Listy zza grobuTekst

Z serii: Seweryn Zaorski #1
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Listy zza grobu
Listy zza grobu
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 69,80  55,84 
Listy zza grobu
Audio
Listy zza grobu
Audiobook
Czyta Marcin Dorociński
39,90  29,53 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dla Kasi, ta książka. Życie. Wszystko.


 
Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.
 
Wisława Szymborska

ROZDZIAŁ 1

1

Dzień powoli zabarwiał się realnością, ale Seweryn Zaorski jeszcze tego nie dostrzegał. Niemal całą noc spędził w przydomowym garażu – jedynym miejscu, którego jeszcze nie zdążył wyremontować. Początkowo zajął się skuwaniem posadzki, rankiem jednak całą uwagę poświęcał już tylko temu, co odnalazł w skrytce pod podłogą.

Była w złym stanie, bo poprzedni właściciel kilkadziesiąt lat temu popełnił parę błędów przy wylewce. Cement prawdopodobnie był zleżały, a proporcje mieszanki źle dobrane. A przynajmniej tak wstępnie założył Seweryn. Teraz stało się jasne, że górna warstwa stanowiła jedynie izolację mającą zamaskować schowek.

Odnowienie garażu Zaorski zostawił na sam koniec. Wcześniej wyremontował cały dom, przekopał zachwaszczony ogród i praktycznie zrównał z ziemią spaloną szopę. Chciał jak najszybciej postawić kropkę nad i, kończąc z przybudówką.

Ostatni etap renowacji będzie musiał jednak poczekać. W metalowej skrzynce, którą Seweryn wyjął spod podłogi, znajdowało się kilkanaście starych dyskietek, które całkowicie go zaabsorbowały.

Były to trzyipółcalowe verbatimy o zawrotnej pojemności jeden przecinek czterdzieści cztery megabajta. Kiedyś pozwalało to na przeniesienie przynajmniej kilku istotnych rzeczy, teraz nie wystarczyłoby nawet na miniaturkę zdjęcia. Mimo to Zaorski miał wrażenie, że trafił na prawdziwy skarb.

Po co ktokolwiek miałby zamurowywać te dyskietki w garażu? Co mogło się na nich znajdować? I co byłoby na tyle istotne, że zamiast je zniszczyć, ktoś tak skrzętnie je ukrył?

Zanim Zaorski zdążył zastanowić się nad którymkolwiek z tych pytań, zorientował się, że na dworze jest już jasno. Zaklął pod nosem, natychmiast zerwał się z podłogi i wybiegł z garażu. Przelotne zerknięcie na zegar kuchenny potwierdziło to, czego się obawiał – tylko cud sprawi, że dziewczyny dotrą w porę do szkoły.

Wpadł do pokoju starszej, dziewięcioletniej córki, przekonany, że to z nią upora się szybciej.

– Ada! – krzyknął. – Wstawaj!

Usłyszał ciche protesty, ale zignorował je i popędził do drugiego pokoju. Młodsza z córek, Lidka, siedziała na łóżku, bacznie mu się przyglądając.

– Czemu krzyczysz, tato?

Nabrał głęboko tchu i obejrzał się przez ramię. Źle ocenił sytuację – więcej wysiłku będzie kosztowało go wyciągnięcie z łóżka dziewięciolatki.

– Ada! – ryknął.

– Ona jeszcze śpi – zauważyła Lidka.

Seweryn popatrzył na córkę, jakby widział ją po raz pierwszy w życiu. Mimo że była dwa lata młodsza od siostry, zazwyczaj to ona zachowywała się dojrzalej. Czasem może nawet zbyt dojrzale jak na swój wiek.

– Wiem, że śpi – odparł. – Dlatego krzyczę.

– Nie możesz obudzić jej bez krzyczenia?

– Nie.

– Czemu?

– Bo jesteście już spóźnione.

– Czemu?

Zaczyna się, pomyślał Zaorski i przesunął nerwowo dłonią po karku. Córka wpadła w Spiralę Czemulności, którą doskonale znał każdy rodzic.

– Bo tata się zagapił – odburknął, ruszając z powrotem do pokoju starszej z sióstr.

Lidka natychmiast zaczęła dreptać za nim, ciągnąc za sobą kołdrę.

– Czemu? – zapytała.

– Bo tata znalazł coś w garażu.

– Czemu?

– Bo chciał wyremontować podłogę i… – Urwał, po czym machnął ręką. – Lidka, ubieraj się.

– Ale ja tylko…

– Wiem – uciął. – Chciałaś dowiedzieć się, czemu czarne jest czarne, białe jest białe, czemu deszcz pada z góry, a nie z dołu, i czemu psy szczekają, a koty miauczą. – Wyrzucił na jednym oddechu, a potem zerwał kołdrę z łóżka starszej córki. – Ale nie mamy teraz czasu. To wasz pierwszy dzień w szkole i…

– I jutro będzie drugi, a pojutrze trzeci.

