Tajemnice psiego umysłuTekst

Autor:Stanley Coren
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozejrzyj się dokoła

Kolejną istotną różnicą w sposobie patrzenia na świat pomiędzy nami i psami jest szerokość pola widzenia, czyli to, jak duży wycinek świata możemy objąć każdym okiem. Oczy człowieka są w dużym stopniu zwrócone ku przodowi, u psa zaś osadzone są raczej na bokach głowy, co daje mu bardziej panoramiczny obraz świata. Psy potrafią dostrzec coś, co dzieje się z boku. Ba, a nawet cokolwiek za nimi.

Pole widzenia człowieka też wykracza nieznacznie poza kąt oka, co bez większego trudu każdy sam może sobie udowodnić. Wybierz nieco oddalony od siebie punkt, znajdujący się na wprost twojej głowy i zacznij się weń wpatrywać. Teraz powoli unieś ręce do góry, aż znajdą się na wysokości oczu, palec wskazujący wyceluj w górę. Cofnij ręce do tyłu, abyś nie widział ich nawet kątem oka, kiedy patrzysz przed siebie. Teraz zacznij poruszać palcami wskazującymi i przesuwaj ręce powoli do przodu, aż palce znajdą się w polu twojego widzenia bocznego. Następnie, trzymając głowę na tyle nieruchomo, na ile to tylko możliwe, skieruj palce wskazujące w kierunku głowy. Przekonasz się, że dotkną one twoich skroni nieco z tyłu kąta oka. Wygląda więc na to, że przez chwilę miałeś oczy cokolwiek z tyłu głowy. Gdybyśmy zachowywali jedynie widzenie frontalne, nasze pole widzenia wynosiłoby 180 stopni. Okazuje się jednak, iż każdym okiem widzimy o 10 stopni więcej, więc nasze pole widzenia wynosi 200 stopni.

Psy mają oczy osadzone znacznie szerzej niż my, więc i ich pole widzenia jest szersze – wynosi około 240 stopni. A to oznacza, że widzą one znacznie większy wycinek otaczającego je świata. Szerokość pola widzenia u psów zmienia się w zależności od kształtu ich głowy. Rasy psów o skróconej kufie (uczenie nazywane brachycefalicznymi), jak mopsy czy pekińczyki, mają oczy osadzone raczej frontalnie, więc i zasięg ich pola widzenia niewiele odbiega od naszego. Inaczej jest z psami o wydłużonej kufie (dolichocefalicznymi) – te mają oczy osadzone szeroko po bokach czaszki, a ich pole widzenia sięga 270 stopni. Do psa o tak szerokiej panoramie widzenia niełatwo jest podkraść się niepostrzeżenie.

W rozmowie z kolegą, który jest wykładowcą fizyki, wspomniałem mimochodem, że szukam jakiegoś prostego sposobu na zademonstrowanie szerokości pola widzenia psa, bez konieczności uciekania się do użycia skomplikowanego sprzętu. „To proste” – powiedział. – „Jeśli nie widzisz źrenicy oka psa, to znaczy, że on ciebie też nie widzi, bo to możliwe jest tylko wtedy, kiedy światło odbite od ciebie trafi po prostej linii do źrenicy”. Wychodząc od tej sugestii, możecie przetestować szerokość pola widzenia własnego psa.

Potrzeba będzie do tego dwóch osób. Jedna z nich trzyma po prostu smakołyk przed nosem zwierzęcia, aby zmusić go do patrzenia przed siebie podczas trwania testu. Druga ustawia się na poziomie oczu psa, w odległości około ćwierć metra od niego. Teraz, nie spuszczając oczu z psa, cofamy się powoli, aż do momentu, kiedy przestaniemy widzieć jego źrenicę. To najbardziej zewnętrzna granica pola jego widzenia – powinieneś znaleźć się nieco z tyłu boku głowy psa, przekonując się, jak szerokie jest pole jego widzenia, co skądinąd wyjaśnia, jak to się dzieje, że biegnąc przed siebie, pies doskonale wie, gdzie się znajdujesz i reaguje na twoje ruchy. Możesz wlec się z tyłu, a on i tak cię zobaczy.

