Szepty spoza nicościTekst

Z serii: Seweryn Zaorski #3
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Dla Iwetty,

z podziękowaniem za cytat.

I nie tylko.

Nie ma takiego życia,

które by choć przez chwilę

nie było nieśmiertelne.

Wisława Szymborska

ROZDZIAŁ 1

1

Powrót do miejsc, które pozostawały niezmienne, zawsze uświadamiał Sewerynowi, jakie przemiany zachodziły w nim samym. Przez ostatni rok było ich niemało. Kiedy opuszczał Żeromice, był rozerwanym na kawałki wrakiem człowieka, który trzymał się tylko dlatego, że musiał zadbać o córkę. Dnie spędzał na tworzeniu dla niej namiastki normalnego życia, noce na rozgrzebywaniu własnych ran.

Nie pił dużo, choć ciągnęło go do whisky każdego dnia już od południa. Lidka była jednak ważniejsza od zapewnienia sobie złudnego wytchnienia od bólu. Dzięki temu udało mu się uchronić córkę przed pustką, która jego samego zżerała od środka – słuchali starego rocka, oglądali bajki na Netfliksie, w dodatku Seweryn zaczął serwować jej tatełożarty; suchary, które podnosiły ją na duchu. Teraz pozostało zamknąć ostatnią sprawę – wrócić do Żeromic i sprzedać dom.

Wszystko miało pójść szybko i sprawnie. Zaorski zjawił się w miasteczku razem z Lidką, bo nie miał zamiaru zostawiać jej samej w Krakowie. Z młodym małżeństwem z Zamościa, które miało kupić nieruchomość, spotkali się w Kawalądku na ciastko i kawę, a potem przeszli do urzędu miasta, by załatwić formalności.

Gdzieś jednak zagubił się wyrys z miejscowego planu zagospodarowania terenu, który Seweryn miał pokazać nabywcom, po czym okazało się, że umówione spotkanie u notariusza tego dnia nie może dojść do skutku.

Koniec końców Zaorski musiał zostać na noc w domu. Nie mając dostępu do internetu, Lidka szybko oznajmiła, że idzie spać, a on usiadł w garażu, otworzył bramę i wpatrywał się w ciemność.

Noc była cicha, mrok gęsty. Ze znajdującego się niedaleko lasu dochodziły słabe dźwięki śpiącej natury. Seweryn nie mógł pozbyć się wrażenia, że coś złowrogiego czai się w ciemności, subtelnie wieszcząc swoje nadejście.

Nagle ten bezgłos śpiącego świata rozerwało charakterystyczne wycie syren. Sygnały dźwiękowe początkowo zdawały się dochodzić z pojedynczego wozu, zaraz potem jednak dołączyły do nich kolejne.

Zaorski wstał z chybotliwego krzesełka wędkarskiego i wyszedł na podjazd. Czerwono-niebieska łuna unosiła się kawałek dalej za drzewami, nie zapowiadając niczego dobrego. Niepokojące wycie ustało, ale po chwili zaczęło dochodzić z innej strony.

Pożar lasów? Nie, o tej porze roku to mało prawdopodobne. Poza tym nigdzie nie było widać blasku ognia rozświetlającego nocne niebo.

Zanim Seweryn zdążył się zastanowić, poczuł wibrowanie komórki w kieszeni spodni. Wyciągnął ją niepewnie, bo właściwie nie było nikogo, kto miałby powód się z nim kontaktować.

Burza.

Nie powinien odbierać – i z pewnością by tego nie zrobił, gdyby nie kolorowe rozbłyski w oddali. Te sugerowały jednak, że coś się stało. A Kaja z pewnością była w centrum zdarzeń.

Przyłożył słuchawkę do ucha i milczał.

– Seweryn? – rozległ się głos, który sprawił, że ścisnęło mu się gardło. – Słyszysz mnie?

Otworzył usta, ale nie potrafił się odezwać. Zamknął oczy, jakby dzięki większemu skupieniu mógł odnaleźć jakieś słowa.

