3 książki za 34.99 oszczędź od 50%

Tajemnice początków państwa polskiego 966

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Tajemnice początków państwa polskiego 966
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Spis treści

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Od autora

Okres przedpaństwowy

Otoczenie ziem polskich

Ziemie polskie

Plemiona na ziemiach polskich

Pas północny, Pomorze

Pas środkowy, Nadodrze, Wielkopolska, Kujawy, Mazowsze

Pas południowy, Łużyce, Śląsk, Małopolska

Nazwa Polski

Kolebka Piastów – gdzie narodziła się Polska

Początki Polski

Legendarne pradzieje

Lista dynastyczna

Siemowit, Lestek, Siemomysł

Przewrót dynastyczny

Umacnianie władzy książęcej, przełom ustrojowy

Tworzenie centrum władzy – państwo gnieźnieńskie

Skarbowość

Siły zbrojne

Wielkie grody

Sytuacja polityczna wokół ziem polskich w połowie X wieku

Ruś

Dania

Czechy

Niemcy

Rozszerzanie terytorium państwa – podboje

Parcie na zachód – początki polityki polskiej na Połabiu

Nadchodzi czas Mieszka I

Budowa państwa Kryzys wielecki, pierwsze wojny na Połabiu

Pokrótce o Związku Wieleckim

Otto I, opozycja wewnątrz Niemiec

Gero

Wichman

Kampanie połabskie w latach 963–964

Sojusz z Czechami w 965 roku

Małżeństwo Mieszka I z Dobrawą

Korzyści dla Polski płynące z sojuszu

Chrzest Polski w 966 roku – moment przełomowy

Niebezpieczeństwo płynące z Radogoszczy

Prestiż dynastii

Niebezpieczeństwo płynące z Saksonii

Przyjęcie chrześcijaństwa przez władcę państwa polskiego

Chrystianizacja kraju, Kościół katolicki w Polsce

Terytorium państwa, powiększanie i stabilizacja w latach 967–981

Wojna z koalicją wielecką w 967 roku

Dalsze walki o przyłączenie Pomorza Zachodniego

Atak margrabiego Hodona, bitwa pod Cedynią w 972 roku

Wojna z cesarstwem Ottonów w 979 roku

Wschodnia granica z Rusią Kijowską

Wojen na Połabiu ciąg dalszy

Sojusz z Niemcami w 984 roku

Sojusz ze Szwedami w 984 roku, odparcie duńskich zapędów

Walki ze Związkiem Lutyckim o dominację na środkowym Połabiu

Wojna z Czechami w latach 987–990 o Małopolskę i Śląsk

Zakończenie budowy państwa w 992 roku

Państwo założone, co dalej?

