Pax RomanaTekst

Autor:Adrian Goldsworthy
Z serii: Historia
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

RZYMIANIE I TUBYLCY

Galijscy powstańcy w latach 53–52 p.n.e. dokonali rzezi rzymskich kupców i przedsiębiorców. Cywile byli bezbronni, mieli warte kradzieży bogactwa i dobra i byli symbolami rzymskiego podboju. W jednym wypadku niektórzy zostali sprzedani w niewolę, a nie zgładzeni, nie wiemy jednak, czy chodziło o ocalenie im życia, czy o upokorzenie ich. Cyceron twierdzi, że Narbo było oblegane w latach siedemdziesiątych I wieku p.n.e., co wskazuje, że nawet pokolenie lub więcej po utworzeniu prowincji tamtejsi Rzymianie nie byli zupełnie bezpieczni. Jednym z zadań kolonii oraz nieformalnych osiedli obywateli w prowincjach było funkcjonowanie jako garnizony, podobnie jak ich poprzedniczki z czasów podboju Italii. Starożytni autorzy niejeden raz wspominają o siłach werbowanych spośród obywateli rzymskich pracujących w danej prowincji137.

Nawet kupcy działający poza prowincjami nabierali niekiedy militarnego znaczenia. W 112 r. p.n.e. walka między rywalizującymi ze sobą członkami numidyjskiej rodziny królewskiej przerodziła się w wojnę domową. Jugurta zapędził swego przyrodniego brata Adherbala do Cyrty i obległ go tam, w zdobyciu miasta przeszkodził mu jednak opór tamtejszych kupców – „wielkiej liczby nosicieli tóg”, jak określił ich historyk Salustiusz. Przez ponad cztery miesiące miasto odpierało wszelkie ataki, dopóki Italikowie nie przekonali Adherbala, by się poddał i zdał na uczciwy arbitraż i potęgę Rzymu. Salustiusz pisał, że byli oni pewni, iż sami, będąc Rzymianami, zostaną potraktowani dobrze. Jugurta nie okazał jednak żadnej pobłażliwości; zamęczył swego przyrodniego brata na śmierć i zabił wszystkich, którzy walczyli przeciwko niemu, z Italikami i Rzymianami włącznie. Dopiero usilna agitacja pewnego popularnego rzymskiego polityka skłoniła senat do działania i wysłania armii przeciwko Jugurcie. Mimo to wojna okazała się długa, a kilka lat później doszło do kolejnej rzezi społeczności kupieckiej w mieście Waga138.

Do największej i najbardziej niesławnej masakry rzymskich cywilów doszło w Azji w 88 r. p.n.e. z rozkazu króla Pontu Mitrydatesa VI. Ten ambitny, zdolny i bezwzględny władca, jeden z ostatnich wielkich monarchów hellenistycznych, z zapałem powiększał obszar swego państwa. To, w połączeniu z niezwykle prowokacyjnym i skorumpowanym postępowaniem rzymskiego namiestnika Azji oraz jego wysokiej rangi podwładnego, rychło doprowadziło do wojny. Rzymianie byli nieprzygotowani, polegali głównie na miejscowych sojusznikach, i zostali w krótkim czasie pobici, co otworzyło przed wojskami Mitrydatesa drogę do Azji. Senat postanowił wysłać przeciwko królowi jednego z wybranych na ten rok konsulów oraz kilka legionów, ale rywalizacja o dowództwo doprowadziła do pierwszej rzymskiej wojny domowej i te same legiony pomaszerowały na Rzym. Przez chwilę Rzymianie wydawali się bardzo słabi, podczas gdy Mitrydates był silny.

