Przeznaczenie i pierwszy pocałunek

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ 6

Do najmniej miłych stron pracy nad filmem należały godziny, przez które codziennie musiałam poddawać się charakteryzacji, żeby wyglądać jak zombi. Oto dlaczego byłam podekscytowana, gdy Leah nałożyła ją w rekordowo krótkim czasie. Nie do końca pewna, co zrobić z niespodziewanym wolnym czasem, przeszłam się na plan, gdzie Grant i Amanda kończyli swoją scenę. Stali pod wielkim dębem, zastanawiając się, jak mają postąpić, jeśli moja przemiana posunie się dalej. Wizualizowałam sobie, jak będę się potem poruszać. Jak się do nich podkradnę, jakie wrażenia będę musiała przekazać w trakcie tej sceny.

Remy stał tuż poza zasięgiem lamp, obserwując wszystko ze słuchawkami na uszach.

Amanda była dobra. Na ironię zakrawało, że grana przez nią postać była zakochana w bohaterze odtwarzanym przez Granta, podczas gdy w realu też tak bardzo ją pociągał. Zastanawiałam się, czy te autentyczne uczucia pomagają jej lepiej wczuć się w scenę. Ciekawiło mnie też, czy jej miłość pozostaje, tak jak w scenariuszu, nieodwzajemniona. Jeżeli tak, będziemy musiały to zmienić.

– Dobrze, bardzo dobrze! – wrzasnął Remy po zakończeniu sceny. Odwrócił się i kiwnął, żebym podeszła. – Do roboty, zombiaczko. Wskakuj tu i przypomnij swojemu łowcy, czemu cię jeszcze nie ukatrupił.

Dołączyłam do Granta na planie zdjęciowym podczas przestawiania kamer i reflektorów na nowe pozycje. Amanda zajęła krzesło przy monitorze, Noah pokazywał jej nagranie sceny, zza ich ramion oglądał je też Aaron. Wyglądało na to, że ma wiele sugestii. Zniecierpliwiony Noah co rusz odwracał się do niego, nie ukrywając, co sądzi o tych pomysłach.

Skupiłam uwagę na Grancie.

– Nie zabiłeś mnie, ponieważ mój ojciec jest o krok od odkrycia rzeczywistego leku, a ty usilnie pragniesz po poślubieniu mnie odziedziczyć jego fortunę – powiedziałam tak, że tylko on to słyszał.

Uśmiechnął się. Chodził od drzewa do nagrobka, a potem za linię reflektorów, do wózka z narzędziami ogrodniczymi i z powrotem, mamrocząc pod nosem swoje kwestie.

Korzystając z tego, że Remy jest zajęty rozmową z operatorem, kiedy Grant kolejny raz mnie mijał, chwyciłam go za rękę i przyciągnęłam do siebie.

– Widzisz moje oczy? – zapytałam.

Przekrzywił głowę, jakbym powiedziała coś zaskakującego.

– Tak. Są cudne.

– Dzięki. A co ważniejsze, nie objęła ich charakteryzacja, zgadza się? Dziś wpatruj się tylko w nie. Damy radę.

– A ty widzisz moje oczy? – spytał, schylając się do mojego poziomu. Z bliska jego tęczówki były jeszcze bardziej niebieskie.

– Tak. Są cudne – przyznałam, naśladując go.

– Większość dziewczyn marzy, by się w nie wpatrywać.

– Słucham?

– Myślisz, że to przeze mnie – powiedział. – Stąd tamta wieczorna wizyta w przyczepie. I to, co robisz teraz. Sądzisz, że to moja wina.

– Ja… Możliwe. – Winiłam nas oboje.

Jeszcze bardziej się przysunął, a jego spojrzenie zapłonęło na dowód, że łatwo przychodziło mu wejście w rolę.

– Nie moja.

– Och.

– Rozumiemy się? – zapytał.

