Krewniacy

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 2

Rzeka obala drzewo


Zamknij oczy, strząśnij ze stóp buty. Zmatowiała czerwień słonecznej tarczy przesącza blask przez zamknięte powieki, trawa drapie palce stóp, podeszwy czują leżący pod nimi piach. Ciepły dotyk muska ci ramię, gdy czyjaś dłoń obejmuje twoją; jakimś sposobem wiesz, kto to jest. Otwórz oczy, a pod niebem rozjaśnionym światłem słońca, a zarazem czarnym, cętkowanym gwiazdami, staje przed tobą twoja matka. To miejsce poza czasem, gdzie odnajdują się wszyscy ludzie. Zbliża się szmer czyichś kroków i kolejna kobieta wysuwa się naprzód – twoja babka ze strony matki. Może rozmawiałaś z nią w zeszłym tygodniu lub dwadzieścia lat temu, a może znasz ją tylko z nieostrych fotografii. Podaje rękę twojej matce, po czym odwraca głowę – za nią na bezkresnej równinie wije się rząd kolejnych kobiet złączonych ze sobą dłońmi i spojrzeniami.

Twoje oczy tracą rachubę, ale wyczuwasz, że są ich setki, tysiące. Odległe twarze są nieznajome, mimo to jakimś sposobem znasz zaokrąglone linie policzków, pukle włosów lub zarys biodra. Jeszcze dalej sznur styka się z horyzontem, a twój wzrok unosi się ku mlecznej poświacie, przypominającej tuman śniegu; tam w ciągu wielu dziesiątek tysięcy dzielących nas lat zmieniały się nawet gwiazdozbiory. Wtem czujesz, jak gdyby piorun przeskoczył wzdłuż łańcucha czterdziestu tysięcy dłoni – niekończące się cykle miłości i straty, z głuchym odgłosem przenikające piersi i kości przez pięćset tysięcy lat aż do twojej krwi, twojego serca. W głowie ci wiruje, lecz matka ściska cię za rękę i właśnie wtedy poprzez powieki widzisz to. Od tej pojedynczej nitki przodków ze strony matki rozpościera się ogromna ludzka sieć, ażurowy deseń wtapiający się w błękitną dal równiny na krawędzi czasu. Są tam wszyscy pozostali. Zawsze tam byli.

Jesteśmy ucieleśnioną spuścizną wszystkich naszych matek. Twoi przodkowie, którym zawdzięczasz oczy skupiające wzrok na odczytywaniu tych słów, po raz pierwszy ujrzeli światło ponad 500 milionów lat temu (ang. Mega-annum, Ma). Pięć zręcznych palców twojej ręki, którymi odwracasz te strony, ściskało, chwytało i szukało po omacku przez 300 milionów lat. Być może właśnie teraz słuchasz muzyki albo nagranego głosu lektora czytającego tę książkę; ta zmyślna, złożona z trzech kości struktura ucha zaczęła odbierać dźwięki miłości i zgrozy, gdy zmykaliśmy przed tupotem stóp jaszczurów. Mózg przetwarzający tę sentencję słów rozrósł się niemal do obecnych rozmiarów 500 ka i neandertalczycy dzielili go z nami.

Umiejscowienie nas oraz ich w obrębie głębszego biologicznego i ewolucyjnego kontekstu dobitnie podkreśla to, co w nas wspólne. Ujawnia również, jak chybione były dziewiętnastowieczne ich wizje jako brakującego ogniwa między nami a innymi małpami. Znano już wtedy skamieniałości naczelnych – w 1836 roku nie kto inny, tylko Édouard Lartet odnalazł szczątki pradawnej małpy. Później – w tym samym roku, kiedy wybuch w jaskini Feldhofer odsłonił kości neandertalczyka – odkrył pierwszą europejską małpę, którą nazwano Dryopithecus. Mimo to skamieniałości ludzkie nadal wzbudzały szok.

