Szepty spoza nicości

Tekst
Z serii: Seweryn Zaorski #3
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

5

Kancelaria notarialna mieściła się w jednej z bocznych uliczek rynku, więc Seweryn musiał chwilę się najeździć, by znaleźć wolne miejsce. Szybko przyniósł bilet parkingowy, a potem razem z Lidką ruszył w kierunku kancelarii.

Nie odzywał się, pogrążony we własnych myślach. Obracał w głowie wszystko, co się wydarzyło, starając się to zrozumieć. Na próżno. Powrót do Żeromic od początku zdawał się złym pomysłem, ale Zaorski nie mógł się spodziewać, że aż do tego stopnia.

– Tateł?

– Tak, bombelku?

Mała rzuciła mu krótkie, ostre spojrzenie, nie puszczając jego ręki.

– Nad czym tak myślisz?

Nad tym, kto, kiedy, dlaczego i w jaki sposób wrzucił oberżnięty łeb ludzki do naszej piwnicy, chciał odpowiedzieć Seweryn.

– Wymyślam nowy tatełożart.

– I?

Zaorski odchrząknął.

– O jakim piwie marzą koty? – spytał.

– Nie wiem.

– Okocim.

Lidka szła przed siebie niewzruszona, z kamiennym wyrazem twarzy. Była to jej standardowa reakcja na jego dowcipy, ale mógłby się założyć, że w duchu pęka ze śmiechu.

– Ha, ha – odparła pod nosem.

– Za parę lat będzie cię śmieszyło. Może za paręnaście.

– No na pewno.

Podeszli pod budynek w jednej z bocznych uliczek i zatrzymali się przed drzwiami. Seweryn przez moment się wahał, a córka od razu to wyczuła. Posłała mu pytające spojrzenie.

– Nie wchodzimy? – zapytała.

– Wchodzimy.

– To czemu stoimy przed wejściem?

Zaorski docenił to dość logiczne pytanie lekkim uśmiechem. Odpowiedź była prosta i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Od pozbycia się domu dzielił go już tylko jeden podpis, po którym nie będzie powrotu.

Wmawiał sobie, że nie ma żadnych wątpliwości i klamka już dawno zapadła. Wystarczyło jednak, że zobaczył Burzę, a nagle cała pewność znikła.

– Już się spóźniliśmy, tateł – zauważyła Lidka. – A teraz spóźniamy się jeszcze bardziej i psujemy mi opinię.

– Tobie?

– No tak. Nigdy nie mam żadnych spóźnień.

– Rzeczywiście, nie masz – odparł pod nosem Seweryn. – A dzięki komu?

– Sobie samej.

Uniósł brwi z niedowierzaniem, przypominając sobie codzienne zmagania, by Lidka zwlokła się z łóżka, zjadła śniadanie, przygotowała się do wyjścia i w porę trafiła na lekcje. Była sumienna, do domu przynosiła same dobre oceny, ale czasem potrzeba było gróźb, żeby rankiem odwinęła się z kokonu pościeli.

– W porządku – powiedział Zaorski. – Nie psujmy ci reputacji.

Młode małżeństwo, Maria i Piotr Zielińscy, czekało na nich dość długo, jeśli oceniać po dwóch pustych kubkach po kawie i braku jakiegokolwiek zapachu po jej parzeniu. Powitali Seweryna i jego córkę poprawnymi uśmiechami, ale nietrudno było stwierdzić, że są nieco wymuszone.

Notariuszka zdawała się nie mniej zirytowana spóźnieniem, ale ukrywała to lepiej. Gdyby nie te reakcje, Seweryn z pewnością przeprosiłby za to, że musieli czekać. W takiej sytuacji jednak nie miał zamiaru się tłumaczyć.

– Okropnie nie znoszę się spóźniać – rzucił. – Ale jestem w tym tak dobry, że czasem po prostu nie mogę przestać.

Lidka ukryła twarz w dłoniach, a potem oboje usiedli na krzesłach przed biurkiem notariuszki. Zielińscy popatrzyli po sobie niepewnie, nie komentując.

Już przy pierwszym spotkaniu wydali się Zaorskiemu modelowo zwyczajni, może nawet boleśnie przeciętni. Pochodzili z jednej z okolicznych wiosek, a decyzję o przeprowadzce podjęli, kiedy oboje dostali pracę w Żeromicach.

Właściwie pasowali Sewerynowi na nowych właścicieli domu. Dla odmiany ktoś będzie w nim wiódł spokojne, stateczne życie. Założą rodzinę, będą dbać o ogródek i walczyć z kretami, od czasu do czasu urządzą grilla.

