KochajTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Kochaj
Kochaj
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 61,89  49,51 
Kochaj
Kochaj
Audiobook
34,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Lekcja 9

Goniąc za tym, czego pragniesz, możesz stracić to, czego potrzebujesz

Lista życzeń wydłuża się z dnia na dzień.

Wszystkie portale randkowe przyciągają mężczyzn i kobiety spragnionych miłości, seksu albo obu naraz.

Przyciągają też ludzi, którzy kłamią lub oszukują w swoich profilach. Spójrzmy prawdzie w oczy, niewiele osób jest dość szczerych, żeby napisać o sobie: „alkoholik”, „narkoman”, „świeżo upieczony rozwodnik”, „nudziarz”. Mało kto przyzna się: „wyszedłem na zwolnienie warunkowe”, „kompulsywnie zdradzam partnera”, „nie mam poczucia humoru”, „jestem wymagający” albo „jestem mężatką / jestem żonaty, ale mam ochotę na skok w bok”.

Ci, którzy określają się mianem konserwatystów albo liberałów, często uważają się za osoby elastyczne i otwarte, chociaż ich oponenci byliby innego zdania.

To, co dla jednej osoby jest atrakcyjne – tatuaże, piercingi, motocykle, religijność, picie alkoholu, palenie papierosów, zodiakalne Bliźnięta albo Panny – innych może zniechęcać.

Użytkownicy serwisów randkowych z góry odrzucają palaczy, osoby z dziećmi, osoby ze zwierzętami, a często również kobiety po sześćdziesiątce, pięćdziesiątce czy nawet czterdziestce.

Jeśli do profilu dołączone jest zdjęcie, potencjalnego partnera skreślamy za to, że jest za niski, za gruby, za łysy albo za brzydki, chociaż sami rzadko oceniamy się według tych kryteriów.

Możesz znaleźć osobę, która interesuje się tym samym co ty – biega w maratonach, jeździ na rowerze, uprawia jogę, lubi sushi, jeździ na nartach, kocha zachody słońca albo kibicuje drużynie New York Yankees – ale czy naprawdę chcesz się umawiać ze swoim sobowtórem?

Kiedy miałam dwadzieścia lat, często czytałam ogłoszenia towarzyskie w gazetach. „Poszukiwany: normalny facet”. Czy ktoś taki w ogóle istnieje? „Wymagane poczucie humoru”. Każdemu wydaje się, że je ma. „Szukam mężczyzny, który lubi pomagać w domu”. Powodzenia. Pewna kobieta zastrzegła: „Tylko żadnych Steve’ów”. Czyżby tak się nazywał jej były mąż? Inną interesowali wyłącznie kandydaci „bez bagażu doświadczeń”. Może sobie pomarzyć, bo większość z nas to kobiety z przeszłością i mężczyźni po przejściach.

Język tych ogłoszeń był łatwy do rozszyfrowania: puszysty (czyli gruby), lubi pracę w ogrodzie (nudny), miła osobowość (brzydki), zabójczo atrakcyjny (próżny), wysoki, przystojny brunet (cierpi na manię wielkości). Opis wymarzonego wybranka też nie zaskakiwał: „Książę z bajki: chętnie chodzi do kościoła, wyznaje wartości rodzinne, lubi aktywność na świeżym powietrzu, jest zabawny i uczciwy”, albo: „Rycerz w lśniącej zbroi o stabilnej sytuacji finansowej, który marzy o założeniu rodziny”.

Doceniałam szczerość osób, które napisały: „Nie mam idealnej figury…”, „Nie powalam wyglądem…”, „Duże jest piękne”. Albo: „Daję sobie spokój z miłością i związkami… pomóż mi zmienić zdanie”.

W rubryce „O sobie” często pojawiały się takie określenia jak: uczciwy, godny zaufania, lojalny, wierny, towarzyski, wolny od uprzedzeń, interesujący, dojrzały, wiarygodny i optymistyczny. Ale kto przedstawiłby się jako człowiek nieuczciwy, niegodny zaufania, nielojalny, niewierny, nietowarzyski, pełen uprzedzeń, nudny, niedojrzały, niewiarygodny i pesymistyczny? Nikt, chociaż ten opis może świetnie pasować do twojego byłego partnera.