– Tak. Rozumiemy – odparłam. Tyle że to nie była prawda. Sfrustrował mnie. I wymusił ponowne przemyślenie sytuacji. Planowałam zrobić to samo, co przećwiczyłam dzień wcześniej na Donavanie, ale jeśli to przeze mnie nie wytwarza się między nami chemia, takie rzeczy nic nie pomogą.

Zaczęliśmy ustawiać się do sceny.

– Cięcie! – wrzasnął Remy w środku ujęcia. – Co to takiego? – Wskazał na mnie.

– Co? – Pomyliłam tekst? Nie zdziwiłoby mnie to, nie byłam dziś sobą.

Szedł w moją stronę z wycelowanym we mnie cały czas palcem, aż w końcu dziabnął nim w moje ramię. Zobaczyłam to, co pokazywał, długie rozdarcie w mojej bluzce. Już i tak była bardzo porozdzierana, ale ja też poznałam, że jest ono nowe. Takie, którego nie miałam w żadnej z wcześniejszych scen, czyli fatalna sprawa. Rzuci się w oczy przy zmontowaniu dwóch sekwencji, z rozdarciem i bez.

– Nie wiem, skąd się wzięło – powiedziałam. Niemożliwe, żebym nie usłyszała odgłosu darcia się tkaniny na tak długim odcinku. Dziwne.

– Garderobiana! – ryknął Remy, a ja usiłowałam się nie skulić.

– Idę po rezerwową – oznajmiła Faith.

Zabrało jej to więcej czasu, niż oczekiwałby Remy (co mogłam poznać po jego bezustannym wzdychaniu), ale kiedy wróciła, stwierdził:

– To się nazywa opanowanie sytuacji, Faith.

Gdy pomagała mi się przebrać, szepnęłam:

– Dziękuję.

Nieznacznie skinęła głową i dokończyłyśmy przebierankę.


Drugi dzień z rzędu schodziłam z planu sfrustrowana, że nic się nie zmieniło. Z chemią nadal było krucho. Remy wyraźnie nam to uzmysłowił. W swojej przyczepie, po ściągnięciu gorsetu, złapałam za laptop i wpisałam do Google’a najlepsze pocałunki filmowe Amandy Roth. Pojawiła się cała lista. Kliknęłam pierwszą ze scen.

Osiem minut później miałam obejrzane trzy pierwsze sceny. Amanda mnie zadziwiła. Wytwarzana przez nią chemia wręcz biła z ekranu laptopa. Rozpracowywanie jej osiągnięć w tej materii tak bardzo mnie pochłonęło, że o tym, iż do mojej przyczepy ktoś wszedł, dowiedziałam się dopiero, gdy chrząknął.

Wcisnęłam pauzę, a gdy podniosłam wzrok, zobaczyłam przed sobą Donavana.

– Pukałem – zastrzegł się.

– Zestaw zadań skończyłam wczoraj – przypomniałam mu.

– Zrobiłaś pierwszy z trzech. Czyli jedną trzecią.

– Patrzcie go, nawet w prywatnych rozmowach udzielasz mi korepetycji.

– Taki jestem zdolny. – Wszedł do środka i zamknął drzwi.

– Obowiązkowo powinieneś umieścić to w swoim biogramie.

– W moim biogramie?

– Dokładnie tak. Bo pewnie takiego nie masz. Ja ci napiszę. „Donavan: uwielbia fryzury, prace domowe i podśpiewywanie”.

– A wiesz, że ja w ogóle nie śpiewam?

– Nie spierajmy się o dobór słów.

Machnął ręką w stronę mojej twarzy.

– W twoim biogramie jest napisane „w charakteryzacji zombi wytrzymuję dwanaście godzin”?

Zapomniałam, że jeszcze się nie pozbyłam lateksu.

– Staram się wczuć w rolę. – Dotknęłam swojego policzka. – To już dwanaście?

– Według zdjęciowego planu pracy, który co dzień podsyła mi twój tata.

