Tajemnice psiego umysłuTekst

Autor:Stanley Coren
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Zdolności umysłowe psów

Niezależnie od tego, czy ludzie przyznają psom posiadanie świadomej umysłowości, zdolnej do wnioskowania i kompleksowego myślenia, czy upierają się przy tym, iż jest to jedynie maszyna używająca neuronów jako mikroprocesorów do przekazywania informacji, muszą zgodzić się co do pewnych, naukowo dowiedzionych, faktów:

 Psy rozumieją otaczający je świat i odbierają zeń informacje.

 Psy uczą się i zmieniają swoje zachowania w zależności od warunków.

 Psy mają pamięć i potrafią rozwiązywać pewne problemy.

 Wczesne doświadczenia w okresie szczenięcym mogą kształtować zachowania dorosłych psów.

 Psy mają uczucia.

 Każdy pies ma odrębną osobowość, a różne rasy mają różny temperament.

 Społeczne współdziałania, w tym zabawa, są dla psów bardzo ważne.

 Psy porozumiewają się między sobą i z ludźmi.

Tak się nieszczęśliwie składa, że każdy z tych przytoczonych, udowodnionych faktów rodzi kolejne pytania. Choćby takie: czy psy postrzegają świat w taki sam sposób jak my? Jeśli nie, to jaki jest świat w ich odbiorze? Co my odbieramy, czego one nie mogą, a co one wyczuwają lepiej od nas? Czy ich pamięć jest inna niż nasza? Jakiego rodzaju problemy psy są zdolne rozwiązywać, a w którym punkcie ich intelekt zaczyna zawodzić? Czy psy rozumieją takie pojęcia, jak: czas, piękno, muzyka czy arytmetyka? Czy psy rzeczywiście, jak wielu ludzi przysięga, potrafią wyczuwać nadchodzące trzęsienie ziemi? Czy kiedy rozważamy temperament psów, mamy na myśli to, co u ludzi nazywamy osobowością? Czy psy potrafią uczyć się poprzez obserwowanie innych, wykonujących daną czynność? Na wszystkie te pytania i na miliony innych można odpowiedzieć, nie znając odpowiedzi na to, czy psy mają rzeczywiście zdolność rozumowania i świadomość, czy są jedynie pokrytymi futrem komputerami.

Obcy umysł

Większość czytających tę książkę ma zapewne tę samą, co i ja nadzieję, że uda nam się zrozumieć, w jaki sposób psy myślą i czego są świadome. Patrząc na to realistycznie, powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że być może nie uda nam się tego celu w pełni osiągnąć, być może nigdy nie pojmiemy tego, co kryje w sobie umysł psa, tak jak nie potrafimy przeniknąć umysłu drugiego człowieka.

Cały problem w tym, że będąc ludźmi, rozumujemy i wnioskujemy w sposób właściwy ludziom. Skoro doświadczenia zwierząt są zupełnie odmienne od naszych, może nam zabraknąć odniesienia, pozwalającego na zrozumienie procesu myślowego leżącego u podłoża działania zwierząt. Wyobraźmy sobie podjętą przez człowieka próbę wyobrażenia sobie świata, jaki istnieje dla nietoperza, frunącego w nocy, prowadzonego jedynie przez naturalną formę sonaru, albo świata istniejącego dla niewielkich, żyjących w ziemi nicieni, pozbawionych zdolności słyszenia i widzenia, polegających jedynie na prymitywnym zmyśle dotyku. W obu przypadkach możemy popełnić poważny błąd, bazując na znanych sobie, czysto ludzkich, doświadczeniach. Nieuniknione jest zapewne domniemanie, że doznania kierującego się sonarem nietoperza muszą być zbliżone do tych, jakie odczuwa człowiek, który zamknąwszy oczy, usiłuje zlokalizować znajdujące się w pokoju przedmioty, kierując się dźwiękami i echami, ale pozostanie to jedynie domniemaniem. Wewnętrzny sonar może przekazywać nietoperzowi dokładne informacje o świecie pełnym rozmaitych obiektów na sposób sonarów o wysokiej technologii stosowanych na współczesnych okrętach, w których odbite fale dźwiękowe, po dokładnej analizie przez komputery najnowszej generacji, pozwalają stworzyć precyzyjną mapę dna morskiego. Trudno sobie jednak wyobrazić, w jaki sposób przekłada się to na świadomość. A co w takim razie z doznaniami nicieni? Czy w ogóle jesteśmy w stanie wyobrazić sobie wyczuwanie otoczenia naskórkiem? Czy potrafilibyśmy wyrysować mapę otaczającego świata, przetwarzając informacje o składzie chemicznym najbliższego otoczenia? Może nam zwyczajnie zabraknąć umysłowej zdolności do pojęcia sposobów myślenia i funkcjonowania umysłu innego niż ludzki.