– Halo?

Spytała jeszcze raz, po czym najwyraźniej uznała, że coś nie tak z połączeniem. Zakończyła je, a Zaorski opuścił bezradnie wzrok i zaklął w duchu.

Nie spodziewał się takiego paraliżu na sam dźwięk jej głosu. Nie pamiętał, by coś kiedykolwiek wprawiło go w podobne osłupienie.

Rok bez Burzy tak naprawdę upłynął mu w jej towarzystwie. Była z nim każdego dnia i nawet kiedy miał nawał pracy, nie potrafił odgonić myśli o niej. Zastanawiał się, co robi, jak sobie radzi i czy poukładała wszystko w małżeństwie. Sprawdzał tyle, ile mógł, przeglądając media społecznościowe jej i Dominika.

Nie dowiedział się wiele. Nie miał też kontaktu z nikim w Żeromicach. W efekcie życie Kai przez ostatnie dwanaście miesięcy było dla niego jedną wielką niewiadomą, a ona sama stała się raczej postacią ze snów niż realną osobą.

Wzdrygnął się, kiedy telefon zadzwonił ponownie. Tym razem zawahał się nieco krócej. Tyle wystarczyło.

– Tak? – rzucił.

– Już mnie słyszysz?

Aż za dobrze. Głos Kai znów wywiercił mu dziurę w duszy.

– Teraz całkiem nieźle – potwierdził Zaorski. – I nadziwić się nie mogę, bo byłem przekonany, że już cię więcej nie usłyszę.

Dobrze, odzyskiwał równowagę. Należało trzymać się takiego lekkiego tonu i nie pozwolić, by emocje wzięły górę.

– Też się nie spodziewałam, że będę kiedykolwiek do ciebie dzwonić.

– Ale?

– Ale słyszałam, że jesteś w mieście, więc pomyślałam…

Mówiła spokojnym, neutralnym głosem, urwała jednak, jakby nagle zabrakło jej tchu. Cisza od razu stała się niewygodna, niemal fizycznie uwierająca. Seweryn postanowił szybko ją przerwać.

– Dopinaliśmy z małą diablicą formalności sprzedaży domu – odezwał się. – Znaczy staraliśmy się dopiąć.

– Więc jesteście jeszcze w Żeromicach?

– Do jutra.

Potem znikamy na dobre i już nigdy nie obejrzymy się za siebie, chciał dodać Zaorski. Zamilkł jednak, podobnie jak Burza.

– Dlaczego pytasz? – odezwał się po chwili.

– Mamy tutaj pewną sytuację…

– Nie da się ukryć – odparł, wodząc wzrokiem ponad drzewami. – Widzę tę dyskotekę z mojego podjazdu.

Znów cisza na linii. I znów słabe odgłosy z lasu.

– Burza?

– Chciałam poprosić cię o pomoc – powiedziała niepewnie. – Ale może to nie był najlepszy pomysł.

Zaorski cofnął się w stronę budynku i oparł się plecami o ścianę.

– Pomoc w czym?

– Mamy tu poćwiartowane zwłoki – wydusiła w końcu Kaja.

Oczywiście. Z jakiego innego powodu mogłaby o nim pomyśleć?

– Kilkadziesiąt minut temu dostaliśmy anonimowy donos. Rozmówca poinformował dyżurnego, że w okolicznych lasach znajdują się porozrzucane części ciała, i podał dokładne lokalizacje. Nie sprawdziliśmy jeszcze wszystkich, ale wygląda na to, że to nie żaden makabryczny żart.

– I do czego ja jestem wam potrzebny? – spytał Zaorski, starając się, by nie zabrzmiało to źle. – Ściągnijcie jakiegoś lekarza, Kalamus na pewno chętnie kogoś oddeleguje.

– Seweryn… Patrzę właśnie na tors mężczyzny. Na sam tors.

– Aha.

– Nie ma szyi ani kończyn.

