Egzekucja

Tekst
Z serii: Joanna Chyłka #14
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Egzekucja
Egzekucja
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 73,80  59,04 
Egzekucja
Audio
Egzekucja
Audiobook
Czyta Adam Bauman
39,90  28,73 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Copyright © Remigiusz Mróz, 2021

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2021

Redaktor prowadzący: Adrian Tomczyk

Marketing i promocja: Greta Sznycer

Redakcja: Karolina Borowiec-Pieniak

Korekta: Joanna Pawłowska, Anna Nowak

Projekt typograficzny, skład i łamanie: Stanisław Tuchołka / panbook.pl

Projekt okładki i stron tytułowych: © Mariusz Banachowicz

Zdjęcie autora: © Zuza Krajewska / Warsaw Creatives

Fotografie na okładce:

© Nejron Photo/Shutterstock

© CITAAlliance/Depositphotos

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

eISBN 978-83-66981-03-4

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

redakcja@czwartastrona.pl

www.czwartastrona.pl

Dla moich Rodziców.

Dawno nie dedykowałem im żadnej z książek,

a przecież piszę je dzięki nim.

Inter arma silent leges.

Podczas wojny milczą prawa.

Rozdział 1

Kreon

1

ul. Kossaka, Żoliborz

Joanna Chyłka szła szybkim krokiem przed siebie, oświetlana czerwono-niebieskimi błyskami radiowozów i karetek, które zastawiły całą ulicę. Mimo późnej pory okolica była rozświetlona jak w dzień, a tłumy gapiów po obydwu stronach zablokowanej drogi przywodziły na myśl godziny szczytu.

Już z oddali dostrzegła czarny worek leżący przy chodniku. Zwolniła kroku i zatrzymała się obok niego. Był gruby, wykonany z polietylenowej folii, zapinany na suwak. Wyposażono go w cztery białe uchwyty po bokach, które miały ułatwiać transport zwłok.

Najwyraźniej nikomu się nie spieszyło, by zabrać te, przy których kucnęła Chyłka. Nic dziwnego, policja i prokuratura za priorytet uznawały zabezpieczenie materiału dowodowego, a losy ciała ofiary liczyły się tylko w kontekście sekcji, która niebawem się odbędzie.

Joanna rozejrzała się i stwierdziwszy, że nikt nie skupia na niej uwagi, trzęsącą się ręką rozsunęła górę suwaka.

Doskonale wiedziała, co zobaczy. Przez telefon przekazano jej najważniejsze informacje.

Spojrzała na pozbawioną życia, wykrzywioną w nienaturalnym grymasie twarz i się wzdrygnęła. Dziura w czole była nierówna, jakby poszarpana, a zaschnięta krew i przejrzysty płyn mózgowo-rdzeniowy wyciekły na wierzch.

Chyłce zrobiło się słabo i odniosła wrażenie, że gdyby teraz wstała, nogi odmówiłyby jej posłuszeństwa. Machinalnym ruchem wyjęła z kieszeni płaszcza paczkę marlboro, ale zanim zdążyła zapalić, usłyszała znajomy głos zza pleców.

– Co ty tu robisz?

Obejrzała się przez ramię i zobaczyła stojącego za nią Olgierda Paderborna. Prokurator nie pasował do reszty osób, które kłębiły się wokół. Wszyscy byli w ubraniach ochronnych, mieli rękawiczki, a niektórzy maseczki i przyłbice. On zaś nosił obcisły garnitur i równo zawiązany krawat.

– Nie powinno cię tu być – dodał szybko.

Joanna powoli się podniosła, a następnie schowała paczkę fajek z powrotem do kieszeni. Nie było najmniejszych szans, by jakikolwiek prokurator pozwolił jej na dymka na miejscu zdarzenia.

Lekko się zachwiała, kiedy zakręciło jej się w głowie. Wypiła tego wieczora trochę za dużo, ale na swoje usprawiedliwienie miała to, że właściwie nie zamierzała z kimkolwiek się widzieć. Plan był taki, że będzie piła dopóty, dopóki nie urwie jej się film.

– Jezu… – mruknął Paderborn. – Jesteś…

– Najebana, ale dama.

Olgierd rozejrzał się w poszukiwaniu funkcjonariusza, któremu z pewnością miał zamiar polecić, by odeskortował Chyłkę poza strefę zamkniętą policyjnymi taśmami.

