Nie wpadaj w złość

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Wstęp

CZĘŚĆ I: DLACZEGO WPADASZ W ZŁOŚĆ – PRAWDZIWE POWODY

1. Jak kształtować perspektywę

2. Zły na siebie, zły na cały świat

3. Odizolowany od siebie, pozbawiony kontaktu z innymi ludźmi

4. Zdobądź się na odwagę i zbuduj swoją rzeczywistość

CZĘŚĆ II: KOSZTY ŻYCIA, CENA UCIECZKI

5. Dlaczego mądrzy ludzie robią głupie rzeczy

6. Walka na śmierć

7. Rzeczywistość nie zniknie

8. Sens przyjemności, przyjemność sensu

CZĘŚĆ III: JAK NADAĆ SENS BÓLOWI I CIERPIENIU

9. Nadchodzi ból

10. Dlaczego dobre rzeczy przytrafiają się złym ludziom

11. Jak pozostać przy zdrowych zmysłach w szalonym świecie

CZĘŚĆ IV: NA ZAWSZE POGÓDŹ SIĘ Z PRZESZŁOŚCIĄ

12. Płaszczyzny akceptacji

13. Trauma, tragedia i przyczyny naszych zachowań

14. Nigdy nie jest za późno na szczęśliwe dzieciństwo

15. Proszę o wybaczenie

CZĘŚĆ V: JAK POKOCHAĆ ŻYCIE

16. Spotkanie z przeznaczeniem

17. Zostań kimś niezwykłym

18. Wydostań się z pułapki odkładania spraw na później

CZĘŚĆ VI: ODZYSKAJ SIEBIE I NA NOWO USTAL GRANICE

19. Jeszcze raz wyznacz granice osobom, które je przekraczają

20. Jak rozmawiać z ludźmi, którzy nie słuchają

21. Przemów teraz albo już nigdy się nie pozbierasz

22. Udane relacje z ludźmi, z którymi nie da się wytrzymać

CZĘŚĆ VII: ZAAWANSOWANE STRATEGIE PSYCHOLOGICZNE, KTÓRE POMOGĄ CI ŻYĆ BEZ GNIEWU

23. Potęga neuroplastyczności

24. Zmień samoświadomość, zmień swoje życie

25. Jak wykorzystać związek między umysłem i ciałem

26. Wróć do rzeczywistości dzięki medytacji i wizualizacji

27. Pod wpływem emocji

28. Potęga wdzięczności

29. Potyczki z gniewem

30. Dzień próby

List do czytelników

Podziękowania

Przypisy

O Autorze

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Wstęp

Spójrzmy prawdzie w oczy: gdyby techniki radzenia sobie ze złością były skuteczne, nie czytałbyś tej książki. Prawdopodobnie próbowałeś już wszystkiego: pozytywnego myślenia, uderzania pięściami w poduszkę i przypominania sobie, że z gniewu nie wynika nic dobrego. Kiedy zatem następnym razem poczujesz, że burzy się w tobie krew albo że zaraz wpadniesz w furię, sprawdź, czy liczenie do dziesięciu to dla ciebie dobre rozwiązanie.

Te wszystkie nieporadne próby zachowania spokoju są zazwyczaj daremne i bywają wyczerpujące emocjonalnie. Poradniki traktujące o radzeniu sobie z gniewem zazwyczaj przedstawiają stosowane powszechnie, acz nieskuteczne metody oraz ogólne przypadki, osobiste anegdoty i banały. Rzecz w tym, czy coś nas dręczy (wywołuje niepokój, lęk, napięcie albo gniew), czy nie. Owszem, naszym celem jest zachowanie spokoju, ale będziemy bardziej skuteczni, gdy nie poddamy się wzburzeniu już na samym początku. Kiedy zwalczamy impuls wybuchnięcia gniewem lub furią, walczymy tak naprawdę z własną naturą.

PYTANIE ZA MILION DOLARÓW

Co sprawia, że niektórzy ludzie radzą sobie z życiowymi wzlotami i upadkami? Jak udaje im się zapanować nad trudnościami, zachowaniem niezachwianego spokoju i kontroli, podczas gdy innych drażni najmniejsza zniewaga i z tego powodu popadają we frustrację i nie umieją zachować odpowiednich proporcji nawet w związku z niewielkim rozczarowaniem, które ich spotkało?

Odpowiedź brzmi: perspektywa.

