Skończona gra. Marriage Games. Tom 2

Tekst
Autor:
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Pochwały dla Małżeńskiej gry

Małżeńska gra to jedna z najmocniejszych książek, jakie w życiu czytałam. CD Reiss ukazuje duszę oraz bohaterki i nigdy nie odpuszcza. To silny, wyraźny obraz psychologicznych i emocjonalnych zmian zachodzących w relacji dominujący–uległa, szczególnie w związku małżeńskim. Mówi o tym, dlaczego związek jest udany, a dlaczego nie. Nie mogę się doczekać kolejnej części”.

— Desiree Holt

bestsellerowa autorka według „USA Today”


„Imponująca i skomplikowana. Adam Steinbeck to mój wymarzony dominujący. CD Reiss przedstawia najbardziej wciągającą perwersję”.

— Skye Warren

autorka bestsellera The Pawn według „New York Timesa”


„Dzięki ukazaniu przeszłości i teraźniejszości świat Adama Steinbecka i Diany McNeill-Barnes jest tak realny, że czytelniczki mogą sobie wyobrazić cały obraz namalowany piórem CD Reiss. Fanki autorki na pewno zakochają się w tej nowej historii dotyczącej relacji dominującego z uległą, która łączy Adama i Dianę”.

— RT Book Reviews

„Pochłonęłam tę książkę, a ona pochłonęła mnie! Urzekająca, zachwycająca, wzbudzająca wiele emocji i niesamowicie uzależniająca”.

— Katy Evans

autorka bestsellera Real według „New York Timesa”


Małżeńska gra CD Reiss zwaliła mnie z nóg. Postaci są intrygujące, historia ciekawa, sceny erotyczne zachwycały, a styl autorki mnie urzekł. Wierzcie mi, tej książki nie chcecie przegapić!”

— J. Kenner

autorka bestsellerowej trylogii The Stark według „New York Timesa”


Małżeńska gra była zniewalająca! To naprawdę fascynująca gra w kotka i myszkę. Nie mogłam się oderwać”.

— Aleatha Roming

autorka bestsellera Infidelity według „New York Timesa”


„CD Reiss pisze najlepsze erotyki, jakie kiedykolwiek czytałam”.

— Meredith Wild

bestsellerowa autorka serii Haker, #1 według „New York Timesa”


Małżeńska gra to cudownie intensywna historia! Wątek BDSM rozpalał do czerwoności, a Adam to mój ulubiony typ dominującego… on żyje dla absolutnej kontroli”.

— Annabel Joseph

bestsellerowa autorka według „New York Timesa”


Małżeńska gra sprawiła, że brakło mi tchu. CD Reiss jest absolutnie genialna, a tę książkę trzeba przeczytać”.

— Sawyer Bennett

bestsellerowa autorka Sugar Bowl według „New York Timesa”


„Odważne postaci, gorący seks, cudowny styl pisarki – CD Reiss znowu dała czadu!”

— Jennifer Probst

bestsellerowa autorka według „New York Timesa”

Rozdział 1

Dzień piętnasty

Dziś jest pierwszy dzień reszty mojego życia i nie wiem, jak mam je przeżyć.

Dzisiaj stworzę plan, wdrożę go i doprowadzę do końca.

Dzisiaj przygotuję się do wygranej.

Nie będę brać jeńców, poza sobą samą. Nie pokonam żadnego wroga, poza moim strachem.

To jest tego warte. On jest tego wart.

Wstrzymaj oddech.

Trzymaj go przez jedną, dwieście dziewięć, sześćset sekund.

A potem…

Odetchnij.

Bo on będzie twój.

Rozdział 2

Czego można się dowiedzieć o mężczyźnie, patrząc na jego biuro?

Nawet nie przyszło mi do głowy, by zapytać o to Adama, gdy go poznałam, a powinnam była to zrobić. Jego gabinet w R+D wyglądał na surowy i czysty. Nie prezentował sobą żadnej historii. Nic nie wyrażał. Nie dało się w nim dopatrzeć niczego, poza dobrym gustem jego właściciela.

Właśnie w ten sposób Adam prowadził interesy. Ale kiedy stałam w jego gabinecie, a popołudniowe słońce odbijało się w szklanych blatach stołów, wiedziałam, że życie osobiste Adama było takie samo.

Po drodze do gabinetu minęłam Evę. Pewnie ostrzegła go, że przyszłam. Byłam na to gotowa.

Budynek biura po drugiej stronie Pięćdziesiątej Trzeciej Ulicy stał tak blisko, że wydawało się, iż można go dotknąć, a ulica na dole była tak daleko, że upadek mógłby zabić.

