WOOP Skuteczna metoda osiągania celów

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: Rethinking Positive Thinking. Inside the New Science of Motivation

Copyright © 2014 by Gabriele Oettingen.

All rights reserved including the right of reproduction in whole or in part in any form.

This edition published by arrangement with Portfolio, an imprint of Penguin Publishing Group, a division of Penguin Random House LLC.

Copyright © for the Polish edition by Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Sopot 2017.

Wszystkie prawa zastrzeżone. Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w żaden sposób reprodukowana lub odczytywana w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego.

Wydanie pierwsze 2018 rok

Przekład: Jacek Romański

Przekład przejrzała i zweryfikowała: Patrycja Pacyniak

Redakcja i korekta: zespół GWP

Skład: Tojza

Projekt okładki: Monika Pollak

ISBN 978-83-7489-754-9

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne Sp. z o.o.

ul. J. Bema 4/1a

81–753 Sopot

e-mail: gwp@gwp.pl

www.gwp.pl

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

Spis treści

Nota autorska

Przedmowa

Rozdział 1 Marzenie nie jest działaniem

Rozdział 2 Zalety fantazjowania

Rozdział 3 Oszukiwanie umysłu

Rozdział 4 Rozsądne podążanie za marzeniami

Rozdział 5 Angażowanie nieświadomego umysłu

Rozdział 6 Fenomen metody WOOP

Rozdział 7 WOOP-nij swoje życie

Rozdział 8 Przyjaciel na całe życie

Podziękowania

Bibliografia

Przypisy

Antonowi, Jakobowi i Peterowi

Nota autorska

Pisząc tę książkę, korzystałam z artykułów naukowych oraz rozdziałów z książek, które wraz z moimi kolegami opublikowaliśmy w ostatnich dwóch dekadach. Opisując nasze eksperymenty i odkrycia oraz ich konsekwencje, odwołuję się do wspomnianych źródeł, więc czytelnicy mogą zapoznać się z oryginalnymi tekstami, jeżeli mają takie życzenie. Jestem w pełni świadoma bogatego wkładu intelektualnego moich współautorów. Towarzyszyli mi oni na drodze tworzenia nowej koncepcji pozytywnego myślenia.

Przedmowa

Co jest twoim największym marzeniem? Jak wygląda twoja wymarzona przyszłość? Kim chcesz być i co chcesz robić? Wyobraź sobie, że twoje marzenie się spełnia. Jakże cudowne by to było. I jak satysfakcjonujące.

Co powstrzymuje cię przed realizacją tego, czego pragniesz? Co takiego w tobie wstrzymuje cię na drodze do spełnienia swoich marzeń?

Niniejsza książka traktuje o marzeniach i o tym, jak je spełniać. Opiera się na wynikach naukowych badań nad motywacją, prowadzonych przez dwie dekady. Prezentuję w niej następujące zaskakujące odkrycie: przeszkody, które postrzegamy jako największe utrudnienie na drodze do realizacji naszych najgłębszych pragnień, w rzeczywistości mogą przyspieszyć spełnienie tychże pragnień.

Komuś, kto marzy o osiągnięciu jakiegoś celu, wielu z nas udzieli prostej rady: myśl pozytywnie! Nie zastanawiaj się nad przeszkodami, bo to cię zniechęci. Bądź optymistą. Skup się na tym, co chcesz osiągnąć. Wyobraź sobie szczęśliwą przyszłość, w której jesteś aktywny i zaangażowany. Wyobraź sobie, o ile lepiej będziesz wyglądać, kiedy zrzucisz dziesięć kilogramów; jakie szczęście poczujesz, kiedy dostaniesz upragniony awans; o ile bardziej będziesz się podobać partnerowi, kiedy przestaniesz pić; jakie sukcesy odniesiesz, kiedy zaczniesz nowy biznes… Pozwól, aby pozytywna energia przepłynęła przez ciebie, a wszystkie twoje marzenia i cele staną się rzeczywistością.

Jednak marzyciele niezbyt często są ludźmi czynu. Moje badania potwierdziły, że osoby, które tylko marzyły o przyszłości, miały mniejsze szanse realizacji swoich marzeń i celów (podobnie jak te, które tylko rozmyślały nad przeszkodami na swojej drodze). Można wskazać wiele powodów, dla których rozmarzanie się w oderwaniu od rzeczywistości jest nieskuteczne. Przyjemny akt snucia marzeń pozwala nam spełnić pragnienia w myślach, co zdaje się odbierać energię do działania, które jest niezbędne, aby sprostać wyzwaniom realnego życia.