– Nie zawsze bywa precyzyjny – zauważyłam. – Ostrzegam na wszelki wypadek.

– Czyżbyś już pracowała nad następnym zestawem?

– Słucham?

Skinął głową w stronę mojego laptopa.

– Aha, nie. – Miałam ważniejsze rzeczy do roboty. Przesunęłam się na kanapie, dając mu do zrozumienia, że powinien usiąść. Kiedy to zrobił, uruchomiłam zatrzymaną wcześniej scenę – Ale i tak się uczę.

Przez kilka minut patrzył w kompletnym milczeniu, jak Amanda przechodzi od przejmującego monologu do obściskiwania się z kimś.

– Niesamowita, prawda? – zapytałam.

– Nie bardzo rozumiem.

Wycelowałam palec w Amandę.

– Ta aktorka gra w naszym filmie. Pokaże mi, jak to robi.

– Jak co robi?

– Muszę przekonać wszelką publiczność, że zombiaczka zakochuje się w łowcy zombi. Jak dotąd mi to nie wychodzi. I dlatego nasi przyszli widzowie żyją tylko tym, że się nie nadaję.

– Kto ci to powiedział?

– Internet.

– Internet?

– No, internauci. Przeważnie fani Granta.

– Wiesz, co powiedziała kiedyś pewna mądra głowa? – zapytał.

– Co takiego?

– Czas to z siebie zrzucić, zrzucić. Zrzucić, zrzucić to1.

Nawet się uśmiechnęłam. Wiedział, kiedy i jak błysnąć żartem.

– A hejterom pozostaje hejt, hejt, hejt?

Zrewanżował się uśmiechem, łagodzącym jego powagę.

– Właśnie. – Rozejrzał się, wyraźnie uznając, że wystarczająco mnie rozbawił, i znów się usztywnił. – Wiesz, gdzie masz pozostałe dwa zestawy zadań domowych?

Na moment osłupiałam. W ogóle go nie ruszało ani to, że przebywa na planie zdjęciowym, ani też, że rozmawia z aktorką.

– O co chodzi? – zapytał, widząc moje spojrzenie.

– O nic. – Podeszłam do szafy, wzięłam z niej stertę papierów i rzuciłam je na stół tuż przed nim. Potem wróciłam do oglądania nagrań z Amandą.

– To nie te zestawy – zauważył.

– Gdzieś tam są.

– A to co takiego?

Odwróciłam się, żeby spojrzeć.

– Ooo. To mój scenariusz. – Wyciągnęłam po niego rękę, ale Donavan już przerzucał kartki.

– Co znaczą INT i EXT?

– To szczegóły dotyczące danej sceny. Wnętrze i plener. INT oznacza, że kręcimy w pomieszczeniu, a EXT, że na zewnątrz. Dalej są informacje, gdzie konkretnie ma miejsce ta scena i o jakiej porze doby. – Wskazałam odpowiednie określenia. – To uwagi przede wszystkim dla oświetleniowców.

Kiwnął głową i czytał dalej.

– Ty naprawdę musisz mówić te kwestie?

– Nie, muszę je tylko znać, a potem wymyślić sobie, co naprawdę chciałabym powiedzieć.

– „Moje serce rwie się do ciebie, ty jednak rychło będziesz pragnąć już tylko mięsa?”

– Tego nie muszę mówić. To kwestia Granta.

– Granta Jamesa. – Stwierdził fakt, a nie zapytał, najwidoczniej więc o tym wiedział.

– Chcesz go poznać? Mogłabym mu cię przedstawić – zaproponowałam. Oczywiście dlatego, że chciałam sprawić swojemu korepetytorowi przyjemność, spowodować, że się trochę rozluźni. Ja mogłam go nie obchodzić, bo byłam jeszcze nikim, ale o Grancie słyszał każdy.

– Nie chcę go poznawać.

– Nie chcesz? – O poznaniu Granta Jamesa marzyli przecież wszyscy.