Zaorski nabrał tchu. Znów poczuł, że za moment przekroczy Rubikon. Dotychczas wydawało mu się, że zrobi to bez żalu i oglądania się za siebie, ale teraz zrozumiał, że nie będzie tak łatwo.

Była to jednak słuszna decyzja, zresztą podjęta już dawno. Należało tylko postawić kropkę nad i, robiąc to w taki sposób, by nie zostać zapamiętanym jako gbur.

– Mieliśmy niespodziewane dodatkowe zajęcie – odezwał się. – Zeszło trochę więcej czasu, niż powinno.

– Nic nie szkodzi – odparła Maria.

– Co was zatrzymało? – spytał Piotr.

Neonazistowski umarlak bez głowy i kończyn.

– Nic takiego – rzucił Seweryn. – Policja potrzebowała konsultacji patologa. A że było jeszcze trochę czasu do naszego spotkania, popełniłem klasyczny błąd i zgodziłem się pomóc. Mieliśmy skończyć do…

– To ma jakiś związek z ciałem? – przerwał mu Zieliński.

Notariuszka poruszyła się nerwowo i skrzywiła, jakby nie życzyła sobie takich rozmów w jej kancelarii.

– Jakim ciałem?

– Tym, które znaleziono nocą w lesie.

Zaorski uniósł wzrok. Powinien się spodziewać, że takie rzeczy rozejdą się po Żeromicach szybciej niż „du, du, du” w jego samochodzie.

– Trwa postępowanie, więc niestety nie mogę ujawniać żadnych szczegółów – odparł szybko z nadzieją, że Piotr odpuści. Od razu jednak zobaczył w jego oczach coraz większe zaciekawienie.

– Czyli o to chodziło – powiedział Zieliński i popatrzył na żonę. – Mówiłem ci.

– Daj spokój, przecież…

– Byliśmy dziś rano zobaczyć dom – uciął. – I wie pan, co zastaliśmy na miejscu? Taśmy policyjne. I funkcjonariuszy chodzących wokół.

– Piotrek…

– Nikt nie chciał nam powiedzieć, co się stało, ale uważam, że mamy prawo wiedzieć.

A więc stąd te początkowe reakcje. Seweryn błędnie wziął ich niepokój za rozdrażnienie spowodowane jego spóźnieniem. To przedstawiało pewien problem.

– Więc? – dodał Zieliński. – Powie pan nam, o co chodzi? Czy to w naszym domu znaleziono te zwłoki?

– Cóż…

– Proszę mówić.

– Po pierwsze, to jeszcze nie wasz dom.

Spojrzeli na siebie, a potem spiorunowali go nieprzychylnym spojrzeniem. Powinien był ugryźć się w język, ale coraz bardziej działali mu na nerwy.

– Po drugie, w każdym domu kiedyś znajduje się zwłoki – dorzucił. – Normalna kolej rzeczy, podobnie jak…

– Pan chyba sobie żartuje.

– Nie – odparł Zaorski i wzruszył ramionami. – Ale mogę zacząć. Wie pan, co mówi Obcy, kiedy podchodzi pod górę?

Lidka nerwowo chrząknęła, szturchając ojca.

– Mniejsza z tym – powiedział. – W każdym razie ludzie umierają. Przeważnie w domach, ale dość często także w pokojach hotelowych.

Milczeli, patrząc na Zaorskiego z coraz większym roztrzęsieniem.

– Właściwie jeśli przez tydzień zatrzymywalibyście się na noc w różnych hotelach, prawdopodobieństwo spania w łóżku, w którym ktoś wyciągnął kopyta, wynosiłoby sześćdziesiąt cztery procent.

Była to kompletna bzdura, ale Seweryn odniósł wrażenie, że uwierzyli. Spojrzeli z niepokojem na Lidkę, jakby nie mogli uwierzyć, że ojciec mówi o takich rzeczach w towarzystwie córki.

Zaorski wiedział doskonale, na ile może sobie pozwolić. Obawiał się tylko tego, że Piotr za moment zapyta wprost o to, co konkretnie znaleziono w domu. Nie było sensu mydlić mu oczu, dowiedziałby się prędzej czy później. Ale Lidka niekoniecznie musiała żyć ze świadomością, że noc spędzili pod jednym dachem z obciętą ludzką głową.

– To jak? – spytał Seweryn. – Kończymy te formalności?

