Opowiadania dla przedszkolakówTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Projekt okładki i ilustracje: Iwona Cała

Korekta: Aleksandra Gietka-Ostrowska

Copyright © Renata Piątkowska 2003

Copyright © Wydawnictwo BIS 2003

ISBN 978-83-7551-284-7

Wydanie III

Wydawnictwo BIS

ul. Lędzka 44a

01-446 Warszawa

tel. (22) 877-27-05, 877-40-33; fax (22) 837-10-84

e-mail: bisbis@wydawnictwobis.com.pl

www.wydawnictwobis.com.pl

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując jej część, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo.

Więcej na www.legalnakultura.pl

Polska Izba Książki


Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: kontakt@elib.pl

www.eLib.pl

Opowiadania dla przedszkolaków

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Czarny lew

Dziura

Balbina

Koń

Miejsce pod choinką

Lokator

Motorniczy

Obudzona królewna

Portret taty

Puk

Różyczka

Smoki rurowe

Szarzydła-Straszydła

Telefon

Urodziny

Wiaderko

Zapach mamy

Zguba

Złość

Zły dzień

Okładka tylna



Jak ja nie lubię spać w przedszkolu po obiedzie. Wcale nie jestem śpiący i wolałbym bawić się z kolegami.

A pani każe nam przebierać się w piżamy i cicho leżeć. Kiedy próbujemy rozmawiać szeptem albo robimy do siebie miny i chichoczemy, to pani kładzie palec na usta i mówi: Ciiii.

Ale jak tu spać, kiedy za oknem świeci słońce? Czy ja jestem jakiś mały dzidziuś? Jak tak muszę leżeć, to się nudzę i wtedy najbardziej tęsknię za mamą. Zamykam więc oczy i myślę o czarnym lwie. Wszystkie lwy na świecie są żółte albo złote i tylko ten jeden jedyny mój lew jest cały czarny. Sam go sobie wymyśliłem i często myślę o nim, leżąc w łóżku. Przeżywamy razem wspaniałe przygody.


Tym razem mój czarny lew zabrał mnie na spacer do ZOO. Chciał tam odwiedzić swoich przyjaciół. Wielu z nich potrzebowało jego pomocy. Na przykład biały niedźwiedź polarny. On źle znosi upały. Niestety nie może zdjąć swojego futra, a ochłody może zaznać tylko w wodzie. Chętnie pływa w swoim małym basenie, ale woda już się nagrzała i jest za ciepła dla misia.

Mój wspaniały czarny lew na wszystko znajdzie radę. Potrząsnął swoją czarną grzywą, coś tam mruknął pod nosem i już w basenie misia pływają lodowe kry. Niedźwiedź polarny wdrapuje się na jedną z nich i przyjaźnie macha nam łapą.

A tu już nowy kłopot. Wąską ścieżką sunie wolno żółw. Jest zmęczony i narzeka na wielkie odległości, które musi codziennie pokonywać.


– Tak bardzo chciałbym częściej odwiedzać moich przyjaciół – mówi cicho żółw – ale moje nogi nie chcą mnie już nosić. Są zbyt zmęczone.


W okamgnieniu lew znalazł sposób na kłopot żółwia. Podarował mu malutkie wrotki. Teraz żółw może poruszać się w takim tempie, że gdy się obejrzałem, żeby go pożegnać, już zniknął za zakrętem, pokrzykując radośnie.

A lew zatrzymuje się przy klatce z małpami. Małpy są smutne i zwisają z gałęzi drzew wyraźnie bez humoru. Dlaczego? Oczywiście brakuje im bananów. Dawno zjadły swoją porcję i ciągle im mało. Lew potrząsa czarną jak smoła grzywą i pod drzewami robi się żółto od kiści bananów. Małpy z wrzaskiem rzucają się na swój przysmak. Zamiast podziękować, robią do lwa małpie miny. Jak to małpy.

Przy sąsiednim ogrodzeniu stoi zebra. Widać, że niecierpliwie czeka, kiedy do niej podejdziemy. A gdy jesteśmy już blisko, długo szepcze coś do czarnego ucha lwa. Wskazuje przy tym na jakąś nieznajomą panią, która spaceruje wzdłuż wybiegu dla kucyków. Ta pani ma sukienkę w czarno-białą kratkę. Potem zebra pokazuje z niezadowoleniem swoje czarno-białe pasy. Nie chce już nosić pasów, jak wszystkie zebry.


Zapragnęła mieć na sobie czarno-białą kratę. I tak też się stało za sprawą czarnego lwa. Zebra była w kratkę, tak że można było grać na niej w warcaby. Wyglądała dziwnie, ale poczuła się szczęśliwa.

– Ach, te kobiety – mruknął lew. Do mnie zaś powiedział: – My, Tomku, musimy już chyba wracać. Wskakuj na mój grzbiet, trzymaj się mocno grzywy i pędzimy.

I tak bezszelestnie gnaliśmy przez alejki w ZOO, a ja mocno ściskałem w palcach jedwabistą grzywę jedynego na świecie czarnego lwa.

– Tomku! Tomku, obudź się! Dlaczego tak mocno ściskasz w palcach frędzle swojego kocyka? Czy coś ci się śniło? – pyta mnie pani.

Jakie frędzle? To przecież grzywa lwa. I co to? Czy to zebra w kratkę mnie budzi, czy nasza pani w kraciastej sukience? A na stoliczkach leżą przygotowane na podwieczorek banany. Wszystko mi się pomieszało!

– Zaraz małpy rzucą się na te banany – ostrzegłem panią. – Dzisiaj są wyjątkowo głodne.

– Tomku, nie małpy, tylko dzieci, i nie rzucą się, tylko grzecznie zjedzą. Brzydko tak przezywać kolegów – upomniała mnie pani.

Przecież ja nikogo nie chciałem przezywać.

Ale tego nie da się wytłumaczyć dorosłym.