Dzisiaj sytuacja głęboko się zmieniła. Chociaż pewne szczegóły nadal są przedmiotem debat, nasze drzewo genealogiczne jest bardziej zatłoczone, niż kiedykolwiek wyobrażali sobie naukowcy tacy jak Busk lub Darwin – zidentyfikowaliśmy ponad 20 gatunków homininów żyjących tylko w ciągu ostatnich 3,5 miliona lat. Korzenie tego drzewa również sięgają głębiej. Przeobrażenie się drobnych czmychających ssaków w homininy, a w końcu w neandertalczyków trwało niezmiernie długo. W olbrzymich lasach 25 milionów lat temu roiło się od małp, a rozdzielanie się linii ewolucyjnych, prowadzące do powstania małp człekokształtnych, już się dokonywało. Wcześni przedstawiciele pozbawionych ogona istot z rzędu naczelnych, czyli małp z rodzaju Proconsul, już robili wypady z drzew porastających Afrykę Wschodnią. Następnie, gdy otwarły się Wielkie Rowy Afrykańskie i rozpoczęło się ogromne globalne oziębienie klimatu, małpy człekokształtne weszły w erę olbrzymiego różnicowania się i rozprzestrzeniania. W okresie od 15 do 10 Ma w toku ewolucji powstało co najmniej 100 gatunków takich jak Dryopithecus, obdarzonych zręcznymi palcami, którymi wyszukiwały pokarm zarówno w lasach wilgotnych, jak i na otwartych równinach.


Rycina 1 Kontekst ewolucyjny neandertalczyków jako członków rodziny homininów

Od tego momentu mamy coraz więcej dowodów związanych ze skamieniałościami oraz genetycznych, które wykazują, kiedy i gdzie nasi pobratymcy – wielkie małpy człekokształtne – zaczęli podążać własnymi drogami. Orangutany w Azji dzieliły dżungle z ogromnymi małpami z rodzaju Gigantopithecus, których ryki i odgłosy poklepywania się po piersiach musiały odbijać się echem w mglistej porze świtu23. Jeśli zaś wrócimy do Afryki, to około 10 Ma oddzieliły się pierwsze goryle, następnie szympansy i mniej więcej w tym czasie zaczęły się pojawiać ślady istot dwunożnych. Nie wszystkie należały do homininów – bezpośrednich przodków neandertalczyków i naszych – ale to wyznaczyło okres przełomowy.

Wśród kości rzadkich gatunków homininów z okresu od 7 do 3 Ma obserwuje się coś w rodzaju ewolucji mozaikowej, często tworzącej dezorientujące kombinacje prymitywnych i zaawansowanych cech anatomicznych24. Jest rodzaj Kenyanthropus o płaskiej twarzy oraz liczni przedstawiciele podplemienia Australopithecine – prawdziwe istoty „protoludzkie”, chodzące w pozycji w pełni wyprostowanej i obdarzone większymi mózgami. A jakiś gatunek żyjący 3,3 Ma odpowiadał za pojawienie się na stanowisku archeologicznym Lomekwi najprostszych artefaktów kamiennych. To prawdopodobnie wyznacza początek nasilającego się sprzężenia zwrotnego między jedzeniem mięsa a artefaktami litycznymi – przypadkowe tendencje do żywienia się mięsem prawdopodobnie pojawiły się znacznie wcześniej, ale ostre krawędzie tnące są nieodzowne do uzyskania dostępu do większości mięsa i tłuszczu z ciał dużych zwierząt.

Nie jest jeszcze jasne, z której grupy wcześniejszych homininów wyłonił się rodzaj Homo, ale pierwszy wspólny przodek, którego neandertalczycy z pewnością dzielą z nami, wkracza na scenę około 2 Ma. Był to H. ergaster25, a już milion lat temu ci archaiczni ludzie z pewnością wiedli żywot „prawdziwych” łowców-zbieraczy, wykazując o wiele większe zaawansowanie technologiczne od wcześniejszych gatunków. Pierwsi wytwarzali też znakomicie ukształtowane artefakty lityczne, zwane narzędziami bifacjalnymi – narzędzia z obróbką dwustronną26 – i wynosili je coraz dalej w teren w ramach życia z zaznaczoną większą rolą planowania oraz rozrastającymi się sieciami społecznymi.

H. ergaster miał ciało w zasadzie ludzkie. Przedstawiciele tego gatunku byli wysokimi, sprawnymi biegaczami, bez żadnych cech budowy stóp przystosowującymi do wspinaczki po drzewach, a ich twarze wsunięte bardziej pod mózgoczaszkę, zmniejszające się zęby i kończyny o prawidłowych proporcjach stanowią charakterystyczne oznaki czyniące z nich bezpośrednich przodków neandertalczyków i nas samych. Najbardziej uderzające są ich rozrośnięte mózgi – były to najsprytniejsze i najbardziej wszechstronne istoty z rzędu naczelnych, jakie do tamtej pory chodziły po Ziemi. Z pewnością przekraczali też granice wielkiego kontynentu afrykańskiego, chociaż znane są skamieniałości i proste narzędzia, pochodzące sprzed 2 milionów lat, związane z poprzednią „superarchaiczną” populacją Eurazji27.

