Ojczyzna dobrej jakościTekst

Z serii: Reportaż
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

W serii ukazały się ostatnio:

Swietłana Aleksijewicz Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości (wyd. 4)

David I. Kertzer Porwanie Edgarda Mortary. Skandal, który pogrążyłPaństwo Kościelne

Rana Dasgupta Delhi. Stolica ze złota i snu (wyd. 2)

Paweł Smoleński Królowe Mogadiszu

Rob Schmitz Ulica Wiecznej Szczęśliwości. O czym marzy Szanghaj

Marek Szymaniak Urobieni. Reportaże o pracy

Ola Synowiec Dzieci Szóstego Słońca. W co wierzy Meksyk

Jacek Hołub Żeby umarło przede mną. Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci

Marcin Michalski, Maciej Wasielewski 81 : 1. Opowieści z Wysp Owczych (wyd. 2)

Ilona Wiśniewska Lud. Z grenlandzkiej wyspy

Remigiusz Ryziński Dziwniejsza historia

Maria Hawranek, Szymon Opryszek Wyhoduj sobie wolność. Reportaże z Urugwaju

Marcelina Szumer-Brysz Wróżąc z fusów. Reportaże z Turcji

Mariusz Surosz Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów (wyd. 2 zmienione)

Swietłana Aleksijewicz Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka (wyd. 3)

Wojciech Górecki Buran. Kirgiz wraca na koń

Piotr Lipiński, Michał Matys Niepowtarzalny urok likwidacji. Reportaże z Polski lat 90.

Grzegorz Szymanik, Julia Wizowska Długi taniec za kurtyną. Pół wieku Armii Radzieckiej w Polsce

Barbara Demick W oblężeniu. Życie pod ostrzałem na sarajewskiej ulicy (wyd. 2)

Paweł Smoleński Wnuki Jozuego

Dariusz Rosiak Żar. Oddech Afryki (wyd. 3)

Dionisios Sturis, Ewa Winnicka Głosy. Co się zdarzyło na wyspie Jersey

Marta Madejska Aleja Włókniarek (wyd. 2)

Grzegorz Stern Borderline. Dwanaście podróży do Birmy

Karolina Bednarz Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet (wyd. 2)

Jacek Hugo-Bader Biała gorączka (wyd. 4)

Kate Brown Czarnobyl. Instrukcje przetrwania

Ilona Wiśniewska Białe. Zimna wyspa Spitsbergen (wyd. 3 zmienione)

Liao Yiwu Prowadzący umarłych. Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznych (wyd. 2)

Renata Radłowska Nowohucka telenowela (wyd. 2 zmienione)

Aleksandra Boćkowska Można wybierać. 4 czerwca 1989

Agnieszka Rybak, Anna Smółka Wieża Eiffla nad Piną. Kresowe marzenia II RP (wyd. 2)

Jacek Hugo-Bader W rajskiej dolinie wśród zielska (wyd. 3)

Marta Sapała Na marne

Piotr Lipiński Gomułka. Władzy nie oddamy

Karolina Przewrocka-Aderet Polanim. Z Polski do Izraela

Marcin Kącki Białystok. Biała siła, czarna pamięć (wyd. 3)

Lars Berge Dobry wilk. Tragedia w szwedzkim zoo

W serii ukażą się m.in.:

Jelena Kostiuczenko Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji

Jacek Hołub Niegrzeczne. Historie dzieci z ADHD, autyzmem i zespołem Aspergera

Ojczyzna dobrej jakości
Reportaże z Białorusi
Pod redakcją Małgorzaty Nocuń


Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.