– Ja i trzeźwość ostatnio nie widujemy się z bliska – dodała.

– Widzę. Ale mogłabyś dać sobie na wstrzymanie, kiedy wybierasz się na miejsce przestępstwa.

– Nie mogłabym, Padre, bo po pierwsze nie wiedziałam, że się wybieram. A po drugie wyznaję zasadę, że alkohol wszystko rozwiązuje.

– Oczywiście.

– Język, portfel, małżeństwa – rzuciła Joanna. – A to tylko trzy losowo wybrane przykłady.

Prokurator chciał skinąć na jednego z mundurowych, ale Chyłka wymierzyła w niego palcem wskazującym.

– Peja reprezentuje biedę – oznajmiła.

– Że co?

– A ja sprawcę tego całego zamieszania – wyjaśniła, rozkładając ręce. – Czyli pechowego stróża prawa, który spowodował, że ten tu leży w worku, zamiast…

– Nikogo nie reprezentujesz. Nie masz uprawnień.

– Prowadzę biuro porad prawnych.

– Świetnie – bąknął Paderborn i już miał przywołać funkcjonariusza, ten jednak zniknął im z pola widzenia.

Chyłka zrobiła krok w stronę prokuratora.

– Sprawdź sobie w KRS-ie – podsunęła. – Nazywa się Adiuvame. Siedziba mieści się w uroczym miejscu na Saskiej Kępie. PKD sześćdziesiąt dziewięć, dziesięć, zet.

Olgierd nie sprawiał wrażenia, jakby to cokolwiek zmieniało.

– Nazwa od łacińskiego „pomóż mi”. Taka sobie, ale wymyślałam w stanie delikatnie wskazującym.

– W którym zbyt często przebywasz.

– Przebywałabym mniej, gdybyście zaczęli lepiej wykonywać swoją robotę.

– Słuchaj…

– Minęły trzy miesiące od jego zaginięcia, Pader – ucięła ostro. – I dalej jesteście w dupie tak ciemnej, że światło dotrze tam dopiero za tysiąc lat.

Wiedziała, że akurat on zrobił wszystko, by odpowiednie służby odnalazły Kordiana. Z punktu widzenia prokuratury sytuacja była jednak jasna: brakowało dowodów na to, że Piotr Langer w ogóle żyje. A namierzanie osób zaginionych nie leżało w ich gestii.

Chyłka była zdana wyłącznie na siebie, nie miała u kogo szukać pomocy. Konsorcjum wciąż wprawdzie było zainteresowane znalezieniem Langera, ale wątpiło, że Joanna może w tym pomóc. Dla wszystkich innych zaś Oryński po prostu opuścił kraj i najwyraźniej nie zamierzał wracać.

Kluczem do wszystkiego pozostawał Langer.

Gdyby Chyłce udało się go znaleźć, zyskałaby kartę przetargową w układach z Konsorcjum. Przehandlowałaby ją za to, że Nachurny wycofa swoje zeznania – a wówczas ona bez trudu doprowadziłaby do obalenia wyroku sądu dyscyplinarnego.

Odkrycie miejsca, gdzie przebywa Piotr, było też równoznaczne z odnalezieniem Zordona. Nie ulegało wątpliwości, że ten psychopata wciąż go przetrzymuje.

Chyłka zamrugała nerwowo, nie chcąc zastanawiać się nad tym, co się z nim dzieje. Przez ostatni kwartał robiła to właściwie bez ustanku i za każdym razem potrafiła wyobrazić sobie jedynie czarne scenariusze.

Tyle czasu w towarzystwie Langera oznaczało horror. Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości.

Z zamyślenia wyrwało ją głośne chrząknięcie Paderborna.

– Tak czy inaczej, nie masz uprawnień do reprezentowania kogokolwiek – powiedział. – Więc albo sama opuścisz miejsce zdarzenia, albo…

– Naprawdę chcesz wywalić stąd prawnego reprezentanta podejrzanego?

– Na razie nikt nie jest o nic podejrzany. A ty zostałaś skreślona z listy adwokatów.

Joanna zbliżyła się do niego jeszcze trochę.

– Co znaczy tyle, że nie mogę występować przed sądem – odparła. – Ale wszystko inne mieści się w zakresie prawnej reprezentacji.

