Darwinowskie paradygmatyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Wstęp. Karol Darwin w kulturze współczesnej

Rozdział 1. Darwinowskie paradygmaty

1.1. Wielka unifikacja

1.2. Darwinizm jako paradygmat

1.3. Darwinizm w naukach niebiologicznych

1.4. Darwinizm okiem literaturoznawców

Rozdział 2. Karol Darwin – bohater mityczny

2.1. Mity we współczesnym świecie

2.2. Popularyzatorzy nauki i biografowie

2.3. Między biografią a fikcją

2.4. Dziwne losy Emmy Darwin

2.5. Darwinowskie fantazje

Rozdział 3. Opowieści o historii naturalnej

3.1. Droga do darwinizmu

3.2. Darwinizm w literaturze przełomu XIX i XX wieku

3.3. Współczesne portrety dziewiętnastowiecznych darwinistów

Rozdział 4. Darwinizm w XX wieku. Socjobiologia i kultura

4.1. Odrodzenie paradygmatów darwinowskich

4.2. Bestsellery o ludziach i zwierzętach

4.3. Etologia i ekologia

4.4. Socjobiologia i fantastyka

Rozdział 5. Darwinowskie paradygmaty a natura ludzka. Od nauki po rozrywkę

5.1. Uniwersalni ludzie. Strach i adaptacje

5.2. Strategie seksualne i dobór płciowy w bestsellerach popularnonaukowych

Rozdział 6. Genetyka, mutacje i dewolucja w powieściach dwudziestowiecznych

6.1. Geny i przyszłość rasy ludzkiej w fantastyce

6.2. Geny i zagłada w powieści katastroficznej

Rozdział 7. Opowieści o początkach rasy ludzkiej

7.1. Mity na temat antropogenezy

7.2. Zagadka neandertalczyka

Rozdział 8. Darwinowskie paradygmaty a kwestie metafizyczne

8.1. Spór o ewolucję duszy i umysłu

8.2. Kreacjonizm w literaturze faktu i fikcji

8.3. Darwin i Bóg we współczesnej powieści angielskiej

Konkluzja. Darwinowskie paradygmaty, czyli faktofikcja

Podziękowania

Bibliografia

Przypisy

Katalog wydawniczy

Adiustacja i korekta: MIROSŁAW RUSZKIEWICZ

Projekt okładki i stron tytułowych: MARIUSZ BANACHOWICZ

Projekt typograficzny: MIROSŁAW KRZYSZKOWSKI

Skład: MELES-DESIGN

Projekt został sfinansowany ze środków Narodowego Centrum Nauki przyznanych na podstawie decyzji numer DEC-2011/03/B/HS2/03570

© Copyright by Dominika Oramus & Copernicus Center Press, 2015

ISBN 978-83-7886-137-9

Wydanie I

Kraków 2015

Copernicus Center Press Sp. z o.o.

pl. Szczepański 8, 31-011 Kraków

tel./fax (+48 12) 430 63 00

e-mail: marketing@ccpress.pl Księgarnia internetowa: http://en.ccpress.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Wstęp

Karol Darwin w kulturze współczesnej

Darwin jest ważny, bo ważna jest ewolucja. Ewolucja jest ważna, bo bez niej nie ma nauki. A nauka liczy się dlatego, że to na niej opiera się nasza współczesność, to ona kreśli pełną przygód sagę mówiącą nam, kim jesteśmy, skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy[1].

Ta myśl autorstwa Michaela Shermera, amerykańskiego popularyzatora nauki utożsamiającego darwinizm z racjonalizmem, pokazuje w efektownym skrócie szereg założeń niekwestionowanych przez współczesną cywilizację zachodnią. Są one w mniejszym lub większym stopniu związane z postacią Darwina, a dotyczą nauki, przyrody, początków rasy ludzkiej, historii ludzkości, historii naturalnej i wielu innych kwestii, które w sumie składają się na wizję Wszechświata dominującą w kulturze współczesnej. Jest to swoisty dwudziestopierwszowieczny odpowiednik dawnego obrazu Ziemi podtrzymywanej przez słonie stojące na olbrzymim żółwiu lub innych podobnych wyobrażeń z na wpół zapomnianych mitologii. Słowa Shermera to kompilacja kilku tez. Po pierwsze: Darwin, konkretna historyczna postać, uczony z dawnej epoki, symbolizuje coś uniwersalnego – ewolucję, którą pojął mocą swojego geniuszu. Po drugie: ewolucja jest tożsama z nauką, tak więc paradygmat darwinowski to generalna zasada przyrodoznawstwa. Po trzecie: nauka to kwintesencja naszej cywilizacji i naszej epoki definiowanej dzięki rozumowi. Co więcej, istnieje ścisły związek między nauką a „pełną przygód sagą”, czyli dzięki darwinizmowi powstają opowieści o nas samych, które służą zdobywaniu wiedzy, ale też rozrywce, a także dają nam wyobrażenie o dziejach – „skąd pochodzimy” oraz „dokąd zmierzamy”. Pozwalają zobaczyć wizję historii rozpiętej między początkiem w pradawnych epokach a przyszłością. Gdzieś na tej linii jest miejsce, w którym znajdujemy się teraz.