Skąd jednak dokładnie wywodzą się neandertalczycy? Najstarsze pozostałości po homininach w Europie Zachodniej zostały odnalezione w zawierającym skamieniałości stanowisku Sima del Elefante w hiszpańskim mieście Atapuerca; liczą one około 1,2 miliona lat, ale są o wiele starsze od najstarszych kości wyglądających na neandertalskie. Młodsze miejsce pod Atapuercą, znane jako Gran Dolina, zawiera kości datowane na okres 850–800 ka, które mogą równie dobrze pochodzić od populacji przodków neandertalczyków, jak i H. sapiens albo przynajmniej blisko spokrewnionej grupy siostrzanej. Ci przedstawiciele homininów, nazwani H. antecessor, nie bytowali wyłącznie na Półwyspie Iberyjskim, lecz potrafili również przetrwać w surowszym klimacie północno-zachodnich krańców Europy. Wykazały to dokonane w 2013 roku niezwykłe odkrycia z Happisburgh na brytyjskim wschodnim wybrzeżu Morza Północnego, gdzie szkwały i fale pływowe odsłoniły starodawne pokłady gliny, liczące 900 tysięcy lat. Okazało się, że na ich dziwacznie ospowatej powierzchni zachowały się całe tuziny śladów stóp niewielkiej grupy homininów, podążającej w górę rzeki od jej obszernego ujścia, gdzie wpadała Tamiza w północnym biegu, który obecnie zniknął z powierzchni ziemi28. W ciągu zaledwie dwóch tygodni morze zatarło to niewiarygodne miejsce, ale trójwymiarowy zapis śladów ujawnił, że wśród wędrowców był co najmniej jeden dorosły z grupą młodzików, od nastolatków do małych dzieci. Te ostatnie musiały z trudem zachowywać postawę pionową, pokonując drogę wiodącą przez wsysające śliskie błoto, przeciskające się im między palcami stóp. Zachowane pyłki potwierdzają, że mokradła otaczał sosnowy i świerkowy las, typowy dla chłodnego klimatu.

Ślady pozostawione przez miękkie ciała z tak odległej przeszłości to niewiarygodna rzadkość, a ich bezpośredniość kontrastuje z suchymi skamieniałościami, na których podstawie badacze muszą próbować identyfikować przodków neandertalczyków. Genetyka informuje nas, że wyłonili się oni jako linia ewolucyjna około 700 ka, i choć lud z Gran Dolina żył tylko około 100 tysięcy lat przed nimi, nie wyglądał zbyt podobnie do nich. Możliwe, że w tamtym okresie w Europie żyło więcej rodzajów homininów niż jeden, ale wiele kości pochodzących z następnych kilkuset tysięcy lat przypomina współczesne skamieniałości z Afryki, w tym masywna żuchwa znaleziona w 1907 roku w Niemczech, której właściciela nazwano H. heidelbergensis. Mimo że tych homininów długo uważano za przodków neandertalczyków, nowsze prace, przeprowadzone w Sima de los Huesos, trzecim miejscu pod Atapuercą, dopełniły obrazu. Tajemnicą jest sposób, w jaki mniej więcej 28 homininów (szczątki wielu zachowane w wyjątkowo dobrym stanie) skończyło życie w głębi Jamy Kości. Ale przeprowadzona w 2016 roku analiza DNA oraz cechy anatomiczne potwierdziły ich wiek na mniej więcej 450–430 tysięcy lat oraz to, że należy podejrzewać, iż są głównymi kandydatami do miana prawdziwych protoneandertalczyków29.

 

Dlaczego znajomość odległej historii ewolucyjnej neandertalczyków ma znaczenie? Mylna koncepcja, jakoby stanowili oni dosłownie pomost wiodący do nas od małp, jest nadal rozpowszechniona pomimo milionów lat, które dzielą obie nasze populacje i naszych najbliższych kuzynów z rzędu naczelnych. Jeśli spojrzeć na neandertalczyków wyłącznie pod kątem anatomii, możemy „zobaczyć” ich wyłaniających się w Sima de los Huesos nieco wcześniej od najstarszych przypominających H. sapiens skamieniałości z Afryki, liczących mniej więcej 300–200 ka, a tę lukę czasową wypełniają tysiące pokoleń. Jednak w szerszych kategoriach ewolucyjnych stanowią oni jeden z najmłodszych gatunków homininów i są istotami niezmiernie podobnymi do nas. Tak samo ważne jest to, że rozgryzienie zagadki, skąd się wzięli, pokazuje, iż ewolucja nie podążała prostą jak strzelił autostradą homininów, wiodącą wprost do nas. Zamiast tego równocześnie istniało wiele ścieżek, niektóre kończyły się ślepym zaułkiem, a na innych, jak w przypadku neandertalczyków, rozwijały się jedyne w swoim rodzaju ciała i umysły, odpowiadające naszym. Te ścieżki miały odnogi – w ciągu ostatniej, ogólnie mówiąc, dekady odkryliśmy, że sama w sobie linia Homo ma jeszcze inne historie do opowiedzenia. Jednym przypadkiem są „hobbici” z indonezyjskiej wyspy Flores, którzy pojawili się chyba aż 700 ka, a przetrwali aż do czasów około 50 ka. W 2013 roku jeszcze więcej nieoczekiwanych szkieletów pojawiło się pół świata dalej, w Republice Południowej Afryki. Te homininy, nazwane H. naledi, miały pewne bardzo prymitywne cechy i spodziewano się, że ich wiek można liczyć w milionach lat. Okazało się jednak, że żyły zaledwie 250 ka, czyli były współczesne neandertalczykom i wczesnym przedstawicielom naszego gatunku.

