Zabójczy pocisk

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rafał Bielski – Skąd się bierze zło?

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym
20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Unde malum? – pytają wciąż filozofowie, moraliści i kapłani. I choć problem teodycei, czyli czemu dobry i wszechmocny Bóg dopuścił w naszym świecie niedoskonałość i cierpienie, to pasjonujące wyzwanie intelektualne, my zapytajmy raczej o konsekwencje istnienia zła w ludzkiej naturze. Opowieści kryminalne opierają się na bardzo prostym i niezmiennym założeniu: istota ludzka jest zdolna do skrzywdzenia bliźniego dla różnie postrzeganej własnej korzyści. Może to być pochodna chciwości, pychy, nieumiarkowania czy innych stałych skłonności człowieka, ale przecież nawet zbrodnie w afekcie spełniają także konkretne cele człowieka, choćby te były wyjątkowo nierozsądnie i przypadkowo sformułowane. Zbrodnia to postawienie własnego „ja”, choćby zasłaniało się ono najwznioślejszą ideą, ponad dobro bliźniego. To zjawisko bardzo smutne dla nas jako współczujących istot ludzkich… oraz niezwykle korzystne dla nas jako spragnionych wrażeń czytelników.

Od Kaina zabijającego Abla, przez opowieści o Edypie, Lukuście, Makbecie i Kubie Rozpruwaczu, po morderczych bohaterów współczesnej popkultury obserwujemy fascynację złem wyrządzanym innym. Zainteresowanie to może wydawać się straszne, ale – paradoksalnie – świadczy właśnie o człowieczeństwie chłonących opowieści o zbrodni. To jedno w ludzkiej naturze się nie zmienia. Jedni powiedzą: przez znamię grzechu pierworodnego, inni: z powodu nieubłaganych mechanizmów doboru ewolucyjnego. Ale ów stały element, niezmienna słabość (lub siła) ludzkiej natury do wystąpienia przeciw innym, nie zniknie nigdy z kultury, póki nie wyparuje z ludzkich umysłów. A nie wyparuje, chyba że jakiś przyszłościowy wynalazek zmieni nas nie do poznania. Czy cofniemy się wtedy do rajskiego stanu sprzed grzechu pierworodnego, czy piekła społeczeństwa pozbawionego wyboru? To pytanie skierowane do fantastów i filozofów. My spójrzmy na to, co nas otacza i, jak sądzimy, jeszcze przez długi czas będzie otaczać.

Skoro zbrodnia towarzyszy nam od zawsze i jest obecna we współczesności, stanowi dogodny punkt odniesienia, aby opowiedzieć każdą historię. Kryminał może być właściwie powieścią psychologiczną, obyczajową, historyczną, czy nawet fantastyką, ale każda z tych konwencji jest przedstawiona z konkretnej perspektywy: sprawcy wyrządzającego zło i bohatera, który chce tego sprawcę ukarać. Czy jest to dramat zamierzchłych czasów, czy opowieść o dzisiejszym świecie, potrafimy zrozumieć ten najpierwotniejszy konflikt strony, która zasady łamie, i tej, która ich broni.

Poniżej prezentujemy zbiór opowieści kryminalnych o różnych rodzajach zbrodni. I choć każda z nich mówi o konkretnym czasie i miejscu, dopowiada też kilka zdań prawdy o nas jako grzesznym i upadłym gatunku. Ale również o tym, jak człowiek ze złem walczy, gdyż śledczy, czy to stróż prawa, czy samozwańczy wojownik o sprawiedliwość, reprezentuje tę jasną stronę natury, dążenie do prawdy i harmonii.

Nie ma policjanta bez złodzieja, nie ma inkwizytora bez kacerza i nie ma śledczego bez uciekającego przed nim mordercy. Dlatego każdej zbrodni w naszej opowieści musimy przeciwstawić walkę o jej ukaranie, niczym siłę odwrotną, jak w trzeciej zasadzie dynamiki. Każda smutna opowieść o przejawie zła może być odczytana jako historia przeciwstawionego mu dobra. Nasi autorzy podeszli do tej perspektywy w bardzo różny sposób, ale chyba u każdego z nich widzimy i tę mroczną, i tę jasną stronę ludzkiej natury. A to jest już zjawisko bardzo pozytywne… i wciąż pasjonujące spragnionego wrażeń czytelnika.