Shermer i inne głosy z dwóch stron Atlantyku uważają Darwina i za postać historyczną, i za symbol. Zgodnie z mitem krążącym w tej chwili w kulturze anglosaskiej, a za jej pośrednictwem również globalnej, współistnieje kilka wizerunków odkrywcy teorii ewolucji: Darwin jeden z nas, Darwin geniusz, Darwin przedstawiciel konkretnej epoki i Darwin ponadczasowy. Po pierwsze, nazwisko uczonego stało się hasłem wywoławczym, implikuje całą wizję świata i metodę uprawiania nauki, a także wiarę, że dzięki rozumowi można pojąć Wszechświat. Po drugie, tak Darwin jak i jego dzieło są niewyczerpanym źródłem inspiracji dla literatury popularnonaukowej, książek o początkach życia na Ziemi, dawnych epokach, powstaniu i ewolucji ludzi – oraz dla literatury pięknej. Powstają rozliczne powieści i filmy o ludziach pierwotnych, dawnych epokach geologicznych, alternatywnych scenariuszach ewolucji oraz badaczach przyrody.

Nazwisko-hasło „Darwin” jest więc spoiwem łączącym fakt i fikcję przez fakty inspirowaną, nauki ścisłe i humanistyczne do nich podejście. Niniejsza książka, stawiając sobie za zadanie analizę fenomenu Darwina w kulturze współczesnej, broni tezy, że w popularnym ujęciu to właśnie jego teoria jest dla nas kwintesencją nauki, a nawet uniwersalnym kluczem do przyrody, naszą teorią wszystkiego. Przemawiająca do wyobraźni, łatwo ulegająca uproszczeniom, weszła we współzależność z literaturoznawstwem – „pożycza” epickie strategie narracyjne, by na przykład snuć heroiczne opowieści o walce pradawnych ludzkich plemion. Jednocześnie dostarcza twórcom tematów do fikcyjnych dzieł, które utrwalają w kulturze mit o uniwersalności darwinizmu. Darwin i jego dzieło to temat wdzięczny, gdyż ludzie zawsze z zaciekawieniem słuchali opowieści o sobie samych i funkcjonowaniu Wszechświata, który zamieszkują, a popularna wersja ewolucjonizmu – dobrze wszystkim znana między innymi z filmów przyrodniczych mieszanina faktów i fikcji – to mit kosmogoniczny epoki racjonalizmu.

 

Aby pokazać funkcjonowanie mitu Karola Darwina w dzisiejszym świecie, będę nawiązywać zarówno do zdobyczy naukoznawstwa, jak i kulturoznawstwa oraz analizować rozmaite dyskursy, traktując na przykład biograficzne filmy fabularne o Darwinie na równi z popularnymi wykładami antropogenezy, ponieważ oba te rodzaje tekstów są dla mnie równorzędnymi kontekstami badanego zjawiska. Podejście takie niesie z sobą liczne niebezpieczeństwa, przede wszystkim wymusza nieprecyzyjne posługiwanie się terminami i upraszczanie wielowymiarowych teorii. Samo używanie kluczowego dla mojej pracy słowa „darwinizm” już jest nieprecyzyjne: w ramach przyrodoznawstwa termin ten ma charakter historyczny; mówić należałoby raczej o darwinizmie z lat sześćdziesiątych XIX wieku i rozmaitych późniejszych jego wersjach, z których każda powinna być określana odmiennym, zdefiniowanym terminem. Jednak w kontekście kultury popularnej używanie słowa „darwinizm” jako zbiorczego określenia kwestii i teorii powiązanych w świadomości niespecjalistów z ewolucją i osobą uczonego, kojarzonego powszechnie z jej odkryciem, wydaje się zasadne, chociaż wymaga poświęcenia precyzji dla zrozumiałości.