Istnieje inny sposób wizualizowania przyszłości, o wiele bardziej złożony, którego skuteczność potwierdzają przeprowadzone przeze mnie badania naukowe nad motywacją. Nazwałam go kontrastowaniem mentalnym, a polega on na wyobrażaniu sobie wymarzonej przyszłości, a następnie osobistych przeszkód lub utrudnień powstrzymujących nas przed osiągnięciem tego, o czym fantazjujemy. Ktoś może się obawiać, że zestawiając swoje marzenia z rzeczywistością, zdusi własne aspiracje – stanie się bardziej apatyczny, straci motywację i utknie. Tak jednak nie będzie, ponieważ kontrastowanie mentalne daje nam energię do działania. A kiedy precyzujemy działania, jakie podejmiemy w razie pojawienia się przeszkód, owa energia rośnie jeszcze bardziej.

Uczestnicy moich badań stosujący kontrastowanie mentalne byli znacznie bardziej zmotywowani do rzucenia palenia, zrzucenia wagi, poprawy stopni w szkole, utrzymywania zdrowszych relacji czy prowadzenia efektywniejszych negocjacji biznesowych. Krótko mówiąc, dodając nieco realizmu do pozytywnych wyobrażeń o przyszłości, kontrastowanie mentalne sprawiło, że marzyciele mogli stać się ludźmi czynu.

W tej książce opisuję badania wskazujące, że myślenia o niebieskich migdałach nie powinno się postrzegać w sposób, w jaki jest ono powszechnie postrzegane. W kolejnych rozdziałach analizuję i dokumentuję potencjał z pozoru prostego działania: zestawiania własnych marzeń z przeszkodami, które uniemożliwiają tychże marzeń spełnienie. Wyjaśniam, dlaczego kontrastowanie mentalne działa, w szczególności na poziomie podświadomości, i przedstawiam szczegółowy proces planowania, który czyni je jeszcze skuteczniejszym. W ostatnich dwóch rozdziałach książki opisuję wykorzystanie tej metody w trzech obszarach osobistej zmiany, to jest w zakresie poprawy zdrowia, pielęgnowania relacji z ludźmi oraz poprawy wyników w szkole i w pracy. Wskazuję, jak możesz zacząć stosować kontrastowanie mentalne w swoim życiu. Przedstawiam opartą na nim czterostopniową procedurę, czyli metodę WOOP (wish, outcome, obstacle, plan – cel/życzenie, wynik/pożądany rezultat/korzyść, przeszkoda, plan), którą możesz szybko opanować i bez problemów stosować w odniesieniu do celów długoi krótkoterminowych, a która – co potwierdzają badania – pomoże ci ukierunkować działanie i zwiększyć energię do działania.

Napisałam tę książkę dla osób, które utknęły w miejscu i nie wiedzą, co z tym zrobić. Jak również dla tych, które oceniają swoje życie jako całkiem dobre, ale zastanawiają się, czy nie mogłoby być jeszcze lepsze. A także dla osób stojących przed wyzwaniem, z którym bezskutecznie próbowały poradzić sobie w przeszłości lub co do którego nie wiedzą, jak sobie z nim poradzić. Myślę, że tak naprawdę napisałam ją dla nas wszystkich. Wszyscy bowiem potrzebujemy motywacji, aby niestrudzenie iść do przodu wytyczoną ścieżką.

Dlaczego tak jest? Cóż, w tradycyjnych społeczeństwach spotykamy większą liczbę mechanizmów – takich jak rytuały, zwyczaje, reguły, prawa, normy – ograniczających autonomię jednostki oraz wyznaczających rolę i odpowiedzialność poszczególnym osobom. To samo dotyczy społeczeństw represyjnych, takich jak społeczeństwo Korei Północnej czy dawnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Kiedy nie mamy wolności działania, nasze wybory nie mają zbyt dużego znaczenia, ponieważ zewnętrzne siły wywierają na nas presję, zmuszając nas do działania lub od niego powstrzymując. Wyzwaniem, z jakim mierzą się członkowie wspomnianych społeczeństw, jest przede wszystkim podtrzymanie morale i przetrwanie.

