Jak rozmawiać z psemTekst

Autor:Stanley Coren
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

3

Psy słuchają

Jest coś, o czym ludzie często zapominają w swoich rozważaniach nad posługiwaniem się językiem. Umiejętności lingwistyczne składają się w rzeczywistości z dwóch istotnych składników. Pierwszy z nich to zdolność rozumienia mowy, bodaj czy nie najważniejsze wymaganie. Drugi, to zdolność do produkowania języka. Istnieje możliwość rozumienia języka bez możliwości produkowania go. Zdarza się to tym, którzy urodzili się niemi, albo wskutek wypadku czy choroby utracili zdolność mówienia. Tacy ludzie rozumieją, co się do nich mówi, ale nie mają możliwości wydawania dźwięków, składających się na słowa rozumianego przez nich języka. Ich możliwości nazywamy biernym posługiwaniem się językiem w odróżnieniu od możliwości czynnego posługiwania się nim, co pozwala nie tylko na rozumienie mowy, ale także na artykułowanie jej.

We wczesnych stadiach rozwoju językowego człowieka doskonali się bierna znajomość języka. Trzynastomiesięczne dziecko rozumie przeciętnie około 100 słów, ale jego czynna znajomość języka jest niemal zerowa. Przeciętnie może wymówić dwa, trzy mające znaczenie „słowa”, najbystrzejsze znają tych „słów” pięć do sześciu. Jasne jest, że u małych dzieci rozumienie mowy pojawia się, zanim jeszcze same zaczną mówić.

O tym, że rozumienie mowy jest łatwiejsze niż nauczenie się posługiwania się nią, przekonała się Amerykańska Agencja Badania Przestrzeni Kosmicznej, NASA, w okresie, kiedy rozpoczęła się zakrojona na szeroką skalę współpraca międzynarodowa. Gdy amerykańscy i rosyjscy astronauci po raz pierwszy znaleźli się razem w przestrzeni kosmicznej, mieli posługiwać się każdy swoim językiem ojczystym. Toteż Amerykanie mówili tylko po angielsku, a Rosjanie po rosyjsku. Musieli jednak rozumieć wzajemnie swoje języki, choć nie musieli w nich mówić. Pozwalało im to łatwiej, a co więcej, bardziej precyzyjne porozumiewać się, bowiem w biernej znajomości języka znacznie szybciej mogli osiągnąć zaawansowany poziom.

Dokładnie to samo zjawisko obserwuję na własnym przykładzie. Rozumiem angielski, rosyjski, niemiecki, hiszpański, włoski i francuski na poziomie wystarczającym do oglądania filmów bez pomocy listy dialogowej, mogę też bez większych problemów śledzić przebieg rozmowy. Po angielsku, co oczywiste, mówię płynnie, po hiszpańsku całkiem biegle, po niemiecku już słabiej, a po francusku na podstawowym poziomie, moja czynna znajomość włoskiego i rosyjskiego jest na poziomie dwu, trzylatka, jeśli wziąć pod uwagę płynność mówienia. Zupełnie jak u małych dzieci, moja bierna znajomość języka jest na znacznie wyższym poziomie niż czynna.

Psy bez wątpienia posiadają możliwości słuchowe rozróżniania dźwięków na poziomie pozwalającym im słyszeć i rozumieć słowa. Mogą wyłapywać subtelności wymowy usłyszanych słów. Zobaczmy to na przykładzie psów znanego etologa, Victora Sarrisa. Brzmienie własnego nazwiska tak bardzo mu się podobało, że trzy swoje psy nazwał imionami rymującymi się z Sarris – Paris, Harris i Arris. Wbrew oczekiwaniu, nie powodowało to żadnych pomyłek. Każdy z psów reagował prawidłowo na swoje imię i żaden zdawał się nie żywić do swego pana urazy za jego dziwactwo w sprawie nadawania imion.

Nie można nie doceniać biernych możliwości językowych psów. Z faktu, że nie są one zdolne do wydawania dźwięków układających się w zrozumiałe słowa, nie należy wyciągać wniosku, że nie są zdolne do rozumienia tego, co do nich mówimy. To, czy pies rozumie, co się do niego mówi, widać po sposobie reagowania na słowa. Widać, kiedy prawidłowo reaguje na komendy, albo jak odpowiednio zmienia się jego zachowanie w reakcji na to, co do niego mówimy. Jako przykładem chciałbym posłużyć się minisłownikiem, jaki znają moje własne psy. Pokazuje to typowy zakres biernej znajomości języka, jaki zdarza się u psów, co wcale nie znaczy, że nie są one zdolne do dalszej nauki.