Większość osób podawała też warunki, które nie podlegały dla nich dyskusji: tylko niepalący, tylko bezdzietni, tylko ludzie do określonego wieku.

Każdy z nas ma pewne wymagania, z których nie jest w stanie zrezygnować, chociaż nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. To tych kilka (albo kilkanaście) cech, które mogą przekreślić związek, zanim ten ma szansę się rozpocząć.

Niektórzy zwracają się o pomoc do agencji matrymonialnych, jakby ich pracownicy mieli wyjątkowy talent do kojarzenia par. Byłoby cudownie, gdyby wszystko wyglądało tak prosto jak w piosence ze Skrzypka na dachu: „Oj swatko, swateńko, męża mi znajdź! Łap chłopca – cap! Do mnie z nim zajdź!”. Wszyscy znamy osoby, które nie znalazły nikogo – a przynajmniej nikogo właściwego.

Czy powinniśmy oddać się w ręce specjalistów? Czy warto korzystać z portali randkowych? A może najlepiej wziąć sprawy w swoje ręce?

W każdym zakątku naszej planety single narzekają na to, jak trudno im znaleźć bratnią duszę. Z tego powodu wielu moich znajomych opuszcza rodzinne miejscowości, jakby klucz do ich serca znajdował się gdzieś indziej.

Facebook uszeregował kiedyś pięćdziesiąt dużych amerykańskich miast pod kątem tego, gdzie najłatwiej jest znaleźć partnera. Na końcu listy uplasowały się: San Francisco, Waszyngton, D.C., Nowy Jork, Los Angeles i Atlanta.

Najlepiej wypadły Colorado Springs, El Paso w stanie Teksas, Louisville w stanie Kentucky oraz Fort Worth i San Antonio.

Moje rodzinne miasto, czyli Cleveland w stanie Ohio, zajęło dziewiętnaste miejsce… od końca.

Mnie to nie przekonuje. To, jaki masz wybór w miejscu zamieszkania, nie ma nic wspólnego z tym, czy jesteś w związku. Do tego wystarczy jedna osoba. Taka, która będzie do ciebie pasować.

Przez jakiś czas randkowałam na potęgę. Byłam dwudziestojednoletnią samotną matką i rozpaczliwie poszukiwałam męża i ojca dla mojego dziecka, co, rzecz jasna, natychmiast zniechęcało każdego potencjalnego kandydata. Nieustannie uzupełniałam listę zalet idealnego mężczyzny. Po każdym nieudanym związku wydłużała się jeszcze bardziej, zresztą podobnie jak wykaz cech nie do zaakceptowania: palenie papierosów, nadużywanie alkoholu, rozklekotany samochód, mężczyźni niżsi ode mnie, mężczyźni, którzy nie chcą mieć dzieci.

Mój wymarzony partner miał mieć ponad metr osiemdziesiąt wzrostu, niebieskie oczy i umięśnioną sylwetkę, a przy tym być niepalący i uduchowiony. Wiele lat wypatrywałam na horyzoncie Mężczyzny Na Zawsze, ale zamiast tego umawiałam się z Mężczyznami Na Chwilę. Kiedy wreszcie przestałam szukać miłości w zupełnie nieodpowiednich miejscach, to ona odnalazła mnie.

Postanowiłam skończyć z rozpaczliwymi próbami stworzenia związku i skupić się na tym, żeby łatwiej mi się żyło w pojedynkę. Bardziej zaangażowałam się w pracę, doceniłam swoich wspaniałych przyjaciół i starałam się być lepszą mamą. Zadbałam o ciało i duszę. Poszłam na terapię i wypracowałam własną praktykę duchową złożoną z modlitwy i medytacji.

Pewnego dnia koleżanka z pracy zaprosiła mnie na przyjęcie gwiazdkowe. Chciała przedstawić mi swojego znajomego. Gdybym wiedziała o nim więcej, na pewno bym nie przyszła. On był żydem, a ja – katoliczką. On uwielbiał jazz, ja – muzykę country. On preferuje duże miasta, ja – małe miasteczka.

