Tajemnice psiego umysłuTekst

Autor:Stanley Coren
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Zapachy i mózg

Struktury mózgu odpowiedzialne za odbieranie i analizowanie zapachów różnią się u psa i u człowieka. Co prawda, u obu w spodniej części mózgu znajduje się masa neuronów, tworząca parzyste twory, zwane opuszkami węchowymi, stanowiące centrum rozpoznawania zapachów. U człowieka wyglądają jak niewielkie zgrubienia na niewielkim pniu, u psa są tak duże, że samego pnia nie widać. U człowieka opuszki ważą około 1,5 grama, u psa przeciętnie 6 gramów – cztery razy więcej niż u człowieka – a przecież mózg psa jest dziesięć razy mniejszy niż nasz. W rezultacie centrum analizy zapachów tego zwierzęcia jest proporcjonalnie czterdzieści razy większe niż u nas! Dowiedziono, że psy potrafią rozpoznawać zapachy gdzieś pomiędzy 1000 a 10 000 razy lepiej niż ludzie.

Nos i węch

Nie tylko w samym mózgu istnieje tak rozbudowane centrum rozpoznawania zapachów, ale i budowa nosa u psów sprzyja wykrywaniu nawet najlżejszych woni. Przyjrzyjmy się przez chwilę temu unikalnemu przyrządowi. Bezwłosa końcówka nosa każdego psa, zwana truflą nosa, ma kontrastowy kolor, zazwyczaj czarny, chociaż u niektórych ras może mieć barwę brązową, cielistą lub nakrapianą. Najogólniej rzecz ujmując, psy białe albo z dużą przewagą bieli mają częściej skłonności do jasnej pigmentacji nosa. Znacznie częściej też dotyka ich przypadłość śnieżnego nosa, czyli rozjaśniania pigmentu nosa w okresie zimowym. Kiedy nadchodzi lato, barwa zmienia się znowu na ciemną, chociaż u starzejących się psów nos może pozostać rozjaśniony na stałe. Plastikowe lub gumowe miski także mogą mieć wpływ na rozjaśnienie pigmentacji nosa. Tę przypadłość nazywamy zapaleniem plastikowych naczyń, a powstaje ona na skutek działania pewnych substancji chemicznych na pigment nosa.

Jeśli dobrze się przyjrzeć trufli psiego nosa, zauważyć można sieć bruzd i zmarszczek, które w połączeniu z rysunkiem nozdrzy tworzą odcisk, który uważany jest za charakterystyczną cechę każdego psa i jest porównywalny z naszymi odciskami palców. Toteż wiele organizacji kynologicznych na świecie identyfikuje psy na podstawie tego odcisku. Niektóre organizacje tworzą rejestr odcisków, który jest pomocny przy identyfikowaniu zgubionego albo skradzionego zwierzęcia. Można samemu wykonać odcisk nosa swego pupila, ot tak, dla własnej wiadomości, bo jest to całkiem proste. Najpierw osuszamy truflę nosa. Następnie nasączamy kawałek ligniny barwnikiem spożywczym i przyciskamy ją do nosa psa. Pilnujemy, aby nie zlizał barwnika przez parę sekund i przyciskamy do trufli nosa kawałek czystego papieru tak, aby odbiły się także góra i boki nozdrzy. Nie zawsze za pierwszym razem udaje się dobrać odpowiednią ilość barwnika i właściwą siłę nacisku przy pobieraniu odcisku, aby uzyskać dobry, klarowny obraz. Barwniki spożywcze nie są toksyczne i łatwo się zmywają. Jeśli użyjesz farby lub tuszu, będziesz się potem gęsto tłumaczył, dlaczego twój pies ma zielony albo fioletowy nos.

Psy znacznie uważniej niż ludzie zbierają zapachy. Nie wystarcza im to, co przypadkowo zawędruje do nosa, aktywnie poszukują zapachów, wręcz na nie polują, używając tych struktur w budowie nosa, których nam, ludziom, brakuje. Zacznijmy od tego, że zwierzęta te potrafią niezależnie poruszać każdym z nozdrzy, co pozwala im precyzyjnie określić kierunek, z jakiego napływa zapach. Dodatkowo u psów samo wąchanie może być niezależne od normalnego procesu oddychania. Podczas wąchania powietrze pełne cząsteczek zapachu przedostaje się przez specjalną, porowatą strukturę kostną w jamie nosowej, na której osadzają i kumulują się cząsteczki zapachu, co chroni je przed wymyciem podczas wydechu. Kiedy pies normalnie oddycha albo zieje, powietrze przepływa poprzez komory nosa poniżej owej kostnej struktury wprost do płuc. Podczas wąchania powietrze przedostaje się górą komór nosowych i jego skład jest skrzętnie analizowany.