Tak pojmowany darwinizm funkcjonuje we współczesnym świecie na kilku poziomach. By uchwycić wielowymiarowość tego zjawiska, analizuję w kolejnych rozdziałach pracy rozmaite jego aspekty, widoczne w różnorodnych grupach tekstów kultury. W rozdziale pierwszym opisuję historię poszukiwań teorii wszystkiego i marzenia o zunifikowaniu tego, co do tej pory odkryto na temat przyrody. Omawiam także pojęcie paradygmatu i zmiany paradygmatu, tak jak je definiował Thomas Kuhn, a następnie pokazuję, jak darwinowskie paradygmaty funkcjonują w różnych dziedzinach nauki i jak darwinizm awansował do rangi teorii wyjaśniającej działanie całej przyrody.

Rozdział drugi jest poświęcony osobie Karola Darwina jako bohatera kultury masowej. Wychodząc od rozmaitych definicji mitu, pokazuję w nim, że nie tylko darwinizm można uważać za nasz mit kosmogoniczny. Również żywot Darwina uległ mitologizacji i stał się mitem heroicznym – o narodzinach, inicjacji i walce herosa, który w długiej drodze uzyskuje mądrość użytą w dojrzałym życiu dla dobra swego ludu. Analiza szeregu utworów poświęconych uczonemu, od faktograficznych biografii po filmy rysunkowe czy powieści fantastyczne opisujące alternatywne życie Darwina w świecie równoległym, pozwoli pokazać, jak po dziś dzień inspiruje on twórców kultury masowej.

Rozdział trzeci ukazuje współczesne zainteresowanie osiemnasto- i dziewiętnastowieczną nauką, zwłaszcza historią naturalną. Postacie badaczy, podróżników i przyrodników, którzy w epoce przed Darwinem badali świat – zwłaszcza przyrodę zamorskich kolonii – występują zarówno w książkach popularnonaukowych, jak i powieściach historycznych. Bardzo często ich odkrycia i dokonania są przedstawiane jako prowadzące do Darwina – swoiste przygotowanie gruntu dla jego działalności.

Rozdziały czwarty, piąty, szósty i siódmy to kontynuacja tych rozważań, a zarazem centralna część pracy, udowadniająca, że od połowy ubiegłego wieku znaczenie teorii Darwina stale rośnie. Wtedy to spopularyzowanie prac Gregora Mendla i połączenie ich z myślą darwinowską zaowocowało powstaniem Nowoczesnej Syntezy, ruchu naukowego skupiającego badaczy ewolucji zgodnych co do kilku jej aspektów. Po pierwsze wierzyli oni, że ewolucja zachodzi stopniowo, poprzez kumulacje niewielkich zmian w długich odcinkach czasu; zmiany te są wynikiem doboru naturalnego, a zróżnicowany sukces rozrodczy to efekt dziedziczenia korzystnych cech. Po drugie uznawali, że procesy ewolucyjne zachodzą nie tylko w ramach gatunków, ale i na wyższym poziomie – całe życie na Ziemi podlegało im i nadal podlega[2]. Nowoczesna Synteza w ujęciu autorów popularnych książek o nauce jest pojęciem-parasolem, pod którym kryją się rozmaite aspekty przyrodoznawstwa. W kolejnych rozdziałach przedstawiam te z nich, do których najczęściej sięgają współcześni pisarze. W każdym z przypadków najpierw prezentuję daną gałąź nauki oczyma popularyzatorów, a potem twórców tekstów fikcyjnych, czysto rozrywkowych. Wybrane przeze mnie dziedziny to socjobiologia, psychologia ewolucyjna, genetyka, etologia i antropogeneza.

Rozdział ósmy omawia skomplikowane powiązania darwinizmu i metafizyki w kontekście kultury współczesnej. Analizuję zbiór bardzo różnych gatunkowo tekstów poświęconych temu zagadnieniu: od współczesnych powieści brytyjskich pokazujących dziewiętnastowiecznych bohaterów-darwinistów zagubionych w pozbawionym Boga świecie, przez twórczość popularyzatorów ewolucjonizmu, którzy z darwinizmu uczynili współczesną religię, po książki o kreacjonizmie, teorii Inteligentnego Projektu i inspirowaną kreacjonizmem fantastykę naukową.

W podsumowującej rozważania konkluzji darwinowskie fascynacje kultury współczesnej zostały pokazane jako wspólny mianownik literatury pięknej, tekstów naukowych, filmów fabularnych i edukacyjnych. Twórcy zainspirowani przez ewolucję – historię życia, jego przyszłość, alternatywne scenariusze oraz mniej lub bardziej fikcyjne życie Darwina – udowadniają, że rzekoma przepaść między naukami ścisłymi i humanistyką jest w dużej mierze pozorna.