– Brawo.

Seweryn pochylił się nad Adą i wisiał nad nią dopóty, dopóki nie otworzyła oczu. Kiedy spojrzała na niego z rozbawieniem, jakby właśnie wycięła mu wyjątkowo wyrafinowany numer, zaklął w duchu. Przyszło mu wychowywać dwie małe diablice. Nic nowego.

– A popojutrze czwarty – ciągnęła Lidka. – Czemu ten pierwszy jest taki ważny?

Ściągnął drugą córkę z łóżka, posłał jej srogie spojrzenie i podniósł kołdrę z podłogi. Mógł udzielić długiej, wyczerpującej odpowiedzi, podkreślając wagę pierwszego wrażenia nauczycielki i tego, jak inne dzieciaki w klasach będą je postrzegały. Uznał jednak, że ten sam efekt może osiągnąć w inny sposób.

– Bo tak – odparł.

– Ale…

– Ubierać się – rzucił. – No już!

Chwilę później gorączkowo przygotowywał im tosty z nutellą, choć obiecywał sobie, że nowe miejsce będzie oznaczało nowy start także w kwestii jedzenia. Dziś jednak nie miał czasu na wprowadzanie zmian.

Udało mu się uwinąć się z jedzeniem, ubieraniem i poranną toaletą w pół godziny, co przy dzieciakach takich jak Lidka i Ada sprawiało, że powinien w przyszłym roku ubiegać się o pokojowego Nobla.

Założył swoją wysłużoną czarną czapkę z daszkiem, narzucił skórzaną kurtkę i szybko zapakował córki do bordowej hondy accord combi. Natychmiast ruszył w kierunku szkoły. Włączył radio, rezygnując z jednej ze swoich płyt, mimo że znajome dźwięki pewnie ukoiłyby nieco jego nerwy. Pożałował tej decyzji, kiedy tylko na antenie zaczęły się reklamy produktów na suchość pochwy.

Szybko zmienił stację. Mleko już się jednak rozlało.

– Taateeł… – zaczęła Lidka.

– Musisz tak na mnie mówić?

– Już nie będę. Ale powiesz mi, po co jest nawilżenie intymne?

Spodziewał się, że reklama nie przejdzie bez echa, ale nie bardzo wiedział, jak odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Tak czy owak, miał szczęście, że nie trafił na lektora zachwalającego leki na erekcję.

– Cóż… – zaczął. – To po prostu…

– Tak?

– Podobnie jak wtedy, kiedy masz suche ręce… czasem…

Urwał i zerknął w lusterko. Siedzące z tyłu córki wpatrywały się w niego z ciekawością, ale właściwie nie miał nic więcej do dodania. Na tym kończyła się cała jego dzisiejsza inwencja.

– Mamy zapytać w szkole?

– Nie – odparł czym prędzej. – Pod żadnym pozorem, nie.

– No to o co chodzi?

Przez moment trwała niewygodna cisza.

– Nieważne – rzucił w końcu pod nosem. – Prędzej czy później i tak się dowiecie.

– Ale…

– Raczej później – uciął.

Po kilku minutach zaparkował pod jedną z dwóch szkół podstawowych w Żeromicach. Udało mu się wyrobić w samą porę – co z pewnością byłoby niemożliwe, gdyby nadal mieszkali w Krakowie. Nie potrafił zliczyć godzin spędzonych w korkach między Rynkiem Podgórskim a rondem Matecznego, nie wspominając już o innych wąskich gardłach.

Tam zatory drogowe były problemem o randze cywilizacyjnej, ale w liczących siedem tysięcy mieszkańców Żeromicach stanowiły raczej abstrakcyjny temat, znany głównie z relacji telewizyjnych. O ile Seweryn zdążył się zorientować, największy korek powstawał rano właśnie pod podstawówką – na wąskiej uliczce nie było miejsca na parking, więc rodzice podjeżdżali z dziećmi pod samo wejście, pozbywali się pociech i czym prędzej ustępowali kolejnemu samochodowi.

Zaorski odblokował drzwi i dał dziewczynkom znak, by wysiadły.

– Akcja: ewakuacja – oznajmił.

– Tak jest – odparła rezolutnie Lidka i chwyciła za klamkę.

– Pamiętajcie, żeby słuchać się…

Nie dokończył, bo nie było sensu. Ada i Lidka wyskoczyły z samochodu, taszcząc ciężkie tornistry, a potem jak jeden mąż trzasnęły drzwiczkami. Seweryn odprowadził córki wzrokiem i głęboko odetchnął. Zanim ponownie wbił jedynkę, ze stojącego za nim auta doszedł dźwięk klaksonu.