Mój telefon wskazywał, że Adam znajdował się przecznicę stąd. Po wydarzeniach w Montauk nie wyłączył aplikacji namierzającej, ale ja też tego nie zrobiłam po tym, jak znalazł mnie w Lochu. Pomimo wszystko śledziliśmy siebie nawzajem. To dowód na to, że niezależnie od poziomu poczucia zdrady w naszych sercach, nasze dusze wiedziały, że do siebie należą.

Minęły dwa dni, a ja nie wiedziałam, czy go odzyskam. Jakoś udało mi się przetrwać podróż z Montauk do domu. Weszłam do loftu, minęłam moje cztery torby stojące tuż przy drzwiach i położyłam klucze na blacie. Udało mi się przysunąć fotel do okna i usiąść tam, by popatrzeć na wieże ciśnień, zielone dachy i drogi przeciwpożarowe.

Gapienie się nie było żadnym planem. Nie tak kobieta u władzy zarządza swoim życiem. Nie tak kończy się sprawy. Ale właśnie to robiłam i wybaczyłam to sobie. Odeszłam od męża, zostawiając mu list na blacie. Zbierałam się na odwagę od miesięcy, myślałam o liście, upewniałam się w sercu i w głowie, że postępuję właściwie.

Nie miałam zbyt wiele czasu, by go odzyskać.

Zgodził się na bezproblemowy rozwód, jeśli dam mu trzydzieści dni. Minęło już szesnaście. Ponowne zakochanie się w nim nie zajęło mi dużo czasu. Prawdziwa Diana pokochała prawdziwego Adama. A jemu wystarczyło dokładnie tyle samo dni, by się odkochać.

Zostało jeszcze czternaście dni, a ja nie miałam planu.

Tego poranka znalazłam na spodzie szuflady pas i pończochy. Biustonosz miał kryształowe serduszko między miseczkami. Dobrałam do niego pasujące majtki. Rzuciłam je na łóżko. Ogoliłam się i włożyłam bieliznę. Stanęłam przed lustrem i patrzyłam, jak opadam na kolana. Uniosłam tyłek, obniżyłam plecy, zbliżyłam czoło do podłogi, rozłożyłam kolana. Myśląc tylko o jego ciele, zostałam w tej pozycji, aż rozbolały mnie uda.

Ta pozycja i te myśli oczyściły mój umysł na tyle, by coś zrobić. Nawet jeśli to była zła decyzja. Ale przynajmniej jakąś podjęłam.

Telefon pokazał, że Adam zatrzymał się przed wejściem do budynku. Przyjechał taksówką.

„Odetchnij głęboko”.

W jego mieszkaniu przy kanapie znajdował się mały stolik. Blat został wykonany z hartowanego, popękanego szkła. Kiedyś stało tu moje zdjęcie.

Punkcik na telefonie znowu się poruszył. Przyjechał do miasta o świcie, sądząc po aplikacji śledzącej, którą miał zainstalowaną na komórce. Nie wiedziałam, co robił przez te ostatnie dwa dni w Montauk. Próbowałam nie myśleć o najgorszym.

Zastanawiałam się, czy nie stanąć na czworakach, gdy przyjedzie, albo usiąść z rozłożonymi nogami, rozłożyć się na biurku, przyjąć pozę jak dama, a może ukryć się w szafie. Stwierdziłam, że podejmę decyzję, gdy nadejdzie czas.

Obmyśliłam strategię. Taktyka została zaplanowana. Zostawiłam sobie miejsce na improwizację w kwestii najdrobniejszych szczegółów.

Chociaż wiedziałam, że już szedł korytarzem, wciąż się nie zdecydowałam.

Usłyszałam jego głos za drzwiami. Eva odpowiedziała. Interesy. Czy powiedziała mu, że tu jestem?

Kiedy drzwi się otworzyły, stałam przy jego biurku, wykręcając ręce, jakby były zrobione z ciasta.

Miał na sobie szary garnitur, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Wydawało mi się, że bardziej prostował ramiona niż kiedykolwiek, a jego zielony krawat został równo zawiązany. Był jakiś wyższy. Poruszał się jak członek rodziny królewskiej. Jakby był niepokonany, jakby przedarcie się przez przeszkody stanowiło tylko stratę czasu. Nie było przeszkód. Nie dla niego. Nie dla pana.

Musiałam być szalona, skoro od niego odeszłam.

Zrobił dwa kroki w głąb pomieszczenia i gdy tylko mnie zobaczył, zatrzymał się. Eva stała tuż za nim. Miała na sobie szmaragdowozieloną garsonkę i pasujące do niej buty.

– A przy okazji – powiedziała, puszczając do mnie oko zza jego pleców. – Diana tu jest.

