Niespokojna krew

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Niespokojna krew
Niespokojna krew. Część 2
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 68,82  55,06 
Niespokojna krew. Część 2
Audio
Niespokojna krew. Część 2
Audiobook
24,90  18,18 
Szczegóły
Audio
Niespokojna krew. Część 1
Audiobook
24,90  18,18 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– No – odparł Strike.

Po raz drugi zaczął się zastanawiać, czy nie powinien odradzić Robin czytania Demona z Paradise Park, ale ostatecznie z tego zrezygnował.

– Na razie nie udało mi się ustalić, co się stało z Julesem Baylissem – powiedział – a policyjne dane na jego temat są niekompletne, więc nie wiem, czy kiedy uprowadzono Margot, dalej siedział w pace. Dla nas liczy się to, że Wilma opowiedziała Lawsonowi inną historię niż wcześniej Talbotowi, choć potem twierdziła, że powiedziała to wszystko im obu, tyle że Talbot tego nie zanotował, co zresztą jest możliwe, bo jak sama widzisz, jego sposób spisywania zeznań pozostawiał wiele do życzenia. W każdym razie wspomniała Lawsonowi, że w dniu zaginięcia Margot wytarła krew z dywanu w pokoju dla gości. Poza tym powiedziała, że widziała Roya idącego przez ogród w dniu, w którym rzekomo leżał przykuty do łóżka. Przyznała też przed Lawsonem, że w zasadzie nie widziała Roya w łóżku, natomiast tego dnia słyszała, jak coś mówił w głównej sypialni.

– To… dość poważne zmiany w zeznaniach.

– Jak już mówiłem, Wilma twierdziła, że wcale nie zmieniła zeznań, tylko że Talbot po prostu niestarannie je spisał. Ale wygląda na to, że Lawson mocno ją przycisnął, a potem jeszcze raz przesłuchał Roya. Roy jednak wciąż miał nianię Cynthię, która zapewniła mu alibi i była gotowa przysiąc, że cały dzień leżał w łóżku, ponieważ regularnie przynosiła mu herbatę do głównej sypialni. Tak – mruknął w odpowiedzi na uniesione brwi Robin – Lawson chyba też miał te same kosmate myśli co my. Spytał Phippsa o charakter jego relacji z Cynthią, czym wywołał wybuch złości Phippsa, który powiedział, że Cynthia jest od niego o dwanaście lat młodsza, a na dodatek są kuzynostwem.

Zarówno Strike’owi, jak i Robin przeszło w tej chwili przez myśl, że dzieli ich dziesięcioletnia różnica wieku. Obydwoje odepchnęli od siebie ten nieproszony i niemający związku ze sprawą szczegół.

– Według Roya każdy przyzwoity człowiek wyklucza bliski związek osób, których dzieli tak duża różnica wieku i łączą więzy krwi. Ale jak wiemy, siedem lat później już nie miał takich skrupułów. Lawson spytał Roya o spotkanie Margot z jej dawnym chłopakiem, z którym umówiła się na drinka trzy tygodnie przed zniknięciem. Talbotowi było tak śpieszno, żeby oczyścić Roya z podejrzeń, że nie przywiązał zbytniej wagi do zeznań Oonagh Kennedy…

– Przyjaciółki, z którą Margot miała się tu spotkać? – upewniła się Robin.

– Właśnie. Oonagh powiedziała zarówno Talbotowi, jak i Lawsonowi, że kiedy Roy się dowiedział o spotkaniu Margot z jej dawnym chłopakiem, wpadł w taki szał, że przed zniknięciem Margot w ogóle się do niej nie odzywał. Z zapisków Lawsona wynika, że Roy nie miał ochoty o tym rozmawiać…

– Nic dziwnego…

– …i zareagował dość agresywnie. Ale po rozmowie z lekarzami Roya Lawson uznał, że rzeczywiście przeszedł on poważny epizod po upadku na szpitalnym parkingu i tego wieczoru nie mógłby pojechać na Clerkenwell, a tym bardziej zabić ani porwać żony.