Różnica pomiędzy oddychaniem i wąchaniem ma istotny wpływ na zdolność podążania za zapachem, kiedy pies jest przegrzany lub na dworze jest bardzo gorąco. My, ludzie, mamy gruczoły potowe, rozsiane na całej powierzchni ciała. Służą nam one do regulowania temperatury ciała. Kiedy jest bardzo gorąco, wydzielany przez nie w formie potu płyn, parując, obniża temperaturę skóry. U psów gruczoły potowe znajdują się jedynie pomiędzy poduszkami łap (dlatego pod wpływem stresu albo podczas upałów zostawiają mokre odciski łap). Psy zieją, aby się ochłodzić, parowanie płynów poprzez śluzówki pyska i język przynosi bowiem im pewną ulgę podczas upałów. Im mocniej pies dyszy, tym większą czuje ulgę. Ale coś za coś, dyszenie upośledza zdolność wyczuwania zapachów, zupełnie jakby wyłączało odpowiednie mechanizmy. Toteż kiedy zbliżysz rękę do nosa ziejącego psa albo zaproponujesz mu smakołyk, ten przestaje dyszeć, aby móc rozważnie przeanalizować zapachy. Ostatnio naukowcy dowiedli, iż kiedy pies jest przegrzany, jego zdolność do wyczuwania i rozpoznawania zapachów spada o ponad 40 procent. To stanowi poważny problem, kiedy psu ratownikowi przyjdzie pracować podczas upalnej pogody.

Można jednak zastosować środki zaradcze w takiej sytuacji. Pierwszy i najbardziej oczywisty to schłodzenie. Można to osiągnąć, polewając psa zimną wodą, na przykład z rozpylacza do zraszania kwiatów. Parująca woda obniży temperaturę ciała, co zmniejszy potrzebę ziajania, a to poprawi funkcjonowanie węchu. Po drugie, kiedy jest gorąco, pies nie powinien pracować zbyt długo na powietrzu, potrzebuje przerw w pracy na schłodzenie i odpoczynek. Wiele psów potrafi przystosować się do pracy w upale, wykształcając swoistą strategię – wąchają przez chwilę, potem robią sobie krótką przerwę na dyszenie, by za chwilę znowu powrócić do przerwanego zajęcia. Taki sposób pracy wydłuża wprawdzie całą procedurę, ale wydatnie zwiększa zdolność do rozpoznawania zapachów.

Dlaczego psy mają zimny nos?

Każdy wie, że psy mają zazwyczaj zimne, wilgotne nosy. Nieodmiennie przypomina mi o tym pobudka, jaką zapewnia mi co rano któryś z moich pupili, uznawszy, że warto upomnieć się o wczesne śniadanie, wtykając mi zimny nos w ucho. Nos stale jest zwilżany dzięki wydzielinie licznych gruczołów śluzowych, które tam się znajdują. Zadaniem śluzu jest chłodzenie nosa, ale przede wszystkim bierze on udział w zbieraniu cząsteczek zapachów. Cząsteczki zapachów to związki chemiczne rozpuszczalne w wodzie. Wydzielina na trufli nosa działa jak mokra, włochata szmatka, na której osadzają się cząsteczki zapachu, by po chwili rozpuścić się w śluzie. Kiedy śluzu wydziela się zbyt mało i nos jest za suchy, psy liżą się po nim, zwilżając go śliną. Budowa wewnętrzna śluzówki nosa, wyposażonej w specjalne włosowate struktury, ułatwia śluzowi spływanie do komór nosowych oraz koncentrację nasączonego zapachami płynu w pobliżu komórek zajmujących się rozpoznaniem woni. Aby cały system działał sprawnie, potrzeba bardzo dużo wydzieliny. U niektórych ras ten śluz, zamiast spływać do gardła, spływa wzdłuż fafli i wycieka na zewnątrz, co czasami określa się jako skłonność do ślinienia się. Średniej wielkości pies produkuje ponad pół kwarty śluzu w ciągu dnia, co znakomicie wyjaśnia, czemu czworonogi te wypijają pokaźne ilości wody.