Tęczowe pytania

Najczęściej zadawane pytanie w związku z widzeniem psów brzmi: czy psy rozróżniają kolory? Prosta odpowiedź, że psy są ślepe na barwy, została błędnie zinterpretowana przez wielu ludzi, żywiących przekonanie, że psy widzą świat jedynie w rozmaitych odcieniach szarości. A to nie jest prawda. Psy widzą kolory i bazują na nich czasami w swoich zachowaniach, ale paleta widzianych przez nie barw nie jest ani tak szeroka, ani tak żywa jak nasza.

Aby to zrozumieć, musimy wrócić do komórek światłoczułych w siatkówce oka. Pies ma znacznie mniej czopków niż człowiek. Komórki czopków pozwalają nam nie tylko na ostre widzenie drobnych nawet detali, ale także umożliwiają postrzeganie kolorów. U psów zatem widzenie kolorów nie jest tak doskonałe jak u człowieka, a to z racji mniejszej ilości czopków w siatkówce oka. Tajemnica widzenia barw kryje się nie tylko w samych czopkach, ale i w tym, że jest ich kilka rodzajów, a każdy z nich reaguje na inną długość fali świetlnej. W mózgu każda z barw przypisana jest określonej długości fali, u człowieka w procesie ewolucji rozwinęły się trzy rodzaje czopków: jedne najlepiej reagują na barwę niebieską (najkrótsze fale świetlne), inne na zieloną (fale średniej długości), a jeszcze inne na pomarańczową (fale najdłuższe). Kiedy fale świetlne trafiają do oka, każdy rodzaj czopków reaguje stosownie do tego, na ile długość odbieranej fali zbliżona jest do najbardziej charakterystycznej dla nich. Połączona aktywność trzech rodzajów czopków umożliwia człowiekowi widzenie szerokiej palety barw. Toteż człowiek o normalnym wzroku, patrząc na tęczę, widzi kolory od fioletu, poprzez niebieski, niebieskozielony, zielony do żółtego, pomarańczowego i czerwonego.

Brak jednego z trzech rodzajów czopków w oku człowieka powoduje zaburzenia w widzeniu kolorów, czyli ślepotę na określone barwy. Dysponując tylko dwoma rodzajami czopków, człowiek może nadal widzieć barwy, ale ich paleta jest znacznie węższa. W takiej właśnie sytuacji znajdują się psy. W ich oku znajdują się tylko dwa rodzaje czopków. Pierwszy z nich reaguje na barwę niebieską i jest niemal identyczny jak w oku człowieka, drugi zaś na barwę żółtą (czyli, jeśli chodzi o możliwości percepcyjne, pomiędzy naszymi receptorami barwy zielonej i pomarańczowej). A z tego wynika jasno, że psy są znacznie mniej wrażliwe na kolor czerwony niż my.

Jay Neitz i zespół naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara bardzo dokładnie testowali widzenie barw u psów i dzięki ich wysiłkom powstała dokładna mapa kolorów postrzeganych przez te zwierzęta. Kiedy pisałem tę książkę, testom poddano już beagle, cocker-spaniele, charciki włoskie, kilka mieszańców i miniaturową pudliczkę o nader stosownym imieniu Retina (łac. siatkówka, przyp. tłum.), należącą do jednego z naukowców. Podobne badania prowadzono na kilku innych gatunkach psowatych, w tym na lisach i wilkach.

Każdego poddawanego testowi psa umieszczano w komorze doświadczalnej, gdzie znajdowały się trzy ekrany świetlne ustawione w rzędzie. Poniżej każdego z nich umieszczone było naczynie połączone z urządzeniem, które wrzucało doń smakołyk, kiedy tylko naciśnięto znajdujący się nad nim ekran. Ponieważ cały test był bardzo skomplikowany, wszystko odbywało się pod kontrolą komputerów. To komputer wybierał barwy, które pojawiały się na ekranach. W każdej próbie testowej dwa z nich były zawsze tego samego koloru, trzeci zaś miał inną barwę. Zadaniem psa było dostrzec różnicę i nacisnąć odpowiedni panel. Jeśli wybór był słuszny, automat uwalniał nagrodę do naczynia. Zły wybór pozbawiał psa smakołyka. Najtrudniejszą częścią testu było wytłumaczenie psu, że jego zadanie polega na znalezieniu różnicy w kolorze pomiędzy trzema świecącymi ekranami. Jak do tej pory doświadczenie objęło ponad cztery tysiące prób. Mamy więc podstawy, by sądzić, że psy nie przywiązują takiej wagi do widzenia, jak czynią to ludzie, a trudności związane z nauczeniem ich rozwiązywania problemów dotyczących różnicy w kolorze wskazują, że jeszcze mniejsze znaczenie przywiązują do barw.