 

– Bo kazano mu wygłosić tekst: „Chciałbym móc zaspokoić twój głód jedynie moimi ustami”.

Odebrałam mu scenariusz.

– Zmyśliłeś to.

– Prawie się nabrałaś – zauważył.

– Koniec drwin. Słuchaj, pójdziemy na układ. Zrobię twój zestaw zadań…

– Twój zestaw.

– Jeżeli ty coś dla mnie zrobisz.

– A niby co takiego? – Klepnął w klapę laptopa. – Nie będziesz chyba znowu próbowała mnie pocałować?

– Też coś! Wczoraj nie starałam się cię pocałować. Osiągnęłam dokładnie to, co chciałam. Nic mniej, nic więcej. Gdybym chciała cię pocałować, obyłoby się bez próbowania. – Widząc, że spochmurniał, a więc nie uznał tego za zabawne, dodałam: – Ale bez obaw, nie interesuje mnie rozpraszanie się. Nie randkuję.

– A że ja nie chodzę na randki z aktorkami, sądzę, iż wyjaśniliśmy sobie, na czym stoimy.

Zawahałam się, zaciekawiona.

– Nie randkujesz z aktorkami? Czy przyczyną tego uniwersalnego zakazu jest któraś konkretna aktorka? Jeśli tak, opowiedz mi tę historię, na pewno będzie świetna.

Złapał za mój zestaw zadań i wymownie podniósł do góry, lekceważąc moją prośbę.

– To o jaki układ chodzi?

Racja, układ. Zresztą i tak nie zależało mi na dziejach podbojów sercowych Donavana. Dążyłam do tego, by spędzać w jego towarzystwie mniej czasu, a nie się z nim wiązać. I nie chodziło tu o Donavana; problemem było ingerowanie w mój dzień. Wolałabym odrabiać lekcje według własnego harmonogramu. Wtedy, gdy wiem, że nie muszę pracować nad sceną lub analizować swojego występu. Chciałabym to robić po trochu, a nie ślęczeć godzinami nad lekcjami.

– Będę odrabiać zadania, jeśli się zgodzisz sprawdzać je zdalnie.

– Zdalnie?

– Tak, żebyś nie musiał tu przyjeżdżać, będę ci przesyłała zdjęcia wypełnionych stron. A kiedy skończę, zostawię ci zestaw na bramie, żebyś mógł dostarczyć go do szkoły. A tata się o tym nie dowie, więc go to nie zaboli.

Przypatrywał mi się chwilę, ja natomiast broniłam się przed nagłą chęcią usunięcia charakteryzacji zombi.

– Umowa stoi – oznajmił.


Schodząc z planu, zajrzałam do przyczepy Amandy. Zaprosiła mnie do środka, a potem podeszła do mikrofali, by ją włączyć.

– Jak mi się zdaje – powiedziałam – będę potrzebowała pomocy w sprawie chemii.

– Tak?

– Owszem, obejrzałam kilka twoich scen z telenowel i jesteś naprawdę świetna.

– Dzięki. Podpowiem ci oczywiście to i owo, ale tak na marginesie, to nie wydaje mi się, żeby cała wina leżała po twojej stronie. Obserwowałam dzisiaj waszą scenę i Grant nie był sobą.

Odetchnęłam z ulgą i klapnęłam na jej kanapę.

– Dziękuję, że to powiedziałaś. Bo miałam wrażenie, że to wszystko przeze mnie.

– Grantowi bardzo zależy na tym filmie. Notowania jego ostatniego Heatha Halla spadły. A recenzje solidnie zalazły mu za skórę. Zwłaszcza jedna, która rozeszła się po sieci. – Heath Hall – tak się nazywał agent, którego Grant zagrał w serii filmów akcji. Niezależnie od tego, czy to on rozsławił tę postać, czy ona przysporzyła mu sławy, wydawali się niepodzielnie złączeni.