Redaktor tomu Małgorzata Nocuń

Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Projekt typograficzny i redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Fotografia na okładce © by Stefan Boness / Panos Pictures / Forum

Prawa autorskie do tekstów zamieszczonych w antologii przysługują Wydawnictwu Czarne Spółka z o.o. oraz Stowarzyszeniu Reporterów Rekolektyw

Copyright © by Wydawnictwo Czarne i Stowarzyszenie Reporterów Rekolektyw, 2019

Copyright © for the Polish translation of Wszystkich nie mogą zamknąć and Restauracja na grobach by Alicja Rosenau, 2019

Copyright © for the Polish translation of O czym milczą pamiętniki (a tak by się chciało o tym opowiedzieć) by Agnieszka Sowińska, 2019

Redakcja Agata Błasiak

Konsultacja merytoryczna dr Maxim Rust

Korekta d2d.pl

Skład Ewa Ostafin / d2d.pl

Projekt zrealizowany przez Stowarzyszenie Reporterów Rekolektyw


Wydano z finansowym wsparciem Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Herausgegeben mit finanzieller Unterstützung der Stiftung für deutsch-polnische Zusammenarbeit.


Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8049-013-0

Spis treści

Seria

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

KATARZYNA BREJWO Paragraf 328

KATARZYNA KWIATKOWSKA-MOSKALEWICZ Białoruś: Czas naprzód!

EVA-LENA LÖRZER Wszystkich nie mogą zamknąć

KAJA PUTO Nietutejsi

AGNIESZKA WÓJCIŃSKA Mężczyzna dobrej jakości

ANETA PRYMAKA-ONISZK Historia z rodzinnych opowieści

JULIA JÜRGENS Restauracja na grobach

ALONA SZABUNIA O czym milczą pamiętniki (a tak by się chciało o tym opowiedzieć)

RAFAŁ GRZENIA Powrót na ziemię

JĘDRZEJ MORAWIECKI Za dużo hałasu

ZIEMOWIT SZCZEREK Reportaż z Bordurii, czyli o dobrych panach

Noty o autorach

Przypisy

Polecamy także

Kolofon

Ile można? – myślę za każdym razem, czytając szablonowe analizy polityczne dotyczące Białorusi. Mijają lata, a w nich padają wciąż te same pytania, te same tezy: „Czy Łukaszenka odda Białoruś Rosji?”; „Czy Łukaszenka zawrze sojusz z Zachodem?”; „Czy Zachód powinien pomagać dyktatorowi?”. Można odnieść wrażenie, że na Białorusi mieszka tylko jeden człowiek – Łukaszenka (ewentualnie jeszcze jego synowie – „spadkobiercy”: Wiktar i Kola). A sama Białoruś to wielkie kartoflisko zapomniane przez świat; raz na kilka lat, w kontekście większych demonstracji, protestów czy wyborów prezydenckich, o niej usłyszymy. Dawno na Białorusi nie byłam, dlatego zastanawiałam się nieraz, co się tam teraz dzieje. Czy nie ma tam żadnych ciekawych ludzi, trendów, mód, inicjatyw? Nie ma ludzkich emocji – tych złych i tych dobrych? Czy polityka rzeczywiście zawłaszczyła wszystkie sfery życia? Nie jest mi łatwo przyznać się do tego, bo gdy sama pisałam o Białorusi, w dużej mierze patrzyłam na nią właśnie przez pryzmat polityki.

Książka Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi otwiera zupełnie inną perspektywę. Polityka jest w niej obecna, ale na pierwszym miejscu znajdują się ludzie. Znakomici polscy, niemieccy i białoruscy dziennikarze młodego pokolenia (w ramach projektu Dekodowanie Białorusi. Wyjazd studyjny na Białoruś dla polskich i niemieckich dziennikarzy, finansowanego ze środków Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej) wyruszyli na Białoruś. Choć niektóre ich teksty nie weszły do tej antologii, to wszystkie są wartościowe i dobrze napisane.

Żadna analiza polityczna nie powiedziała mi tyle o białoruskim systemie (a przede wszystkim o jego okrucieństwie), co reportaż Katarzyny Brejwo. Oczy wilgotniały. Nie będę zdradzać, czego dokładnie ten tekst dotyczy. Ze zdumieniem czytałam wyznania ludzi, którzy na Białoruś przyjechali z własnej woli – może mniej dziwią powody, dla których rodzimy kraj opuścił mieszkaniec Azji Centralnej (gej), ale już Włoch, któremu lepiej się żyje na Białorusi niż we Włoszech, naprawdę mnie zaskoczył. O Białorusi myślimy w kontekście politycznym, a wiadomo, że polityka (szczególnie w krajach poradzieckich) to męska sprawa – Agnieszka Wójcińska pisze, jacy są białoruscy mężczyźni i dlaczego Białorusinki udają się za granicę w poszukiwaniu „mężczyzny dobrego gatunku”.