Opuściłam ręce po bokach i oparłam cały ciężar ciała na jednym biodrze. Czułam, że moje serce się poddało, a mój umysł jest rozdrażniony.

 

– Dzień dobry.

Zmierzył mnie spojrzeniem od stóp do głów.

– Dzień dobry.

– Znajdę pana później – rzuciła Eva i wyszła z biura.

– Nie – rozkazał Adam. – Zostań. To nie potrwa długo.

Podszedł do swojego biurka. Dziewięć kroków. Dużych kroków. Nie ruszyłam się. Eva lekko przekrzywiła głowę. Nasze spojrzenia się spotkały, a jej oczy się rozszerzyły, jakby chciała dać mi znać, że woli nam nie przeszkadzać.

Adam położył teczkę na biurku i otworzył ją z głośnym trzaskiem.

– Jak ci minęła podróż do domu?

– Samotnie.

– Przykro mi, ja…

– Powinieneś być, kurwa, przy mnie – przerwałam jego nic nieznaczącą, mechaniczną odpowiedź.

Dłonie Adama zamarły. Poklepał teczkę dwukrotnie, zamyślony. Rzęsy przysłaniały mu oczy pełne emocji.

Kontynuowałam, póki miałam przewagę:

– Obecność Evy nie powstrzyma mnie przed zrobieniem tego, po co tu przyszłam.

Złapałam za guzik marynarki i przepchnęłam go przez dziurkę. Uniósł głowę i zobaczył, że pod spodem nie miałam niczego poza stanikiem.

– Dzieci – zaczęła Eva – bawcie się dobrze, ja mam robotę.

Drzwi świsnęły i zamknęły się z trzaskiem, gdy wyszła.

Obecność Adama przyćmiewała cały mój świat. Oparłam się o biurko obok niego. Spódnica podjechała mi na tyle, by zobaczył pas do pończoch. Chciałam, żeby wydał mi jakieś polecenie. Cokolwiek. „Zejdź z biurka”. „Zapnij marynarkę”. „Zrób trzy kroki”. „Rozłóż nogi”. „Otwórz usta”.

– A to szkoda – powiedziałam, założywszy ręce za plecami. Moja marynarka rozciągnęła się na ostatnim guziku. – Zrobiłabym przy niej wszystko, co byś mi kazał.

Wyjął kilka dokumentów z teczki i rzucił je na biurko.

– Właśnie w tym problem, Diano.

– Co? Że zrobiłabym wszystko?

– Tak. – Zamknął teczkę.

– Mamy jeszcze dwa tygodnie. Trzymam się naszej umowy.

– Koniec z naszą umową. Wygrałaś. – Przesunął papiery w moją stronę. Nawet na nie nie spojrzałam.

– Miały być konsekwencje tylko w przypadku, gdybym ja nie wywiązała się z umowy. Ale nie ma żadnych, jeśli ty odejdziesz. – Podparłam się rękami z tyłu i rozłożyłam nogi. Było mi cholernie niewygodnie, kiedy tak się opierałam o biurko z rozsuniętymi udami.

– Dostaniesz wszystko – oświadczył, przesuwając wzrokiem po moim wygiętym ciele. Jego fiut zrobił się twardy.

– Nie chcę wszystkiego. Chcę ciebie.

– Diano… Ja nie mogę… Nie mogę tego zrobić.

Jego ciało mówiło coś innego. Pochylił się lekko w moją stronę, jego oddech stał się płytki i urywany.

– Tak, właśnie że możesz. Możesz zrobić ze mną wszystko, co tylko chcesz. Rzeczy, o których nigdy nawet nie marzyłeś. Możesz mnie skrzywdzić. Możesz mnie skrzywdzić mocno i będę błagać o więcej. – Zadrżałam, mówiąc te słowa. Tak bardzo chciałam dla niego dojść.

Położył rękę na moim udzie i przesunął nią w górę i w dół. Jęknęłam. Jego dotyk był magiczny. Musiałam się powstrzymywać, by nie dojść od razu.

– Nie chciałem ci tego zrobić. Nie chciałem cię w to zmienić.

– W co?

– W to. – Przesunął ręką między moimi nogami, gdzie powinny być moje majtki, ale odkrył tylko mokrą cipkę. – Zobacz, co już ci zrobiłem. Wykonałabyś każdy mój rozkaz, nawet przy Evie. W biurze. Nie mając na sobie nic. Nie chcę, żebyś taka była.

– Jaka?

– Taka! – Uszczypnął moją cipkę, a ja jęknęłam z bólu i zaskoczenia. – Taka – wyszeptał mi do ucha, przyciskając swojego penisa do mojego uda.

– Jak twoja dziwka?