– Chodzi więc o kiepską recenzję? – upewniłam się.

– To nie jakaś tam recenzja – zaprzeczyła. – To wredny viral, udostępniony w internecie więcej razy niż którakolwiek z dobrych opinii o jego grze. Do tego nie chce zniknąć. Co rusz gdzieś wypływa.

Wzdrygnęłam się. Wiedziałam, o której recenzji mówi. „Grant James pali się ze wstydu”. Nawet zrobiono z niej mem – urodziwą buźkę Granta wykrzywioną przez wrzask i spowitą płomieniami. Wykorzystywano potem ten mem w dyskusjach kompletnie niezwiązanych z jego treścią.

– Myślałam, że bardziej w siebie wierzy.

– Zazwyczaj tak. Czasami nie.

Potrafiłam to zrozumieć.

– Dlaczego wybrał właśnie ten film, skoro zależy mu na ratowaniu kariery? Nie powinien się zabrać za kolejnego wysokobudżetowego Heatha Halla?

– Liczy na to, że celowo kiczowaty, ale za to wzruszający horror zachwyci fanki bardziej niż bezduszny film akcji. Musimy wykombinować, jak mu pomóc przeboleć tę kiepską recenzję, bo nawet jeśli zasypię cię wszelkimi możliwymi poradami, nic to nie da, dopóki on nie odzyska formy.

– Trzeba mu puścić pewną piosenkę Taylor Swift – powiedziałam, mając w pamięci dzisiejsze słowa Donavana i uśmiechając się w duchu.

– Słucham?

Zapiszczała mikrofala, więc Amanda wyjęła z niej kubek wody, zanurzyła w nim torebkę herbaty i usiadła obok mnie.

– Nieważne. Prywatny żarcik.

– Okej, to teraz o chemii przed kamerą. Mój pierwszy patent, zawsze wywołujący całe jej pokłady, to wyobrażanie sobie partnera, w tym przypadku Granta, jako faceta, na którego lecisz.

– Na którego lecę? Ktoś taki nie istnieje.

– Dobra, to na którego leciałaś. Przypomnij sobie i przywołaj to, co czułaś w najlepszych chwilach z kimś takim.

– No…

Mrużąc oczy, przyjrzała mi się.

– Chwila… Wiem, mówiłaś, że się nie umawiasz, ale czyżbyś nigdy tego nie robiła? Jeszcze się w nikim nie kochałaś?

– Nie?

– To miało być pytanie?

– Nie, nie miało. Na przedstawieniach wiele razy całowałam się z partnerami, za to nigdy jeszcze nie byłam zakochana. – Od szóstej klasy skupiałam się na ściśle określonym celu. I widziałam, jak osoby najzupełniej racjonalne potrafią reagować na chłopaków – ulegając myśleniu tylko o nich. Mnie zanadto absorbowało urzeczywistnianie własnych marzeń. Na rozpracowanie sprawy miłości będę miała resztę życia.

– Łał. Hm, wygląda na to, że będziesz musiała popracować nad swoim życiem osobistym. Masz siedemnaście lat i grasz w filmie, a jeszcze nigdy nie byłaś zakochana? Interakcja między tobą a Grantem zapowiada się na trudniejszą, niż przypuszczałam.

– Ależ udawanie wychodzi mi naprawdę nieźle. Na wiele sposobów odgrywałam coś, czego sama nigdy nie odczuwałam.

– Fakt.

Spuściłam wzrok, a potem znów na nią spojrzałam.

– Amando?

– Tak?

– Dzięki, że mi pomagasz. – Potrzebny mi był na planie ktoś przyjazny. Do tej chwili nie uświadamiałam sobie, że tak bardzo. Samo siedzenie tu i rozmawianie z nią odmieniało mi świat.

– Nie ma sprawy – odparła. – Kiedy tylko będziesz potrzebowała.