Niektóre słowa i frazy, których nauczyły się moje psy, są takim moim małym dziwactwem, odzwierciedlającym mój styl życia i sposób, w jaki układam sobie stosunki z moimi psami. Nie każdy z moich psów reaguje na wszystkie te słowa, zależy to od wieku i stopnia ułożenia psa. Lista obejmuje zresztą tylko te słowa, których używam celowo, chcąc uzyskać reakcję psa, nie obejmuje zaś tych, które moje psy znają i rozumieją, choć nigdy formalnie nie wymagałem reagowania na nie. Każdemu z podanych niżej słów towarzyszy opis podejmowanych przez psa działań, świadczących o zrozumieniu, co się do niego mówi.

Będziemy czyścić oczy – W odpowiedzi pies kładzie głowę na mojej lewej ręce, tak że mogę swobodnie przemyć oczy i oczyścić skórę i włos wokół nich.

Brzydki pies – To wyraz mojej irytacji, w odpowiedzi pies zaczyna ulegle płaszczyć się albo wychodzi z pokoju.

Chcesz się bawić? – To zdanie wprawia psa w euforię, zaczyna biegać w kółko, przypadać zabawowo do ziemi i szczekać w oczekiwaniu ćwiczeń i dobrej rozrywki.

Chodź – Podstawowa komenda przywołania.

Cisza – To słowo sprawia, że psy przestają szczekać, przynajmniej na chwilę.

Czas wolny – Te słowa mają dla moich psów szczególne znaczenie. Podczas treningu to komenda zwolnienia, oznacza, że wymagania ostatniej usłyszanej komendy zostały spełnione i czas na chwilę odpoczynku. Czasami pies podchodzi do mnie, domagając się pochwał, czasami „tańczy” dookoła, witając się z innymi ludźmi i psami.

W przeszłości używałem słowa „OK”, bo brzmiało ono bardzo naturalnie. Jednak okazało się, że OK jest tak popularnym zwrotem, a ludzie często używają go w tak entuzjastyczny sposób, że moje psy każde zasłyszane OK uznawały za komendę zwolnienia. Kiedyś na wystawie ktoś wykrzyknął OK widząc, jak jego pies wygrywa w dużej stawce, niestety było to tuż obok ringu posłuszeństwa, gdzie mój cairn terier akurat wykonywał ćwiczenie waruj, zostań. Miał tak leżeć pięć minut, mając mnie poza zasięgiem wzroku. Entuzjastyczne OK to było to, na co czekał. Zerwał się natychmiast i podszedł do ćwiczącego obok psa. Od następnego dnia porzuciłem OK na rzecz „czas wolny”, bo nie jest to zbyt powszechnie używane wyrażenie.

Czekaj – Luźniejsza wersja komendy „stój", pies ma przerwać to, co akurat robi i patrzeć na mnie w oczekiwaniu na dalsze instrukcje.

Daj buzi – W odpowiedzi pies liże mnie po twarzy.

Daj głos – To jeszcze jedna sztuczka: pies w odpowiedzi ma wydać pojedyncze szczeknięcie.

Daj łapę – Kiedy pies usłyszy te słowa, podnosi łapę na tyle wysoko, abym z łatwością wytarł ją do sucha albo obciął mu pazury.

Dobry pies – Te słowa są pochwałą, która zwykle wywołuje radosne machanie ogonem; zamiennie używam „dobry chłopczyk”, kiedy chwalę któregoś z moich samców.

Do kojca – W reakcji na tę komendę pies idzie posłusznie do kojca.

Do tyłu – Komenda używana tylko w samochodzie, w odpowiedzi pies przechodzi z przedniego na tylne siedzenie.

Do mnie – Tej komendy często używam, kiedy chcę, żeby biegający pies szybko znalazł się u mego boku.

Do środka – W reakcji na tę komendę pies przechodzi przez drzwi, albo przez furtkę, w kierunku, który wskazuję ręką.

Front – To szkoleniowa wersja codziennej komendy „do mnie”, z tą różnicą, że pies ma nie tylko podejść, ale usiąść dokładnie na wprost mnie i czekać na następną komendę.

Gdzie twoja piłeczka? – Jedna z wielu odmian frazy „znajdź przedmiot”, na które reagują moje psy. Jeśli przedmiot jest dostępny i wystarczająco mały, aby zmieścić się w pysku, pytany zwykle przynosi go do mnie, jeśli nie, siada w miejscu, gdzie zlokalizował szukany przedmiot, i szczeka.

Hop – Komenda zwykle poparta gestem dłoni, wskazującym, na co pies ma wskoczyć.