Drugą ręką złapał mnie za włosy i odchylił mi głowę do tyłu. Nikt nigdy wcześniej mi tego nie zrobił, a mnie się to podobało. Uwielbiałam ból. Dominację. To, jak na mnie warczał.

– Nigdy, przenigdy nie mów…

– Jak twoja dziwka – powtórzyłam.

Odsunął ode mnie ręce, ostro wciągając powietrze do płuc. Trzymał dłonie w powietrzu, jakby chciał pokazać, że są puste.

– Stań prosto.

Rozkazał mi, więc posłuchałam.

– Nie potrafię tego zrobić – wyrzucił z siebie zdeterminowanym tonem. – Zrozum. Mogę spędzić z tobą następne dwa tygodnie, pieprząc cię, gdy będziesz mieć zasłonięte oczy, i bijąc do krwi. A na koniec i tak odejdę i będzie z tobą tyko gorzej. Obiecuję ci, że im dłużej się to będzie ciągnąć, tym mniej mnie będzie obchodzić, jak bardzo cię zranię. Odpuść, póki nie jest tak źle.

Wyprostowałam spódnicę.

– Nie jest tak źle?

– Zanim bardziej się wkręcę i nie będzie odwrotu. Proszę.

Jego prośba była dla mnie rozkazem. Przyjęłabym od niego pewien rodzaj rozkazu. Upokorzyłabym się, gdyby poprosił w odpowiedni sposób, ale nie mogłam przestać go kochać tylko dlatego, że tego żądał.

Zapięłam marynarkę. Przyjął moje milczenie za zgodę.

– Zobaczysz, że tak będzie lepiej – stwierdził, uderzając palcami w papiery. – Kazałem prawnikowi przygotować szkic ugody rozwodowej. Powinnaś ją przejrzeć.

– Czy mam ci odesłać popioły, gdy już ją spalę?

– Diano…

– Nawet nie zaczynaj. Nie mów mi, jak mam się czuć. Nie chroń mnie. Nie prosiłam cię o to. Proszę tylko, żebyś dokończył, co zacząłeś. Wyszkol mnie. Nie zostawiaj mnie w połowie drogi.

– Nie mogę.

– Dlaczego nie?

– Bo jeśli będę kontynuował, to niezależnie od tego, jakie żywisz do mnie uczucia, zostaną one zniszczone. Taka jest natura tej gry. Ja cię chronię.

– Przed czym?

– Przede mną – warknął.

Spięłam się, słysząc nagłą zmianę w jego głosie.

Zacisnął usta w cienką linię i uniósł ręce, jakby chciał mnie odepchnąć.

– Nie obchodzi mnie, czy ci się to podoba, czy nie, ale koniec końców mi za to podziękujesz.

– Podziękuję ci teraz. – Wyprostowałam się i wzięłam swoją torebkę. – Będę w swoim gabinecie. W naszym biurze. I wiesz, gdzie mieszkam. Możesz podpisać papiery rozwodowe, ale ja ich nie wypełnię, dopóki nasza umowa nie wygaśnie.

Odwróciłam się do niego plecami i podeszłam do drzwi. Każdy krok mnie od niego oddalał, a łącząca nas więź coraz bardziej się napinała, aż mogła pęknąć.

– To lepiej ich nie odsyłaj – powiedział.

Zatrzymałam się, ale wciąż stałam twarzą do drzwi. Nie potrafiłam na niego spojrzeć. Litował się nade mną, a nie można tak naprawdę kochać kogoś, jeśli się nad nim litowało.

– Nie spiesz się – dodał. – Dostaniesz wszystko, tym się nie martw.

Wszystko.

Pewnie. Wszystko, co da się przekazać na kartce papieru.

Nie powiedziałam mu, że to „wszystko” było przygnębiająco nieadekwatne, bo on by tego nie zrozumiał. Nie popatrzyłam na niego, tylko wyszłam z gabinetu i ruszyłam korytarzem w stronę windy, kiwając głową Evie w jej szmaragdowozielonej garsonce i pasujących kolczykach. Uniosłam głowę wysoko, ale chmura smutku i rozpaczy zawisła nade mną, gotowa opaść, gdy tylko wyjdę na ulicę.

Nacisnęłam przycisk przy windzie, a czerwone światełko w środku zamrugało, tak jak powinno. Nie była popsuta. Naciskasz i światło się zapala.

Jak w przypadku Adama.

Kiedy zaoferowałam mu swoje ciało, rozświetlił się niczym bożonarodzeniowa choinka, tak jak się tego spodziewałam. Dotykał mnie. Wkładał we mnie palce. Jego ręce brały wszystko, chociaż usta mówiły, że mnie nie chcą.