– No tak. Same torsy zazwyczaj ich nie posiadają – odparł Zaorski. – Ale to dobrze, będzie mniej krojenia na sekcji.

Kaja westchnęła cicho, a on mógłby przysiąc, że w duchu się uśmiechnęła, przypominając sobie, jak zdarzało mu się rozładowywać atmosferę, kiedy byli zmuszeni obcować ze śmiercią.

– Zmierzam do tego, że nie potrzebujemy tutaj jakiegokolwiek lekarza, tylko ciebie.

– A co ja poradzę? Mogę pozszywać wszystko, jak już znajdziecie resztę ciała, ale wątpię, żeby pacjent doszedł do siebie.

– A ja wątpię, że tak po prostu odmówisz.

– Bo?

– Bo ciągnie cię do śmierci tak, jak innych ludzi do życia.

– Co nie znaczy, że uśmiechają mi się oględziny nocą w lesie.

Burza przez moment milczała, a on utwierdził się w przekonaniu, że nie powinien się zgadzać. Owszem, chciał pomóc, szczególnie jej. Ale spotkanie po takim czasie nie byłoby najlepszym pomysłem.

– Cięcia są czyste, wykonane jakby laserem – odezwała się Kaja.

– Nie ma poszarpanych tkanek?

– Nie.

– Kości też są równo odcięte?

– Niemal idealnie.

Ciekawe, skwitował mimowolnie w duchu Zaorski.

– Jest jeszcze coś – rzuciła Burza.

Nie dodała nic więcej, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że dawkując informacje, tylko wzmaga apetyt Seweryna. Uśmiechnął się lekko i pokręcił głową.

– Co? – zapytał.

– Niemal cała krew z ciała została spuszczona.

– To właściwie nic wielkiego. Przy odpowiednim sprzęcie zajmuje to niecałe dziewięć sekund. Osiem przecinek sześć, jeśli mam być precyzyjny.

– I to wszystko? Tyle masz do powiedzenia?

– Żeby powiedzieć więcej, musiałbym…

Urwał, orientując się, że dał się złapać.

– No właśnie – skwitowała Kaja. – Musiałbyś zobaczyć. I gdybyś to zrobił, odkryłbyś jeszcze jedną, dość ciekawą rzecz.

– Jaką?

– Na skórze są wypalone symbole.

– A konkretnie?

– Sprawdzisz, jak tu przyjdziesz. Mogę wyjść po ciebie do Gałęźnika, jesteśmy niedaleko.

Był to najgorszy z możliwych pomysłów. Zaorski resztkami silnej woli starał się wbić to sobie do głowy, ale czuł, że jego opór z każdą chwilą słabnie. Z Kają musiało być podobnie. Początkowo, jak zakładał, sama nie była pewna, czy nie popełnia gigantycznego błędu, ale im dłużej rozmawiali, im więcej kontaktu mieli, tym bardziej naturalne się to wydawało. Rozłąka zaś stawała się jakąś anomalią, zaprzeczeniem praw natury.

Seweryn zamrugał nerwowo, starając się otrząsnąć. Próbował wmówić sobie, że Kaja była wspomnieniem – a je kocha się łatwiej niż prawdziwe osoby.

W takim razie… być może gdyby ją zobaczył, byłoby łatwiej.

 

Nie, to tylko mylne podszepty serca. Powinien zostać w domu, nie mieszać się do tego i jutro opuścić Żeromice na dobre.

– Przepraszam – rzucił szybko, by nie dać sobie szansy na ponowną zmianę zdania. – Ale nie mogę.

– Więc naprawdę nie chcesz wiedzieć, jakie symbole znaleźliśmy na ciele?

Oczywiście zdawał sobie sprawę, że najlepsze z pewnością zachowała na koniec. Znała go dobrze, on ją także.

– Nie mogę zostawić Lidki samej – odparł, wiedząc, że to zakończy dyskusję. – Musicie radzić sobie beze mnie.