Idziemy – W istocie swobodna forma komendy „noga”, kiedy chodzi mi o to, aby pies trzymał się raczej blisko mnie na spacerze, może iść odrobinę z przodu albo z tyłu i nie musi siadać, kiedy się zatrzymuję.

Jesteś wolny – Zabawowa komenda, kiedy pozwalam psu pobiegać swobodnie.

Kto chce ciasteczko? – Słysząc to pytanie, wszystkie psy biegną natychmiast do kuchni, stają przed szafką, gdzie schowane są psie ciasteczka, i wpatrują się w nią.

Kto się chce przejechać? – Kiedy jesteśmy w ogrodzie, moje psy biegną do samochodu i czekają.

Kto chce coś jeść? – Tak jak w przypadku ciasteczek, psy biegną do kuchni i wpatrują się w szafkę, gdzie schowano ich miski, w oczekiwaniu na posiłek.

Kto chce iść na spacerek? – Psy biegną do drzwi i czekają.

Na dół – W odpowiedzi na tę komendę pies podchodzi do schodów i siada na ich szczycie.

Nie – Tę komendę zawsze wygłaszam głośno, ostrym tonem, aby pies zamarł, natychmiast przerywając to, co robi. Aby uzyskać tę istotną reakcję zamarcia, kiedy po raz pierwszy wprowadzam komendę „nie”, ucząc małe szczenię, dołączam do niej głośny, ostry dźwięk. Uderzenie garnkiem o szafkę albo upuszczenie książki na podłogę świetnie spełnia tę rolę. To chyba najważniejsza komenda, która pozwala uniknąć wielu kłopotów. Okrzyk „nie” może zatrzymać w bezruchu psa, który pakuje się w niebezpieczną sytuację czy podchodzi do przestraszonego dziecka. Gdy już zastygnie, przywołuję go komendą „do mnie” i natychmiast uzyskuję nad nim pełną kontrolę.

Noga – To tradycyjna komenda, gdy chcę, aby pies szedł tuż przy mojej lewej nodze.

Nora – Jedna z licznych komend „masz iść tu i tu”, których używam; ta akurat znaczy, że pies ma iść do mojego gabinetu i tam na mnie czekać.

Oddaj – Tego słowa używam, kiedy chcę odebrać psu coś, co trzyma w pysku, w odpowiedzi pies rozluźnia nacisk zębów i mogę z łatwością odebrać mu zdobycz.

Otwórz buzię – Tego zwrotu używam, kiedy czyszczę moim psom zęby.

 

Pozbieraj zabawki – Bardzo użyteczna komenda przy sprzątaniu. Moje psy wiedzą, że mają obejść pokój i poprzynosić do mnie rozrzucone zabawki.

Przepraszam – Bardzo użyteczna fraza, używam jej zawsze, kiedy chcę przejść, a pies leży mi na drodze. W odpowiedzi pies wstaje i schodzi mi z przejścia.

Przytulanki – Wszystkie moje psy uczą się tego słowa jako bardzo małe szczenięta, wzięty na ręce malec ma wtedy położyć głowę na moim ramieniu i odprężyć się.

Przewrotka – No cóż, każdy uczy psa jakichś sztuczek ku uciesze wnuków i prawnuków, moje psy, słysząc to, przewracają się na grzbiet, podstawiając brzuszek do głaskania.

Puść to – Tego wyrażenia uczę już bardzo małe szczenięta, które mają zwyczaj chwytać w zęby, cokolwiek im się nawinie, co czasami bywa dla nich niebezpieczne. W odpowiedzi pies upuszcza na podłogę to, co trzyma w pysku.

Relaks – Tego słowa używam, kiedy pies na spacerze nadmiernie ciągnie za smycz i chcę go powstrzymać.

Ręczniczek – Słysząc te słowa, każdy z moich psów siada na środku pomieszczenia (zwykle kuchni), czekając, aż zostanie wytarty po spacerze w deszczowe dni.

Siad – Tej komendzie zwykle towarzyszy sygnał ręką, wskazujący miejsce, gdzie pies ma usiąść. Oznacza, że pies ma tam usiąść i spokojnie czekać. Nie wolno mu w tym czasie podejmować żadnych działań.

Służyć – To jeszcze jedna z popularnych sztuczek. Pies, siedząc, ma unieść tułów i przednie łapy do góry, w pozycji, która często nazywana jest żebraczą.

Skacz – Używam tego słowa, gdy chcę, aby pies przeskoczył przez coś, na przykład przez przeszkodę.

Smycz – To jedna z tych komend, które bardzo ułatwiają życie. Słysząc ją pies podnosi głowę, dzięki czemu łatwiej mu przypiąć smycz.