Czy można obserwować procesy umysłowe?

Nawet najbardziej ostrożny naukowiec ma naturalną skłonność do interpretowania zachowań w kontekście ludzi. Tak się jednak fatalnie składa, że rozumowanie leżące u podstaw określonych zachowań człowieka może być całkiem inne niż rozumowanie zwierząt zachowujących się podobnie. Rozważmy taką oto prostą sytuację: mówimy dziecku, że ma do rozwiązania zadanie, nie podając żadnych dodatkowych szczegółów. Następnie spośród kartek leżących na stole podajemy mu dwie, na których zapisana jest cyfra 2. Teraz pytamy, jaka jest odpowiedź. Dziecko przygląda się pozostałym kartkom i wybiera tę z napisem 4. Następnie wprowadzamy do pokoju psa i stawiamy go przed takim samym zadaniem, a on, ku naszemu zaskoczeniu, również wybiera kartkę z napisem 4. Jako że nie możemy bezpośrednio przepytać psa, dlaczego tak zrobił, pytamy dziecko, jak doszło do takiego wyniku. W odpowiedzi słyszymy, że skoro na jednej kartce było 2 i na drugiej 2, to suma tych liczb wynosi 4.

Czy nasza wiedza o tym, w jaki sposób człowiek rozwiązuje ten problem uprawnia nas do stwierdzenia, że poddany doświadczeniu pies umie dodawać? To myśl wielce kusząca, ale z naukowego punktu widzenia jest grubą pomyłką. Zacznijmy od tego, że dla nas 2 i 4 to cyfry, dla psa zaś jakieś abstrakcyjne mazańce. Druga sprawa to fakt, iż dla nas najważniejszą rzeczą są owe wypisane na kartkach cyfry, możliwe jednak, że dla psa ważniejsze są jakieś inne, umykające naszej uwadze sprawy, kojarzące się czy to z samymi kartkami, czy z całą sytuacją, na którą reaguje. Być może jego zachowanie jest znacznie bardziej misterne, nie ogranicza się jedynie do spostrzeżenia wypisanych na owych kartkach znaków. Być może pies uważniej przygląda się nam niż leżącym przed nim arkuszom papieru. A ponieważ przypuszczamy (albo bardzo chcemy), że pies posiada pewne zdolności arytmetyczne, a jednocześnie dodajemy w głowie te dwie cyfry do siebie, bezwiednie możemy spoglądać w kierunku kartki z prawidłową odpowiedzią. Nasz pupil zaś, nie mając bladego pojęcia o arytmetyce, podąża jedynie za naszym spojrzeniem i wybiera tę kartkę, na którą patrzymy.