Ilustracje

Wskazówki bibliograficzne

Wykaz skrótów

Wybór wydań źródłowych

Wybór opracowań

Indeks osób

Bellona proponuje

Okładka


Projekt okładki i stron tytułowych

Radosław Krawczyk

Redakcja merytoryczna

Jacek Biernacki

Redaktor prowadzący

Joanna Proczka

Redaktor techniczny

Bożena Nowicka

Korekta

Grażyna Ćwietkow-Góralna

Sylwia Kompanowska

Copyright © by Robert F. Barkowski, Warszawa 2016

Copyright © by Bellona Spółka Akcyjna, Warszawa 2016

Dołącz do nas na Facebooku

www.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona

Zapraszamy na strony

www.bellona.pl, www.ksiegarnia.bellona.pl

Nasz adres: Bellona SA

ul. Bema 87, 01-233 Warszawa

Dział wysyłki: tel/ 22 457 03 02, 22 457 03 06, 22 457 03 78

Faks 22 652 27 01

biuro@bellona.pl

ISBN 978-83-11-15279-3

Skład wersji elektronicznej

pan@drewnianyrower.com

Mojemu bratankowi Hubertowi

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Od autora

Niniejsza książka opisuje w sposób popularnonaukowy proces utworzenia państwa polskiego, który dokonał się na przestrzeni zaledwie kilkudziesięciu lat X wieku w wyniku zachodzących kolejno po sobie etapów. Przewrót dynastyczny i ustrojowy w plemieniu Polan, umacnianie monarchii wojennej, tworzenie ośrodka centralnego chronionego potężnymi grodami, militaryzacja społeczeństwa, rozrost terytorialny państwa przez przyłączanie kolejnych ziem polskich, rozwój stosunków dyplomatycznych z sąsiadami, wprowadzenie chrześcijaństwa do Polski, umocnienie pozycji politycznej na arenie międzynarodowej – wszystkie te wydarzenia związane są z dynastią Piastów, rodzimym słowiańskim rodem wywodzącym swe korzenie z północno-wschodniej Wielkopolski. Pierwsi trzej piastowscy książęta – Siemowit, Lestek i Siemomysł – z żelazną konsekwencją realizowali poszczególne etapy zakładania państwa, byli inicjatorami, autorami i wykonawcami poszczególnych elementów. Czwarty w kolejności na książęcym tronie Mieszko I zespolił swym geniuszem dzieło przodków, budując państwo polskie. Proces organizowania państwa zakończył w 992 roku jego syn Bolesław I Chrobry, jednocząc je w obrębie wspólnej granicy i pod berłem jednego władcy. I o tym traktuje ta książka, o dokonaniach i wyczynach pierwszych Piastów, przeprowadzanych świadomie i celowo. O tym, jak zbudowali państwo zwane Polską, które już w X wieku osiągnęło swoje historyczne granice, zademonstrowało siłę polityczną, militarną i dyplomatyczną na arenie międzynarodowej i weszło na stałe do rodziny państw europejskich. Dzieło epokowe i zapierające dech w piersiach, ukazujące mądrość i nieprzeciętny zmysł polityczny twórców Polski, którzy scalili plemiona polskie w jedną polityczno-kulturalną wspólnotę narodową, na tyle silną, że przetrwała ponad tysiąc lat burz historycznych, które już niejeden inny naród obróciły w nicość.

 

Emocje emocjami, ale jak to wszystko opisać, kiedy do dyspozycji stoją zaledwie okruchy źródeł historycznych? Jest ich tak niewiele, że każdy historyk zajmujący się tematem zna ich treść niemal na pamięć. Co prawda, pod łopatą archeologów przemówiła ziemia, ale wyniki tych badań z trudem odpowiadają na wiele ważnych pytań dotyczących historii politycznej. A to właśnie na niej, na historii politycznej, koncentruje się ta publikacja. Na szczęście mogłem sięgnąć do olbrzymiego dorobku historiografii, do przebogatej kopalni wiedzy stworzonej (i tworzonej nadal) przez pokolenia badaczy zajmujących się odsłanianiem tajemnic związanych z początkami państwa polskiego. Nie będę tu wymieniał ich wszystkich po imieniu – aczkolwiek korci mnie to – bo lista jest długa, a i urazić kogoś łatwo przez niezamierzone niedopatrzenie. Mimo tej autorskiej wstrzemięźliwości muszę wykroczyć poza ramy sztucznego zdyscyplinowania i wymienić nazwisko profesora Gerarda Labudy (1916–2010) – który, nie będę tu ukrywał, jest dla mnie jednym z największych polskich mediewistów. Jego uczniami są pokolenia równie wybitnych polskich historyków mediewistów – oby również oni nie zaprzestali dawać przykładu młodszym pokoleniom. Publikacje prof. Labudy zainspirowały mnie już jako młodzieńca do pokochania historii Polski i wytyczały przez lata całe drogę poznania dziejów Ojczyzny we wczesnym średniowieczu. Z tym większą satysfakcją dowiedziałem się, że rok 2016, w którym zostanie wydana niniejsza skromna publikacja, ogłoszony będzie na Pomorzu Rokiem Gerarda Labudy, w setną rocznicę jego urodzin.

Wielu mediewistów i naukowców z dziedzin pokrewnych figuruje na liście wykorzystanych w tej publikacji opracowań, umieszczonej na końcu książki. Uczeni ci zasługują na naszą wdzięczność i uznanie nie tylko z uwagi na wkład w tworzenie wizji początków Polski i próby jej rekonstrukcji, ale również, a może nawet przede wszystkim za to, że w swych badaniach kierowali się poszanowaniem polskiej historii i respektowaniem wielowiekowej tradycji dziejowej – przy zachowaniu umiejętności rzeczowego i merytorycznego prowadzenia dysput.

