Krewniacy

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Czaszki tych ludzi od chwili narodzin miały wymiary dość podobne do naszych, ale gdyby ktoś tulił w ramionach pokrytą meszkiem główkę dziecka z Le Moustier, jej kształt sprawiłby odrobinę nieoczekiwane wrażenie. Połączone wyniki obrazowania tej czaszki oraz należącej do jeszcze innego noworodka wykazują, że środkowe części ich twarzy już z lekka wyciągały się ku przodowi i nie miały takich uroczych podbródków jak u naszych dzieci. Liczne debaty dotyczyły rozwoju ich mózgów w kluczowych wczesnych latach życia, a niektóre rezultaty projekcji wymiarów wyglądają niezmiernie podobnie do naszych, choć wzrost tych mózgów przebiegał nieco szybciej. Jednakże sama struktura nie rozwijała się prędzej. To nam mówi, że neandertalskie niemowlęta osiągały magiczne kamienie milowe rozwoju – uśmiechanie się, chwytanie i gaworzenie – mniej więcej w tym samym czasie co nasze. Drobne różnice jednak ostatecznie się sumują, toteż fizjologiczny okres dzieciństwa mógł kończyć się wcześniej, pozostawiając mniej czasu na naukę złożonych umiejętności społecznych i technologicznych. Jednak to, co działo się z mózgami, równoważył rozwój pozostałych części ciała.

Od kości do ciał

To wprost niewiarygodne, że choć młynowi czasu i tafonomii nie poddały się szczątki niespełna 0,01 procent wszystkich neandertalczyków, którzy kiedykolwiek żyli, to pochodzą one od 200 do 300 osób. Większość to przypadkowe fragmenty kości bądź szczęki z trzymającymi się dzielnie zębami, ale od 30 do 40 znalezisk to bardziej kompletne szkielety, które musiały pierwotnie trafić do ziemi w całości. Dyskusje o pochówkach będziemy rozpatrywać w rozdziale 13, ale bez względu na to, jakie kryją się za nimi historie, każdy szkielet oznacza szansę bliskiego „poznania” danej osoby. A nawet kawałki i fragmenty kości są ważne, pomagają nam bowiem badać populację – wzorce urazów, wiek w chwili śmierci i to, czy mężczyźni i kobiety wykorzystywali swoje ciała w odmienny sposób.

Jedno stanowisko archeologiczne, niezmiernie obfitujące w skamieniałości, leży w kryjówce skalnej w pobliżu chorwackiego miasta Krapina. Dało nam ono przeszło 900 kości pochodzących od grupy liczącej od 20 do 80 neandertalczyków35. Jeśli jednak nawet oprzemy się na mniejszej z tych liczb, stwierdzimy, że około trzech czwartych części szkieletów brakuje. Niewątpliwie częściową przyczyną jest szybkie wykopywanie szczątków pod koniec XIX wieku, ale stanowisko pod miejscowością Spy znaleziono niewiele wcześniej, a wydobyte stamtąd ciała są bardziej kompletne. Faktycznie wiele kości z Krapiny zostało połamanych przez samych neandertalczyków i prawdopodobnie nie pogrzebano ich w postaci całych szkieletów. Jaskinię El Sidrón odkryto natomiast w 1994 roku – niemal wiek później niż stanowisko w Krapinie – i stanowi ona najbogatsze w neandertalskie skamieniałości miejsce, jakie dotychczas poznaliśmy36. Ostrożne prace wykopaliskowe umożliwiły uzyskanie ponad 2500 fragmentów szczątków, ale należały one tylko do 13 neandertalczyków: czterech kobiet, trzech mężczyzn, trzech nastolatków, dwojga dzieci i niemowlęcia. Ich ciała również były rozkawałkowane, ale nie ulega wątpliwości, że pierwotnie były bardziej kompletne.

Powyższe przypadki wykazują, że nie ma dwóch podobnych do siebie stanowisk zawierających skamieniałości. Ich interpretowanie wymaga zatem ostrożności, szczególnie podczas prób przyjrzenia się wzorcom śmiertelności. Moment śmierci w obrębie ludzkich populacji przeważnie odzwierciedla istniejące w danym okresie życia zagrożenia dla zdrowia – mamy mnóstwo zwłok dzieci, mniej dorosłych i trochę osób starszych. Jednak skamieniałości niekoniecznie muszą tworzyć lustrzany obraz populacji. Tak jak pewne grupy w społeczeństwie wykluczano z pochówków na cmentarzach, tak samo świadectwa archeo­logiczne wykazują, że nie wszystkich neandertalczyków dotyczyło takie samo prawdopodobieństwo zachowania się ich szczątków, i to w różnym stopniu na każdym stanowisku.