Skoro pies postrzega świat nieco inaczej niż my i posiada inne zdolności zmysłowe i odmienne priorytety, obiekt naszego eksperymentu niekoniecznie musiał pracować nad postawionym mu przez nas zadaniem. Jego procesy myślowe mogły biec zupełnie innym torem, koncentrując się na całkiem innych informacjach. W jego umyśle mogą istnieć zasoby informacji i dziać się rzeczy, które do nas zwyczajnie nie trafiają. Opowiem tu pewną historię. Kiedy moje dzieci były jeszcze małe, mieliśmy cairn teriera o imieniu Flint. Wmówiłem dzieciom, że Flint umie czytać, przeprowadzając taki oto pokaz: najpierw dzieci rysowały coś na kartce, na przykład kota. Następnie na trzech różnych kartkach papieru pisały trzy różne słowa, powiedzmy: „pies”, „kot” i „koń”. Potem składałem każdy arkusz jak namiocik, tak że powierzchnia z napisem zwrócona była w stronę psa. Następnie pokazywałem zwierzęciu rysunek i poważnym tonem mówiłem: „Flint, to jest kot, idź szukaj słowa »kot«”. W odpowiedzi mój pupil podskakiwał z piskiem ukontentowania i bezbłędnie przynosił mi właściwą kartkę. Powtarzaliśmy to doświadczenie wiele razy, z różnymi rysunkami i słowami. Na podstawie tego testu moje dzieci święcie uwierzyły, że Flint potrafi czytać. Ba, nawet udało mi się przekonać kilku psychologów, moich kolegów po fachu, że w jakiś tajemny sposób zdołałem nauczyć psa kojarzenia kształtu liter w prostych wyrazach czy to z wypowiadanymi przeze mnie słowami, czy z wyrysowanym na papierze kształtem.

Prawda jest taka, że nabierałem ich wszystkich bezwstydnie, posługując się znaną magikom sztuczką. Zanim przystąpiliśmy do pokazu czytania, zatrzymywałem się na chwilę w łazience i paznokciami lewej ręki zdrapywałem trochę mydła. Rysunek moich dzieci brałem do tej właśnie dłoni zostawiając nań ślad mydła, to samo czyniłem z tym kawałkiem papieru, na którym wypisano właściwe słowo. Prawa ręka, ta bez śladów mydła, służyła do ustawiania kartek z niewłaściwymi wyrazami. Kiedy opisywałem rysunek Flintowi i wymawiałem słowo, trzymałem kartkę tuż przed jego nosem, tak że z łatwością wyczuwał zapach mydła. Idąc „przeczytać” słowa, po prostu szukał kartki papieru, która pachniała zupełnie tak samo jak ta, którą mu dopiero co pokazałem. Takie proste wyjaśnienie nawet nie zaświtało ani w głowach moich dzieci, ani w głowach moich uczonych kolegów. Rozpatrywali całą sytuację z punktu widzenia człowieka, dla którego wzrok jest zmysłem dominującym. Nie przyszło im nawet do głowy, że odpowiedź może kryć się w węchu, zmyśle, który dla człowieka ma marginalne znaczenie.

Wracając do poprzednio opisanego przykładu z psem i kartami z cyfrą 2, mogło być i tak, że pies rozwiązał zadanie na sposób dla człowieka niedostępny. Być może, tak jak Flint, posłużył się węchem. Skoro dziecko trzymało w rączkach dwie kartki z cyfrą 2 i jedną z cyfrą 4, na tych trzech arkuszach papieru pozostawiło swój zapach. Mogło być tak, że według psa jego zadanie było następujące: „Idź i znajdź przedmiot, który pachnie tak samo, jak te dwa”. A może być i tak, że jego myśli biegły torem, który jest dla nas niewyobrażalny.

I to jest dla nas bardzo poważne ostrzeżenie. U podstaw tych samych zachowań mogą leżeć całkiem odmienne procesy myślowe. I tak, w naszych ludzkich kategoriach, jeśli mamy przewidzieć reakcję chłopaka, kiedy dziewczyna, którą jest zainteresowany, powie „nie”, musimy najpierw poznać treść pytania, jakie jej zadał! Podobnie, jeśli chcemy wytłumaczyć zachowanie czy tok myślenia psa, najpierw musimy wiedzieć, jak interpretuje on pytanie, co stara się zrealizować i jakich metod do tego używa. Nie ma żadnej gwarancji, że jego umysł, stając wobec podobnej sytuacji, zadziała jak ludzki.