Spokojnie – Używam tego słowa podczas czesania, gdy mam wyczesać kołtun we wrażliwym miejscu. Słysząc je, pies leży spokojnie, nie bacząc na chwilowe niewygody. Często w tej sytuacji dodaję je jako wzmocnienie komendy „zostań”.

Stój – Ta komenda przynosi różne efekty, w zależności od tego, czy pies idzie, leży czy siedzi. Usłyszawszy je w ruchu, pies zatrzymuje się natychmiast, zwrócony w tym kierunku, w którym szedł. Leżący czy siedzący, wstaje, robi dwa kroki w przód i zatrzymuje się zwrócony w tym kierunku, w którym przedtem patrzył.

Swinguj – Jeszcze jedna z moich autorskich komend. Pies ma obiec mnie dookoła i usiąść przy mojej nodze.

Szukaj rękawiczki – Ta komenda jest częścią oficjalnego kursu szkolenia, w odpowiedzi pies zawraca i zaczyna szukać rękawiczki, którą wcześniej upuściłem.

Szukaj – To komenda rodem ze szkolenia. Podczas pracy na śladzie pies zapoznaje się z zapachem poszukiwanej osoby, a następnie podejmuje jej ślad.

Szybciutko – Te słowa pies poznaje, kiedy uczy się załatwiania się poza domem. Usłyszawszy je, zaczyna natychmiast szukać miejsca, gdzie mógłby załatwić swoje naturalne potrzeby, i podnosi nogę, czasami tylko po to, aby sprawić mi przyjemność.

Trzymaj się blisko – Używam tego wyrażenia podczas spacerów z psami, w odpowiedzi pies, który został w tyle, przyspiesza, aby mi dorównać.

Uściski – To taka głupiutka komenda, kiedy chcę, aby pies podskoczył, opierając mi łapy na biodrach, abym mógł go pogłaskać bez schylania się.

Uwaga – Używam tego słowa w celu zwrócenia na siebie uwagi psa. Oznacza, że za moment padnie komenda.

Waruj – W odpowiedzi pies natychmiast kładzie się i zamiera w bezruchu.

Weź – To rozkaz dla mojego psa, że ma przynieść aport.

Wyjdź – Ta komenda to informacja dla moich psów, że mają opuścić pomieszczenie, w którym były zamknięte, kiedy otwieram drzwi.

Zakładamy obrożę – Bardzo użyteczna komenda. Słysząc ją, pies podnosi głowę i łatwiej mu wtedy nałożyć obrożę.

Zdejmujemy obrożę – Przeciwstawna komenda, na jej dźwięk pies opuszcza głowę i obroża ześlizguje się z łatwością.

Znajdź to – To komenda ze szkolenia. Pies ma wybrać przedmiot, na którym zostawiłem swój zapach, spośród innych, leżących obok.

Zostań – Ta komenda mówi psu, że ma pozostać tam, gdzie się znajduje, w dotychczasowej pozycji, aż zostanie zwolniony.

Zostaw – Pies, słysząc to słowo, natychmiast przerywa to, czym się akurat zajmuje.

Z powrotem – Tej komendzie zawsze towarzyszy sygnał dłonią, pokazujący kierunek, w którym ma się udać pies.

Ta lista słów i wyrażeń, które znają moje psy, jest oczywiście niekompletna, przytoczyłem tylko używane najczęściej. Nie znalazły się na niej słowa, które psy poznały mimowolnie, bez jakiegoś specjalnego treningu. Kiedy, na przykład, zdarzy mi się w rozmowie z żoną użyć słowa „kąpiel”, reakcja zależy od psa, który akurat przysłuchuje się naszej rozmowie. Cairn terier, Flint, którego kiedyś mieliśmy, natychmiast zaczynał rozglądać się za jakąś kryjówką. Natomiast cavalier king charles szedł do drzwi łazienki i czekał pokornie na to, co nieuniknione. Z kolei mój flat coated retriever ma zwyczaj zachowywać czujność, sprawdzając, czy to paskudne słowo aby na pewno dotyczy akurat jego.