2

Poranny chłód orzeźwił Kaję Burzyńską tylko w niewielkim stopniu. Nawet kawa nie działała, mimo że gotowała się w prosektorium praktycznie przez cały ranek. Ktoś wpadł na to, że jej zapach nieco przykryje ten, który wydobywał się z poćwiartowanego ciała – i właściwie miał rację.

Burza potrzebowała jednak chwili na świeżym powietrzu. Technicy sekcyjni zabrali się do roboty na jej oczach, analizowali poszczególne części ciała, obracali, oświetlali, a wszystko to robili z chłodną precyzją. Zachowywali dystans do swojej pracy, czego nigdy nie mogła powiedzieć o Sewerynie – on zdawał się chętniej obcować ze zmarłymi niż z żywymi.

Właśnie z tego powodu nie była zaskoczona, gdy dziś rano odebrała telefon od Zaorskiego. Obiecał rzucić okiem na poodcinane części ciała, zanim pojedzie do notariusza. Lidka miała poczekać w szpitalu, mimo że Kaja zaoferowała, że dziewczynka może zostać z Michałem i Dominikiem u nich w domu.

Kiedy zobaczyła nadjeżdżającą bordową hondę accord kombi, znieruchomiała. Już w nocy, wybierając numer Seweryna, wiedziała, jak niemądre było to posunięcie. Potrzeba zobaczenia się z nim była jednak silniejsza od racjonalności, szczególnie w tak kryzysowej sytuacji.

O jego przyjeździe usłyszała krótko po południu i od tamtej pory zastanawiała się, czy się odezwie. Chciała wierzyć, że miał nie mniejszą potrzebę kontaktu niż ona, ale prawda była taka, że po roku jego uczucia z pewnością ostygły.

Upomniała się w duchu, że Zaorski zjawił się tylko po to, by szybko zamknąć sprzedaż domu, i zaraz potem miał zamiar wracać do siebie. Tylko przypadek sprawił, że jeszcze tu był.

Zobaczywszy, jak wysiada z auta, utwierdziła się w przekonaniu, że nie należało w ogóle do niego dzwonić. Przybyło mu parę zmarszczek, kilka siwych włosów, a oprócz tego wyraźnie schudł. Wszystko to jednak dodawało mu pewnego surowego uroku, który kontrastował z dość młodzieńczą koszulką z logo Bachman-Turner Overdrive, przypominającym koło zębate. Brakowało tylko jego nieodłącznej czapki z daszkiem, którą zostawił w aucie.

Kiedy zbliżał się do niej z Lidką, Kaja miała wrażenie, jakby przyciągała ich do siebie jakaś niewidzialna, przemożna siła. Odurzająca, wprowadzająca zmysły w stan niezrozumiałego uniesienia i jednocześnie dezorientująca.

Dziewczynka na widok Burzy uśmiechnęła się od ucha do ucha, przywitała ciepło i od razu nawiązała rozmowę. Seweryn wprost przeciwnie – skinął lekko głową, jakby niepewny, czy trafił w dobre miejsce.

Patrzyli na siebie badawczo, starając się nie przegapić żadnej zmiany, która zaszła w nich przez ostatni rok. Gdyby nie Lidka, z pewnością trwaliby w niewygodnej ciszy. Mała nadawała jednak jak najęta, a kiedy na moment umilkła, rzuciła niechętne spojrzenie w kierunku szpitala.

– Tateł… – mruknęła.

– Tak, bombelku?

Dziewczynka tupnęła nogą i spiorunowała ojca wzrokiem.

– Nie mów tak do mnie!

– Przestanę, jak tylko ty przestaniesz z tatełem.

– Ale ja już nie jestem bombelkiem – odparła i zacisnęła mocno usta. – A ty zawsze będziesz tatełem.

Burza uśmiechnęła się lekko. Nie mogła odmówić małej logiki.

– Jak nikogo nie ma, nie protestujesz – zauważył Zaorski.

– Bo mi się nie chce z tobą wykłócać.