– Pocałuj mnie w dupę – mruknął Zaorski i zerknąwszy w lusterko, ruszył powoli przed siebie. – Postałbyś sobie trochę pod Koroną, to zobaczyłbyś, jak wygląda korek.

W drodze powrotnej nie zamierzał słuchać o problemach z erekcją, o suchości narządów płciowych ani o upławach, grzybicy i hemoroidach. Włączył jedną z płyt, które katował właściwie w kółko.

Tym razem padło na autorską składankę Bachman–Turner Overdrive, która zaczynała się od „You Ain’t Seen Nothing Yet”. Seweryn miał tylko trzy zasady, jeśli chodziło o muzykę: po pierwsze, zespół musiał już nie istnieć, po drugie, musiał grać szeroko pojętego rocka, a po trzecie – powstać w latach siedemdziesiątych. Wszystko inne miało drugorzędne znaczenie.

Zaorski wodził wzrokiem po okolicy, starając się przypomnieć sobie, czy Żeromice zawsze wyglądały tak, jakby bieda tu aż piszczała. Podupadłe budynki, brudne, stare samochody, pękający asfalt i chylące się ku upadkowi płoty rysowały rozpaczliwy obraz. Nie była to najbiedniejsza gmina w Polsce, ale z pewnością znajdowała się w dolnej części każdego zestawienia statystycznego.

Zanim skończył się kawałek BTO, Zaorski zorientował się, że dojeżdża do jedynej stacji benzynowej w miasteczku. Do rezerwy jeszcze trochę brakowało, mimo to szybko włączył kierunkowskaz i bez wahania skręcił w prawo.

To, że podążający za nim samochód również zjechał z drogi, zauważył, dopiero kiedy zatrzymał się przy dystrybutorze.

Natychmiast poznał człowieka, który wysiadł z auta. Michał Ozga, aktualny burmistrz Żeromic i jego najlepszy przyjaciel z młodości. Gdyby Seweryn chciał zliczyć hektolitry piwa, które razem wyżłopali, prawdopodobnie musiałby opracować zupełnie nową miarę.

To z nim załatwiał formalności związane z kupnem domu. Liczył na to, że dawny znajomy zaproponuje pomoc przy remoncie, ale Michał najwyraźniej już dostatecznie ubrudził sobie ręce w lokalnej polityce i nie potrzebował tego robić gdziekolwiek indziej.

 

Przywitali się i odbębnili krótką, zwyczajową rozmowę o problemach Pierwszego Świata, narzekając na zator drogowy pod szkołą i udając, że uporanie się z tym kłopotem jest poza zasięgiem burmistrza. Potem Michał otaksował wzrokiem starego przyjaciela.

– Nic się nie zmieniasz – rzucił.

Seweryn uznał, że trwa festiwal wyświechtanych frazesów. Nie miał ochoty brać w nim udziału, zresztą po ponad dwudziestu latach braku kontaktu dwóch niegdyś bliskich przyjaciół więcej dzieliło, niż łączyło.

– Po prostu nie lubię zmian – odparł, zerkając na licznik na dystrybutorze.

– Ale garderobę naprawdę mógłbyś odświeżyć – zauważył Michał, wskazując ręką jego ubiór. – Cały czas ten sam zestaw. Czapka, rockowy T-shirt i skórzana kurtka.

– Jak się ostatnio widzieliśmy, założyłem koszulę.

– Do notariusza – odbąknął Ozga. – Ale na co dzień też by ci nie zawadziła.

Zaorski dolał do pełnej kwoty i wyjął pistolet z baku, starając się nie uronić ani kropli. Nie uszło to uwadze rozmówcy, ale Michał powstrzymał się od komentarzy o nadmiernej oszczędności lub skrupulatności.

– Jestem w trakcie remontu, więc sam rozumiesz – odparł Seweryn i przesunął dłonią po koszulce z logo albumu Fly by Night z dorobku Rush. Prawda była taka, że nigdy nie założyłby tego T-shirtu do roboty, należał do jednych z najbardziej wyjściowych.

– Jasne, rozumiem.

Zaorski zamknął bak i spojrzał na burmistrza.

– Swoją drogą, natknąłem się na coś w garażu.

– Na co?

– Metalową skrzynkę ze starymi dyskietkami, która…

– Możesz to wywalić – uciął Michał. – Zabraliśmy z tamtego przeklętego domu wszystko, co nadawało się do wzięcia. Reszta nam niepotrzebna.

Seweryn nie pamiętał, by kiedykolwiek w trakcie ich długiej przyjaźni Ozga działał mu na nerwy. Być może on rzeczywiście się nie zmienił, ale Michał z pewnością tak.

– Więc sprawdziliście wszystko? – spytał Zaorski.

– Taaa…

– Skrytkę pod podłogą też?

Rozmówca potrząsnął głową, jakby właśnie ktoś wymierzył mu policzek.

– Jaką skrytkę?