Wyobraź sobie małą dziewczynkę bawiącą się zabawką, która nagle się psuje. Cały świat tej małej nagle się rozpada. Dziewczynka zaczyna płakać, jest przygnębiona, smutna, nawet zła. W tym momencie nie docenia i nie rozpoznaje dobra, które jest w jej życiu: tego, że ktoś ją ubiera, karmi, kocha i się o nią troszczy, nie mówiąc o tym, że przecież cały świat kręci się wokół niej. Rodzice dziewczynki wiedzą, że zepsuta zabawka nie ma żadnego znaczenia, ponieważ mają perspektywę, której brakuje ich córeczce.

Na poziomie intelektualnym jesteśmy w stanie rozpoznać błahość tego, co nas złości i denerwuje. Jednakże pozytywne przymioty, które usiłujemy przywołać – na przykład obiektywność lub cierpliwość – przepadają, gdy w pośpiechu natrafiamy na kasjera z plakietką „praktykant”, patrzącego na kasę, jakby była pulpitem promu kosmicznego. Usiłujemy zachować spokój, ale negatywne emocje biorą górę – już uruchomione, rozognione – i teraz musimy się zmierzyć z trudnym zadaniem.

Sednem sprawy jest perspektywa, dzięki której rozumiemy, dlaczego w stresującej sytuacji zaczynamy się denerwować. Po kilku chwilach gniew ustępuje. Po paru godzinach czujemy jeszcze mniejszą złość, a po kilku dniach się zastanawiamy, dlaczego tak się denerwowaliśmy. Czas daje nam perspektywę i pozwala jasno spojrzeć na daną sytuację. Podobnie się dzieje, gdy dorastamy i dojrzewamy. Spoglądamy wstecz i zdajemy sobie sprawę, że letni obóz, na który musieliśmy pojechać, kolega, z którym musieliśmy się zaprzyjaźnić, lub praca, którą musieliśmy zdobyć, już nie jest tym, co koniecznie musimy mieć. Bez perspektywy na zawsze pozostaniemy dziećmi, które rozpaczają z powodu zepsutej zabawki.

ODPOWIEDŹ ZA MILION DOLARÓW

Mark Twain powiedział: „Komedia to tragedia plus czas”. Gdy się dowiemy, jak przesunąć perspektywę, spojrzymy na dzisiejsze wydarzenia przez pryzmat jutra w mądrzejszy i bardziej zrównoważony sposób. Kiedy się zorientujemy – w jakimś konkretnym momencie – co naprawdę ma znaczenie, nie przyjdzie już nam się zmuszać do zachowania spokoju. Nasze myśli, uczucia i reakcje w danej sytuacji z czasem się zmieniają. Negatywne emocje, na przykład zniecierpliwienie, brak pewności siebie czy gniew, zanikają – nie dlatego, że je kontrolujemy, ale z tego powodu, że realistycznie postrzegamy konkretną sytuację.

Rzecz jasna nadal musimy się mierzyć z pytaniem: „Ale jak poradzić sobie z tym, co naprawdę jest istotne?”. Wiadomo, że nie powinniśmy się przejmować drobiazgami, a jeśli nadal to robimy, to znak, że brakuje nam perspektywy. A co zrobić z naprawdę poważnymi problemami, takimi jak choroba, niesprawiedliwość czy ciężkie przeżycie? Obiektywnie rzecz biorąc, to poważne sprawy. By uporać się spokojnie z takimi kryzysami życiowymi, należy skupić się na tym, co będzie dalej, odnaleźć spokój pomimo tego, co się akurat dzieje, oraz zachować przytomność umysłu, by wziąć odpowiedzialność za swoje działania.

Mówiąc metaforycznie, typowe sposoby radzenia sobie ze złością i gniewem przypominają walkę z chwastami. Możesz stale rozpylać różne środki, by chwasty nie wyrastały, ale bez względu na to, jak będziesz czujny, zawsze jakieś ominiesz i tylko się zmęczysz. Ta książka wyjaśnia, jak wyrwać ze swojej rzeczywistości – z naszego życia i związków – chwasty razem z korzeniami przy zachowaniu optymalnej perspektywy i emocjonalnej przejrzystości.

 

Dzięki wyczerpującemu i całościowemu spojrzeniu na problem gniewu będziemy mogli przedstawić jego przyczyny i komponenty. Ogólnie mówiąc, najczęstszą przyczyną gniewu jest zaniżone poczucie własnej wartości związane z traumatycznym dzieciństwem, nieudanymi związkami lub życiem pozbawionym pasji i radości. To wszystko sprawia, że pytamy, gdzie jest Bóg. Życie jest niesprawiedliwe, więc może On tym wszystkim nie rządzi. Nie zależy Mu na mnie, a może nawet mnie nienawidzi. Jednak poczucie własnej wartości nie zawsze nas wspiera i nie zawsze zmniejsza gniew.