 

Długo można by ten zbiór reportaży chwalić. Teksty są żywe, pisanie z miejsca, prawdziwe. Autorzy pokazali Białoruś z bardzo różnych perspektyw, odkryli ją czytelnikom. A Białoruś odkrywać wciąż trzeba, bo w Polsce pisze się o niej mało. Aż trochę zazdroszczę, że to nie ja tam pojechałam i nie ja napisałam jeden z tych reportaży.

Małgorzata Nocuń

Katarzyna Brejwo
Paragraf 328
Julia

Zadzwonił telefon: „Pani syn został aresztowany”.

To jakaś pomyłka, powiedziała, bo co może powiedzieć matka w takiej sytuacji – że Emil ma siedemnaście lat i maturę za miesiąc? Że nigdy nie sprawiał kłopotów, w szkole brał udział we wszystkich olimpiadach, miał jechać na studia do Polski?

Chwyciła torebkę i wybiegła.

Emil stał na przystanku w kajdankach. Milicjanci wyciągnęli go z tramwaju, gdy jechał na spotkanie z dziewczyną. – Powiesz nam wszystko, to puścimy cię do domu – obiecali.

Mógłby im odpowiedzieć: „Najpierw powiadomcie moją mamę”. Przeszukanie niepełnoletniego powinno prowadzić się w obecności rodziców, tak stanowi międzynarodowe prawo. Ale który licealista wie o takich rzeczach? I kto na Białorusi pyskuje milicjantowi?

Zanim przyjechała na miejsce, Emil powiedział im, gdzie trzyma marihuanę (w swoim pokoju, w puszce po herbacie). Znaleźli trzynaście gramów. – Było tego trochę na dnie puszki – mówi Julia. – Nie miałam pojęcia, że palił. Gdyby mi nie powiedzieli, pomyślałabym, że to jakieś zioła do picia.

„Trochę” – w białoruskim prawie nie ma takich pojęć. Nie rozróżnia się narkotyków miękkich od twardych, ilości do własnego spożycia od zapasów hurtowych. Haszysz liczy się tak jak heroina; jeden skręt jak worek marihuany. Wiek też nie ma znaczenia, do więzienia może trafić nawet czternastolatek, ale tego Julia nie wie. Wierzy, że wyciągnie syna z aresztu jeszcze przed maturą.

– Chciał studiować ekonomię w Warszawie, w Akademii Leona Koźmińskiego. Przez dwa lata uczył się języka przy polskim kościele – opowiada. – Czytał biografie Steve’a Jobsa i Billa Gatesa, w kółko mi opowiadał o start-upach i bitcoinach. Do szkoły nie chciał chodzić w swetrze, tylko w marynarce. Śmiałam się, że dyrektor mi rośnie.

Na zdjęciach w szkolnym albumie: ciemna czupryna, uśmiech, błysk w oku. „Jestem nieśmiertelny i nieuchwytny! Przyszły biznesmen i trader” – podpisał się. Spotykał się z dziewczyną z tej samej klasy. Palina ma rozpuszczone włosy i piękny uśmiech. „Aktorka szkolnego teatru” – napisała o sobie. I jeszcze: „Jak zaczynam się śmiać, to od mojego śmiechu śmieją się wszyscy”.

Galina

Borysów, przemysłowe miasto półtorej godziny drogi od Mińska; na głównym placu pomnik Lenina, na obrzeżach zakłady przeróbki drewna (dawniej Zwycięstwa Proletariatu, dziś Borysowdrew). W latach siedemdziesiątych XX wieku produkowano tu zapałki na rynek radziecki, dziś na eksport idą płyty pilśniowe i sklejka.

Tam, gdzie kończy się miasto, gładki asfalt przechodzi w koleiny zmarzniętego błota; pod śniegiem kulą się parterowe domki, liche przybudówki, dachy łatane blachą.