Piotr się podniósł, jego żona po krótkim wahaniu też wstała.

– Musimy to przemyśleć – oznajmił.

Notariuszka westchnęła bezsilnie, jakby nie spodziewała się innego finału. Najwyraźniej przed przyjściem Zaorskiego ucięli sobie pogawędkę na temat wydarzeń ostatniej nocy.

– Jakiś czas temu nauczyłem się, żeby za dużo nie myśleć, bo stwarza się wtedy problemy, które nie istnieją – odparł.

– W tym wypadku chyba jednak istnieją.

– Jakie? Jeszcze dzisiaj taśmy znikną. Dom stoi, jak stał.

Zielińscy zatrzymali się przed drzwiami.

– Znaleziono tam ofiarę przestępstwa – rzucił Piotr.

– Tego nie powiedziałem.

– Ale też pan nie zaprzeczył – zauważyła Maria, wyraźnie pod wpływem narastającej złości męża. – Wyobraża pan sobie, że tak po prostu to zignorujemy?

– A co to ma do rzeczy?

Zieliński pokręcił bezradnie głową, a potem przeprosił notariuszkę, jakby to ona była w tej sytuacji najbardziej stratna. Zanim Seweryn zdążył cokolwiek powiedzieć, młode małżeństwo opuściło kancelarię.

On i Lidka zrobili to chwilę później. Wyszli z uliczki, zatrzymali się i powiedli wzrokiem po rynku. Zaorski nie bardzo wiedział, co powiedzieć.

– Po co kotu telefon? – spytał.

– Nie wiem.

– Żeby miaau…

Lidka lekko pacnęła się otwartą dłonią w czoło, ale Seweryn mógłby przysiąc, że wcześniej cicho parsknęła. Cóż, na więcej nie było sensu liczyć. Dziś o tej porze mieli być już z powrotem w Krakowie, oficjalnie zaczynając ferie. Zaorski przygotował kilka rzeczy, które powinny zrekompensować małej brak wyjazdu, ale najwyraźniej będzie musiał je odłożyć na później.

Zielińscy niebawem dowiedzą się o makabryczności znaleziska. Poszukiwanie kupców będzie trzeba zacząć od nowa.

– Tateł, zobacz.

– Co?

Lidka wskazała nieodległy Kawalądek, a Seweryn dostrzegł, że wychodzi z niego Kaja. Była wyraźnie roztrzęsiona. Powiodła wzrokiem wokół, a potem nagle się objęła, jakby przeszły ją dreszcze.

– Chyba się czegoś boi – zauważyła mała.

Zaorski bezwiednie ruszył w kierunku kawiarni, trzymając córkę za rękę. Burza dostrzegła ich dopiero po chwili, ale ledwo to zrobiła, natychmiast rozpromieniała, ukrywając wcześniejsze roztrzęsienie.

 

– Już po? – spytała słabym głosem.

– W pewnym sensie – zbył temat Seweryn. – Wszystko w porządku?

Spodziewał się, że rzuci coś na odczepnego i zapewni go, że nic złego się nie dzieje. Zamiast tego jednak wbiła w niego wzrok, który jasno mówił mu, że poszukuje pomocy. Zaorski zerknął na Lidkę.

– Chcesz rurkę z kremem? – spytał.

– A czy Elsa lubi śpiewać, że ma tę moc?

Seweryn nie był do końca pewien, czy to odpowiedź twierdząca, bo ilekroć oglądał z Lidką obydwie części Krainy lodu, lekko przysypiał albo się wyłączał. Ostatecznie kupił małej ptysia i rurkę z kremem, usadził ją przy oknie, a potem dołączył do Burzy przed Kawalądkiem.

– Mów, co się dzieje – rzucił od razu.

Kaja wbijała pusty wzrok w niewielki ratusz naprzeciwko.

– Znam tego człowieka – powiedziała tak cicho, że z trudem ją dosłyszał.

Rozejrzał się, starając się stwierdzić, o kogo chodzi. W oddali dostrzegł tylko szukającą miejsca parkingowego ciemnozieloną hondę civic. Model z 1995 roku, dokładnie taki, jak on sam kiedyś miał.

– Jakiego znowu człowieka? – zapytał.

Burza zamrugała i delikatnie potrząsnęła głową.

– Ofiarę z nazistowskimi runami. Znam tego mężczyznę.

– Co? – wypalił Zaorski. – Skąd?

– Nie wiem.

Patrzył na nią długo w milczeniu, jakby istniał cień szansy, że się z tego wycofa.