– Ale nie procesowej. A bez niej…

– Zatrudniam do tego człowieka.

– Kogo?

– Gówno cię to obchodzi – odparła. – A teraz prowadź do mojego klienta albo od razu dzwonię do Amnesty International, Human Rights Watch, Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Magdy Gessler. I będziesz miał prawdziwe rewolucje.

Paderborn przypatrywał jej się przez chwilę pytająco, jakby chciał się upewnić, czy będąc niezbyt trzeźwa, faktycznie chce się widzieć z człowiekiem, którego określała mianem swojego klienta.

Ostatecznie musiał dojść do wniosku, że w istocie nie do niego należy decyzja. Przeprowadził ją między radiowozami i wskazał miejsce za karetką. Chyłka minęła ją, po czym dostrzegła funkcjonariusza siedzącego na chodniku.

Nogi miał podciągnięte, ręce oparte na kolanach. Nieobecny wyraz twarzy i zaschnięte krople krwi na czole dopełniały obrazu człowieka kompletnie wybitego z rzeczywistości.

Szczerbiński ocknął się dopiero, kiedy Joanna zatrzymała się tuż przed nim.

– Coś ty, kurwa, zrobił?

Rozejrzał się jak spłoszone zwierzę i kaszlnął nerwowo. Paderborn odszedł, a w najbliższej okolicy nie było nikogo, kto mógłby przysłuchiwać się rozmowie.

– Mów – dodała.

– To… to było zwykłe zatrzymanie. Facet wyciągnął broń i…

– I strzeliłeś mu prosto w łeb? Zdajesz sobie sprawę, jak to wygląda?

Podkomisarz w końcu utkwił w niej rozbiegane spojrzenie. Wyraźnie nie wiedział, co powiedzieć.

– Jak egzekucja – dodała.

– Wiem, ale…

– Ale co?

– On miał broń – powtórzył Szczerbiński. – A ja nie miałem czasu dobrze wycelować.

– I jakimś cudem trafiłeś prosto między oczy?

 

Nie odpowiedział, a Joanna powiodła wzrokiem dookoła.

– Gdzie jest ta broń?

– Nie wiem. Musieli już ją zabezpieczyć.

– Gość miał palec na spuście?

Szczerbiński wbił pusty wzrok przed siebie, a Chyłka odniosła wrażenie, że będzie to jedyna odpowiedź, jaką uzyska.

– To był nóż. Poza tym…

– Facet groził ci nożem, a ty musiałeś strzelać, żeby się przed nim obronić?

– Tak. Wszystko działo się zbyt szybko…

– Co konkretnie? – rzuciła.

Podkomisarz potarł mocno czoło i zmrużył oczy, jakby z trudem mógł przypomnieć sobie wydarzenia sprzed nie więcej niż kilkudziesięciu minut.

– Zobaczyłem tego mężczyznę… postanowiłem dokonać zatrzymania… wyciągnął ten nóż i…

– Kurwa, Szczerbaty, lep te zdania trochę lepiej.

Spojrzał na nią nieobecnym wzrokiem, a ona uświadomiła sobie, że musi dać mu trochę czasu. Przed momentem zabił człowieka. I to nie w jakiejś strzelaninie, kiedy wokół panuje chaos i może zdarzyć się wszystko.

Stał naprzeciwko niego, a potem pociągnął za spust i wywalił mu dziurę w głowie.

– Dlaczego próbowałeś go zatrzymać? – zapytała Joanna.

W świetle prawa musiał mieć ważny powód, a nim było tylko uzasadnione podejrzenie, że facet popełnił przestępstwo.

– Najpierw… najpierw chciałem go wylegitymować.

– Bo co? Niósł jakiś transparent w obronie praw kobiet?

Podkomisarz jakby nie usłyszał docinka.

– Wydawało mi się, że go rozpoznaję – wydusił w końcu. – Że to osoba poszukiwana.

– I? Co się stało?

– Odmówił wylegitymowania się.

– Więc wyciągnąłeś, kurwa, broń?

– Nie. Pouczyłem go i poinformowałem o tym, że ma obowiązek to zrobić, bo jego wizerunek odpowiada rysopisowi osoby poszukiwanej.