Czerwone światełko zgasło i drzwi się rozsunęły. Potem zamknęły się za mną. Byłam sama w windzie. Pojechałam na dół, zastanawiając się nad pomysłem, który przyszedł mi do głowy. Gdy drzwi się otworzyły, wiedziałam już, co należy zrobić.

To jest wykonalne. Musiałam tylko skończyć to, co zaczęłam.

Rozdział 3

Dzień osiemnasty

Tata wstawił swoje biurko do mojego gabinetu, ale nie tknął moich rzeczy. Nie był najbardziej zorganizowaną osobą w drużynie McNeill-Barnes i najwyraźniej to się nie zmieniło. Moja skrzynka mailowa pękała w szwach od spraw, które mogły jeszcze poczekać, chociaż nie powinny.

Usiedliśmy na biurowych kanapach, a on pokazał mi ręcznie zapisany notes, który trzymał na kolanach. Nie korzystał z butli z tlenem, a to zazwyczaj dodawało mi pewności siebie. Po krótkiej wymianie zdań zrozumiałam, że moja pewność była jego celem.

– Nadine kładzie tam małego Raya. – Tata wskazał na jasnoniebieski kocyk, obok którego stały skrzynki z klockami Lego.

– Dlaczego?

– Tylko we wtorki i czwartki.

– W porządku. Ale dlaczego?

– Po prostu nie mogłem jej pozwolić na urlop. A on jest takim grzecznym chłopcem.

– Tato. Czy wszystko z nią w porządku? – zapytałam z naciskiem.

Zamilkł, by wziąć oddech. Mówienie stanowiło dla niego wysiłek i było mi przykro, że go do tego zmuszałam. Chociaż i tak bym go nie powstrzymała.

– Możesz mi to napisać, jeśli nie chcesz mówić – dodałam, ale on zaciągnął się tlenem i machnął ręką lekceważąco.

– Gary wszystko utrudnia. Rozwód. Walczy z nią o wszystko. Wykorzystuje Raya jako broń przeciwko niej. Zatrudnił ich opiekunkę do biura na dwa dni w tygodniu.

– To chyba dobrze.

– Ale nie jako opiekunkę. Jako stażystkę do działu marketingu. Więc nie może siedzieć z dzieckiem, gdy mały zostaje u Nadine. Kiedy ustalono w tej kwestii przesłuchanie, on je przełożył. Więc Nadine przynosi tu Raya, dopóki nie znajdzie kogoś innego.

– Czy małemu nie przeszkadza siedzenie w tym kącie?

– Przez trzy godziny buduje coś z tych cholernych klocków. To jak narkotyk. A potem przychodzi jej siostra.

– Okej. Ale zmieńmy temat.

– Zack Abramson wrócił. – Tata skreślił to z listy rzeczy, które miał mi do powiedzenia. – Nie mogę go zatrudnić, bo odszedł przed przestojem. Ale można go wykorzystać, by przejął trochę twoich spraw.

– Racja. Zadzwonię do niego.

– A co do tej Kayti… Nie potrafi się skupić na jednej rzeczy naraz.

– To jej supermoc.

Zamknął notes. Przygładził srebrne włosy dłonią. Tata nie wyłysiał z wiekiem. Wciąż był przystojny i ułożony, ale po śmierci mojej mamy nigdy nie wykazywał zainteresowania żadną kobietą.

– Wcześnie wróciłaś – zauważył. – Wiem, że to nie ze względu na interesy. Chyba że Panna Supermoc uaktywniła jakiś alarm.

– Nie było żadnego alarmu.

– Wróciłaś, bo podróż się nie udała? Czy dlatego, że się udała?

– To nie jest takie proste.

– Czy wszystko u ciebie w porządku? A jak się mają sprawy z nim?

Zamknęłam swój notes. Nie chciałam okłamywać taty, ale nie zamierzałam się wypowiadać na temat tego, czy wygrałam wojnę, czy przegrałam, bo ona się jeszcze nie skończyła. A to naprawdę była wojna. Nie oszukiwałam się. Walczyłam o to, co na początku odrzuciłam.

– Nie chcę, żebyś zadawał zbyt wiele pytań, bo masz problemy z oddychaniem. Więc po prostu powiem ci to, co mogę, okej?

Pokiwał głową i wyciągnął rękę, jakby oddawał mi scenę.

Teraz musiałam tylko wymyślić, co powiedzieć, a co przemilczeć. Byłam jego córką. Nie powinnam mówić mu o tym, że Adam już mnie nie kochał albo że kochał, ale niewystarczająco.

