Krewniacy

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 5

Lód i ogień


Szare jak sierść wilka światło przesącza się między pniami drzew, gdy jesienny brzask owija się wokół żołędzi. Ciepłe futro stroszy się od chłodu, a płowe ciała makaków rozprostowują się, odsłaniając młode, skryte w przytulnej kryjówce przed rosą. Kakofonia ich porannych odgłosów przerywa świergot srok i piski sójek, które przebijają się przez las płonący barwami żarzących się węgielków. Wapienne urwisko spowite drzewami to ich dom, ale małpy i ptaki mają się na baczności przed skalną kryjówką. Można się tam nieźle obłowić, lecz w środku kryje się również niebezpieczeństwo. Co śmielsze osobniki podskakują w kierunku cieni zalegających pod skalną przewieszką; wiedzą, że nie ma tu pantery, bo są ludzie. Albo byli wczoraj; dym zdążył już zwietrzeć.

Makaki, oportuniści, chciwie wysysają żylaste pozostałości mięsa i odłamki kości, zaprawione resztkami szpiku. Z rozpościerającej się poniżej doliny, wypełnionej niby misa mgłą, napływają dźwięki: trzaski gałęzi i niskie pomruki zwiastują obecność słoni kroczących ku rzece. Słaby klangor spływa w dół z wirującego wysoko na niebie cyklonu żurawi. Ponad ich spiralą – wyżej niż szczyty gór – stado zimowych drozdów wędruje na zachód w poszukiwaniu pełnych jagód lasów. Po wielu godzinach lotu docierają do wyspy, która pewnego dnia zasłynie swoimi białymi niczym kość południowymi klifami. Jednak ten ląd należy, przynajmniej na razie, do zwierząt.

Drozdy lądują między drzewami tworzącymi galerię wzdłuż brzegów największej na tym lądzie rzeki. Jasnobrązowe gęste wody powoli opływają peryskopowe oczy, ciskające wojownicze spojrzenia. Woda ścieka kaskadą z szarego cielska, wznoszącego się ponad jej powierzchnią niczym beczkowata łódź podwodna, a gdy hipopotam kłapie paszczą, badając jej smak, jego uszy drgają. Poza dystansem umożliwiającym atak po błotnistym brzegu szwenda się bawół wodny; zielsko zwisa z jego półksiężycowatych rogów, przyozdobionych czaplami białymi. Ignorują lwa przycupniętego na wysokim brzegu w oczekiwaniu, aż wschodzące słońce wypali mgłę, jak i daniela podejmującego ryzyko, by uraczyć się porannym haustem wody. Jednak nigdzie nad tą rzeką – ani gdziekolwiek na wyspie, skąd czerpią wody jej dopływy – w powietrzu o świcie nie kłębi się dym z płonącego drewna.

W przyszłości, po niewyobrażalnie długim czasie, zimowe drozdy zbierają się raz jeszcze, a światło poranka znowu złoci wodę wielkiej rzeki. Teraz jednak jej rozlewający się nurt ściska ogromne miasto, a mosty spinają jej brzegi niczym fiszbiny gorsetu. Lwy znieruchomiały, siedzą nieme na masywnych cokołach. Przed nimi nie paradują dziś stada zwierzyny, lecz zbity wielobarwny tłum, płynący na tle przepychającego się przez ciżbę ruchu ulicznego. Poniżej pomników i wrzawy zagubione strumienie lawirują poprzez miejskie kłącza przewodów, rur i tuneli. Oto kamienny grobowiec ery sprzed Londynu – miasto opiera się na obszernych pokładach żwiru, ubitych i wysłanych warstwą zbutwiałej czarno­brązowej ziemi. Tu spoczywają cmentarze całych wymarłych światów – upstrzone masywnymi kośćmi, poprzetykane błotnistymi strzępami dawno uschniętych kwiatów, usiane wciąż opalizującymi skrzydełkami chrząszczy.

W Europie XXI wieku surowe spojrzenia gigantycznych zwierząt przesączają się głównie przez tafle szkła i pręty klatek. W „wodopojach” nad Tamizą tłoczą się politycy z Westminsteru, a cętki tropów przedstawicieli megafauny znaczyły ostatnim razem brzegi niegdyś rozlewającej się szeroko rzeki ponad dwa tysiąclecia temu. Widywane dzisiaj w Londynie lwy są odlane z brązu i pysznią się bufiastymi grzywami, których nie mieli ich protoplaści. Hipopotamy pływają w betonowych zbiornikach i nawet daniele są gromadzone w stada dla przyjemności rodziny królewskiej. Jednak spójrzmy na drugi brzeg kanału La Manche, a ujrzymy, jak bestie zbierają się do powrotu – niedźwiedzie brunatne wędrują przez grzbiety Pirenejów, dziki przechadzają się po przedmieściach Berlina, a ślady wilków wkrótce pokażą się na plażach Morza Północnego.