Przez lata praktyki przekonałem się, że psy rozumieją bardzo wiele słów, których nigdy nie były uczone. Zauważyłem, na przykład, że kiedy używam słów „kurs szkolenia”, moje psy nieodmiennie biegną do szafy, gdzie trzymam sprzęt treningowy, i spoglądają wyczekująco. Ostatnio zauważyłem, że przyswoiły sobie słowo „biuro”, ale ich reakcja zależy w dużej mierze od tego, gdzie akurat jesteśmy i które psy mi towarzyszą. Jeśli, na przykład, spacerujemy z psami na naszej farmie, i w rozmowie mówię do żony „Teraz idę do biura, żeby trochę popracować”, nasze psy zaczynają kierować się pod drzwi mojego biura, gdzie zwykle towarzyszą mi, kiedy piszę. Gdy jesteśmy w mieście, mam na myśli to, że będę pracował w gabinecie, albo że wybieram się na uniwersytet. Mój spaniel układa się wtedy koło biurka w gabinecie, za to retriever, Odin, odnajduje moją teczkę i siada nieopodal. Zauważył, że bez względu na to, dokąd się wybieram, teczka i tak będzie mi potrzebna.

Inne zwyczajowe zdanie, które moje psy interpretują po swojemu, brzmi: „Myślę, że pójdę się położyć”. Sprawia ono, że Odin natychmiast kieruje się ku schodom, aby jak najszybciej zająć miejsce na swojej poduszce, tuż koło naszego łóżka. Przypuszczam, że jest jeszcze wiele używanych na co dzień zwrotów, które moje psy rozumieją, chociaż mnie, jak dotąd, nie udało się zaobserwować reakcji, wskazujących na to, że rozumieją je poprawnie.

Nieraz słyszałem o psach na tyle bystrych, że ich bierna znajomość ludzkiej mowy stała się uciążliwa. Rita, właścicielka dużego białego pudla o imieniu Tony, nie mogła w potocznych rozmowach używać pewnych słów, aby nie wywołać reakcji psa. Wystarczyło, że w rozmowie padło słowo „spacer”, a pies biegł do drzwi, szczekając radośnie, w oczekiwaniu na wyjście z domu. Słowo „piłka” sprawiało, że pies zaczynał zawzięcie biegać po mieszkaniu w poszukiwaniu ulubionej zabawki, zaś na samo wspomnienie o „jedzeniu” niemal atakował lodówkę. Naliczyła z pół tuzina słów, na które tak żywo reagował. Stało się to tak męczące, że Rita i jej mąż, zamiast wymawiać zakazane słowa, literowali je, a brzmiało to mniej więcej tak: „Czy nie zabrałbyś psa na s-p-a-c-e-r? Pomogło na krótko, bierna znajomość języka była u Tony’ego na tyle dobra, że szybko zaczął reagować na literowane słowa tak samo, jak na wymawiane normalnie.

Jak wielu słów i wyrażeń psy potrafią się nauczyć? Dyskusja na ten temat trwa. Jeśli ograniczyć się tylko do słów i dźwięków, to według niektórych psychologów, na przykład J. Paula Scotta, przeciętny pies może nauczyć się rozróżniać ich około dwustu i nie będzie to jakiś nadzwyczajny wyczyn. To stawia zdolności językowe psa na poziomie dwuletniego dziecka. Niektórzy szkoleniowcy utrzymują, że liczba ta jest większa i może wynosić około trzystu. Dostałem kiedyś list od niemieckiego szkoleniowca, który nauczył owczarka niemieckiego rozróżniania trzystu pięćdziesięciu słów. „Były to nie tylko jedno-, dwuwyrazowe komendy – pisał – ale nawet słowa stanowiące część zdania. Słysząc całe zdanie, pies potrafił wyłowić z niego istotne informacje i stosować się do ukrytych w nich poleceń”. To doskonały przykład zdolności do biernego poznawania języka przez psy.

Jest to też doskonały historyczny przykład, obrazujący możliwości psów w wyłapywaniu poszczególnych słów i części zdań z potocznej mowy. Było to w czasach, kiedy psy były wykorzystywane jako podręczna, tania siła robocza. Wszyscy wiedzą, że używano psów, podobnie jak koni czy mułów, do ciągnięcia wózków i sań, a także do przenoszenia ładunków w specjalnych, przytroczonych do grzbietu nosidłach. Nie wszyscy jednak wiedzą, że używano ich także jako siły napędowej do poruszania lekkich maszyn. Przez wieki psy miały swoje miejsce pracy w kuchniach wielkich domostw. W tamtych czasach mięso pieczono na specjalnych rożnach – szpikulcach, umieszczonych nad otwartym ogniem. Rożen musiał być nieustannie obracany, aby mięso piekło się równomiernie. To uciążliwe zadanie powierzano ciężkim, krótkonogim psom o wydłużonej sylwetce, nazywanym „turnspits”. Umieszczano je w specjalnym kole obrotowym, przypominającym mocno powiększoną wersję kółka wybiegowego, jakiego używają hodowcy chomików. Przy każdym kroku psa koło obracało się, co wprawiało w ruch obrotowy rożen. W gospodarstwie było zwykle kilka psów, które przez długie godziny codziennie obracały rożny. Psy te były także używane do napędzania maszyn do robienia masła, pompowania wody czy mielenia ziarna, a nawet do napędzania wynalezionej wtedy specjalnej maszyny do szycia.