Współczesne zachodnie społeczeństwa są inne. Tu spotykamy się z czymś, co niektórzy nazywają przekleństwem wolności. Wpływ tradycji i naciski władzy zdają się zanikać. Wielu z nas doświadcza większej wolności niż kiedykolwiek, musimy jednak na własną rękę znaleźć w sobie motywację, energię, zaangażowanie i gotowość do nawiązywania relacji. Nikt nie wskazuje nam, dzień po dniu, co powinniśmy robić, aby zachować zdrowie, spełniać się zawodowo czy założyć rodzinę. Nikt nie stoi nad nami, nadając sens naszemu życiu. To wszystko spoczywa na naszych barkach. Musimy trzymać się wyznaczonego kursu – i musimy odzyskać zdolność podejmowania konstruktywnych działań, kiedy zdarzy się nam utknąć.

 

Snucie wyobrażeń dotyczących przyszłości nie pomaga. Choć na krótką metę przyjemne, fantazjowanie osłabia nasze wysiłki i prowadzi do kolejnych porażek. Pogrążamy się w niezdecydowaniu, na granicy apatii, podatni na impulsywne miotanie się między różnymi działaniami przekraczającymi nasze możliwości, sfrustrowani gotujemy się ze złości, mamy poczucie nieszczęścia, którego nie potrafimy zrozumieć. Jednak doświadczanie marzeń w umyśle i jednoczesne ugruntowanie się w rzeczywistości, z którą mamy się zmierzyć, pozwala nam przygotować się na to, co niesie ze sobą życie – pozwala utrzymać kontakt z tym, co najbardziej realne i trwałe w naszym życiu.

Bez względu na to, czy jesteś nieszczęśliwy i zmagasz się z poważnymi problemami, czy też chcesz jedynie odkryć, zbadać i zoptymalizować ukryte możliwości i szanse, ta książka pogłębi twoje rozumienie motywacji i pomoże ci odważnie wytyczać drogę, którą masz zmierzać. Będziesz, podobnie jak wielu uczestników moich badań, bardziej niż kiedykolwiek zmotywowany do tego, aby nawiązywać relacje z ludźmi, angażować się w świat, który cię otacza, oraz podejmować działanie. Wszystko dzięki jednemu sprzecznemu z intuicją pytaniu: co powstrzymuje cię od spełnienia swoich marzeń?

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

1

Marzenie nie jest działaniem

Jeden z moich przyjaciół, czterdziestokilkuletni mężczyzna, którego będę tu nazywać Benem, pamięta silne, choć raczej banalne zauroczenie pewną studentką z czasów, gdy uczył się w college’u w późnych latach osiemdziesiątych XX wieku. Ben spotykał tę dziewczynę w studenckiej stołówce, gdzie jadał obiady w towarzystwie przyjaciół. Rano podczas golenia lub w trakcie wykładów, gdy próbował się skupić, odpływał myślami i wyobrażał sobie, że są parą. Fantazjował o tym, że ona jest artystką i że razem zwiedzają antyczne ruiny w Rzymie i wpatrują się w Kaplicę Sykstyńską. Może ona miałaby ochotę rysować Bena leżącego na dziedzińcu w słoneczny dzień z książką w ręku lub – nawet lepiej – grającego jazzowe kawałki na pianinie, co mój przyjaciel często robił w weekendy, aby trochę dorobić… Czyż nie byłoby wspaniale dzielić spokojne chwile z kimś, kto rozumie i podziela jego pasje? Czy nie byłoby cudownie mieć dziewczynę, którą można zabrać do kina, z którą można oglądać zachód słońca lub wybrać się autobusem do pobliskiego miasta?

Ben nie mówił przyjaciołom o swoich snach na jawie – był to jego mały sekret. Te cudownie satysfakcjonujące obrazy pozostały niestety częścią świata marzeń. Mój przyjaciel nie odważył się umówić z podziwianą studentką. Powtarzał sobie, że się nie znają, więc próbując z nią flirtować, zrobi z siebie głupka. Poza tym był zbyt zajęty nauką, aby zawracać sobie głowę randkowaniem. Zależało mu na dobrych ocenach, w dodatku nie mógł narzekać na brak znajomych, z którymi mógłby spędzać czas w weekendy.

Dlaczego Ben nie znalazł w sobie energii i woli, aby zacząć działać? Robił przecież to, co wielu z nas uważa za podstawę sukcesu – wyobrażał sobie, że jego marzenie się spełnia. Cóż zatem go wstrzymywało?