Ale choć na chwilę odłóżmy na bok naukowe teorie. Jeszcze z dzieciństwa pamiętam uroczą historię, wyjaśniającą, dlaczego pies ma zimny i mokry nos. Wszystko zdarzyło się wtedy, gdy Noe zbudował arkę, aby ocalić swoją rodzinę i zwierzęta przed potopem. Dwa psy, które znalazły się na okręcie, były mądre i odpowiedzialne, toteż Noe powierzył im misję czuwania nad bezpieczeństwem wszystkich. Któregoś dnia patrolujące arkę psy zobaczyły, że w poszyciu utworzyła się niewielka dziurka i okręt przecieka. Dziurka była malutka, ale to wystarczyło, aby woda dostawała się do środka, grożąc zatopieniem arki. Jeden z psów pobiegł po pomoc, drugi zaś zrobił coś niesłychanie bohaterskiego i przebiegłego. Wetknął nos w dziurę, zatykając ją szczelnie. Zanim przybiegł Noe z synami, aby zreperować uszkodzenie, pies cierpiał okropne katusze, nie mogąc nawet złapać oddechu, ale jego brawurowa akcja uratowała arkę przed zatonięciem. Według tej historii Bóg właśnie wtedy podarował psu mokry, zimny nos, jako swego rodzaju honorową odznakę, która miała po wieczne czasy przypominać światu o jego odwadze i oddaniu. Tę historię opowiadałem moim wnukom, kiedy były jeszcze zbyt małe, aby pojąć cały skomplikowany mechanizm chemicznych rozpuszczalników.

Zapachy złapane w sieć

W nosie cząsteczki zapachu trafiają na koniec do spiralnego kształtu kostnych blaszek, zwanych małżowinowymi. Pokryte są one grubą, gąbczastą błoną, w której znajduje się większość rozpoznających zapachy komórek, które połączeniami nerwowymi przekazują informacje do mózgu. U człowieka to centrum identyfikacji zapachów ma około 7 centymetrów kwadratowych powierzchni – a więc wielkość znaczka pocztowego. U psa jego pofałdowana powierzchnia ma około 390 centymetrów kwadratowych, czyli jest tylko odrobinę mniejsza niż kartka papieru maszynowego. To oczywiste, że u psów o długich nosach ta powierzchnia jest większa niż u ras o skróconych pyskach, jak mops czy pekińczyk.

Wielkość tego obszaru nie pozostaje bez wpływu na możliwości węchowe określonych ras, toteż psy o wydłużonych kufach mają znacznie lepsze nosy, charakteryzują się bowiem większą liczbą receptorów zapachowych. Jamnik ma 125 milionów komórek receptorów węchowych, foksterier 147 milionów, zaś owczarek niemiecki około 225 milionów. Niektóre rasy psów, zwłaszcza tropowce, mają szczególnie długie i głębokie kufy, a to w celu pomieszczenia możliwie największej liczby tych receptorów, nawet jeśli sam pies nie należy do tych bardzo dużych. I tak, na przykład, pracujący nosem beagle, mierzący sobie zaledwie 33 centymetry i ważący jakieś 14 kilogramów, ma tak samo, jak dwa razy odeń większy owczarek niemiecki (35 kg i 60 cm), 225 milionów receptorów. Mistrzem nad mistrzami jest tu bez wątpienia bloodhound ze swoimi 300 milionami receptorów węchowych. Zobaczmy teraz, jak mizernie wypadnie w tym porównaniu człowiek ze swoimi marnymi 5 milionami receptorów, co stanowi jakieś 2 procent tego, co mieści się w nosie maleńkiego beagle’a.