Moja cecha dyskwalifikująca? Zła lokalizacja. Nie umawiał się z nikim, kto miał inny numer kierunkowy niż on. To wykluczało mnie z jego kręgu zainteresowań.

Jego cecha dyskwalifikująca? Palenie papierosów.

O kurczę. Był palaczem.

Z tego powodu nigdy nie trafiłabym na niego w wynikach wyszukiwania na portalu randkowym. Ale poznaliśmy się na przyjęciu i przegadaliśmy trzy godziny, zanim wsiadłam do jego samochodu i poczułam zapach marlboro. Wtedy było już za późno. Straciłam dla niego głowę.

Na następnej randce powiedział, że dla właściwej osoby mógłby rzucić palenie. I z czasem to zrobił.

Jesteśmy razem od 1992 roku.

Każdemu z nas ktoś został przeznaczony. Ktoś, kto nie pasowałby do nikogo innego. Nie potrzebujesz idealnego portalu randkowego ani profesjonalnej agencji matrymonialnej, żeby go znaleźć – za to nieocenioną pomocą może się okazać życzliwy przyjaciel.

Wystarczy być sobą, uspokoić rozedrgane serce i otworzyć je na miłość.

Bywa, że nasze wymagania i preferencje utrudniają odnalezienie Tego Jedynego. Może warto więc podchodzić do randek podobnie jak do nawiązywania przyjaźni? Nowych znajomych nie oceniamy według długiej listy kryteriów, czemu więc skazujemy na to potencjalnych partnerów?

Goniąc za tym, czego pragniesz, możesz stracić to, czego potrzebujesz. A jeśli rzucisz swoją listę w kąt, życie może cię zaskoczyć i postawić na twojej drodze kogoś jeszcze lepszego.

Lekcja 10

Czasem prawdziwa miłość pojawia się późno, ale na ciebie warto czekać

Pewien mężczyzna napisał do mnie, gdy miał już ochotę się poddać:

„Na moją niekorzyść działają trzy rzeczy. Nie jestem ani wysoki, ani przystojny i na domiar złego nie uchodzę za człowieka sukcesu. Kobiety zwracają uwagę na rozmiar, ale chodzi o rozmiar portfela. Daję sobie z nimi spokój”.

Inny skarżył się przez telefon: „Mam dobrą pracę. Jestem dobrym człowiekiem. Próbowałem randek internetowych, randek w ciemno i szybkich randek. Kobiety nie interesują się porządnymi ludźmi”.

Z kolei od kobiet ciągle słyszę: „W tym mieście nie ma z kim się umawiać”.

Wbrew powszechnej opinii problemu nie stanowi rozbieżność między podażą a popytem. Jak stwierdził kiedyś mój znajomy: „Mnóstwo facetów, którzy spełniliby oczekiwania kobiet, trafia do szufladki z napisem »miły«”.

Miły. Czteroliterowy pocałunek śmierci.

Dawniej, gdy mężczyzna wydał mi się miły, uciekałam gdzie pieprz rośnie. Zakładałam, że będzie nudny, bezbarwny i nijaki. W rzeczywistości chyba nie zasługiwałam na nikogo miłego. Kiedy poszłam na terapię i uporałam się ze swoimi demonami, przyciągnęłam miłego mężczyznę i zakochałam się w nim. A potem za niego wyszłam. Mój mąż nie tylko mnie kocha, ale wręcz uwielbia.

Wierzę, że dla każdego z nas istnieje odpowiedni partner. Tylko jak na niego trafić?

Jedna z czytelniczek oświadczyła mi: „Należę do zagorzałych wielbicielek Cleveland, ale z ciężkim sercem muszę stąd wyjechać. Od siedemnastu lat jestem sama. Kobieta po czterdziestce nie znajdzie mężczyzny w tym mieście. Nie mogę tu zostać i być najbardziej samotną czterdziestodwulatką w Cleveland”.

 

Jednak zawsze, gdy publikowałam felieton o bolączkach lokalnych singielek, zgłaszały się do mnie setki mężczyzn z komunikatem: „Tu jesteśmy!”. Niektórzy przysyłali mi nawet pocztą elektroniczną zdjęcia i CV, żeby dowieść, że istnieją naprawdę.

