okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie. Domagał się m.in. sprowadzenia do Gdańska „pewnej ilości waz, wyrobów ze srebra, zbioru monet i kolekcji znaczków pocztowych” wywiezionych przez funkcjonariuszy Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (Reichssicherheitshauptamt – RSHA) z Bydgoszczy[26]. Działania te tylko pozornie podyktowane były troską o zapewnienie bezpieczeństwa zasobom lokalnego dziedzictwa kulturowego. Gauleiter starał się korzystać z każdej okazji, by powiększyć swój prywatny majątek. Zachowane dokumenty dowodzą, że w ostatnich tygodniach wojny Förster polecił „wywieźć z Gdańska 3 wagony wartościowych przedmiotów, jak dywany, obrazy, złoto itp. Osobą odpowiedzialną za wywóz tych przedmiotów z Pomorza miał być zaufany człowiek gauleitera, Willy Juschel”[27].

Ewakuacja Kraju Warty (Wartheland) była następstwem wydarzeń, do jakich doszło na terenie innych wschodnich prowincji III Rzeszy – „wyzwolenie [przez Armię Czerwoną] okręgu białostockiego i części Generalnego Gubernatorstwa wywołało panikę wśród ludności niemieckiej [Kraju Warty]”[28]. Ze względu na niepokój mieszkańców władze regionu zostały zmuszone do podjęcia działań mających na celu ochronę ludności cywilnej oraz lokalnych zasobów materialnych. Ze względu na zagrożenie bombardowaniami miast i ośrodków przemysłowych już w 1943 roku zatroszczono się o bezpieczeństwo wielkopolskich zbiorów sztuki – wywieziono je do składnic utworzonych na terenie Festungsfront Oder-Warthe-Bogen (Międzyrzecki Rejon Umocniony). Informacje na temat miejsca ich ukrycia udało się pozyskać polskim muzealnikom jeszcze przed końcem wojny. Dzięki temu wiemy, że „w 1943 roku wywieźli okupanci z Muzeum Prehistorycznego w Poznaniu, nazywanego przez nich Landesamt für Vorgeschichte dużą ilość najcenniejszych zabytków, w tej liczbie wszystkie skarby srebrne, większość brązów, najcenniejszą ceramikę, naczynia brązowe i srebrne itd. do schronu 701 pod Międzyrzeczem”[29]. W betonowych bunkrach ulokowano również zbiory prowincjonalnych placówek muzealnych oraz kolekcję malarstwa Kaiser-Friedrich Museum (Muzeum Wielkopolskiego), zasoby Biblioteki Raczyńskich i poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, dzieła sztuki z Gołuchowa i Kórnika oraz bezcenne relikwie z Trzemeszna, Gniezna i Poznania – pod koniec wojny większość tych zbiorów Niemcy wywieźli do kopalni soli w miejscowości Grasleben w Turyngii.

Bezpieczeństwo ludności Kraju Warty starano się zapewnić zgodnie z założeniami przygotowanymi w 1944 roku. Według planów prowincja „została podzielona na trzy strefy ewakuacyjne A, B i C. Tereny wschodnie stanowiły strefę A, środkowe strefę B i zachodnie strefę C. Strefa A, najbardziej zagrożona, miała ewakuować się pierwsza na zachód przez strefę B przyjmującą uchodźców – do strefy C, a gdyby zaszła potrzeba, jeszcze dalej w głąb Rzeszy”[30]. Urzędnicy koordynujący tę operację otrzymali hasła dające początek jej kolejnym etapom. Ich ogłoszenie zależało od sytuacji militarnej – np. pierwszy stopień ewakuacji dla Łodzi oznaczono hasłem „Florian Geyer”, drugi kryptonimem „Frundsberg” (ogłoszono go już 17 stycznia 1945 roku). Na początku stycznia 1945 roku Armia Czerwona robiła tak wielkie postępy, mimo zaciętego oporu niemieckich żołnierzy, że urzędnicy nie mieli dostatecznej ilości czasu ani środków, by zrealizować powierzone im zadania. Krytyczna okazała się nie tylko sprawa ewakuacji ludności cywilnej, ale również zasobów materialnych. Z tego powodu zdecydowano, by dobra, których nie uda się wywieźć w bezpieczne miejsce, zostały ukryte lub zniszczone. Jednak i w tym przypadku nie zawsze istniała możliwość realizacji przyjętych ustaleń – np. ewakuacja Grodziska była prowadzona w takim pośpiechu, że „zostawiono tu nagromadzone mienie, trudne do wywiezienia ze względu na brak środków transportu”[31]. Podobna sytuacja miała miejsce w Sieradzu – urzędnikom udało się jedynie spalić tajne akta. Opuszczone miasto i zgromadzone w nim dobra materialne padły łupem ludności cywilnej i niemieckiego wojska. „Powiatowe władze Sieradza nie miały możliwości zajęcia się jeszcze ewakuacją dobytku. Wyjeżdżając z Wojsztyna, wzięły ze sobą jedynie pieniądze kasy oszczędnościowej starostwa. Po drodze obrabowani zostali [urzędnicy] przez żołnierzy Wehrmachtu, którzy zabrali skrzynie z pieniędzmi (1,5 miliona marek oraz ostatnie dzienne wpłaty) i broń należącą do starostwa”[32].


Gauleiter Kraju Warty Arthur Greiser – Poznań 1939 rok (Bundesarchiv 183-1998-0109-502)

17 stycznia gauleiter Arthur Greiser ogłosił „ewakuację częściową” Kalisza. Jednak trzy dni później – 20 stycznia – „o godzinie 7.00 dla miasta i powiatu Kalisz ogłoszono całkowitą ewakuację ludności niemieckiej […] W Kaliszu pozostali jeszcze uchodźcy ze wschodnich rejonów i wąski sztab urzędników zajętych wysyłaniem ostatnich transportów i niszczeniem akt”[33]. Mimo podjętych działań – mających zapewnić bezpieczeństwo ludności i zasobów materialnych – postępy wojsk radzieckich zaskoczyły władze prowincji. Przeprowadzenie ewakuacji na tak wielką skalę wymagało zbyt dużej liczby środków transportu. Nie było możliwości, by je zapewnić na oczekiwanym poziomie. 18 stycznia rozpoczęła się ewakuacja Włocławka – „przez cały dzień zakłady i instytucje meldowały kierownictwu partyjnemu o niszczeniu dokumentów, demontażu urządzeń i wysyłaniu kolejnych transportów ludzi i sprzętu. Brak transportu paraliżował zaplanowane czynności. Np. zarząd miejski potrzebował do wywozu dóbr materialnych około 20 ciężarówek z przyczepami, a 19 stycznia dysponował tylko czterema, które i tak odstąpił innym instytucjom dla wywozu ludzi [...] Udało się wywieźć tylko niewielką część zdemontowanych urządzeń i majątku urzędów oraz instytucji. Część ważnych tajnych dokumentów i dóbr załadowano do wagonu towarowego, który miał być bezzwłocznie wysłany do Rzeszy […] To, czego nie wywieziono, uległo zniszczeniu. Spalono akta prokuratury i banku, a także zapasy benzyny”[34]. Podobnie wyglądało to w niemalże każdej miejscowości Kraju Warty. Dobra, które udało się ewakuować, trafiły do wyznaczonych wcześniej punktów depozytowych na terenie Brandenburgii – m.in. Kyritz, Brandenburg an der Havel i innych miejscowości. Pozostawione mienie próbowano ukryć na terenie prowincji lub niszczono.

Inne książki tego autora