Król wysłał wówczas tajną wiadomość do wszystkich władz miejskich i lokalnych zarządców, czyli satrapów, z całej Azji, instruując ich, aby w wyznaczonym dniu

wszyscy równocześnie uderzyli na bawiących u nich Rzymian i Italików, żony ich, dzieci tudzież wyzwoleńców pochodzenia italskiego, zabili ich i ciała niepogrzebane porzucili, mienie zaś ich podzielili między siebie i króla Mitrydatesa. Równocześnie wyznaczył kary za ich pogrzebanie lub ukrywanie oraz nagrody dla donosicieli i tych, co zabijają ukrywających się. Niewolnikom, którzy zdradzą lub zabiją swych panów, obiecał wolność, a dłużnikom połowę tego, co byli winni wierzycielom.139

Powiadano, że w wynikłej stąd masakrze zginęło osiemdziesiąt tysięcy ludzi. W Efezie Rzymianie, którzy szukali azylu w wielkiej świątyni Artemidy, zostali odciągnięci od posągów bogów i pomordowani. W Pergamonie napastnicy okazali niejaką wrażliwość, strzelając z łuków do tych, którzy uczepili się wizerunków Asklepiosa, boga sztuki lekarskiej, zamiast uciekać się do rękoczynów. W Adramyttionie niektórzy próbowali ratować się ucieczką w morze, dopędzono ich jednak i zabito, a towarzyszące im dzieci potopiono. W innym mieście pozabijano najpierw niemowlęta, potem matki, a w końcu mężczyzn. Mieszkańcy Tralles wynajęli do mokrej roboty cudzoziemskiego zbira i jego bandę, którzy nie mieli żadnych skrupułów przed odrąbywaniem rąk ofiarom, które próbowały uchwycić się posągu jakiegoś boga w nadziei na azyl.

Niektórzy z Rzymian, próbując ujść przed rzezią, zrzucili swój charakterystyczny strój i ubrali się na grecką modłę – być może zwłaszcza Italikowie, którzy dopiero od niedawna cieszyli się pełnią praw obywatelskich. Kilku się udało. Były senator, Publiusz Rutyliusz Rufus, wygnany z Rzymu za korupcję i zdzierstwo, jakich dopuścił się w prowincji Azji, tak właśnie postąpił i przeżył. Wyrok na niego uważano za wielką niesprawiedliwość, której dowodził fakt, że udał się on na wygnanie do tej właśnie prowincji, w której rzekomo popełnił zarzucane mu przestępstwa, i został życzliwie przyjęty przez jej mieszkańców. Ich przychylność niewątpliwie pomogła mu zachować życie. Na wyspie Kos Rzymianie schronili się w innej świątyni boga uzdrowiciela i tym razem zostali ochronieni przez miejscowych140.

Bez wątpienia historie te z każdą kolejną wersją obrastały w szczegóły, rosła też rzekoma skala masakry. Cyceron, informator najbliższy czasowo tym wydarzeniom, nie podaje liczby ofiar, a większość dzisiejszych uczonych przyjmuje, że jest ona mocno zawyżona. To samo dotyczy dwudziestu tysięcy zabitych podobno w Grecji i na wyspach, w tym na Delos, podczas nieco późniejszej inwazji Mitrydatesa. Bez względu na to, jaka była rzeczywista liczba ofiar, żniwo śmierci musiało być ogromne, na skalę znacznie większą niż jakakolwiek inna masakra rzymskich cywilów. Świadczy to o pokaźnej liczbie ludzi żyjących i pracujących poza Italią, zwłaszcza w prowincjach. Niektórzy chcą w tym widzieć również wyraźny dowód na to, że Rzym ogólnie, a owi rzymscy kupcy w szczególności byli powszechnie znienawidzeni przez ludność prowincji, która ochoczo zwracała się przeciwko nim przy lada okazji141.

Tak więc Rzymianie wyróżniali się strojem i w niektórych miejscach tworzyli wielkie społeczności. Takie grupy nie zawsze separowały się od tubylców i innych cudzoziemców, o czym świadczą wspólne akty fundacyjne, ale bywały także aroganckie. Cyceron opowiada historię senatora Gajusza Werresa, który w 79 r. p.n.e., niemal dziesięć lat po masakrze, pełnił funkcję legata (czyli wysokiej rangi przedstawiciela namiestnika) w Azji. Rzymianin zapałał namiętnością do niezamężnej córki miejscowego notabla, mimo że nigdy nie widział jej na oczy, i próbował siłą sprowadzić ją do siebie. Jego gospodarz stawił opór, w czym wkrótce wspomógł go tłum mieszkańców, którzy przepędzili Werresa i jego ludzi, zabili liktora i ranili kilku jego towarzyszy. Następnego dnia zebrali się, by zlinczować legata, jednak osiadłym w mieście Rzymianom udało się przekonać sąsiadów, żeby rozeszli się do domów. Aż do tego momentu ich zachowanie było rozsądne, ale później niektórzy z nich wzięli udział w sfingowanym procesie ojca dziewczyny, oskarżonego o napaść na przedstawiciela Rzymu. Człowieka tego oraz jego syna uznano za winnych i stracono142.