Nawet gdy mamy odpowiednią perspektywę, możemy utknąć w niekomfortowej sytuacji. Intensywne momenty w naszym życiu mogą sprawić, że zapomnimy o racjonalnych przesłankach, ponieważ emocje wezmą górę, nim się zorientujemy, co tak naprawdę się dzieje, aczkolwiek nie musi tak być. Czy na twoim podwórku może wyrosnąć jakiś zbłąkany chwast, jeśli będziesz je kontrolować? Dzięki nowatorskim badaniom w dziedzinie neuroplastyczności mózgu możesz sprawić, by twój mózg przejął kontrolę nawet wtedy, gdy będziesz czuł, że tracisz zmysły.

Powiedzenie mówi, że „do tanga trzeba dwojga”. Wyzwania życiowe to jedna sprawa, ale prawda jest taka, że nie musielibyśmy się zmagać z gniewem, gdyby ludzie, których spotykamy, dawali sobie radę z własnymi słabościami. Niektóre osoby – rodzina, przyjaciele, współpracownicy – źle na nas działają i powodują, że się denerwujemy. Ponieważ mam zamiłowanie do praktyki, dowiesz się krok po kroku, jak ustalić granice, odrzucić konflikty personalne i zmodyfikować trudne relacje, co zapewni ci spokój i wykorzeni gniew oraz frustrację.

DEMASKOWANIE WROGA

Rozmaite techniki pomogą nam poskromić gniew, ale nie sprawią, że zapanujemy nad swoją świadomością. Tylko całkowite rozpoznanie mechanizmu gniewu (jego bezsensu i daremności) w naturalny sposób skłoni nas do zachowania spokoju. W związku z tym pierwsze rozdziały tej książki są opisowe; wyjaśniają psychologiczną dynamikę gniewu i ludzkiej natury. Następne rozdziały mają charakter doradczy; pokazują, jak działać, przedstawiają różne metody postępowania oraz techniki, dzięki którym można wygrać z gniewem. Nie lekceważ jednak wroga, jakim jest gniew. W każdej sytuacji, która może być jego źródłem, zadaj sobie pytanie: Dlaczego wpadam w złość? Wiadomo, że zazwyczaj nie zastanawiamy się nad tym, ponieważ nie myślimy racjonalnie i rządzą nami emocje. W takim momencie nie kierujemy się rozumem, a to jest właśnie największy błąd, jaki popełniamy w walce z gniewem. Jednak gdy zdołamy wyczerpująco odpowiedzieć na to pytanie, angażując całe nasze jestestwo, zanim pojawi się problem (nawet gdy stracimy perspektywę), dowiemy się, że to, co słuszne, tkwi w naszym charakterze, a wtedy spokój i kontrolowane reakcje staną się naszą drugą naturą.

WNIOSKI

Nie wpadaj w złość to poradnik, który pokaże ci, w jaki sposób możesz trwale zmienić swoją perspektywę. Dzięki tej zmianie przestaniesz się przejmować drobiazgami, a poważne życiowe problemy już nigdy nie będą wywoływały niepohamowanego, niekontrolowanego gniewu, nad którym nie da się zapanować. Zaakceptujesz to, co ci się przydarza, poznasz sposoby, dzięki którym uwolnisz się od gniewu i już nigdy nie wpadniesz w złość – jeśli, rzecz jasna, będziesz tego chciał.

CZĘŚĆ I

1
Jak kształtować perspektywę

W każdym człowieku ścierają się trzy siły: dusza, ego i ciało. Mówiąc krótko, dusza dąży do tego, by postępować właściwie; ego pragnie być w zgodzie z sobą i stawiać się w jak najlepszym świetle; ciało chce od tego wszystkiego uciec. Gdy podejmujesz życiowe decyzje:

 możesz wybrać to, co sprawia, że czujesz się dobrze;

 możesz wybrać to, co sprawia, że wyglądasz dobrze;

 możesz wybrać to, co słuszne i sprawiedliwe.