Psy nie były przypisane jedynie do kuchni. Czasami, kiedy w kuchni nie było dla nich pracy, powierzano im znacznie przyjemniejsze zadania. W niedzielę były zabierane do kościoła, gdzie miały grzać stopy swoich państwa. Pewnej niedzieli biskup Gloucester miał kazanie w opactwie Bath. Temat kazania wybrał sobie z dziesiątego rozdziału księgi Ezechiela. Chcąc poruszyć wiernych, mówił z ogromną emfazą. W pewnym momencie wykrzyknął: „I wtedy Ezechiel zobaczył koło!” Psy, które do tej pory leżały spokojnie u stóp właścicieli i najwyraźniej śledziły potok wymowy kaznodziei, być może oczekując jakichś wskazówek dla siebie, usłyszały znajome słowo „koło”. A „koło” to było ich miejsce pracy, reakcja więc była natychmiastowa. Według relacji jednego ze świadków: „większość psów zerwała się z miejsc, i z podkulonymi ogonami wybiegła z kościoła”.

O tym, jak ważne miejsce w naszym życiu zajmują psy, świadczy fakt, że otrzymują imiona. To nadaje każdemu z nich tożsamość i podkreśla jego znaczenie. A także przypisuje każdemu z nich określony dźwięk. Najbardziej interesujące jest to, że psy reagują na te dźwięki. Dziko żyjące zwierzęta najwyraźniej nie potrzebują imion. Każde zwierzę zna swoje miejsce w grupie i współpracuje bez konieczności dźwiękowego ponaglania. Tylko żyjąc w świecie ludzi psy musiały nauczyć się biernego rozumienia ich języka.

Dla ludzi imiona mają specjalne znaczenie. Według Biblii, pierwszym zadaniem, jakie Bóg powierzył Adamowi, było nazwanie każdego żywego stworzenia. W wielu kulturach imię to kwintesencja osobowości. Wymienienie czyjegoś imienia wymawiającemu je dawało nad nim nawet magiczną władzę. W niektórych kulturach dziecko otrzymuje „prawdziwe imię”, które znane jest jedynie dziecku i temu, kto mu to imię nadał, aby nikt nigdy nie mógł nad nim uzyskać władzy. Dziecko dostaje także drugie imię, którym nazywane jest na co dzień.

Tylko zwierzęta o bardzo specjalnym znaczeniu dostają imiona. Zazwyczaj żaden farmer nie nadaje imion wszystkim swoim kurczakom czy krowom. Nadanie czemuś lub komuś imienia świadczy o indywidualności, uznaniu tożsamości i specjalnego znaczenia. Ludzie, którzy nie postrzegają psów jako osobowości, mają skłonność do depersonalizowania, kiedy o nich mówią. Ktoś, kto mówi: „Pies jest głodny. Nakarm go”, okazuje tym samym brak zainteresowania i ciepłych uczuć, tak samo jak okazałby lekceważenie mówiąc o własnym synu lub córce: „Dzieciak jest głodny. Nakarm go”. Człowiek, któremu psy są bliskie, zawsze używa imienia. Dla niego to Lassie, Sarah czy George jest głodny.

Eskimosi idą jeszcze o krok dalej w myśleniu o psach. Wierzą, że pies nie ma duszy, dopóki nie otrzyma własnego imienia. Nadają swoim ulubionym psom ludzkie imiona, często imiona własnych przodków. Tylko niektóre psy otrzymują szczgólne imiona. Te wyróżnione są brane do domu i zazwyczaj lepiej karmione i lepiej traktowane niż inne, zwykłe psy, które są używane do ciągnięcia sań. Eskimosi muszą jednak jakoś rozróżniać także pracujące psy, dostają więc one nazwy, zazwyczaj związane z ich wyglądem, jak Szary, Czarny, Długi Ząb, Nakrapiany Ogon, albo z zachowaniem czy zdolnością do pracy, jak Śpioch, Biegacz, Szczęściarz czy Nieustraszony. Według eskimoskiej tradycji takie nazwy nie są prawdziwymi imionami i nie mają nic wspólnego z duszą.