Rafał Bielski
Redaktor naczelny POCISKU

Łukasz Orbitowski – Stalowa. Baśń

Fot.: Matys Studio Od Deski Do Deski


ŁUKASZ ORBITOWSKI

Autor siedmiu powieści, m.in. Innej duszy, Szczęśliwej ziemi, Tracę ciepło (wznowienie w 2018 r.), Exodus, a także wielu opowiadań (zbiór Wigilijne psy). Otrzymał „Paszport Polityki” i Nagrodę Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla, dwukrotnie był nominowany do Nagrody Literackiej „Nike”. Na antenie TVP Kultura prowadzi autorski program Dezerterzy. Mieszkał w świecie, niedawno wrócił do Krakowa.


1

Pewnego razu dwóch przyjaciół łowiło ryby nad rzeką. Młodszy z nich znalazł złoty pierścień w przybrzeżnym piasku. Starszy zapragnął go dla siebie, lecz młodszy odmówił. Tłumaczył, że tego dnia ofiarował przyjacielowi inny, wystarczająco hojny podarek. Wówczas starszy rozłupał młodszemu głowę i zabrał błyskotkę. Wkrótce został przepędzony przez swoich. Uchodząc przed zemstą, zawędrował w las i na moczary, lecz nawet tam nie znalazł spokoju. W końcu zaszył się w korzeniach gór. Pierścień zatruł mu serce, a lata spędzone w ciemności przemieniły go w potwora.

Tak właśnie było. Tylko trochę inaczej.

2

Na naszej ulicy żyła Stalowa Nika. U nas nie ma lekko i każda kobieta musi znaleźć sposób na siebie. Nie inaczej było i z Niką. Nosiła wojskowe spodnie i polarową bluzę, włosy spinała w gruby warkocz i bezbłędnie otwierała piwa zapalniczką. Mówiła bardzo dużo i bardzo głośno. Bez przerwy się śmiała, a w jej policzku tkwiła odrobina żużlu, który dostał się tam, kiedy młodziutka Nika uciekała przed policją przez nieużytki przy dworcu Warszawa Wschodnia, z kieszeniami pełnymi amfetaminy.

Za młodu miała zwyczajne marzenia. Najpierw chciała być aktorką. Potem obiecywała sobie, że wyjedzie na Zachód, przepracuje parę lat i otworzy kawiarnię z prawdziwego zdarzenia, gdzie do kawy dają ciepłe ciastko, a w toalecie wisi lustro bez żadnego pęknięcia czy też napisu. Obarczona młodszym rodzeństwem, pod okiem ponurej matki, łaknęła wyzwolenia. Poznała wiele bram i brudnych materacy, aż w końcu zjawił się Boldog i wziął Nikę do dziewczyńskiego komando, które trzęsło tym kawałkiem Pragi.

Prawdziwy mężczyzna nigdy nie podniesie ręki na kobietę. Każda kobieta jest jednak człowiekiem, a człowiek czasem musi zostać ukarany. U nas zajmowały się tym trzy dziewuchy, w tym i Nika. Lały po gębach chciwe handlary z bazaru Różyckiego, złodziejki, które nie kwapiły się do podziału doli, oraz zwyczajne flamy, nazbyt chętne do przyprawiania rogów swoim mężczyznom. Lubiły przesiadywać na skraju paskudnego zieleńca u wylotu Brzeskiej. Paliły papierosy, popijały piwo, a żaden rozsądny facet nie spoglądał w ich stronę.

3

Dwie kamienice od Niki w stronę Targowej mieszkała Spinka z rodzicami. Ojciec pił i się modlił, a matka sprzątała w markecie HIT i również się modliła. Spinka miała siedemnaście lat, gdy to się zaczęło. Rzadko kiedy wychodziła na ulicę i nie włóczyła się ze starszymi chłopakami. Miała kąt za szafą ze sklejki, a tam materac, plakaty Nelly Furtado i zeszyt, w którym spisywała te wszystkie rzeczy, które zrobi, kiedy będzie już duża i zdobędzie pieniądze.

Przychodził do niej chłopak, na którego wołano Student, zapewne dlatego, że miał delikatną twarz, długie włosy i wyglądał zawsze, jakby szedł przeprosić bibliotekarkę za przetrzymanie książki o przetwarzaniu surowców wtórnych. Student owszem, jak popił, planował jakąś edukację, a na co dzień pełnił ważną funkcję w walkach pomiędzy kibicami. Wypuszczony przez swoich, wyruszał na Muranów szukać polonistów. Nikt go tam nie podejrzewał przez tę gębę i kucyk. Gdy wypatrzył jakąś grupkę, znikał za rogiem, dawał cynk i w okamgnieniu wpadały chłopaki z Legii. Później Student stał się bardziej znany i zebrał ciężki łomot, ale to już inna historia. W każdym razie Spinka czytała, próbowała się uczyć i chodziła ze Studentem.