Rozdział 1

Darwinowskie paradygmaty

1.1. Wielka unifikacja

Ludzie wyobrażają sobie Wszechświat i swoje w nim miejsce, korzystając z modeli i mentalnych obrazów, których dostarczają im mity. W kulturze zachodniej, jak to już dawno zauważono, rolę mitu przejęła nauka, która nie tylko podpowiada nam, jak wygląda i jak funkcjonuje kosmos, ale także stwarza opowieść o sobie samej, o tym jak doszliśmy do dzisiejszego stanu wiedzy. W podręcznikach szkolnych, filmach edukacyjnych i książkach popularnonaukowych poznajemy historię kolejnych pokoleń badaczy dokonujących nowych odkryć, formułujących prawa coraz lepiej opisujące przyrodę, łączących dawne i nowe odkrycia w generalizujące teorie tłumaczące zasady uniwersalne. Na końcu tej drogi, gdzieś w przyszłości, okryta jeszcze mgłą niezrozumienia, widnieje jedna wszechogarniająca teoria wszystkiego, Święty Graal nauk ścisłych, zasada pozwalająca pojąć współzależności rozmaitych procesów i elementów Wszechświata. Można mówić o procesie poszukiwania tego ideału trwającym przez pokolenia: inspirująca, niekompletna teoria prowokuje do pytań, naukowcy w kolejnej epoce szukając na nie odpowiedzi, przeformułowują teorię i tworzą jej lepszą wersję, która zachęca do stawiania kolejnych pytań, a na nie poszukują odpowiedzi badacze z następnych pokoleń.

Teoria wszystkiego musi tłumaczyć konkretne zjawiska obserwowane przez rozmaite gałęzie nauk ścisłych, lecz sama, będąc i unifikującym modelem, i jednocześnie opowieścią o powstaniu kosmosu, jego rozwoju i przyszłości, jest przede wszystkim niesłychanie ważnym składnikiem kultury, wyznaniem wiary cywilizacji, która ją odkryje. Wielka unifikacja podpowie, jak wyobrazić sobie to, czego nie można zaobserwować, a co jest istotą zjawisk w mikro- i makrokosmosie. Jest ona opowieścią o tych aspektach rzeczywistości, do których nie mamy bezpośredniego dostępu: „posługiwać się musimy opowieścią, mitem (...) na końcu zostaje nam mit wyjaśniający świat zmieniający się wraz z rozwojem nauki i cywilizacji, ale jednocześnie głęboko spleciony z empirią (...) nasze mity-teorie naukowe są obiektywnie lepsze niż teorie-mity z przeszłości, a w przyszłości będą jeszcze lepsze”[1].

Steven Shapin w Rewolucji naukowej zastanawia się nad mechanizmami powstawania takich teorii-mitów, a także metaforami i przybliżeniami, które funkcjonują w kulturze rozmaitych epok, symbolizując obowiązującą wtedy wizję „wszystkiego”, całej przyrody, całego Stworzenia. Najważniejszą z takich metafor w naszej cywilizacji jest zdaniem Shapina zegar: „zainteresowanie zegarami, a zwłaszcza zegarem mechanicznym, sprawiało, że metafora ta, tłumacząca mechanizmy przyrody, stawała się atrakcyjna”[2]. Wystawiony na widok publiczny zegar unaoczniał, jak ruch wskazówek zależy od napędzających je kółek zębatych. Podobnie przyroda miała być regulowana przez własności materii, jak przyciąganie magnesów czy ruch Ziemi wokół Słońca, a nie przez tajemne duchowe siły: „wszystkie rzeczywiste zjawiska przyrody dadzą się ostatecznie wyjaśnić na podstawie zwykłych, zrozumiałych przyczyn naturalnych”[3]. W czasach nowożytnych w kulturze Zachodu świat jest jak księga, którą można odczytać, a ludzie zamierzający to uczynić muszą kierować się rozumem i logiką. Archetypicznym mędrcem, który pokazał Europie moc rozumu, naśladowanym przez wszystkich późniejszych uczonych, jest wedle Shapina Newton. To Newton udowodnił, że za pomocą matematycznego i logicznego wnioskowania można stworzyć obiektywną wiedzę. W młodości konstruował zegary, co symbolicznie pokazuje jego zamiłowanie do ładu, porządku i regularności.