Jeśli będziemy o tym pamiętać, przekonamy się, że to, czym dysponujemy, nadal jest niewiarygodnie zróżnicowane, a to wystarczy, by uważać, iż nasza wiedza o tym, z czego byli zbudowani tamci ludzie – dosłownie i w przenośni – jest całkiem drobiazgowa. Bardziej niż kiedykolwiek przedtem potrafimy rekonstruować dzielące nas różnice, a nawet ich doznania związane z poznawaniem świata.

Stańmy twarzą w twarz z neandertalczykiem, a rozpoznamy w nim rodzaj człowieka, lecz zdecydowanie niekonwencjonalny. Nieco niższy od nas, z szerszą klatką piersiową i talią, a także nieco odmiennymi proporcjami kończyn. Pod mocno umięśnionymi udami znajdowały się grubsze, bardziej zaokrąglone i z lekka zakrzywione kości goleni. Niemniej w przeciwieństwie do tego, co pokazują niezliczone niedokładne rekonstrukcje, neandertalczycy chodzili absolutnie tak samo wyprostowani jak my.

Przypatrzmy się bliżej, a niemal wszędzie dostrzeżemy anatomiczne osobliwości; jedne oczywistsze, inne subtelne. Jako przedstawiciel H. sapiens jesteś sam dla siebie poręcznym modelem anatomicznym. Uszczypnij się w podbródek, a pod elastycznym ciałem i mięśniami poczujesz rdzeń kostny. Niemal wszyscy neandertalczycy go nie mieli, nawet jako niemowlęta. Zbadaj dotykiem swoją głowę – jest wysoka, lecz kulista; masz krótką twarz wsuniętą pod okolicę czołową. Mimo że neandertalczycy dzielili z nami ogromnie rozrośnięte mózgi w porównaniu z innymi homininami, ich czaszki miały kształt bardzo odmienny. Niższe kości ciemieniowe nadawały im bardziej aerodynamiczny, wymodelowany wygląd, zwieńczony wyraźnym guzkiem tuż nad karkiem37. Większe i głębiej osadzone oczy spoglądały z twarzy, w której nos i usta wydawały się wyciągnięte ku przodowi, lecz z cofniętymi kośćmi policzkowymi. To wszystko obramowywały wspaniałe łuki brwiowe; nie były rozdzielone w środkowej części jak twoje brwi i przedstawiały się o wiele bardziej imponująco. Jednak leżący wewnątrz czaszki mózg, sterujący tymi uważnie wpatrującymi się w ciebie oczami, był równie duży i zdolny do rozważań jak twój.

Różnice wykraczają poza powierzchowne cechy. Zbadaj dotykiem miejsce, w którym z głową łączy się żuchwa, i spróbuj imitować ruch żucia; poruszający się przy tym staw miał u neandertalczyków całkiem inny kształt – z wąską asymetryczną szparą stawową i dodatkową wypukłością kostną. Cofnij język do tylnej części jamy ustnej, gdzie znajdują się (lub znajdowały) „zęby mądrości”; u większości H. sapiens uzębienie dochodzi aż do gałęzi żuchwy, natomiast u neandertalczyków jest przesunięte ku przodowi, tworząc lukę. Prawdopodobnie ich przedstawiciele mogli wsuwać język w tę przestrzeń, wyczuwali również lekko podwinięte ku tyłowi krawędzie wydatnych przednich zębów o łopatkowatym kształcie. Tylne zęby wyglądały u nich inaczej również we wnętrzu szczęki, często miały bowiem masywne, zlewające się ze sobą korzenie. Nawet u noworodków zawiązki zębów są na tyle charakterystyczne, że można je zidentyfikować mimo braku innych kości.

Wyciągnij rękę na powitanie, a zobaczysz, że końcowa kość twojego kciuka jest krótsza niż druga, u neandertalczyków zaś – nawet u niemowląt – obie mają prawie taką samą długość. A dłoń chwytająca twoją zdecydowanym, pewnym uściskiem jest szersza, z bardziej poszerzonymi opuszkami palców.