Chwilę zajęło Sewerynowi wytłumaczenie, co znalazł. Nie mógł opędzić się od wrażenia, że Michał jest zaskoczony nie tyle istnieniem samej skrytki, ile tym, że ktoś ją odkrył. Coś wydawało się nie w porządku, ale Zaorski nie potrafił sprecyzować co.

– Te dyskietki są jakoś podpisane? Wiesz, do kogo należą?

Seweryn zmierzył go wzrokiem, jakby to burmistrz miał niecodzienny strój.

– Przypuszczam, że nie zamurował ich tam przypadkowy przechodzień – powiedział.

Ozga sprawiał wrażenie, jakby sam dopuszczał taką możliwość.

– Cóż… – dodał Zaorski. – Trochę mnie tu nie było, ale chyba po Żeromicach nie krąży gang podkładający takie niespodzianki ludziom w garażach.

– No tak… – przyznał w końcu Michał.

– Musiał to zrobić ojciec twojej żony. I przypuszczam, że cokolwiek znajduje się na tych dyskietkach, Burza chciałaby to zobaczyć.

Dawny przyjaciel znów zamilkł, a wrażenie Seweryna, że coś jest nie w porządku, wzrosło.

– To znaczy Kaja – dorzucił, byleby pociągnąć rozmowę. – Pewnie nikt już nie mówi na nią Burza?

– Nie, nie, ludzie dalej tak mówią. Została zresztą przy panieńskim nazwisku.

Michał zawiesił głos i dopiero po chwili uzmysłowił sobie, że Zaorski przygląda mu się uważnie i czeka na więcej.

– Wybacz – odezwał się Ozga. – Zastanawiam się po prostu, co może być na tych dyskietkach i dlaczego stary Burzyński miałby to ukrywać. I czy Kaja powinna akurat dzisiaj dodatkowo rozdrapywać tę ranę…

– Akurat dzisiaj?

– Dziewiąty września – oznajmił burmistrz, jakby to miało kluczowe znaczenie. – Co roku tego dnia przychodzi do niej list od ojca.

– List? Jaki list? Z zaświatów?

Seweryn starał się złapać rozbiegane spojrzenie rozmówcy, kiedy ten zastanawiał się nad odpowiedzią.

– Burzyński przed śmiercią przygotował dla niej listy i zlecił coroczną wysyłkę. Zupełnie jakby spodziewał się tego, co się wydarzyło, i chciał zadbać o to, by jakoś pozostać obecny w życiu córki. Rozumiesz.

Zaorski niewiele z tego rozumiał, ale zachował tę uwagę dla siebie.

– Przywykła do tego, bo wiadomości przychodzą od dwudziestu lat – ciągnął Michał. – Czasem to jakieś wspomnienia, czasem nadzieje Burzyńskiego na przyszłość, do tego zawsze jakieś złote myśli. W sumie nic wielkiego, ale zawsze coś. Na tych dyskietkach pewnie są podobne rzeczy.

Równie dobrze mógłby strzelić, że na jednym z księżyców krążącej w Pasie Kuipera Haumei jest tlen.

– To był dziwny facet – dodał Ozga.

– Tym bardziej powinna sprawdzić te dyskietki.

– Tym bardziej?

– Może pozwolą jej lepiej go zrozumieć albo…

– Daj spokój – przerwał mu Michał. – Doceniam, że chcesz pomóc, ale ona już dawno sobie wszystko poukładała.

Uśmiechał się, ale z wyraźną nerwowością. Zaorski nie mógł przesądzić, czy to dlatego, że faktycznie obawiał się o równowagę psychiczną żony, czy może ze względu na to, że coś ukrywał.

Tak czy inaczej, zbagatelizował fakt odkrycia zamurowanej skrytki na tyle, by wydało się to podejrzane.

– Wiesz, że to nie była zwyczajna śmierć… – zaczął Ozga.

– Żadna nie jest.

– Ale Kai sporo czasu zajęło dojście do siebie – podkreślił. – Początkowo te listy były jak ciosy zza grobu. Teraz są już tylko tłem egzystencji, ale…

– Ale boisz się, że znów wyjdą na pierwszy plan.

– Zgadza się – odparł Michał, wbijając wzrok w oczy Zaorskiego.

Może przesadzał. Może miał przed sobą jedynie zaniepokojonego, kochającego męża, a nie przebiegłego polityka ukrywającego jakąś dawno zapomnianą tajemnicę.

Chryste, przecież to kiedyś był jego najlepszy przyjaciel – porządny gość, ze znanej, szanowanej rodziny. Seweryn nie miał powodu podejrzewać go o jakiekolwiek złe intencje. Najwyraźniej jednak zbyt bliskie obcowanie ze zbrodnią położyło się cieniem na tym, jak Zaorski postrzegał innych.

– Jasne, rozumiem – odezwał się Seweryn. – Pozbędę się tego.