Wielu czytelników przedstawiało swoje propozycje, gdzie spotkać dobrego partnera. Ktoś napisał: „Jeśli chcesz złowić rybę, nie idziesz tam, gdzie ci wygodnie, tylko tam, gdzie są ryby”.

A gdzie one są?

Wszędzie.

Nie ma żadnej ukrytej laguny ani jednego idealnego miejsca, w którym znajdziesz bratnią duszę. Oczywiście możesz wejść do internetu i stworzyć swoje profile na niezliczonych portalach randkowych. Inna opcja to wyjść z domu i zauważyć ludzi w kawiarni, w kolejce, na poczcie czy w miejscowej księgarni.

Atmosfera w alejce z mrożonkami w sklepie bywa gorąca. „Nie mam jeszcze skończonych pięćdziesięciu lat, ale w zeszłym miesiącu dwaj panowie wyraźnie po sześćdziesiątce podrywali mnie w lokalnym sklepiku” – napisała mi jedna z czytelniczek.

Sama widziałam, jak studenci flirtują z kobietami w sklepie, udając, że nie potrafią zlokalizować zupek chińskich.

Możesz też przychodzić z niedzielnym wydaniem gazety albo ulubioną powieścią do kawiarni, zamiast siedzieć w domu. Moja przyjaciółka Tina kiedyś czytała w Starbucksie napisany przeze mnie felieton. Tak ją wzruszyła historia o tym, jak moja córka poznała swojego męża, że oczy zaszły jej łzami. Nieznajomy mężczyzna zapytał, dlaczego płacze, więc pokazała mu tekst w gazecie. Przeczytał go, a potem stwierdził: „To daje nadzieję, prawda?”. Miał rację. Pobrali się kilka lat później.

Oto inne pomysły na miejsca spotkań:

Dołącz do klubu albo grupy, w których będziesz mógł rozwijać swoje zainteresowania. Nie ma gwarancji, że znajdziesz tam partnera, ale możesz nawiązać znajomości na całe życie.

Wychodź z domu. Jeśli nie chcesz być z kimś, kto ciągle przesiaduje przed telewizorem, sam też nie tkwij w czterech ścianach. Jedząc w samotności lody z kubełka na kanapie albo oglądając kanał sportowy z psem, nie znajdziesz miłości swojego życia. Jeśli interesuje cię sport, umów się z koleżankami i kolegami na wspólne wyjście na stadion albo do baru, który pokazuje transmisję. Zaproś do siebie znajomych na oglądanie meczu. Weź udział w pokazie pojazdów zabytkowych. Zorganizuj spotkanie dla golfistów. Pewna kobieta urządza wieczory pokerowe dla singli. W każdym uczestniczy od ośmiu do dziesięciu osób. Gospodarz zapewnia drinki i przekąski, a goście przynoszą ze sobą trochę gotówki i grają dla rozrywki.

Zapisz się do stowarzyszenia absolwentów swojej szkoły, grupy kolarskiej, klubu piechurów, koła pisarskiego, związku miłośników wina, ligi kręglarskiej czy drużyny siatkarskiej; zaangażuj się w jakąś kwestię polityczną.

Daj szansę nowemu hobby. Zacznij grać w golfa albo żeglować, naucz się tańca liniowego albo ludowego, spróbuj swoich sił w łucznictwie albo wspinaczce górskiej.

Zostań wolontariuszem. Sprawdzaj bilety w teatrze. Odwiedzaj pacjentów w najbliższym szpitalu. Zbuduj dom z organizacją Habitat for Humanity. Pomóż przy zbiórce pieniędzy na ważny cel. Bierz udział w galach, wyglądając olśniewająco w smokingu albo sukni wieczorowej, wyciągniętych z głębi szafy.

Udzielaj się w swoim kościele, synagodze albo meczecie. Wiele z nich organizuje regularne spotkania i prowadzi programy edukacyjne.

Ucz się nowych rzeczy. Szukaj dla siebie zajęć na miejscowym uniwersytecie lub w innych instytucjach edukacyjnych. Sprawdź, gdzie odbywają się lekcje gotowania.