 

Zanim zajmiemy się procesami zachodzącymi w umyśle psa, musimy zrozumieć, w jaki sposób postrzega on świat, a to wymaga wiedzy o tym, jak funkcjonują jego zmysły. Niektóre ryby drapieżne lokalizują ofiarę, wyczuwając drgania i prądy wodne powstałe w wyniku ruchów znajdujących się w pobliżu zwierząt. Pszczoła miodna dociera do źródeł nektaru dzięki swej zdolności widzenia w paśmie ultrafioletu (które leży poza możliwością naszego postrzegania). U wielu roślin kwiatowych zasoby nektaru i pyłku układają się we wzór wyraźnie widoczny w świetle ultrafioletowym. Wiele węży ma zdolność widzenia w paśmie podczerwieni (czego człowiek znowu nie potrafi). Temperatura ciała zwierząt ciepłokrwistych to rodzaj podczerwonej energii, dzięki której nawet w najciemniejszą noc są one dla węży widoczne jak żywo jarząca się latarnia. Świat, jaki postrzegają te zwierzęta, może być kompletnie różny od tego, jaki my odbieramy. Widzą one go bowiem za pomocą zmysłów, których albo nie mamy, albo używamy w całkiem odmienny sposób.

Najpierw musimy dowiedzieć się, na jakich zasadach zmysły psa odbierają informacje, bo metoda ta różni się zasadniczo od tego, jak przetwarzają je nasze zmysły. To właśnie pobierane przez zmysły wskazówki kształtują obraz świata psów i wpływają na ich sposób myślenia o tym świecie.

ROZDZIAŁ 2


Zbieranie i przetwarzanie informacji

OD CZASU, KIEDY w Niemczech, w 1873 roku, w Lipsku, Wilhelm Wundt stworzył pierwsze laboratorium psychologii eksperymentalnej, psycholodzy, przeprowadzając rozmaite eksperymenty związane ze zmysłami wzroku, słuchu i dotyku, starają się dociec, jakie elementy składają się na ludzką świadomość. Bez przekazywanych przez nie sygnałów, pozbawiony smaków i zapachów mózg, odpowiedzialny za nasze świadome doznania, byłby uwięziony samotnie w czaszce, odgrodzony od otaczającego nas świata. Przekazywane przez zmysły dane stanowią ośrodek, wokół którego koncentrują się nasze myśli i nasze rozumowanie. Doskonale podsumował to grecki filozof, Pitagoras, około 450 lat p.n.e., mówiąc: „Nie jesteśmy niczym więcej, jak wiązką doznań”.

Jeśli ta uwaga jest ci nie w smak, spróbuj spojrzeć na ludzki umysł jak na komputer. Wszelkie procesy w nim zachodzące przebiegają podobnie, jak przetwarzanie danych w komputerze. Nie ulega wątpliwości, że dane, które komputer przetwarza, muszą być mu dostarczone. U zwierząt informacje trafiają do ich umysłowych komputerów, dzięki zmysłom, tak jak dane do komputera wprowadza się za pomocą klawiatury. A teraz wyobraź sobie, że pewien typ komputera posiada klawiaturę jedynie z cyframi. Bez względu na to, jak wysokiej klasy byłby to sprzęt, jedyne dane, jakimi będzie dysponował do przetwarzania, będą danymi cyfrowymi. Klawiatura wyposażona zarówno w cyfry, jak i litery zmienia zasadniczo naturę danych, jakie za jej pomocą można wprowadzić do komputera, umożliwiając mu przetwarzanie słów i języków. Tylko że jeśli na klawiaturze zabraknie litery „p”, wtedy słowa „praca” i „raca” będą nie do rozróżnienia. A to oznacza, że nie będziemy mieli pewności, czy wprowadzone do komputera słowo miało dotyczyć wykonywania określonych czynności czy raczej sygnału świetlnego. Podobnie ograniczenie sprawności jednego ze zmysłów u zwierząt zmieni sposób wnioskowania, do jakiego zdolny jest ich umysł, albo doprowadzi do wyciągania wniosków diametralnie innych. Sprawność naszych zmysłów nakłada ograniczenia na rodzaje danych, jakie nasz umysł otrzymuje do przetwarzania. W tym przypadku nie jest to kwestia braku litery „p”, ale na przykład braku możliwości rozróżniania kolorów, co w świecie o ogromnym bogactwie barw jest poważnym ograniczeniem, pozbawia bowiem umysł nader użytecznych informacji. Jeśli jeden ze zmysłów jest sprawniejszy niż inne, może to skłaniać do szukania określonych, precyzyjniejszych informacji, a ignorowania lub marginalizowania tych, które pochodzą z mniej sprawnych źródeł. Nie na darmo my, ludzie, mamy powiedzenie: „Zobaczyć, znaczy uwierzyć” (wzrok jest bowiem najbardziej precyzyjnym z naszych zmysłów). Pies powiedziałby raczej: „Powąchać, znaczy uwierzyć”.