Jeśli postępujesz tak, by czuć się wygodnie, komfortowo i przyjemnie, to znaczy, że rządzi tobą ciało. Przejawy takiego postępowania to objadanie się lub długie spanie. Nie wynika z tego nic poza tym, że chwilowo masz dobre samopoczucie. Jeśli naszą siłą napędową jest ego, mamy do dyspozycji cały wachlarz zachowań – możemy z przymrużeniem oka odnieść się do czyichś wielkich wydatków albo pójść jego śladem i zrobić zakupy, które przekraczają nasze możliwości finansowe. Gdy ego zaczyna nad nami panować, nie robimy tego, co jest dla nas dobre, lecz to, dzięki czemu sprawiamy dobre wrażenie, czyli dobrze wyglądamy.

Poczucie własnej wartości jest zatem zależne od odpowiedzialnych wyborów i właściwego postępowania – tu w grę wchodzą wybory, którymi kieruje nasza dusza (nazwijmy ją moralnością lub sumieniem). W takim momencie poczucie własnej wartości i samokontrola są ze sobą ściśle powiązane. Wolność emocjonalna nie oznacza, że robimy to, na co mamy ochotę; to postępowanie zgodne z tym, na co w danej chwili możemy sobie pozwolić – bez względu na, czego akurat pragniemy. Wyobraź sobie, że jesteś na diecie i nagle nachodzi cię ochota na czekoladę. Walczysz z pokusą, ale w końcu się poddajesz. To wolność czy niewola? Mamy ochotę na czekoladę i ją zjadamy. A jak się później czujemy? Gdy postąpimy odpowiedzialnie, tym samym wzmocnimy samokontrolę i poczucie własnej wartości.

POSTĘPUJ WŁAŚCIWIE, BY CZUĆ SIĘ DOBRZE

Za każdym razem, gdy musimy się poświęcić, by postąpić odpowiedzialnie – ponieważ inaczej nie potrafimy zwalczyć impulsywności lub korzystnie się zaprezentować – tracimy poczucie własnej wartości. Kiedy stale zaspokajamy potrzebę natychmiastowej gratyfikacji albo żyjemy w taki sposób, by chronić swój wizerunek, jesteśmy na siebie źli i w końcu zaczynamy odczuwać pustkę. By wyciszyć niechcianą, dręczącą myśl: Nie lubię siebie, robimy wszystko, by poczuć się dobrze. Bardzo chcemy pokochać samych siebie, ale zamiast tego zaczynamy siebie tracić. Nie potrafimy zainwestować we własne dobre samopoczucie, więc wpadamy w spiralę bezwartościowych, autodestrukcyjnych działań i szukamy pocieszenia w tym, co na krótką metę uchroni nas przed bólem: przejadamy się, uciekamy w alkohol, narkotyki i bezsensowne rozrywki. Te wszystkie ulotne przyjemności maskują pogardę, jaką dla siebie czujemy, a zamiast upragnionego szczęścia odczuwamy coraz większy ból, pogrążamy się w jeszcze większej rozpaczy i jesteśmy na straconej pozycji.

Spójrzmy na to z innej strony: Czy kiedykolwiek próbowałeś miło porozmawiać z osobą, której nie lubisz? Albo spędzić godzinę czy nawet cały dzień z kimś, kto działa ci na nerwy? Takie doświadczenie najczęściej nie jest przyjemne, bywa nawet bolesne. A jeśli musisz żyć z taką osobą, bo przypadkiem tą osobą jesteś ty? Życie człowieka, który nie akceptuje tego, kim się stał, jest wyczerpujące. Można to przyrównać do pracy dla szefa, którym gardzimy; nawet najłatwiejsze zadanie jest powodem do irytacji. Czy pracowalibyśmy ciężko dla niewdzięcznej i niepanującej nad sobą osoby, nie wspominając o obdarzaniu jej miłością i szacunkiem? Może mógłbyś spróbować ją uspokoić bądź zabawić jakimiś bezcelowymi zajęciami czy niekończącymi się rozrywkami albo pozwolić jej pogrążać się w nałogach, ale tylko do chwili, gdy nie musiałbyś się zmierzyć z jej problemami, a tym bardziej jej pomagać.

Im mniejszą miłością obdarzamy samych siebie, tym słabsza jest nasza gotowość do znoszenia krótkotrwałego bólu w celu osiągnięcia długotrwałej korzyści. Któż chciałby inwestować swoje siły, znosić cierpienia i trudy dla człowieka, którego nawet nie lubi? Ten sposób myślenia jest zrozumiały, ale dość problematyczny. Gdy zbyt często uchylamy się od obowiązków i nie wykorzystujemy nowych możliwości, tracimy o wiele więcej, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Badania pokazują, że unikanie bólu nieodłącznie związanego z ponoszeniem odpowiedzialności za własne życie jest głównym źródłem gniewu i zasadniczą przyczyną wszystkich problemów emocjonalnych, w tym zaburzeń lękowych, depresji i uzależnień1.