Wykorzystaj swoje kontakty. Powiedz wszystkim, że jesteś gotowy na związek i chcesz poznawać nowych ludzi. Idź z przyjacielem na przyjęcie, imprezę służbową albo mecz. Rozszerzaj swój krąg znajomych. Wybierz się na zjazd klasowy. Odezwij się do chłopaka albo dziewczyny z czasów liceum.

Zrób listę dwustu osób, które zaprosiłbyś na wesele. Poproś każdą z nich, żeby cię komuś przedstawił.

Korzystaj z darmowych wydarzeń kulturalnych – koncertów na świeżym powietrzu, festiwali, targów i spacerów szlakiem sztuki. Pojawiaj się na wykładach otwartych i wernisażach.

Wiele możliwości stwarza lokalna siłownia. Zapisz się do grupy zumby, jogi, tai-chi. Weź udział w biegu na pięć kilometrów. Pływaj na miejscowym basenie. Uczestnicz w marszach i biegach na rzecz profilaktyki różnych chorób.

Kobiety opowiadają mi, że poznają mężczyzn w sklepach z wyposażeniem wnętrz, na polu golfowym, na torze wyścigów konnych, podczas aukcji pamiątek sportowych i targów żeglarstwa. Jedna z nich podała dość śmiałe rozwiązanie: „Najlepiej przenieść się w pobliże bazy wojskowej”.

Można też popłynąć w rejs. „Moja siostra poznała podczas rejsu wdowca z Kanady” – doniosła mi pewna czytelniczka.

Propozycja kolejnej brzmi następująco: jeśli chcesz kumpla do picia, przesiaduj w barach. Jeśli szukasz kierowcy ciężarówki, kręć się w przydrożnych zajazdach. Jeśli wolisz mola książkowego, odwiedzaj księgarnie i biblioteki.

Czasem prawdziwa miłość pojawia się późno, ale na ciebie warto zaczekać. Nie bez powodu na wielu ślubach przywołuje się wers z Listu św. Pawła do Koryntian, który brzmi: „Miłość cierpliwa jest”.

Czego niestety nie da się powiedzieć o większości ludzi, którzy jej szukają.

Jeśli sądzisz, że jesteś na przegranej pozycji, pamiętaj: wystarczy znaleźć dla siebie jedną osobę. Tylko jedną.

Zaufaj światu i idź tam, gdzie naprawdę czujesz, że żyjesz. Ale wcześniej otwórz umysł na nieskończone możliwości, które na ciebie czekają.

A potem otwórz serce na jedną z nich.

Lekcja 11

Jedyny rozmiar, który ma znaczenie, to rozmiar twojego serca

Mężczyźni, oszczędźcie sobie wydatków.

Nie faszerujcie się małymi niebieskimi tabletkami, odwołajcie operację wszczepienia implantu i przestańcie wierzyć rozsyłanym elektronicznie reklamom, które próbują wzbudzić w was niepokój pytaniem: „Czy wstydzisz się rozmiaru swojego penisa?”.

Myślicie, że rozmiar naprawdę się liczy?

Nie.

Kiedyś dostawałam takie e-maile codziennie, ale i tak nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak muszą się czuć mężczyźni bombardowani wiadomościami, które każą im wątpić w swoją męskość i sprawność seksualną.

Co gorsza, niedawno przeczytałam, że viagra to już za mało. Panowie domagają się nowej wersji leku, która działa przez trzydzieści sześć godzin. Kiedy miejscowy szpital ogłosił, że prowadzi badania kliniczne tej ulepszonej viagry, do testów zgłosiły się ponad dwa tysiące ochotników.

Chłopaki, nie dajcie się nabrać na ten spam i jego puste obietnice: „Poczuj się bardziej pewny siebie dzięki większemu penisowi…”.

A może lepsze byłoby większe serce? Albo większe uszy, żeby uważniej słuchać? Daj partnerce opowiedzieć o swoim problemie, nie przerywając jej dobrymi radami. Ona nie oczekuje natychmiastowych rozwiązań, tylko solidarności. Pokaż, że jesteś po jej stronie.