W większości przypadków zachwycamy się przedstawicielami dzikiej fauny z bezpiecznej odległości, trudno nam zatem wyobrazić sobie ten zatłoczony kontynent, wypełniony okazami jeszcze większych stworzeń, a jeszcze trudniej przywołać wizję całych wymarłych środowisk. Treść większości źródeł pisanych dotyczących neandertalczyków zabarwia domieszka lodowego błękitu, a ich porośniętych futrem towarzyszy przedstawia się w dużej mierze jako stworzenia przystosowane do życia w arktycznych warunkach. Wczesne odkrycia w jaskiniach lub kopalniach żwiru były głównie szczątkami przedstawicieli gatunków takich jak renifery czy porośniętych włosem odmian innych zwierząt, jak mamut i nosorożec. Koncepcja zamarzniętego świata neandertalczyków trzyma się mocno, ale zrozumienie ich autentycznych doświadczeń oznacza konieczność dekonstrukcji uproszczonego, jednowymiarowego obrazu „epoki lodowcowej” i zbadania wielu rozmaitych światów, w jakich żyli, każdego z własną menażerią.

Inne, rzadziej penetrowane w XIX wieku stanowiska archeologiczne zawierały dziwne mieszaniny stworzeń – w Victoria Cave w Yorkshire66 obok szczątków hieny znalazł się również hipopotam oraz dziwaczny słoń o prostych kłach67. Nie tylko arktyczne gatunki żyły dawniej dalej na południu, tropikalne stworzenia również zapuszczały się w swoich wędrówkach daleko w głąb Europy. Chociaż geolodzy pojmowali, że odległa przeszłość mieściła również wymarłe środowiska, prawdziwe zrozumienie ogromnie długich dziejów Ziemi nadchodziło powoli niczym pochmurny zimowy świt. Do lat osiemdziesiątych XIX wieku zgromadzono solidną ilość danych świadczących o tym, że okresy olbrzymiej ekspansji polarnego lodu, powodującego erozję dużej części Europy Północnej, współgrały z fazami interglacjalnymi, tak samo ciepłymi jak czasy dzisiejsze. Odkrycie prawdziwej złożoności paleoklimatu zajęło nam kolejne stulecie.

Jakieś 3 miliony lat temu globalne cykle ochładzania się i ocieplania klimatu pod wpływem wiecznego walca Ziemi wokół Słońca przyspieszyły. Szczegóły wpływu na nasz klimat eliptycznej orbity planety, kąta nachylenia jej osi obrotu oraz jego wahań to zagadnienie piekielnie trudne, lecz przewidywalne; w zasadzie to ilość światła słonecznego w dużej mierze dyktuje temperaturę powietrza i morza. One zaś są motorami napędzającymi ekspansję lodu polarnego i górskich lodowców oraz ich topnienie, a te efekty przeciągają się i tworzą mechanizm zmiany klimatu.

Dowód tkwi w osadach pod wodami oceanu oraz w głębi lodowców Grenlandii i Antarktydy. Rdzenie lodowe, pobrane dzięki odwiertom z dużej głębokości, zawierają niezwykle starodawne rejestry paleoklimatyczne, ujawniające zmianę globalnych temperatur, zachodzącą od ponad 100 tysięcy lat, z rozdzielczością w skali liczonej w tysiącleciach. Poprzez ich datowanie i porównywanie z innymi zapisami z krótszych okresów – sekwencjami pyłków roślin w łożyskach jezior, gromadzeniem się pyłu naniesionego przez wiatr ze starodawnej tundry, osadami naciekowymi w jaskiniach lub tropikalnymi rafami koralowymi – można dokładnie kalibrować paleoklimat w ogromnych przedziałach czasowych.

Wzorzec jest niesamowicie spójny – falujące cykle ochładzania się i ogrzewania różniły się intensywnością, a niektóre trwały dłużej niż inne, ale serce Ziemi bije w tym samym rytmie bez względu na to, któremu zapisowi się przyglądamy. Naukowcy opatrzyli te długotrwałe cykle klimatyczne etykietami pochodzącymi z systemu morskich stadiów izotopowych (ang. marine isotope stages, MIS), nazwanych tak od rdzeni odwiertów osadów z dna oceanu. Żyjemy właśnie w stadium 1., okresie ciepłym, czyli interglacjalnym, który nastąpił po stadium 2., ostatniej fazie chłodnej, która dobiegła końca około 11,7 ka.