PERSPEKTYWA = ZDROWIE PSYCHICZNE

Gdy nasze zachowanie staje się coraz bardziej nierozważne i nieodpowiedzialne, ego zaczyna puchnąć, by zrekompensować poczucie winy, wstydu oraz braku pewności siebie. Perspektywa się zawęża, a my zwracamy większą uwagę na siebie niż na świat, a to sprawia, że stajemy się jeszcze bardziej drażliwi i niestabilni. Im większą trudność sprawia nam zaakceptowanie prawdy o sobie i swoim życiu – a także przezwyciężenie lenistwa i strachu – tym większa rola ego, które próbuje nas „bronić” i przenosi winę gdzie indziej. Inaczej mówiąc: Jeśli ja jestem w porządku, to znaczy, że ktoś inny postępuje źle, świat jest niesprawiedliwy, a ludzie chcą mnie skrzywdzić. Ziarna nerwicy i paranoi zaczynają kiełkować. Abyśmy mogli we własnym mniemaniu pozostać nieskazitelni i cieszyć się nieposzlakowaną opinią, musimy zniekształcić obraz otaczającego nas świata. A jeśli źle pojmujemy rzeczywistość, cierpi na tym nasza zdolność przystosowania się do życia2.

Kiedy człowiek traci zdrowy rozsądek – czyli umiejętność prawidłowego postrzegania i akceptowania świata oraz reagowania na rzeczywistość – jednocześnie traci również perspektywę. Niestabilność emocjonalna – źródło gniewu – to całkowity brak klarowności; stan, w którym jesteśmy skażeni przez ego.

Wybór odpowiedzialny (przy którym kierujemy się duszą) → rośnie samoocena → ego się zmniejsza → perspektywa się poszerza → rzeczywistość nie jest zniekształcona → dostrzegasz i akceptujesz prawdę (nawet jeśli jest trudna lub bolesna) = zdrowie psychiczne → odpowiedzialne działanie

Wybór nieodpowiedzialny (przy którym kierujemy się ego lub pobłażamy ciału) → spada samoocena → ego rośnie → perspektywa się zawęża → rzeczywistość jest zniekształcona → nie potrafisz dostrzec i zaakceptować prawdy (gdy jest trudna lub bolesna) = zły stan zdrowia psychicznego → nieodpowiedzialne działanie

2
Zły na siebie, zły na cały świat

Nikt z nas nie chce przyznać, nawet przed sobą, że jest egoistą lub leniem, a tym bardziej że poniósł porażkę albo popełnił błąd. Ego jest bowiem wyposażone w bogaty system zabezpieczeń, czyli mechanizmów obronnych, które zabezpieczają je przed okrutną rzeczywistością. Owe mechanizmy obronne, zamiast chronić nas (a nie nasze ego), pogłębiają tylko niestabilność emocjonalną, niepewność i poczucie zagubienia. Im większa przepaść pomiędzy prawdą a naszą zdolnością jej zaakceptowania, tym bardziej kruche staje się nasze zdrowie psychiczne. W Reality Therapy (poradniku traktującym o terapii realistycznej, czyli zorientowanej na rzeczywistość) doktor William Glasser pisze:

W swoich bezowocnych wysiłkach zmierzających do zaspokojenia najistotniejszych potrzeb, bez względu na wybrany sposób zachowania, wszyscy pacjenci przejawiają wspólną cechę: zaprzeczają otaczającej ich rzeczywistości (…). Czy jest to tylko częściowe wyparcie, czy całkowita nieświadomość wszystkich realiów, jak to się dzieje w przypadku pacjentów opóźnionych w rozwoju i leczonych psychiatrycznie, negacja rzeczywistości – częściowa bądź całkowita – jest powszechnym zjawiskiem. Terapia będzie skuteczna tylko wtedy, gdy pacjent przestanie zaprzeczać światu i zacznie rozpoznawać otaczającą go rzeczywistość, ale żeby do tego doszło, musi w jej ramach zaspokoić swoje potrzeby3.