Jednak wachlarz odmiennych cech budowy ciała nie wskazuje na bardziej prymitywny charakter w szerzej pojmowanym sensie38. I my, i oni odziedziczyliśmy pewne wspólne starodawne cechy, ale ich linia ewolucyjna zachowała inne, które my utraciliśmy, a prawdą jest również stwierdzenie odwrotne. Chodzi o coś więcej niż tylko o to, że neandertalczycy i H. sapiens odzwierciedlają dwie rozbieżne ścieżki ludzkie, obie z własnymi osobliwościami. Wąskie klatki piersiowe i budowa ucha wewnętrznego lub uzębienia właściwe tylko nam są w szerszym kontekście ewolucji homininów równie dziwaczne jak niezwykłości anatomii neandertalczyków. Niemniej wyjaśnienie przyczyny istnienia tych różnic oraz ich znaczenia dla trybu życia neandertalczyków pozostało kluczowym przedmiotem zainteresowania autorów badań.

Nasze dociekliwe umysły uwielbiają odkrywać przyczyny wszystkiego, ale w ewolucji drogą doboru naturalnego faktycznie chodzi po prostu o sukces reprodukcyjny, a nie o wykuwanie superadaptacyjnych cech. Wyjaśnienia dotyczące biologii neandertalczyków często skupiają się na możliwych przewagach, ale rzeczywistość jest bardziej złożona, a oddziałujące wpływy są różne. Konstruowanie ciał to proces, w którym łączy się ze sobą mnogość czynników, a zmiany dokonane w jednej części ciała mogą spowodować przemianę w innej. Mutacje genetyczne to tylko przypadkowe błędy kopiowania, które mogą niekiedy skutkować cechami anatomicznymi, utrzymującymi się – jeśli nie wpływają negatywnie na szanse przetrwania – w niewielkich odizolowanych populacjach.

Chociaż genetyczny „projekt” jest rzeczą niezmiernie ważną, tryb życia homininów również wywiera głęboki wpływ na ich ciała, od kości aż do poziomu komórki. Otaczające nas środowisko oraz regularnie wykonywane czynności mogą pozostawiać w nas trwałe ślady; pomyśl, jak skrajnie rozbudowana muskulatura sportowców może z czasem zmienić budowę ich szkieletu.


Rycina 2 Szkielet przeciętnego neandertalczyka (po lewej) w porównaniu z przeciętnym, niedawno urodzonym przedstawicielem gatunku H. sapiens (po prawej)

Ustalenie wpływu czynników genetycznych w porównaniu ze środowiskowymi jest kluczową sprawą dla naszego zrozumienia budowy anatomicznej i trybu życia neandertalczyków. Czy na przykład różnice w długości kończyn są cechą wrodzoną, czy powstałą w rezultacie sposobu ich wykorzystywania, a może prawdą jest jedno i drugie? To dlatego tak ważne są zwłoki neandertalskich niemowląt i dzieci, a także niezgrabnych nastolatków. Pewna konkretna osoba, która pomaga nam zrozumieć ten drugi okres rozwojowy w życiu, ma do opowiedzenia szczególnie frapującą historię; chodzi o pierwszy szkielet znaleziony w Le Moustier.

 

Z lodu do ognia

Po pracach wykopaliskowych Larteta i Christy’ego, prowadzonych w latach sześćdziesiątych XIX wieku w górnej kryjówce skalnej, klify ucichły aż do pierwszych lat XX wieku, kiedy rozpoczęły się dwie z bardziej dziwacznych opowieści o życiu po życiu neandertalczyków. Jedna z nich dotyczy noworodka odnalezionego w trakcie prac Peyrony’ego, znanego pod oficjalną nazwą Le Moustier 2, ponieważ sześć lat wcześniej znaleziono już inną osobę, szkielet Le Moustier 1, który również został porwany przez falę wojennej zawieruchy i przez dekady uznawano go za zniszczony; jego oryginalnym odkrywcą był jednak Otto Hauser, nie Peyrony. Hauser zaczął w 1907 roku przekopywać obszerną dolną kryjówkę, pracując pomiędzy budynkami. Dopiero następnej wiosny szpadel w rękach Jeana Leysallesa39 wbił się w grube kości goleni; w tym przypadku – w odróżnieniu od Le Moustier 2, którego okoliczności odkrycia pozostały tajemnicą – istnieje dosyć szczegółowy zapis na temat znaleziska.