Jednak spośród wszystkich niedawnych odkryć dotyczących ewolucji człowieka chyba najbardziej zdumiewającym faktem na temat neandertalczyków jest to, że mogli się krzyżować i krzyżowali się z nami. Teraz wygląda na to, że większość obecnej ziemskiej populacji ludzi (jeśli nie całość) i nasi odlegli przodkowie ze strony matki – archiwum ciał i krwi płynącej przez nie w rytmie pulsu aż do teraźniejszości – zawierają spuściznę neandertalczyków. Ta rewelacja doprowadziła do głębokiej zmiany punktu widzenia, która za jednym zamachem przeobraziła ich ze ślepej uliczki, prymitywnej gałęzi drzewa genealogicznego w naszych prawdziwych przodków, którzy wnieśli swój wkład w to, czym i kim właściwie jesteśmy.

Oto nowa scena, na której musimy się obrócić, by ponownie przyjrzeć się archeologii neandertalczyków. Niczym rewolucjoniści wyrwali z korzeniami stare drzewo dynastii, w której koronie dumnie zasiadaliśmy. Bo okazało się, że nasza odległa historia bardziej przypomina deszcz liści opadających z szelestem na powierzchnię nurtu wielkiej rzeki – niektóre podążają z biegiem bystrych potoków, inne płyną z powolnymi strużkami. Rozdzielają się, łączą i gromadzą w zagłębieniach gruntu, aż niosąca je woda przeleje się przez brzeg i ponownie połączy z głębokimi kanałami wcinającymi się w podłoże.

23 Chociaż ważyły około 400 kilogramów, prawdopodobnie wiodły pokojowy tryb życia jak goryle i mogły dożyć stosunkowo niedawnych czasów.

24 Jest to charakterystyczne zjawisko u przedstawicieli Ardipithecus ramidus, dwunożnego hominida z dzisiejszej Etiopii, który zachował budowę kostną chwytnych stóp, wskazującą na wspinanie się na drzewa.

25 W Afryce znany od dekad jako H. erectus, lecz tę nazwę zarezerwowano obecnie dla przedstawicieli tego gatunku żyjących w Azji.

26 Te narzędzia często nazywa się też pięściakami.

27 Skamieniałości i artefakty lityczne, rozrzucone po obszarze całej Eurazji, datowane są na czasy od 1,8 do 1 Ma, a narzędzia znalezione obecnie w Chinach pochodzą z czasów wcześniejszych niż 2 Ma.

28 Cały bieg Tamizy około 450 tysięcy lat temu przesunął się na południe pod wpływem późniejszych, o wiele większych lodowców.

29 Skamieniałości z Sima de los Huesos pozostają najstarszymi na świecie szczątkami hominidów, które dostarczyły materiału genetycznego.

Rozdział 3

Rosnące ciała


Wysoko ponad klifami wstaje świt, a gałęzie zabarwiają się odcieniem zieleni, gdy jej lud czuje pragnienie, by znowu ruszyć w drogę. Okryta futrem zwierzyna, żyjąca w pobliżu, zrobiła się ostrożna, nie zostawia tropów, które można by śledzić. Drobne ciałko, które w trakcie porodu wypchnęła z wnętrza swego ciała, nadal było chude i słabo ssało. W końcu zaprzestało i tego, zesztywniało niczym wysuszone ścięgno. Mimo to nadal je dźwigała, choć skóra powlekająca patykowate kończyny skurczyła się, napinając się na łopatkach. Teraz grupa zbiera manatki, szykując się do drogi, ją zaś ciągnie, by do niej dołączyć. Jednak myśl o odłożeniu brzemienia ją przeraża. Wdychając uderzający do głowy zapach noworodka, wciąż wyczuwalny w jego ciemnych włosach, kuca na skraju kryjówki. Trzymane kurczowo zawiniątko opuszcza na ziemię i po raz pierwszy leży ono oddzielone od jej ciała. Inni zbliżają się ciekawie, wyciągają ręce, by szturchnąć, pociągnąć, pogłaskać, by poznać. Jednak później nadciągną zwierzęta i ta cenna rzecz wymaga ochrony. Kobieta wykopuje jamę, zsuwa w dół pokryty już pyłem kształt, przykrywa go warstwą gleby. Ubrudzona miękką ziemią, dołącza do maszerujących ludzi.