Stadium 1. wyznacza geochronologiczną granicę holocenu; wszystko przed tym okresem (prawie 100 cykli) niemal aż do 2 Ma to plejstocen. Cofnij się w czasie, a zobaczysz, że szczytowe okresy ciepłego klimatu tworzą liczby nieparzyste (MIS 3, 5, 7…), natomiast minimalne wartości krzywej, czyli okresy chłodów, to liczby parzyste (MIS 2, 4, 6…). Charakterystyczny wygląd ciał i kultura neandertalczyków – nawet jeś­li ich elementy pojawiły się wcześniej – zyskały wyraźną ekspresję nie w okresie glacjału, tylko łagodnego interglacjału MIS 9 po 350 ka. Co więcej, jeśli się spojrzy na cały okres od mniej więcej 400 do 45 ka, okaże się, że w przeciwieństwie do obiegowych banałów neandertalczycy naprawdę żyli dłużej w interglacjałach niż w glacjałach.


Rycina 3 Paleoklimat w czasach neandertalczyków, w tym okresy glacjalne oraz interglacjał eemski; świat cieplejszy o 2–4°C niż dzisiaj

Kolejnym ważnym postępem w naszym zrozumieniu jest wniosek, że każde stadium klimatyczne było niepowtarzalne. Każde zawierało mniejsze i krótsze skoki temperatury: chłodne „stadiały” i ciepłe „interstadiały”. Te substadia są oznaczone literami; ten, do którego zaraz wrócimy, jest pierwszym ciepłym impulsem w trakcie MIS 5, znanym jako 5e68. Mogą one trwać kilka tysięcy lat albo zaledwie garstkę stuleci, a zmiany mogą następować bardzo raptownie. Drastyczne przemiany temperatury, środowiska, a nawet poziomu morza niekiedy zachodziły w okresie odpowiadającym długości ludzkiego życia.

To wszystko oznacza, że potrafimy rekonstruować ze znakomitą szczegółowością warunki życia neandertalczyków w dowolnym momencie, a także wygląd świata, kiedy z niego zniknęli. Ten okres przypada około 40 ka w trakcie MIS 3, co oznacza, że klimat i środowiska tego stadium poddano szczególnie bacznej analizie. Mimo że klasyfikuje się je jako osobny interglacjał, naprawdę bardziej przypomina wydłużoną ciepłą fazę w okresie mniej więcej od 65 do 30 ka, w trakcie dłuższego okresu generalnie chłodniejszych warunków, który zaczyna się w MIS 4 i trwa aż do końca MIS 2.

 

W porównaniu z dawniejszymi prawdziwymi interglacjałami MIS 3 dla większości neandertalczyków nie był naprawdę upalny. Lata na północ od Alp przypominały mniej więcej dzisiejsze w szkockim regionie Highlands, a po nich następowały wręcz deszczowe jesienie. Często wyobrażamy sobie neandertalczyków zgarbionych pod przenikliwymi tumanami śniegu, ale stanie w ulewnym deszczu to równie dobry obraz. Jednak zimy były zdecydowanie chłodniejsze, a śnieg prawdopodobnie pokrywał ziemię przez wiele miesięcy. Mimo to eurazjatyckie środowiska w trakcie MIS 3 były dalekie od lodowych pustkowi. Tym, co czyni ów cykl klimatyczny charakterystycznym, jest jego niestabilność – wartości temperatury szybko skakały w górę i w dół jak na huśtawce.

Poza lodem

Jeśli nie spodziewałeś się neandertalczyków chlupoczących w błocie, a także brnących z trudem przez śnieg, to czekają cię jeszcze większe niespodzianki. Najnowszy właściwy interglacjał, MIS 5, był jeszcze cieplejszy niż klimat dzisiaj. Kiedy poprzedni glacjał MIS 6 dobiegł końca, temperatury szybko wzrosły, osiągając szczyt jakieś 123 tysiące lat temu, w okresie substadium MIS 5e, znanego pod nazwą interglacjału eemskiego69. Pozostaje on na razie najcieplejszym okresem, jakiego doświadczyli przedstawiciele homininów w całej Eurazji. Trwał w przybliżeniu 10 tysięcy lat70, czyli krótko w skalach geologicznych, ale odpowiadał mniej więcej życiu 500 pokoleń.