Właściwy test zaczynał się wtedy, gdy każdy pies wiedział, czego się od niego oczekuje. To obejmowało 200 do 400 prób w każdej sesji, więc całe badanie ciągnęło się tygodniami. Powodem tak wielu powtórzeń była konieczność zgromadzenia możliwie największej ilości danych do przeprowadzenia precyzyjnej analizy statystycznej. Badacze szukali takich zestawień kolorów, które psy potrafiły rozróżnić i takich, których rozróżnić nie mogły. Jeśli pies udzielał więcej niż 33 procent poprawnych odpowiedzi (poziom przypadkowej zgodności), naukowcy przyjmowali, że jest on w stanie rozróżnić prezentowane barwy.

Grupa naukowców prowadziła badania bardzo starannie, aby mieć pewność, że zachowania psów bazują jedynie na rozpoznawaniu kolorów. Położenie ekranu o odmiennej barwie zmieniało się i było dobierane przypadkowo, tak że pies nie miał pewności, czy pojawi się on po lewej lub prawej stronie, czy też raczej pośrodku. W dodatku, także przypadkowo, zmieniała się jaskrawość barwy, żeby wykluczyć możliwość, iż pies wybiera nie tyle na podstawie barwy, co na jej jaskrawości.

Neitz i jego zespół wykazali, że psy rozróżniają kolory, tyle że widzą ich znacznie mniej niż przeciętny człowiek. W tęczy, zamiast widzieć fiolet, błękit, zieleń, żółć, pomarańcz i czerwień, widzą ciemnoniebieski, jasnoniebieski, szary, jasnożółty, ciemnożółty (wpadający w brąz) i bardzo ciemny szary. Innymi słowy, podstawowe kolory, w jakich psy widzą świat, to żółty i niebieski. Takie kolory, jak: zielony, żółty i pomarańczowy, postrzegają jako żółtawe, zaś fioletowy i niebieski jako niebieski. Niebieskozielony to dla nich szary. Czerwony z kolei to dla psów kolor trudny, odbierają go zapewne jako bardzo ciemnoszary, a możliwe, że nawet czarny.

Znajomość tych faktów pozwala wyjaśnić pewien aspekt zachowania psów, który często zadziwia ludzi. Najpopularniejszym kolorem zabawek do aportowania dla psów jest w dzisiejszych czasach bezpieczny pomarańczowy – w tym ostrym kolorze są kamizelki służb drogowych, słupki drogowe, a nawet kapelusze myśliwych. Ludziom ten ostry, krzyczący kolor natychmiast rzuca się w oczy. Kiedy natomiast rzucamy psu pomarańczową piłeczkę albo zabawkę, zdarza mu się ją ominąć i lokalizuje ją dopiero za pomocą nosa. Większość ludzi nie może zrozumieć, jak to jest możliwe, że pies może nie zauważyć piłeczki o tak intensywnej barwie.

Tymczasem pies nie jest ani głupi, ani mało spostrzegawczy. Przyczyna, dla której nie zauważa natychmiast zabawki, jest całkiem prosta. Dla psa pomarańczowa piłeczka jest niemal tego samego koloru co zielona trawa, w którą upadła. Czerwono-pomarańczowe zabawki, które my widzimy z daleka, dla psa są także w tym samym kolorze co trawa, tyle że w ciemniejszym niż ona odcieniu, co nie ułatwia im znalezienia lubianej zabawki. Projektanci tych zabawek bez wątpienia koncentrowali się bardziej na tym, aby to właściciel mógł bez trudu ją znaleźć, niż na tym, aby pies mógł ją zlokalizować na pierwszy rzut oka!