1 Donavan i Lacey nawiązują tu do piosenki Taylor Swift Shake It Off z albumu 1989 (przyp. tłum.). [wróć]

Tańcząc na grobach

INT. SYPIALNIA SCARLETT. WCZESNY WIECZÓR

BENJAMIN SCOTT niecierpliwie czeka u wezgłowia wciąż jeszcze nieprzytomnej SCARLETT, w nadziei, że eksperymentalny lek poskutkuje, ale jego wiara w to z każdym dniem maleje coraz bardziej. Scarlett porusza się, a potem się budzi. Rozgląda się, wyraźnie nie będąc jeszcze w pełni sobą, ale przynajmniej częściowo świadoma. Benjamin przypada do jej boku i bierze za rękę. EVELIN czeka w kącie, przygnębiona i niepewna.

BENJAMIN

Scarlett? Przemów do mnie.

SCARLETT próbuje się odezwać, ale nie jest w stanie wydobyć z siebie głosu. Niepokój rozszerza jej oczy.

BENJAMIN

Bez obaw, ukochana, wyjdziesz z tego. Twój ojciec o wszystko zadba. Sądzę, że spowolniliśmy przemianę. Twoje serce nawet na moment nie stanęło.

EVELIN

Scar, rozumiesz, co mówimy?

SCARLETT kiwa głową.

BENJAMIN

Chwała niebiosom. Nie mogę cię teraz stracić.

ROZDZIAŁ 7

Otworzyłam oczy i pojęłam, że coś zawaliłam. W pokoju było zbyt jasno, a mnie za gorąco. Skopałam z siebie kołdrę, potem porwałam z szafki nocnej telefon. Zegar pokazywał siódmą rano. Mój budzik, ten sam, który przez ostatni tydzień co rano spisywał się bez zarzutu, nie zadzwonił. A może go wyłączyłam?

Miałam pięć wiadomości tekstowych od Leah. Wyskoczyłam z łóżka. Zdjęcia miały się rozpocząć o ósmej, czyli czasu starczy ledwie na dotarcie na plan, a powinnam tam stanąć w pełnej charakteryzacji. Umyłam zęby i pognałam do drzwi, mając nadzieję, że nie będzie dziś zbyt wielu nadmiernie wścibskich fotoreporterów.

Tata siedział na stołku w kuchni, przed otwartym laptopem i miską płatków.

– Nie zjesz czegoś przed wyjściem? – zapytał.

– Nie, zaspałam.

– Zauważyłem.

Z ręką prawie na klamce, stanęłam jak wryta i odwróciłam się.

– Wiedziałeś, o której mam dziś zdjęcia. Dlaczego mnie nie obudziłeś?

– Ponieważ uznałem, że przyda ci się więcej snu. Nie dosypiasz.

Rozdziawiłam usta.

– Chyba nie ty wyłączyłeś mi budzik, prawda?

– Oczywiście, że nie. Jestem pewien, że dokonała tego twoja przemęczona podświadomość.

Byłam wściekła, ale nie miałam nawet chwili na to, by się z nim pokłócić.

– Jeśli to się powtórzy, obudź, proszę, i moją świadomość, i podświadomość.

Potwierdził machnięciem ręką, a ja wypadłam za drzwi.

Napisałam do Leah: Spóźnię się. Przepraszam!


– Ogromnie mi przykro – powiedziałam, ledwie pojawiłam się bez tchu u Leah.

Spojrzała na zegarek, który powiadomił ją, że do rozpoczęcia zdjęć zostało piętnaście minut, charakteryzacja natomiast zajmowała z półtorej godziny.

– Nie ma sprawy.

– Powinnam pójść powiedzieć Remy’emu lub Noahowi, żeby na mnie nie czekali?

– Nie. Czasem to oni mają opóźnienie. Jeśli dziś tak jest, nawet nie zauważą, że też się spóźniłaś. A jeśli wszystko gra, i tak się dowiedzą, że się nie wyrobiłyśmy.