Na twarzy burmistrza pojawiła się wyraźna ulga. Uścisnął Zaorskiemu rękę, rzucił luźną uwagę o tym, że powinien kiedyś wpaść do nich z córkami, a potem się oddalił.

Seweryn rozejrzał się ukradkiem. Nie dostrzegłszy nikogo, wyjął ze stojącego obok wiadra ściągaczkę z gąbką i zaczął myć przednią szybę. Była czysta, ale potrzebował wymówki, by zostać tu jeszcze przez chwilę.

W końcu dostrzegł człowieka, na którego czekał. Mężczyzna zapłacił w kasie, po czym wrócił do samochodu stojącego przy dystrybutorze obok.

– Kto to był? – mruknął, obrócony tyłem do Zaorskiego.

– Stary znajomy.

– Coś kombinujesz?

– Nie – odparł Seweryn. – To przypadkowe spotkanie. I przypadkowy gość.

– W takim razie zajmij się tym, po co tu przyjechałeś.

– Jasne.

Uwadze Zaorskiego nie uszło, że rozmówca przez cały czas ustawiał się tak, by kamera wymierzona w kierunku samochodów nie złapała jego twarzy.

– Dziś. Dwudziesta trzecia – rzucił mężczyzna, otwierając drzwiczki. – Za starym kościołem Adwentystów Dnia Siódmego. Przyjdź sam.

2

Z pewnością istniał sposób, by zmusić pocztę do wydania wszystkich listów, które dla Kai przygotował ojciec. Mimo że przeszło jej to kilka razy przez myśl, tak naprawdę nigdy poważnie tego nie rozważała. Wydawało jej się, że tym samym sprzeniewierzyłaby się ostatniej woli ojca.

Chciał, by dostawała wiadomości co roku. Może dzięki temu przed śmiercią miał świadomość, że w pewien sposób będzie przy niej? Nigdy nie zrozumiała, skąd ta przezorność. Nikt o zdrowych zmysłach nie robi takich rzeczy, a przynajmniej nie w takim wieku. Ojciec nie miał powodu, by spodziewać się, że jego życie niedługo się skończy. Zginął nagle, tragicznie. Nie mógł tego przewidzieć.

Powtarzała sobie to, od kiedy dostała pierwszy list dwadzieścia lat temu, ale nigdy do końca nie przekonała samej siebie.

Początkowo liczyła na to, że w wiadomościach znajdzie coś, co tłumaczyłoby ten dziwny stan rzeczy. W żadnej nie było jednak nic, co rzuciłoby więcej światła na motywacje ojca.

Jak co roku, dziewiątego września wzięła urlop. Niegdyś robiła to po to, by uporać się z emocjami, jakie wiązały się z kolejnym listem. Teraz stanowiło to już tylko nie do końca uzasadnioną tradycję.

Chciała odwieźć dziewięcioletniego syna do szkoły, jak zawsze to robiła, ale Michał uparł się, że to on dziś zabierze Dominika. Wiedziała doskonale, skąd ta gotowość – zbliżały się wybory samorządowe i dobrze było pokazać się wyborcom jako przykładny ojciec.

Burzyńska pozmywała po śniadaniu i kontrolnie zerknęła na zegarek w kuchni. Listonosz zjawiał się u niej zazwyczaj tuż po dziesiątej, nawet kiedy na zewnątrz trwała pogodowa sodoma i gomora. Teraz także nie zawiódł.

Wręczył jej list z niezbyt dobrze pozorowaną obojętnością, jakby nie miał pojęcia, co rokrocznie przychodzi do Kai dziewiątego września.

W miasteczku tak małym jak Żeromice podobna tajemnica nie miała szans się utrzymać. Być może byłoby nieco łatwiej, gdyby nie to, że kilka lat temu NSI zrobiła materiał o ojcowskich listach z zaświatów. Bez tego przy odrobinie szczęścia Kaja byłaby dziś dla większości mieszkańców po prostu starszą aspirant Burzyńską. Po tamtym reportażu nie było już jednak o tym mowy, stała się lokalną celebrytką. Żeromice nigdy wcześniej nie doczekały się takiego zainteresowania medialnego – i całkiem możliwe, że nigdy już się nie doczekają.

Kaja podziękowała listonoszowi i wróciła z kopertą do kuchni. Nie otworzyła jej od razu, bo jeśli kierowała się w życiu jakąkolwiek żelazną zasadą, to sprowadzała się ona do prostego: najpierw kawa, potem wszystko inne.

Wypiła kilka łyków, po czym rozcięła papier. Miejsce, w którym powinny być dane nadawcy, jak zawsze było puste, choć Burza przypuszczała, że ojciec wysłał wszystkie listy z domu.