Joanna nie mogła opędzić się od wrażenia, że słucha nie tyle relacji tego, co się wydarzyło, ile wcześniej ułożonej formułki.

– Wyjął broń, a ja natychmiast zrobiłem to samo. Nie dał mi nawet czasu na zastanowienie… Nie miałem wyjścia.

Chyłka przez moment milczała.

– Szukałeś tego gościa? Trafiłeś tu, bo doprowadził cię jakiś trop?

– Nie.

– To skąd się tu wziąłeś?

– Po prostu przechodziłem.

Chyłka westchnęła i usiadła obok niego. Nie wyglądało to dla Szczerbińskiego najlepiej i gdyby nie to, co powiedział jej przez telefon, nie zdecydowałaby się mu pomóc. Ściągnęłaby na miejsce Żelaznego albo innego prawnika, który wisiał jej przysługę. Sama nie miała w tej chwili żadnego interesu w angażowaniu się w takie sprawy.

– Wiem, jak to wygląda – odezwał się podkomisarz. – Ale… pomożesz mi?

Joanna powoli się do niego obróciła.

– Nie zostawiłeś mi innego wyjścia w momencie, kiedy powiedziałeś, że wiesz, jak znaleźć Langera – odparła.

2

ul. Argentyńska, Saska Kępa

Poczucie straty osoby bliskiej powinno być jak fale, które na przemian przybijają do brzegu i od niego odbijają – Chyłka miała jednak wrażenie, że znajduje się w samym środku nieustającego sztormu. Od trzech miesięcy nie miała chwili wytchnienia, nie potrafiła normalnie funkcjonować, a smutek, żal i dojmująca pustka w sercu nie opuszczały jej ani na moment.

Zrobiła wszystko, by odnaleźć Zordona. Wynajęła trzy biura detektywistyczne za granicą, które miały szukać jakiegokolwiek śladu. Skontaktowała się ze wszystkimi służbami, które tylko przyszły jej na myśl. Powiadomiła wszystkie organizacje zajmujące się zaginionymi osobami i w końcu zainteresowała wszystkie media, które były gotowe słuchać.

Wszystko na nic.

Nie miała jednak zamiaru się poddawać. Nauczyła się nawigować po swoim oceanie straty na tyle dobrze, by działać sprawnie.

Ostatnim jednak, czego się spodziewała, było to, że jakiekolwiek odpowiedzi może mieć Szczerbiński.

Wpuściła go do domu, zamknęła za nim drzwi, a potem machnęła ręką, by się rozgościł. Wciąż sprawiał wrażenie, jakby nogi miały się pod nim ugiąć, uznała więc, że obojgu przyda się nieco doładowania.

Postawiła na stole w kuchni dwa kieliszki, a potem wypełniła je tequilą espolón. Na robienie jakichkolwiek drinków szkoda jej było czasu.

Oboje opróżnili swoje porcje niemal natychmiast.

– To nie wygląda najlepiej, co? – odezwał się Szczerbiński.

– Mniej więcej jak skarpety w kubotach.

– Chyłka… do kurwy nędzy, chodzi o moje życie.

– Tylko mówię. Jest źle.

Pokręcił głową i sam sobie dolał. Joanna uznała, że to dobry moment, żeby uzupełnić poziom nikotyny w organizmie. Od trzech miesięcy paliła jak smok, ani myśląc o tym, jaki efekt ma to na chorobę, z której wyszła.

Przez cały ten czas nie interesowało jej nic poza odnalezieniem Oryńskiego. W tej chwili nie było inaczej.

– Po kolei – odezwała się. – Najpierw powiedz mi, w jaki sposób możesz namierzyć Langera, a potem zajmiemy się tym trupem.

Uniósł brwi, jakby nie tego się spodziewał.

– Nie powinno być odwrotnie?

– Nie.

– Chyba sobie…

– Wyciągnę cię z gówna, w które się wpakowałeś, Szczerbix – ucięła. – Ale w tej chwili nie ma presji czasu. Nie postawią ci zarzutów, najpierw ruszy postępowanie dyscyplinarne w Komendzie Stołecznej Policji, które zapewne będą prowadzili twoi kumple.

Napił się i ledwo zauważalnie skinął głową.