 

Jeśli do 50-krotnie większej liczby receptorów węchowych dodać wielkość obszaru w mózgu, który zajmuje się analizą zapachów, nie ma się co dziwić, że są one dla psów ważniejsze niż dla nas. A jednak większość ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wielkie są to różnice w odniesieniu do konkretnych zapachów. Psie nosy są szczególnie wyczulone na wonie pochodzenia zwierzęcego, czego po tych urodzonych myśliwych należało się spodziewać. Jeśli sprawdzimy wrażliwość nosa człowieka na kwas masłowy, który jest składnikiem potu, okaże się, że jesteśmy w stanie wyczuć jego zapach nawet w objętości jednej pięciomilionowej grama rozpylonej w metrze sześciennym. Zanim wszakże wpadniemy w zachwyt nad naszymi możliwościami węchowymi, zastanówmy się, że jeśli tę samą ilość kwasu rozpuścimy w 1 000 000 litrów wody, pies nadal będzie potrafił wyczuć tę woń. Wchodząc do dziesięciopiętrowego budynku, gdzie w powietrzu rozpylono 1 gram kwasu masłowego, ledwie wyczujemy jego zapach. Pies bez problemu wyczuje go, kiedy tę samą ilość kwasu rozpylimy na terenie 350 kilometrów kwadratowych, na wysokości 90 metrów. A to jest w przybliżeniu obszar Filadelfii! Miasto to zamieszkuje około półtora miliona ludzi i każdy z nich się poci (szczególnie w duszne, letnie dni). Ciekawe, jakie doznania zapachowe musi wtedy mieć pies?!

Wonne geny

Znakomite zdolności węchowe psów mogą być i są jeszcze poprawiane w procesie selektywnej hodowli. Najlepszym tego przykładem są beagle, bloodhoundy czy bassety – prawdziwi psi specjaliści nie tylko w wykrywaniu i rozróżnianiu zapachów, ale także w podejmowaniu tropu i pasji podążaniu za nim.

W latach 60. ubiegłego stulecia J. Paul Scott i John Fuller zorganizowali w Bar Harbor, w stanie Maine, laboratorium, gdzie badano zachowania psów i prowadzono próby polowe. Badając czynnik dziedziczny w zachowaniach psów, zajmowano się psami rasowymi. W jednym z doświadczeń ogrodzono obszar jednego ara i umieszczono tam mysz. Mysz oczywiście natychmiast czmychnęła między trawy, aby się ukryć. Chwilę później wpuszczono tam kilka beagle’i. Odnalezienie myszy zajęło im około jednej minuty. Foksterierom, które następnie poddano temu samemu testowi, wytropienie i zlokalizowanie myszy zajęło aż piętnaście minut. Ten sam test z udziałem szkockich terierów był kompletną klęską. Nie tylko nie wytropiły myszy, ale nie zauważyły jej nawet, gdy któryś na niej stanął. To wyjaśnia, czemu szkockie teriery nie pracują jako psi ratownicy ani nie używa się ich przy tropieniu przestępców.

Na klęskę szkockich terierów złożyły się dwa czynniki. Po pierwsze, mają one nosy mniejsze i krótsze niż wcześniej testowane rasy. Drugi czynnik jest natury behawioralnej – szkockie teriery nie są z natury zawziętymi tropowcami, mocno zainteresowanymi zapachami.

Pewien hodowca coonhoundów z Południowej Karoliny, którego poznałem, wytłumaczyłby tę klęskę szkotów na swój sposób, choć także bazując na mechanizmach dziedzicznych. Kiedyś nad szklanką lemoniady, obficie zakropionej ginem, zapoznał mnie ze swoją teorią: „Taaa, widzisz, jak chcesz wybrać dobrego tropowca, to najpierw musisz patrzeć na uszy. I nie ma znaczenia, czy to beagle, basset czy bloodhound. Wszystkim Bóg dał długie, duże uszy, żeby im pomagały w pracy. To jest tak: przy każdym ruchu uszy fruwają w górę i w dół, w górę i w dół, mieszają powietrze przy ziemi i podwiewają je, pełne zapachów, wprost do nosa. A to ułatwia tropienie. Nie ma na świecie żadnego psa o stojących uszach, który mógłby się zmierzyć w tej robocie ze zwisłouchym. Pamiętaj – najpierw patrz na uszy. Im dłuższe uszy, tym lepszy tropowiec”.

Zaiste piękny to obraz – długouche psy, podwiewające sobie zapachy wprost do nosa, i biedny, bezradny szkocki terier, którego stojące uszy nadają się jedynie do chwytania dźwięków.