– Mógł kogoś wynająć – podsunęła Robin.

– Sprawdzili jego konta w banku i nie znaleźli żadnych podejrzanych płatności, co oczywiście nie znaczy, że nie mógł znaleźć innego sposobu. Jest hematologiem, na pewno ma łeb na karku.

Strike pociągnął łyk piwa.

– To tyle, jeśli chodzi o męża – powiedział, przewracając cztery strony zeznań Roya. – Przejdźmy do dawnej miłości.

– Boże przenajświętszy – powiedziała Robin, patrząc na kolejne zdjęcie z gazety.

Gęste, falujące włosy mężczyzny sięgały daleko za ramiona. Stał z poważną miną, opierając dłonie na wąskich biodrach, obok obrazu przedstawiającego coś, co wyglądało na dwoje wijących się w ekstazie kochanków. Koszulę miał rozpiętą prawie do pępka, a dżinsy opinały mu krocze jak druga skóra, za to na wysokości kostek były niebywale szerokie.

– Wiedziałem, że ci się spodoba – powiedział Strike, uśmiechając się na widok reakcji Robin. – To Paul Satchwell, artysta, chociaż wygląda na to, że niezbyt wysokich lotów. Gdy dotarła do niego prasa, projektował mural dla klubu nocnego. To były facet Margot.

– Właśnie bardzo straciła w moich oczach – mruknęła Robin.

– Nie oceniaj jej zbyt surowo. Poznała go, kiedy jeszcze była króliczkiem Playboya, więc miała dopiero dziewiętnaście albo dwadzieścia lat. Był od niej o sześć lat starszy i pewnie wydawał jej się szczytem wyrafinowania.

– W takiej koszuli?

– To zdjęcie reklamowe do jego artystycznego show – powiedział Strike. – Tak napisano pod spodem. Możliwe, że w codziennym życiu nie pokazywał aż tylu włosów na klacie. Prasa bardzo się podekscytowała tym, że były kochanek mógł mieć udział w sprawie, a powiedzmy sobie szczerze – gość o takim wyglądzie był istnym darem dla brukowców.

Strike sięgnął po następną próbkę chaotycznych notatek Talbota, która podobnie jak pierwsza była usiana pięcioramiennymi gwiazdkami i zawierała tę samą listę dat opatrzoną nabazgranymi z boku uwagami.

– Jak widzisz, Talbot nie zaczął od niczego tak przyziemnego, jak „Gdzie pan był za piętnaście szósta wieczorem w dniu, w którym zaginęła Margot?”. Przeszedł prosto do dat związanych z Rzeźnikiem z Essex, a kiedy Satchwell mu powiedział, że jedenastego września, czyli w dniu uprowadzenia Susan Meyer, świętował trzydzieste urodziny przyjaciela, Talbot właściwie zakończył przesłuchanie. Ale znów mamy na dole zakreśloną datę niezwiązaną z Creedem, a obok niej ogromny krzyż. Tym razem to szesnasty kwietnia.

– Gdzie mieszkał Satchwell, kiedy zaginęła Margot?