Nie mieli opóźnienia. Noah pojawił się u nas pięć minut przed czasem.

– Nie wyglądasz na gotową – zauważył, krzywiąc się jak zwykle.

Już otwierałam usta, żeby wszystko wyjaśnić, kiedy Leah mnie ubiegła.

– Sorki, charakteryzacja coś mi się dzisiaj chrzani. Przekaż Remy’emu, że jeszcze godzina.

– Nie będzie zachwycony.

– Sztuka wymaga czasu – stwierdziła.

Kiedy Noah wyszedł, powiedziałam:

– Nie musiałaś tego robić. To moja wina.

Machnęła w moją stronę czymś przypominającym malutki pędzelek.

– Nie ma sprawy.

– Dziękuję – dodałam.

– Nie wierć się – poleciła, dociskając mi do policzka jeden z gotowych elementów. – A tak w ogóle, co się stało? Skąd to spóźnienie?

– Najwidoczniej przespałam budzik. Do późna odrabiałam wczoraj lekcje.

– Ale je skończyłaś?

– Właściwie to nie. Padłam. Możliwe nawet, że na czole odbiły mi się jakieś cyfry. – Potarłam tę część twarzy, jakby rzeczywiście mogło do tego dojść.

– Ale przecież niedawno wpuściłam do twojej przyczepy chłopaka, przedstawiającego się jako twój korepetytor. Donavana, tak? Czy z korepetytorem lekcje nie powinny iść szybciej?

– No… o ile skorzystałabym z jego usług. A ja go w pewnym sensie spławiłam.

– A to czemu? Wydawał się całkiem miły. I niebrzydki.

– Jest taki… to znaczy, niebrzydki. Nie mam jednak pewności, czy miły. Zachowuje się jak tata numer dwa. Dlatego tak go potraktowałam.

Parsknęła śmiechem.

– Twój tata nie jest taki zły.

– Miałaś okazję go poznać, wiesz, jaki jest nadopiekuńczy.

Machnęła ręką, jakby nie było się czym przejmować.

– Chodzi o to, że ja nie potrzebuję jeszcze jednego taty. Ten, którego mam, i tak dwoi się i troi. A pomyślałam sobie, że mogę sama robić te zadania. Prawie nie mam czasu dla siebie, a wczoraj go potrzebowałam. Do tego jestem w stanie sama odrabiać lekcje… z wyjątkiem matmy. Matma jest trudna.

– Skoro więc rozmawiamy o twoich życiowych wyborach…?

– Wiem, wiem, następnym razem spławię korepetytora po tym, jak zrobimy matmę.

– Warto się uczyć na błędach.


Godzinę później, wchodząc na plan, uświadomiłam sobie, że wciąż trzymam w ręce telefon. Rano tak się spieszyłam, że nie miałam czasu zajrzeć do swojej przyczepy. Wpadłam w panikę, ale Faith z uśmiechem wyciągnęła rękę.

– Dziękuję – szepnęłam.

Schowała komórkę do kieszeni, a ja dołączyłam do Granta.

– Zaspało się dzisiaj? – zapytał.

 

Zerknęłam na Remy’ego, zajętego wraz z głównym scenografem oglądaniem jednego z nagrobków. To był nasz ostatni dzień na tym cmentarzu. Wieczorem wszystko zostanie spakowane i przeniesione do kościoła.

– Skąd wiesz, że się spóźniłam?

– Stąd że Leah charakteryzowała mnie, kiedy powinna zajmować się tobą.

– Ile tuszu jej trzeba, żeby tak wydłużyć ci rzęsy?

Udał oburzonego.

– Mam takie same z siebie, kochana.

Mimo żartobliwego tonu powiedział prawdę. Miał rzęsy na tyle długie, że nie trzeba było nic z nimi robić. Prawdopodobnie wymagał jedynie muśnięcia podkładem i lekkiego podkreślenia oczu kredką. A do tego masy żelu do włosów.