Jak zatem wyglądał ów łagodny świat? Przynajmniej na początku było w nim słoneczniej niż dzisiaj. Położenie Ziemi względem Słońca wyglądało nieco inaczej, zatem planeta latem była bardziej skąpana w promieniach słonecznych. To zaś windowało średnie wartości temperatury o 2 do 4 stopni Celsjusza w górę – z namacalnymi efektami. W alpejskich jaskiniach, leżących na dzisiejszej granicy śniegu, było ciepło i na tyle wilgotno, że rosły w nich stalagmity, a rozległe lasy rozprzestrzeniały się na całym obszarze kontynentu. Najbardziej dramatyczne zaś były topniejące polarne czapy lodowe oraz lodowce, które podniosły poziom morza o jakieś 8 metrów.

W miarę jak robiło się coraz goręcej, plaże przemieszczały się coraz wyżej, a gatunki drzew zastępowały się jak w kalejdoskopie. Rejestry pyłków wskazują, że brzozy i sosny ustąpiły miejsca dębom, wiązom, leszczynom, cisom i lipom, a ostatecznie osiągającym dojrzałą formę gęstym grabinom. Trwało to aż do nadejścia świerków, jodeł i sosen, zwiastujących rozpoczęcie się następującego po poprzedniej fazie chłodniejszego stadiału MIS 5d. Neandertalczycy żyjący w różnych momentach w tym przeobrażającym się w ciągu 10 tysięcy lat lesie słyszeli o świcie bardzo odmienne chóry głosów. Sprzeczki krzyżodziobów i czubatek europejskich ustąpiły miejsca obcesowym sójkom i melodyjnie śpiewającym słowikom, aż wreszcie w chłodne poranki zaczęło rozlegać się „klapanie” głuszców, buchających parą oddechów w przenikliwie zimnym powietrzu.

Inni przedstawiciele fauny okresu eemskiego również zadają kłam tradycyjnym wyobrażeniom o świecie neandertalczyków. Obok turów i koni, które rozszerzyły swój jadłospis z samej trawy na delikatne gałązki, bytowały również dziki, sarny oraz ich cętkowani krewni – daniele71. Bobry ucztowały na młodych drzewkach na terenach zalewowych w dolinach i tworzyły bogaty nowy habitat, w którym pływały żółwie. Podczas dziwacznej przemiany ekologicznej te gady stały się zwierzyną łowną borsuków.

Wraz z ociepleniem zjawiły się inne duże zwierzęta: bawół wodny, słoń o prostych kłach oraz hipopotam. Jednak szczególnie interesujący są emigranci z południowej strefy klimatycznej – małpy, a konkretnie makaki berberyjskie.

Dzisiaj ten gatunek jest ograniczony do odizolowanych regionów Afryki Północnej, szczególnie górskich lasów. Ale w plejstocenie były o wiele bardziej rozpowszechnione, a niekiedy pojawiały się na terenach neandertalczyków we wcześniejszych i późniejszych stadiach ich dziejów. Płytka jaskinia w niemieckiej miejscowości Hunas pochodzi prawdopodobnie z okresu eemskiego; zawierała szczątki makaka w tej samej warstwie, co ząb neandertalczyka oraz artefakty lityczne. Ci pobratymcy z rzędu naczelnych z pewnością musieli się spotykać. Makaki berberyjskie to w większości przypadków roślinożercy, ale w trudnych czasach żywią się owadami, a nawet mięsem młodych ptaków i królików. Dzisiaj uwielbiają przetrząsać ludzkie śmieci, zatem równie możliwe jest to, że grzebały także w resztkach pozostawionych przez neandertalczyków.

Obraz eemskiego świata brzmi jak opis luksusowego raju, ale choć neandertalczycy nie musieli się martwić odmrożeniami, niezupełnie był to Club Tropicana. Lasy liściaste to zaskakująco trudne miejsce dla myśliwego-zbieracza, ponieważ większość materiału roślinnego wymaga czasu i energii, by przybrała postać nadającą się do jedzenia. Łatwe do wyszukania pokarmy, takie jak orzechy i jagody, przeważnie występują sezonowo. Wokoło bytuje zwierzyna, ale w lasach trudniej jest ją wytropić.

Brak stanowisk archeologicznych z tego okresu doprowadził do pojawienia się wątpliwości, czy neandertalczycy naprawdę przystosowali się do warunków interglacjału eemskiego, ale faktycznie to późniejsza erozja prawdopodobnie starła większość osadów z tego okresu. Dzisiaj wiadomo mniej więcej o 30 takich miejscach, choć niewiele jest wśród nich jaskiń lub kryjówek skalnych. W większości osady zachowały się w pogrzebanych łożyskach jezior albo w bogatych w węglany powierzchniowych źródłach. W tamtym świecie trzymanie się w pobliżu wody miało sens, gdyż to jedyny zasób, którego potrzebują wszystkie rodzaje zdobyczy.