W dzisiejszych czasach są to zasady na wagę złota, do głosu bowiem tu i ówdzie dochodzi niszczenie tradycji dziejowej, zaprzeczanie i relatywizowanie historii, tworzenie sensacji na podstawie wybiórczego używania źródeł lub ich nieznajomości... a to nie było książąt i dynastii, a to plemiona nie istniały, a to znowuż rodzimi Słowianie byli za głupi i trzeba im było nauczycieli z zewnątrz sprowadzać... Dla uwypuklenia, jak ważna jest historia każdego państwa w pielęgnowaniu jego ciągłości dziejowej i jaką rolę odgrywa tradycja pielęgnowania tej historii i jej przekazywanie z pokolenia na pokolenie (do tego z należnym respektem), posłużę się tutaj drobniutkim przykładem z przeszłości, którego świadectwem jest niewielka książeczka, jaką odziedziczyłem po moich przodkach. Mowa tu o książce Dzieje Polski w dwudziestu czterech obrazkach autorstwa polskiego pisarza Władysława Ludwika Anczyca (1823–1883). Jest to książka dla dzieci popularyzująca historię Polski. Proszę zauważyć, że pierwsze jej wydanie ukazało się w 1863 roku po upadku powstania styczniowego, mój egzemplarz zaś pochodzi z 1914 roku. Autor zdobył się więc na napisanie i wydanie historii Polski w sytuacji, kiedy Polski rozbitej na trzy zabory jako państwa nie było. Kiedy po ziemiach polskich hulały programy wynarodowienia, germanizacji, rusyfikacji. Obejrzawszy pierwsze linijki spisu treści, począwszy od strony 179, zobaczymy tytuły rozdziałów: „I. Polska wzrastająca. O Piaście, kołodzieju... O Mieczysławie I [Mieszko I], księciu polskim... O świętym Wojciechu... O sławnym królu Bolesławie Wielkim, czyli Chrobrym...”. Nie zapominajmy, że była to tylko książka dla dzieci, czytana im dawniej przy huczącym w kominie ogniu przez rodziców czy dziadków. A mimo to już w tej czytance zawarte są zdania typu: „Mieczysław [Mieszko I] był księciem polskim, ale nie było jeszcze takiej mocy w narodzie, aby mógł opierać się sąsiadom. O mniejszych fraszka, bo nie mieli więcej potęgi [...]”. Ta książeczka to tylko mały przykład. Ale wyobraźmy sobie teraz, gdyby tym dzieciom, jednej, dwóm czy nawet trzem generacjom, które później wywalczyły niepodległość Polski, czytano zdania inne, podobne dzisiejszym sensacyjnym natchnieniom: „Polskę stworzyli Morawianie, Germanie lub wikingowie... nie było plemion polskich... nie było słowiańskich książąt... nie budowali grodów... Piastowie to obcy... nie było polskiej historii”. Pokolenie takie, karmione kłamstwami i pozbawione tym sposobem własnej tradycji i historii chyba nie widziałoby sensu i potrzeby wywalczenia niepodległości... dalszych tego konsekwencji można się tylko domyśleć.

Początki państwa polskiego gubią się, co prawda, w pomroce dziejów, a sytuacji piszącemu nie ułatwia wspomniana znikomość źródeł. Na szczęście, jak już wspomniałem, istnieją wspaniałe opracowania wybitnych historyków, na podstawie których można się pokusić o skonstruowanie narracji historycznej – nie naukowej, ale starającej się popularyzować wiedzę o tym, jak zakładano państwo polskie. Niejednokrotnie na kartach tej publikacji będę konfrontował Czytelnika ze sprzecznymi lub niejasnymi przekazami źródłowymi, wysnuwał tam, gdzie to możliwe i dozwolone, moje własne wnioski, a najczęściej przedstawiał wyniki badań już raz ustalonych.

Przygotowując materiał zdjęciowy do książki, odwiedziłem serce polskiej państwowości, punkt wyjściowy dla formującej się w X wieku monarchii wczesnopiastowskiej, niewielki terytorialnie obszar wyznaczony prastarymi grodami piastowskimi: Giecz–Gniezno–Ostrów Lednicki–Poznań. Czyż muszę opisywać wrażenie, jakie wywarł na mnie widok wałów Giecza, w zadumie obserwowanych z pewnej odległości? Niesamowite odczucie ponad 1100 lat historii w miejscu, gdzie być może pierwsi Piastowie rozpoczęli budowę państwa, skłania do głębokich refleksji i przemyśleń. W danym momencie bogatszych od wszystkiego, co przelano na karty ksiąg. Wystarczy wpatrzyć się... i zaczyna działać czar przeszłości, silniejszy od źródeł pisanych, których jest tak mało. Przyszło mi wtedy na myśl, że dla niewielu europejskich dynastii powstałych we wczesnym średniowieczu wskazać można ich gniazdo, miejsce, z którego wyszli. Na obszarze wymienionych grodów piastowskich znajdują się wspaniałe muzea z przepięknymi wystawami i eksponatami, prowadzone przez bardzo zaangażowane zespoły ludzi, którym należy się wielkie uznanie i szacunek za ogrom pracy włożony w nieustanne odkrywanie, badanie i utrwalanie dla potomnych historii początków Polski. Przy tej okazji chciałbym złożyć serdeczne podziękowania za pozwolenie na wykorzystanie w tej publikacji zdjęć wykonanych w tychże muzeach: Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie, Rezerwat Archeologiczny Gród Piastowski w Gieczu, Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy, Muzeum Archeologiczne w Poznaniu.

