George Michael

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

PROLOG

FINAŁ

Finał; finalny

1. Koniec.

2. W zawodach sportowych, konkursach itp.: końcowa rozgrywka między zwycięzcami kolejnych eliminacji.

3. Ostatnia część cyklu sonatowego lub suitowego.

4. W muzyce operowej: zakończenie aktu lub całej opery.

5. Taki, który stanowi rezultat czegoś; w ekonomii: gotowy, produkt finalny.

Bezustannie czytam opinie na swój temat, przeważnie niezbyt pochlebne. Nigdy nie było mi dane pracować w atmosferze pełnej sympatii, wynikającej z tego, że odniosłem sukces w tym kraju. Zawsze musiałem się bronić. A kiedy człowiek musi się bronić, odkrywa, że analizuje przyczyny, które nim powodują. Muszę uważać, by nie przejmować zbyt wiele agresji płynącej do mnie z prasy. Jednak zawsze byłem skłonny do autoanalizy i to także wyrażały moje piosenki. Ale mam też wiele cech, których nigdy bym nie rozwinął, gdybym nie stał się sławny.

George Michael

Kiedy rozpadł się zespół Wham!, wszyscy oczekiwali, że zacznę robić coś jeszcze lepszego. Jednak nie żałuję tego rozstania. Byłem przygotowany na to, że dni Wham! są już policzone. Przez kilka lat Wham! było moim ryzykownym przedsięwzięciem, więc nie przerażała mnie ta perspektywa. Teraz to Andrew czuje ciśnienie. Pracuje nad albumem, sam mu to doradzałem. Całkiem naturalne, że publiczność będzie sceptyczna wobec jego dokonań. Zaskoczy ich wszystkich, ponieważ jego muzyka jest dużo lepsza, niż myślą.

George Michael

Pierwsza impreza na stadionie Wembley odbyła się 28 kwietnia 1923 roku. W finałach Pucharu Anglii w piłce nożnej grały West Ham United i Bolton Wanderers. To był mecz, który chciał obejrzeć dosłownie każdy. Oficjalne dane mówią o 126 947 widzach, ale powszechnie przyjmuje się, że owego popołudnia było ich ponad 200 tysięcy, ściśniętych jak sardynki w puszce.

Blisko 50 lat później, w 1972 roku, na stadionie Wembley zorganizowano pierwszy koncert. Jednak najsłynniejsze wydarzenia muzyczne odbywały się tu w latach osiemdziesiątych XX wieku. Właśnie tu zespół Queen nagrał płytę koncertową, a na Genesis, U2, Madonnę, Bruce’a Springsteena i Michaela Jacksona wyprzedawano wszystkie 72 tysiące biletów, niekiedy na kilka koncertów z rzędu. Kiedy liczyło się tylko to co największe i rządził pieniądz, sukces był równoznaczny z występami dla tłumów przynoszących największe zyski. A dla muzyków granie na Wembley oznaczało, że dopięli swego.

W Bushey, kilka kilometrów od bliźniaczych wież wznoszących się po obu stronach wejścia na Wembley, dorastał chłopak, który przy dobrej pogodzie mógł słyszeć chóralne śpiewy: „Wem-ber-ley, Wem-ber-ley!”, płynące ze stadionu nad północnym Londynem. Kiedy będzie starszy, wiele razy wystąpi na Wembley. Grał koncerty charytatywne na rzecz chorych na AIDS, uczestniczył w chyba najsłynniejszym koncercie, jaki odbył się na starym stadionie – Live Aid. Ukradł show podczas koncertu poświęconego pamięci Freddiego Mercury. Grał dla Nelsona Mandeli. Także tu nastąpiło jego pożegnanie z Wham! Tym chłopcem był oczywiście George Michael.

Wham! stworzyli George Michael i jego przyjaciel Andrew Ridgeley. Zespół stał się najpopularniejszym duetem lat osiemdziesiątych. Obaj chłopcy, synowie imigrantów, wdarli się na scenę w 1982 roku. Prężyli zdrowe, opalone ciała, mieli piękne włosy oraz niewiarygodnie białe zęby. Dla wielu stali się uosobieniem lat osiemdziesiątych XX wieku. Ustanowili wiele muzycznych rekordów, stali się pierwszym zespołem od czasu Beatlesów, którego kolejne single trafiały na czołówki list przebojów i w USA, i w Wielkiej Brytanii. Ich pojawienie się wywoływało histerię porównywalną z tą, jaka dziesięć lat wcześniej towarzyszyła występom Bay City Rollers. Trafili do napakowanego hormonami pokolenia, które – jak mniemano – umarło wraz z muzyką punk i disco. Obok Duran Duran stworzyli nową modę na boysbandy, które wywoływały fale histerii: zanim ktokolwiek się zorientował, Bros, New Kids on the Block i inni doprowadzali do szaleństwa dziewczęta na całym świecie, a kiedy pojawiali się w sklepach z płytami, miasta grzęzły w korkach.