– Na Camden – powiedział Strike, przewracając stronę, by ponownie spojrzeć na konwencjonalne zeznanie napisane na maszynie. – Popatrz, jest o tym w zeznaniu, które spisał Lawson. To całkiem niedaleko Clerkenwell. Satchwell wyjaśnił Lawsonowi, że osiem lat po rozstaniu spotkali się z Margot przypadkiem na ulicy i postanowili pójść na drinka. Mówił o tym Lawsonowi otwarcie, prawdopodobnie wiedział, że Oonagh albo Roy już o tym wspomnieli. Powiedział mu nawet, co wydaje się trochę nadmierną skwapliwością, że chętnie wznowiłby romans z Margot. Pewnie chciał pokazać, że nie ma nic do ukrycia. Oświadczył, że jego burzliwy związek z Margot trwał dwa lata, gdy była o wiele młodsza, i kiedy poznała Roya, definitywnie go zakończyła. Alibi Satchwella się potwierdziło. Powiedział Lawsonowi, że w dniu zniknięcia Margot przez większość popołudnia był sam w swojej pracowni, też na Camden, ale około piątej do kogoś stamtąd zadzwonił. O wiele trudniej majstrować przy połączeniach z telefonów stacjonarnych niż przy tych z komórek, kiedy próbuje się znaleźć alibi. O wpół do siódmej Satchwell jadł w lokalnej kawiarni, w której go znano, i świadkowie zgodnie twierdzili, że go tam widzieli. Potem poszedł do domu, żeby przebrać się przed spotkaniem w barze z przyjaciółmi, z którymi umówił się na ósmą. Wskazane przez niego osoby potwierdziły jego wersję i Lawson uznał, że Satchwell jest czysty. A to prowadzi nas do trzeciego i, muszę powiedzieć, najbardziej obiecującego podejrzanego, pomijając oczywiście Dennisa Creeda. Tym podejrzanym jest – powiedział Strike, odsuwając zeznanie Satchwella od teraz już mocno uszczuplonej sterty kartek – Steve Douthwaite.

Jeśli Roy Phipps był idealnym kandydatem castingu do roli wrażliwego poety, a Paul Satchwell uosobieniem gwiazdy rocka z lat siedemdziesiątych, to Steve Douthwaite otrzymałby niewątpliwie angaż do roli zawadiaki, dowcipnego karierowicza, młodego cwaniaka z klasy robotniczej. Miał ciemne oczy o przenikliwym spojrzeniu, zaraźliwy uśmiech i fryzurę na czeskiego piłkarza, kojarzącą się Robin z młodymi mężczyznami na okładce starej płyty Bay City Rollers, którą matka Robin, ku rozbawieniu swoich dzieci, wciąż uwielbiała. Douthwaite trzymał w jednej ręce kufel piwa, a drugą przerzucił przez ramię mężczyzny, którego twarz wycięto ze zdjęcia, lecz jego garnitur, podobnie jak ten Douthwaite’a, wyglądał na tani, pognieciony i błyszczący. Douthwaite poluzował bardzo szeroki pstrokaty krawat i rozpiął górny guzik koszuli, by odsłonić łańcuch na szyi.

Sprzedawca uwodziciel poszukiwany w związku

ze sprawą zaginięcia lekarki

Policja próbuje ustalić miejsce pobytu Steve’a Douthwaite’a, do niedawna sprzedawcy w Double Glazing, który zniknął po rutynowym przesłuchaniu związanym z zaginięciem dr Margot Bamborough (29 l.).

Douthwaite (28 l.) nie zostawił żadnego adresu kontaktowego i rzuciwszy pracę, wyprowadził się z mieszkania przy Percival Street na Clerkenwell. Ten były pacjent zaginionej lekarki wzbudził podejrzenia w przychodni z powodu częstych wizyt u ładnej jasnowłosej pani doktor. Znajomi opisują go jako „wygadanego gościa” i wątpią, by cierpiał na jakieś poważne problemy ze zdrowiem. Ponoć przysyłał dr Bamborough prezenty.

Douthwaite, wychowany w rodzinie zastępczej, nie kontaktował się z przyjaciółmi od 7 lutego. Przypuszcza się, że policja przeszukała jego mieszkanie po tym, jak się wyprowadził.

Tragiczny romans

„Narobił tu dużo kłopotów, zraził do siebie wiele osób – powiedział jego współpracownik z Diamond Double Glazing, proszący o anonimowość. – Kawał cwaniaka. Miał romans z żoną innego kolegi. W końcu przedawkowała i dzieci zostały bez mamy. Szczerze mówiąc, nikomu nie było żal Douthwaite’a, kiedy stąd odszedł. Cieszymy się, że już go z nami nie ma. Za bardzo interesował się piciem i dziewczynami, a w pracy był do niczego”.