Filmy w umyśle?

Większość ludzi bardzo niewiele pamięta z tego, co działo się przed czwartym rokiem życia. Bez wątpienia przez te trzy lata uczymy się wielu rzeczy, a mnogość doświadczeń pozostaje w naszej pamięci. Dowiadujemy się w tym czasie, jak korzystać z toalety, poznajemy tajniki używania sztućców, uczymy się też rozpoznawać rodziców i innych członków rodziny, a także kilku dziecinnych gier, odwiedzamy jakieś interesujące miejsca, choćby zoo albo nadmorski kurort. Pewne formy pamięci o tych wydarzeniach kodują się w naszym mózgu w postaci obrazów. W miarę rozwoju możliwości językowych, zmieniamy sposób zapamiętywania danych, znakomitą większość z nich przetwarzając na kod językowy. W procesie myślenia coraz chętniej używamy słów, nie obrazów. Chcąc nie chcąc, tracimy klucz do naszych najwcześniejszych wspomnień, które zapisane są w naszej pamięci w formie nie słów, a obrazów właśnie.

Ludzie, którzy znają więcej niż jeden język, przekonują się, iż z łatwością mogą myśleć o określonych tematach w języku, w którym po raz pierwszy uzyskali o nich informacje. Mam dwujęzyczną koleżankę, od dziecka posługującą się angielskim i francuskim, która poznała swojego męża podczas studiów w Paryżu. Choć od lat mieszkają na anglojęzycznym obszarze Kanady, o swoich uczuciach i intymnych sprawach rozmawiają wyłącznie po francusku, czyli w języku, którego używali na początku swojej znajomości. „Kiedy mówię Pascalowi coś bardzo osobistego po francusku, słowa tętnią uczuciami i mają moc znaczeń” – tłumaczy mi owa koleżanka. „Po angielsku brzmią martwo, a nawet śmiesznie. Ale kiedy rozmawiamy o wszystkim, co zdarzyło się, odkąd mieszkamy w Vancouver, zawsze używamy angielskiego, zupełnie jakbyśmy nie potrafili znaleźć francuskich słów na określenie pewnych rzeczy”.

Psy nie posiadają swojego, bazującego na słowach, języka. A to oznacza, że ich myśli muszą być kodowane w innej, odmiennej od ludzkiej, formie. Skoro brakuje im słów, zapewne procesy w ich umysłach zachodzą w podobny sposób jak u bardzo małych dzieci. Nie upieram się przy tym, że przez głowę czworonogów przewijają się nieustannie filmy wideo, sądzę raczej, że z braku słów ich myśli bazują na zapamiętanych obrazach, jakich dostarczyły ich zmysły.