Niebo migocze światłem upływających dni, lat, wieków. Gleba gęstnieje i mocno obejmuje delikatne kości. Inni przechodzą nad nimi i odchodzą, lecz w końcu wibracje wywołane stąpaniem ustają. Nawet igiełki szronu, powstałe w niemiłosiernym chłodzie, nie mogą przeniknąć do drobnego szkieleciku. Mijają kolejne dziesiątki tysięcy zim, wreszcie na dół dociera dźwięk głuchych tąpnięć. Ciężar gleby maleje. Rozbrzmiewają głosy – nowi ludzie budują dom w miejscu, w którym tak długo nikt nie mieszkał. Obute w chodaki stopy tupoczą na drewnianych schodach, krocząc w górę i w dół nad drobnymi szczątkami, grając kołysankę życia ponad śmiercią. W mgnieniu oka dom także znika, następnie warstwy osadów kurczą się i przesuwają, w miarę jak ręce wybierają glebę. Grudy ziemi kruszą się i słoneczny promyk wczesnego lata muska biały okruch cienkiej jak skorupka jaja czaszki. Jakiś głos woła: „Arrête! Os!”. Twarde, lecz delikatne dłonie – jak tamte, które ostatni raz dotykały tego samotnego maleństwa – sięgają w dół, by po tak długim czasie je podnieść.

Jest 19 maja 1914 roku. Za miesiąc pewien samochód w Sarajewie skręci w niewłaściwą ulicę, rewolwer wypali, a śmierć dwojga arystokratów urośnie jak śniegowa kula w liczbę 200 milionów ofiar. Na drugim końcu Europy we francuskiej krainie Périgord życie utracone 40 tysięcy lat wcześniej znowu staje w pełnym świetle. W notatce z tamtego dnia w dzienniku roboczym Denisa Peyrony’ego pojawia się zapis o odkryciu w kryjówce skalnej Le Moustier wzruszająco drobnych kości. Peyrony, jeden z najbardziej szanowanych dwudziestowiecznych badaczy prehistorii, dzisiaj jest stosunkowo mało doceniany w odróżnieniu od młodszego i bardziej przebojowego kolegi François Bordesa30. Urodzony w rodzinie rolniczej w tej samej dekadzie, kiedy na łamy gazet trafili neandertalczycy z jaskini Feldhofer i z Gibraltaru, dorastał w bliskim związku z tą krainą. Został nauczycielem w wiejskiej szkole w Les Eyzies, ale fascynowała go odległa przeszłość.

W 1894 roku Peyrony nawiązał współpracę z Louisem Capitanem, który z anatomopatologa przedzierzgnął się w antropologa prehistorii; siedem lat później obaj odkryli w jaskini Font-de-Gaume zdumiewające malowidła z czasów epoki lodowcowej. Pod koniec wiosny 1914 roku Peyrony był już wytrawnym badaczem, prowadzącym prace wykopaliskowe na stanowiskach archeologicznych kultury neandertalczyków, w tym również w wielkiej kryjówce skalnej La Ferrassie, gdzie znaleziono ich szkielety. Tamtego maja, gdy w Le Moustier odsłonięto szczątki, natychmiast rozpoznał, że należały do bardzo małego dziecka. Noworodek, cudownym zrządzeniem losu nietknięty podczas prowadzonych bezpośrednio nad nim prac budowlanych, a później rozbiórkowych, znany obecnie jako Le Moustier 2, w ciągu następnych 80 lat miał być ponownie zagubiony i odnaleziony. To jeden z licznych neandertalczyków, których odkrycie wiąże się z fascynującą historią.