– Skąd miałabyś znać jakiegoś neonazistę? – spytał.

– Może spotkałam go lata temu, kiedy jeszcze nie miał tych tatuaży. Na pewno nie pochodził z Żeromic, ale przecież jego ciała nie porzucono w okolicy przez przypadek. Może mieszkał w którejś ze wsi albo… sama nie wiem.

Na moment urwała, a Zaorski nie bardzo wiedział, co odpowiedzieć.

– Powinnam być teraz na komendzie, jest tam już prokurator z Zamościa, ale… po prostu…

– Spokojnie, nie pali się.

– Nie mogłam się pozbierać – dokończyła z trudem, kręcąc głową. – Stałam przy stole sekcyjnym, patrzyłam na tego człowieka i nagle uświadomiłam sobie, że go znam. Nie mam co do tego wątpliwości.

Seweryn oparł się o okno kawiarni i wsunął ręce do kieszeni.

– Trzeba będzie cyfrowo wzbogacić go o włosy, ewentualnie o zarost na twarzy – powiedział. – Może wtedy go skojarzysz.

– Sama nie wiem… Może to zupełnie nie tak…

Zaorski zmarszczył czoło, nie bardzo rozumiejąc, o co chodzi.

– Co masz na myśli?

Kaja z trudem przełknęła ślinę i sprawiała wrażenie, jakby nie była do końca przekonana, czy chce powiedzieć mu, co pojawiło się w jej głowie.

– To był dla mnie trudny rok – odezwała się cicho. – Trudniejszy, niż myślisz.

– W jakim sensie?

– Nie było ze mną najlepiej. Psychicznie.

Obrócił się do niej i musiał przezwyciężyć naturalny odruch, by nie złapać jej za rękę. Postanowił nie dopytywać, świadomy, że za moment i tak wszystko mu powie.

– Brałam trochę leków, miałam blackouty…

– Co? Utraty pamięci krótkotrwałej?

– Niewielkie, ale… sam rozumiesz, że było to trochę niepokojące. Nagle się gdzieś ockniesz i okazuje się, że nie wiesz, co robiłeś przez ostatnie pół godziny.

– Jezu, Burza…

Mimowolnie do niej podszedł i położył jej rękę na ramieniu. Natychmiast poczuł, jakby podłączono mu do piersi elektrody i ustawiono najwyższą moc. Kaja lekko się zatrzęsła, z pewnością odczuwając coś podobnego.

– To poważne? – spytał, od razu orientując się, jak beznadziejnie to zabrzmiało.

Burza szybko pokręciła głową.

– Nie, nie – zapewniła go. – Jakiś czas temu te zaćmienia ustały, dość szybko odstawiłam też leki. Ale… nie mogę wykluczyć, że spotkałam tego człowieka podczas jednego z takich epizodów.

Seweryn długo patrzył jej w oczy. Starał się znaleźć w nich wahanie, choć trochę niepewności, ale nadaremno. Burza była pewna tego, co mówiła.

6

Kaja nie znalazła się na rynku przypadkiem. Liczyła na to, że trafi na Zaorskiego, choć przypuszczała, że załatwienie formalności notarialnych zajmie mu nieco więcej czasu. Potrzebowała go. Wiedziała, że tylko rozmowa z nim może dać jej spokój, którego tak bardzo pragnęła.

Nie pomyliła się. Sam dźwięk jego głosu sprawiał, że cały świat nagle milkł i wszystko inne przestawało mieć znaczenie.

Powoli udawało jej się zebrać myśli. Nie chciała przyznawać się przed kimkolwiek do zaćmień pamięci, ale nie miała wyboru. Jeśli Seweryn miał jej pomóc, musiał znać wszystkie szczegóły. Oprócz niego o jej problemach wiedział tylko Michał, ale Burza nie wyjawiła mu wszystkiego.

– W porządku… – odezwał się Zaorski. – Trzeba się zastanowić, gdzie mogłabyś spotkać tego człowieka. Nie rozpracowywałaś w ostatnim roku środowiska kiboli ani niczego w ten deseń?

– Nie.

– Może trafiłaś na niego w policyjnej bazie danych, kiedy szukałaś informacji o innej sprawie?

– Właściwie nie było tu przez ostatni rok wiele do roboty.

– Świetnie. Nie ma mnie, jest spokój. Pojawiam się, przychodzą kłopoty.