Kultura przyjmuje i absorbuje odkrycia kolejnych pokoleń badaczy przyrody, ale dopiero po pewnym czasie. Badania Kopernika miały na celu odkrycie wygodnej metody matematycznego opisu ruchu planet, a stały się „ogniskiem skupiającym burzliwe spory religijne, filozoficzne i społeczne”[4]. Nowy sposób myślenia zapoczątkowany przez Kopernika powoli przenikał do świadomości Europejczyków, a zwycięstwo jego koncepcji nad starszymi modelami Układu Słonecznego było procesem stopniowym, lecz nieuchronnym[5]. Dopiero kilkaset lat po śmierci uczonego odkryte przez niego prawdy wpłynęły na powszechne wyobrażenie Wszechświata i naszego w nim miejsca, a wieki XVIII, XIX i XX widziały kopernikanizm przez pryzmat siedemnastowiecznej koncepcji Newtona.

Stworzenie przez Newtona mechaniczno-korpuskularnej wizji świata zamyka rewolucję, jaką 150 lat wcześniej rozpoczął Kopernik. Astronomia heliocentryczna uzyskała spójność (...), a o wiele ważniejsze było nowe spojrzenie na przyrodę, człowieka, Boga – nowy naukowy i kosmologiczny punkt widzenia, który w wieku XVIII i XIX wzbogacił nauki przyrodnicze[6].

Taka tendencja do odnajdowania w rzeczywistości wzorca, tworzenia na jego podstawie modelu, a potem opisywania go w opowieściach tłumaczących świat jest właściwa chyba wszystkim cywilizacjom. Formułowanie hipotez i teorii na temat świata to wrodzona własność ludzi; już małe dzieci znajdują upodobanie w prawidłowościach i ładzie – lubią naśladować i wiele razy słuchać tych samych, dokładnie powtarzanych opowieści. Zdaniem Karla Poppera są to zachowania i upodobania instynktowne, odzwierciedlające podstawowe mechanizmy uczenia się: przez dokonywanie odkryć (tworzenie teorii na podstawie obserwacji, przewidywanie przyszłości, oczekiwanie powtarzalnego zachowania, dalsze obserwacje i eliminowanie błędów z teorii), przez naśladownictwo i przez wielokrotne powtarzanie[7].

Postoświeceniowy rozwój przyrodoznawstwa to dzieje dalszej unifikacji, jak twierdzi Jerzy Kowalski-Glikman. Wszystkie wielkie teorie naukowe powstające już od czasów Newtona były teoriami unifikacyjnymi, pokazywały, że cała przyroda rządzi się tymi samymi prawami, a przyrodoznawstwo może je odkryć i pojąć. Teoria Newtona zakłada, że świat jest racjonalnie i empirycznie poznawalny, że na podstawie ograniczonych obserwacji i niewielkiego zbioru danych można wnioskować i tworzyć struktury pojęciowe, a dzięki nim tłumaczyć znane już fenomeny i przewidywać przyszłe zjawiska. Mechanika Newtona i prawa elektrodynamiki Maxwella dały asumpt do teorii Einsteina opisującej grawitację jako geometrię czasu i przestrzeni – „unifikacja czasu, przestrzeni i geometrii pozwoliła na zrozumienie wielkoskalowej struktury i ewolucji Wszechświata”[8]. Przenikanie do języka potocznego określeń wywodzących się z tej teorii: „Wielki Wybuch”, „czarna dziura”, „względność” pokazuje, jak bardzo kosmologia wpływa na kulturę. Nawet niefizycy przyjmują za oczywistość, że grawitacja rządzi zachowaniem obiektów takich jak układy planetarne, gwiazdy czy galaktyki, a nawet kosmosem jako całością, zaś fizyka atomowa zajmuje się cząstkami niesłychanie małymi, z których składa się materia. A jednak współcześni przyrodoznawcy nie umieją połączyć wiedzy o Wszechświecie i wiedzy o podstawowych cegiełkach materii w jedną wspólną teorię – zestaw praw wyjaśniających wszystkie możliwe oddziaływania. Jeśli chcemy pojąć przyrodę, należy stworzyć superteorię łączącą świat makro ze światem mikro. Po unifikacji teorii kwantowej z ogólną teorią względności będzie można rozwiązać wiele problemów od lat nurtujących fizyków: co dzieje się we wnętrzu czarnej dziury, jak wygląda struktura czasu, przestrzeni i grawitacji – czy są ciągłe, czy mają charakter kwantowy itp.