W ciągu kilku dni spod ziemi wyłaniały się kolejne kości, aż w deszczowy wieczór odkryto czaszkę. Jednakże usunięcie wszystkiego zajęło kilka miesięcy. Opóźnienie doprowadziło do szerzenia się twierdzeń, że Hauser przygotowuje scenerię w oczekiwaniu na bogatych gości, ale faktyczną motywacją jego działań – łącznie z przykrywaniem kości warstwą gleby i ich powtórnym odkopywaniem – mogła być chęć zapewnienia szczątkom ochrony i możliwości naocznego zbadania przez ekspertów. Hauser wybrał na członka swojego zespołu Hermanna Klaa­tscha – profesora antropologii i światowej klasy eksperta od neandertalczyków40 – zaprosił również naukowców z wielu krajów do przybycia 12 sierpnia na ostateczne zebranie znalezisk. Zjawili się jednak wyłącznie niemieccy koledzy. Zadanie przeniesienia kości spadło głównie na barki Klaatscha, gdyż Hauser zajął się robieniem zdjęć – powstało unikatowe jak na owe czasy archiwum. Po próbie zrekonstruowania czaszki, odbywającej się przed wiejską kawiarnią na oczach dzieci41, wszystkie szczątki zostały bezpiecznie schowane w zabitej gwoździami szafie, zanim spakowano je do skrzyń i wysłano do Niemiec. Tak oto rozpoczęła się trwająca prawie wiek ich niezwykła podróż.

Hauser przygotował wytwornie urządzoną salę w berlińskim Muzeum Etnografii, gdzie szkielet wystawiano przez dekady jako cenny eksponat. Ten okres spoczynku dobiegł końca na początku II wojny światowej, kiedy szkielet jako niezastąpiony skarb ukryto we wnętrzu ogromnego bunkra w „wieży przeciwlotniczej” ogrodu zoologicznego. Była to jedna z kilku ufortyfikowanych budowli mieszczących stanowiska obrony przeciwlotniczej oraz obszerny schron na wypadek nalotów, służący również jako bezpieczne magazyny bezcennych dzieł kultury.

Pod koniec wojny naziści próbowali przenieść swoje skarby i z niektórymi im się to udało, z wieloma innymi zaś nie. Kiedy w maju 1945 roku Berlin upadł, wieża w ogrodzie zoologicznym stanowiła ostatnie miejsce obrony i wraz z pozostałymi w zoo zwierzętami ucierpiała od silnych bombardowań42. Przeżyło jedynie kilkaset z tysięcy zwierząt, a obok neandertalczyka w mroku wieży na nadejście Armii Czerwonej czekała pozostawiona dziwna plejstoceńska ariergarda, składająca się z lwów, hien, słonia i hipopotama. Pustosząca miasto radziecka Komisja Zdobyczy Wojennych zrabowała również prawie 2 miliony przedmiotów przechowywanych w wieżach przeciwlotniczych oraz innych miejscach w całych Niemczech. W pewnym momencie czaszka Le Moustier 1, upchnięta obok dzieł starych mistrzów i złotych skarbów z Troi, została wywieziona innym pociągiem zmierzającym do Moskwy. Po przeszło dekadzie wróciła zza żelaznej kurtyny do Berlina43. Czasowy pobyt w Rosji uchronił ją, ale pozostawiona na miejscu reszta szkieletu Le Moustier 1 nie miała tyle szczęścia. Krótko przed końcem wojny ponad 2000 alianckich samolotów rozpoczęło ogromne bombardowanie, obracając w ruinę również muzeum, w którym – choć wydaje się to niewiarygodne – szkielet nadal był wystawiony. Bezgłowe ciało musiało tam spoczywać w chwili, gdy mury zadrżały i wszystko pochłonęło szalejące piekło. Zostało pogrzebane po raz drugi, zagubione wśród olbrzymiej masy gruzów i stopionych artefaktów, aż cały ten chaos pieczołowicie odkopano 10 lat później.

Jednak ponowne połączenie części szkieletu zajęło kolejne trzy dekady. Zwracanie łupów wojennych odbywało się w atmosferze zamętu i czaszkę rozpoznano jedynie dzięki skrupulatnemu sprawdzaniu odnośników starych fotografii i katalogów. Po zburzeniu muru berlińskiego i odzyskaniu rozdzielonych krewnych i przyjaciół szczątki z Le Moustier w 1991 roku ostatecznie zostały ponownie połączone.