Nowsze badania wykazują również, że puszcza okresu eemskiego nie tworzyła gigantycznego nieprzerwanego baldachimu. W dwóch głębokich łożyskach jezior w rejonie Neumark-Nord we wschodniej części Niemiec zachowały się oszałamiająco cenne osady; na podstawie próbek pobieranych w poszukiwaniu drobnych fragmentów roś­lin, owadów i mięczaków z miejsc leżących w pięciocentymetrowych odstępach naukowcy stwierdzili, że brzegi tych zbiorników wodnych okalała mieszana roślinność. Obok niewielkich lasów rosły tam gąszcze krzewiastej leszczyny i suche trawiaste łąki z kwitnącymi pięciornikami, bylicami i stokrotkami. To idylliczne środowisko przyciągało całe spektrum zwierząt: stworzenia leśne, jak dzik i słoń o prostych kłach, a także żywiące się roślinami trawiastymi, jak bizon lub tur. Bytowały tam również inne stworzenia roślinożerne, takie jak konie, przechodzące z jednej ekologicznej niszy do drugiej, ale szkielety, a nawet zachowane ślady wskazują, że wszystkie gatunki ciągnęły ku jeziorom.

Jak neandertalczycy dopasowali się do tego liściastego świata? Sekwencja pyłków ze stanowisk Neumark w dużej mierze obejmuje początkową gorącą i suchszą fazę okresu eemskiego, kiedy gęsty las miał się dopiero rozwinąć. W tym czasie występowała największa różnorodność gatunków zwierzęcych i roślinnych, i to z tamtego etapu mamy najwięcej znalezisk archeologicznych. Później, gdy drzewa zaczęły się zacieśniać, jeziora się skurczyły, zwierzyny prawdopodobnie robiło się mniej i populacja neandertalczyków zaczęła topnieć. Jednak nie całkiem znikli; górna warstwa osadów, powstała w czasach gęstego zalesienia, zawiera ponad 120 tysięcy fragmentów kości zwierząt. To jedyny w swoim rodzaju bogaty zapis intensywnych jatek z okresu eemskiego, dowodzący, że neandertalczycy trzymali się przy życiu nawet wtedy, gdy światło słońca przesączało się przez coraz gęstszy dywan liści, a między grubymi pniami drzew coraz trudniej było wypatrzyć pokryte futrem boki zwierzyny.

Podczas gdy w rejonie Neumark-Nord neandertalczycy tropili zwierzynę płową, dalej na zachód, na drugim brzegu kanału La Manche, nikt, jak się zdaje, nie naprzykrzał się dzikiej zwierzynie. W istocie wydaje się, że Brytania była pozbawiona homininów przez 150 tysięcy lat, między końcem stadium MIS 7 a początkiem MIS 3. Potencjalne okno, umożliwiające rekolonizację wysp, powstałoby właśnie w chwili ustąpienia silnych chłodów stadium MIS 6, ale wejść jej w drogę mog­ła gigantyczna katastrofa naturalna. Za pasmem kredowych wzgórz, biegnącym przez całą szerokość kanału od wschodniej Brytanii aż do Francji, utworzyło się obszerne jezioro zasilane wodami z topniejącej całej czapy lodowej, wzbierające dodatkowo wpływającą do niego rzeką niosącą wody z dużej części Europy. Miękka skała nie mogła wytrzymać naporu i runęła, uwalniając monstrualną falę powodzi, która spustoszyła dno kanału. Badania sejsmiczne odkryły blizny po gargantuicznych kataraktach, które starły z powierzchni ziemi ogromne doliny, obecnie pogrzebane pod osadami naniesionymi przez morze. Ów zalew był tak niesamowity, że jego najbliższym odpowiednikiem są wąwozy przecinające naokoło powierzchnię Marsa w połowie jego wysokości. Neandertalczycy mogliby słyszeć nieziemski ryk wodospadów z odleg­łości wielu kilometrów, a stada mamutów z jeszcze większego dystansu wyczuwałyby przenoszące się poprzez grunt dudnienie infradźwięków.