– Pojechaliśmy. Rozmawialiśmy więcej niż kiedykolwiek. Sporo się o nim dowiedziałam. Powiedział mi o rzeczach, o których wcześniej nie słyszałam. Oboje się zmieniliśmy. Wciąż jeszcze musimy przepracować kilka spraw. Chcę cię przygotować na to, że mimo wszystko możemy się rozstać na dobre. Kocham go. Nie potrafię ci powiedzieć, jak bardzo, ale to i tak może nie mieć znaczenia.

– Jak mogę pomóc?

– Nie możesz. To dotyczy tylko nas. Po prostu… dziękuję. Dziękuję, że zająłeś się wszystkim, gdy nas nie było.

– Nie ma za co.

– Nie musisz już przychodzić do firmy.

– Nie przesadzaj, mogę cię odwiedzać.

– Tato, nie chcę, żebyś się przemęczał. Odszedłeś na emeryturę nie bez powodu.

Wzruszył ramionami i postukał palcami w blat, rzężąc cicho.

– Może zostanę jeszcze do końca tygodnia. Będziesz mnie potrzebować, dopóki nie staniesz na nogi.

Kolejny mężczyzna mnie chronił. Byłam za to wdzięczna i jednocześnie mi się to nie podobało.

Rozdział 4

Obserwowałam telefon, by zobaczyć, czy Adam się przemieszcza. Miałam obsesję jak nastolatka zakochana w kapitanie drużyny futbolowej. Odepchnęłam od siebie nieustający, brzęczący niepokój, który objawiał się skurczonym żołądkiem. Moje wnętrzności były jak mokra szmata, wyżęta i zostawiona na słońcu.

Pragnął mnie. Jego ciało mnie pragnęło, a serce wołało za mną, jednak jego umysł postanowił się ode mnie odciąć. Już nie przychodził do biura, więc nie wiedziałam, jak inaczej do niego dotrzeć, tak żeby jego umysł nie wchodził mi w paradę.

 

Kayti zajrzała do mojego gabinetu, zakładając torebkę na ramię.

– Zack już jest w drodze.

– Nie zamykaj drzwi. Miłego wieczoru.

Zostawiła mnie samą. Aplikacja śledząca odnalazła telefon Adama w Meatpacking District.

Był w Lochu.

Na początku poczułam strach, potem zniecierpliwienie, następnie desperację, a na końcu wszystkie złe rzeczy, które czułam i o których myślałam, połączyły się i nawarstwiły jak dziesięć samochodów zderzonych ze sobą na drodze. Gniew, pożądanie, panika, zazdrość, rozpacz – bum, bum, bum.

– Hej. – Zack zajrzał do mojego biura.

Nie byłam w stanie rozmawiać z kimkolwiek. Mogłam tylko patrzeć na zieloną kropkę na mapie. Odwróciłam telefon ekranem do biurka.

– Wejdź.

Pocałowaliśmy się w oba policzki. Jego blond zarost podrapał mnie po twarzy.

– Dobrze cię widzieć. – Nie było wcale dobrze ani źle, tylko wyjątkowo nie na rękę, bo w tej chwili chciałam jechać do Lochu i zwinąć się w kłębek u stóp Adama, by nikt inny tego nie zrobił.

Usiedliśmy z Zackiem na kanapie. Był tak przystojny i szorstki jak zawsze, ale wyglądał na zmęczonego i sprawiał wrażenie, jakby był w rozsypce, jakby również jego wyżęto i zostawiono na słońcu do wyschnięcia.

– Przykro mi z powodu twojej mamy – powiedziałam.

– To się stało tak szybko. Byłem tam przez cztery godziny, a potem bum. Zupełnie, jakby musiała mnie zobaczyć przed śmiercią.

– W takim razie cieszę się, że tam pojechałeś.

– Ja też. Ale pogrzeb już się odbył. Moja siostra zajmuje się wszystkimi sprawami, więc mogłem wrócić. Musiałem. W Dayton zaczynało mi odbijać. Mieszkają tam naprawdę mili ludzie. Właściwie wspaniali. Gdybym mógł ich wszystkich zebrać i przeprowadzić do Nowego Jorku, to byłoby cudownie.

Uśmiechnęłam się. Intensywne, szybkie tempo tego miasta przyciągało najbardziej ambitnych ludzi na świecie. I niełatwo było z nimi żyć.

– Wyobrażam sobie.

Próbowałam wypełnić ciszę. Jednak tak naprawdę wolałam jechać do Lochu albo przynajmniej spojrzeć na telefon, żeby sprawdzić, czy Adam wybrał się do mieszkania jakiegoś suba na seks.

Zack chyba czytał mi w myślach.

– Słyszałem o tobie i Adamie.

Oczywiście, że słyszał. Byłam straszną paplą, więc musiałam się przyznać do rozwodu… Albo jednak nie.

– Mamy problemy.

– Domyśliłem się, gdy powiedziałaś, że potrzebujesz mojego mieszkania, ale nie chciałaś zdradzić po co.