Jednak w 1986 roku Wham! już dokonali wszystkiego, czego mogli dokonać. Jako ikony popkultury lat osiemdziesiątych uznali, że dotarli do kresu. Sprzedali miliony płyt, okrążyli z koncertami cały świat – odwiedzili nawet Chiny – zarobili więcej pieniędzy, niż mogli wydać. Czy na wieńczący karierę koncert dałoby się znaleźć lepsze miejsce niż Wembley? A czy ostatni występ, zorganizowany na stadionie, który od 63 lat gościł finały zawodów sportowych, można było nazwać inaczej niż „The Final”?

Rok wcześniej Wham! grał już na Wembley. Bilety wyprzedano do ostatniej sztuki. Wówczas na stadionie zespół uczestniczył we wspólnym koncercie z Bobem Geldofem i Midge Ure, zatytułowanym „Live Aid”.

Pod koniec 1985 roku George Michael zdradzał już w prywatnych rozmowach, że ma zamiar rozpocząć karierę solową, a wydarzenia poprzedzające ostatni koncert Wham! starannie zaplanowane. Sześć miesięcy później, kiedy Michael kończył 23 lata, zespół królował na szczycie list przebojów z The Edge of Heaven i szykował się do premiery składankowego albumu. Od tygodni gazety były pełne opowieści o Wham!, sąsiadujących z przerażającymi doniesieniami o katastrofie reaktora nuklearnego w Czarnobylu. Bilety na ostatni w historii koncert Wham! rozeszły się w kilka godzin. Myślano nawet o zorganizowaniu dzień wcześniej koncertu „Semi-Final”, ale nawet to nie zadowoliłoby wszystkich chętnych: było ich tylu, iż z łatwością zapełnialiby widownię przez cały tydzień. Nie chodziło jednak o pieniądze: ustawiono dwa potężne telebimy, a koszty całego koncertu sięgnęły 750 tysięcy funtów (tyle samo wyniosły nakłady na budowę stadionu); wpływy jedynie je wyrównały. Co najważniejsze, zespół chciał, by odbył się tylko jeden koncert, stawiający wyraźną kropkę na końcu ich historii.

Jako chłopiec Andrew Ridgeley marzył, że zostanie zawodowym piłkarzem, a teraz miał zagrać na Wembley. Nie o to mu chodziło, ale i tak wyszło nie najgorzej. W owo gorące czerwcowe popołudnie 1986 roku otoczenie stadionu wyglądało tak, jakby miały się tu odbyć finały Pucharu Anglii. Flagi łopotały na wietrze, a Wembley Way, droga prowadząca do bliźniaczych wież, była ciasno wypełniona fanami, z których wielu przywdziało koszulki z podobiznami Wham! oraz szaliki i kapelusze z nazwą zespołu. Organizatorzy zatrzymali kilka tysięcy biletów, które skierowano do sprzedaży dopiero ostatniego dnia, by utrudnić życie konikom. Przy bramkach wejściowych tworzyły się kilometrowe kolejki, ludzie czekali godzinami, a gdy bramki otworzono, stadion zalało morze fanów, wypatrujących najlepszych miejsc.

Nikt z tych, którzy stali na początku kolejki, przez kilka godzin nie ruszył się z miejsca, a ochroniarze zaczęli rozdawać butelki z wodą – szybko zastąpione szlauchami. Zapadał zmierzch. W tym samym czasie miliony fanów na całym świecie przez cały dzień czuwało i w kółko puszczało piosenki Wham!. Nastolatki przelały morze łez. To przypominało śmierć – kogoś lub czegoś. Dla wielu koniec Wham! był równoznaczny z kresem młodości. Przyszła pora, by dorosnąć, co dla niektórych było przerażającą perspektywą. Czemu wszystko nie mogło zostać po staremu?

Za kulisami smutek mieszał się z podnieceniem, ale główni aktorzy tego spektaklu mówią, że w ich wspomnieniach wszystko jest zamazane. Gwiazdy muzyki pop, znajomi, rodzina... Temperatura sięgała 32 stopni Celsjusza. Elton John serwował szampana. Porozstawiano automaty z grami, by dać ludziom zajęcie, gdyż okres oczekiwania wydłużał się w nieskończoność.