 

Nawet jeśli pominąć mistyczne czy religijne aspekty nazywania psów, imiona mają ogromne znaczenie w ich życiu. Trzeba pamiętać, że psy żyją otoczone morzem dźwięków ludzkiej mowy. Ich słownictwo jednak jest stosunkowo ubogie, na poziomie małego dziecka. Podstawowym celem psów jest zatem z powodzi dźwięków wyłowić te, które bezpośrednio ich dotyczą. Toteż przypadkowa uwaga, rzucona do kogoś z rodziny, ot, choćby taka: „Chodź, siadaj tu koło mnie na kanapie, pooglądamy sobie razem telewizję, tylko sprzątnij te książki, nie muszą tutaj leżeć”, dla psa może być twardym orzechem do zgryzienia. Wszystkie moje psy doskonale znają znaczenie przynajmniej trzech słów zawartych w tym zdaniu. Spotkały się z nimi na szkoleniu. „Chodź” i „leżeć”, to oczywiste, i „siadaj” – odmiana komendy „siad” w formie ponaglającej, kiedy pies jest nieco oporny. Wyobraźmy sobie, że pies siedzi sobie spokojnie w salonie i nagle słyszy to właśnie zdanie, skierowane do jednego z członków rodziny. Czy naprawdę spodziewamy się, że którykolwiek sensownie myślący pies zareaguje, podchodząc najpierw do pana, następnie siadając, a w końcu warując? A jeśli nie, to dlaczego? Skąd pies wie, które z wielu wypowiadanych codziennie słów skierowane są wprost do niego? Na które trzeba natychmiast zareagować? A które go nie dotyczą?

Często psy orientują się, że słowa skierowane są bezpośrednio do nich, obserwując naszą mowę ciała. Nie ma wątpliwości, że kiedy patrzę wprost na psa i skupiam na sobie całą jego uwagę, to słowa „siad”, chodź” i „leżeć” są skierowane do niego. W tych okolicznościach pies świetnie wie, że są to skierowane do niego komendy i że trzeba się im podporządkować. Ale kiedy mowa ciała nie jest tak wyrazista i jednoznaczna, to użycie imienia psa jest kluczem do zrozumienia. W takim przypadku, imię psa jest sygnałem informującym go, że następująca po nim seria dźwięków dotyczy właśnie jego. W tym przypadku imię psa można uznać za odpowiednik następującego zdania: „Słuchaj uważnie, następna wiadomość odnosi się do ciebie”.

Dlatego też musimy mówić z wielką precyzją, kiedy zwracamy się do naszych psów. Za każdym razem, gdy chcemy, aby pies coś zrobił, powinniśmy zaczynać od wymienienia jego imienia. Czyli: „Rover, siad”, „Rover chodź”, „Rover, leżeć” – oto przykłady, jak właściwie adresować zdania skierowane do psa. Zdania „Siad, Rover” czy „Chodź, Rover” są przykładami złych konstrukcji gramatycznych w mowie skierowanej do psa. Rzecz w tym, że słowo dotyczące konkretnego działania rozpłynie się w powietrzu na długo przed tym, zanim pies w ogóle zorientuje się, że dźwięki wychodzące z twoich ust były adresowane do niego. Mówiąc „Siad, Rover”, można uzyskać tyle, że pies zacznie wpatrywać się w człowieka z tym wyrazem oczu: „W porządku, skupiłem na tobie całą swoją uwagę, więc co mogę dla ciebie zrobić?” – który tak dobrze zna wielu z nas. Nic dziwnego, że pies wpatruje się w ciebie, w końcu ściągnąłeś na siebie jego uwagę, czeka więc na istotne informacje, czego od niego oczekujesz. Po trwającej parę sekund wymianie spojrzeń często pada powtórzona niecierpliwie komenda: „Kazałem ci siadać, ty głupi psie”. Pies siada, ale to naprawdę nie jego wina, że zachował się głupio.

Rasowe psy z rodowodem mają zazwyczaj dwa albo i trzy imiona. Przede wszystkim mają swoje imiona rodowodowe, pod którymi zarejestrowane są w księgach organizacji kynologicznych. Są one zwykle długie, pompatyczne i często pozbawione sensu, jak „Remasia Vindebon of Torwood”, „Flatcastle Shadow on Wild Water”, „Blacklace Moonlight Romance” czy „Solar Optics from Creekwood”. Znacznie ważniejsze jest imię „domowe”. W końcu któż chciałby stać na własnym podwórku i wołać „Tollbreton Coranado Dancer, do nogi”. Większość ludzi nadaje swoim psom krótkie, poręczne imiona, które łatwo wymówić. Takie imię staje się znakiem rozpoznawczym psa, tym dźwiękiem, który jest adresowany tylko do niego, wyróżnia go z tłumu. Przykładowe imiona, jakich ja używam dla moich psów, to Wiz, Flint czy Odin. Lata praktyki nauczyły mnie, że dwusylabowe imiona wymawia mi się najłatwiej, a psy też lepiej na nie reagują. Toteż Wiz bywa najczęściej nazywany Wizzer, a Flint ma także łacińskie imię Flintus. Lubię, aby imię domowe jakoś łączyło czy kojarzyło się z rodowodowym, toteż „Tollberton Coranado Dancer” po domowemu zwany był Dancer, a na „Koy’s Abracadabra Alchemist” wołaliśmy Magic.