Doceniła tę uwagę lekkim uśmiechem, czując, że mrowienie na dłoniach znika, a nogi zdają się stabilniejsze niż przed momentem. Nie wiedziała, co konkretnie przeszła, ale musiała być to jakaś łagodna forma ataku paniki.

– Może wyskoczył ci w systemie przy okazji jakiegoś wypadku? Albo przy sprawdzaniu czegoś zupełnie innego? Jako członek rodziny, którego trzeba powiadomić?

– Nie wydaje mi się. Dobrze go kojarzę.

– Tak czy inaczej, sprawdziłbym twój komputer na komisariacie.

– Ty?

– Nie dosłownie. W sensie… na twoim miejscu.

Burza potrząsnęła głową. Wciąż w głębi ducha wierzyła, że Seweryn zrezygnuje z powrotu do Krakowa i rzuci wszystko, by jej pomóc. Nie powinna tego robić. Nie powinna w ogóle go angażować.

– Zajmę się tym – zapewniła. – I dzięki.

– Za co? Nic nie zrobiłem.

Otworzyła usta, ale szybko uznała, że nie będzie wyprowadzać go z błędu.

– Możemy to sprawdzić razem, jeśli chcesz – dodał.

– Nie trzeba.

– W takim razie mogę pomóc ci przejrzeć domowy komputer. Mogłaś po prostu trafić na tego gościa podczas przeglądania Facebooka.

– Prawie przestałam z niego korzystać – odparła.

Chyba dopiero teraz zorientował się, że w jej głosie pojawił się niespodziewany chłód. Zmrużył oczy, jakby miał zamiar o to zapytać, ale ostatecznie zrezygnował.

Nie mijała się z prawdą, mówiąc o portalu społecznościowym. Trzymała się od nich z daleka, wiedząc, że niewiele trzeba, by najpierw zaczęła szperać w życiu Seweryna, a potem do niego pisać.

– Tak czy owak, historię przeglądarki warto sprawdzić – powiedział. – A ja chętnie ci pomogę.

– Tak cię interesuje, co przeglądam w internecie?

Zaorski potwierdził zdecydowanym skinieniem głowy.

– Nie ma lepszego sposobu, żeby ustalić, czy dwoje ludzi jest sobie przeznaczonych, niż porównanie historii ich przeglądarek.

Cały Seweryn. Powinna spodziewać się, że prędzej czy później całkowicie wbrew sobie rzuci podobną uwagę. Niby luźną, ale o ciężarze, który oboje natychmiast odczują.

– Mieliście wracać do Krakowa – zauważyła.

– Możemy zostać chwilę dłużej. Diablica nie będzie miała nic przeciwko.

Burza zerknęła przez okno na Lidkę. Rzeczywiście nie sprawiała wrażenia, jakby gdziekolwiek jej się spieszyło, choć pewne znaczenie mogła mieć rurka z kremem, którą pałaszowała.

– Będziesz żałowała tylko trochę, obiecuję – dodał Zaorski z przekąsem.

– O siebie się nie martwię, zawsze przyda mi się dodatkowa para oczu. Ale ty nie chciałeś mieć z tym chyba nic wspólnego.

– Dalej nie chcę.

– Ale?

– Ale ktoś zostawił głowę w mojej piwnicy. Czuję się w obowiązku ustalić, kto to był.

Pokręciła bezradnie głową, nie mogąc się nadziwić, jak niewiele trzeba, żeby Zaorski ze skrajnie ponurej atmosfery uczynił dość pogodną. Tak naprawdę zgodziła się na jego propozycję, jeszcze zanim ją sformułował. Oboje o tym wiedzieli.

– Okej – rzuciła. – Pojadę do komisariatu, pogadam z prokuratorem, sprawdzę służbowy komputer i spotkamy się u mnie.

– Idealnie.

– Zjemy coś, a potem poszperamy w moim laptopie.

Brzmiało to niewinnie, jakby umawiali się na niezobowiązujące spotkanie. W istocie jednak ryzykowali bardziej, niż powinni.

Starając się o tym nie myśleć, Burza pożegnała jego i Lidkę, a potem ruszyła w kierunku komisariatu. Spodziewała się zastać tam zniecierpliwionego Korolewa, ale Zamość zamiast niego przysłał prokuratorkę.

Katarzyna Labocha miała koło sześćdziesięciu lat, była tak chuda, jakby prowadziła głodówkę, a liczbą zmarszczek na jej twarzy mogłaby zawstydzić Anthony’ego Hopkinsa. W oczach prokuratorki widać było opanowanie i doświadczenie, którego nabywa się tylko po długich latach w tej robocie.