Rozpoczęły się pielgrzymki naukowców chcących zbadać słynny relikt i 99 lat po pierwotnym odkryciu szkieletu Le Moustier 1 opublikowano wreszcie jego pierwsze ostateczne studium. Należący prawdopodobnie do chłopca w wieku od 11 do 15 lat, stanowi najbardziej kompletny ze znanych szkieletów dorastających neandertalczyków. Jego czaszka ma klasyczny wydłużony kształt z najszerszym miejscem leżącym w tylnej części, ale wygląda na to, że jej właściciel znajdował się w środkowej fazie skoku wzrostowego. Jego twarz powiększała się szybciej ku górze niż ku przodowi, zatem brakowało u niego charakterystycznej przestrzeni za „zębami mądrości”, a wały nadoczodołowe i nos również nie były tak imponujące jak u dorosłego. Dzięki szkieletowi Le Moustier 1 wiemy, że neandertalskie nastolatki przeżywały własną niezgrabną fazę rozwoju; prawdopodobnie wydzielanie nadmiernych ilości hormonów usposabiało również do trądziku i porywczych zachowań.

Jak gdyby nie dość było wędrówek tam i z powrotem po całej Europie, bombardowań i pożarów, czaszka musiała znieść pięć fizycznych renowacji, choć niektóre miały przebieg łagodniejszy od innych. Jednakże dwudziestopierwszowieczna technologia umożliwiła dokładniejszą próbę wirtualną, w której wykorzystano lustrzany obraz do odwrócenia wypaczeń elementów zniekształconych wskutek nacisku osadów. W rezultacie ukazała się twarz, która – choć nadal niedojrzała – była już zdominowana przez ogromne oczodoły i wyglądała całkiem odmiennie od oblicza jakiegokolwiek żyjącego nastolatka. Jednak co ciekawe, mózg był już stosunkowo duży, więc jego posiadacz mógł ostatecznie przeistoczyć się w dorosłego o szczególnie słusznej posturze.

Pozostaje do wyjaśnienia ostatnia tajemnica: W jakimś momencie między końcem wojny a połączeniem części szkieletu w latach dziewięćdziesiątych XX wieku zaginęły przedni ząb oraz część kości twarzo­czaszki. Czy stało się to w Berlinie, kiedy ponownie rozpakowywano przemieszane łupy wojenne, czy może wcześniej, kiedy skrzynie z wieży przeciwlotniczej z ogrodu zoologicznego otwierano gdzieś w Związku Radzieckim? Można sobie wyobrazić, że czaszka uległa uszkodzeniu w trakcie oględzin dokonywanych przez żołnierzy w otoczeniu sztab złota i olejnych obrazów. Nigdy się tego nie dowiemy, chociaż myśl, że zagubiony ząb neandertalczyka nadal spoczywa w mroku jakiejś rosyjskiej kopalni soli, ma chyba swój urok.

Twarze i zmysły

Neandertalskie czaszki są urzekające, ale złożone funkcje ich struktur – nawet jeśli nie uległy one zniekształceniu – niełatwo dają się rekonstruować. Generalnie rozdzielanie kłębowiska przyczyn występujących między nimi a nami różnic anatomicznych to węzeł gordyjski. Linie geometryczne czaszki krzyżują się w skomplikowane sposoby, a badacze dopiero zaczynają pojmować leżące u podłoża wzrostu kości czynniki genetyczne i biochemiczne. Ogólny kształt czaszki prawdopodobnie wynika częściowo z przypadkowego dryfu genetycznego w okresie życia tysięcy pokoleń, ale to cechy mogące zapewniać korzyści ewolucyjne, szczególnie w świecie epoki lodowcowej, zawsze przykuwają uwagę. Jednak obecnie warunki panujące w okresie zlodowacenia uważane są za o wiele mniej oczywisty motor ewolucji cech fizycznych. Zamiast tego ciała tych ludzi mogły się formować w dużej mierze pod wpływem ich trybu życia.

Możemy prześledzić zmiany w koncepcjach dotyczących poszczególnych części ciała, począwszy od góry. Wyjaśnienia obecności ogromnych łuków brwiowych to spektrum od strukturalnej podpory wydatnej twarzy aż do ich funkcji jako naturalnej osłony przed słońcem. Według pewnej niedawno ogłoszonej teorii, sprawiającej lekkie wrażenie pomysłu nie z tej planety, neandertalczycy posługiwali się brwiami do komunikowania się, podobnie jak pawiany sygnalizują swój status, poruszając tymi jaskrawo ubarwionymi elementami na twarzy. Jednak modelowanie ujawniło, że masywne wały kostne w rzeczywistości utrudniają takie wykorzystanie, a szympansy mają mnóstwo innych sposobów przekazywania komunikatów.