 

1.2. Darwinizm jako paradygmat

Poszukiwania teorii wszystkiego są więc sposobem patrzenia na historię nauki: kolejne wielkie odkrycia – Kopernika, Newtona, Maxwella, Einsteina – jawią się jako ciąg wynikających z siebie teorii. Następne pokolenia badaczy zastają pewien stan wiedzy o świecie, prowadzą dalsze badania, aż wreszcie proponują ulepszony model praw rządzących naturą. W drodze do wielkiej unifikacji zdarzają się spektakularne przełomy, gdy raz na kilka czy kilkanaście pokoleń dokonywane jest naprawdę wielkie odkrycie, i długie okresy rozwijania nauki w skromniejszy sposób – kiedy to uczeni pracują w ramach modelu odziedziczonego po poprzednikach, odpowiadają na nowe pytania badawcze, posługując się tym modelem, i opierają na nim kształcenie następców. Dzisiejszym uczonym, gdy jeszcze byli studentami, wpajano nie tylko definicje pojęć, ale także standardowe sposoby rozwiązywania zagadnień. Nasiąknęli przykładowymi zadaniami i metodami stosowanymi do ich rozwiązywania. Później we własnej pracy badawczej wzorowali się na tych modelach. Jak ucząc się języka obcego, opanowujemy pamięciowo koniugację jednego czasownika, a potem tworzymy formy innych, korzystając z zapamiętanego wzorca, tak uczeni stosują wyćwiczony schemat, by rozpatrywać nowe zjawiska.

Thomas Kuhn w Dwóch biegunach podaje podstawowe znaczenia terminu „paradygmat”: to wszystkie zinternalizowane przekonania naukowców w jakiejś epoce[9], na przykład na temat przyrody, a jednocześnie przekonanie najistotniejsze, determinujące sposób uprawiania nauki i myślenia o przyrodzie. Wspólnota naukowa zawsze w nie do końca uświadomiony sposób uznaje dany paradygmat – osoby uprawiające określoną specjalność mają podobne wykształcenie zdobyte na tych samych uczelniach, posługują się zbliżoną terminologią, w analogiczny sposób kształcą następców, komunikują się wewnątrz swojej grupy (pisząc do tych samych periodyków naukowych, wygłaszając publiczne wykłady, jeżdżąc na konferencje). Wykazują się oni względną jednomyślnością w kwestiach zawodowych, łączą ich podobne lektury i podobne wyciągnięte z nich wnioski. Paradygmat to matryca dyscyplinarna[10] pozwalająca uporządkować wiedzę i zinterpretować nowe obserwacje, to model stosowany do opisu wielu zagadnień. Uczeni wzorują rozwiązanie nowego problemu na poprzednich rozwiązaniach – tak jak klawiatura komputera jest wzorowana na maszynie do pisania, a pamięć telefonu komórkowego na komputerze. Każdy nowy problem jest analogiczny do kwestii już rozstrzygniętych, gdyż uczeni wpisują go w jedną spójną wizję przyrody (różną oczywiście w różnych epokach), a społeczność badaczy akceptuje tylko takie wyjaśnienia i nowe teorie, które nie są sprzeczne z przyjętymi założeniami. Na podstawie takich uogólnień i modeli kształci się studentów, którzy na zajęciach omawiają przykładowe wzory rozwiązań zadań, a potem sami muszą stosować podobne schematy we własnej pracy. Paradygmat jest w dużym stopniu nieuświadomiony i zdaniem Kuhna zależy od psychologii danej grupy badaczy, a nie od charakteru badanych zagadnień[11]. Dobra teoria daje dokładny, spójny, prosty i szeroko stosowalny paradygmat, przynosi nowe odkrycia i zakreśla horyzont intelektualny badań, które należy wykonać. Paradygmaty zmieniają się wraz z rozwojem wiedzy, ale również są nośnikami tradycji i historii nauki, dzięki nim progres jest możliwy. Historia nauki w takim ujęciu to szereg ciągłych wątków, które przeobrażają się w punktach zwrotnych – podczas przewrotów takich jak kopernikański czy odkrycie Darwina.