Lidka znów zerknęła na wejście do szpitala, a potem na znajdujący się tuż obok budynek prosektorium. Skrzyżowała ręce na piersi.

– I idę z tobą – oznajmiła.

– W żadnym wypadku.

– Już postanowiłam.

– Nie ma mowy.

– Nie chcę czekać w szpitalu! Nie jestem chora. No chyba że nerwowo, przez ciebie.

Umowa była prosta: Seweryn zgodził się przyjechać tylko pod warunkiem, że Wiesław Kalamus w tym czasie będzie miał oko na Lidkę. Między dyrektorem szpitala a dawnym ordynatorem jednego z oddziałów nadal nie było przesadnej sympatii, ale Zaorski wiedział, że może polegać na Wiesławie.

– To zajmie tylko chwilę – odparł Seweryn. – Potem jedziemy do notariusza i z powrotem do Krakowa.

Lidka uniosła bezradnie wzrok.

– Co za los…

– Chcesz tatełożarta na pocieszenie?

Wyraz twarzy młodej kazał Kai sądzić, że to ostatnia rzecz, jakiej Lidka sobie życzyła. Z jakiegoś powodu jednak nie zaprotestowała, a Zaorski zmrużył oczy, jakby dokonywał w głowie skomplikowanych obliczeń.

– Co mówi obcy, kiedy wchodzi pod górkę?

– Nie wiem.

– Nostromo.

Dziewczynka trwała z kamienną miną, wbijając nieruchomy wzrok w ojca.

– To już? – spytała.

– Tak.

– Bardzo śmieszne.

– Zrozumiesz, jak będziesz trochę starsza i zaczniesz oglądać coś poza Muniem, Reniferem Niko i Rock Dogiem.

– Rock Doga sam lubisz.

Kaja przysłuchiwała się im jeszcze przez moment w milczeniu, a oni zdawali się zupełnie nie zwracać na nią uwagi. Z zewnątrz wszystko wskazywało na to, że jakoś poradzili sobie z traumą sprzed roku. W świecie dziecka to szmat czasu, a Seweryn z pewnością zadbał o to, by rany zagoiły się jak najszybciej.

Po chwili ze szpitala wyszedł Kalamus, ale nie podszedł do Zaorskiego. Uniósł jedynie rękę na powitanie, a chwilę później Lidka w końcu spasowała i poszła do środka.

Zostali sami, choć Burza miała wrażenie, że towarzyszy im przynajmniej czwórka innych ludzi – dawni oni. Ci sprzed roku i ci sprzed lat. Te wszystkie wersje ich, które nie potrafiły z siebie zrezygnować.

– Wygląda na szczęśliwą – odezwała się w końcu Kaja.

Seweryn lekko skinął głową.

– Radzi sobie.

– A ty?

– Trochę gorzej, ale to zrozumiałe. Ta diablica ma siły magiczne.

Kaja posłała mu niewyraźny uśmiech, z łatwością wyczytując z jego oczu wszystko, czego nie chciał jej powiedzieć. Przeszli z Lidką przez piekło, ale on robił wszystko, by córka nawet nie poczuła ognia, który gorzał wokół.

– Idziemy? – spytała Burza.

Zaorski spojrzał na prosektorium.

– Chyba nie ma się co spieszyć – odparł. – Ofiara za chwilę nie będzie mniej martwa niż teraz.

Kaja mimo woli cicho się zaśmiała. Zaraz po tym zaległa niewygodna cisza, a Seweryn patrzył na Burzę tak, jakby znalazł niespodziewane schronienie podczas wyjątkowo mocnej ulewy.

– Ale może masz rację, załatwmy to jak najszybciej – dodał, ruszając w kierunku budynku. – Natalia jest na miejscu?

– Nie. Między innymi dlatego cię ściągnęłam.