 

Teraz dysponujemy już pewnymi wskazówkami, jak pewne przedmioty uczynić lepiej widocznymi dla psów. Po pierwsze, należy się zastanowić nad kolorem podłoża. Wszelkie odcienie niebieskiego będą najlepsze, jeśli pies pracuje na trawie. Jeśli zaś nie jesteśmy w stanie przewidzieć koloru podłoża, na jakim przyjdzie psu pracować, zabawka powinna być różnokolorowa – najlepsza jest kombinacja barw, które pies dobrze widzi – czyli niebieskiej i żółtej.

Badania wskazują, że psy niezbyt wielką wagę przywiązują do samych kolorów, bardziej skupiają się na różnicy w ich jaskrawości, toteż przedmioty o barwach kontrastowych są dla nich lepiej widoczne. Przedmiot powinien być zdecydowanie jaśniejszy albo dużo ciemniejszy niż podłoże, na którym pies pracuje. Dobrze widoczne dla niego są też przedmioty łaciate, gdzie łaty kontrastujących barw są duże i wyraźnie odgraniczone. Zbyt wiele drobnych, kontrastujących plamek zadziała jak kamuflaż, sprawiając, że przedmiot stanie się znacznie mniej widoczny.

Najlepsze do zabawy w trawie będą zabawki w duże, białe i niebieskie plamy. Z kolei latające talerze frisbee, które pies musi złapać w locie, na tle niebieskiego nieba powinny być barwy żółtej albo pomarańczowej, może z niewielką niebieską plamką pośrodku, a to na wypadek, gdyby niezłapany talerz upadł w trawę i nasz pies musiał go szukać.

Psy nigdy w takim stopniu nie polegają na wzroku, jak my, ludzie, i trzeba o tym stale pamiętać. Na dokładkę, informacje wzrokowe o otaczającym świecie, jakie wychwytują, są całkiem odmienne od tych, jakie docierają do nas, kiedy patrzymy na ten sam obrazek. Jeśli czegoś się nie widzi, informacja o tym nie pojawia się w mózgu. Skoro pies czegoś nie dostrzega, to nie jest w stanie rozwiązywać problemów, do których niezbędna jest ta właśnie, niedostrzeżona informacja.

Czy zobaczyć, znaczy uwierzyć?

Psy różnią się nieco od ludzi sposobem używania zmysłu wzroku. Patrzą po to, aby potwierdzić to, co już i tak wiedzą. Wyobraźmy sobie na przykład, że pies słyszy kroki swego pana na schodach. Zna już doskonale dźwięk tych kroków, więc pojawienie się pana w zasięgu jego wzroku tylko potwierdza to, o czym już wiedział, bazując na tym, co powiedział mu zmysł słuchu. Podobnie dzieje się, kiedy nasz pupil wykorzystuje zmysł węchu. Nos mówi mu, że chwycił właśnie trop królika. Kiedy podejdzie dostatecznie blisko, aby zobaczyć ukryte zwierzę, zmysł wzroku potwierdza jedynie to, o czym powiadomił go wcześniej węch. Zazwyczaj jednak królik nie czeka, aż pies się zbliży, i już wcześniej zaczyna uciekać. Wtedy narząd wzroku staje się niezwykle użyteczny. Śledząc drogę ucieczki królika, pies może wybrać najkrótszą drogę, aby pochwycić zdobycz. Wiele z potencjalnych ofiar psowatych wykształciło w sobie instynktowne zachowanie, bazujące na właściwościach wzroku swoich prześladowców – zwyczajnie zastygają bez ruchu, co jest bodaj najprostszym sposobem, aby pozostać niezauważonym. Coś, co się nie porusza, dla psa jest zwyczajnie niewidzialne.

Ludzi można nazwać zwierzętami uzależnionymi od wzroku, psy wzroku używają głównie przy polowaniu; prowadzi on zwierzę ku jego ofierze i pomaga wbić zęby we właściwe miejsce. Wszystkie inne informacje uzyskiwane za pomocą wzroku to dla psa informacje ekstra. Umysł tych zwierząt pełen jest rozmaitych wiadomości o otaczającym świecie, ale niewiele z nich pochodzi z obserwacji za pomocą oczu.