Niektóre, potwierdzone naukowo, dane wskazują, że kiedy psy myślą o czymś, ich mózg przejawia dającą się zmierzyć aktywność. Rosyjski uczony, V.S. Rusinow, który badał aktywność elektrofizjologiczną mózgu psów, skonstruował skomplikowaną aparaturę pozwalającą zapisywać fale mózgowe i przekazywać je urządzeniom rejestrującym. Każdego dnia przyprowadzone do laboratorium psy poddawano treningowi i doświadczeniom percepcyjnym. Wszystko odbywało się według planu i przez pięć dni w tygodniu doświadczenia rozpoczynały się zawsze o tej samej porze. Po krótkim czasie Rusinow zaobserwował, że kiedy psy wchodziły do pokoju ćwiczeń, wykres elektrycznej aktywności mózgu wskazywał na to, że zwierzęta były dosyć rozluźnione. Kiedy jednak rozpoczynała się sesja treningowa, wykres fal mózgowych zmieniał się, co zdawało się mieć związek z tym, czego akurat zwierzę doświadczało. Pewnego weekendu Rusinow zaprosił grupę gości do laboratorium, a chociaż tego dnia nie miał w planach żadnych doświadczeń, włączył aparaturę rejestrującą fale mózgowe, aby zademonstrować, w jaki sposób ona pracuje. Ku jego ogromnemu zdumieniu fale mózgowe u psa, który w dni robocze był o tej porze poddawany testom, były niemal identyczne z tymi rejestrowanymi w przebiegu doświadczenia. Kiedy czas przeznaczony na doświadczenia minął, aktywność mózgowa psa wróciła do normalnej, spoczynkowej. Rusinow doszedł do wniosku, że pies reagował na upływ czasu, kiedy więc nadchodziła pora planowych doświadczeń, zaczynał myśleć o tym, co się podczas nich działo. Skoro pamięć rejestruje zdarzenia w postaci obrazów, proces myślenia pobudza do działania te same regiony mózgu, które byłyby aktywne podczas doświadczeń w reakcji na to, co się podczas nich dzieje.

Jeśli założyć, że na tworzywo, z którego powstają myśli psów, składa się seria szczególnych, zmysłowych wyobrażeń i że te obrazy zastępują słowa w procesach myślowych, to bez wątpienia nigdy nie uda nam się tych procesów zrozumieć, jeśli nie poznamy zasady działania poszczególnych psich zmysłów. Skoro czworonóg ten nie odczuwa świata na nasz ludzki sposób, to trudno spodziewać się, że dojdzie do tych samych wniosków co człowiek postawiony w identycznej sytuacji. Skoro odczuwa rzeczy inaczej niż człowiek albo odczuwa takie rzeczy, które człowiekowi umykają, to jego myśli i sposób rozumienia tego, co się wokół niego dzieje, mogą być zupełnie inne niż nasze. Innymi słowy, jeśli chcemy zrozumieć, co dzieje się w umyśle psa, musimy najpierw zrozumieć język informacji, jakie otrzymuje jego mózg.

Oczy nocnych myśliwych

Oko psa i oko człowieka zbudowane są mniej więcej według tego samego planu, jednak w sposobie widzenia świata przez oba te gatunki występują pewne znaczące różnice. System wzrokowy człowieka obejmuje znacznie większy obszar mózgu, poza tym większa liczba neuronów zaangażowana jest w proces zbierania i przekazywania danych niż w przypadku pozostałych zmysłów. To oznacza, że nasza ocena sytuacji bazuje przede wszystkim na tym, co widzimy. Zupełnie inaczej jest u psów. System wzrokowy nie dominuje w ich mózgu w tak dużym stopniu, a odbiór otaczającego świata w mniejszym stopniu polega na wzroku.

Co prawda, zdolność widzenia psa jest uboższa niż człowieka, jednak, jak na zwierzęce standardy, psy mają i tak stosunkowo niezły wzrok. A w pewnych sytuacjach widzą one nawet lepiej niż my. W końcu każdy, kto widział, jak pies śledzi tor lotu talerza frisbee, by w odpowiednim momencie wyskoczyć w górę i go chwycić, miał okazję przekonać się, że zwierzęta te odbierają obrazy i mają dobrą zdolność widzenia. U wielu ras psów możność do wykonywania zadań, do jakich je wyhodowano, bazuje właśnie na wzroku. Aportery muszą śledzić tor lotu ustrzelonego ptaka i zapamiętywać miejsce, w które upadł, aby go potem zlokalizować. Owczarki zauważają najdrobniejsze poruszenie w stadzie i na tej podstawie podejmują decyzję o tym, czy należy interweniować, aby stado się nie rozbiegło. Muszą także z dużej odległości zobaczyć sygnały ręką, jakie daje im pasterz, wskazujący kierunek marszu całego stada. Charty wreszcie przez tysiąclecia hodowano właśnie po to, aby potrafiły wypatrzyć i upolować szybko poruszającą się zwierzynę. Psy przewodnicy niewidomych opierają swą pracę na obrazach, które mogą zobaczyć ich oczy, zastępujące oczy upośledzonego wzrokowo człowieka.