Według zarówno Kuhna, jak i Karla Poppera oraz wzorujących się na nich współczesnych popularyzatorów nauki i naukoznawstwa tą główną zasadą, jaką rządzi się kosmos, ma być następujący mechanizm: o każdą niszę czy miejsce rywalizuje wiele bytów, a dzięki nadmiarowi wygrywają tylko najlepiej dostosowane do panujących właśnie warunków. To one przekazują swe korzystne cechy bytom potomnym i w następnym pokoleniu znów dochodzi do rywalizacji. W ten sposób przyroda ewoluuje; ponadto taki mechanizm dobrze służy jako metafora przydatna do tłumaczenia również procesów niebiologicznych – ewolucji Wszechświata, idei, języków naturalnych itd.[12]

Darwinizm jest przykładem prostej, spójnej i szeroko stosowalnej teorii. Jednorazowy przewrót stał się zaczątkiem nowego paradygmatu, który ulegnie zmianie dopiero, gdy młodszy o kilka pokoleń od Darwina badacz dokona transformacji teorii ewolucyjnej i skieruje rozwój nauki na nowe tory. Każda kolejna teoria bazuje na swej poprzedniczce i eliminuje jej błędy, a postęp w nauce jest kumulatywny. Nowe teorie, poczynając od prymitywnych mitów, a na darwinizmie kończąc, są wytworami ludzkich umysłów, ewoluują wraz z biegiem historii, nabierają dokładności. Jak twierdzi Karl Popper, narzucamy przyrodzie nasze teorie[13], gdyż aby ją obserwować, potrzebujemy najpierw modelu, według którego porządkujemy to, co oglądamy. Dopiero gdy dostrzeżemy niespójności, modyfikujemy modele tak, by pasowały do natury: „nasze teorie są naszymi wynalazkami (...) z nich stwarzamy świat: nie świat realny, lecz naszą własną sieć, w którą staramy się pochwycić świat realny”[14]. Postęp naukowy – falsyfikowanie coraz bardziej wyrafinowanych teorii – polega zatem nie na akumulacji spostrzeżeń, lecz na obalaniu gorszych teorii. W związku z tym „między teoriami toczy się konkurencja, swoista darwinowska walka o przetrwanie”[15].

Popper używa paradygmatu darwinowskiego, by mówić o mechanizmach funkcjonowania nauki; uważa, że naukowcy, wykładając i pisząc zgodnie z wybraną przez siebie teorią, dokonują swoistej selekcji naturalnej[16] wśród teorii. Te częściej reprodukowane, powtarzane przez nauczycieli akademickich, stosowane w literaturze przedmiotu wypierają i zastępują słabsze konkurentki – teorie gorzej dostosowane do „środowiska” naukowego. Darwin nie był oczywiście ani fizykiem, ani astronomem, jego teoria nie rozwijała więc wprost tez Newtona, ale czerpała z tej samej tradycji obserwowania zjawisk przyrody. W The Darwinian Paradigm Michael Ruse wywodzi darwinowski paradygmat z teorii Williama Herschela, którego prace z zakresu historii naturalnej rozpaliły wyobraźnię młodego Darwina[17], z geologii Charlesa Lyella oraz z pism Thomasa Malthusa. Od swoich mistrzów Darwin przejął hipotetyczno-dedukcyjny model patrzenia na fenomeny przyrody i zaczął traktować świat natury jako arenę walki między zbyt wielką ilością bytów, na które nie ma miejsca w przyrodzie. Rolą przyrodnika jest więc stworzenie praw pozwalających ową walkę opisać i pojąć. Ruse twierdzi, że darwinowski paradygmat należy rozpatrywać w kategoriach proponowanych przez Kuhna w Strukturze rewolucji naukowych[18]. Nowy paradygmat pojawia się wtedy, gdy wciąż młodzi, ale już doświadczeni uczeni zaczynają dostrzegać ograniczenia i wady paradygmatu, zgodnie z którym ich kształcono, i proponują nowe podejście. Ich starsi koledzy a dawni nauczyciele zazwyczaj pozostają przy poprzedniej metodzie uprawiania nauki i „stary” paradygmat umiera dopiero wraz z nimi. Ruse udowadnia, że darwinowskie paradygmaty są w tej chwili używane z powodzeniem do tłumaczenia zjawisk z tak różnych dziedzin, jak etologia, paleontologia, biogeografia, taksonomia, embriologia, anatomia i szereg innych gałęzi historii naturalnej. Dzięki darwinowskim paradygmatom można opisywać przyrodę jako zorganizowany twór, a selekcja naturalna staje się mechanizmem gwarantującym postęp. Każda dziedzina przyrodoznawstwa, nawet jeśli z pozoru różni się w sposób zasadniczy od pozostałych, przy bliższym poznaniu okazuje się rządzić tymi samymi uniwersalnymi prawami.

Socjologicznie rzecz ujmując, w naukach o człowieku to socjobiologia wydaje się głównym paradygmatem, a inne nauki zaledwie mogą pomóc wyjaśnić pomniejsze kwestie. Epistemologicznie jednak sama socjobiologia jest zaledwie częścią darwinowskiego paradygmatu – jest jednym z aspektów teorii ewolucji – tak samo jak paleontologia, biogeografia czy systematyka[19].