Warto wspomnieć, że wydanie tej publikacji pokrywa się z okrągłą rocznicą 1050-lecia chrztu Polski. Było to wydarzenie przełomowe w procesie tworzenia państwa polskiego, a także dla władców z dynastii Piastów i ich podwładnych, dla historii Polski, dla jej roli i miejsca w rodzinie narodów europejskich.

Berlin, 11.11.2015

Robert F. Barkowski

Okres przedpaństwowy

Na długo zanim zaczęło kiełkować państwo wczesnopiastowskie, ziemie przyszłej Polski były areną burzliwych wydarzeń dziejowych, falującego osadnictwa okrytych zasłoną tajemnicy ludów, przemieszczania się odmiennych grup etnicznych. Czas mijał, a kolejne społeczności i kultury nadchodziły i rozwijały się, po czym znikały, wędrowały dalej lub asymilowały się. Te niełatwe dla nauki do uchwycenia procesy zachodzące na ziemiach polskich[1] zakończyło na przełomie IX i X wieku zdarzenie o epokowym znaczeniu, które doprowadziło do utworzenia państwa polskiego. Było to dzieło przeprowadzone wolą i czynami rodzimej, słowiańskiej dynastii Piastów. Wszystko, co zaszło przedtem, nie jest wprawdzie tematem tej książki, mimo to spróbujemy choćby pobieżnie przedstawić ten okres nazwany umownie przedpaństwowym – przecież zarówno Piastowie, jak i jednoczone przez nich plemiona słowiańskie nie pojawili się niespodziewanie i znikąd, lecz wykształcili na określonym obszarze geograficznym podległym wcześniejszym, zachodzącym od stuleci oddziaływaniom.

Pominę tu świadomie problemy dotyczące organizacji i etnogenezy ludów słowiańskich, ponieważ toczące się na ten temat dyskusje nie są ostatecznie rozstrzygnięte i nadal szuka się odpowiedzi na wiele pytań, tworząc przy tym jednocześnie nowe dylematy. Skąd na ziemiach polskich wzięli się Słowianie? Kiedy przybyli ze swojej historycznej kolebki, gdzie się ona znajdowała? Kiedy rozprzestrzenili się po dalszych połaciach Europy? Szybko zrodziły się następne niejasności, oscylujące wokół koncepcji ich pochodzenia, z których na czoło wybijają się dwie nazywane „autochtoniczną” i „allochtoniczną”. Dla przypomnienia, mówiąc bardzo ogólnie, model autochtoniczny zakłada, że Słowianie przed rozejściem się zamieszkiwali już od epoki brązu[2] tereny środkowo-wschodniej Europy pomiędzy Wisłą i Odrą, niezależnie od wędrówek i napływów innych ludów przetaczających się falami przez ich obszary (np. Celtowie, Germanie). Koncepcja allochtoniczna głosi, że rdzenne ziemie Słowian znajdowały się na dalekich krańcach wschodniej Europy, gdzieś w okolicach dzisiejszej Ukrainy i Białorusi. Pogląd najbardziej skrajny przyjmuje, że Słowianie pojawili się w Europie dopiero w połowie pierwszego tysiąclecia n.e. wraz z napływem ludów przybyłych z azjatyckich otchłani, takich jak Hunowie i Awarowie. Oprócz tego tworzy się nadal pochodne i przeróbki wymienionych trzech założeń. Cóż oznaczałoby przyjęcie modelu autochtonicznego, według którego prakolebką Słowian byłyby ziemie pomiędzy Wisłą i Odrą? Między innymi to, że z terenów dzisiejszej Polski wychodzić miały falami duże grupy migracyjne kierujące się na zachód i południe. Niektóre, przekroczywszy Odrę pod koniec V wieku, dotarły nad środkową i dolną Łabę wraz z jej dorzeczami, w tym Hawelą i Sprewą, opanowując na północy wybrzeże Bałtyku do Zatoki Kilońskiej. Inne wkroczyły na obszary położone bardziej na południe, zajmując dorzecza Soławy, Ohrzy i Wełtawy. Jeszcze inne, przekroczywszy Karpaty, osiadły nad Morawą i Wagiem. Czytelnikom zainteresowanym tym tematem polecam śledzenie najnowszych opracowań i studiowanie wyników poszukiwań w tym kierunku – znajdą tam odpowiedź na pytanie, czy wydają się one potwierdzać teorię autochtoniczną, czy też raczej jej zaprzeczają? Należy jednocześnie dodać, że śledzenie tych dyskusji utrudnia napięty ton panujący pomiędzy wieloma dyskutantami, którzy zapomniawszy o merytorycznej stronie zagadnienia, zaplątali się w emocjonalne spory. Być może zresztą nigdy nie rozwiążemy zagadki Słowian – ich etnogenezy i wielkiego fenomenu slawizacji połowy Europy w okresie paru pokoleń.