Galina Makarowa od progu przeprasza, że tak u nich biednie. – Mąż na emeryturze, ja mam rentę po operacji raka. Kapustę sama robię i sprzedaję na targu, żeby kilka rubli dorobić.

Na kuchence w sieni gotują się pielmieni na obiad. Za zasłoną stoi wiaderko, do którego można się załatwić, jeśli komuś straszny mróz i wychodek na podwórku. – Tu miała być łazienka, zdążyliśmy położyć płytki, ale dokończyć nie ma za co. Wszystko idzie na prawników. Dom wyprzedany do firanek, tylko w pokoju Maksima wszystko zostało tak, jak było.

Średnia pensja na Białorusi to około trzystu dolarów, jedno spotkanie z adwokatem kosztuje sto pięćdziesiąt. Galina podliczyła, że na ratowanie syna wydali do tej pory czternaście tysięcy dolarów.

– Dobry był z niego chłopak, pracowity. Chciał zostać wojskowym, jak ojciec, a że go nie wzięli przez płaskostopie, to poszedł na politechnikę w Połocku. Żeby nam pomagać, przeniósł się na zaoczne – opowiada matka.

Pracował w Borysowdrewie, przy programowaniu maszyn. Wcześniej skończył technikum, specjalizacja: mechanik samochodowy. – Jak Niemcy przyjechali modernizować zakład, to Maksima wzięli do pomocy. Dwa języki znał, bo go od małego posyłaliśmy na kursy; lubił się uczyć, rówieśników wyprzedzał o dwa lata.

Z ojcem Maksima Galina rozstała się, jak chłopiec był mały. Wyszła drugi raz za mąż, też za oficera. Wiktor Władimirowicz obiera w kuchni kartofle, mówi niewiele.

– Odkąd aresztowali syna, mąż zapadł się w sobie – tłumaczy Galina. – On Maksima wychowywał, od kiedy ten skończył dziesięć lat, jak swoje dziecko, a teraz nawet nie może go odwiedzić. Wszystko przez to, żeśmy nie dopatrzyli formalności. Siatki z jedzeniem dla syna sama dźwigałam do więzienia, bo mężowi kazali czekać przed bramą. On służył w Wietnamie, w Afganistanie, w Czarnobylu, śmierć widział, a nigdy tak nie płakał, jak wtedy.

Oglądamy zdjęcia: czteroletni chłopiec w sweterku z małpką; z kotkiem Barsikiem (mieli tyle samo lat, razem się chowali); z robotem zabawką, który Galina przywiozła z Polski.

– Piętnaście lat jeździłam do was na handel. U nas nawet wody gazowanej w sklepach nie było, a Maksim zapraszał kolegów i wszystkim się dzielił.

Kolegów miał trzech: Ilję, Andrieja i Maksima P. Znali się z podwórka. Na jednym zdjęciu Maksim i Ilja przytulają pluszową Myszkę Miki, na drugim stoją na trawniku przed blokiem, roześmiani, jakby dopiero co przerwali zabawę. Ostatniego sylwestra też spędzili razem, zaprosili swoje dziewczyny; zdjęcie z tej imprezy wrzucili potem na popularny portal społecznościowy Vkontakte.

– Powiedziałam mu: „Idź i się pobaw, a ja posiedzę z ojcem” – opowiada Galina. – Bo rodzony ojciec Maksima miał miesiąc wcześniej udar. Ze szpitala wrócił sparaliżowany, leżał tylko, mówić nawet nie mógł. U nas państwo nie daje żadnej pomocy, dopóki nie jest przyznana grupa inwalidzka, więc Maksim sam wszystko przy nim robił. Karmił, pampersy zmieniał, podmywał. Do domu wpadał tylko na chwilę, zjeść obiad, i zaraz jechał do ojca.

Jak było trzeba, dzwonił po Ilję, Andrieja albo drugiego Maksima, żeby go zmienili.

– Ja bym nie dała rady, bo to dorosłego człowieka trzeba dźwigać. A oni już tacy byli, zawsze sobie pomagali.

Andriej studiował informatykę na Białoruskim Narodowym Uniwersytecie Technicznym, piąty rok. Wychowywał się bez rodziców; zmarli oboje, gdy miał cztery lata.