Nie do końca wiadomo, w jaki sposób los złączył Spinkę ze Stalową Niką. Mieszkały blisko siebie, więc musiały się znać. Lubię myśleć, że matka Spinki naraziła się czymś Boldogowi. Być może po prostu zadłużyła się u niego, by utrzymać rodzinę, zalegała ze spłatą i Nika z dziewuchami wpadła wymierzyć tak zwaną sprawiedliwość. W domu była jednak tylko Spinka. Nika usiadła i zaczęły rozmawiać, baba jak komin i kruchy podlotek. Coś wynikło z tego spotkania. Coś tam się zdarzyło, tak jak zawsze, gdy spotykają się ludzie sobie przeznaczeni. Matka otrzymała kilka dni na uregulowanie swoich zobowiązań, a Spinka zaczęła włóczyć się za Niką.

Potrzebowały siebie nawzajem. Nika okazała się wszystkim, czego nie miała Spinka, i odwrotnie. Dobieramy się przecież podług braków. Spinka łaknęła niezależności, własnych pieniędzy i swobody, którą one dają. Bardzo chciała być już dorosła. Dwudziestodwuletnia Nika rozpoznała w Spince wszystko, co zostawiła po drodze: marzenie o aktorstwie, o kawiarni, gdzie ludzie nie leją się po pyskach.

4

Takich ludzi jak Boldog można spotkać wszędzie: w Berlinie, w Trójmieście, przypuszczam nawet, że w Honolulu też mają swojego Boldoga. Jest chudy, wytatuowany, nosi bawełniane ubrania znanych amerykańskich marek, a na każdym palcu ma pierścień. Nasz Boldog był raczej krępy, o mięsistej twarzy i oczach tak nieruchomych, że wydawały się namalowane.

Wiele wskazywało, że będzie jednym z narwanych gnojków, których ulica wyniesie, a potem przemieli. Stało się inaczej, ponieważ Boldog wybrał życie w trzeźwości. Nie palił, nie wciągał, nigdy nie widziano go nawet z piwem. Innym proch odbierał rozsądek i trafiali na komendę. Boldog planował swoje działanie przy herbacie, zachowując temperament szachisty. Swoje w życiu osiągnął. Ściągał haracze pomiędzy Strzelecką a Wileńską. Miał warsztat samochodowy, lombard i kilka stolików na bazarze Różyckiego.

 

Abstynenci inaczej kanalizują swoją ciemność. Boldog okazał się psem na baby, aż w jego przestronnym mieszkaniu wytarł się próg. Widywano go, jak bladym świtem krąży swoim passatem, poszukując miłego towarzystwa o tak nietrafionej porze. Potrafił czmychnąć z bazaru i trzy razy dziennie, za każdym razem do innej. Był jak sam Bóg i nie zważał na osobę. Gramolił się na grube i chude, stare i młode, mądre i głupie. Gdyby miał siostrę, jej też by nie oszczędził. Najbardziej jednak umiłował Nikę.

5

Być może Spinka zrealizowałaby swoje plany, poszła na studia i wyrwała się z Pragi, gdyby nie Student, a raczej jego niechęć do kondomów. Któregoś miesiąca kardynał nie przyszedł. Na tę wieść Student zareagował po swojemu. Popędził do kumpli, zalał się w trupa i mówił każdemu, kto chciał go słuchać, że prędzej urżnąłby sobie jaja, niż dopuścił do takiej sytuacji. Kumple sprowadzili go na ziemię. Ich zdaniem dziecko nie oznaczało końca świata. Prawdziwy mężczyzna powinien ich trochę narobić, tak mówili. Zrobili ściepę na pierścionek.

Pognębiony Student poczłapał do Spinki z kwiatami i tym pierścionkiem. Wykrztusił, że wszystko będzie dobrze i oczywiście nie było. Matka na wieść o ciąży zaczęła wrzeszczeć na córkę, a ojciec kiwał czerwonym łbem do każdego zdania o niewdzięczności, o wstydzie przyniesionym temu domowi i opinii Pana Boga na seks przedmałżeński. Niewiele wiem o Bogu, lecz ten nic nie zrobił, gdy matka pokazała córce drzwi.

Student mieszkał z dziadkiem i tam się przenieśli. Dziadek Studenta przepracował trzydzieści lat w Druciance. Za młodu pisał pamiętniki robotnika i nawet próbował wydać je w książce. Działał też w komitecie zakładowym Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Gdy nastała wolność, a wraz z nią perspektywa zwolnienia, przeciął sobie ścięgna w nadgarstku lewej dłoni i otrzymał rentę. Słoneczne dni spędzał na skwerze Żurowskiego. Siedział na ławeczce z laską między kolanami, patrzył przed siebie i myślał. Jego mieszkanie było ciemne i zagracone. Młodym nie pozwalał wchodzić do swojego pokoju.