Ego koloruje świat w taki sposób, by nie pozostawić na nas żadnej skazy. Jednak zanim pokolorujemy rzeczywistość, w niedostępnych otchłaniach naszej nieświadomości dojdzie do zderzenia prawdy i fałszu, które wywoła zjawisko psychologiczne zwane dysonansem poznawczym (kognitywnym): to uczucie nieprzyjemnego napięcia i stresu spowodowane pojawiającymi się jednocześnie dwiema sprzecznymi ideami. To efekt uboczny napięcia pomiędzy duszą a ego – wszystko zależy od tego, czy zdecydujemy się zaakceptować rzeczywistość, czy redukować dysonans za pomocą licznych mechanizmów obronnych. Najpopularniejszymi z tych mechanizmów są uniki, zaprzeczanie, wyparcie i szukanie usprawiedliwień.

 

Zjawisko dysonansu poznawczego doskonale obrazują zakupoholicy. Są świadomi niebezpieczeństw wynikających ze swojego uzależnienia, więc różnymi sposobami próbują zmniejszać napięcie: a) unikają problemu, płacąc za wszystko kartą kredytową, dzięki czemu nie muszą się koncentrować na pieniądzach; b) zaprzeczają, że są uzależnieni, i nie potrafią się przyznać, że nie są w stanie zerwać z nałogiem – tak jakby samochód z własnej woli wiózł ich do najbliższej galerii handlowej; c) szukają usprawiedliwień dla swojego zakupoholizmu („Gdybym nie spędzała czasu poza domem, nic by nie wyszło z mojej diety”); lub – co najtrudniejsze – d) akceptują prawdę o sobie i szukają fachowej pomocy.

Drew Westen i jego współpracownicy w 2006 roku odkryli, że „obszary mózgu odpowiedzialne za logiczne myślenie praktycznie zostają wyłączone, gdy człowiek musi się skonfrontować ze sprzecznymi informacjami, a obszary odpowiedzialne za emocje jaśnieją, gdy powraca harmonia”4. Według Westena ludzie tak manipulują „kalejdoskopem poznawczym”, by kawałki ułożyły się we wzór, który chcą zobaczyć. Wtedy mózg się im odpłaca, uruchamiając układy odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności. Wydaje się zatem, że dysonans poznawczy może uszkodzić nam mózg!5.

Z tego powodu ego korzysta z każdej okazji, by rozwiązać konflikt wewnętrzny. Przytoczona tutaj anegdota obrazowo przedstawia ten proces, szczególnie gdy nasza samoświadomość jest niewielka.

Pewien mężczyzna obudził się rano przekonany, że jest zombi. Gdy powiedział o tym żonie, ta próbowała wybić mu z głowy ten bulwersujący pomysł.

– Nie jesteś żadnym zombi! – powiedziała.

– Właśnie, że jestem – odparł.

– Ale dlaczego myślisz, że jesteś zombi? – zapytała retorycznie żona.

– A nie wydaje ci się, że zombi po prostu wiedzą, że są zombi? – odpowiedział ze szczerym przekonaniem mąż.

Wtedy żona uświadomiła sobie, że w ten sposób nic nie osiągnie. Zadzwoniła do matki męża i wszystko jej opowiedziała. Teściowa oczywiście próbowała jej pomóc.

– Jestem twoją matką. Chybabym wiedziała, że urodziłam zombi?

– Nie mogłaś tego wiedzieć, bo dopiero później stałem się zombi – wyjaśnił syn.

– Ale nie wychowywałam syna w taki sposób, żeby został zombi lub myślał o sobie w ten sposób – tłumaczyła matka.

– A jednak się nim stałem – odparł syn niewzruszony słowami matki, która odwoływała się do jego poczucia tożsamości i poczucia winy.

Jeszcze tego samego dnia żona zadzwoniła do psychiatry.

Recepcjonistka natychmiast umówiła wizytę i w ciągu godziny mąż znalazł się w gabinecie lekarza.

– A więc myśli pan, że jest zombi? – zapytał psychiatra.

– Ja wiem, że jestem zombi – odparł mężczyzna.

– A czy według pana zombi krwawią? – spytał psychiatra.

– Oczywiście, że nie. Zombi to żywe trupy, więc nie mogą krwawić. – Mężczyzna poczuł się trochę poirytowany protekcjonalnym pytaniem lekarza.

– Cóż, sprawdźmy to – powiedział psychiatra i sięgnął po szpilkę. Ujął palec mężczyzny i lekko go ukłuł.

Pacjent z wielkim zdziwieniem spojrzał na swój palec i zamilkł na kilka minut.

– Wie pan co? – zwrócił się do psychiatry. – Okazuje się, że zombi jednak krwawią6.