Lekarka byłaby „wyzwaniem”

Spytany, co jego zdaniem łączyło Douthwaite’a z zaginioną lekarką, jego były współpracownik powiedział: „Jedyne, na czym Steve’owi zależy, to uganianie się za dziewczynami. Znając go, potraktowałby lekarkę jak wyzwanie”.

Policja nie może się doczekać, by ponownie przesłuchać Douthwaite’a, i apeluje o pomoc do wszystkich osób mogących znać jego aktualne miejsce pobytu.

Gdy Robin skończyła czytać, Strike, który właśnie dopił pierwsze piwo, spytał:

 

– Chcesz jeszcze wina?

– Sama pójdę – powiedziała Robin.

Podeszła do baru i zaczekała pod wiszącymi czaszkami i sztucznymi pajęczynami. Barman ucharakteryzował się na Frankensteina. Rozkojarzona Robin zamówiła trunki, myśląc o artykule na temat Douthwaite’a.

Gdy wróciła do Strike’a ze świeżym piwem, winem i dwiema paczkami czipsów, powiedziała:

– Wiesz, z tym artykułem jest coś nie w porządku.

– Mów.

– Ludzie niekoniecznie mówią współpracownikom o swoich problemach ze zdrowiem. Może Douthwaite rzeczywiście wydawał się kumplom zdrowy, kiedy siedzieli razem w pubie. Ale to nie znaczy, że nie miał jakichś problemów. Może był chory psychicznie.

– Nie pierwszy raz stwierdzam – powiedział Strike – że umiesz trafić w samo sedno.

Przeszukał kilka pozostałych kserówek i wydobył kolejny ręcznie napisany dokument, znacznie staranniej sporządzony niż notatki Talbota, a do tego bez rysunków i przypadkowych dat. Zanim Strike się odezwał, Robin jakimś cudem się domyśliła, że ten płynny, krągły charakter pisma należał do Margot Bamborough.

– Kopia karty pacjenta Douthwaite’a – powiedział Strike. – Zdobyła ją policja. „Bóle głowy, kłopoty żołądkowe, utrata wagi, palpitacje, mdłości, koszmary, kłopoty ze snem”, przeczytał Strike. Widzisz wniosek Margot po czwartej wizycie? „Problemy osobiste i trudności w pracy, silne napięcie, oznaki lęku”.

– No wiesz, jego zamężna dziewczyna popełniła samobójstwo – powiedziała Robin. – Chyba tylko psychopata nie byłby po czymś takim kompletnie rozwalony, prawda?

Przez umysł Strike’a przemknęła Charlotte.

– No, raczej tak. Spójrz też na to. Krótko przed pierwszą wizytą u Margot został napadnięty. „Stłuczenia, pęknięte żebro”. Wyczuwam rozgniewanego, zrozpaczonego i zdradzonego męża.

– Ale dziennikarze przedstawiają to tak, jakby prześladował Margot.