Kult optymizmu

Przekonanie, że samo wyobrażanie sobie, iż nasze najgłębsze marzenia się spełniają, pomoże nam owe marzenia spełnić, jest obecnie powszechne. Autorzy takich bestsellerów jak Sekret (Byrne, 2010) czy Balsam dla duszy (Canfield, Hansen i Newmark, 2010) przekonują, że możemy wywołać oczekiwany pozytywny skutek, jedynie myśląc pozytywnie, oraz że ludzie, którzy tak właśnie myślą, są „zdrowsi, aktywniejsi i bardziej produktywni, a co za tym idzie – bardziej doceniani przez otoczenie” (Canfield, Hansen i Newmark, 2010, s. VIII). Wielu z nas myśli pozytywnie, co wyraźnie potwierdzają uśmiechy optymistycznie nastawionych uczestników programu Idol, którzy pewnie mówią o swoim talencie i o marzeniu, by ktoś ich odkrył, czy uczestniczek Kawalera do wzięcia, z których wiele ma absolutną pewność, że przyćmi pozostałe dziewczęta i wygra program. Takie osoby cieszą się popularnością wśród widzów nie tylko z powodu właściwej im zdolności snucia zmyślnych wyobrażeń własnego przyszłego sukcesu, ale także dlatego, że żyją w bańce takich wyobrażeń i bez cienia wątpliwości zakładają, iż pewnego dnia ich marzenie się spełni. Kult optymizmu idzie jednak jeszcze dalej. W reklamach przedstawia się szczęśliwych, optymistycznych ludzi jako wzór sukcesu. Politycy każdego szczebla zachęcają obywateli, aby żyli nadzieją, i zapewniają, że amerykański sen kiedyś się ziści. Ekonomiści oceniają zaufanie konsumentów i badają poziom optymizmu liderów biznesu, jeśli chodzi o postrzeganie przyszłości, a w reakcji na te dane spadają lub rosną notowania rynków finansowych. Teksty popularnych piosenek sławią marzenia i marzycieli jako mających zdolność ocalenia świata. Już od najmłodszych lat jesteśmy ostrzegani, przy każdej możliwej sposobności, że jeśli chcemy odnieść sukces w życiu, to powinniśmy pozbyć się „negatywnego monologu wewnętrznego” albo wyzwolić się z „pułapki negatywnych myśli” (Galvan, 2012). Na ścianie jednej ze szkół średnich na Manhattanie umieszczono inspirujące przesłanie: „Celuj w Księżyc – nawet jeśli chybisz, wylądujesz wśród gwiazd”.

Optymizm zdaje się dominować nawet w obliczu ekstremalnych przeciwności. W 2008 roku, podczas poważnego kryzysu, firma PepsiCo rozpoczęła badania amerykańskich konsumentów w ramach projektu Pepsi Optimism Project. W 2010 roku 94% badanych stwierdziło, że „optymizm jest ważny podczas tworzenia nowych pomysłów, które mogą pozytywnie wpłynąć na świat”. Prawie trzy czwarte uczestników badania przyznało, że „w niepewnych czasach ma bardzo pozytywne oczekiwania co do przyszłości”. Natomiast ponad 90% stwierdziło, że „wierzy, iż optymizm może w znacznym stopniu wpłynąć na obranie pozytywnego kierunku przez społeczeństwo” (PepsiCo, 2010). Do 2013 roku niektórzy ogłaszali schyłek idei amerykańskiego snu i amerykańskiego optymizmu, jednak przeprowadzone w tym roku badanie zlecone przez Northwestern Mutual Life Insurance Company wykazało, że 73% Amerykanów postrzega życie jako „szklankę do połowy pełną”, a 79% uważa, że amerykański sen to wciąż żywa idea (De Groote, 2013). Z kolei w badaniu przeprowadzonym również w 2013 roku przez Instytut Gallupa 69% ankietowanych optymistycznie oceniło swoje widoki na przyszłość (Newport, 2013).