Wszystkie kości homininów, skamieniałe lub nie, stanowią szczególne znaleziska. Jako elementy ciała wyobrażające życie sprzed dziesiątek lub setek tysiącleci urzekają swoją bezpośredniością. Lecz także swoją rzadkością – mamy miliony razy więcej artefaktów wytworzonych przez neandertalczyków niż kości rąk, które niegdyś dotykały tych przedmiotów. Ale ogólnie rzecz biorąc, znamy neandertalczyków bardziej niż jakichkolwiek innych naszych bliskich krewnych. Garść szczątków, które 100 lat temu szeptały nam opowieści o innym gatunku człowieka, urosła dzisiaj do tysięcy skamieniałości z wielu, wielu stanowisk archeologicznych. Pochodzą od kilkuset osób, od noworodków do dorosłych w podeszłym wieku, którzy według dzisiejszych standardów nie byli dotknięci zniedołężnieniem, ale w oczach własnej społeczności prawdopodobnie zaliczali się do starców. Tak liczna grupa umożliwia nam zrekonstruowanie biologicznego charakteru i różnorodności neandertalczyków.

Mimo imponującej liczby owych części szkieletów każda z nich jest nadal warta tego, by obchodzić się z nią z rewerencją i w białych rękawiczkach. Są konserwowane i transportowane w zamkniętych skrzynkach niczym brylanty lub relikwie. Ich bezcenna wartość tkwi w tym, że stanowią skarbnicę danych o życiu poszczególnych osób, a jednocześnie działają jak okna, przez które możemy zaglądać w życie całych populacji. Specjaliści stosują szeroki asortyment technik badawczych, od metod biochemicznych aż do najnowocześniejszych wizualizacji, badając całe ciała albo skupiając się na nieomal dziennych warstwach przyrostu we wnętrzu zębów. Dzięki zawartemu w nich DNA szczątki neandertalczyków umożliwiają nam również odkrywanie naszych bezpośrednich związków z tymi wymarłymi ludźmi.

Mogą nas dzielić od ich wyschniętych kości dwie rzeczy – czas oraz szklane tafle muzealnych gablot – ale przy natknięciu się na nie trudno nie poczuć dreszczu przebiegającego nam przez wciąż żywą skórę. Być może szczególne wrażenie odczuwamy na widok dziecka, które tak raptownie zakończyło życie – bez względu na to, jak dawno temu się to stało.

Dorastanie neandertalczyka

To, że w ogóle jakiekolwiek kości przetrwały tak niezmiernie długo, jest zdumiewające, a jeszcze bardziej, że są to kruche kości dzieci. Szczególnie dotyczy to Le Moustier, kryjówki skalnej usytuowanej w miejscu, w którym przypominający pomost grzbiet wapiennej skały wznosi się między dwiema dolinami. W ciągu ponad stulecia klify te widziały już tyle kłębiących się wokół nich teorii o neandertalczykach, ile razy wylewała rzeka. Le Moustier zniosło coraz intensywniejsze wysiłki badaczy prehistorii, która jako dyscyplina nauki zrodziła się w czasach, gdy jeszcze nie rozumiano, jak wykopaliska zarazem odsłaniają i niszczą zapis archeologiczny. Wszystkie zmyślne techniki stworzone do badania poszczególnych artefaktów niewiele znaczą, jeśli dane stanowisko zostanie ogołocone bez utrwalenia kluczowego wymiaru – wzorców informujących nas o tym, skąd się wzięły różne rzeczy i w jakiej kolejności następowały zdarzenia.

 

Archeologia odróżnia rozmaite elementy lub cechy danego stanowiska. O jeden poziom wyżej od poszczególnych artefaktów leży skupisko, czyli w zasadzie najmniejsza możliwa do zidentyfikowania grupa znalezisk, które zdają się do siebie pasować. Skupiska zazwyczaj należą do warstw, czyli złóż osadów, wyróżnionych przez prowadzących prace wykopaliskowe na podstawie barwy, faktury lub zawartości archeologicznej. Sekwencja warstw nosi nazwę stratygrafii. Tworzy ona archiwum zdarzeń, które rozegrały się w danym miejscu – czy chodzi o pozostałości pochodzenia ludzkiego, czy naturalnie nagromadzone osuwiska kamieni, osady błota lub naniesionego wiatrem pyłu. Prace wykopaliskowe oznaczają usuwanie warstw, a te leżące niżej będą coraz starsze.

Często zdarzają się komplikacje: rezultaty erozji, miejscowej inwersji warstw lub nawet zakłóceń pod wpływem późniejszych prehistorycznych działań. Zidentyfikowanie mieszania się warstw lub ich przemieszczenia ma kluczowe znaczenie; osiąga się to poprzez uważne badanie nie tylko artefaktów, lecz także gleby oraz relacji przestrzennych między różnymi rzeczami. Parafrazując Carla Sagana, można powiedzieć, że jeśli się chce zrozumieć, co neandertalczycy robili na którymkolwiek ze stanowisk, trzeba najpierw zrekonstruować całą historię formacji31. Nosi to nazwę tafonomii, uznawanej dzisiaj za najważniejszą część archeologii.