Maksim P. uczył się na leśnika. – Te drzewka mam od niego. – Galina pokazuje na szpaler iglaków w ogródku. – Chłopcy przywieźli sadzonki i je posadzili; ładnie wyrosły. On też półsierota, bez matki się chował.

Ilja trenował boks, chciał startować w zawodach.

Aresztowali ich wszystkich 2 kwietnia 2015 roku. Maksima Makarowa i Ilję z samochodu wyciągnęli milicjanci z jednostki specjalnej OMON; film z ich zatrzymania pokazała potem państwowa telewizja. Po Andrieja i drugiego Maksima milicjanci przyszli do domów.

Najstarszy z chłopaków miał dwadzieścia dwa lata, najmłodszy – dwadzieścia. Zarzut: handel narkotykami w ramach zorganizowanej grupy przestępczej. Grozi za to do dwudziestu lat więzienia.

Żeby błagali o śmierć

Białoruska młodzież ma być czysta, zdrowa i posłuszna. Tymczasem od kilku lat płyną do kraju syntetyczne narkotyki z Azji; tańsze niż klasyki (haszysz, marihuana) i bardziej niebezpieczne (trudno ocenić ich skład, nie mówiąc o efektach ubocznych). W gazetach opisują wypadek: trzech kolegów z Homla kupiło na spółkę dopalacze, jednego z nich po imprezie znaleziono z wyłupionymi oczami.

Aleksander Łukaszenka wypowiada narkotykom wojnę i w grudniu 2014 roku podpisuje prezydencki dekret numer sześć, który zaostrza prawo. Za handel narkotykami grozi teraz do piętnastu lat więzienia; jeśli odbywa się on w ramach zorganizowanej grupy przestępczej – do dwudziestu. Skazani mają trafić do specjalnych kolonii poprawczych; dla odróżnienia od innych więźniów będą mieć na uniformach zielone naszywki. „Zrobimy im taki reżim, żeby błagali o śmierć” – mówi Łukaszenka.

Aresztowania zaczynają się na początku 2015 roku. Jeden z pierwszych zatrzymanych – osiemnastoletni Maksim, najmłodszy syn Larisy Żigarowej z Grodna – dostaje osiem lat, bo milicjanci znaleźli u niego krzak konopi.

Aleh Wołczak, opozycjonista i działacz organizacji Pomoc Prawna dla Ludności, myśli, że sędzia się zwyczajnie pomylił. Ale ile może być takich pomyłek? Dwie? Trzy? Tymczasem podobne wyroki zapadają w całej Białorusi. – Zrozumiałem, że to nie przypadek, tylko system. Jakby poszedł nakaz z góry, żeby milicyjne statystyki w tych sprawach były wysokie.

Matka Maksima, Larisa, zakłada na portalu Vkontakte grupę Matki 328 (od paragrafu w kodeksie karnym, na podstawie którego skazano ich dzieci). Na początku jest ich kilkanaście, później kilkadziesiąt, a kiedy rozmawiamy w grudniu 2018 roku – ponad tysiąc. Z Mińska, Brześcia, Lidy, Witebska, Homla. Ich historie są podobne: u syna znaleziono marihuanę, dostał pięć lat; inny podzielił się skrętem z kolegą, skazali go jak za rozprowadzanie narkotyków; córka kupiła ze znajomymi dopalacze przez internet, oskarżono ich o udział w zorganizowanej grupie przestępczej.

Do Wołczaka dzwonią dziennikarze z prośbą o komentarz. Jest prawnikiem, wcześniej pracował jako śledczy prokuratury. – Miałem w swojej karierze około pięćdziesięciu spraw o zabójstwo – mówi. – Pamiętam, że sprawcy dostawali po osiem–dziesięć lat, tyle co dziś młodzież za narkotyki.

Matki 328 spotykają się w domach, kawiarniach, piszą petycje, chodzą do parlamentarzystów. Prawnicy z Pomocy Prawnej dla Ludności podpowiadają im, jak wypełniać wnioski o rejestrację ruchu, ale władza odmawia. Nie dostaną też zgody na żadną demonstrację.