Gdy urodził się Antoni, Student rzeczywiście wziął się za siebie. W międzyczasie market HIT przemienił się w Tesco i Student został ochroniarzem, dzięki agencji pracy tymczasowej. Zarabiał cztery pięćdziesiąt za godzinę. Forsę przynosił do domu, mył szkraba, spacerował z wózkiem, a Spince przysięgał, że już nigdy nie zobaczy go pijanego. Stało się inaczej. Ojcostwo jest nudne i żmudne, Spinka chodziła zmęczona i zaniedbana. Student zaczął popijać w towarzystwie kolegów z roboty, starszych, bezzębnych chłopów, którzy dojeżdżali do pracy z podwarszawskich miejscowości. Powrócił do kumpli i na nowo odkrył radość kibicowania. W domu pojawiał się coraz później. Znikał na całe noce, kłamiąc, że bierze dodatkowe zmiany, by zadbać o rodzinę.

Z tego, co wiem, nigdy jej nie uderzył. Ryczał tylko, żeby uciszyła dziecko, a potem wychodził, trzaskając drzwiami. Zawias się od tego obluzował. Kolegom opowiadał, że żyje w piekle i gorączkowo szukał sposobu, aby się wyzwolić. Jak wszyscy u nas, snuł wielkie plany i zabijał czas, wracając do starej roli – wypuszczał się na Muranów, tropiąc legionistów.

Tam doszło do nieszczęścia rozpisanego na raty. Student uprawiał swój proceder zbyt długo i chłopaki z Polonii w końcu zaczęli zwracać uwagę na kudłatego chłystka, który snuł się bez wyraźnego celu. Okropnie mu natłukli i wszystko byłoby dobrze, gdyby urżnięty Student nie pojechał się mścić, biorąc do tego zadania paru kumpli jeszcze głupszych od siebie. Poszło aż za dobrze. Jednemu poloniście wybili żuchwę, drugiemu złamali przedramię, trzeciego Student kopnął w brzuch tak nieszczęśliwie, że ten walnął głową w róg kamienicy i zmarł na miejscu.

Tego samego wieczora małego Antoniego obudzili policjanci. Student został skuty pod okiem obojętnego dziadka i Spinki, która nawet nie próbowała go ratować, nie tak jak matkę parę lat wcześniej. Każdy może uratować tylko siebie, to już zrozumiała. Na rozprawie Student zaprzeczał wszystkiemu, nie wydał też kolegów. Taka postawa przyniosła mu szacunek na Pradze i dekadę za kratkami. Mniej więcej w tym samym czasie dziadek dał do zrozumienia, że nie widzi mu się mieszkanie z dzieckiem i szmatą, która posłała mu wnuczka do pudła. Opinię tę wyraził bez słów, za pomocą laski.

6

W tym czasie Stalowa Nika robiła karierę na miarę własnych możliwości. Przywództwo w dziewczyńskim komandzie pozostawiła młodszym, zajęła stolik na bazarze i wprowadziła się do Boldoga, który przez długi czas udawał zadowolenie z tego stanu rzeczy. Nie nosiła już polarów i spodni szturmowych. Przycięte włosy farbowała na blond. Przestawiła się z piwa na wódkę i próbowała schudnąć, rezygnując ze śniadań. Inne dziewczyny bały się jej jeszcze bardziej niż wcześniej. Boldog również jej się obawiał.

Nie zrezygnowała z placu – chciała być widoczna na mieście. Boldog miał rękę do zarabiania pieniędzy, lecz z zarządzaniem radził sobie gorzej. Stalowa Nika zajęła się papierkami. Prowadziła równolegle dwie księgi, tę oficjalną i drugą, prawdziwą, schowaną za regałem pełnym płyt z amerykańskimi filmami sensacyjnymi. Mówiła Boldogowi, ile mogą wydać i kogo przycisnąć. Tłumaczyła, że przyszłością jest lombard i warsztat samochodowy. Odkładała na przyszłe inwestycje. Kto wie, myślała, może kiedyś zdarzy się i kawiarnia z czystym lustrem? Boldog od tego wszystkiego schudł i posmutniał.

Trwając przy nim, Stalowa Nika musiała godzić się na pewne rzeczy, co jest udziałem wszystkich kobiet, które wiążą się z niezwykłymi mężczyznami. Boldog raz w tygodniu urządzał u siebie balangi, pod koniec których siedział zgarbiony i trzeźwy, patrząc na martwych i konających. Wciąż jeździł na baby, a w jego rozpuście pojawiło się coś rozpaczliwego. Nika podeszła do tego z rozsądkiem. Dbała tylko, by jej nie zaniedbywał.