Proces ewolucji doskonalił i wyostrzał u poszczególnych gatunków te zmysły, od których zależało przeżycie każdego z nich. Człowiek, jako potomek nadrzewnych naczelnych, potrzebował zdolności rozróżniania kolorów (aby wypatrzyć wśród liści dojrzałe owoce i orzechy), dobrej ostrości widzenia (aby zobaczyć małe orzeszki i jagody) i dobrej głębi widzenia (aby właściwie ocenić odległość między gałęziami i nie wylądować na ziemi). Zaś przodkowie psa to mięsożerni myśliwi, szybko biegający po ziemi, aby dogonić znajdującą się nawet w sporej odległości, ale ciągle jeszcze w ich zasięgu, ofiarę. Psowate to także zwierzęta mroku, to znaczy, że ich największa aktywność przypada na godziny zmierzchu i świtu, kiedy światło jest stłumione, i w takich warunkach poruszają się znacznie pewniej niż ludzie. Oko zwierząt funkcjonujących w mroku musi wychwytywać najmniejszy nawet blask światła, za to rozróżnianie kolorów jest sprawą całkowicie drugorzędną.

Pełne zrozumienie sposobu widzenia psa wymaga poznania fizjologii i anatomii oka, które działa bardzo podobnie jak aparat fotograficzny. Zarówno oko, jak i aparat potrzebują dziurki, przez którą światło dostaje się do wnętrza (migawka w aparacie i źrenica w oku), soczewki skupiającej i ogniskującej światło oraz jakiejś wrażliwej powierzchni, na której można zarejestrować obraz (błona fotograficzna w aparacie i tylna powierzchnia siatkówki oka). Oko i aparat muszą mieć możliwość przystosowania się do pracy w zmiennym oświetleniu i nieustannie zawierać kompromis pomiędzy zdolnością do wychwytywania najmniejszych ilości światła a umiejętnością widzenia najdrobniejszych nawet szczegółów.

 

W konstrukcji oka psa nawet najdrobniejsze elementy służą tylko jednemu celowi – lepszemu funkcjonowaniu w przyćmionym świetle. Źrenice oka psów są znacznie większe niż większości ludzi. U wielu zwierząt w oku widać niewiele więcej ponad wielką źrenicę, okoloną wąziutkim paseczkiem tęczówki. Taka źrenica przechwytuje wprawdzie więcej światła, ale odbywa się to kosztem głębi widzenia, co oznacza, że przedmioty zbyt bliskie lub dalekie nie są przez nie widziane zbyt ostro. Wracając do porównania z aparatem fotograficznym – kiedy fotograf chce rozmazać tło za kimś, kogo fotografuje, użyje szeroko otwartej przesłony, aby zmniejszyć głębokość pola. Jeśli chce, aby wszystko wyszło ostro, także góry na odległym horyzoncie, otworzy przesłonę najmniej, jak to tylko możliwe. Źrenica oka psów także posiada zdolność rozszerzania się i zwężania, ale nigdy nie zwęzi się na tyle, aby uzyskać głębię widzenia równą naszej.