Labocha prawie nie zadawała pytań, kiedy Kaja relacjonowała jej pierwsze ustalenia. Kilkakrotnie uniosła lekko jedną brew, słysząc wzmianki o patomorfologu, który przeprowadzał sekcję. Zanotowała wszystko w niewielkim kajecie, a potem zamknęła go i podziękowała Burzy.

Kaja nie zająknęła się na temat znajomości ofiary. Dopóki nie wiedziała, skąd znała tego człowieka, wolała pozostawić to dla siebie – w przeciwnym wypadku musiałaby przyznać się też do zaników pamięci, a to z pewnością nie przeszłoby bez echa. Trafiłaby na przymusowy urlop i Bóg jeden wie, kiedy by się skończył.

Poddano by ją badaniu psychiatrycznemu, podczas którego z pewnością wyszłaby na jaw jedyna rzecz, którą zataiła przed Sewerynem. Wciąż brała tabletki. Miewała ataki paniki, podobne do tego w prosektorium, ale dzięki lekom szybko sobie z nimi radziła.

Kaja usiadła przed komputerem i zerknęła na Labochę, która rozmawiała teraz z komendantem. Przez moment Burza miała wrażenie, że prokuratorka wychwyciła przemilczenie pewnych kwestii. Teraz jednak uznała, że przesadza. Labocha zdawała się patrzeć podejrzliwie chyba na wszystkich.

Na służbowym komputerze Kaja nie znalazła nic, co mogłoby dać jej odpowiedzi. Sprawdziła przeglądarki, bazy danych, ostatnie zapytania i logowania. Przejrzała też zdjęcia poszukiwanych i zaginionych osób, sądząc, że być może w ten sposób natknęła się na podobiznę ofiary.

Wciąż jednak nie opuszczało jej poczucie, że zna tego mężczyznę nie tylko z fotografii.

Pojechała do domu z nadzieją, że jej prywatny laptop da jakieś odpowiedzi. Z drugiej strony nie opuszczał jej niepokój, że to, co odnajdzie, może okazać się problematyczne.

Odłożyła sprawdzenie komputera do przyjazdu Seweryna. Nie musiała czekać długo, bo zjawili się z Lidką zaraz po tym, jak włożyła do piekarnika zapiekankę ziemniaczaną z brokułami. Wczoraj Dominik trochę kręcił na nią nosem, ale wsunął wszystko, co miał na talerzu.

– Gdzie reszta domowników? – rzucił Zaorski, zawieszając kurtkę w korytarzu.

– Na basenie. Będą niedługo.

Nie była to odpowiedź, na którą liczył, ale nie dał tego po sobie poznać. Kaja nałożyła Lidce trochę zapiekanki, a mała szybko zajęła miejsce przed telewizorem, zostawiając ją i ojca w kuchni. Zniknęła w dużym fotelu, po czym zaczęła zmieniać programy, czując się jak u siebie. Wszystko wskazywało na to, że zajmie się swoimi sprawami.

– Tateł! – rozległo się wołanie z pełnymi ustami.

– Co?

– Mówi się „proszę” albo „słucham”, a nie co!

Zaorski westchnął i wychylił się zza progu.

– O co chodzi? – zapytał.

– Chciałam się o coś zapytać.

– To się zapytaj.

– To znaczy ciebie.

– O co?

– Czemu jest ten rok, co jest?

Kiedy Seweryn obrócił się do Kai, ta mogłaby przysiąc, że coś w nim właśnie umarło.

– Bo tak jest w kalendarzu.

Lidka odstawiła talerz na stolik przed nią, obróciła się i wychyliła zza oparcia fotela.

– Ale czemu?

– Bo Jezus się urodził tyle lat temu.

– A co to ma do rzeczy?

– To, że od wtedy się liczy.

– Czemu?

– Bo tak ustalono.

Mała wyraźnie nie była usatysfakcjonowana odpowiedzią, a Burza uśmiechnęła się w duchu. Miała wrażenie, jakby cofnęli się do pierwszych dni, kiedy Seweryn wrócił do Żeromic po latach nieobecności. Dni, kiedy ich życia nie spowijały jeszcze problemy.

– Ale kto ustalił? – dopytywała Lidka. – I czy jak ktoś nie wierzy w Jezusa, to może ustalić inaczej?

 

– Nie.

– Czemu?

Spirala czemulności stawała się coraz bardziej niebezpieczna, a Zaorski mimo woli spadał coraz głębiej.