Nikt wszakże, kto widział przy pracy owczarka niemieckiego o sterczących w górę uszach, nie potraktuje tej opowiastki inaczej, jak jeszcze jeden ludowy przesąd.

Genetyce zawdzięczamy inny mechanizm odróżniający skuteczność psiego nosa od naszych mizernych możliwości. Podobnie jak u wielu innych zwierząt, także u psów w nosie znajduje się specjalny organ, zwany organem Jacobsona albo lemieszowo-nosowym. To parzysta, wypełniona płynem cewka błony śluzowej, w której znajdują się komórki węchowe, mające połączenie z nerwem węchowym. Umiejscowiona jest w szczytowej partii jamy ustnej. Otwiera się zarówno do jamy nosowej, jak i do ustnej, i obiema tymi drogami dostają się doń cząsteczki zapachu. Organ Jacobsona, bogato unerwiony i unaczyniony, jest niesłychanie istotnym, dodatkowym źródłem informacji o zapachach. W mózgu, w opuszkach węchowych, znajduje się specjalny, wydzielony organ, służący jedynie analizie informacji pochodzących z organu Jacobsona.

Jeszcze do niedawna uważano, iż tak człowiek, jak i naczelne nie posiadają organu Jacobsona. Ostatnie badania pokazują, że jest on obecny, tyle że w szczątkowej formie. Badania genomu ludzkiego wykazały, iż gen warunkujący sprawne działanie tego organu nie funkcjonuje prawidłowo, a w samym organie znajduje się bardzo mała liczba receptorów węchowych. Co gorsza, nerwy łączące organ Jacobsona z mózgiem są w zaniku, podobnie jak zawiadujący nim region w opuszkach węchowych.

W obłoku zapachów

Jakie zapachy, których my, nosowo upośledzeni, nawet nie zauważamy, mogą wyczuwać psy? Nosy tych czworonogów są szczególnie wyczulone na te wonie, które mają specjalne znaczenie biologiczne, zwłaszcza na feromony, zapachowe substancje chemiczne wydzielane przez zwierzęta w celu przekazywania wiadomości innym zwierzętom (zazwyczaj tego samego gatunku). Nazwa pochodzi z greckiego, od słów pherein, co oznacza „nieść, przenosić” i horman, czyli „ekscytować, podniecać”. Początkowo naukowcy sądzili, że zapachy te miały informować samce o gotowości samic do aktu płciowego. Sądzono, że feromony miały wabić samce i ułatwiać im odnalezienie samicy. Dzisiaj wiemy, że te indywidualne substancje zapachowe przenoszą o wiele więcej informacji.

Naukowcy zajmujący się owadami, takimi jak mrówki, pszczoły i termity, odkryli, że zapachy tych biologicznych sekrecji służą im przede wszystkim do porozumiewania się. Feromony wyzwalają w ich mózgach złożone procesy, generujące określone zachowania, od pogoni za samicą, poprzez poszukiwanie pożywienia, na walce kończąc. Ich działanie jest tak silne, że syntetycznych feromonów używa się w programach kontroli nad owadami przy zastawianiu pułapek czy odstraszaniu ich z określonych terytoriów.

U naczelnych, także u człowieka, efekt działania feromonów nie jest tak spektakularny jak u owadów, zwykle nie zwracamy na nie większej uwagi, u nas działają one bowiem na poziomie naszej podświadomości. Przyczyna zdaje się leżeć w tym, iż opuszki węchowe w mózgu wysyłają tylko bardzo niewielką część swych czuciowych informacji do kory mózgowej. Większość zapachowych informacji trafia do układu limbicznego w mózgu, u kręgowców jego ewolucyjnie starej części. Poszczególne składowe układu limbicznego koncentrują się na trzech istotnych aspektach zachowania: emocjach i nastrojach, pamięci o miejscach i zdarzeniach oraz kontroli podstawowych popędów, w tym seksualnego pożądania, terytorializmu i społecznej dominacji. Aromoterapia, wykorzystująca uspokajające lub pobudzające działanie różnych olejków zapachowych, działa prawdopodobnie poprzez układ limbiczny, zmieniając nastrój człowieka bez udziału jego świadomości. Ba, bez świadomego zarejestrowania obecności tego czy innego zapachu – dokładnie w taki sam sposób, w jaki działają feromony.