Większą zdolność wychwytywania światła psy zawdzięczają większym soczewkom. Aby skupiać dużo światła, soczewki muszą być duże. To dlatego soczewki astronomicznych teleskopów są tak ogromne, nawet do 500 cm średnicy, jak w teleskopie w Mount Palomar w Kalifornii. Dwa różne komponenty w oku i psa, i człowieka działają efektywnie jako soczewki. Pierwszy to rogówka – przezroczysta, twarda warstwa ochraniająca oko i faktycznie wyłapująca światło. Drugi – to krystaliczna soczewka, położona za źrenicą i ustawiająca punkt skupienia promieni świetlnych. Zwierzęta aktywne w mroku odznaczają się zwykle dużą powierzchnią rogówki. U psa jest ona zdecydowanie większa niż u człowieka.

Światło, które poprzez źrenicę dostaje się do oka i skupia się w soczewce, na koniec formuje obraz na siatkówce. Tu większość promieni świetlnych wyłapywana jest przez specjalne komórki nerwowe, zwane fotoreceptorami. W siatkówce człowieka wyróżniamy dwa typy fotoreceptorów: cienkie i wydłużone pręciki oraz krótkie, grube, stożkowate czopki. Pręciki są przystosowane do pracy w przyćmionym świetle. Nic też dziwnego, że w oku psa znajduje się znacznie więcej pręcików niż w oku człowieka, ale jest tam jeszcze dodatkowa struktura ułatwiająca widzenie w mroku, której nasze oko jest pozbawione.

Być może zauważyliście, że w nocy, w świetle reflektorów oczy psów połyskują niesamowitym, żółtym albo zielonym blaskiem. Ten kolor pochodzi z odbijającej światło makaty położonej za siatkówką, która działa jak swego rodzaju lustro. Przechwytuje ona i kieruje z powrotem na siatkówkę te wszystkie promienie świetlne, które nie zostały wychwycone przez komórki światłoczułe, czyli daje fotoreceptorom drugą szansę odbierania przyćmionego światła, które trafiło do oka. Fotoelektryczna aktywność makaty daje efekt fluorescencyjny, który dodaje blasku i lekko zmienia kolor odbitego światła. Zmiana barwy powoduje zmianę długości fali w kierunku tej, jaka jest dla fotoreceptorów najłatwiejsza do wychwycenia. Światło odbite od makaty odblaskowej zwiększa wprawdzie wrażliwość oka, ale ma to swoją cenę. Światło docierające do makaty odblaskowej pada z różnych kierunków i tak jak kula bilardowa odbita od krawędzi stołu, nie wraca po tym samym torze, lecz biegnie z pewnym odchyleniem. Z powodu różnicy w kierunkach światła padającego bezpośrednio na siatkówkę i światła odbitego, powstający obraz jest rozmyty. Ostrość obrazu to jest właśnie cena, jaką trzeba zapłacić za zdolność widzenia w mroku.

Psy typu husky, zwłaszcza te niebieskookie, których oczy nie świecą w ciemnościach, być może nie mają makaty odblaskowej. Wydaje się, że jest to zjawisko przypadkowe, utrwalone w wyniku selektywnej hodowli. Obszar dalekiej północy, gdzie hodowano te psy, przez większą część roku pokryty jest śniegiem, dzięki czemu najsłabsze nawet promienie nocnego światła odbijają się odeń, poprawiając widoczność przedmiotów. Prawdopodobnie światło odbijające się od makaty odblaskowej nie poprawiało już widoczności, więc ta zbyteczna struktura zagubiła się w procesie hodowli. Niektórzy naukowcy uważają nawet, że brak makaty w środowisku odbijającym promienie światła zapewnia przewagę, pozwalając zwierzęciu dostrzec szczegóły obrazu, którego kontury nie uległy deformacji, bez utraty wrażliwości na światło.

Posiadając większą źrenicę, większą skupiającą światło soczewkę, większą liczbę pręcików i makatę odblaskową, oko psa jest w znaczącym stopniu bardziej czułym przyrządem do widzenia w półmroku niż oko ludzkie. Udowodniono, że psu potrzeba jedną czwartą światła potrzebnego człowiekowi, aby dobrze widzieć w nocy. Oczy polujących nocą kotów są jeszcze bardziej wrażliwe i wystarcza im jedna siódma światła niezbędnego człowiekowi.