Uznałam, że warto wykorzystać jego puste mieszkanie, by stłamsić moje obawy. Było dla mnie znakiem, że muszę przestać odwlekać nieuniknione. Zack przesunął się na kanapie, po czym spojrzał mi prosto w twarz i położył rękę na oparciu.

– Byłaś w kiepskim stanie. Ale odegrałaś swoją rolę. – Dotknął mojego ramienia, głaszcząc je przez bluzkę. – Nieźle ją odegrałaś.

Zwróciłam się w jego stronę, co pokazało, że go słucham, a jednocześnie dzięki temu mogłam się odsunąć od jego ręki.

– Nie grałam. Próbowałam się pozbierać.

– Wiem. Ale i tak się domyśliłem. Nie patrzyłaś na niego, chyba że chciałaś powiedzieć coś na temat pracy. Niewolił cię, prawda?

Tak, ale najwyraźniej niewystarczająco. Nie na tyle, bym zobaczyła, dlaczego powinnam być zniewolona.

– Wykazałaś się odwagą, gdy pozwoliłaś mu odejść – ciągnął Zack głębokim, zachrypniętym głosem pełnym ciepłego podziwu.

Właśnie to sobie wmawiałam, zanim zostawiłam list.

– Byłam tchórzem. Prosząc cię o możliwość mieszkania u ciebie, powiedziałam ci więcej o tym, jak się czułam, niż jemu.

– Niełatwo się z nim rozmawia.

Spojrzał na mnie znacząco. Jego oczy mówiły, że jeśli chcę się pieprzyć tu i teraz na kanapie, to możemy to zrobić. I chciałam, ale nie z nim.

Wstałam i poprawiłam spódnicę.

– Na razie nie zatrudniamy nikogo, więc nie mogę ci zapewnić posady. Ale mamy tyły, więc dobrze byłoby mieć freelancera, którego nie trzeba przeszkalać. Jeśli jesteś zainteresowany.

Stanął przede mną zbyt blisko, ale nie mogłam się cofnąć, bo za moimi plecami znajdował się stolik. Poza tym nie zamierzałam się cofać. Nie tylko ja musiałam zachować odrobinę zdrowego rozsądku. Powinien załapać aluzję.

– Jestem zainteresowany. A kiedy w końcu zdejmiesz ten pierścionek, wiedz, że tobą też będę zainteresowany.

– Zapamiętam.

***

Loft był przecznicę od biura, ale tam nie poszłam. Zamówiłam taksówkę, gdy tylko Zack zniknął.

– Do Gansevoort – powiedziałam.

– Jasne. – Kierowca ruszył.

Sprawdziłam telefon. Adam wciąż tam był. Musiałam się z nim znowu zobaczyć. Odczuwałam tę potrzebę do tego stopnia, że ściskała mnie w żołądku, jakbym ją połknęła. I nie mogła strawić.

Propozycja Zacka sprawiła, że jeszcze bardziej zapragnęłam się znaleźć w objęciach Adama. Łatwość, z jaką mi to zaproponował, doprowadziła do tego, że moja pozycja wobec mężczyzny, którego naprawdę pragnęłam, wydawała się jeszcze bardziej niepewna. Każda mijająca godzina zbliżała mnie do końca naszego kontraktu.

Taksówkarz wysadził mnie na rogu. Szybkim krokiem ruszyłam do niewyróżniającego się budynku, w którym mieścił się Loch. Przed czarnymi drzwiami stał mężczyzna w skórzanej kurtce.

– Hej – powiedziałam, próbując się zachowywać tak, jakbym tu należała.

– Cześć – odparł głębokim barytonem.

– Chciałabym wejść.

Drzwi za nim się otworzyły i wyszła jakaś para. Rozpoznałam Charliego. Był z nieznaną mi kobietą.

– Masz numer członkowski? – zapytał Baryton.

Charlie, prowadząc kobietę w stronę chodnika, spojrzał na mnie dwukrotnie, a potem się odwrócił.

– Nie, ja tylko…

– To nie mogę otworzyć.

– Tylko na chwilę. Na minutkę.

Czy ja błagałam? Nie chciałam tego robić, ale musiałam zobaczyć męża. Może jego też będę błagać. Może nawet przed nim przyklęknę.

– Przepraszam. Dziś wstęp mają tylko członkowie.

Odwróciłam się do Charliego. Czy pamiętał mnie z naszego ślubu? Czy wiedział, gdzie jest Adam? Czy mógł mnie tam wprowadzić? Jego też mogłam błagać.

Rozważałam poproszenie go o pomoc, ale on wsiadł za kobietą do taksówki i zamknął drzwi.