Doggerland – obecnie zatopiony region między Brytanią i resztą kontynentu – pozostał jałowy i całkowicie ogołocony; stał się pustkowiem. Między siedzibami neandertalczyków a wyżej położonymi terenami Brytanii leżały głębokie wąwozy, zdradzieckie osuwiska i obszerne połacie skały i żwiru. To mogło wystarczyć, by ich odstręczyć, ale wydaje się, że na początku stadium MIS 5 doszło również do szybkiego podniesienia się poziomu morza. Brytania została odcięta, zanim populacje homininów zdążyły do niej dotrzeć. Gatunki ciepłolubne, jak słonie i hipopotamy, które zdołały się przedostać, mogły zaliczać się do zwierząt potrafiących bezpiecznie forsować mokradła, wezbrane rzeki, a nawet krótkie odcinki zalane morzem. Kolejne 60 tysięcy lat trwało ochładzanie się klimatu i opadanie poziomu morza na tyle nisko, by pod koniec MIS 4 Doggerland wynurzył się ponownie. Ponieważ stepowe środowisko życia mamutów ponownie rozciągało się od Atlantyku po Pacyfik, neandertalczycy i konie powrócili do większości swoich siedlisk na północnym zachodzie. Jedyna sugestia, że pionierzy homininów mogli wcześniej przekroczyć kanał, jest efektem znalezienia w południowo-wschodniej Brytanii prawdopodobnych artefaktów litycznych z chłodnej fazy pod koniec MIS 5. Jeśli są one autentyczne, to poziom morza zapewne nie opadł jeszcze na tyle nisko, by otworzyć piesze przejście przez kanał, nie jest zatem jasne, jakim sposobem neandertalczycy tam dotarli.

Kryzys klimatyczny

Kiedy rozdzielczość badań nad paleoklimatem i środowiskiem wzrosła, odkryto, że nawet w okresie eemskim zaszła krótka, lecz drastyczna zmiana klimatyczna. Najwyższe temperatury i poziom morza utrzymywały się zaledwie przez cztery tysiąclecia (od 126 do 122 ka), aż rozpoczęło się stopniowe ochładzanie klimatu – lecz to była tylko cisza przed burzą. To, co nadeszło potem, nazywa się impulsem suszy późnej fazy okresu eemskiego (ang. late eemian aridity pulse, LEAP), a był to czas kryzysu. Dowody obecności LEAP pochodzą z osadów jeziornych wewnątrz zatopionych w starodawnych czasach kraterów wulkanicznych. W miarę upływu czasu gromadziły się niezmiernie cienkie, o grubości zaledwie milimetra warstwy rocznych osadów nazywane warwami. W tych błotnistych archiwach, liczących około 118,6 ka, pojawia się coś dziwacznego – dokładnie przez 468 lat na ziemię opadał pył. Badacze naliczyli ponad 50 impulsów opadania gęstego pyłu, a każdy z nich stanowi świadectwo pogrążania się danego terenu w nagłym chłodzie i suszy. Drastyczne straty roślinności prowadziły do ogromnej erozji gleby i przetaczania się przez atmosferę masywnych burz pyłowych. Inne źródła również zawierają zapis tego olbrzymiego szoku klimatycznego, od osadów naciekowych z nagle zahamowanym przyrostem aż do rdzeni odwiertów z pyłkami roślin, z których znikają lasy ciepłego klimatu i w ciągu niespełna stulecia pojawia się tundra. Widoczne są też powtarzające się warstwy węgla drzewnego – panowała taka susza, że wybuchały pożary buszu.

Możemy sobie tylko wyobrażać, co neandertalczycy sądzili o spustoszeniu ich znajomych lasów w ciągu życia zaledwie kilku pokoleń albo o przerażającej i nieprzewidywalnej pogodzie. LEAP zakończył się tak szybko, jak się rozpoczął. Jednak choć temperatura i wilgotność szybko wzrosły i dały niektórym ciepłolubnym drzewom czas na rekolonizację, inne regiony nigdy nie doszły do siebie. Zamiast tego rozrosły się lasy szpilkowe, wyznaczając początek spadku temperatury, który trwał aż do końca plejstocenu. Około 115 ka północną część Europy objęła tundra, a rozrastające się polarne czapy lodowe zaczęły wysyłać na południe ogromne flotylle gór lodowych, które docierały aż do Półwyspu Iberyjskiego. Interglacjał MIS 5 dogorywał, podgryzany przez szczerzące szczerbate kły na wykresach, coraz szybciej następujące po sobie fazy ociepleń i ochłodzeń, tropiące jego słabnący puls. Mimo to neandertalczycy nadal trwali. Przez cały ten czas, gdy interglacjał ledwo już zipał, liczba stanowisk archeologicznych zwiększa się i rośnie także technologiczna pomysłowość.