Kult optymizmu nie jest zjawiskiem nowym ani wyjątkowym dla Amerykanów. Temat ten pojawia się w literaturze światowej od dawna, od Marka Aureliusza („Badaj biegi gwiazd, jakbyś sam w nich brał udział. I ciągle rozważaj wzajemne przemiany pierwiastków. Takie myśli oczyszczają z brudu życia ziemskiego”; Marek Aureliusz, 2007) przez Samuela Johnsona („Nawyk spoglądania na najlepszą stronę wszystkiego jest wiele wart”; za: Uncle Jabez, 1799, s. 7) po Dra Seussa („A gdy coś nagłego się wydarzy, nie martw się, nie frasuj. Ruszaj, wnet się tobie coś nadarzy, nie trzeba wiele czasu”; Dr. Seuss, 1990). Jednak to Amerykanie zdają się mieć szczególne upodobanie do optymizmu. „Pesymizm nigdy nie wygrał żadnej bitwy” – powiedział kiedyś prezydent Dwight Eisenhower. Także Charlie Chaplin opowiadał się po stronie pozytywnego myślenia, mówiąc: „Nigdy nie znajdziesz tęczy ze spuszczonym wzrokiem” (Chaplin, 1954).

Wiara w moc optymizmu opiera się na prostej idei: widząc pozytywną przyszłość, możemy trzymać się swego i dać z siebie wszystko w teraźniejszości. Kiedy spoglądamy przed siebie, pozytywne myślenie wydaje się właściwe. Co innego mielibyśmy robić? Rozmyślać o tym, że jesteśmy skazani na nieszczęście i niedolę? Czy to byłoby motywujące? Popularny slogan, często spotykany w internecie (i drukowany na koszulkach), ujmuje to zwięźle: Dream it. Wish it. Do it (Wyobraź to sobie. Zażycz sobie tego. Zrób to).

Ponieważ oczekiwanie pozytywnej postawy jest tak powszechne, czasami ryzykowne zdaje się wyrażanie w instytucjach i organizacjach opinii choćby delikatnie zabarwionych sceptycyzmem. Jeśli w pracy starasz się być realistą, to możesz zyskać etykietę pesymisty lub malkontenta. Twórcy filmów i producenci telewizyjni często ograniczają tragiczne wątki i smutne zakończenia w obawie, że ich dzieła wydadzą się zbyt mroczne, co może zniechęcić widza. Który polityk zatem odważyłby się zakwestionować zalety optymistycznego patrzenia lub nie bałby się być postrzegany jako odchodzący od tradycyjnej postawy „da się zrobić”?

Jako obywatelka Niemiec, która przybyła do Stanów Zjednoczonych w stosunkowo późnym okresie swojego życia, początkowo byłam zaskoczona tym, o ile bardziej w porównaniu z Europą ceni się tu pozytywne myślenie. Jeśli w Niemczech zapytasz kogoś, co u niego słychać, zwykle otrzymasz szczerą odpowiedź, na przykład: „Nie spałem dzisiaj zbyt dobrze” lub „Mój pies zachorował i martwię się o niego”. Na to samo pytanie Amerykanie odpowiadają: „Wszystko w porządku”, nawet jeśli coś ich gryzie. Zauważyłam też, że ludzi razi, gdy ktoś narusza niepisaną regułę pozytywności. W 1986 roku, kiedy odbywałam staż podoktorski w Filadelfii, pewna profesor opowiedziała mi o spotkaniu na wydziale, podczas którego opisała trudną sytuację ze swojego życia. Koledzy skrytykowali ją za „negatywną” postawę, nieodpowiednią podczas spotkania zawodowego. Pani profesor dano do zrozumienia, że powinna nauczyć się zachowywać swoje rozgoryczenie dla siebie, aby nie miało ono wpływu na inne osoby.

Bliższe spojrzenie na optymizm

Mimo że tak powszechny optymizm był mi obcy, byłam zań wdzięczna i nie uważałam go za kontrproduktywny. Czułam, że ludzie są taktowni i nie przerzucają wszystkich swoich problemów na innych. Cenią swój dobry nastrój i starają się podtrzymywać go także u innych. Zyskałam lepszy wgląd w tę kwestię, kiedy w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku zaczęłam badać optymizm. Inspiracją do tych badań były obserwacje poczynione we wschodnich Niemczech podczas zimnej wojny. Badałam wówczas różnice międzykulturowe w poziomie zachowań depresyjnych oraz porównywałam pesymistyczne postrzeganie osób żyjących w komunistycznych Niemczech wschodnich i przedstawicieli otwartego, demokratycznego społeczeństwa Niemiec zachodnich (Oettingen, Little, Lindenberger i Baltes, 1994; Oettingen, 1995). W ramach tego badania odwiedzałam bary („knajpy” – jak nazywają je Niemcy) w sąsiadujących dzielnicach wschodniego i zachodniego Berlina, aby wyszukiwać i śledzić oznaki depresji wśród stałych klientów płci męskiej (Oettingen i Seligman, 1990). W tym czasie niektórzy ludzie z Niemiec zachodnich i innych krajów zastanawiali się, czy system komunistyczny wpływa korzystnie na dobrostan i poczucie bezpieczeństwa. Było to społeczeństwo, w którym wszyscy z założenia mieli być równi i objęci troską państwa, w którym każdy miał zapewnioną pracę i mieszkanie. Ja jednak zaobserwowałam bardziej widoczne objawy depresji (pochylona sylwetka i smutny wyraz twarzy) u bywalców barów wschodnioniemieckich niż zachodnioniemieckich. Uznałam za fascynujące to, że wiele osób, z którymi rozmawiałam we wschodnich Niemczech, polegało na ślepym optymizmie i nieskrępowanych wyobrażeniach lepszej przyszłości, aby przetrwać dzień.