Pamiętała też o Spince. Nim zapuszkowali Studenta, zaglądała do niej, żeby pomóc przy dziecku. Niekiedy śmiały się, rozmawiając o przyszłości, przy butelce wina. Była przy Spince również podczas tej strasznej nocy, kiedy Student usłyszał wyrok, a dziadek kazał się wynosić. Kobiety rozmawiały do świtu. Spinka płakała. Mówiła, że chce rzucić się do rzeki, że już nie wytrzyma. Dlaczego już drugi raz ją wyrzucają? Kim jest? Co złego zrobiła? Stalowa Nika poczekała na ostatnią łzę i złożyła obietnicę: użyje wszystkich swoich możliwości, by uratować Spinkę.

7

Ludzie zabijali się o miejsce na bazarze i nawet Stalowa Nika nie potrafiła zdobyć stolika dla Spinki. Wystarała się o pomoc i zastępstwo. Czasem handlarze ubraniami potrzebowali dodatkowej osoby, na dzień albo chociaż pół. Spinka sprzedawała więc podrabiane ciuchy, bujając wózek z Antonim. Niekiedy malca przejmowała Nika. Dziewuchy z dawnego komanda pytały ją, jak dorobiła się takiego uroczego malca. W ten sposób powstała plotka, że Antonii jest dzieckiem Buldoga, co jeszcze miało się zemścić.

Nika walczyła o Spinkę, ale i Spinka walczyła o siebie. Dziadek Studenta nalegał, by wyprowadziła się jak najszybciej, krzycząc i waląc laską w podłogę. Spinka wystąpiła o lokal socjalny, korzystając z pomocy prawnika podesłanego przez Boldoga. Liczyła, że przydzielą jej coś na nowym osiedlu. Dostała dwa pokoje kamienicę dalej. Nasza ulica najwyraźniej nie chciała wypuścić Spinki.

Wiadomo, jak u nas jest. Ciągną cię przedwojenne czynszówki o brudnych gardłach bram, z rzędami brudnych okien, z których, w lecie, sterczą wytatuowane ramiona. Życie biegnie powoli i raczej bez celu. Ludzie stawiają drobne kroki, jakby obawiali się, że popękany chodnik otworzy się i wciągnie ich w głąb ziemi. Nocą brzmią krzyki, trzaskają zapalniczki, brzęczy szkło. Spince zabrakło sił, by stąd wyjechać. Postanowiła, że zostanie, a jednak – ucieknie.

Za łuszczącymi się drzwiami jej mieszkania otwierał się inny świat, z podłogą starą i błyszczącą, ciepłą zielenią ścian i dziecinnym pokojem tonącym w pluszu. Nad łóżeczkiem obracały się plastykowe ptaki. W kuchni można było wypić najtańszą herbatę z kolorowego kubka. Na zniszczonej kanapie i fotelach pojawiły się błękitne narzuty. Nie starczyło na wymianę okien, więc Spinka zadłużyła się na bazarze i zawiesiła rolety w oknach. W ten sposób odgrodziła się od Pragi.

Zapisała się na portal randkowy, gdzie czekało ją rozczarowanie. Młodzi faceci byli nudni, a starzy żonaci i rozczarowani. Zresztą, większość czasu pożerała pogoń za groszem oraz kłopotliwy Antoni. Wieczorami oglądała seriale na starym laptopie i wypijała kieliszek półwytrawnego wina. Czasem zachodziła do biblioteki, żeby potem zasnąć nad otwartą książką.

8

Dzieci są wielką radością, ponieważ rosną, a wówczas opieka nad nimi spada częściowo na innych. Antoni pochodził z rodziny ubogiej i niepełnej, więc dostał miejsce w przedszkolu. Spinka odprowadzała go, zasmarkanego, i drałowała na plac. W niektóre popołudnia po malca przychodziła ciocia Nika, żeby mama mogła popracować dłużej. Spinka stała na placu do późna, i tak wpadła w oko Boldogowi.

Boldog po staremu chodził na baby, lecz nie angażował się w romanse. Uważał, że nie przystoi to człowiekowi w stałym związku. Początkowo wyglądało, że tak będzie i tym razem. Spinka wypiła parę drinków i wylądowała na tylnym siedzeniu jego passata. Do domu wróciła późno i bardzo przepraszała Stalową Nikę, tłumacząc, że zatruła się nieświeżym mlekiem dodanym do kawy. Boldog nie potrafił o niej zapomnieć i wkrótce spotkali się ponownie.