– A nie muszę chyba ci mówić, że większość takich procedur kończy się zgrabnym oznajmieniem, że dowody nie wskazują ani na przekroczenie uprawnień, ani na niewykonanie obowiązków przez funkcjonariusza. Ostatecznie stwierdzą, że nie ma przesłanek, by uznać, że przekroczyłeś zasady użycia broni palnej.

Chyłka bez trudu mogła przypomnieć sobie sytuacje, kiedy policjanci oddawali strzały tylko dlatego, że jakiś gówniarz zaczął uciekać. Za to nie przypominała sobie, by wielu mundurowych odpowiadało za to dyscyplinarnie.

– Jest jeszcze prokuratura… – bąknął Szczerbiński.

– Która poczeka na wyniki waszego wewnętrznego postępowania. Mamy czas.

Bagatelizowała całą sprawę, w rzeczywistości bowiem trudno było sądzić, że ktokolwiek będzie zwlekał z podjęciem działań. Media będą miały żniwa, starając się uwypuklić policyjne nadużycia, a chłopak z dziurą w czole, kimkolwiek był, z miejsca stanie się męczennikiem.

Jeżeli Joannie nie uda się znaleźć świadków lub nagrań pokazujących, że Szczerbaty miał prawo użyć broni, linia obrony będzie mocno się chwiała.

Dla Chyłki było to bez najmniejszego znaczenia. Chciała zbyć temat jak najszybciej.

– Jest źle, będzie lepiej – rzuciła. – A teraz gadaj: jakim cudem możesz namierzyć Langera?

Szczerbiński sięgnął po paczkę marlboro i poczęstował się bez pytania. Wstał, podszedł do okna, a potem uchylił je i trwał przez moment w bezruchu.

– Daj głos – mruknęła Joanna.

Zamiast się odezwać, zapalił i głośno wypuścił dym.

– I najlepiej by było, gdybyś to zrobił jeszcze w tym stuleciu.

Jego milczenie mogło oznaczać właściwie wszystko. Może użył tego argumentu tylko dlatego, że wiedział, jaki będzie miał ciężar? Dwa miesiące temu powiedziała mu o wszystkim: o Langerze, porwaniu Zordona, usunięciu z zawodu. Nie miała już do kogo się zwrócić i wydawało jej się, że Szczerbiński może pomóc. Pomyliła się, ale dzięki jej otwartości teraz doskonale zdawał sobie sprawę, że odnalezienie Piotra może rozwiązać wszystkie jej problemy.

– No więc?

W końcu się odwrócił i oparł rękoma o parapet.

– Mam do niego dojście – oznajmił.

– Do niego? Do Langera?

– To znaczy… wiem, jak się z nim skontaktować.

– O czym ty mówisz?

Zaciągnął się nerwowo i trzymał dym w płucach tak długo, że kiedy wypuścił powietrze, nie było widać ani jednej szarej smużki. Potarł mocno kark i się skrzywił.

– Od czego mam zacząć?

– Od zawiązania sobie pętli na szyi i podania mi sznura – odparła Chyłka. – O czym ty do mnie pierdolisz, Szczerbaty?

Opuścił głowę i zamknął oczy, przywodząc na myśl kogoś, kto zaraz ma pożegnać się z życiem. Usiadł z powrotem przy stole i zgasiwszy papierosa, przez kilka chwil przyglądał jej się wzrokiem bez wyrazu.

– Słuchaj… – podjął. – To ja zorganizowałem ci tamtą ucieczkę z transportu do aresztu śledczego.

Chyłka zamrugała nerwowo. Doskonale pamiętała samo zdarzenie, tuż przed swoją ucieczką na wschód. I równie dobrze mogła przypomnieć sobie, jak po sprawie Demczenki Szczerbaty zarzekał się, że nie przyłożył do tego ręki.

Wraz z Kordianem zakładali wtedy, że nie ma powodu kłamać. Najwyraźniej było jednak inaczej.

– Załatwiłem to, ale… to nie był mój pomysł.

Joanna wzięła się w garść. Nie mogła pozwolić sobie na dezorientację, musiała wyciągnąć z niego jak najwięcej, póki był gotowy mówić.

– A czyj? – zapytała.

– Nie wiem.

Chyłka uniosła błagalnie wzrok.

– Przysięgam, Szczerbaty. Jeśli jeszcze raz dziś usłyszę, że czegoś nie wiesz, możesz bukować sobie miejsce na cmentarzu.