– Bo chrześcijan jest dużo – odburknął. – I… tak po prostu jest.

– A jakbyśmy wszyscy się umówili, że dziś jest pierwszy dzień trzytysięcznego roku?

– To byłby trzytysięczny rok.

– No to może…

– Jedz tę zapiekankę – uciął. – Bo jak ci wystygnie, dostaniesz sałatę.

Zanim zdążyła zaoponować, szybko skinął głową na Burzę i zbiegł do pokoju obok. Oboje usiedli przed laptopem, a Kaja nagle poczuła się nieswojo. To w tym miejscu spędzała całkiem sporo czasu, słuchając ich muzyki, myśląc o Sewerynie i wracając do tego, co razem przeżyli.

Szczęśliwie Zaorski szybko włączył komputer.

– Naprawdę chcesz sprawdzać moją historię przeglądania? – spytała.

– I wyszukiwania.

– Z jak długiego okresu?

Wzruszył ramionami, a potem wyświetlił odpowiednie okienko w Safari. Zaczął od wczorajszych wyników, powoli przesuwając wzrokiem po kolejnych odwiedzonych przez Burzę stronach.

Wyświetlił kilka artykułów w naTemat i TVN24, sądząc, że może tam zobaczyła zdjęcie mężczyzny, ale nie miały z nim nic wspólnego. Cofnął się do przedwczoraj i znów zaczął od rana.

Same standardowe strony, nic specjalnie ciekawego. Kiedy doszedł do wieczornych wyników, popatrzył na Burzę i zmrużył oczy.

– Plotek? – spytał.

– Chciałam sprawdzić jedną rzecz.

– Tyle że tutaj jest co najmniej kilkanaście linków.

Kaja odchrząknęła niepewnie.

– Muszę to zbadać – dodał. – Niewykluczone, że właśnie tam widziałaś denata.

– Tak, z pewnością stał na jakiejś ściance obok Kingi Rusin.

Seweryn zamknął ten dzień i wyświetlił poprzedni. Oboje przez moment w milczeniu przyglądali się wynikom, a kiedy Burza dostrzegła kilka z nich, zrobiło jej się gorąco. Chciała się odezwać, jakoś się wytłumaczyć albo chociaż uprzedzić Zaorskiego, ale nie bardzo wiedziała, co mogłaby powiedzieć.

– Oczy szeroko zamknięte na YouTubie – odezwał się. – A zaraz potem Have You Ever Seen The Rain, Love Will Tear Us Apart i Tunnel of Love.

Wciąż nie miała pojęcia, jak skomentować.

– I chyba na tym się nie skończyło.

– Chyba nie – przyznała, widząc kolejne wyniki z YouTube’a.

Zamilkli, a atmosferę ratowało jedynie to, że z pokoju obok dochodziły dźwięki jakiejś bajki dla dzieci.

– Możemy po prostu tego nie komentować? – odezwała się Kaja.

– Możemy. Ale równie dobrze…

– Seweryn, proszę cię.

– Chciałem tylko powiedzieć, że brakuje ci kilku numerów – odparł, obracając się do niej. – I że moja historia przeglądania wygląda podobnie.

Dopiero teraz przypomniała sobie tę niby lekko rzuconą przed Kawalądkiem uwagę. Nabrała znacznie większego ciężaru.

– Wróćmy do wyników – zaproponowała.

Przytrzymał jej wzrok, ale po chwili skinął głową i znów zajął się przeglądaniem stron. Jeszcze kilkakrotnie natknął się na tytuły piosenek, które dobrze znał, mimo to nie odezwał się słowem.

W pewnym momencie przestał przewijać, a Burza powiodła spojrzeniem po wynikach. Nie zauważyła niczego podejrzanego.

– Co jest? – spytała.

– Mówiłaś, że od dawna nie korzystasz z Facebooka.

– Bo nie korzystam.

Wskazał palcem kilkanaście linijek, w których adresy zaczynały się od „https://facebook.com”.

– Dariusz Sieradzki – powiedział. – Kto zacz?

– Nie wiem. Pierwsze słyszę.

– Najwyraźniej przeglądałaś jego profil. I sporo zdjęć w jego galerii.

Miał rację. Wyglądało na to, że z jakiegoś powodu zainteresowała się tym człowiekiem. Starała się zobaczyć, w jaki dzień i o której szpiegowała jego profil, ale dało się ustalić wyłącznie, czy chodziło o początek, czy koniec dnia. W tym wypadku logiczne wydawało się, że było to w nocy.