Jak większość złych ludzi, Boldog miał w sobie cząstkę dobra i nie miał pojęcia, co z nią zrobić. Uwierała go ta kruszynka, odbierała sen. W końcu postanowił ofiarować ją Spince. Zabierał ją do dobrych chińskich restauracji i wykupywał pokoje w trzygwiazdkowych hotelach. W szafie Spinki pojawiły się markowe ubrania, a łazienkę zapełniły kosmetyki za siedemdziesiąt złotych, albo i droższe. Próbował dać jej to, czego nigdy nie miała. Sam nie wiedział dlaczego. Zapewne zobaczył w niej, coś co dawno temu dostrzegła Stalowa Nika. Niekiedy właśnie tak się dzieje. Zwykli ludzie jawią się niezwykłymi w oczach innych.

Takich rzeczy nie sposób utrzymać w sekrecie i prawda o romansie wkrótce dotarła do Stalowej Niki. Zareagowała najrozsądniej, jak potrafiła. Przymknęła oko. Naprawdę wierzyła, że Boldog wkrótce znudzi się Spinką. Wciąż odbierała Antoniego z przedszkola i prowadziła rachunki. Przyjaciółce okazywała serdeczność. Coraz częściej krzyczała na handlarki, których musiała pilnować.

9

Stalowa Nika otrzymała od życia wiele dobrego. Miała pieniądze i ludzi pod sobą. Szturmówki i polar zamieniła na obcisłe spodnie i bluzki w krzykliwych kolorach. Chętnie obwieszała się złotem. Podcięte włosy przefarbowała na blond i rozganiała ławicę zmarszczek odwiedzinami u kosmetyczki. Prócz rzeczy dobrych pojawiły się dwie złe: rozpacz i czas wolny. Puchły. Mościły sobie miejsce w jej życiu, aż zawarły sojusz.

Zew butelki najgłośniej brzmi w pustym mieszkaniu. Nika podążyła za tym wołaniem. Widywano ją jak chwieje się pod „Koneserem” o piątej rano. Jej praski szlak znaczyły małpki po wiśniówce. Zgromadziła wokół siebie kilku młodszych facetów. Nie zapraszała ich do mieszkania Boldoga. Pili po bramach, na skwerku u wylotu Brzeskiej i w melinach. Śmiała się po staremu i dużo mówiła, by raptem zamilknąć ze wzrokiem utkwionym w przestrzeni. Przypomniała sobie też, co znaczą krótkie noce na cudzym materacu.

Wkrótce do wódki doszedł proch. Amfetamina pozwalała wypić więcej, a kreska zamiast porannej kawy przywracała Nice energię i radość życia. Zaraz drałowała na plac, żeby trochę porządzić. Dziwiła się tylko, że Boldog tak chętnie jej unika. Brązowiejące zęby pokrywała cienką warstwą wosku i nakładała coraz mocniejszy makijaż. Chętnie mówiła o radosnej przyszłości, o tym, co niedługo zrobi i jak urządzi sobie życie.

Wciąż doglądała interesów Boldoga, ale ludzie wiedzieli swoje. W warsztacie samochodowym zaczęły się lewizny. Lombard sprzedawał z pominięciem doli dla szefa. Baby na placu robiły, co chciały. Boldog, niezbyt biegły w rachunkach, długo o tym nie wiedział. W końcu jednak się zorientował i poszedł porozmawiać ze Stalową Niką. Powiedział, że znajdzie kogoś innego do zarządzania swoim kieszonkowym królestwem. Odebrał władzę na placu i poradził Nice, żeby znalazła sobie jakiś dach nad głową. Kiedyś bardzo kochał tę dziewuchę i wybił jej te trzonowce tylko dlatego, że pyskowała.

10

Dawno temu Stalowa Nika uratowała Spinkę. Ludzie szybko o tym zapomnieli, pamiętała jednak Spinka i poszła wstawić się za przyjaciółką. Boldog początkowo nie chciał o tym słyszeć, zmiękł jednak prędko i podjął taką decyzję: Stalowa Nika straci wszystko, poza pozycją na placu. Niech dogląda handlarek. Do tego, zdaniem Boldoga, doskonale się nadawała. Nika przyjęła swój los z uśmiechem. Całe dnie kręciła się po placu, ale, jeśli tylko mogła, nie rozmawiała ze Spinką.

 

Antonii poszedł do pierwszej klasy, korzystając z drzwi, które rząd otworzył sześciolatkom. Prócz tornistra i piórnika z Zygzakiem McQueen dostał też niespodziankę w postaci braciszka. Pod sercem Spinki puchło nowe życie, którego przyczyną był Boldog.