Wołczak jest przekonany, że nowe prawo to droga donikąd. – Przede wszystkim nie można karać za spożycie. Jeśli ktoś jest uzależniony, powinien trafić na leczenie, a w więzieniu nie ma na to szans.

Problem w tym, że na Białorusi brakuje nowoczesnych ośrodków terapii, nie ma profilaktyki. Ludzie boją się mówić o swoim problemie, żeby nie trafić do centralnego rejestru uzależnionych, który Łukaszenka utworzył w 2015 roku. Dostęp do niego ma każdy lekarz – jeśli znajdzie tam twoje nazwisko, nie wystawi zaświadczenia potrzebnego do egzaminu na prawo jazdy, a może jeszcze powiadomić pracodawcę. Nikt też nie da głowy, że nazwiskami z rejestru nie zainteresuje się milicja.

Wołczak uważa, że wyroki są za wysokie. – W wielu przypadkach można sięgnąć po inne środki: dozór kuratora, skierowanie na roboty publiczne, zwłaszcza jeśli sprawca jest młody, nie był wcześniej karany i złapano go z niewielką ilością nielegalnej substancji. Ostrzegaliśmy władze, że nie można w nieskończoność skazywać młodych, bo skończy się to tak, jak w Ameryce za czasów Reagana. Ludzie, którzy trafili do więzień za drobne wykroczenia, wychodzili po latach całkowicie nieprzystosowani do życia w społeczeństwie.

– Połowa wszystkich więźniów na Białorusi to skazani za narkotyki – mówi Piotr Markiełau, dwudziestoczteroletni aktywista z ruchu Legalize Belarus. – A przecież masowe aresztowania nie rozwiążą problemu. W państwach, w których to zrozumiano, władze starają się wprowadzać politykę redukcji szkód; chodzi o pomoc osobom uzależnionym i dekryminalizację posiadania małych ilości substancji zakazanych.

Ruch Legalize Belarus powstał w 2017 roku z inicjatywy młodych ludzi oburzonych skalą aresztowań na podstawie paragrafu 328. Organizują oni happeningi i wykłady, wysyłają skazanym pocztówki, zbierali też podpisy pod petycją o legalizację marihuany. Niedawno wypuścili kolekcję koszulek „Gods & Cannabis”: Matka Boska trzyma naręcze trawy, słowiańska Mokosz – opiekunka kobiet – przędzie z konopi indyjskich. – Zdarzało mi się zapalić – przyznaje Markiełau. – Ale nie na Białorusi. Tutaj to zbyt niebezpieczne.

 

Rok temu wyrzucili go ze studiów (fizyka teoretyczna), oficjalnie z powodu zbyt dużej liczby nieobecności. Dwa razy trafił do aresztu – raz zatrzymali go w czasie antyrządowych protestów, raz w trakcie imprezy rave w opuszczonym bunkrze pod Mińskiem. Nie pamięta, ile razy wzywali go na przesłuchania. – Faceta z MSW, który się mną zajmuje, poznaję już po głosie. Niedawno dostał awans.

W pierwszym roku obowiązywania dekretu numer sześć skazano cztery tysiące osób, w drugim – ponad trzy tysiące. Dziś na Białorusi za przestępstwa związane z narkotykami siedzi osiemnaście tysięcy osób. Obrońcy praw człowieka szacują, że około osiemdziesięciu procent z nich nie ukończyło jeszcze trzydziestego roku życia. Nie wiadomo, ilu jest niepełnoletnich. Na spotkaniu Matek 328 dostaję listę:

Marina Władimirowna, syn aresztowany w wieku 17 lat, dostał 11 lat i 7 miesięcy;

Olga Borysowna, córka aresztowana w wieku 16 lat, dostała 10 lat;

Natalia, córka aresztowana w wieku 15 lat, dostała 10 lat;

Elena Georgijewna, syn aresztowany w wieku 16 lat, dostał 10 lat;

Żanna Wacławowa, syn aresztowany w wieku 16 lat, dostał 8,5 roku;

I tak dalej… Trzydzieści pięć nazwisk. A przecież to tylko te osoby, które zgodziły się podpisać petycję do posłów.