Zdarza się, że ludzie, nadając swoim psom imiona, starają się wymyślić takie, które robią imponujące wrażenie. Zupełnie jak atleci, którzy przybierają przydomki, mające podkreślić ich siłę i moc. Zresztą często decydują się oni na któregoś z dużych psów obrończych, jak rottweiler, bullmastif, doberman czy dog niemiecki, pewnie żeby jeszcze bardziej podkreślić swoją siłę. Nieodzownym dodatkiem do takiego psa jest specjalny ekwipunek w postaci nabijanej ćwiekami obroży i grubej smyczy. Pies musi mieć do tego odpowiednie imię. Herschel Walker, zawodowy futbolista uznany za rozgrywającego wszech czasów, miał rottweilera o imieniu Al Capone. Inne popularne imiona to Zbój, Drab, Drań, Rocky, Duch. Takie imiona jak Fifi, Puszek czy Mili nawet nie wchodzą w rachubę.

Czy nadawanie psom groźnie brzmiących imion sprawia, że właściciele sami czują się silniejsi, dominujący nad otoczeniem? Nie jest to do końca jasne. Nadanie wszakże psu groźnie brzmiącego, budzącego strach imienia ma wpływ na to, jak postrzegają tego psa inni. Potwierdza to następujący eksperyment. Grupa ludzi dostała opis psa, który brzmiał tak:

Przedmiot naszego zainteresowania stanowi państwa umiejętność określenia charakteru i intencji psów poprzez obserwację ich zachowań. Za chwilę zobaczą państwo nagranie wideo, ukazujące psa o imieniu Ripper (ang. Rozpruwacz) i interakcje zachodzące między nim a człowiekiem. Proszę uważnie obejrzeć materiał filmowy, bowiem w następnym etapie będą państwo odpowiadać na pytania dotyczące zachowania psa.

Zamiast „Ripper” używano również innych, także kojarzących się z przemocą i siłą imion, jak Killer, Rzeźnik, Gangster czy Zbój, ale stosowano też imiona budzące bardziej pozytywne skojarzenia: Champion, Szczęściarz czy Wesołek. Pokazane nagranie było fragmentem serialu telewizyjnego, z owczarkiem niemieckim w roli głównej. W pierwszej scenie mężczyzna szedł z psem przy nodze. W następnej pies biegł na niego z większej odległości. Następne było zbliżenie psa szczekającego na mężczyznę, a potem skaczącego i kładącego mu łapy na ramionach. Mężczyzna strąca z siebie łapy psa, który odbiega, znikając z pola widzenia.

Grupa 291 osób obejrzała nagranie po przeczytaniu wstępnej informacji, w której zawarte było także wymyślnone imię psa. Następnie wszyscy otrzymali listę słów, a ich zadaniem było podkreślenie tych, które, według nich, najlepiej opisują zachowanie psa. Na liście znalazły się przymiotniki opisujące cechy pozytywne, takie jak przyjacielski, życzliwy, serdeczny, swawolny, a także negatywne: agresywny, groźny, niebezpieczny, wrogi. Kiedy imię psa brzmiało Zbój lub Rzeźnik, jego zachowanie znacznie częściej opisywano jako wrogie czy groźne, niż wtedy, gdy podane imię miało bardziej pozytywne konotacje.

Najbardziej bodaj interesującym aspektem tego eksperymentu były opisy zachowania psa na właśnie obejrzanym filmie. Ci, którym podano groźnie brzmiące imię psa, dawali opisy zbliżone do przytoczonego: „Pies zobaczył mężczyznę i poczuł do niego niechęć. Szczekał i skakał na niego, aby go przepędzić, ale mężczyzna był wystarczająco silny, aby odepchnąć psa, zanim zdołał go ugryźć, więc pies uciekł”. Ci, którym podano imię kojarzące się pozytywnie, dawali inny opis: „Pies zobaczył nadchodzącego mężczyznę i podbiegł się przywitać. Pies szczekał i skakał, aby zachęcić go do zabawy. Na koniec pobiegł przodem, pokazując mu drogę do domu”. Trzeba pamiętać o tym, że wszyscy oglądali ten sam film. Jedyną różnicą było imię psa.