Niektóre kobiety twierdzą, że rozmiar jednak ma znaczenie. Owszem – ale tylko w wypadku ego. Większość z nas docenia mężczyzn, którzy potrafią przyznać się do błędu i nie chełpią się, kiedy mają rację. Warto też pytać o drogę i przeczytać instrukcję, zanim zacznie się składać cokolwiek, co ma więcej niż trzy części.

„Zaspokój kochankę swoim…”

Uściskiem.

Przytulaj ją dłużej. Zrób jej masaż pleców albo karku. W kinie sięgnij ręką na oparcie fotela ukochanej, udając, że się przeciągasz, jakbyście byli na pierwszej randce. Bierz ją w ramiona przez cały dzień, nie tylko nocą przy zgaszonym świetle. Trzymaj ją za rękę w miejscach publicznych przy każdej okazji.

„Sposób na gwarantowaną satysfakcję w sypialni…”

Pozwól jej pomalować ściany na ulubiony kolor. Kup tę kołdrę z falbankami, którą sobie upatrzyła. Podnieś skarpetki z podłogi. Pościel łóżko. Skróć paznokcie u nóg. Przytnij włosy w nosie. Zapal kilka świeczek. Ogol się i weź prysznic. Piwo nie sprawdza się jako płyn po goleniu ani afrodyzjak.

„Czego pragną kobiety…”

Niczego wielkiego. Twoja kobieta chce, żebyś zadzwonił do niej w ciągu dnia i powiedział zwykłe „Cześć”. Chce dostać od ciebie kartkę, nawet jeśli daleko do walentynek, jej urodzin albo imienin. Chce porozmawiać kilka minut w przerwie meczu. Chce, żebyś przepłukał usta płynem po tym, jak palisz cygaro. Chce usłyszeć czasem słowo „Przepraszam”. Chce się dowiedzieć, jak ci minął dzień. Chce pójść do teatru, na spektakl baletowy, na film albo koncert symfoniczny bez twoich westchnień, utyskiwań i wymówek.

„Zaskocz swoją kobietę…”

Jadąc po nią do pracy, wypełnij uchwyt na kubek w samochodzie świeżymi malinami. Zabierz ją na manicure i nie narzekaj, że to tak długo trwa. Umyj jej samochód i zatankuj go. Odkurz mieszkanie bez przypominania. Przestań pić mleko prosto z kartonu. Kiedy płacze, przytul ją, nie biorąc tych łez do siebie i nie radząc jej, żeby się uspokoiła.

„Podgrzej temperaturę waszego związku…”

Przeczytaj jej wiersz. Zostaw liścik miłosny na lustrze. Niezależnie od tego, jak zmieniło się jej ciało, przesuń palcem po wszystkich krągłościach i zapewnij ją, że jest piękna. Przywitaj ją w progu drinkiem, który uwielbia. W łóżku najpierw zadbaj o jej przyjemność.

Większość kobiet nie potrzebuje, żebyś wykrzyczał swoją miłość całemu światu. Wolą, żebyś wyszeptał ją im do ucha. Jedna róża na poduszce albo garść płatków na pościeli zrobią większe wrażenie niż okazały bukiet przysłany do pracy.

Wielu z nas nie interesuje to wszystko, co obiecuje viagra, implanty czy spam w skrzynce e-mailowej. Tak naprawdę marzymy o czułych partnerach. Kobiety twierdzą, że gdyby im nie brakowało miłości, mężczyznom nie brakowałoby seksu.

A co z panami? Czego pragną od kobiet? Po moim felietonie napisanym z kobiecej perspektywy skontaktowało się ze mną kilkuset czytelników z własnymi oczekiwaniami.

Chcą, żeby kobiety przestały kłamać. Proszą, żebyśmy mówiły, o co nam chodzi, ale bez złośliwości. Mój przyjaciel ujął to tak: „Wyłóżcie kawę na ławę, ale nie pochlapcie nas wrzątkiem”.