Następnie mamy oczy. Jak neandertalczycy widzieli świat? Mieli większe oczodoły niż wszyscy H. sapiens żyjący w przeszłości lub teraźniejszości, a większe gałki mogą oznaczać większą powierzchnię siatkówki pochłaniającej fotony, a zatem zwiększoną wrażliwość na światło. Po co mieliby jej potrzebować? Jeśli założymy, że ostoja neandertalczyków leżała w zachodniej części Eurazji, to w tym rejonie świata (na znacznie większej szerokości geograficznej niż kontynent afrykański) mieli do czynienia ze słabszym światłem słonecznym i szczególnie ciemnymi zimami. Zwierzęta z terenów północnych rzeczywiście przeważnie mają większe oczy, a nawet ludzie żyjący na wyższych szerokościach geograficznych mają gałki oczne średnio o 20 procent większe niż mieszkańcy rejonu równika. Rozrośnięte oczy wymagałyby większego układu analizującego bodźce wzrokowe, a ten obszar mózgu, mieszczący się w pobliżu charakterystycznego guza potylicznego, u neandertalczyków był wyraźnie większy.

Lepsze widzenie w warunkach skąpego oświetlenia mogłoby stanowić przydatny sposób na wydłużenie dnia, lecz gdyby nawet uwzględnić nieco większy mózg neandertalczyka, pozostawiałoby to mniej mocy obliczeniowej na inne działania. Zwłaszcza kora płata czołowego zajmuje się funkcjami związanymi z interakcjami społecznymi i wydaje się, że jej rozmiary wiążą się z obsługą większych sieci społecznych. Nasze mózgi w porównaniu z neandertalskimi są w tym obszarze szczególnie rozrośnięte. Umysły jednak słyną z elastyczności i fizycznie adaptują się po poważnych urazach poprzez zmianę stref wykonujących różne zadania, a nawet poprzez rozrost nowej tkanki w często wykorzystywanych okolicach44. Bez możliwości bezpośredniego obserwowania neandertalczyków pod aparaturą do obrazowania metodą jądrowego rezonansu magnetycznego (ang. magnetic resonance imaging, MRI) trudno mieć pewność, czy ich duże oczy oraz większa objętość obszarów zajmowanych przez neurony wzrokowe hamowały inne funkcje poznawcze i społeczne.

Bez względu na to, czy dysponowali sokolim wzrokiem, czy nie, neandertalczycy prawdopodobnie dzielili z nami osobliwą (wśród małp) cechę w postaci białych gałek ocznych oraz całej palety barw tęczówek. Jednakże rekonstruowanie pigmentacji u danej osoby – dotyczącej oczu, włosów lub skóry – to zadanie zaskakująco trudne. W projektowaniu tych cech bierze udział wiele genów współdziałających ze sobą na rozmaite sposoby, czego rezultatem jest piekielnie wielka liczba kombinacji. Podobnie jak w naszej historii ewolucyjnej bardzo ciemna skóra u neandertalczyków to cecha mało prawdopodobna, gdyż na dużych szerokościach geograficznych, na których żyli, uniemożliwiałaby im uzyskanie dostatecznej ilości witaminy D nawet przy ciągłej ekspozycji na światło słoneczne.

Wobec tego bardzo prawdopodobną cechą neandertalczyków jest jaśniejsza pigmentacja, ale DNA wykazuje, że nie była ona identyczna z rozmaitymi mechanizmami biologicznymi działającymi u dzisiejszych ludzi pochodzenia eurazjatyckiego. Podstawowe porównania genetyczne wskazują, że u niektórych neandertalczyków możliwe były kombinacje rudych włosów i piegów, ale nie można mieć absolutnej pewności, iż ekspresja tych genów przebiegała dokładnie tak samo jak u nas. Wyraźnie widać jednak to, że ich populacja również była zróżnicowana – marker rudo-piegowatej pigmentacji spotyka się u neandertalczyków z terenów Hiszpanii i Włoch, podczas gdy inne analizy wskazują na ciemniejszą skórę, oczy i włosy u jednostek z rejonu Chorwacji.