– Jak można się stać członkiem? – zapytałam ochroniarza.

– Potrzebujesz rekomendacji od trzech aktywnych członków – odparł.

– Dziękuję – powiedziałam. – Bardzo dziękuję.

Nie prześladowałam Adama. A może jednak to robiłam. Ruszyłam chodnikiem, ciasno okrywając się płaszczem. W okolicy wszędzie widziałam ludzi, którzy wychodzili gdzieś po pracy. Śmiali się, uśmiechali, mieli nosy czerwone od zimna.

Zack myślał, że jestem dostępna i leciał na mnie, tak samo jak wszystkie kobiety na Adama. Ciągnęło je do niego. Nawet przez godzinę nie byłby samotny. I co on tutaj robił? Chciał z kimś wyjść?

Nie na mojej warcie. Nie ma mowy. Cokolwiek zamierzał zrobić z jakąkolwiek kobietą, będzie to musiał przede mną ukryć, bo jeśli to zobaczę, będę się tym nieustannie zadręczać. O tak, mój ból był setki razy silniejszy. Jeśli on wyjdzie z tego klubu z jakąś kobietą, będę na to patrzeć, a on pozna rozmiar swojej zdrady.

Skręciłam za róg i znowu spojrzałam na telefon. Zielony punkcik się poruszył. Biegnąc z powrotem, wpadłam na kobietę niosącą małego psa i niemal się przewróciłam na koszu na śmieci. Unikałam lodu na chodniku zręcznie niczym ninja. Wybiegłam zza rogu i zobaczyłam Barytona stojącego przed drzwiami oraz odjeżdżającą taksówkę.

Znów wyciągnęłam telefon. To był on.

„Nie pisz do niego”.

Siedział w taksówce i nie wiedziałam, czy pojechał sam, czy z jakimś subem, który zrobi cokolwiek, co on sobie zażyczy, z subem bez życiowego bagażu, bez miłości, z subem, któremu w ogóle nie zależy.

„Nie. Pisz. Do. Niego”.

Stojąc pośrodku chodnika obserwowałam w telefonie, jak taksówka zatrzymuje się na światłach dwie przecznice dalej, a potem skręca w Dziesiątą Aleję, dalej na wschód w Dwudziestą Trzecią, na północ w Park Avenue, a następnie znowu na wschód do Murray Hill. Jechał do domu. Sam lub nie.

Chcę być członkiem Lochu.

Szłam na południe wzdłuż rzeki Hudson, w stronę domu. Musiałam spalić nadmiar energii. Moje ciało potrzebowało się zająć czymś innym niż tylko panikowaniem, bo mi nie odpisał.

Popatrzyłam na telefon. Nie pojawiły się podskakujące kropki, które oznaczałyby, że odpisuje. Dostał wiadomość, ale nie odpowiadał.

„Bo pieprzy się z kimś innym”.

Może tak, a może nie. Ale dlaczego miałby iść do Lochu, jeśli nie planował kogoś przelecieć? Może poszedł tam, by porozmawiać z Charliem. Może po prostu chciał przebywać wśród swoich. Może próbował kogoś znaleźć i poległ.

Rozmyślałam przez całą drogę do domu i nic nie wymyśliłam.

Musiał być zbyt zajęty subem. Kobietą, która nie miała oporów, by robić to, co jej się kazało. Kobietą, która mogła mu zaoferować swoją dupę bez ociągania. Prawdziwą, wytrenowaną uległą, która zrobiłaby to, czego ja nie mogłam.

Nie mógł kochać suba, ale to nie powstrzyma go przed tym, by go zerżnąć.

Odetchnęłam głęboko, kiedy dotarłam do SoHo i wysłałam maila do Kayti.

Kayti, jutro z samego rana zdobądź listę gości z wesela.

Ale nie z urzędu. Z hotelu Lafayette.

Potrzebuję numerów telefonów i adresów.

Mógł mnie nie dotykać, ale nie powstrzyma mnie przed pogonią za naturą uległej. Pomimo tego, że minęły dwa tygodnie, a on się ode mnie coraz bardziej oddalał, wciąż miałam szansę go zdobyć. Ten pomysł był szalony, ale ja nie czułam się zdrowa na umyśle.

Dostałam od niego odpowiedź, zanim poszłam spać.

Nigdy nie będziesz członkiem Lochu.

Sporo mnie kosztowało, by nie odpowiedzieć na jego wiadomość, bo zobaczyłam w niej nadzieję. Zależało mu. Mimo że jego fiut był mokry od soków innej kobiety, zależało mu na tym, czy będę członkiem, czy nie.

Nie spałam dobrze, ale ten sentyment sprawił, że zaznałam kilku godzin odpoczynku.