Tuż przed wyjściem na scenę George Michael, zapytany, czy nie żałuje końca zespołu, zdecydowanie oparł, że nie. W tym samym czasie Andrew Ridgeley udawał, że go dusi. W tych gestach był jakiś cień prawdy, chociaż dopiero w nakręconym w 2004 roku filmie dokumentalnym Ridgeley wyznał partnerowi, co czuł naprawdę. „Nie bawiłem się tak dobrze, jak podczas innych koncertów. Cały okres poprzedzający to wydarzenie był dla mnie bardzo trudny. Kiedy skończyły się bisy, pomyślałem: «To już koniec». Ciężko mi było się z tym pogodzić, nie wiedzieliśmy, jak wprowadzić Wham! w dorosłość”.

O czwartej po południu, w palącym słońcu, Gary Glitter rozpoczął koncert. Po nim wystąpił Nick Heyward, dawny członek zespołu Haircut 100, który zakończył uwielbianą przez tłumy piosenką Fantastic Day, ale jednocześnie – jako przykład niepowodzenia w karierze solowej – stanowił przypomnienie tego, czego George Michael powinien unikać. Wśród wielu innych atrakcji był pierwszy pokaz filmu Foreign Skies – na nowo zmontowanego dokumentu o wyjeździe Wham! do Chin w 1985 roku. Wyświetlono go na dwóch gigantycznych ekranach zawieszonych po obu stronach zasłaniającej scenę potężnej kurtyny z napisem „THE FINAL”.

Prawdziwy dramat zaczął się o wpół do ósmej. W stronę 72-tysięcznej widowni popłynęły pierwsze takty Everything She Wants i rozległ się jeden wielki wrzask. Krzyki nasiliły się, kiedy kurtyna poszła w górę, odsłaniając zespół muzyczny. Po chwili zrobiło się jeszcze głośniej – pojawił się George Michael w towarzystwie dwóch tancerzy. Wszyscy byli ubrani w obcisłe czarne dżinsy, skórzane buty i kurtki, wszyscy nosili nieodłączne okulary przeciwsłoneczne. Wykonywali charakterystyczne ruchy, a Michael zapuścił się daleko w tłum, korzystając z długich wybiegów zbudowanych po obu stronach sceny. Kilka minut później wrócił na środek, a wówczas pojawił się Andrew Ridgeley wraz ze śpiewającymi chórki i tańczącymi Pepsi oraz Shirlie. On również okrążył całą scenę, zanim teatralnym gestem zrzucił z ramion długi, czarny płaszcz. Po zakończeniu siedmiominutowego otwarcia zaczęła się właściwa piosenka, a publiczność bezbłędnie śpiewała wraz z wykonawcami. Każdy ruch biodrami, każde spojrzenie na tłum, najdrobniejszy gest i niuans witano ogłuszającym rykiem uznania. Zapowiadała się długa noc.

 

Rozemocjonowany George Michael kilka razy zabierał głos, dziękując za wspólne cztery lata. Zespół zaśpiewał wszystkie swoje wielkie przeboje, które nadały kształt muzyce popularnej lat osiemdziesiątych: Wake Me Up Before You Go-Go, I’m Your Man, Last Christmas, Club Tropicana... Lista była długa. Pepsi i Shirlie kilka razy zmieniały kostiumy, a do piosenki Bad Boys wyszły w przeogromnych perukach. „Cały dzień wręcz iskrzył zabawą – wspomina Shirlie Holliman. – Skończyło się o właściwej porze, każdego roznosiła euforia. Wszyscy byli w świetnym nastroju, a my z Pepsi miałyśmy te wielkie jak ule peruki, bardzo ciężkie i bardzo śmieszne”.

Klaun Ronald McDonald – tak naprawdę Elton John w zabawnym przebraniu – zasiadł przy fortepianie, a George Michael zagrzewał tłum, śpiewając „Yeah, yeah, yeah!” z The Edge Of Heaven. Klaun został na scenie i razem z George’em Michaelem wykonał Candle in the Wind w błogiej nieświadomości, jak nierozerwalnie ta piosenka połączy się kiedyś z późniejszą przyjaciółką Michaela, księżną Dianą.

Gdy zaszło słońce, a stadion pogrążył się w ciemności, zespół podgrzał nastrój, śpiewając Wham Rap! i poruszającą piosenkę A Different Corner, zadedykowaną tajemniczemu „wyjątkowemu przyjacielowi”. Naładowana energią Freedom zakończyła główny występ. Na bis zagrali Careless Whisper, Young Guns (Go For It) oraz I’m Your Man z Simonem Le Bon. W wielkim finale na scenie pojawili się wszyscy wykonawcy. George i Andrew odbyli rundę honorową wzdłuż wybiegów, po czym Ridgeley wziął mikrofon i powiedział „Dziękuję, George”. I już ich nie było. Widowiskowe zakończenie widowiskowej, choć krótkiej kariery w muzyce pop. Po koncercie wykonawcy i cała ekipa przenieśli się do „Hippodrome”, gdzie balowali długo w noc. Jednak kiedy miliony fanów opłakiwały śmierć Wham!, rodził się George Michael.