Badań nad etnogenezą Słowian nie ułatwia fakt, że nie tylko ziemie polskie, ale i całej Europy Środkowo-Wschodniej dotknięte były od początku naszej ery migracjami ludów, przeważnie germańskich, oraz dokuczliwymi najazdami koczowników z Azji. Na wyeksploatowane przez Germanów i przerzedzone ziemie Europy Środkowo-Wschodniej nadeszli, poczynając od przełomu IV i V wieku, Słowianie, którzy rozpoczęli tu szybkie osadnictwo – tak zakładają allochtoniści. Natomiast autochtoniści widzą to inaczej i są zdania, że plemiona słowiańskie umęczone germańskimi migracjami przetaczającymi się przez ich ziemie i związanymi z tym perturbacjami odetchnęły nareszcie i ugruntowały ostatecznie swoją obecność w tej części Europy. A miałyby po czym się otrząsnąć! Przytoczmy pokrótce kilka przykładów związanych z ziemiami przyszłej Polski. Na początku naszej ery na Pomorzu wylądowali po opuszczeniu Skandynawii (najprawdopodobniej z Götalandu w środkowej Szwecji) Goci, a krótko po nich u ujścia Wisły Gepidzi[3]. Z tą jedyną różnicą, że Goci rozgościli się na lewym brzegu Wisły, dochodząc z czasem aż po rzekę Noteć, Gepidzi zaś na prawym, dochodząc do rzeki Pasłęki, po wyparciu stamtąd ludności bałtyjskiej. Podobny nacisk zaznaczył się u ujścia Odry, gdzie lądowali Rugowie i Lemowiowie. Wędrówki Germanów cechowała etapowość, tzn. po czasowym pobycie w danym miejscu i wyeksploatowaniu go wyruszali ponownie w dalszą drogę, szukając następnego miejsca postoju. W ten sposób Goci, poruszając się dwiema falami wzdłuż Wisły i Bugu, dotarli najpierw na Ukrainę, by od mniej więcej 230 roku osiąść na dobre nad północnym wybrzeżem Morza Czarnego, gdzie podjęli walki z Cesarstwem Rzymskim – dostawszy się tym samym w orbitę zainteresowań dziejopisarzy. Później podzielili się na Ostrogotów i Wizygotów. Ostrogoci obsiedli tereny między Donem i Dniestrem i stworzyli pod wodzą Ermanaryka potężne imperium oparte na południu o Morze Czarne. Natomiast Wizygoci, zasiedlający początkowo tereny między Dniestrem i Dunajem, rozlali się niebawem po całej południowej i południowo-zachodniej Europie, zakładając tam swe państwa. Zaatakowali Cesarstwo Rzymskie, zajęli wiele prowincji na Półwyspie Bałkańskim i zagrozili Italii. Ostatecznie stworzyli wielkie chrześcijańskie królestwo na Półwyspie Iberyjskim[4], które upadło dopiero po 711 roku w wyniku pierwszej muzułmańskiej inwazji na Europę Zachodnią[5]. Również Gepidzi nie usiedzieli długo na polskich ziemiach i po ich opuszczeniu po 250 roku zawędrowali do Dacji, rozprawiwszy się po drodze w drugiej połowie III wieku na wysokości spływu Nysy Łużyckiej do Odry z Burgundami, przybyłymi tu również ze Skandynawii. Burgundowie po tej klęsce uciekli nad Łabę, a stamtąd dalej na zachód Europy. Natomiast część Gepidów powędrowała śladami Gotów i zasiliła ich państwo. W połowie III wieku z południowej Szwecji wtargnęli na południowe wybrzeże Bałtyku Herulowie[6], którzy, tak jak poprzednie plemiona wschodniogermańskie, wylądowali u ujścia Wisły. Zauważalna jest stała częstotliwość lądowania kolejnych desantów germańskich hord w okolicach ujścia Wisły do Bałtyku. Stamtąd ruszali po jakimś czasie na południe i południowy wschód Europy. Herulowie nie wytrzymali długo w jednym miejscu i już po iluś latach słychać o nich na wybrzeżach Morza Czarnego, a następnie na południowym zachodzie Europy. Nie wolno zapominać o Wandalach, tych samych, którzy według niektórych opinii przez dłuższy czas zamieszkiwali ziemie na wschód od Odry, a następnie po ich opuszczeniu przeszli przez całą zachodnią Europę i przez Półwysep Iberyjski wtargnęli do Afryki Północnej, zakładając tam państwo. W 455 roku zdobyli i złupili Rzym.