Tak rażąca niesprawiedliwość zdarzała się rzadko – zresztą Werres został później postawiony przed rzymskim sądem za wiele innych nadużyć, jakie popełnił jako namiestnik Sycylii. Znacznie częściej powodem oburzenia była działalność publicani, prywatnych spółek posiadających prawo pobierania podatków w prowincjach, oraz negotiatores, bankierów/lichwiarzy, jednych i drugich skłonnych niekiedy do użycia drastycznych środków, by ściągnąć należność od jednostek i społeczności. Przyjrzymy się im dokładniej w następnym rozdziale, kiedy będziemy zajmować się rzymskim systemem administrowania prowincjami, ale nawet inni Rzymianie często wytykali im chciwość143.

Sytuacja jednak nie jest aż taka prosta. W 88 r. p.n.e. wojska Mitrydatesa najechały Azję Mniejszą, która stała się prowincją Rzymu niemal pół wieku wcześniej, w 133 r. p.n.e. Masakra Rzymian nie była spontaniczną reakcją uciśnionej ludności, która dzięki przybyciu wyzwolicieli odzyskała swobodę działania. W Efezie obalono posągi Rzymian, nie doszło jednak do żadnych zabójstw, dopóki nie nadszedł królewski rozkaz. Tam oraz w innych miejscach rzezi dokonano dopiero po konkretnych instrukcjach dla miejscowych przywódców. Niektórzy z nich byli świeżo osadzonymi tyranami albo stronnictwami wspieranymi przez króla i pragnącymi dowieść, że zasługują na okazane im zaufanie. Reszta stanęła wobec brutalnego wyboru między posłuszeństwem a karą. W przeszłości byli okupowani przez Rzymian, a teraz byli okupowani przez armię Pontu i w obu wypadkach żadna ze społeczności nie miała realnych szans oprzeć się na dłuższą metę potędze zdobywcy. Rzym wydawał się bliski upadku, kiedy po kilkuletnich walkach z italskimi sprzymierzeńcami wybuchła wojna domowa. Legiony mogły nigdy nie wrócić do domu, gdyż Mitrydates był potężny, i ludy Azji Mniejszej nie mogły pozwolić sobie na zignorowanie go, tak jak plemiona Galii nie mogły zignorować Ariowista ani przybycia Cezara. Z pewnością lepiej było usłuchać i zwrócić się przeciwko odrębnej i rzucającej się w oczy społeczności cudzoziemców, niż narazić się na gniew jawnie bezwzględnego najeźdźcy. Szansa na udział w zyskach z tego masowego mordu była dodatkową pokusą.

Mitrydates wcześniej negocjował z Rzymem i zawarł z nim pokój, i miał to robić też w przyszłości. Jego rozkaz pogromu w Azji Mniejszej nie wynikał z czystej nienawiści do Rzymian albo z chęci unicestwienia republiki rzymskiej. Podobno nakazał on makabryczną egzekucję pewnego senatora pojmanego we wczesnej fazie walk – uśmiercono go przez wlanie mu do gardła roztopionego złota – ale miało to podkreślić chciwość i sprzedajność tego człowieka, które w znacznym stopniu przyczyniły się do wybuchu tej wojny. Innego wybitnego rzymskiego więźnia król Pontu upokorzył, pokazując go publicznie jako jeńca. Masakra w całej Azji była działaniem cynicznym, ale logicznym. Przyniosła pokaźny łup, który pomógł sfinansować wojnę, a co ważniejsze, związała tamtejsze społeczności ze sprawą Mitrydatesa, gdyż musiały się one liczyć ze straszliwą zemstą w razie powrotu Rzymian. Pamiętajmy również, jak długo grupa rzymskich kupców pomagała Cyrcie opierać się oblężeniu. Zwłaszcza mając po swojej stronie miejscowych, niektórzy z Rzymian w Azji Mniejszej mogli wystąpić przeciwko niemu. Zdobywanie miast przez oblężenie było czasochłonne i zwykle kosztowne pod względem strat w ludziach i pieniądzu. Wymordowanie Rzymian likwidowało to ryzyko144.