W 1986 roku, kiedy Wham! zakończył działalność, George Michael rozpoczął jeszcze bardziej zadziwiającą karierę solową. Podczas pierwszego światowego tournée znów pojawił się na Wembley, gdzie wystąpił na koncercie z okazji siedemdziesiątych urodzin Nelsona Mandeli. Następnie zaśpiewał na imprezach dobroczynnych na sąsiedniej Wembley Arena i ponownie dał koncert na stadionie w 1992 roku. Gdy w 1991 zmarł tajemniczy lider Queen, Freddie Mercury, pozostali członkowie zespołu zorganizowali występ, przy okazji którego propagowali wiedzę o AIDS. Wielu czołowych wokalistów zaśpiewało wówczas stare przeboje grupy Queen. Jednak to właśnie Michael ukradł show, kiedy pokazał – chyba najdobitniej w całej karierze – jak imponującym głosem jest obdarzony. Dopiero wiele lat później wielbiciele dowiedzieli się, dlaczego tak zrobił.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych ogłoszono, że Wembley będzie zburzony, a na miejscu starego stadionu powstanie nowy. Rozgorzała dyskusja dotycząca wkomponowania w planowaną budowlę starych bliźniaczych wież, jednak ostatecznie w 2002 roku obie padły ofiarą ogromnych kul burzących i została z nich sterta gruzów. Ostatni Puchar Wielkiej Brytanii na „starym” Wembley w 2000 roku zdobyła drużyna Chelsea, Anglia przegrała tu ostatni mecz z Niemcami, a amerykański piosenkarz Bon Jovi zagrał ostatni koncert.

W latach dziewięćdziesiątych Wembley chylił się ku upadkowi; podobnie było z życiem osobistym George’a Michaela. Po stracie dwóch najbliższych osób pogrążył się w żałobie, którą pokonał dopiero w XXI wieku. Wplątał się w całą serię publicznych skandali, choć wiele z nich było sztucznie rozdymane przez prasę. W życiu zawodowym ciągnął się za nim długi proces sądowy z wytwórnią płytową, przez co utracił wielu amerykańskich fanów. Jednak po trwającej 18 lat przerwie, w 25. roku kariery muzycznej poczuł, że nadeszła pora, by znów ruszyć w drogę. W 2006 roku rozpoczął tournée, podczas którego zagrał na wielu europejskich scenach, a tabloidy nie przestawały o nim pisać.

W marcu 2007 roku budowniczowie nowego Wembley wręczyli klucze do stadionu brytyjskiemu Związkowi Piłki Nożnej. Świeżo oddany obiekt, mogący pomieścić 90 tysięcy widzów, wyglądał wspaniale, a wysoki na 300 metrów łuk był widoczny z daleka. Grupa rockowa Muse zapowiedziała, że zagra na otwarcie – 16 czerwca 2007 roku, jednak później ogłoszono, że ten zaszczyt przypadnie George’owi Michaelowi, który wystąpi 9 czerwca. Bilety na pierwszy koncert rozeszły się tak szybko, że zdecydowano się zorganizować drugi, następnego dnia. Kiedy o koncertach usłyszał Alex Horne, dyrektor zarządzający Wembley, nazwał to „fantastyczną informacją” i dodał: „[George Michael] nie jest kimś obcym na tej wspaniałej scenie, gdyż występował tu zarówno z zespołem Wham! podczas koncertu Live Aid, jak i jako solista. To znakomicie dobrany show inaugurujący działalność nowego Wembley. Chcemy, by stadion odzyskał miejsce na mapie świata jako najwspanialszy obiekt koncertowy”.

Po triumfie na Wembley George Michael powrócił na scenę muzyczną. Podobnie jak stary stadion, był angielską ikoną, która odrodziła się na nowo. Mógł śmiało spoglądać w przyszłość.