ROZDZIAŁ 3


Wsłuchać się w życie

SIEDZĘ PRZY BIURKU i pracuję, a tu jeden z moich psów, Dancer, zrywa się na równe nogi i zaczyna szczekać przy drzwiach. To nie jest jego zwykłe szczekanie, mówiące: „Ostrzegam cały świat przed niebezpieczeństwem”. Brzmi raczej jak zwyczajowe szczekanie Odina: „Joan nadchodzi”, którego ten ostatni używa zawsze, kiedy moja żona wraca do domu. Myślę, że Dancer nauczył się tego od Odina, jeśli nie samego charakterystycznego szczekania, to przynajmniej okazji do jego używania. Większość moich psów wykształciła pewne formy sygnałów dźwiękowych zwiastujących powrót do domu poszczególnych członków rodziny czy wizyt najbliższych przyjaciół. Żaden z psów nie używa identycznych sygnałów, więc po krótkim czasie nauczyłem się rozpoznawać, kogo dotyczy każdy sygnał. Tym razem także wstaję, aby sprawdzić, czy drzwi są otwarte, no i przywitać się z moją żoną. Wyglądam przed dom, ale tam nikogo nie ma. Cóż, znam moje psy dostatecznie długo, aby wiedzieć, o co chodzi. Wracam powoli za biurko i zabieram się na powrót do pracy. Po paru minutach Dancer powtarza swój sygnał. Rzut oka przez okno wystarcza mi, aby zauważyć samochód mojej żony parkujący na swoim miejscu.

To, że moje psy anonsują przybycie mojej żony na kilka minut przed tym, zanim pojawi się przed domem jej samochód, wcale nie jest przykładem na postrzeganie pozazmysłowe. Świadczy to jedynie o tym, że słyszą znacznie lepiej niż ludzie – przynajmniej w pewnym zakresie dźwięków. Od paru lat Dancer zawiadamia mnie o powrocie żony i w tym przypadku zdecydowanie możemy wykluczyć postrzeganie pozazmysłowe na rzecz jego znakomitego słuchu. Kiedy stary samochód Joan nie nadawał się już do naprawy i kupiliśmy nowy, co najmniej przez dwa miesiące pies nie sygnalizował jej powrotów w żaden sposób. Okazało się, że musiał się nauczyć dźwięku jej nowego samochodu i skojarzyć go z powrotami do domu. Kiedy John, mój zięć, podwozi Joan do domu po wizycie u nich, Dancer także nie sygnalizuje jej powrotu. Gdyby chodziło o postrzeganie pozazmysłowe, bez wątpienia pies sygnalizowałby jej przybycie, bez względu na to, jakim środkiem lokomocji by podjeżdżała. A co do samych dźwięków, to zarówno półciężarówka z silnikiem Diesla, jak i sportowy samochód są znacznie głośniejsze niż combi Joan, ale oba dźwięki są psu doskonale znane i nie stanowią dla niego zagrożenia, nie widzi więc powodu, aby wszczynać alarm.

Psy wydają się mieć znacznie lepszy słuch niż my, nie jest to wszakże jedynie kwestia większej wrażliwości na te same dźwięki, które my słyszymy. Nie raz i nie dwa zdarzyło mi się czytać, że psy słyszą cztery razy lepiej niż ludzie, a to nie jest tak do końca prawdą. To przekonanie bazuje na nieoficjalnym eksperymencie przeprowadzonym przez P.W.B. Joslina, którego badania polegały na obserwacji aktywności wilków w Parku Algonquin. Odkrył on, że wycie schwytanego wilka jego pobratymcy słyszeli z odległości czterech mil (ponad 6 km), podczas gdy człowiek nie był zdolny usłyszeć go z odległości większej niż jedna mila (1,6 km). Na tej to właśnie podstawie Joslin wyciągnął wniosek, że psy i psowate, skoro słyszą odgłosy na dystans czterokrotnie dłuższy niż ludzie, to słyszą także cztery razy lepiej. Prawda natomiast jest taka, że niektóre rodzaje dźwięków psy słyszą setki razy lepiej niż my, inne sygnały dźwiękowe zaś i psy, i ludzie odbierają mniej więcej na tym samym poziomie.

Granice słyszenia

Dźwięki, docierając do naszych uszu, zmieniają ciśnienie powietrza docierającego do tego narządu. Zdolność odbierania sygnałów dźwiękowych zależy od dwóch cech owych sygnałów. Bez wątpienia istotne jest natężenie czy intensywność danego dźwięku, ale równie ważna jest jego częstotliwość. Od niej zależy, czy słyszymy go jako ton niski czy wysoki.