Podkomisarz sięgnął po paczkę papierosów, ale Joanna szybko ją odsunęła. Wyciągnęła jednego dla siebie, przypaliła, a potem odłożyła dymiącego marlboro do popielniczki stojącej między nimi.

– No? – ponagliła.

– Skontaktował się ze mną jakiś człowiek, nigdy wcześ­niej na oczy go nie widziałem. Podał mi wszystkie szczegóły, trasę przewozu i to, co konkretnie mam zrobić, żebyś mogła uciec.

– I tak po prostu się zgodziłeś, z dobroci serca?

– Niezupełnie.

Oczywiście, że nie. W tamtym czasie Szczerbaty nie miał żadnego dobrego powodu, by ryzykować dla niej karierę.

– Ten człowiek miał coś na mnie – dodał policjant. – I groził, że to wykorzysta.

– Coś?

– Mniejsza ze szczegółami.

Chyłka podniosła papierosa i umieściwszy go w ustach, długo patrzyła na Szczerbińskiego. W końcu zrozumiał, że jeżeli tych szczegółów jej nie poda, rozmowa natychmiast się zakończy.

– Lata temu wymusiłem na kimś zeznania – powiedział bez dłuższej zwłoki. – I dzięki temu doszło do skazania groźnego skurwiela, który w przeciwnym wypadku odszedłby wolny.

Joanna głęboko się zaciągnęła, myśląc o tym, że zbyt łatwo wyjawia jej te wszystkie informacje. Powinien choćby przez moment się zawahać, zanim przyzna się do przewinienia tego kalibru.

– Gdyby ktoś się dowiedział, nawet teraz, pożegnałbym się nie tylko z robotą, ale i emeryturą. Miałbym przejebane.

– Będziesz miał jeszcze bardziej, jeśli w tej chwili nie usłyszę konkretów.

Przełknął ślinę i skinął głową z miną, jakby faktycznie stał pod ścianą.

– Nie wiem, skąd tamten człowiek wiedział o tym zdarzeniu, ale miał dowody. I zagroził, że ich użyje, jeśli nie zrobię, co każe.

– Więc pomogłeś mi uciec.

– Tak.

– I co potem?

Tym razem przez moment się wahał, ale Joanna nie mogła oprzeć się wrażeniu, że zrobił to tylko po to, by zachować odpowiednie pozory.

Upomniała się w duchu, by pamiętać, z kim ma do czynienia. Szczerbaty poznał ją dość dobrze i wiedział, na jakie rzeczy zwraca uwagę. Mógł antycypować większość jej reakcji i podejrzeń.

– Miałem informować go, jak wygląda sprawa Demczenki. I mieć was na oku.

– Czyli szpiegować nas jak najgorsza gnida.

– Nie poszedłbym tak daleko, ale…

– To ja pójdę jeszcze dalej, ty zdradziecki, zawszony, tępy upośladzie – syknęła Chyłka. – Co ty sobie, kurwa, wyobrażałeś?

Nawet nie próbował się bronić ani szukać jakiejkolwiek odpowiedzi. Odwrócił wzrok i milczał.

– Wiedziałeś w ogóle, komu tak naprawdę donosisz?

– Nie.

Joanna przewróciła oczami i rozłożyła bezradnie ręce.

– Ty zgniły kutasie – rzuciła. – Zawsze wiedziałam, że jesteś tępym sierpem, ale teraz wychodzi na to, że nawet nie byłbyś w stanie stoczyć opony ze wzgórza.

– Chyłka…

– Powiem wprost, Szczerbaty. Gdybyś był światłem na końcu jakiegokolwiek tunelu, od razu bym zawróciła.

Podniosła się i odeszła kawałek w kierunku korytarza, uznając, że im bliżej tego człowieka teraz będzie, tym większa szansa, że emocje popchną ją do rękoczynów. Zatrzymała się obrócona tyłem do niego, zamknęła oczy i głęboko wciągnęła powietrze nosem.

Nie miała teraz czasu na tłumaczenie zdrajcy, że ma u niej całkowicie przesrane.

– Zrozum…

– Zamknij japę – ucięła. – I otwieraj ją tylko wtedy, kiedy o coś pytam.

 

Obróciła się i spojrzała na niego w sposób, który świadczył o tym, że Szczerbiński jedynie cudem nie znalazł się jeszcze za drzwiami jej mieszkania.