Pewien malarz żalił się na to, że został uwięziony we wschodnim Berlinie jak w pułapce. Nie miał płócien, farb ani innych materiałów potrzebnych, by tworzyć, a władze, z powodów ideologicznych, zniechęcały go do robienia tego, co kochał najbardziej. Ale ten artysta, który malował małe, wzruszające postacie w stylu Joana Miró i Paula Klee, opowiadał mi również o swoich głębokich marzeniach związanych z wyjazdem z Niemiec, żeby tworzyć. „Pewnego dnia odwiedzę Paryż” – powiedział cicho z uśmiechem na twarzy. Potem odwrócił się i westchnął, patrząc w okno. To była przejmująca chwila, która uświadomiła mi, jak trwałe mogą być pozytywne fantazje.

Tego typu rozmowy zachęciły mnie do pogłębienia rozumienia optymizmu. Martin E. P. Seligman (1993), ojciec psychologii pozytywnej i mój mentor podczas badań prowadzonych na Uniwersytecie Pensylwanii w Filadelfii, zdefiniował optymizm jako przekonania lub oczekiwania dotyczące przyszłości, które opierają się na doświadczonych w przeszłości sukcesach. Seligman odkrył, że jesteśmy najbardziej optymistycznie nastawieni wówczas, gdy oceniamy rzeczywistość według tego, co już kiedyś poznaliśmy, i wyciągamy logiczny wniosek, że przyszłość będzie prawdopodobnie wyglądała podobnie. W baseballu, jeśli pałkarz w ciągu ostatnich trzech miesięcy sezonu uzyskał średnią skuteczność uderzenia na poziomie 0,3 i dwadzieścia uderzeń piłki, po których zdobył wszystkie cztery bazy, to menedżer przygotowujący się do ważnego meczu rozstawi go na pozycji czwartego pałkarza, przed graczem, który uzyskał skuteczność 0,2 i trzy uderzenia, po których zdobył wszystkie cztery bazy. Na podstawie doświadczenia menedżer uważa za bardziej prawdopodobne, że ten pierwszy pałkarz zdobędzie więcej punktów dla drużyny – ma co do niego pozytywne oczekiwania.

 

Osoby, z którymi rozmawiałam we wschodnim Berlinie, nie traciły nadziei, mimo iż były przekonane, że ich pragnienia dotyczące przyszłości najprawdopodobniej się nie spełnią. Wspomniany malarz nigdy nie był w Paryżu, a na podstawie swoich dotychczasowych przeżyć nie miał powodu sądzić, że kiedykolwiek tam pojedzie. W rzeczywistości jego wcześniejsze doświadczenia wskazywały, że prawdopodobnie nigdy nie opuści wschodnich Niemiec. Mimo to nadal wyobrażał sobie, że w Paryżu swobodnie realizuje się artystycznie – godzinami maluje, pełen inspiracji i zapału, w międzyczasie odwiedzając Luwr. Podtrzymywał nadzieję, opierając się wyłącznie na pozytywnych fantazjach – swobodnych myślach i wyobrażeniach dotyczących przyszłości, która jakoby stała się jego udziałem i w umyśle przywiodła go do Paryża. Jego optymizm opierał się na fantazyjnym przewidywaniu czegoś nieoczekiwanego wbrew temu, czego doświadczył w przeszłości, i mimo zapowiadającej się ponuro przyszłości.