Ciśnienie powietrza zmienia się w trakcie trwania dźwięku ciągłego od wartości maksymalnej do minimalnej, wiele razy w ciągu sekundy. Dla prostych dźwięków te zmiany ciśnienia układają się zazwyczaj w regularny rytm, który określa się jako wykres falowy. Częstotliwość dźwięku, mierzona w hercach (Hz), określa ilość cykli na sekundę. Różnice w częstotliwości powodują różnicę w odbiorze wysokości tonacji słyszanych dźwięków. Fale dźwiękowe o wysokiej częstotliwości słyszalne są jako dźwięki wysokie, zaś o niskiej częstotliwości jako dźwięki niskie.

Udowodnienie, co tak naprawdę słyszą psy, jeszcze do niedawna było bardzo trudne. Badając ludzi, naukowcy zwyczajnie odtwarzają dźwięki o różnym natężeniu i różnej częstotliwości, a potem pytają badanego, co usłyszał. Aby określić możliwości słuchowe psa (albo innego zwierzęcia), naukowcy uczą go zwykle reagowania na kierunek dźwięku, umieszczając czworonoga w specjalnej aparaturze zaopatrzonej w głośniki i przyciski z lewej i prawej strony. Dźwięki pojawiają się przypadkowo to w lewym, to w prawym głośniku. Pies musi rozpoznać, z którego głośnika dochodzi dźwięk, i zasygnalizować to, naciskając odpowiedni przycisk. Przy prawidłowej odpowiedzi otrzymuje smakołyk, który wpada do naczynia pod właściwym przyciskiem. Przy złej odpowiedzi smakołyku nie ma. Zasada doświadczenia jest bez wątpienia podobna do tej, na jakiej opierały się testy widzenia barw, i tak samo przygotowanie psa do testów trwa tygodniami i wymaga setek prób.

Ostatnimi czasy stosuje się test znany jako wywołana słuchowa odpowiedź pnia mózgu (brainstem auditory evoced vesponse – BAER). Bazuje on na wykrywaniu aktywności elektrycznej w ślimaku ucha wewnętrznego i śledzeniu przebiegu fali elektrycznej po ścieżce neuronowej, przekazującej sygnały dźwiękowe do mózgu. Naukowcy przyczepiają maleńkie elektrody do czaszki psa, a w uszach instalują mikroskopijne urządzenia emitujące dźwięki. Brzmi to raczej paskudnie, ale w rzeczywistości nie jest to ani bolesne, ani nieprzyjemne doświadczenie. W dodatku łatwo je przeprowadzić, kiedy pies jest rozluźniony, zdarza się jednak, że zwierzęta nadmiernie żywe albo zbytnio podniecone muszą dostać lekkie środki uspokajające. W trakcie trwania testu krótkie dźwięki emitowane są w uchu psa, a komputer rejestruje reakcję mózgu, określając przy tym, czy w ogóle ona nastąpiła. Jeśli mózg nie reaguje na sygnał dźwiękowy, naukowcy zakładają, że pies go nie słyszał. Wielką zaletą tego sposobu testowania jest to, że psa nie trzeba do niego przygotowywać tygodniami. W tym przypadku zwierzę nawet nie zauważa, że cokolwiek się dzieje, zajmujemy się bowiem jedynie reakcją jego mózgu na dźwięki. Pewną niewygodę stanowi fakt, że trudno jest kontrolować różne częstotliwości, cały układ działa bowiem najlepiej, kiedy podawane dźwięki są bardzo krótkie. Zbyt krótki dźwięk na niskich częstotliwościach może nie zostać wychwycony przez receptory w uchu, a tym samym cały proces słyszenia nie zostanie uruchomiony. Czasami, zwłaszcza kiedy pies znajduje się pod wpływem środków uspokajających, wyniki testu są nieco zaniżone w porównaniu z bardziej pracochłonnymi badaniami. Mimo tych niedogodności jest to obecnie najbardziej wiarygodna metoda badania słuchu u psów (doskonale zdaje egzamin wtedy, gdy zachodzi podejrzenie, iż pies zaczyna głuchnąć).