Domu, z którego wyprowadziła się po jego śmierci. Nie chciała mieć z tym miejscem nic wspólnego, starała się o nim zapomnieć. Pozwoliła, by latami niszczało, przekonana, że nikt nie zdecyduje się kupić gruntu. Mieszkańcy Żeromic mieli ziemi pod dostatkiem, a zrujnowany budynek nie był nikomu do szczęścia potrzebny.

Kiedy Michał oświadczył, że mają kupca, początkowo wzięła to za niezbyt wyszukany żart. Po tym, jak dodał, że chodzi o Seweryna Zaorskiego, uznała, że na pewno robi sobie z niej jaja.

A jednak okazało się, że to prawda. Zaorski wrócił po dwudziestu dwóch latach.

Znikł z Żeromic nagle, tuż po maturze. Z dnia na dzień po prostu się rozpłynął. Zostawił rodzinę i przyjaciół, nie oglądał się na nikogo i zdawał się zapomnieć o przyszłości, którą tu planował. Po jakimś czasie zrobiło się o nim głośno – podobno skończył z dobrymi wynikami jakąś uczelnię medyczną i współpracował z Instytutem Ekspertyz Sądowych imienia Sehna w Krakowie.

W komisariacie raz po raz ktoś przebąkiwał na jego temat, ale jakiś czas temu wszyscy o nim zapomnieli. Nikt nie spodziewał się, że Seweryn kiedykolwiek wróci na stare śmieci. A już szczególnie, że zainteresuje się starym domem rodzinnym Burzyńskich.

Kaja dopiła kawę i w końcu wyjęła list z koperty.

Zawsze przeprowadzała trzy czytania. Pierwsze – pobieżne, by przekonać się, czy w wiadomości nie ma czegoś przełomowego. Drugie – dokładniejsze, ze zrozumieniem, by nic jej nie umknęło. I trzecie – drobiazgowe, by ustalić, czy ojciec nie starał się przemycić czegoś między wierszami.

Nie miałby powodu tego robić. I nie powinna spodziewać się, że w którymkolwiek liście znajdzie coś, co mogłoby zwalić ją z nóg.

Właściwie były to dość banalne, może nawet sztampowe wiadomości. Ojciec zazwyczaj podkreślał, że cieszy go, iż może chociaż w ten sposób być obecny w jej życiu. Zastanawiał się nad tą czy inną kwestią – zazwyczaj związaną z jej hipotetycznym mężem, dziećmi lub pracą zawodową. Tym razem najwięcej uwagi poświęcił rozważaniom dotyczącym tego ostatniego, po czym przeszedł do obowiązkowej złotej myśli. Z jakiegoś powodu uznawał, że każdy list musi zakończyć mniej lub bardziej wyszukanym aforyzmem. Czasem poważnym, czasem lekkim, ale zawsze dotyczącym treści wiadomości.

Zanim Burzyńska zdążyła skupić się na tym, który kończył dzisiejszą wiadomość, rozległ się dzwonek telefonu. Zerknęła na ekran i zobaczyła zdjęcie męża. On też doskonale wiedział, o której zjawia się listonosz – i o której Kaja będzie już po lekturze.

– I jak? – spytał.

– U mnie bez zmian. Oprócz tego, że dziś mój mąż po raz pierwszy odwiózł syna do szkoły.

Michał prychnął do słuchawki.

– Nie pierwszy…

– Ale ostatni? – wpadła mu w słowo. – Zmolestowały cię gospodynie domowe?

– Nie. W sumie nikt mnie nie zauważył.

Burza uśmiechnęła się pod nosem. Powtarzała mu, że zjawienie się rankiem pod szkołą niespecjalnie przysłuży się jego kampanii wyborczej. Matki i ojców odwożących dzieciaki interesowało jedynie to, by ich pociecha jak najszybciej opuściła samochód, a oni mogli popędzić do pracy.

 

– Może oprócz Zaorskiego – dodał Michał.

– Spotkałeś go?

Potwierdził cichym mruknięciem, a Kaja odnotowała niewielki sukces. Od kiedy Seweryn zaczął interesować się jej starym domem, namawiała męża, by odnowił znajomość z Zaorskim. Po wejściu do lokalnej polityki właściwie nie miał już żadnych zwykłych przyjaciół – wszyscy byli albo interesantami, albo osobami, z którymi wypadało utrzymywać dobre relacje.

Najlepszy przyjaciel z czasów szkolnych z pewnością przydałby się teraz bardziej niż kiedykolwiek.

– I? – spytała Burzyńska.

– Pogadaliśmy chwilę – burknął. – Ale powiedz mi lepiej…

– O czym gadaliście?

– O bzdurach.

– To się rozumie samo przez się, kiedy rozmawia ze sobą dwóch facetów – odparła i podeszła z pustym kubkiem do ekspresu. – Pytam o szczegóły.

Mąż przez moment się zastanawiał, a ona zrobiła sobie nieco słabszą kawę.