 

Niezależnie od koloru oczu, którymi wypatrywali na horyzoncie stad zwierząt, bodźce słuchowe były w ich przypadku równie kluczowe dla przeżycia. Technologia skanowania z wysoką rozdzielczością tkanki kostnej wykazuje, że u neandertalczyków drobne kości ucha wewnętrznego i leżące poza nimi tkanki miękkie nie tworzyły lustrzanego obrazu tych struktur obecnych u nas ani u naszych wspólnych przodków. Czy neandertalczycy mogli słyszeć inaczej? Zaskakuje to, że funkcjonalne modelowanie sugeruje, iż te części ciała przewodziły i wzmacniały fale dźwiękowe dokładnie tak samo jak nasze uszy45. Wydaje się, że ewolucja zmieniała ich kształt równolegle z budową czaszki, utrzymując ich dostrojenie do tych samych rodzajów dźwięków, co u nas. Istnieje też sporo dowodów, że w przypadku ludzi to w dużej mierze oznacza dźwięki, jakie wydajemy przy komunikowaniu się za pomocą głosu.

Skoro neandertalczycy dysponowali chyba ostrzejszym zmysłem wzroku i z taką samą czułością słyszeli niesione przez wiatr dźwięki, to jak odczuwali zapachy? W 2015 roku na rynek wypuszczono perfumy o nazwie „Neandertal”46, których producent twierdził, że inspiracją do ich stworzenia był „zapach rozgrzanego krzemienia”, powstały przy wytwarzaniu kamiennych narzędzi. To niezwykłe, ale nie chodzi tu wyłącznie o marketingową gadkę – przy rozłupywaniu krzemienia rzeczywiście powstaje charakterystyczna woń. Często porównuje się ją do zapachu po wystrzale z broni palnej, astronauci zaś dokładnie w ten sposób opisywali zapach księżycowego pyłu. Około połowy drobnego niczym talk pyłu pokrywającego powierzchnię Księżyca stanowi krzemionka ze sproszkowanych asteroid – główny składnik krzemienia, kwarcu oraz innych powszechnie rozłupywanych skał. Dziwnie jest pomyśleć, że cierpki zapach Księżyca lepiej znałby byle neandertalczyk niż Neil Armstrong.

O ile układ wzrokowy neandertalczyków był większy w porównaniu z naszym, o tyle ich opuszka węchowa – okolica mózgu odbierająca bodźce zapachowe – była mniejsza. Jednakże interpretowanie tego jako oznaki mniejszej wrażliwości na zapachy może być pewną nieostrożnością – i właśnie w tym miejscu ponownie wkracza do gry genetyka.

Geny kodujące zdolność wykrywania zapachów u nas i u neandertalczyków nie są identyczne, ale w pewnym stopniu wyraźnie się pokrywają. Intrygującą rolę odgrywa cząsteczka pewnego związku – androstenonu. Ma on swój udział w „perfumowaniu” ludzkiego potu i moczu, a u mniej więcej połowy żyjących ludzi, którzy potrafią go wyczuć47, jedną z reakcji na niego jest silna awersja. Gdyby część neandertalczyków również mogła wyczuwać tę woń, mogłoby to spełniać przydatną funkcję. Androstenon wpływa u ludzi na wydzielanie hormonów oraz na emocje, ale wytwarzają go również dziko żyjące odyńce, a świńska wersja tego związku wywiera spektakularny wpływ na psy. Prawdopodobnie ma to związek z polowaniem – zdolność wyczuwania znajdującego się po drugiej stronie wzgórza stada albo możliwość stwierdzenia, że w pobliżu przeszło zwierzę, zapewniałyby daleko idące korzyści. Jednak bez względu na specyfikę konkretnych zapachów, jest bardzo prawdopodobne, że dla neandertalczyków były one – sosnowa żywica, koński pot, zastarzały dym – silnym wyzwalaczem wspomnień.

Natomiast myśl o wciąganiu przez nich zapachu nadzwyczaj wydatnymi nosami rodzi pytanie, dlaczego owe nosy były tak duże. W środkowej części ich twarzy dominowały ogromne nozdrza przednie, a neandertalczycy przypominali wyglądem przesadny profil króla Karola II. W trakcie badań mikroskopowych ich czaszek znaleziono ogromne liczby komórek kościotwórczych w środkowej części twarzoczaszki, co pokazuje, jak bardzo cały ten obszar był wypchnięty ku przodowi. Jednakże modele biomechaniczne nie przemawiają za słusznością teorii, jakoby ten przypominający pysk kształt twarzy przydawał siły potrzebnej do intensywnego żucia (chociaż w następnym rozdziale omówię, że do czego jeszcze oprócz jedzenia neandertalczycy używali uzębienia). W przeciwieństwie do nich mniejsze i bardziej wsunięte pod mózgoczaszkę nasze twarze są wynikiem działania komórek kościogubnych, ale nieoczekiwanie dysponujemy w rzeczywistości większą siłą zgryzu.