 

Nie tylko plemiona germańskie przetaczały się przez ziemie polskie! Wandalów, Gotów i innych do ucieczki zmusił najazd Hunów rozpoczęty w 370 roku, który wzniecił ogromne niepokoje wśród osiadłych plemion, inicjując tzw. wielką wędrówkę ludów. Hunowie byli olbrzymią wieloetniczną masą rozmaitych plemion i ludów, w tym mongolskich i ugrofińskich, która przybyła do Europy z Azji Środkowej. Ich nadejście, jak i pojawianie się później następnych fal najeźdźców było efektem wielkich ruchów plemion koczowniczych zachodzących na obszarze pomiędzy chińskim Wielkim Murem a naddunajskimi obszarami na Bałkanach. Przyczyna tych ruchów leżała być może w potrzebie szukania coraz to nowych pastwisk i wynikłych z tego walk. Każda z tych grup miała dwa fronty: napastniczy, skierowany w kierunku poruszania się, czyli na zachód, oraz obronny, usytuowany wobec nadchodzących ze wschodu następnych migracji. W ten sposób na zasadzie wzajemnego popychania się koczownicy docierali falami nad Morze Czarne, Bałkany i Dunaj. Poprzednikami Hunów byli między innymi Scytowie, Sakowie i Sarmaci, którzy docierali na obszary leżące nad Morzem Czarnym i w dorzeczu Dunaju. Z chwilą nadejścia Hunów doszło do apokaliptycznego zderzenia cywilizacji. Pozakładane w tym czasie przez plemiona germańskie na południowym wschodzie Europy podobne państwom i królestwom twory polityczne nie wytrzymały uderzenia ze wschodu. Wielkie masy germańskich plemion parły w ucieczce na zachód, wywołując tym następne konflikty. Hunowie przeszli zwycięsko przez większą część Europy, tocząc przed sobą niczym walec wszystkie napotkane ludy, pokonując przy sposobności również legiony rzymskie. Parli w kierunku na zachód, niszcząc, zniewalając lub podporządkowując sobie kolejne plemiona i państwa. Można przyjąć, że niektóre z ich zagonów zahaczyły przy tym niechybnie o tereny południowej Polski. Ich szczęśliwą passę zakończyła klęska w bitwie na Polach Katalaunijskich (obecnie miasto Châlons-en-Champagne w północnej Francji) w 451 roku, a następnie śmierć ich słynnego wodza Attyli w 453 roku. Na tym jednak nie nastąpił koniec najazdów ze wschodu, po nich w drugiej połowie VI wieku z azjatyckich stepów wyroiła się następna fala ludów mongolskich, prototureckich i ugrofińskich – Awarów, naciskanych z kolei na opisanej powyżej zasadzie od wschodniej strony przez kolejnych nomadów. Awarowie grabili i łupili w swym dzikim pochodzie każde napotkane plemię, kierując się coraz dalej na zachód Europy. Pierwszy skuteczny opór stawił im dopiero merowiński król Austrazji Sigebert I w 562 roku, pokonując Awarów w zaciekłej bitwie. Zatrzymani w pochodzie osiedli na terenie dzisiejszych Węgier w Kotlinie Panońskiej i rozpoczęli podbijanie okolicznych plemion słowiańskich, pobierając od nich daniny i przymuszając do wspólnych ataków na Cesarstwo Bizantyjskie.