Spinka liczyła, że teraz Boldog weźmie ją do siebie, a nawet poślubi. Sam zainteresowany po raz pierwszy okazał rezerwę. Nie po to przepędził jedną babę, by natychmiast brać sobie kolejną. Ludziom mówił jednak co innego. Twierdził, że jego dziecko (a także Antoni) nie może wyrastać w otoczeniu, w którym obraca się ojciec. Obiecywał mu normalne życie, zabawki i dobrą szkołę. Skarby świata są rozmaite. Afryka ma złoto, Ameryka krzem. Bogactwem Pragi są plany jej mieszkańców i niewiele więcej.

Kupił wózek i posmarował lekarzom z oddziału położniczego Szpitala Praskiego pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego. Opłacił remont, a odmalowany pokój dziecinny zapełnił się pluszakami. Nad łóżeczkiem zawisły podświetlane gwiazdy. Boldog po prostu słuchał, czego potrzebuje Spinka, sypał stówkami z portfela i wracał do siebie. Gdy urodził się Sebastian, wyprawił pępkówkę na pół Pragi. Podczas imprezy siedział przy krótkim końcu stołu, jadł ciastka i oblizywał krótkie palce.

11

Złoty czas handlu na powietrzu przypada na grudzień, choć nieźle bywa też przed Wielkanocą i pod koniec lata, kiedy wszędzie wyrastają pudła pełne zeszłorocznych podręczników, a ludzie potrzebują tanich bluz i swetrów. Również Święto Zmarłych przynosi żywym radość i zarobek. Schodzą znicze, ale też pasty do odnawiania grobów i mdłe cukierki. Boldog posłał Spinkę wraz z Niką pod mur cmentarza bródnowskiego, żeby handlowały pańską skórką.

Spinka zabrała ze sobą wózek z małym Sebastianem, a Stalowa Nika spóźniła się półtorej godziny. Chciała palić przy dziecku i zaraz się pokłóciły. Nika nie bardzo miała dokąd pójść. Wstrząsana przez dreszcze, podpierała mur i piła kawę za kawą. Dłonie trzymała w rękawach, żeby ukryć połamane paznokcie.

Mżyło. Spinka zaciągnęła folię nad głową płaczącego Sebastiana. Podawała pańską skórkę, wydawała resztę i bujała wózek nogą. Nika dużo mówiła o kobietach, które robią karierę, rodząc dzieci i o tym, jak trudno jest przetrwać człowiekowi uczciwemu. Jej zdaniem Polska nie dawała nikomu najmniejszej szansy. Panoszą się tu obcy. Wznoszą budynki z błyszczącego szkła i zatrudniają tam ludzi, którzy tak naprawdę niczego nie umieją.

Jeden z takich ludzi podszedł pod cmentarny mur. Za rękę prowadził córkę, na oko pięcioletnią. Córeczka bardzo chciała tej pańskiej skórki. Mężczyzna – w płaszczu, z apaszką wokół szyi i nausznikach – przyglądnął się zmarzniętej Spince kołyszącej wózek, wysupłał trzy stuzłotówki, dał jej i poszedł, zabierając ze sobą pańską skórkę. Na moment oczy Stalowej Niki zrobiły się wielkie. Uniosła wargę, odsłaniając dziurę po trzonowcach. Rozprostowała dłoń i zaraz ją zamknęła. Zauważyła, że handel świetnie idzie i nie mówiła już nic aż do wieczora, kiedy dziewczyny zwinęły interes i poszły do mieszkania Spinki się rozliczyć.

12

Trudno powiedzieć, co dokładnie się zdarzyło. Opowieść buduje się z zeznań i wyobrażeń. Wiadomo, że Spinka zaprosiła Stalową Nikę do środka, kazała jej zdjąć buty i poczekać. Zajęła się usypianiem dzieci. Trochę to trwało, co pewno niecierpliwiło Nikę. Musiała chodzić jej noga. Ręce nie mogły znaleźć sobie miejsca. Była żywą bombą włożoną w za duże ubrania.

Sebastian z Antonim zasnęli. Nika poprosiła o coś do picia, nie chodziło jej jednak o herbatę, którą dostała. Spinka zaczęła dzielić pieniądze na kupki, w tym jedną dla Boldoga, któremu należało się piętnaście procent. Rozkład szedł po równo, ale pod koniec dołożyła sobie trzysta złotych od mężczyzny w nausznikach. Nice niezbyt się to spodobało. Jej zdaniem powinny podzielić się po równo do samego końca. Spinka odparła, że te trzy stówki są dla niej. Dostała, bo tamten zobaczył ją z dzieckiem. Nika znów swoje: stały razem, marzły razem i powinny podzielić się po równo. Spinka przypomniała jej spóźnienie i zauważyła, że i tak zarobiła dosyć. Przecież tylko podpierała mur.