Sam nos jest tak samo związany z oddychaniem, jak i odbiorem bodźców węchowych. W wyniku modelowania przepływu powietrza przez nozdrza neandertalczyka, które przeprowadzono na znalezionym we francuskiej miejscowości La Chapelle-aux-Saints szkielecie ze zrekonstruowanymi tkankami miękkimi, potwierdzono, że cała struktura była prawie o jedną trzecią większa niż u nas. Ogólnie mówiąc, jedną z funkcji nosa jest „klimatyzowanie” powietrza poprzez jego ogrzanie i nawilżenie, zanim dotrze do wrażliwych płuc. To może być szczególnie ważne w warunkach suchych i chłodnych, a duże struktury wewnątrz jamy nosowej neandertalczyków przypominają pod pewnymi względami te u reniferów i suhaków stepowych, które mają rozrośnięte błony śluzowe, ograniczające odwodnienie i straty ciepła. Fascynujące jednak jest to, że struktury wewnątrz jamy nosowej neandertalczyków raczej gorzej sobie radziły z klimatyzowaniem powietrza niż nasze (chociaż lepiej niż H. heidelbergensis), ale mogły sterować jego przepływem, co pozwalało na wciąganie go w tempie niemal dwukrotnie szybszym od naszego.


Przeszło 150 lat wpatrywania się w szczątki neandertalczyków w coraz mniejszej skali oznacza, że dysponujemy zdumiewająco bogatymi informacjami o tych ludziach, niekiedy zadziwiająco szczegółowymi. Przy śledzeniu tego, jak rośli, rozwijali się i odbierali zmysłami świat, znajdujemy niezwykłe zbieżności łączące ich z nami. Mruganie w reakcji na blask nisko wiszącego zimowego słońca, nadstawianie uszu na odgłosy zabawy dzieci lub marszczenie nosa od dymu płonącego drewna to nasze wspólne, dzielone przez tysiąclecia doświadczenia związane z człowieczeństwem.

Niemniej neandertalczycy różnili się od nas budową, i to pod wieloma względami. Interpretowanie dużych i małych cech anatomii ich ciał oznacza konieczność przemyślenia na nowo ewolucyjnej adaptacji do bardzo konkretnych warunków ich świata. Nadal staramy się rozwikłać funkcje na przykład większych oczu, ale inne aspekty – jak nosy – mogą być mniej związane z adaptacją do życia w arktycznych warunkach, niż dawniej uważaliśmy. Natomiast utrzymanie przy życiu łaknącego energii ciała przy tak forsownym trybie życia mogło stanowić największe wyzwanie, przed jakim stali.

30 Imieniem Bordesa, który parał się również pisarstwem science fiction, nazwano nawet przystanek tramwajowy tuż pod siedzibą Université de Bordeaux, gdzie pracował przez dziesięciolecia.

31 Słynny cytat pisarza dotyczy historii wszechświata i pieczenia szarlotki.

32 Peyrony i Hauser prowadzili prace wykopaliskowe w dolnej kryjówce Le Mou­stier, a Lartet i Christy pracowali w górnej, lecz zachowało się na ten temat niewiele informacji.

33 Nawet Peyrony pomija je w niektórych publikacjach dotyczących Le Moustier i ostatnia wzmianka o nich pochodzi z 1937 roku, czyli została poczyniona rok po jego odejściu na emeryturę.

34 Mężczyźni mają przeciętnie większe głowy niż kobiety.

35 Wynik zależy od zastosowanej metody obliczania ze względu na stan kości wykazujących duży stopień fragmentacji.

36 Speleolodzy, którzy pierwsi odnaleźli kości w jaskini El Sidrón, uważali, że mog­ły one należeć do żołnierzy, którzy ukryli się tam podczas hiszpańskiej wojny domowej. Można tu dostrzec echo domysłów dotyczących jaskini Feldhofer.

37 Nosi on nazwę guza potylicznego.

38 Termin „prymitywny” w kategoriach ewolucyjnych po prostu oznacza cechę o bardzo starodawnych korzeniach, współdzieloną przez gatunki z tej samej grupy rodowodowej.

39 Leysalles był właścicielem miejscowej kawiarni na drugim brzegu rzeki, naprzeciw Les Eyzies, pod kryjówkami skalnymi stanowiska Laugerie. Tam zatrzymał się zespół Hausera.

40 Klaatsch osobiście badał znaleziska z jaskini Feldhofer, Spy i Krapiny, a także inne związane z hominidami.