 

Epoka lodowcowa

Ani las, ani upał, ani pył nie zdołały wykończyć neandertalczyków. A co z prawdziwą epoką lodowcową podczas glacjałów? W ich najintensywniejszych fazach średnie temperatury były o jakieś 5 stopni Celsjusza niższe od dzisiejszych. To wystarczyło, by ogromne fronty lodowe, grube na setki metrów, pełzły od strony biegunów. Rozmiary czap lodowych różniły się w trakcie każdego z glacjałów, ale w szczytowej fazie MIS 6 dotarły one aż do brytyjskiego regionu Midlands, a po drugiej stronie – do Düsseldorfu w Niemczech72. Podczas ostatniego głębokiego zlodowacenia MIS 2 nawet południowo-zachodnia Francja – gdzie temperatura sięga obecnie 40 stopni Celsjusza – pokryła się wieczną zmarzliną i zmieniła w polarne pustkowie. Oprócz zesłania chłodu zlodowacenie uwięziło oceany, gdyż lód spowodował zawrotny spadek globalnego poziomu morza, niekiedy o 100 metrów. To stworzyło jedną z nielicznych korzyści dla życia w okresie glacjału – brzegi bogatych obszarów u ujścia rzek okalały obszerne połacie nowych lądów.

Nawet kiedy czapy lodowe zachowywały się spokojnie, warunki nadal były niezwykle surowe. Wzorce pogodowe prawdopodobnie układały się dziwacznie i dochodziło do burz śnieżnych i lodowych na skalę, jakiej nigdy nie oglądaliśmy. Oprócz ochłodzenia glacjały przynosiły suszę. Przenikliwe suche powietrze w połączeniu z zamarzniętą na kamień wodą gruntową w strefach wiecznej zmarzliny czyniło odwodnienie realnym zagrożeniem.

To wszystko wywierało kolosalny wpływ na środowisko. W dużej części północnych terenów Eurazji lasy sosnowe wyparowały. Na południe od czap lodowych rozciągała się peryglacjalna tundra, tworząca zróżnicowany kobierzec wytrzymałych mchów, porostów i karłowatych drzew, które mogłyby sięgnąć człowiekowi powyżej kostek, gdyby się mocno postarały. Dalej na południe obraz łagodniał i przechodził w stepotundrę, przypominającą niektóre części dzisiejszej Syberii, lecz zawierającą mieszankę gatunków bez współczesnych odpowiedników. Wiatry przeczesywały mozaikę aromatycznych ziół, traw i krzewów; teren, soczyście zielony na wiosnę, jesienią lśnił barwami płomieni i krwi.

Istniały mikrohabitaty z bujniejszą roślinnością, a pyłki i węgiel drzewny informują nas, że niektóre drzewa trzymały się przy życiu. Przy rzekach tłoczyły się rózgowate brzozy, a w osłoniętych wąwozach kryli się nawet maruderzy z czasów interglacjału – dąb i lipa. Na wschód, w kierunku Azji, step był pocętkowany obszarami tajgi – torfowego lasu szpilkowego, ulubionego przez łosie73, ale trudnego do przebycia. Nawet na bardziej odizolowanych obszarach na południu, wokół Morza Śródziemnego, roślinność zmieniła się w reakcji na suchsze warunki klimatyczne.

Neandertalczycy w większości uniknęli prawdziwych arktycznych warunków. Na przykład w północnej Francji bogate zapisy archeologiczne późnej fazy MIS 5 naprawdę jedynie się zmniejszają, gdy rozpoczynają się ciągłe chłody stadium MIS 4. Niektórzy mogli odejść na południe, inni wymarli, ale rzadkie stanowiska archeologiczne z okresu MIS 4 prawdopodobnie mają związek z krótkimi skokami cieplejszych temperatur. Włochate nosorożec i mamut również pozostawiły najsurowszą tundrę arktycznym specjalistom, jak renifer i lis polarny. Największymi twardzielami były woły piżmowe, przystosowane do przenikliwego zimna i głębokiego śniegu, które zajmowały tereny na południu jedynie podczas skrajnie surowych glacjałów. To fascynujące, ale zdarzają się stanowiska archeologiczne, gdzie można znaleźć artefakty lityczne obok kości wołu piżmowego. Stanowią one świadectwo takiej odporności neandertalczyków, że radzili sobie – przynajmniej przejściowo – z najbardziej wymagającymi środowiskami epoki lodowcowej. Ale o wiele szczęśliwiej żyło im się w stepotundrze, której przykładową epoką jest MIS 3, zasiedlonej przez stada zwierzyny niemal tak bogate jak dzisiejsze na wielkich afrykańskich sawannach. Obecne bardziej zniuansowane pojmowanie plejstoceńskiego klimatu i warunków środowiska bez wątpienia jeszcze bardziej podważa hiperarktyczne wyjaśnienia anatomii neandertalczyków.