– Wyświetl ten profil – poleciła.

Brak zdecydowania w jej głosie był tak duży, że Zaorski posłał jej pytające spojrzenie.

– Może powinienem najpierw sam…

– Nie – ucięła. – Pokaż tego gościa.

Kliknął dwukrotnie w pierwszy z wyników, a w nowym okienku otworzył się facebookowy profil Dariusza Sieradzkiego. Wydawało się, że był niemal w całości widoczny tylko dla znajomych. Seweryn sprawdził to, klikając w pozostałe linki z historii. Albo kierowały na główną stronę profilu, albo pokazywała się informacja o niedostępności materiału.

– Wygląda na to, że poukrywał wszystko – zauważył Zaorski.

– Jest jeszcze jedna możliwość…

– Jaka?

– Że mam go w znajomych.

Mimo że przed momentem zamykał komunikat o tym, by wpisać login i hasło, dopiero teraz uświadomił sobie, że jest niezalogowana. Podsunął jej laptop, a ona szybko wpisała odpowiednie rzeczy.

– Czemu miałabyś mieć w znajomych faceta, którego nie znasz?

Kaja mimowolnie lekko się uśmiechnęła.

– Co w tym zabawnego? – rzucił Seweryn.

– Nic. Po prostu twoje „czemu” brzmi bardzo podobnie do…

– Daj spokój – uciął z uśmiechem, a potem wbił wzrok w monitor.

Wyświetlił profil Burzy i nie musiał długo szukać tego, co ich interesowało. Miała rację, Dariusz Sieradzki został przez nią dodany do znajomych stosunkowo niedawno, bo widać go było nawet na głównej stronie.

Miniaturka zdjęcia prezentowała jedynie mężczyznę stojącego z rozłożonymi rękoma gdzieś w górach. Nie sposób było rozpoznać, czy to ofiara.

Zaorski wszedł do galerii i przekonał się, że jest tu kilkanaście zdjęć. Na pierwszych trzech widoczna była z oddali grupa mężczyzn, którzy spokojnie mogli uchodzić za neonazistów. Wszyscy mocno zbudowani, ogoleni na łyso.

Kolejna fotografia była w istocie plakatem z jakiegoś koncertu zespołów, których nazwy przywodziły na myśl raczej bojówki niż kapele rockowe.

Jedno z poprzednich zdjęć profilowych Dariusza Sieradzkiego rozwiało wszelkie wątpliwości. Ledwo Seweryn je wyświetlił, oboje zyskali pewność, że to właśnie ten człowiek leży w przyszpitalnym prosektorium.

– Jezu… – jęknęła Kaja. – Co to wszystko oznacza? Dlaczego mam w znajomych ofiarę?

Zaorski przez chwilę sprawiał wrażenie, jakby nie chciał nawet próbować postawić hipotezy.

– Może znaczyć właściwie wszystko – powiedział. – Przecież mogłaś rozpracowywać tego człowieka, mógł stanowić jakiś trop albo…

– Albo co? – przerwała mu. – Zachciało mi się babrania w środowisku neonazistów?

Zaorski nie odpowiadał, sprawdzając kolejne zdjęcia. Na profilu nie było żadnych symboli, przez które Sieradzki mógłby narazić się na zarzut o propagowanie ustroju totalitarnego, ale wydźwięk całości był jasny. Na jednym zdjęciu widniał z żoną i dzieckiem, inne zostało zrobione chyba w domowej siłowni.

– Musimy powiadomić Konara – odezwała się Burza.

– Nie ma mowy.

– Znamy tożsamość denata, nie możemy tak po prostu…

– Dopóki nie wiemy, jaki miał z tobą związek, zachowajmy to dla siebie.

Z trudem przełknęła ślinę. Miał rację, oczywiście, ale potrzebowała chwili, żeby to zrozumieć. Najwyraźniej policyjne przeszkolenie w momentach kryzysu przyćmiewało instynkt przetrwania.

– Wszystkiego się dowiemy – dodał Zaorski. – I wtedy postanowimy.

– Dobrze.

– A na razie sprawdźmy, co się da.

Seweryn zamknął okienko ze zdjęciem, a potem wyświetlił stronę z podstawowymi informacjami na temat użytkownika. Nie było tu daty urodzenia ani żadnych danych kontaktowych.

„Brak miejsc pracy do wyświetlenia.

Brak szkół do wyświetlenia.

Brak informacji o związku do wyświetlenia.

Z: Delawa”.