W tym kontekście definicja Seligmana zdawała się pomocna, choć niewystarczająca do uchwycenia pełni fenomenu, jakim jest optymizm. Wyjaśnienia opierających się na niej badaczy wydają się mieć oczywisty słaby punkt. Zorientowani empirycznie lub ilościowo psycholodzy prawie wcale nie badali pozytywnych fantazji ani marzeń i nie pisali o nich. Pod wpływem badań nad zachowaniem człowieka skupili się na obserwowaniu racjonalnych, opartych na doświadczeniu przewidywaniach ludzi dotyczących przyszłości. Łatwo było mierzyć i badać oczekiwania, podczas gdy fantazje wydawały się mgliste lub nienamacalne, a zatem nie nadawały się na przedmiot obiektywnej analizy. Poza tym fantazje kojarzono z koncepcjami Zygmunta Freuda (1993), który wtedy (podobnie jak teraz) miał reputację osoby wysuwającej idee niepoparte badaniami empirycznymi.

Przeczuwałam, że optymistyczne fantazje są ważną częścią doświadczenia człowieka, i chciałam dokładnie zbadać, jak działają i jaki mają wpływ na nasze zachowania. Szukając natchnienia, sięgnęłam do korzeni współczesnej psychologii, w szczególności do prac dziewiętnastowiecznego myśliciela Williama Jamesa. W rozdziale pod tytułem The perception of reality z drugiego tomu jego inspirującego dzieła The principles of psychology James (1891, s. 283) zauważył: „Każdy postrzega różnicę między wyobrażaniem sobie rzeczy a wiarą w ich istnienie, między przypuszczeniem a twierdzeniem i uznaniem czegoś za prawdę”. Autor odnosił się do poglądów ludzi na temat przeszłości i teraźniejszości, ale to rozróżnienie zdaje się prawdziwe również w odniesieniu do przyszłości. To mi uzmysłowiło, że istnieją dwa różne rodzaje optymizmu warte przeanalizowania: pozytywne oczekiwania oparte na wcześniejszych doświadczeniach oraz swobodne myśli i obrazy mające swoje źródło w życzeniach i pragnieniach.

Zastanawiałam się zwłaszcza nad tym, czy pozytywne wyobrażenia niezwiązane z wcześniejszymi doświadczeniami mogą mieć wpływ na chęć i zdolność do podjęcia działania. Naukowcy tacy jak Albert Bandura (1997) i Martin E. P. Seligman (1993) badali związek między pozytywnymi oczekiwaniami a osiągnięciami i ustalili, że oczekiwania zwiększają zaangażowanie i faktyczne osiągnięcia. Uczestnicy ich badań, którzy na podstawie dotychczasowych doświadczeń pozytywniej oceniali swoje szanse na sukces, faktycznie bardziej przykładali się do realizacji własnych celów i łatwiej te cele osiągali. Czy samo fantazjowanie o czymś może zwiększyć szanse na urzeczywistnienie się fantazji? Czy snucie wizji, marzenie oderwane od przeszłych doświadczeń rzeczywiście może pobudzić kogoś do działania i spełnienia owego marzenia?

Pomyślałam, że jest to prawdopodobne. Nie miałam powodu sądzić, że marzenia różnią się w jakiś szczególny sposób od opartych na doświadczeniu oczekiwań, jeżeli chodzi o ich wpływ na działanie; wszystkie formy pozytywnego myślenia wydawały się pomocne. Chcąc zbadać to dokładniej, przeprowadziłam badania z udziałem dwudziestu pięciu otyłych kobiet uczestniczących w programie odchudzania (Oettingen i Wadden, 1991; por. też Oettingen, 2012)1. Przed rozpoczęciem programu zapytałam uczestniczki, ile kilogramów chciałyby zrzucić i jak oceniają prawdopodobieństwo, że to im się uda. Następnie poprosiłam wszystkie panie o wykonanie krótkich wizualizacji. Niektóre badane miały sobie wyobrazić, że pomyślnie ukończyły program odchudzania, inne – że napotykają różne pokusy zachęcające do złamania diety.

Oto fragment jednego ze scenariuszy: „Właśnie ukończyłaś uniwersytecki program odchudzania. Dziś wieczorem masz się spotkać ze starą przyjaciółką, której nie widziałaś od roku. Kiedy czekasz na przybycie przyjaciółki, wyobrażasz sobie…”. W innym scenariuszu uczestniczki miały sobie wyobrazić, że natknęły się na tacę pełną pączków, i zastanowić się, co by pomyślały, poczuły lub zrobiły w takiej sytuacji. Badane kobiety miały ocenić, w jakim stopniu ich fantazje zdawały im się pozytywne lub negatywne, dzięki czemu mogłam określić, czy marzyły o wyidealizowanym rezultacie utraty wagi oraz czy w ich fantazjach proces utraty wagi był prosty. Interesowała mnie subiektywna ocena własnych marzeń – to, czy uczestniczki badań postrzegają swoje marzenia jako pozytywne lub negatywne, a nie to, czy ja jako badaczka postrzegam te marzenia jako pozytywne lub negatywne2.