Pewien rodzaj gruczołów potowych, gruczoły apokrynowe, wydzielają feromony, zawierające informacje o wieku, płci, zdrowiu, a nawet stanie emocjonalnym zwierzęcia. U człowieka gruczoły apokrynowe koncentrują się w określonych rejonach ciała, najwięcej jest ich pod pachami i w pachwinach. Psy, podobnie jak większość ssaków, mają gruczoły apokrynowe równomiernie rozmieszczone na całym ciele, co oznacza, że ciała zwierząt produkują więcej zapachów niż ciała ludzi. Produkujące feromony komórki apokrynowe znaleziono nawet w mieszkach włosowych, więc sierść psów pełna jest tych swoistych chemicznych identyfikatorów, co ułatwia przekazywanie informacji innym przedstawicielom gatunku. Żyjące na skórze i sierści bakterie intensyfikują zapach wydzielin. Kiedy pies ociera się futrem o rozmaite przedmioty, pozostawia na nich cząsteczki feromonów, znacząc wonny ślad na swojej trasie. Zapach feromonów pozwala nie tylko zidentyfikować płeć, wiek, stan zdrowia i nastrój danego osobnika, ale niesie też wiele informacji o charakterze seksualnym, a więc w jakiej fazie cyklu płciowego znajduje się samica, czy jest w ciąży rzeczywistej czy urojonej, a nawet czy ostatnio rodziła.

Pies czyta informacje zapachowe tak, jakby czytał wypełniony formularz ankiety. Mocz, aby dalej pociągnąć tę analogię, stanowi u psów odpowiednik atramentu. Zawiera wysokie stężenie rozpuszczonych feromonów (wiele z nich znajduje się także w odchodach), tak więc w moczu znajdziemy potężną dawkę informacji na temat danego osobnika. Obwąchiwanie przydrożnych słupków i drzew podczas spacerów pozwala psu być na bieżąco ze wszystkimi ważnymi wydarzeniami w okolicy; dla niego każde drzewo to potężny słup ogłoszeniowy albo lokalna gazeta. Nie ma w niej cytatów z dzieł klasyków, są za to wszystkie ploteczki i ogłoszenia towarzyskie. Kiedy mój pies z wielkim zacięciem wwąchuje się w te wiadomości, lubię sobie wyobrażać, że czyta je na głos. Oto wydanie poranne donosi: „Mimi, młoda suczka golden retriever, właśnie sprowadziła się w tę okolicę i chętnie zawrze nowe znajomości, wykastrowane samce mogą się nie fatygować”. A powyżej: „Brutus, młody rottweiler w rozkwicie sił, rzuca wyzwanie wszystkim okolicznym gangom. Albo uznacie moje przywództwo, albo miejcie się na baczności!”.

Psy wolą zostawiać swoje znaki na pionowych powierzchniach, ponieważ im wyżej umieszczą swój mocz, tym dalej w powietrzu rozprzestrzeni się jego zapach. To, jak wysoko umieszczone zostały znaki, daje jednocześnie do zrozumienia innym osobnikom w okolicy, jak duży jest ten, który go zostawił. Wśród psów rozmiary ciała mają spore znaczenie przy ustalaniu stosunków dominacji. A ponieważ stosunki dominacji zdają się mieć większe znaczenie dla samców, wykształciły one zwyczaj podnoszenia nogi, aby umieścić swój mocz możliwie jak najwyżej. A poza tym, im wyżej uda się zostawić własne znaki, tym trudniej innym psom je zatrzeć.

Mocz daje także informację o stanie emocjonalnym psa. Jego zmiany związane są z uwalnianiem do wszystkich płynów ciała hormonów związanych ze stresem, są one we krwi, limfie, pocie i moczu, toteż rozwścieczone zwierzę pachnie zupełnie inaczej niż spokojne i zadowolone. Niektórzy ludzie uważają, że psy potrafią wyczuć strach. Nieraz słyszałem, jak oficerowie policji mówili, że psy potrafią z łatwością zlokalizować przestępców, wyczuwając ich strach, a każdy z nich boi się, że zostanie złapany. Strach jest emocją, a emocje nie mają zapachu, z drugiej jednak strony strach powoduje zmianę składu chemicznego płynów ciała, a więc i potu, co mogą wywąchać psy, a więc strach może być skojarzony ze specyficznym zapachem, podobnie jak i inne emocje.