– Bo cholernie często umawiał się na wizyty – powiedział Strike, stukając palcem w kserówkę karty pacjenta. – Był u niej trzy razy w ciągu jednego tygodnia. Jest wystraszony, ma poczucie winy, czuje się nielubiany, pewnie się nie spodziewał, że odrobina zabawy skończy się śmiercią kobiety. A ładna lekarka go nie ocenia, okazuje mu tylko życzliwość i wsparcie. Niewykluczone, że mógł coś do niej poczuć. Zresztą spójrz na to – ciągnął Strike, odwracając kartę pacjenta, by pokazać Robin kolejne napisane na maszynie zeznania. – Dorothy i Gloria powiedziały na przesłuchaniu, że po wyjściu z ostatniej wizyty u Margot Douthwaite wyglądał… Przeczytam ci słowa Dorothy: „Widziałam, jak pan Douthwaite wychodził z gabinetu doktor Bamborough i zauważyłam, że wyglądał, jakby przeżył jakiś szok. Poza tym wydał mi się rozgniewany i przygnębiony. Wychodząc, potknął się o zabawkową ciężarówkę chłopca siedzącego w poczekalni i głośno zaklął. Był rozkojarzony i nieświadomy tego, co się wokół niego działo”. I zeznanie Glorii – powiedział Strike odwracając stronę. – „Pamiętam, jak pan Douthwaite wychodził, bo zaklął, rozzłoszczony na małego chłopca. Wyglądał, jakby przed chwilą dostał złą wiadomość. Wydał mi się wystraszony i rozgniewany”. W zapiskach Margot z ostatniej wizyty Douthwaite’a nie ma żadnej wzmianki na temat nowych objawów, są tylko wspominane wcześniej symptomy związane ze stresem – ciągnął Strike, wracając do karty pacjenta – więc na pewno nie zdiagnozowała u niego żadnej poważnej choroby. Lawson spekulował, iż mogła dojść do wniosku, że pacjent za bardzo się do niej przywiązuje, i powiedziała mu, żeby przestał zajmować jej cenny czas, który mogłaby poświęcić innym pacjentom, a to się Douthwaite’owi nie spodobało. Może sobie wmawiał, że jego uczucia są odwzajemnione. Wszystkie dowody wskazują, że był wtedy w bardzo słabej kondycji psychicznej. W każdym razie cztery dni po ostatniej wizycie Douthwaite’a Margot zniknęła. Talbot, powiadomiony przez przychodnię, że ten pacjent wydawał się nią trochę zanadto zainteresowany, wezwał go na przesłuchanie. No więc spójrzmy. – Strike znów wydobył spomiędzy napisanych na maszynie stron kartkę pokrytą bazgrołami i usianą gwiazdkami. – Talbot jak zwykle zaczyna przesłuchanie od sprawdzenia dat z listy Creeda. Problem w tym, że Douthwaite nie pamięta, co robił w tych dniach.

– Skoro już był tak zestresowany, że odchodził od zmysłów… – zaczęła Robin.

– Otóż to – powiedział Strike. – Przesłuchanie przez funkcjonariusza policji, który uważa, że możesz być Rzeźnikiem z Essex, nie wpłynęłoby kojąco na twoje nerwy, prawda? I spójrz na to: Talbot znów dorzuca przypadkową datę: dwudziesty pierwszy lutego. Tylko że tym razem robi coś jeszcze. Mówi ci to coś?

Robin wzięła od Strike’a kartkę i przyjrzała się trzem linijkom pełnym znaczków.


– To stenografia Pitmana – powiedziała Robin.

– Potrafisz to przeczytać?

– Nie. Znam trochę system Teeline, Pitmana nigdy się nie uczyłam. Ale Pat da radę.

– Mówisz, że dla odmiany może się na coś przydać?

– Oj, odwal się od niej, Strike – zdenerwowała się Robin. – Chcesz wrócić do zatrudniania pracowników tymczasowych, nie ma sprawy, ale ja lubię dostawać precyzyjne wiadomości i wiedzieć, że dokumentacja jest prowadzona na bieżąco.

Zrobiła zdjęcie komórką i przesłała je Pat z prośbą o tłumaczenie. Tymczasem Strike myślał o tym, że Robin nigdy dotąd nie nazwała go w złości „Strikiem”. Jak na ironię, zabrzmiało to bardziej poufale, niż gdyby użyła jego imienia. Całkiem mu się to spodobało.

– Wybacz, że mam zastrzeżenia do Pat – powiedział.

– Właśnie kazałam ci się od niej odwalić – odparła, nie zdoławszy jednak powstrzymać uśmiechu. – Jakie wrażenie zrobił Douthwaite na Lawsonie?

– To mało zaskakujące, ale kiedy Lawson próbował go przesłuchać i odkrył, że Douthwaite rzucił pracę i zwolnił mieszkanie, nie zostawiając adresu kontaktowego, bardzo się nim zainteresował. Dlatego dał cynk gazetom. Próbowali go wypłoszyć.

– Udało się? – spytała Robin, sięgając po czipsy.