Gdyby kierowniczka zakładu patomorfologii była w mieście, jej wiedza z pewnością okazałaby się wystarczająca, by zrozumieć, co się wydarzyło. Bromnicka jednak dzień wcześniej wyleciała na dwutygodniowy urlop za granicę i w Żeromicach właściwie nie było nikogo, kto miałby odpowiednie doświadczenie.

Dopiero teraz Burzę naszła myśl, że wszystko to wydaje się wyjątkowym zrządzeniem losu. Seweryn został dzień dłużej, bo sprawy urzędowe go do tego zmusiły, a lokalnej patomorfolog nie było na miejscu.

– Natalia nie ma nic przeciwko, że będę grzebać w trupach, które formalnie są jej? – spytał Zaorski, otwierając Kai drzwi.

– Wydaje mi się, że nie jest w tym względzie specjalnie zaborcza.

– Ale dała pozwolenie? Wie, że tu jestem?

Burza spojrzała na niego niepewnie, kiedy szli korytarzem w głąb chłodnych wnętrz prosektorium.

– A od kiedy tak się przejmujesz regułami gry?

– Po prostu nie chcę tu wpadać tylko po to, żeby narobić problemów, a potem zniknąć.

Zdawało jej się, że uświadomił sobie wieloznaczność tej deklaracji już wtedy, kiedy ją wypowiadał.

– Bez obaw – odparła.

Tyle najwyraźniej mu wystarczyło, a może po prostu uznał, że lepiej nie podejmować tematu. Włożyli odpowiednie ubranie ochronne, a potem weszli do sali sekcyjnej, w której znajdował się korpus mężczyzny.

– Czegoś mu brakuje – zauważył Zaorski. – Gdzie łeb i reszta?

– Kończyny są w innej sali, badają je technicy. Głowy jeszcze nie znaleźliśmy.

Zaorski skwitował to milczeniem i podszedł do stołu. Sprawdził metalowe uchwyty, które przytrzymywały ciało w odpowiedniej pozycji, a potem pochylił się i zerknął na miskę pod spodem.

– Prawie nie ma krwi. Same płyny ustrojowe.

– Mówiłam ci.

Zupełnie zignorował symbole wypalone na piersi i brzuchu, jakby kluczowa była systematyczność podejmowanych działań. Albo jakby najlepsze zostawiał sobie na koniec.

Sprawdził wagi znajdujące się po drugiej stronie stołu, na których będą ważone organy wewnętrzne, a potem upewnił się, że odpływ zlewu na płyny ustrojowe jest zamknięty. Kwestia doświadczenia – niejeden lekarz miał problemy, gdy po sekcji okazywało się, że jakiś dowód rzeczowy, jak na przykład kula, zniknął w rurach.

W końcu Zaorski stanął nad ciałem i przyjrzał się wypalonym na nim znakom. Długo milczał, pochylał się, przesuwał po ranach wacikiem i zabezpieczał ślady. Kiedy skończył, cicho mruknął.

– Masz jakiś pomysł, co to może być? – odezwała się Kaja.

– Wygląda mi na trupa.

– Bardziej chodziło mi o te symbole.

Seweryn wzruszył ramionami.

– Nie mam pojęcia.

– A wyglądało, jakbyś miał.

– Po prostu analizowałem robotę, którą wykonał zabójca.

– I co zauważyłeś?

Zaorski zmrużył oczy i w końcu oderwał wzrok od ciała.

– Cięcia rzeczywiście są proste i czyste – odparł. – Nawet piła sekcyjna w zakładzie nie pozwoliłaby na coś takiego, widać byłoby nierównomierne ruchy i poszarpane końcówki kości czy tkanek. Tutaj niczego takiego nie ma.

– Więc?

– Jedyne, co przychodzi mi na myśl, to użycie specjalistycznego sprzętu do obróbki mięsa.

Kaja nie pamiętała, czy gdzieś nieopodal znajdują się zakłady przetwórcze tego typu. W samych Żeromicach z pewnością ich nie było.

– Zacznijcie szukać w rzeźniach – zaproponował Seweryn.

– Kojarzysz jakąś w okolicy?