George Michael miał mnóstwo energii. Ciężko pracował, zachował dumę, obawiał się pieniędzy, brakowało mu pewności siebie, a jednocześnie był niewiarygodnie bogaty i sławny. Chronił swoją prywatność, ale nierzadko otwarcie mówił o życiu osobistym. W wywiadach często powtarzał, że sławy światowego formatu, które tak często spotyka, zwykle łączy jedna cecha, która pozwoliła im zajść na sam szczyt. Nie jest to nic szczególnego, żaden specjalny dar: po prostu im wszystkim czegoś brakuje. Wszyscy musieli pokonać przeszkody lub coś udowodnić bądź zapełnić pustkę w życiu, i właśnie to dało im świadomość celu, która umożliwiła zrealizowanie zamierzeń.

Tak samo było z George’em Michaelem. Każdy zapytany o niego da wam inną odpowiedź. Jednak gdy połączycie różne opinie i cząstkowe informacje, otrzymacie coś więcej niż układankę z wielu fragmentów, więcej niż milion niepowiązanych faktów. Zobaczycie portret George’a Michaela. Oto jego historia.

CZĘŚĆ PIERWSZA

1963–1986

1.

IMIGRANT

1963–1975

Imigrant

1. Cudzoziemiec, który osiedlił się w jakimś kraju, zwykle na pobyt stały; osiedleniec.

Nazywam się Georgios Kyriacos Panayiotou. Świat zna mnie i zapamięta pod innym imieniem. Ale naprawdę nazywam się inaczej.

George Michael

George Michael jest ikoną angielskiej popkultury. Nie mógł się urodzić w lepszym miejscu ani w czasie dogodniejszym do zrealizowania przyszłych zamierzeń, chociaż przez pierwsze lata życia nie zdawał sobie z tego sprawy. Gdyby wszystko działo się dziesięć lat później, Wham! nie dostałby szansy na sukces, a dziesięć lat wcześniej zniknąłby w cieniu prog rocka lub muzyki punk. Ale stało się, jak się stało, i ponura rzeczywistość końca lat siedemdziesiątych sprawiła, że młoda, pełna radości grupa, optymistycznie nastawiona do życia, znalazła licznych wielbicieli i naśladowców. Tym bardziej że jej członkowie nie tylko dobrze wyglądali, ale i potrafili grać.

Ktoś kiedyś powiedział, że przeszłość jest odległą krainą[1]. Patrząc wstecz na Anglię w 1963 roku, widzimy miejsce, którego nie rozpoznaliby dzisiejsi mieszkańcy. Naleciałości etniczne, kwestie społeczne i polityczne, stosunki międzynarodowe – wszystko wówczas wyglądało zupełnie inaczej, a jednak pod wieloma względami zadziwiająco znajomo. Na listach przebojów królował pop: w połowie czerwca pierwsze miejsce zajmowali The Beatles z From Me To You, tuż za nimi był Gerry and the Peacemakers z I Like It, Billy J. Kramer i Dakotas z Do You Want To Know A Secret, a na czwartym miejscu Billy Fury i When Will You Say I Love You. Amerykański prezydent John F. Kennedy odwiedził Berlin Zachodni, gdzie 26 czerwca wygłosił słynne słowa: „Ich bin ein Berliner”. W Wielkiej Brytanii rząd Harolda Macmillana starał się zatuszować skandal Profumo.

Właśnie w owej „odległej krainie” 25 czerwca 1963 roku przyszedł na świat Georgios Kyriacos. Urodził się w północnym Londynie jako trzecie dziecko, a zarazem pierwszy syn, w rodzinie Panayiotou, greckich imigrantów z Cypru, którzy przybyli do Anglii dziesięć lat wcześniej, w 1953 roku. Kyriacos, jego ojciec, przyszedł na świat się w 1935 roku w tradycyjnej greckiej rodzinie osiadłej na Cyprze. Od dziesięcioleci jego krewni mieszkali we wsi Patriki, dwadzieścia kilka kilometrów na północny wschód od miasta Famagusta, na sterczącym z wyspy „ogonie”, wysuniętym z zatoki Famagusta w Morze Śródziemne. Przez setki lat w wiosce żyła niewielka grupka Greków, a kiedy w 1978 roku Cypr podzielono, by zakończyć długotrwały konflikt, ten obszar znalazł się w części tureckiej.

Kyriacos był jednym z siedmiorga rodzeństwa: miał trzy siostry i trzech braci. Jak większość mieszkańców wyspy, rodzina Panayiotou pracowała na roli. Na północy wyspy w niewielkich gospodarstwach hodowano oliwki i cytrusy, a na południu – winorośl i warzywa. Życie nie zmieniało się tu od stuleci, wszyscy wspólnie pracowali dla dobra całej rodziny. Na wsi kilka pokoleń mieszkało pod jednym dachem, krewni trzymali się razem, zgodnie ze śródziemnomorską tradycją. Podobnie było w rodzinie Panayiotou.