Nie wolno również zapominać o Wenetach (Wenedach, Wendach, Winidach), jeszcze jednym licznym i okrytym tajemnicami ludzie zamieszkującym przed naszą erą między innymi ziemie polskie i uważanym przez znakomite grono naukowców za prasłowiański. Do dzisiaj budzą namiętne dyskusje i płomienne dysputy wśród naukowców zajmujących się ich pochodzeniem i etnogenezą. Wenetowie pozostawili swój ślad w różnych miejscach Europy, nie tylko Środkowo-Wschodniej, ale również np. w Italii i innych odległych częściach kontynentu. Z tego powodu część sporów obraca się wokół dylematu, czy pod nazwą Wenetowie występuje jeden czy też różne ludy[7]? W tym miejscu można by zostawić zagadnienie Wenetów w spokoju. Warto jednak dodać, że liczni kronikarze antyczni oraz wczesnośredniowieczni poruszali wielokrotnie temat Wenetów, nie pozostawiając najmniejszych złudzeń co do przynależności tego ludu. Chodzi tu o przekazy między innymi Pomponiusza Meli z 58 p.n.e.(przytaczającego relację Korneliusza Neposa), Ptolemeusza z około 150 n.e., Kasjodora w latach 526–533, Jordanesa i Prokopiusza z Cezarei z połowy VI wieku, Teofilakta Symokatty z lat 582–602, kiedy był nadwornym kronikarzem cesarza bizantyjskiego Maurycjusza, czy nawet Wulfstana z około 887 roku lokującego Wenetów w lewym ujściu Wisły. Z dzieł wymienionych autorów wyłaniają się kontury ludów słowiańskich. Zdaniem Jordanesa Słowianie dzielili się na Antów (siedzących nad Dniestrem i Dnieprem) i Sklawenów (osiadłych pomiędzy ujściem Dunaju i źródłami Wisły), natomiast u ujścia Wisły siedzieli Wenetowie. Słowian siedzących u ujścia Wisły i w jej dorzeczu różnie nazywano, w zależności od tego, z jakiego kręgu kulturowego nazwa ta pochodziła: Goci używali formy Vinid-arii, w wersji celtycko-łacińskiej brzmiała ona Wenet, w tradycji bizantyjskiej byli to Słowianie. Przez bardzo długi czas nazwa Wenetowie Wenden używana była w germańskim kręgu kulturowym w stosunku do wszystkich Słowian mieszkających na wschód od Łaby. Mimo tych wyraźnych aluzji i powiązań z czasem zaczęły się pojawiać opinie podchodzące coraz bardziej krytycznie do zagadnienia. Ukazało się wiele publikacji stawiających pod znakiem zapytania etniczne powiązania pomiędzy Wenetami a Słowianami. Ożywiona dyskusja na ten temat toczy się do dziś[8].

Pod wpływem opisanych powyżej wydarzeń na przestrzeni wieków dochodziło w Europie do obopólnych oddziaływań rozmaitych ludów: Bizantyjczycy, Rzymianie, plemiona galijskie, germańskie, słowiańskie i koczownicze z Azji – wszyscy oni walczyli ze sobą, tworząc czasowo różne koalicje. Państwa powstawały i upadały, ludy przemieszczały się po całej Europie, powodując między innymi wymieszanie kultur i obyczajów. Nie pozostawało to bez wpływu na ziemie polskie, które były świadkiem nie tylko przemarszów przechodzących przez nie plemion, ale także i ich niespodziewanych powrotów. Często przytaczanym przykładem w literaturze są Herulowie, którzy po etapowych wędrówkach na początku VI wieku zajmowali obszary południowych Moraw i wdali się w tym czasie w wojnę z Longobardami. W wyniku tej wojny państwo Herulów pod rządami króla Rodulfa zostało przez Longobardów w 510 roku kompletnie zniszczone. Herulowie rozpadli się na wiele części, w tym jedna z nich trafiła do Gepidów, lecz nie zaznawszy tam spokoju, podzielili się ponownie, a jedna z grup zapragnęła powrócić do skandynawskiej ojczyzny. Ich przemarsz na północ, wiodący najprostszą drogą, częściowo przez ziemie polskie, opisany został przez bizantyjskiego historyka Prokopiusza z Cezarei. Po dojściu w okolice górnej Wisły przeszli zachodnią Małopolskę, dotarli do Śląska, stamtąd zaś do plemion na środkowym Połabiu, a następnie do Skandynawii. Wszędzie napotykali osiadłe plemiona słowiańskie, zajęte zagospodarowaniem zdobytych ziem[9].