Bez względu na to, czy używamy BAER, czy pracochłonnych, długich testów, obraz możliwości słuchowych psa rysuje się podobnie. Największe różnice w słyszeniu pomiędzy psem i człowiekiem występują na wysokich częstotliwościach. Człowiek, szacując z grubsza, może słyszeć dźwięki do 20 000 herców. Gdybyśmy chcieli skonstruować fortepian wydający dźwięki o tak wysokiej częstotliwości, musielibyśmy dodać około 28 klawiszy dla prawej ręki (jakieś trzy, cztery oktawy). Nie ma potrzeby zawracać sobie głowy konstrukcją takiego fortepianu, przeciętny człowiek i tak nie byłby w stanie usłyszeć tak wysokich dźwięków. W dodatku z wiekiem aparat słuchowy w naszym uchu ulega stopniowemu uszkadzaniu i w pierwszej kolejności tracimy wrażliwość na dźwięki o wysokiej częstotliwości. Bombardowanie zbyt głośnymi dźwiękami (zbyt wiele koncertów rockowych, godziny słuchania taśm z nagraniami na pełny regulator) szybko upośledza naszą zdolność słyszenia dźwięków w tym właśnie zakresie.

Można sprawdzić własne możliwości pod tym względem, poddając się prostemu testowi przy użyciu telewizora. Musi być to jednak sprzęt starego typu, nowoczesne telewizory z ciekłokrystalicznym ekranem nie nadają się do tego. Raster (cieniutkie linie migające na ekranie telewizora) wibruje z częstotliwością 16 000 herców. Jeśli jesteś w stanie usłyszeć jego dźwięk, to oznacza, że możesz usłyszeć dźwięki o takiej częstotliwości, a twoje uszy są naprawdę w niezłej kondycji. Spróbuj przeprowadzić taki sam test z osobą w zaawansowanym wieku i z kimś znacznie młodszym od ciebie. Najpewniej okaże się, że starsza osoba tego dźwięku nie słyszy, młodsza zaś nie ma z tym problemu.

 

Psy słyszą dźwięki o znacznie wyższej częstotliwości niż ludzie, w zakresie od 47 000 do 65 000 herców, co jest cechą osobniczą każdego psa. Żeby wrócić do porównania z konstruowanym przez nas fortepianem, musielibyśmy dodać jeszcze 48 klawiszy dla prawej ręki. A już przy 20. klawiszu nawet najczulsze ludzkie ucho nie usłyszałoby żadnego dźwięku.

Natężenie dźwięku mierzone jest w decybelach. Zero decybeli to przeciętne natężenie dźwięku, które jest ledwie słyszalne przez młodego człowieka. Nazywane jest absolutnym progiem dźwięku. Wartość każdego natężenia dźwięku poniżej zera zapisywana jest jako wartość ujemna i zwykle dotyczy takich dźwięków, które dla ludzkiego ucha nie są słyszalne. Dźwięki o częstotliwościach w przedziale od 65 do 2000 herców są mniej więcej tak samo słyszalne i dla psów, i dla ludzi. Przy częstotliwościach w przedziale od 3000 do 12 000 herców psy mogą słyszeć dźwięki o natężeniu od -5 do -15 decybeli, co oznacza, że ich słuch jest znacznie bardziej wrażliwy na dźwięki o wysokiej częstotliwości niż ludzki. Dźwięki o częstotliwości powyżej 12 000 herców ludzkie ucho odbiera tak fatalnie, że czynienie tu jakichkolwiek porównań pozbawione jest najmniejszego sensu.

Fakt, że psie uszy są o tyle bardziej wrażliwe na dźwięki, zwłaszcza te o wysokiej częstotliwości, pomaga nam zrozumieć, dlaczego wiele psów niemal do szału doprowadza dźwięk odkurzacza, kosiarki czy rozmaitych elektrycznych urządzeń kuchennych. Ich wysokoobrotowe silniki, wprawiające w ruch noże, ostrza, wiertła czy skrzydełka, produkują piski o tak wysokiej częstotliwości, że dla psiego ucha brzmią one nieznośnie głośno, podczas gdy dla naszego, o ileż mniej sprawnego ucha, są to proste do zniesienia dźwięki, ponieważ większości ich zwyczajnie nie słyszymy.