Mamy spalić spodnie od dresu, nakładać więcej makijażu i zrzucić kilka kilogramów. Dla wielu mężczyzn rozmiar ma znaczenie – pisali, że nie chcą żyć z kobietą dwa razy większą od tej, z którą brali ślub. To oni tak to ujęli, nie ja.

Czytelnicy narzekali, że stosowanie moich rad to praca na pełen etat. Któryś stwierdził nawet: „Mam wrażenie, że kobiety chcą mieć żonę, a nie męża”.

Kilku zapytało, czy wystarczy mi odwagi, żeby przedstawić sprawę z ich perspektywy. Czego pragną mężczyźni oprócz „laski i służącej”? Oto co mi napisali:

Nie zadawajcie pytań, na które nie chcecie poznać odpowiedzi.

Nigdy, podkreślam jeszcze raz: nigdy nie pytajcie faceta, czy macie za duży tyłek. „Są kursy bezpiecznej jazdy, bezpiecznego posługiwania się bronią myśliwską, bezpieczeństwa i higieny pracy, ale nigdy nie widziałem kursu o tym, co zrobić w razie największego zagrożenia – pytania: »Czy mój tyłek wygląda grubo w tych dżinsach?«”, przeczytałam w jednym z e-maili.

Zróbcie dla nas miejsce. „Pod prysznicem stoi tyle klamotów, że ciężko mi do niego wejść” – żalił się inny czytelnik.

Nie bądźcie takie wybredne. „Kolory są cztery, w porywach do pięciu. Nie chcemy godzinami wybierać spośród stu sześćdziesięciu sześciu odcieni… Dlaczego kupno każdej pary butów dla dzieci zamienia się w dwudniową rodzinną wyprawę do sześciu sklepów w trzech centrach handlowych?”

Zostawcie nam trochę czasu dla siebie. „Pewnie wpakujemy się w jakieś kłopoty, zmarnujemy dzień na oglądanie futbolu amerykańskiego, użyjemy piły łańcuchowej w sposób niezgodny z jej przeznaczeniem albo zrobimy coś innego, co nie spodobałoby się żadnej kobiecie. Ale będziemy was kochać za to, że dałyście nam do tego okazję” – wyjaśnił kolejny z moich informatorów.

Następny stwierdził: „Chcę siedzieć sam w garażu, bo lubię głośno bekać, kiedy w radiu leci transmisja meczu baseballowego”.

Idźcie na kompromis: „Wysiedzę w kinie na łzawym romansidle, jeśli ty pójdziesz ze mną na tor żużlowy i nie będziesz piszczeć »Fuj!« za każdym razem, kiedy coś się ubrudzi” – brzmiała jedna z propozycji.

„Poddawajcie się czasem. Mówcie: »Masz rację, kochanie«, i nigdy nie wracajcie do tematu” – to jeden z wielu podobnych głosów.

Weźcie część rzeczy na siebie. „Kobieta też może umyć samochód”.

Mniej mówcie, a więcej słuchajcie. „Nie potrzebuję chronologicznego wykazu wszystkich liftingów Cher. Próbuję oglądać film”.

 

„Kładziecie za duży nacisk na rozmowy o uczuciach. My też je mamy, ale nie musimy ich tak często analizować”.

„Nigdy nie pytajcie, o czym myślimy. Mężczyźni mają niezwykłą umiejętność wyłączania umysłu. Cofamy się wtedy do fazy rozwoju jaskiniowca, gdzie poza nami nie ma wstępu nikt, łącznie z kobietami”.

Jeśli nie szukacie rozwiązania, nie przychodźcie do nas z problemem:

„Nie mów mi, co cię boli. Większość czasu i energii marnuję na pracę, której nie lubię, żeby zapewnić ci ubezpieczenie zdrowotne. Idź do lekarza i załatw to z nim”.

Wybaczajcie i zapominajcie:

„Powiedz: »Kocham cię«, chociaż masz ochotę mnie zabić. Przecież wiem, że nawaliłem”.

„Po sześciu miesiącach słowa ulegają przedawnieniu i nie można się na nie powoływać w kłótni”.

I na koniec ostrzeżenie: „Jeśli kobiety będą zawsze stawiać na swoim, to niedługo nie będzie już czego stawiać viagrą”.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?