– Tak. Douthwaite zjawił się w komisariacie w Waltham Forest dzień po tym, jak ukazał się artykuł o „uwodzicielu”. Prawdopodobnie przeraziła go myśl, że Fleet Street i Scotland Yard niedługo i tak zapukają do jego drzwi. Powiedział, że jest bezrobotny i mieszka w kawalerce. Miejscowa policja zawiadomiła Lawsona, który od razu pojechał go przesłuchać. Tutaj jest zapis całej rozmowy – powiedział Strike, podsuwając Robin kilka ostatnich kartek ze zwitka, który ze sobą przyniósł. – To wszystko napisał Lawson: „wydaje się wystraszony”, „unika odpowiedzi”, „poci się”. Poza tym Douthwaite nie ma dobrego alibi. Mówi, że po południu w dniu zaginięcia Margot szukał nowego mieszkania.

– Twierdzi, że szukał nowego mieszkania już przed jej zniknięciem?

– Zbieg okoliczności? Tylko że kiedy Lawson zaczął drążyć, Douthwaite nie potrafił powiedzieć nic o obejrzanych mieszkaniach ani podać nazwisk osób, które mogłyby pamiętać, że go wtedy widziały. W końcu oznajmił, że to szukanie mieszkania polegało na siedzeniu w lokalnej kawiarni i zakreślaniu ogłoszeń w gazecie. Problem polega na tym, że nikt w kawiarni go nie zapamiętał. Powiedział, że przeprowadził się do Waltham Forest, bo po przesłuchaniu przez Talbota, dającego mu do zrozumienia, że jest podejrzany, Clerkenwell źle mu się kojarzyło, a zresztą od romansu z żoną współpracownika, która popełniła samobójstwo, nie układało mu się w pracy.

– To akurat całkiem wiarygodne – powiedziała Robin.

– Lawson przesłuchał go jeszcze dwa razy, ale niczego więcej z niego nie wydobył. Na trzecie przesłuchanie Douthwaite przyszedł z adwokatem. Wtedy Lawson się wycofał. Ostatecznie nic na Douthwaite’a nie mieli, nawet jeśli był najbardziej podejrzany z przesłuchanych osób. Poza tym było prawdopodobne, chociaż mało, że nie zauważono go w kawiarni, bo było w niej tłoczno.

Do pubu weszła grupa klientów w halloweenowych przebraniach, rozchichotana i najwyraźniej już podchmielona. Robin zauważyła, że Strike odruchowo omiata spojrzeniem młodą blondynkę w gumowym fartuchu pielęgniarki.

– To już wszystko? – spytała.

– Prawie – powiedział – ale kusi mnie, żeby nie pokazywać ci ostatniej kserówki.

– Dlaczego?

– Bo myślę, że podsyci twoją obsesję na punkcie świętych miejsc.

– Wcale nie mam…

– Okej, ale zanim na to spojrzysz, pamiętaj, że świat zawsze ciągnął do morderstw i historii o zaginionych ludziach, dobra?

– Nie ma sprawy – powiedziała Robin. – Pokaż.

Strike odwrócił kartkę. Było to ksero bardzo prymitywnego anonimu ułożonego z liter wyciętych z gazet.


– Znowu krzyż Świętego Jana – zauważyła Robin.

– No. Liścik przyszedł do Scotland Yardu w osiemdziesiątym piątym, zaadresowany do Lawsona, który przeszedł już na emeryturę. W kopercie nie było niczego innego.

Robin westchnęła i rozparła się na krześle.

– Jakiś świr, to jasne – powiedział Strike, układając kserówki artykułów i zeznań z powrotem w stosik i znowu je zwijając. – Gdyby naprawdę wiedział, gdzie zakopano zwłoki, narysowałby pieprzoną mapkę.

Dochodziła szósta, zbliżała się pora, w której przed laty pewna lekarka wyszła z przychodni i nigdy więcej jej nie zobaczono. Matowe szyby w oknach pubu przybrały atramentową barwę. Przy barze blondynka w gumowym fartuszku chichotała z czegoś, co powiedział do niej mężczyzna przebrany za Jokera.