– Seweryn znalazł coś w garażu.

– Co?

– Jakieś graty po twoim ojcu, nic ciekawego. Powiedziałem, żeby się tego pozbył.

– Czego konkretnie?

Po kilkunastu latach małżeństwa mogła bez trudu ustalić, że Michał w tym momencie wzrusza ramionami.

– Jakieś stare komputerowe bzdety, dyskietki i tak dalej.

Usiadła z powrotem przy stole i uniosła wzrok, zastanawiając się przez chwilę. Zabrała z domu rodzinnego wszystko, co nadawało się do użytku i co miało jakąkolwiek wartość sentymentalną. Sprawdzała dwukrotnie, wiele lat temu, by już nigdy nie musiała tam wracać i się upewniać.

– To nic ważnego – dodał Michał. – Powiedz mi lepiej, jak list?

– Jak zawsze.

Nie musiała dodawać nic więcej. Mąż wiedział, że jak zwykle będzie to dla niej miły akcent, ale nic ponadto. Już od dawna nie wiązało się to z takimi silnymi przeżyciami, jak na początku. Wszystko powszedniało. Nawet głosy zza grobu.

– Miałam nadzieję, że ojciec weźmie na warsztat ciebie – dodała. – Ale tym razem skupił się przede wszystkim na pracy.

– I? Trafił z tym, że pójdziesz w jego ślady?

– Wręcz przeciwnie. – Z uśmiechem przesunęła ręką po kartce. – Spodziewał się, że będę trzymała się jak najdalej od policji.

Miał ku temu powody. Całe dzieciństwo spędziła na obserwowaniu, jak wiele ojca kosztowała służba. Dochrapał się wprawdzie stanowiska komendanta w Żeromicach, został ulubieńcem mieszkańców i dla wielu prawdziwą ostoją sprawiedliwości, ale wszystko to odbyło się kosztem życia rodzinnego.

– Tak czy owak, byłby dumny ze swojej starszej aspirant.

– Może – odparła bez przekonania Burza.

– Złota myśl na końcu też się pojawiła?

– Jasne.

Michał prowadził rozmowę mimochodem, a ona miała świadomość, że zajęty był już czymś innym. O tej porze siedział pewnie za biurkiem i mierzył się z dzisiejszymi sprawami urzędowymi.

– Co tym razem? – zapytał.

Kaja zerknęła na kartkę i odchrząknęła. Cytaty kończące listy bywały różne, ale zawsze stanowiły podsumowanie tego, o czym pisał ojciec. Czasem rzucały na to nowe światło. W tej wiadomości pisał o pracy zawodowej, a zamykający cytat świadczył o tym, jaki efekt w jego życiu prywatnym przyniosła policyjna kariera.

– Kropla nienawiści wystarczy, by zgasić najgorętsze uczucie – powiedziała.

Michał przez chwilę milczał.

– Podniosłe – ocenił.

– Taa. I prawdziwe, bo ma na myśli siebie i matkę.

– To przecież niekoniecznie…

– Cytat zawsze ma związek z wiadomością – ucięła. – A w tym wypadku to dość wymowny komentarz. I trafny.

Michał musiał przyznać jej rację. Znał zarówno sposób, w jaki ojciec Kai konstruował wiadomości, jak i historię rodziny Burzyńskich. Mimo że na zewnątrz byli wręcz modelowi, za zamkniętymi drzwiami mogliby pretendować do miana najbardziej beznadziejnej i żenującej familii w Żeromicach.

Nigdy nie dochodziło do patologicznych zachowań, ale ojciec i matka w pewnym momencie czuli do siebie wyłącznie odrazę. Jeśli nie milczeli, to przerzucali się winami. Jeśli byli w jednym pokoju, udawali, że nie widzą drugiej osoby. Rozmawiali z Kają na zmianę, jakby każde miało swoją kolejkę.

Cytat nie był odkrywczy, ale z pewnością trafny.

– Odbierzesz dzisiaj Dominika? – spytała, chcąc zająć myśli czymś innym.

– Nie mogę. Muszę zostać w urzędzie trochę dłużej.

– Jesteś pewien? Po południu rodzicom się tak nie spieszy, mają chwilę na rozejrzenie się i wyłowienie z tłumu ich burmistrza w niecodziennej sytuacji.

– Nie wiem, czy…

– Nie żartuj – ucięła. – Mężczyzna bohatersko odbierający dziecko ze szkoły to widok tak niespotykany, że nie ujdzie niczyjej uwagi.

Zaśmiał się, a potem przeprosił i zapewnił, że naprawdę musi zostać. Tak naprawdę jej to nie przeszkadzało, wprost przeciwnie. Nawet jeden dzień bez odwózki do szkoły sprawiał, że czuła się, jakby zaniedbywała swoje obowiązki.