 

Nie wiemy, w jakim stopniu ogół ludności przyłączył się do rzezi. Niewykluczone, że mnóstwo ludzi czuło niechęć do Rzymian albo miało do załatwienia stare porachunki i chętnie wzięło w niej udział, ale możliwe również, że zabijali głównie poplecznicy nowo zainstalowanych przywódców lub siepacze na rozkazach władz miejskich. Większość ludzi mogła po prostu stać z boku, zadowolona, że to nie przeciw nim wymierzona jest ta straszliwa przemoc, i zbyt przerażona, by interweniować. Być może kilku było skłonnych podjąć ryzyko, by chronić swoich rzymskich sąsiadów lub uchodźców, którzy przybyli do ich miasta. Kiedy Mitrydates został pokonany, powracający Rzymianie ukarali niektóre społeczności, głównie nakładając na nie ciężkie podatki. Nie trwało długo, nim kupcy i przedsiębiorcy wrócili. Miejscowi mogli żywić wobec nich urazę, ale nie powstrzymywało ich to przed pożyczaniem pieniędzy albo robieniem z nimi interesów. Nie było powtórki jatki z roku 88 p.n.e.

Wieść o masakrze w Azji wzbudziła w Rzymie powszechny gniew. Jednak wojna przeciwko Mitrydatesowi została ogłoszona już wcześniej i kiedy pierwsza faza wojny domowej dobiegła końca, jeden z konsulów zabrał swoją armię na wschód, by się rozprawić z królem Pontu; najpierw wypierając go z Grecji, a następnie pokonując w Azji. Rzeź tak wielu Rzymian nie sprowokowała wojny ani też nie powstrzymała rzymskiego dowódcy przed zawarciem pokoju z Mitrydatesem – do czego, trzeba przyznać, popychała go chęć powrotu do Italii, gdzie jego rzymscy wrogowie ponownie podnieśli głowy. W 229 r. p.n.e. skargi kupców skłoniły senat do wysłania poselstwa do królowej Teuty z Ilirii i to zamordowanie jednego z tych emisariuszy stało się przyczyną wojny. Podobnie dokonana przez Jugurtę rzeź Italików z Cyrty oburzyła wielu Rzymian, ale nie sprawiła, że wysłano przeciwko niemu armię. Tak jak nie toczono wojen, aby uzyskać dostęp do szlaków handlowych, tak też nie ma żadnych dowodów na to, by samo zgładzenie rzymskich cywilów przez cudzoziemskiego wodza lub ludność mogło sprowokować senat do działania. W prowincjach sprawy miały się zupełnie inaczej i administrowaniu nimi przyjrzymy się teraz145.

V
„CZY SIĘ WZBOGACIŁEŚ?” – ZARZĄDZANIE PROWINCJĄ

[…] chlubniejsze od tryumfu jest oświadczenie senatu, że prowincya łagodnością i prawością imperatora więcej niżeli siłą oręża lub miłosierdziem bogów obronioną i zachowaną została.

Katon do Cycerona, kwiecień 50 r. p.n.e.146

PROKONSULOWIE

Ostatniego dnia lipca 51 r. p.n.e. prokonsul Marek Tulliusz Cyceron przybył do Laodycei, przekroczywszy granicę między Azją a własną prowincją, Cylicją. Opuścił Rzym w maju i skierował się do portu Brundyzjum (dzisiejsze Brindisi), głównego okna na wschód. Nie spieszył się zbytnio, zatrzymując się po drodze w willach własnych i swoich przyjaciół. Kolejne opóźnienia nastąpiły, kiedy zachorował, i potem, gdy czekał na przybycie jednego ze swych wysokiej rangi podwładnych, tak więc był już początek czerwca, zanim wypłynął w morze. Pięćdziesięciopięcioletni prokonsul zrobił sobie dwunastodniowy postój w Atenach i dopiero 22 lipca dotarł do Efezu na wybrzeżu Azji, gdzie odpoczywał przez cztery dni. Stamtąd ruszył dalej lądem, podróżując starym traktem, który prowadził do Tarsu i dalej, do wielkiego miasta Antiochii w Syrii147.