Między pracami wykopaliskowymi Larteta i Christy’ego a działaniami Peyrony’ego Le Moustier nie trwało w stanie nienaruszonym. Szwajcarski archeolog Otto Hauser również aktywnie działał w Périgord, w tym w Le Moustier od roku 190732. Cudownym trafem ani jego zainteresowania badawcze, ani prowadzone w XVIII wieku prace budowlane nie naruszyły drobnych kości, spoczywających zaledwie 25 centymetrów pod powierzchnią ziemi – w kategoriach geologicznych to dosłownie o włos. Do Hausera powrócimy później; po jego wyjeździe pracę podjął Peyrony, odnajdując nietknięte pokłady pod wyburzonym domem. To tutaj spoczywał noworodek – duch ukryty pod schodami. Chociaż Peyrony wykopał już kilka neandertalskich szkieletów, nie zanotował praktycznie żadnych szczegółów znaleziska poza stwierdzeniem obecności jamy.

Jednak niezwłocznie wysłał szczątki do paryskiego anatoma Marcela Boule’a, będącego już autorytetem w dziedzinie neandertalczyków. Zaledwie tydzień później Peyrony otrzymał jego opinię potwierdzającą, że szczątki należały do noworodka. To niewiarygodne, ale w tym momencie szkielet znika z rejestrów. W dzienniku Peyrony’ego nie ma o nim żadnej ponownej wzmianki, a po upływie dwóch miesięcy prace w terenie porzucono, gdyż Europa pogrążyła się w działaniach wojennych. Przez wiele dekad zakładano, że dziecko stało się kolejną ofiarą długoletniego konfliktu zbrojnego, a jego kości zagubiły się bądź zostały zniszczone.

Faktycznie zaś część szczątków bezpiecznie czekała, choć nierozpoznana, zaledwie kilka kilometrów od stanowiska. W 1913 roku, rok przed odnalezieniem szkieletu, Peyrony założył w Les Eyzies wspaniałe muzeum. W trakcie inwentaryzacji jego olbrzymich zbiorów około 80 lat później wśród skrzynek z Le Moustier znalazły się kości oznaczone jako „szkielet”. Ponieważ należały wyraźnie do jednego noworodka, badacze odważyli się mieć nadzieję, że mogą to być zaginione szczątki neandertalskiego dziecka, których ostatnim znanym miejscem pobytu był Paryż. Sześciomiesięczna wyczerpująca analiza ujawniła, że osady nadal pokrywające niektóre z kości i zawierające drobne fragmenty lityczne są identyczne z osadami z Le Moustier.

Część szkieletu musiała wobec tego zostać w Périgord i z czasem jakimś sposobem o nich zapomniano33. A co się stało z fragmentami wysłanymi do Paryża? Opowieść o nich to przykład mylnego ustalenia. W 1914 roku Peyrony dzielił swoją uwagę między trzy neandertalskie stanowiska, wszystkie zawierające szkielety: Le Moustier oraz dwie pozostałe kryjówki skalne, Pech de l’Azé I i La Ferrassie. Wiele znalezisk wysyłał Boule’owi, niektóre wciąż tkwiące w blokach osadu, które miały być usuwane w laboratorium. Kilka dekad później zauważono, że dwie kości z rzekomego podwójnego miejsca pochówku noworodków w La Ferrassie podejrzanie różnią się barwą oraz stanem. Przeprowadzona analiza potwierdziła, że przywarłe do nich osady i zawarte w nich drobne okruchy krzemienia pasują nie do La Ferrassie, lecz do Le Mou­stier. Co więcej, kości udowa i ramienna były dokładnie tymi częściami, których brakowało w szkielecie dziecka z Le Moustier. Laboratorium Boule’a, mające już niemal po dziurki w nosie nieoznakowanych neandertalskich szczątków i prawdopodobnie działające w lekkim chaosie z powodu wybuchu wojny, było idealnym miejscem, w którym mogło dojść do ich pomieszania i błędnego skatalogowania razem z noworodkiem z La Ferrassie.

To dziwne spotkanie dwóch małych istot, które w życiu dzieliło wiele tysiącleci, trwa do dzisiaj, gdyż kończyny dziecka z Le Moustier nadal znajdują się w Paryżu, ponad 160 kilometrów od reszty ciała.