Jednak nadciągały kłopoty. Przez setki lat, niezależnie od rządów i ideologii, Cypr pełnił ważną funkcję strategiczną. W latach pięćdziesiątych wyspę zamieszkiwało wielu Greków, a Turcy byli w mniejszości; trzecią grupę stanowili brytyjscy okupanci. Na początku dekady greccy Cypryjczycy zapoczątkowali ruch, który miał doprowadzić do zjednoczenia wyspy z Grecją. Z upływem lat ta kampania się nasilała, przed brytyjską ambasadą w Atenach dochodziło do starć, aż w 1959 roku spór zakończono i Brytyjczycy przekazali wyspę Grecji. Już wcześniej, gdy cypryjscy Grecy i Turcy szykowali się do walki, Kyriacos Panayiotou skończył szkołę i znalazł pracę jako kelner. Kiedy miał 18 lat, odpowiedział na wezwanie Wielkiej Brytanii zapraszającej do pracy imigrantów ze Wspólnoty Brytyjskiej. W 1953 roku, dwa lata przed wybuchem zamieszek na Cyprze, postanowił spróbować szczęścia i wyruszył na Wyspy Brytyjskie.

Kyriacos idealnie wstrzelił się w swój czas. Pamiętał o rodzinie, więc dręczyły go wyrzuty sumienia z powodu wyjazdu. Jeden pracujący mniej oznaczał jedną pensję mniej do wspólnego garnuszka. Nad wyspą wisiała groźba wojny domowej. Jeśli dojdzie do otwartego konfliktu, wszyscy młodzi mężczyźni niechybnie trafią do wojska. Czas sprzyjał decyzji o wyjeździe, ale z drugiej strony byłby pierwszym członkiem rodziny, który opuścił wioskę. Znalazł się jednak chętny, który postanowił towarzyszyć mu w podróży: jego kuzyn Dimitrios. Kupili bilety na statek płynący do Anglii i latem 1953 roku ruszyli na morze. Rodzinna legenda głosi, że przybyli do celu, mając jednego funta. Na dwóch.

W Londynie wciąż wrzało po niedawnej koronacji królowej Elżbiety II – ceremonia odbyła się 2 czerwca 1953 roku – poprzedzonej chwałą, jaką Wspólnocie przyniósł Edmund Hillary, zdobywając 29 maja Mount Everest. Przybyłego do Anglii Panayiotou, przeciskającego się przez kipiącą życiem keję, powitały dźwięki przebojów Frankiego Laine’a i Mantovaniego, dobiegające z odbiorników radiowych na nabrzeżu, gdzie rozładowywano dobra z całego świata. Tuż po przyjeździe obaj z kuzynem ruszyli do północnego Londynu, zamieszkanego przez grupę cypryjskich Greków, u których – dzięki rodzinnym powiązaniom – mieli zapewniony nocleg i wikt, dopóki nie znajdą pracy. Jako nastolatek w obcym kraju, gdzie mówiono językiem, który ledwie znał, Kyriacos postanowił maksymalnie ułatwić sobie życie, od razu zmieniając imię na łatwiejsze do wymówienia: „Jack” i skracając nazwisko do „Panos”. Szybko zatrudnił się jako kelner, a Dimitrios podjął pracę w zakładzie krawieckim.

Nowo narodzony Jack Panos – podobnie jak wielu rówieśników wywodzących się z tego samego środowiska – uważał, że tylko ciężka praca zapewni mu sukces. Przyznawszy, że znajduje się na najniższym szczeblu drabiny, zaczął długą i mozolną wspinaczkę. Z pensji musiał opłacić niewielki pokój i jakoś się utrzymać, ale odkrył, że nawet po wysłaniu pewnej sumki na Cypr ma wystarczająco dużo, by pozwolić sobie na życie towarzyskie.

 

Ciężko pracował, brał dodatkowe zmiany w restauracji, ale jako dziarski młody człowiek miał jeszcze energię, by chodzić na tańce. Wraz z Dimitriosem odwiedzał sale taneczne północnego Londynu i szalał w rytm utworów Tommy’ego Steele i Elvisa Presleya, gdyż zdążył już pokochać angielski i amerykański rock and roll. Nie zaniedbywał też uroczystości organizowanych przez Greków; przystojny młodzieniec potrafił przetańczyć całą noc, a na ślubach podrygiwał ze szklanką na głowie, w niepojęty sposób zachowując równowagę. Jednak najbardziej lubił rock i powłóczyste spojrzenia, jakie rzucały mu dziewczęta. Bez wątpienia życie w Anglii bardzo mu się podobało.