Namiestnictwo prowincji było nagrodą, która trafiała jedynie do ludzi odnoszących sukcesy w przepojonym duchem morderczej rywalizacji życiu publicznym republiki. W owym czasie urzędnicy spędzali swą roczną kadencję w Rzymie i dopiero po jej upływie otrzymywali dowództwo. Najważniejsze przyznawano byłym konsulom, wraz z tytułem i imperium prokonsula. Namiestnikami bywali też niekiedy byli pretorzy, tym jednak powierzano mniej ważne prowincje. Każde namiestnictwo było zaszczytnym wyróżnieniem. Niektóre dawały szansę zdobycia laurów wojskowych, wszystkie zaś stwarzały okazję do wzbogacenia się, zwłaszcza dla ludzi pozbawionych skrupułów. W połowie I wieku p.n.e. przekupstwo stało się nieodłącznym elementem kampanii wyborczych – kandydaci prześcigali się nawzajem w wydatkach, by kupić głosy wyborców, ufając, że namiestnictwo prowincji odbuduje ich finanse148.

Zarząd prowincji był marzeniem wielu ambitnych – i mnóstwa zdesperowanych – senatorów, ale bynajmniej nie wszystkich. Cyceron sprawował konsulat w roku 63 p.n.e., zdobywając ten urząd, gdy tylko osiągnął minimalny wiek. Było to powodem do dumy dla arystokraty, ale naprawdę niezwykłym wyróżnieniem dla homo novus, „nowego człowieka”, jakim był Cyceron, pierwszy konsul w swoim rodzie. Podczas dwunastomiesięcznej kadencji udaremnił zamach stanu przygotowany przez grupę senatorów i ich zwolenników, ale potem wymigał się od objęcia zarządu prowincji. Tak samo postąpił po swojej preturze, tak więc jedyną zagraniczną służbą w całej jego karierze przed rokiem 51 p.n.e. było stanowisko kwestora na Sycylii w 74 r. p.n.e. Namiestnictwo Cylicji przyjął tylko dlatego, że nowe prawo wymuszało pięcioletnią przerwę między sprawowaniem wysokiego urzędu a wyjazdem do prowincji – miało to na celu głównie powściągnięcie wyborczego łapownictwa. Wprowadzone w 52 r. p.n.e. oznaczało ono niedobór namiestników przez następne kilka lat, tak więc każdy były konsul lub pretor, który nie sprawował jeszcze namiestnictwa, był oczywistym kandydatem do objęcia tych obowiązków149.

Cyceron nie palił się do tego – „siodło na wołu włożono; ciężar to wcale nie dla mnie”, pisał o jednym ze swoich pierwszych zadań po przybyciu do Cylicji – nie miał jednak wyboru. Jego namiestnictwo miało się rozpocząć, kiedy dotrze do prowincji, i trwać przez rok. Senat jednak mógł nie wyznaczyć następcy po upływie tego okresu i przedłużyć jego dowództwo. Cycerona dręczyła obawa, że tak się stanie; pisał list za listem, wzywając przyjaciół, by postarali się za wszelką cenę temu zapobiec, apelował też w tej sprawie do nowo obranych konsulów i innych urzędników. Ostatecznie nie przedłużono mu kadencji, ku jego wielkiej uldze, gdyż jego niechęć do tego zajęcia nie osłabła z czasem150. „O! Mój Rufie – pisał w czerwcu 50 r. p.n.e. do pewnego młodego przyjaciela – mieszkaj w Rzymie, żyj w jego świetle. Pobyt w każdym innym kraju, jak już poznałem w mojej młodości, nie jest dla tych, których zdolności w Rzymie zabłysnąć mogą”151.