Z wybrzeża na szczyt

Neandertalczycy jechali kolejką górską ziemskiego klimatu przez setki tysięcy lat, radząc sobie z ekstremalnymi warunkami pogodowymi. Co więcej, bankructwo mitów o ich świecie wykracza poza samą temperaturę i obejmuje również ich olbrzymi zasięg środowiskowy. Zamieszkiwali tereny sięgające daleko poza regiony Europy, gdzie po raz pierwszy odkryto ich ślady i długo uważano te okolice za ich ojczyznę. Zgłębianie szerokości ich zasięgu geograficznego pokazuje, że choć chętnie przystosowali się do stepotundry, w kategoriach ekologicznych należy ich w równym stopniu uważać za istoty rodem ze śródziemnomorskich lasów. Półwyspy, jak południowa część dzisiejszych Włoch, pozostały dostatecznie ciepłe, by hipopotam mógł tam przetrwać nawet po zakończeniu się MIS 5, a wydaje się, że takie tereny zawsze stanowiły bastion neandertalczyków aż do samego ich końca.

Zacznijmy od południowo-zachodniego czubka Europy – Gibraltaru. Oto wielka skała wcina się w wody Morza Śródziemnego; to jedyne miejsce w Europie, gdzie dzikie makaki nadal wspinają się po skałach. Badania DNA wykazują, że małpy te nie są starodawnymi reliktami, tylko rezultatem historycznej introdukcji z Algierii i Maroka; na południu przez morską mgłę widać stamtąd brzegi Afryki Północnej74. Jednak żyli tam plejstoceńscy przedstawiciele rzędu naczelnych w postaci neandertalczyków. Chociaż Gibraltar jest niewielki – ma zaledwie 6 kilometrów długości – stanowi bogaty mikrokosmos habitatów, pielęgnowany przez niepowtarzalnie stabilne warunki nawet podczas najgorszych wstrząsów klimatycznych. Gaje oliwne, gekony, a nawet nadrzewne żaby przetrwały przez wiele dziesiątek tysiącleci, nie przejmując się surowymi, suchymi warunkami, jakie trzeba było znosić na leżących dalej na północ obszarach Półwyspu Iberyjskiego. Dla neandertalczyków to miejsce było pierwszorzędną posiadłością z obfitymi zróżnicowanymi zasobami i jaskiniami skąpanymi w promieniach wschodzącego słońca.

Skała zawsze przyciągała ludzi. Artefakty z neolitu i z czasów rzymskich zostały znalezione w ponad 200 znajdujących się tu jaskiniach, choć od XVIII wieku zaczęto intensywniej wykorzystywać te wielkie masy kamienia. Dzisiaj fortyfikacje wojskowe przepychają się o miejsce z kolejką linową i rezerwatem przyrody, gdzie makaki naprzykrzają się turystom żebraniną o przekąski. Jednak pod tym wszystkim ciągną się tunele 10 razy dłuższe niż całe wzniesienie, drążące wapień na kształt plastra miodu. Ich kopanie dla celów wojskowych rozpoczęło się w XVIII wieku, co ostatecznie doprowadziło do odkrycia czaszki w kamieniołomie Forbesa. A o wiele później stacjonowanie w tej bazie podczas pierwszej wojny światowej mentora Dorothy Garrod, badacza prehistorii Henriego Breuila, stało się motorem znalezienia przez nią pod Devil’s Tower szczątków dziecka75. Ale dopiero w latach osiemdziesiątych XX wieku zbadano obszerne jaskinie leżące dalej wzdłuż linii klifów i ujawniono, jak wyglądało życie na „Costa Del Neanderthal”.

Jedynie podczas wysokiego poziomu wody, jak w czasach dzisiejszych, światło świtu, rozpraszające się na powierzchni Morza Śródziemnego, przenika do wysokich jaskiń Vanguard oraz Gorhama, ale ocean zawsze był ważny dla żyjących tu neandertalczyków. Kiedy linia wybrzeża leżała bliżej, zbierali owoce morza, znajdowali też rzadsze większe zdobycze, jak ryby lub morskie ssaki. Podczas glacjałów linia brzegowa cofała się nawet o 5 kilometrów, odsłaniając leżącą przed jaskiniami suchą, pokrytą wydmami równinę, ale nawet wtedy neandertalczycy, wracając, przynosili stamtąd skorupiaki, w tym duże małże wypatrzone w skalistych ujściach rzek, od których dzielił ich znaczny dystans na wschód.