Opisane powyżej turbulencje doprowadziły, poczynając od V wieku, do przełomu politycznego Słowiańszczyzny. Pod wpływem niszczycielskiego najazdu Hunów rozbite zostało państwo Gotów, których plemiona pouciekały poprzez Dunaj w głąb Bałkanów i do Italii. Jednocześnie plemiona germańskie jedno po drugim opuszczały masowo obszary na zachód od Odry i sunęły na południe i zachód Europy. Niebawem Hunowie wycofali się po śmierci Attyli na wschodnie wybrzeże Morza Czarnego. Tym samym po okresach wielkich zaburzeń osadniczych i ruchów ludnościowych sytuacja przybierała powoli coraz klarowniejszy obraz, a Słowianie zadomowili się na dobre w olbrzymiej części Europy (niezależnie od wspomnianych dyskusji o ich pochodzeniu). Otworzyły się dla nich przestrzenie dla politycznej i osadniczej penetracji. Stopniowo też wraz z postępującą stabilizacją osadnictwa rozwijała się gospodarka orna, wypierająca prymitywne rolnictwo wypaleniskowe; mówi się nawet o przełomie gospodarczym, który jednak na różnych obszarach Słowiańszczyzny zachodził w różnym czasie i przy użyciu zróżnicowanych technik (np. zastosowanie radła lub sochy). Zmiany te miały wpływ na przemiany społeczne i ustrojowe. Przy prymitywnej uprawie wypaleniskowej puszczano z dymem połacie lasów, by uzyskać kawałek ziemi pod okresową uprawę lub wypas zwierząt. Było to zajęcie wymagające nieustannej współpracy większych grup ludzi, czyli skupisk krewniaczych, zaabsorbowanych na okrągło tą ciężką pracą, która nie przynosiła żadnych nadwyżek produkcyjnych. Wraz z wprowadzeniem gospodarki hodowlano--nasiennej zmieniły się dwa ważne aspekty. Spory kawałek ziemi mógł teraz uprawiać samotny osadnik, co wpłynęło na zmiany w strukturze plemiennej. Jednocześnie uprawa za pomocą narzędzi ornych przyniosła wymierne nadwyżki produkcji w postaci np. dodatkowych 2–3 ziaren. Te zaś można było z pożytkiem dalej sprzedać, nakarmić nimi rodzinę i zwierzęta lub przeznaczyć na utrzymanie osób nieprodukcyjnych – książęta z otoczeniem, wojownicy.

Konsekwencją następnych procesów były podziały w obrębie samej Słowiańszczyzny na trzy główne grupy: wschodnią, południową i zachodnią. Wydawałoby się, że wydzielenie odłamu południowego nastąpi już w połowie VI wieku, gdy do Panonii wtargnęły hordy Awarów wykorzystujących odejście stamtąd Longobardów do Italii. Z Awarami, nazywanymi przez Słowian wschodnich Obrami, nie było żartów, pozostali w pamięci ludów słowiańskich jako niezwykle okrutni i bezlitośni najeźdźcy. Przykładem tego może być znamienny opis u Nestora: „[...] i czynili gwałty niewiastom dulebskim [plemię wschodniosłowiańskie]: jeśli Obrzyn miał jechać, nie pozwalał wprzęgać konia, ani wołu, kazał wprzęgnąć do wozu trzy, cztery albo pięć niewiast, by wiozły Obrzyna”[10]. Swym przyjściem wbili klin pomiędzy Słowian przemieszczających się coraz dalej na południe Półwyspu Bałkańskiego a tych osiadłych na północ od Panonii. Do podziału jednak nie doszło, wręcz przeciwnie. Na przełomie 623 i 624 roku zawiązała się koalicja plemion słowiańskich, które pod wodzą frankijskiego kupca Samona stworzyły swą pierwszą potwierdzoną historycznie organizację polityczną, pokonali i zrzucili zwierzchnictwo dzikich koczowników z Azji, a przy okazji rozgromili wojska państwa Franków pod wodzą merowińskiego króla Dagoberta I w bitwie pod Wogastisburgiem w 631 roku[11]. Gdy na początku IX wieku Karol Wielki pokonał Awarów ostatecznie, likwidując ich państwo określane mianem kaganatu, Słowianie wypełnili zaistniałą lukę polityczną i zdominowali cały region po obu stronach Dunaju, mieszając się z innymi zamieszkałymi tu społecznościami. Prawdziwe jednak zamieszanie wywołali dopiero Węgrzy pod koniec IX wieku, gdy zajęli ziemie Kotliny Panońskiej zwanej następnie często Niziną Węgierską. Ich wtargnięcie i przekształcenie, począwszy od 955 roku[12] w rosnące w siłę i znaczenie państwo wczesnofeudalne pod władzą monarchów z dynastii Arpadów, spowodowało ostateczne oddzielenie Słowian osiadłych na Półwyspie Bałkańskim od ich zachodnich pobratymców. Na przełomie IX i X wieku zaczęły się również rysować istotne odrębności kulturowe i etniczne pomiędzy zachodnimi plemionami słowiańskimi a wschodnimi, zamieszkałymi w dorzeczu Dniepru i Dniestru.