Wyniki tego wstępnego badania zwróciły moją uwagę. Po roku kobiety, które oceniły, że są w stanie schudnąć, zrzuciły średnio trzynaście kilogramów więcej niż te, które wątpiły, że uda im się stracić na wadze. Jednak niezależnie od własnych osądów opartych na wcześniejszych doświadczeniach kobiety, które najbardziej pozytywnie fantazjowały o przyszłych efektach rozpoczętego programu – te, które najbardziej optymistycznie wyobrażały sobie swoją szczupłą sylwetkę i swój atrakcyjny wygląd w trakcie spotkania z przyjaciółką lub które w wyobraźni bez mrugnięcia okiem mijały tacę z pączkami – straciły dwanaście kilogramów mniej niż uczestniczki, które wyobrażały sobie gorsze efekty. Fantazjowanie o osiągnięciu celu najwyraźniej nie pomogło w jego realizacji, a wręcz w tym przeszkodziło. Niepoprawne marzycielki uczestniczące w badaniu były mniej zdopingowane do postępowania w sposób, który pomógłby im stracić na wadze.

Opublikowałam to badanie w 1991 roku, nie wzbudziło ono jednak większego zainteresowania ani psychologów, ani przedstawicieli innych środowisk wnikliwszą analizą optymizmu. Praca ta w zasadzie zmieniła niewiele, gdyż wiara w potęgę optymizmu była zbyt silna. Niemal wszyscy zgadzali się wówczas z tym, że pozytywne postrzeganie przyszłości zwiększa szanse na sukces. Z tego powodu niektórzy koledzy zachęcali mnie do zmiany kursu. Mówili mi: „Trzymaj się bliżej ustalonych koncepcji” czy „Badanie marzeń jest zbyt ryzykowne, przybliża cię do pseudonauki i spekulacji. Jeśli chcesz, żeby ludzie traktowali cię poważnie, skup się na badaniu pozytywnych oczekiwań”. Czułam jednak, że badania nad marzeniami są istotne i że moja praca może mieć wpływ na życie wielu ludzi.

Mimo że moje pierwsze badanie zostało opublikowane w recenzowanym czasopiśmie naukowym, drugi artykuł, który napisałam na ten temat, był wielokrotnie odrzucany, a recenzenci twierdzili, że wnioski i tezy były zbyt daleko idące. Niektórzy z moich kolegów przyznali, że nie byli w stanie doczytać tego artykułu do końca, gdyż ich zdaniem moje tezy były niedorzeczne, a nawet straszne. Byłam rozgniewana i rozczarowana, ale zdecydowałam się kontynuować prace nad swoją koncepcją.

W nauce wyniki badań muszą być powtarzalne, aby społeczność naukowa – w tym autor badania – mogła je zaakceptować. Nie należy ufać wynikom zaledwie kilku badań. Na rezultat eksperymentu mogą wpływać pewne osobliwości dotyczące danych lub wyników analizy. Aby przekonać najbardziej sceptycznych kolegów (i samą siebie), lecz również po to, by zainteresować moją pracą większe grono odbiorców, postanowiłam przeprowadzić szereg dokładnych, szeroko zakrojonych badań. Wiedziałam, że nie mogę opierać się na pracy innych osób. To na mnie spoczywał ciężar starannego opracowania problemu badawczego, żmudnego układania badania za badaniem jak cegieł w murze aż do momentu, gdy wszystkie odkrycia zostaną poparte dowodami.

Przez dwadzieścia lat obserwowałam ludzi w różnym wieku, w różnych środowiskach, zarówno w Niemczech, jak i w Stanach Zjednoczonych. Stosowałam różne metody badawcze, przewidując wszelkie obiekcje, jakie mogliby zgłosić naukowcy. Gdyby te różnorodne badania przyniosły podobne wyniki, zyskałabym pewność, że mam do czynienia z istotnym zjawiskiem psychologicznym. I tak się właśnie stało.