– Kim był ten facet, który się do ciebie zgłosił? – zapytała.

– Nie przedstawił się.

Joanna zacisnęła usta.

– Kazał mówić do siebie Bogiel – dodał szybko podkomisarz. – Zakładałem, że pracuje dla kogoś, kto będzie występował przeciwko wam na sali sądowej. Albo dla prokuratury.

– I nie przeszło ci przez ten pusty dekiel, że może być inaczej?

– Nie.

Chyłka wróciła na miejsce przy stole. Papieros właściwie wypalił się już w popielniczce, więc sięgnęła po kolejnego. Paczka ostatnimi czasy starczała jej na jeden dzień – o ile trochę się ograniczała. Teraz nie miała zamiaru tego robić.

– Musisz zrozumieć…

– Niczego nie muszę. Za to wszystko mogę – odparła Joanna, podpalając sobie.

– Byłem przekonany, że Langer nie żyje – ciągnął Szczerbiński.

– O tak, doskonale pamiętam. I to, że twoim zdaniem to mnie należało przypisać tę zasługę.

– Bynajmniej – zaprotestował nieco ostrzej. – I zeznawałem w sądzie tak, żeby nie pogorszyć twojej sytuacji.

– Brawo, chwała ci za to – rzuciła Joanna, patrząc mu prosto w oczy. – Po prostu owulacja na stojąco.

Na moment zamilkli, mierząc się wzrokiem.

– Kiedy dwa miesiące temu powiedziałaś mi o wszystkim, zrozumiałem, dla kogo tak naprawdę pracuje Bogiel – odezwał się w końcu podkomisarz.

– I dopiero teraz łaskawie mi o tym mówisz?

Chyłka czuła, że dłużej nie uda jej się utrzymać nerwów na wodzy.

– Od dwóch miesięcy wiedziałeś, że gość, który cię szantażował, ma dojście do Langera, i nie puściłeś pary z pyska? – rzuciła. – Mimo że doskonale zdawałeś sobie sprawę, że dzięki temu mogę znaleźć Zordona?

Nie sprawiał wrażenia, jakby miał zamiar odpowiedzieć. Nie wyglądał również, jakby obawiał się jej wybuchu. Chociaż wiedział, jak blisko niego byli.

– Widziałem się z nim – oznajmił nagle.

– Co? Z kim?

– Z Bogielem. Kiedy tylko zrozumiałem wszystko, odezwałem się do niego i umówiliśmy się na spotkanie. Był przekonany, że mam mu do przekazania jakieś informacje na twój temat, ale tak naprawdę chodziło mi tylko o to, żeby ustalić, gdzie jest Oryński.

Joanna odłożyła papierosa i odsunęła butelkę tequili.

Miała świadomość, że Szczerbaty nie kłamałby w takiej sprawie. Tak naprawdę zresztą jego przewinienia wobec niej nie były wielkie – wszak zorganizował jej ucieczkę. A donosił o jej ruchach przekonany, że to jakiś przeciwnik z sali sądowej wymusza na nim współpracę.

– Przycisnąłem go – dodał podkomisarz. – Dzięki temu, co mi powiedziałaś, miałem asa w rękawie.

– I? – rzuciła niecierpliwie Chyłka.

– Bogiel wiedział o porwaniu. Był na bieżąco.

Joannie szybciej zabiło serce i kiedy dotarła do niej waga tych słów, musiała spojrzeć na Szczerbińskiego w mniej korzystnym świetle niż jeszcze moment wcześniej.

Naprawdę miał dojście do kogoś, kto mógł odnaleźć Kordiana. I nie zająknął się o tym słowem.

– Widział nawet Oryńskiego – dodał policjant.

– Gdzie? Kiedy?

Szczerbaty zamknął oczy i pokręcił lekko głową.

– Nie był gotów mi tego zdradzić – odparł ciężkim głosem.

– To trzeba było mocniej go przycisnąć, zmusić, żeby, kurwa…

– Zrobiłem to – przerwał jej i nabrał głęboko tchu. – Ale to nie miało żadnego sensu.

Przytrzymał jej wzrok przez chwilę, a potem odwrócił oczy.

– Bogiel powiedział mi, że Zordon nie żyje.