Polityczna kariera Cycerona, największego oratora swoich czasów – a była to opinia ogółu, nie tylko jego własna – opierała się w dużej mierze na mowach, które wygłaszał w senacie, na zgromadzeniach publicznych, a przede wszystkim w sądach. Jak na Rzymianina miał bardzo niewielkie doświadczenie wojskowe, najwyżej dwa lata służby we wczesnej młodości. Bynajmniej jednak nie był wyjątkiem. Namiestnikiem Syrii mianowanym w tym samym czasie co Cyceron był niejaki Marek Kalpurniusz Bibulus, kolega Juliusza Cezara na urzędzie konsula w roku 59 p.n.e. Nie objął on prowincji po zakończeniu owej kadencji ani też nie zrobił tego wcześniej, po preturze w 62 r. p.n.e. Nie stanowiłoby to problemu, był to bowiem człowiek o skromnych zdolnościach, a nie ktoś, czyje krasomówstwo albo kunszt manipulacji politycznej mogły błyszczeć jedynie w Rzymie.

Warto pamiętać, że nawet człowiek, który uzyskał preturę i konsulat i po obydwu sprawował namiestnictwo prowincji, mimo to spędzał większość swej kariery w Rzymie. Senator nie mógł podróżować wedle własnego uznania i musiał mieć oficjalne pozwolenie senatu na opuszczenie Italii, a tego udzielano tylko w wyjątkowych okolicznościach. Ambitni młodzi ludzie, jak Cyceron i Cezar, udawali się na grecki wschód, by się szkolić w krasomówstwie, ale odkąd zostawali wciągnięci na listę senatorów, co automatycznie następowało po kwesturze, mogli wyjeżdżać do prowincji jedynie służbowo, jako namiestnicy, członkowie personelu innego namiestnika, wysocy urzędnicy albo delegaci senatu – zwykle wysyłani jako trzyosobowe zespoły w jakiejś misji dyplomatycznej.

Bywali senatorowie, którzy zdecydowali się na długą służbę w legionach, jak Marek Petrejusz, „stary żołnierz (homo militaris) – ponieważ przez trzydzieści lat z górą w charakterze trybuna albo prefekta, legata albo pretora w wojsku z wielką chwałą służył”, ale zdarzało się to na tyle rzadko, że wywoływało komentarze. Zanim czterdziestojednoletni Juliusz Cezar przybył do Galii, spędził poza Italią najwyżej dziewięć lat, a niewykluczone, że jeszcze mniej. Poza garstką niezwykłych jednostek dla większości senatorów służba w prowincji była przerywnikiem w normalnym życiu i karierze. Wielu z zadowoleniem przyjmowało tę odmianę i niemal wszyscy cieszyli się z zaszczytów, a zwłaszcza z korzyści materialnych, jakie niosła służba za granicą. Poeta Katullus twierdził, że pierwszym pytaniem, jakie zadano mu po powrocie z Bitynii, gdzie bawił jako członek personelu tamtejszego namiestnika, było, „czy się wzbogaciłem”152.

Jednak przy całej atrakcyjności prowincji każdy senator wiedział, że doświadczenie to, na szczęście lub nieszczęście, będzie krótkie, po nim zaś czeka go powrót do życia publicznego w Rzymie. Roczne kadencje były dość powszechne i wyjątkowo rzadko namiestnictwo trwało dłużej niż trzy lata. Niezwykłym zbiegiem okoliczności było, jeśli człowiek trafiał jako namiestnik do tej samej prowincji, w której był kwestorem. Rzymianie nie odczuwali zbytniej potrzeby specjalizacji w tym czy jakimkolwiek innym aspekcie życia publicznego i olbrzymia większość namiestników nigdy wcześniej nie odwiedziła przydzielonych im prowincji. Ani też większość z nich nie zwracała większej uwagi na to, co działo się w imperium. Cyceron w późniejszym czasie z humorem wspominał swoje zaskoczenie po powrocie z kwestury na Sycylii. Niektórzy nie zauważyli nawet jego nieobecności, a inni sądzili, że był w Afryce, nie na Sycylii. Utwierdziło go to w przekonaniu, że naprawdę liczy się tylko to, co dzieje się w Rzymie153.