Nika poszła do łazienki, zahaczyła o kuchnię i wróciła z nożem kuchennym w rękawie. Ten nóż zaraz włożyła w gardło Spinki. Spinka, poniewczasie, próbowała się bronić. Ostrze przejechało po wnętrzach dłoni. Zsunęła się z kanapy i popełzła po podłodze w stronę drzwi. Wówczas Stalowa Nika chwyciła ją za włosy, przekręciła na plecy i wbiła ostrze w pierś. Poczekała, aż Spinka znieruchomieje. Umyła twarz i ręce. Zabrała pieniądze. Zakrwawioną bluzę schowała do siatki. Założyła nową, z szafy. Nawet pasowała. Nika bardzo schudła.

Krwawe ślady świadczą, że zawróciła tuż sprzed drzwi wejściowych. W pokoju dziecinnym patrzyła na śpiących chłopców, a zwłaszcza na Sebastiana. Być może myślała o tym, że to powinno być jej dziecko, a może o czymś innym. Wycofała się aż do ciała Spinki. Podłogę i meble zalała, czym tylko mogła: perfumami, płynem do mycia szyb, resztką spirytusu. Zwaliła książki z półek, przyłożyła zapałkę i zbiegła po schodach.

13

Zaraz po podpaleniu Stalowa Nika popędziła do Konesera po dwie butelki. Jedną wypiła natychmiast, drugą zabrała ze sobą i zaszyła się gdzieś na Nieporęckiej. Słyszała, że w okolicy robi się coraz większy ruch. Ludzie pospiesznie wychodzili z domów i rozmawiali podniesionymi głosami. Cały czas ktoś wpadał, przynosząc strzępki informacji o pożarze niedaleko, o tym, że w mieszkaniu na pewno ktoś był, może nawet dzieci. Każdy chciał tam iść, wreszcie poszła i Nika, tylko po to, by nie wzbudzać podejrzeń. Widziano ją, jak stoi wśród gapiów. Zadzierała głowę. W jej oczach odbijał się ogień.

Znaleziono trzy ciała, dwa w dziecinnych łóżeczkach, a jedno, to Spinki, nadpalone. Wśród policjantów próżno szukać orłów, umieli jednak dodać dwa do dwóch i Stalowa Nika szybko trafiła na szczyt listy podejrzanych. Ponoć wskazał ją sam oszalały z rozpaczy Boldog. Wiedziała i bez tego, że musi się skryć, zarówno przed mundurowymi, jak i ludźmi byłego kochanka. Jeszcze wczoraj wszędzie było jej pełno. Nagle zapadła się pod ziemię.

Zachodzono w głowę, co dzieje się ze Stalową Niką. Niektórzy utrzymywali, że prysnęła z Polski, albo że ludzie Boldoga dopadli ją i pogrzebali. Byli i tacy, którzy ją widywali. Jej cień, wyolbrzymiony przez światło latarni, kładł się na murach. Zatruty oddech dmuchał w twarze pijaków drzemiących na ławkach. Umazana krwią, zawisała nad łóżeczkami niegrzecznych dzieci. Często słyszano jej krzyki, te słowa bez związku przemieszane ze znajomymi imionami. Rozpaczliwy szloch niósł się ze strychów i pustostanów. Wielu powiadało, że natknęło się na Nikę w piwnicznych korytarzach. Szła powoli, na węch, szorując wierzchem dłoni po ziemi. Ubranie wisiało na niej w strzępach. Stopy były owinięte w szmaty. Na widok człowieka wrzeszczała i rzucała wszystkim, co wpadło jej w ręce.

Każdy człowiek, który przepadł, każde zagubione zwierzę, a nawet kradzież i choroba obciążały Stalową Nikę, aż w końcu Nika się znalazła. Wychudzona i obdarta, stanęła na komendzie i powiedziała, że tutaj jest jej miejsce. Tu przynależy. Przed zawleczeniem do celi dokładnie ją umyto. Policjantka usiłowała zetrzeć kawałek żużlu zatopiony w jej policzku. Stalowa Nika nie protestowała. Później zgodziła się na obrońcę z urzędu i dostała wysoki wyrok. Przed budynkiem sądu na Solidarności zgromadziły się kobiety żądające linczu. Pod dawnym domem Spinki płonęły znicze. Wreszcie, policyjna suka w asyście dwóch nieoznakowanych samochodów zawiozła Stalową Nikę do więzienia, choć są i tacy, którzy utrzymują, że wcale do tego nie doszło. Skazano inną kobietę. Stalowej Niki nigdy nie złapano, Stalowa Nika wciąż tutaj jest. ■