– Nie – odparł z wahaniem, a potem zmarszczył czoło. – Chociaż…

– Co?

– Kiedyś, jeszcze za naszych szkolnych czasów, coś takiego było w którejś z wiosek. Nie pamiętam gdzie, ale ludzie się skarżyli, że śmierdzi i tak dalej. Może jest tam do dzisiaj.

Burza nabrała głęboko powietrza przez nos i szybko tego pożałowała. Aromat kawy wypełniał wprawdzie pomieszczenie, ale Kaja miała świadomość, że tylko maskuje smród rozkładu. A ten był przecież niczym innym jak drobinkami, które osiadają na ściankach nozdrzy i w nie wnikają.

– Posprawdzamy – zapewniła, uświadamiając sobie, że kiedy zabiorą się do roboty, Seweryna dawno tu nie będzie. Nie weźmie udziału w śledztwie, nie pomoże w odkryciu, co w istocie zaszło. Miała go tylko na chwilę, potem na zawsze zniknie z jej życia.

Przyglądał jej się długo, jakby potrafił rozszyfrować jej myśli. Zamrugała nerwowo.

– Co sądzisz o tych symbolach? – odezwała się.

– Że nic mi nie mówią.

Oboje spojrzeli na sześć wypalonych na torsie okręgów. Były zgrupowane dwójkami – te po lewej i prawej stronie znajdowały się nieco wyżej, środkowe były bliżej miednicy. Wszystkie łączyły cienkie linie, które biegły dalej w dół i w górę, jakby miały się łączyć z innymi okręgami na pozostałych częściach ciała.

Wewnątrz każdego zabójca starał się wypalić jakieś znaki, ale zadanie chyba go przerosło. Były niewyraźne, wydawały się nie do rozszyfrowania.

– Pokazaliście to komuś? – spytał Zaorski.

Burza zerknęła na niego z powątpiewaniem.

– Najpierw musielibyśmy ustalić, kto mógłby coś na ten temat wiedzieć – zauważyła.

– Może jakiś spec od symboli?

– Od kółek i linii? – mruknęła niepewnie. – Poza tym znasz kogoś takiego w Żeromicach?

Przyznał jej rację, lekko kiwając głową.

– Dobra – rzucił. – To co, otwieramy go?

Technicy dawno zrobili zdjęcia, a nawet uwiecznili makabryczne rany na filmie. Wydawało się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by sprawdzić, czy wnętrze tego człowieka skrywa jakieś odpowiedzi.

 

– Nie mam za dużo czasu – dodał Seweryn.

– Wiem. Bierz się do dzieła.

Ledwo to powiedziała, zrozumiała, że będzie tego żałować. Uczestniczyła wprawdzie w sekcjach przeprowadzanych przez Zaorskiego, ale ta wydawała się bardziej makabryczna od wszystkich poprzednich.

Kiedy rozległ się dzwonek telefonu Burzy, ta odetchnęła. Z ulgą cofnęła się w kierunku drzwi i odebrała.

Przez moment słuchała, co miał jej do powiedzenia komendant Konarzewski. Nie odpowiadała, bo dowódca właściwie nie potrzebował żadnego odzewu. Chciał jedynie przekazać informację.

Kaja zresztą nie bardzo wiedziała, co mogłaby powiedzieć. Podziękowała, a potem rozłączyła się i podeszła do stołu sekcyjnego. Seweryn właśnie wybierał skalpel, którego miał zamiar użyć.

– Znaleźli głowę – odezwała się Burza.

– Świetnie. Przyda się.

– Seweryn…

Dopiero teraz uświadomił sobie, że w głosie Kai zabrzmiała pewna trwoga. Obrócił się do niej ze skalpelem w ręku i uniósł pytająco brwi.

– O co chodzi? – spytał.

Burza nie była pewna, jak powinna ująć to, co przekazał jej Konar. Najlepiej było chyba po prostu mówić wprost.

– Znaleźli ją w twoim domu – oznajmiła.