Senat wydawał każdemu namiestnikowi instrukcje (mandata) określające jego obowiązki i być może polecające jego uwadze konkretne sprawy – w wypadku Cycerona było to zapewnienie bezpieczeństwa królowi Ariobarzanesowi, którego kapadockie królestwo graniczyło z jego prowincją. Niestety nie zachował się żaden przykład, trudno więc stwierdzić, jak szczegółowe były te instrukcje. W 59 r. p.n.e. Juliusz Cezar wydał ostatnią z serii ustaw regulujących działalność namiestników, która potwierdzała obowiązujący ich zakaz oddalania się oraz wyprowadzania wojsk poza granice swej prowincji bez zezwolenia senatu. Określała ona także sumy, jakie namiestnik i jego personel mogą wydać na swoje utrzymanie podczas pełnienia obowiązków, oraz stawiała wymóg prowadzenia szczegółowych rachunków ze wszystkich ich poczynań. Ani instrukcje, ani ustawy nie odnosiły się do licznych codziennych decyzji, dużych i małych, jakie musiał podejmować namiestnik. Komunikacja była po prostu zbyt powolna na to, by sterował nimi senat, a zarówno jego wola, jak i prawo mogły zostać zignorowane przez urzędnika w terenie, jeśli wierzył on – albo przynajmniej mógł argumentować – że działa w najlepszym interesie republiki. Tak więc Cezar utrzymywał, że wszystkie jego interwencje coraz dalej od Galii Zaalpejskiej były całkowicie usprawiedliwione przez sytuację. Raz mianowanego namiestnika nie można było odwołać przed czasem, nie dało się też ściśle go kontrolować, tak więc jego działania mogły zostać zakwestionowane dopiero, gdy wrócił do Rzymu.

Każdy namiestnik przed albo tuż po przybyciu do swej prowincji wydawał edykt. Cyceron zgodnie z przyjętą praktyką czerpał obficie z edyktów swoich poprzedników. W szczególności spore fragmenty tekstu i ogólny schemat pochodziły z edyktu Kwintusa Mucjusza Scewoli, który jako konsul w latach 95–94 p.n.e. zarządzał Azją tak przykładnie, że senat oficjalnie zalecił, by inni wzorowali się na jego edykcie. Znalazło się tam oficjalne stwierdzenie, że spory między mieszkańcami prowincji będą rozstrzygane według ich własnych praw. Inna klauzula mówiła, że jako namiestnik nie będzie on egzekwował warunków umów, których nie da się wypełnić w dobrej wierze. Cyceron trzymał się tych ustaleń w praktyce i odnotował, że prokonsul Syrii przyjął to samo podejście, choć sformułował je odrobinę inaczej. Ta tendencja do kopiowania wcześniejszych edyktów przyczyniła się do zachowania pewnej ciągłości rzymskiej administracji w poszczególnych prowincjach, nie była jednak obowiązkiem i nowy prokonsul lub propretor mógł dokonać drastycznych zmian, aczkolwiek ryzykując, że zostanie to wykorzystane przeciwko niemu w razie ewentualnego procesu154.

 

Przez cały czas jego urzędowania nie było w prowincji władzy wyższej od namiestnika. Oznaczało to również, że o wielu kwestiach musiał decydować, oraz wiele pracy przy rozwiązywaniu drobnych lokalnych problemów, a dla Cycerona były to blade imitacje poważnych spraw dyskutowanych i rozstrzyganych w Rzymie. Stąd żółwie tempo jego podróży do Cylicji, podróży, którą bez trudu można było odbyć w czasie o połowę krótszym. Trzeba jednak powiedzieć również, że państwo niezbyt dbało o to, by wyznaczeni namiestnicy dotarli do swych prowincji. Jedynie w bardzo rzadkich wypadkach udostępniano im okręt wojenny, z reguły przeprawiali się więc na statkach kupieckich płynących we właściwym kierunku. Nie istniała też oficjalna służba pocztowa, która pozwoliłaby namiestnikowi i senatowi komunikować się podczas jego nieobecności, tak więc cała korespondencja odbywała się prywatnymi środkami.

Cyceron nie był jedynym, który zmitrężył w drodze do swej prowincji więcej czasu, niż było to konieczne. Powinniśmy jednak się cieszyć, że oporny prokonsul został zmuszony do opuszczenia Rzymu, gdyż listy, które pisał przez następne dwanaście miesięcy, zapewniają nam najbardziej szczegółowy obraz zajęć rzymskiego namiestnika z czasów republiki.

Cylicja – prowincja Cycerona


Wykaz map

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?