Święty Augustyn porównywał akt stworzenia do wzrostu drzewa i mówił, że już nasiono jest potencjalnie drzewem, a jego rozwój to długotrwały proces modyfikowany przez warunki środowiska. Zdaniem antycypującego ewolucję świętego Bóg stworzył Ziemię i przyrodę w taki sposób, by kształtowały szczegóły same, zgodnie z ustanowionymi przez Boga prawami; nie było więc potrzeby stwarzania każdego gatunku osobno. Darwin przejął taką wizję powstawania przyrody i uzupełnił o szereg szczegółów. Od Charlesa Lyella zaczerpnął na przykład pogląd, że do wytłumaczenia wszelkich zmian, jakie zaszły na Ziemi od chwili jej powstania, wystarczy znajomość procesów, które obserwujemy obecnie. Historia naszej planety trwa zaś tak niewyobrażalnie długo, że efekty nawet maleńkich zmian kumulują się i doprowadzają do wielkich skutków. Tę ostatnią myśl można odnaleźć już w pismach dziadka Darwina, Erasmusa.

Darwinowski paradygmat zakłada, że przyrodę należy sobie wyobrażać nie jako łańcuszek bytów, ale jako ruchome schody sunące do góry dzięki wysiłkom rywalizujących z sobą jednostek. Nie przypadkiem teoria ta została sformułowana w czasie gwałtownego uprzemysłowienia Anglii, gdy rozmaici przedsiębiorcy rywalizowali na wolnym rynku o przetrwanie, doprowadzając konkurencję do upadku[20]. Miasto połowy XIX wieku było inspiracją dla Darwina, na którego oczach sielski krajobraz zamieniał się w tereny zurbanizowane, a o każdą nową ekonomiczną niszę na rynku zabiegało kilka konkurujących z sobą przedsiębiorstw[21]. Darwinizm jest więc refleksją o naturze sformułowaną na progu nowoczesności – zjawiska naturalne tłumaczy, opierając się na mechanizmach ze świata ludzi, a taką wizję przyrody łatwo pojąć, gdyż nie kłóci się z codziennym doświadczeniem.

Pod koniec XX wieku paradygmat darwinowski wykroczył poza sale wykładowe i konferencyjne, został przekazany konsumentom współczesnej kultury masowej, a badacze tacy jak Edward O. Wilson chcą, by stał się uniwersalnym wspólnym mianownikiem wszelkich nauk: „socjobiologia i inne nauki społeczne, a także pozostałe nauki humanistyczne są ostatnimi gałęziami biologii oczekującymi na włączenie do nowej syntezy”[22]. Sięgająca korzeniami epoki oświecenia wiara w naturę jako mechanizm i Boga jako genialnego zegarmistrza zostaje zastąpiona wiarą w ewoluującą przyrodę, „ślepego zegarmistrza”[23], który działając bez planu, stworzył złożoność i piękno. W napisanej u schyłku życia Autobiografii Karol Darwin wspomina, że pewnego dnia, gdy był już żonaty i mieszkał z rodziną na wsi, doznał olśnienia. Dodał wtedy w myślach wszystkie znane wcześniej fakty i pojął, że „zmodyfikowane potomstwo wszelkich wzrastających liczebnie form dąży do przystosowania się do licznych i wysoce zróżnicowanych miejsc w gospodarce przyrody”[24]. Dzięki takiej zdolności syntezy Darwin zyskał popularność, a jego tezy w kilka dekad zawładnęły wyobraźnią Europejczyków. W powszechnym mniemaniu został uosobieniem czystej racjonalnej nauki, „najsłynniejszym symbolem teorii walczących z establishmentem”[25]. Jego tezy były nośne, a książki poczytne, wkrótce jednak wokół teorii ewolucji narosło wiele nieporozumień. Ludzie wyobrażali sobie dobór naturalny jako bezlitosnego, niemalże osobowego konstruktora, który analizuje wszystkie struktury organiczne, nieodpowiednie niszczy, a resztę formuje dalej aż do uzyskania struktur optymalnych. Mało kto pamiętał i pamięta, że organizmy dziedziczą kształt ciała i charakter rozwoju zarodkowego po rodzicach, co znacznie ogranicza możliwości ewolucji[26] – ewolucja nigdy się nie cofa i nie może zacząć tworzenia od nowa, gdyż zawsze buduje na strukturach już istniejących.