W 1957 roku na potańcówce poznał młodą dziewczynę Lesley Angold Harrison („Angold” było pozostałością po przodkach, którzy uciekli z Paryża w czasie rewolucji francuskiej). Lesley kochała rock and roll tak samo jak on i szybko stworzyli zgrany duet, w piątkowe wieczory eksplodujący energią w klubach i salach tanecznych. Byli dobraną parą: robotnicze pochodzenie Lesley znakomicie pasowało do etosu ciężkiej pracy, jaki wyznawał Jack. Lesley mieszkała z rodzicami i bratem w szeregowym domku w stylu wiktoriańskim przy Lulot Steet, niedaleko Highgate Hill. Miejscowa gazeta prowadziła wtedy rubrykę „Szukamy gwiazd”. Lesley wysłała tam zdjęcie Jacka. Zamieścili je wraz z podpisem, trochę na wyrost: „Jack Panos przyciąga dziewczyny wszędzie, gdzie się pojawi”. Po niedługim czasie Jack się oświadczył, a Lesley go przyjęła. Mimo pewnych oporów ze strony ojca dziewczyny szybko wzięli ślub.

Jack i Lesley zaczęli wspólne życie w niezbyt sprzyjających warunkach. Zamieszkali w Finchley, w klitce nad pralnią, a pedantyczna Lesley toczyła nieustanne boje o utrzymanie czystości i porządku. Musiała też radzić sobie z niechętnym jej mężowi ojcem. George Michael wspominał później: „Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że Cypryjczycy, jako członkowie Wspólnoty Brytyjskiej, byli zachęcani do przyjazdu do macierzystej Wielkiej Brytanii, by przyczynić się do odbudowy kraju po II wojnie światowej. A po przyjeździe spotykali ludzi, którzy nie ukrywali, że nie życzą sobie ani czarnych, ani Irlandczyków, ani Greków. W takie środowisko trafił mój ojciec. Ojciec mamy nie przyszedł na ślub właśnie dlatego, że mama wybrała Greka, co wtedy oznaczało niemal to samo, co «osobnik innej rasy». Niewiele mnie dzieli od tamtych doświadczeń”.

W 1959 roku młode małżeństwo doczekało się córeczki. Nazwali ją Yioda. Utrzymanie dzieci kosztuje, więc Jack pracował coraz więcej: obsługiwał gości przez siedem nocy w tygodniu, biorąc także południową zmianę, byle tylko więcej zarobić. Dwa lata później na świat przyszła Melanie. Ciężka praca zaczynała przynosić efekty i Jack awansował na zastępcę kierownika restauracji. Po roku urodziło się trzecie dziecko, syn, którego nazwali Georgios Kyriacos.

Dzień jego narodzin zapisał się na zawsze w historii rodziny, i to z przeciwstawnych powodów: na radość z narodzin syna nałożyła się tragiczna informacja o samobójstwie brata Lesley. Krążyły plotki, że jest homoseksualistą, znaleziono go z głową w piekarniku gazowym. W latach pięćdziesiątych w Wielkiej Brytanii nikt nie słyszał o jakichkolwiek prawach dla gejów: mówiąc wprost, nie mieli żadnych praw. Dopiero w 1957 roku, po kilku długich i nagłośnionych procesach, lord Wolfenden ogłosił, że „niepubliczne, dobrowolne zachowania homoseksualne między dwiema dorosłymi osobami nie powinny być uważane za przestępstwo”.

„Nie wiedziałem, że mama miała brata. Dowiedziałem się o tym, kiedy miałem 16 czy 17 lat. Wszystko dlatego, że popełnił samobójstwo – opowiadał później George Michael. – Gdy pomyślę, że pragnął odejść z naszego świata, a zarazem nie chciał tego, bojąc się, że zaszkodzi ciężarnej siostrze... To potworne, a nawet gorzej niż potworne. Mama powiedziała, że uważała go za geja. Sami mieli trudne dzieciństwo i uznała, że powie nam o tym, kiedy będziemy starsi. Ta tragiczna historia pokazuje, jak ciężkie musiało być życie homoseksualnego mężczyzny w latach pięćdziesiątych. Gdyby wytrzymał i wystarczająco długo powalczył z depresją, dotrwałby do zmian, które pozwoliłyby mu wieść szczęśliwe życie człowieka w średnim wieku”.

Jak się okazało, nie był wyjątkiem dotkniętym depresją i przejawiającym skłonności samobójcze. Lesley była zdruzgotana, kiedy znalazła zwłoki ojca, który odebrał sobie życie w identyczny sposób. Młodemu Georgiosowi nie powiedziano również o tym. Dowiedział się po latach. George Michael opisze te wydarzenia w piosence My Mother Had A Brother, która pojawi się na albumie „Patience”.