– Słuchaj – powiedziała Robin, spoglądając na kartki obok kufla Strike’a – Margot była spóźniona… lało…

– Mów dalej – zachęcił ją Strike, zastanawiając się, czy za chwilę Robin powie dokładnie to, o czym sam pomyślał.

– Czekała na nią przyjaciółka, sama. Margot była spóźniona. Na pewno chciała się tu dostać jak najszybciej. Najprostszym, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem, jakie przychodzi mi do głowy, jest to, że ktoś zaproponował jej podwiezienie. Zatrzymał się samochód…

– Na przykład van – podjął Strike. Robin rzeczywiście doszła do tego samego wniosku co on. – Ktoś, kogo znała…

– Albo ktoś, kto wydawał się niegroźny. Starszy mężczyzna…

– Lub osoba wyglądająca na kobietę.

– Właśnie – powiedziała Robin i spojrzała ze smutkiem na Strike'a. – Albo znała kierowcę, albo ta osoba wydała jej się niegroźna.

– Kto by coś takiego zapamiętał – powiedział Strike. – Miała na sobie mało charakterystyczny płaszcz, niosła parasolkę. Zatrzymuje się pojazd. Margot pochyla się w kierunku szyby, potem wsiada. Nie ma szamotaniny. Nie ma konfliktu. Samochód odjeżdża.

– I tylko kierowca wiedziałby, co się stało potem – dodała Robin.

Zadzwoniła jej komórka: Pat Chauncey.

– Jak zwykle – mruknął Strike. – Przesyłasz jej esemesa, a ona zamiast odpowiedzieć esemesem, od razu dzwoni…

– Jakie to ma znaczenie? – spytała poirytowana Robin, po czym odebrała połączenie.

– Cześć, Pat. Wybacz, że zawracałam ci głowę po godzinach. Dostałaś mojego esemesa?

– No – zaskrzeczała Pat. – Gdzie to znalazłaś?

– W jakichś starych policyjnych zapiskach. Potrafisz to przeczytać?

– Tak – powiedziała Pat – ale brzmi niezbyt sensownie.

– Zaczekaj, Pat, chcę, żeby Cormoran też to usłyszał – powiedziała Robin, po czym przełączyła komórkę na głośnik.

– Gotowi? – Rozległ się zachrypnięty głos Pat.

– Tak – powiedziała Robin. Strike wyjął długopis i odwrócił rulon papieru, żeby zanotować na pustej stronie.

– To znaczy: „I to już ostatni, przecinek, dwunasty, przecinek, a krąg się zamknie po znalezieniu dziesiątego, przecinek”, dalej jest słowo, którego nie umiem przeczytać, to chyba nie jest Pitman, a później jeszcze jedno słowo, które fonetycznie brzmi „Ba – fo – meta”, kropka. I nowe zdanie: „Przepisać do prawdziwego zeszytu”.

– Bafometa – powtórzył Strike.

– No – potwierdziła Pat.

– To imię – powiedział. – Bafomet to okultystyczne bóstwo.

– Aha. W każdym razie tak tu jest napisane – stwierdziła rzeczowo Pat.

Robin jej podziękowała i się rozłączyła.

– „I to już ostatni, dwunasty, a krąg się zamknie po znalezieniu dziesiątego, nieznane słowo, Bafometa. Przepisać do prawdziwego zeszytu” – przeczytał Strike.

– Skąd wiesz o Bafomecie? – spytała Robin.

– Whittaker interesował się takimi pierdołami.

– Aha – powiedziała Robin.

Whittaker był ostatnim z kochanków matki Strike’a, człowiekiem, który jak sądził Strike, podał jej śmiertelną działkę.

– Miał egzemplarz Biblii Szatana – wyjaśnił Strike. – Na okładce była głowa Bafometa w penta… O, kurde! – zawołał i zaczął przerzucać luźne kartki w poszukiwaniu tych, na których Talbot narysował liczne pięcioramienne gwiazdy. Na chwilę zmarszczył brwi, po czym spojrzał na Robin.

 

– To chyba nie są gwiazdki. To pentagramy.