Był to z pewnością rezultat pewnej nadopiekuńczości, ale przejawiała ją tylko dlatego, że właśnie takiego podejścia do dziecka nauczył ją ojciec. Nie przegapił żadnego, nawet mało istotnego zdarzenia w jej życiu. Nigdy jej nie zawiódł, nigdy nie podniósł na nią głosu, nigdy nawet krzywo na nią nie spojrzał. I był gotowy na wszystko, czego sobie życzyła.

A mimo to nie potrafił poukładać sobie życia z jej matką.

Ta ostatnia myśl zdawała się nabierać dodatkowego ciężaru, kiedy Kaja spoglądała na cytat kończący list.

Było w nim jednak coś jeszcze. Nie potrafiła powiedzieć co, ale intuicyjnie to czuła. Kiedyś ślęczałaby nad wiadomością długimi godzinami, starając się dojść, co jest nie tak, i szukając drugiego dna.

Teraz nie miała takiego zamiaru. Dawno podjęła decyzję, że listy z zaświatów nie będą determinować jej życia.

Zajęła się swoimi sprawami, krzątając się po domu. Korzystając z wolnego, zrobiła pranie, pościerała kurze i zaczęła przeglądać zapasy w komórce, starając się znaleźć to, co już dawno powinna wyrzucić.

Od czasu do czasu nerwowo zerkała na zegarek i dopiero za którymś razem uświadomiła sobie, że wyczekuje momentu, by pojechać po Dominika do szkoły. Nie chciała być sama ze swoimi myślami. Nie chciała siedzieć bezczynnie. Robiła wszystko, by uciec od tego, co cały czas miała z tyłu głowy.

Zrozumiała, że nie była to treść listu, ale raczej to, co powiedział Michał.

Zastanawiała się przez moment i w końcu podjęła decyzję. Wyjęła umowy sprzedaży domu i odszukała kontakt do Zaorskiego. Wklepała numer do smartfona i od razu zadzwoniła. Chwila wahania pewnie wystarczyłaby, żeby się rozmyśliła.

– Tak? – rozległ się nieco chropowaty, męski głos.

– Seweryn?

Przez moment Kaja słyszała jedynie ciszę. Nie znał jej numeru, a jej głos słyszał zbyt dawno, by go rozpoznać. Mimo to odniosła wrażenie, jakby próbował.

– Tak stoi w akcie urodzenia – odparł w końcu. – Matka wybierała. Postanowiła zemścić się za trudny poród.

Burzyńska uśmiechnęła się lekko. Najwyraźniej od czasów szkolnych Zaorski niewiele się zmienił. Żartował właściwie ze wszystkiego, nie znał pojęcia tabu. I nie było dla niego żadnej świętości – choć Michał twierdził, że teraz są dwa wyjątki. Jego córki.

– Z tej strony Kaja – odezwała się. – Chciałam…

– Wiem, kto mówi – uciął. – Masz dość charakterystyczny głos.

– Który przez ponad dwadzieścia lat się zmienił.

– Tylko trochę. Poza tym mam dobrą pamięć.

– Albo po prostu dobrze improwizujesz.

Miała wrażenie, jakby rozmawiali nie dwie dekady temu, ale raptem wczoraj lub przedwczoraj, podczas posiadówy w Gałęźniku, Central Parku lub innych miejscówkach w Żeromicach, które nazywali na fali uwielbienia dla tego czy innego amerykańskiego serialu.

– Mogłeś też spisać mój numer z dokumentów sprzedaży domu – dodała.

– Mogłem – przyznał. – Ale skoro nie brałaś udziału w naszych burzliwych negocjacjach, uznałem, że na nic mi się nie przyda, bo nie masz zamiaru odnawiać dawnych znajomości.

Wiedziała, że powinna dodać choćby kilka słów wytłumaczenia, dlaczego to Michał załatwiał wszystkie sprawy. Zaorski był niegdyś jego najlepszym przyjacielem, ale także jej znajomym – wypadało choćby raz się pojawić. Burzyńska miała jednak sporo na głowie i zwyczajnie zabrakło jej czasu na wizytę u notariusza. O odwiedzeniu starego rodzinnego domu nie było mowy.

– Nie, po prostu…

– Byłaś zajęta – dokończył za nią. – Jasna sprawa. Dziecko, służba, mąż polityk… Jest się kim i czym zajmować.

– Otóż to – potwierdziła.

– Więc dzwonisz, żeby odkurzyć starą relację?

– Niezupełnie – odparła szybko. – Michał powiedział mi o gratach, które znalazłeś.

Seweryn na moment zamilkł.

– To właściwie tylko kilkanaście dyskietek – odparł cicho. – Ale może „tylko” to niewłaściwe słowo…

– Co masz na myśli?

– To, że zostawił je twój ojciec. I to, że zalał je betonem w schowku pod podłogą.