Chociaż rodzina starała się uczestniczyć w życiu kulturalnym, swingujące lata sześćdziesiąte przeszły jakoś bokiem. Mieszkanie stało się za małe dla dwojga dorosłych i trojga dzieci, więc przeprowadzili się do swego pierwszego domu. Niczym wzorcowy imigrant, ciężką pracą torujący sobie drogę w społeczeństwie kapitalistycznym, pod koniec lat sześćdziesiątych Jack Panos skoczył na głęboką wodę i w Edgeware otworzył własną restaurację Angus Pride.

To posunięcie oznaczało, że rodzinie zacznie się lepiej powodzić, ale też – że godziny pracy Panosa jeszcze się wydłużą. Nadal nie mógł sobie pozwolić na zatrudnienie licznego personelu ani nie chciał powierzyć komuś innemu prowadzenia części interesu, więc spędzał w pracy coraz więcej czasu. Odbijało się to na Lesley. Pracowała w dzień, wracała do domu, zajmowała się dziećmi wracającymi ze szkoły, a następnie aż do nocy pomagała w restauracji. Na krótko zatrudniła się w pobliskim biurze Hyde House, później w barze, gdzie brała południową zmianę. Dla dbającej o czystość pani domu było to coś okropnego: nienawidziła smrodu ryb i tłuszczu do smażenia, którym przesiąkały jej ubrania i włosy. Mimo to chodziła do pracy, wracała do domu, szorowała się i czekała, aż dzieci wrócą ze szkoły. Jednak ciągła praca i pośpiech zaczynały zbierać żniwo. Chociaż dom zawsze był nieskazitelnie czysty i wysprzątany, Lesley znalazła się na granicy wyczerpania i łatwo wpadała w złość.

George Michael dobrze zapamiętał wiecznie zmęczoną matkę, gdyż spędzał z nią dużo czasu. Wspominał, że i on, i siostry musieli zachowywać się cicho, kiedy ojciec był w domu i między zmianami w restauracji odsypiał zarwane noce. Georgios był znacznie bardziej związany z matką niż z ojcem. Jack nie był wiecznie nieobecnym ojcem – jakoś udawało mu się spędzać trochę czasu z synem – ale chłopak uważał, że nigdy nie było to wystarczająco dużo. Przebywając głównie z matką i siostrami, młody Georgios szybko przywykł do ciągłego towarzystwa kobiet. Wpływ mężczyzn na jego dzieciństwo był minimalny, za to aspekt kobiecy w nim wprost rozkwitał.

Od najmłodszych lat, dzięki matce i ciężko pracującemu ojcu, Georgios miał poczucie bezpieczeństwa i stabilności, chociaż przyznawał później, że nie potrafił tak harować jak ojciec. Na Cyprze Jacka wychowano zgodnie z surowymi zasadami, dopuszczającymi także kary fizyczne, ale on sam postanowił inaczej traktować własne dzieci. W autobiografii Bare, która ukazała się w 1990 roku, George wspomina, że ojciec uderzył go tylko dwa razy, za każdym razem słusznie. Jednak ciężka praca rodziców odbiła się na dzieciństwie Georgiosa. Pamięta, że nigdy w domu go nie chwalono: rodzice zawsze byli zbyt zajęci, by zawracać sobie tym głowę.

Piętnaście lat po przybyciu do Anglii z pustymi kieszeniami Panos został właścicielem restauracji, a rodzina była w ferworze przeprowadzki do nowego domu, zarazem szybko pnąc się w górę i przechodząc z klasy robotniczej do średniej. Jack zapewniał Georgiosowi coraz większy dobrobyt, a Lesley kształtowała charakter dorastającego chłopca. Pochodzenie i dzieje życia angielskiej matki Georgiosa przesądziły o tym, że trudno było ją przypisać do określonej warstwy społecznej. Jej własna matka bała się, że córka wyrośnie na chłopczycę, więc wysłała ją do szkoły prowadzonej przez zakonnice. To na całe życie zniechęciło Lesley do religii i do wpajania wiary własnym dzieciom. Choć wywodziła się ze środowiska robotniczego, mówiła z akcentem typowym dla klasy średniej. Do pieniędzy podchodziła zupełnie inaczej niż mąż. Jack bezustannie zabiegał o podniesienie standardu życia rodziny i w związku z tym coraz ciężej pracował. Lesley niemal obawiała się pieniędzy. Takie nastawienie przekazała synowi, który podobnie traktował pieniądze – nawet wtedy, gdy był już multimilionerem.