W obliczu dzisiejszego traktowania neandertalskich kości jak bezcennych przedmiotów taka historia wydaje się zdumiewająca. Jednak powtórne odkrycie drobnego szkieleciku nie oznaczało tylko szczęśliwego epilogu. Tragicznie odwrócona egzystencja skamieniałych szczątków dzieci, których „życie po życiu” trwało niepomiernie dłużej niż to spędzone pod słońcem, oferuje mimo wszystko pewne sposobności. Chcąc zrozumieć, czy neandertalczycy rozwijali się pod względem fizycznym i poznawczym tak szybko jak nasze dzieci, musimy poznać punkt wyjścia tego rozwoju. Kruche szczątki tych dzieci przypominają nam również, że życie każdego neandertalczyka było niepowtarzalne, a niekiedy przerwane w drodze do trzeszczącej schorowanymi stawami starości.

Spotkajmy się zatem z niektórymi neandertalskimi młodzikami spoczywającymi obecnie w muzeach na całym świecie. Wyobraźmy sobie ich grupową fotografię: na przodzie ledwie potrafiące siedzieć siedmiomiesięczne niemowlęta obok nieco starszych, już raczkujących, oraz ruchliwe maluchy uczące się chodzić i niesforna paczka trzylatków. Z tyłu zaś stoją dzieci od czterech lat wzwyż, tracące już dziecięce cechy budowy. Pochodzą z Hiszpanii, Francji, Izraela i Syrii, a pewien ośmiolatek nawet z Uzbekistanu.

Jedynie badaniem DNA można zidentyfikować, czy były płci żeńskiej, czy męskiej, ale wiek da się ustalić na podstawie cech zębów i kości. To te dane sugerują, że neandertalczycy dorastali w nieco innym tempie niż H. sapiens, choć pod różnymi względami.

Zęby są tworami w większości mineralnymi, co czyni z nich proto­skamieniałości, które przetrwają proces rozkładu, kiedy kości nie zdołają mu się oprzeć. Kiedy badacze liczą wewnętrzne linie przyrostu, znane jako perikymata, przekonują się, że tempo ich tworzenia się było u neandertalskich dzieci średnio o dzień szybsze. Podobnie niektóre neandertalskie maluchy traciły zęby mleczne od roku do trzech lat szybciej. Jednak u innych perikymata i rozwój uzębienia pasują do typowego dzisiejszego tempa. Dowodzi tego jeden z najbardziej kompletnych szkieletów młodych neandertalczyków, odnaleziony w 1961 roku w jaskini Roc de Marsal, odległej od Le Moustier o kilka godzin marszu w dół rzeki. Szacunkowy wiek szkieletowy szczątków wyniósł od dwóch i pół roku do czterech lat, ale mikrotomografia synchrotronowa (rodzaj badania obrazowego za pomocą superintensywnego promieniowania rentgenowskiego) wykazała bardziej zaawansowany rozwój zębów trzonowych obok opóźniających się w rozwoju zębów przednich w stosunku do dzisiejszych dzieci w porównywalnym wieku.

Podobnie sprzeczne wrażenia rodzą badania ciała młodego chłopca z jaskini El Sidrón w północno-zachodniej Hiszpanii. Jego tylne zęby były słabiej rozwinięte, niż powinny być na podstawie tego, co sugerowały perikymata, a niektóre kości bardziej przypominały szkielet dziecka młodszego o dwa lub trzy lata. Może był to po prostu drobny dzieciak, ale to wszystko pokazuje, do jakiego stopnia neandertalczycy byli różni.

Co intrygujące, budowa mózgu chłopca z El Sidrón również pozostawała nieco w tyle za jego pozornym wiekiem, a zrozumienie tego aspektu dorastania jest szczególnie ważne. W pamięci ludzi utkwił jeden fakt (prawdopodobnie dlatego, że nieoczekiwany) – rzekomo większych mózgów neandertalczyków. Ponieważ nie mamy żadnych zmumifikowanych lub zamarzniętych zwłok, nie możemy ich bezpośrednio zbadać, jednakże mózgi pozostawiają na wewnętrznej powierzchni czaszki zagłębienia. Niegdyś badano ich gipsowe odlewy, ale nowoczesne technologie skanowania odtwarzają budowę mózgu za pomocą odwróconego modelowania trójwymiarowego – nieobecna istota szara mózgu pojawia się ponownie w widmowej elektronicznej formie aż do poziomu wijącej się tętnicy, w której kiedyś pulsowała krew. Okazuje się, że pozornie większe mózgi w rzeczywistości wynikają ze składu badanej grupy, wykazującej odchylenie na korzyść jednej płci – kiedy porównuje się tylko mózgi mężczyzn, różnica jest o wiele mniejsza, co oznacza prawdopodobieństwo, że większość kompletnych szkieletów neandertalczyków należy do mężczyzn34.