– Co najbardziej lubisz w tej robocie? – zapytałam.

– W tej konkretnie? Czy ogólnie w aktorstwie?

– W tej tutaj. – Chociaż Amanda powiedziała, że wziął tę rolę, by odzyskać część fanów i swoją reputację, zastanawiałam się, czy był to jedyny powód. Jego honorarium równało się pewnie połowie budżetu, a i tak ani trochę nie dorównywało temu, do czego przywykł.

– Ciebie, oczywiście. – Mrugnął do mnie.

Przewróciłam oczami.

– Mówisz to wszystkim swoim partnerkom.

– I za każdym razem szczerze.

Zaśmiałam się, zaraz jednak umilkłam i delikatnie dotknęłam twarzy.

– Nie rozśmieszaj mnie, bo znów odpadnie mi podbródek.

– Nie przeze mnie. To byłaby wina Leah. Twój podbródek powinien być solidniejszy.

– Mój podbródek jest bardzo solidny.

Remy podniósł głos tak, by wszyscy go usłyszeli.

– Kto uszkodził ten nagrobek?

– Nagrobek? – upewnił się Grant.

– Cały kawał odpadł – odparł reżyser.

Atrapa nagrobka musiała być wykonana ze styropianu lub czegoś podobnego, bo ta jej część, o której mówił, była teraz biała. Ktoś uzbrojony w farbę pokrywał ją szarością.

– Ludzie – powiedział jeszcze Remy – uważajcie na planie. – Mówiąc to, z jakiegoś powodu patrzył na mnie. Tylko się uśmiechnęłam, pragnąc kojarzyć mu się wyłącznie pozytywnie. Za późno uświadomiłam sobie, że ze względu na moją zombi-buźkę widok musiał być upiorny.

Remy obszedł kopczyk ziemi i zatrzymał się przed nami.

– Jesteście gotowi?

– Od przeszło godziny – oznajmił Grant.

– No tak – przyznał Remy. – Przepraszam, że tak wyszło… problem z charakteryzacją.

Grant, zerkając na mnie, znacząco poruszył brwiami. Tylko kiwnęłam głową.

Remy wziął mnie za rękę i przyjrzał się moim zmodyfikowanym paznokciom.

– Bardzo trupie, co? – zapytał z uśmiechem.

– Podobają mi się – odparłam.

– Świetnie, no to jedziemy – oświadczył.

Gdy upłynęły dwie godziny, krzyknął: „Cięcie!”. Wyminął kamerzystę i znów zatrzymał się przede mną. Uważnie przypatrywał się mojej twarzy, a potem zamachał tuż przed nią dłonią.

– Nie widzę żadnych emocji.

Grant uniósł w górę palec.

– Zasugerowałbym nieco mniej charakteryzacji. W tej scenie przecież dopiero zmienia się w zombi.

Remy zakreślił kółko wokół mojej twarzy.

– Leah, możemy coś z tym zrobić, tak? – zapytał, jakby charakteryzatorka śledziła naszą rozmowę.

I może rzeczywiście tak było, bo kiwnęła głową zza monitora i potwierdziła:

– Oczywiście.

– Okej, to bierz się do roboty. I to szybko. Mamy niedużo czasu.


Idąc do swojej przyczepy, przycisnęłam do ucha telefon.

– Powiedz o mnie coś miłego.

Abby się roześmiała.

– Potrzebujesz dopieszczenia ego?

– Tak, potężnego.

– Jesteś największą aktorką świata – oświadczyła.

– Szczerzej.

Już się nie śmiała.

– Przepraszam, nie robię sobie żartów. Widzę, że siada ci wiara w siebie. A jesteś naprawdę niesamowita. Wciąż jeszcze pamiętam opowieść, którą zeszłego lata snułaś w tamtym pustym kościele. Myślałam, że opowiadasz o swoim życiu, tak wiarygodnie to brzmiało.

– Dobrze ci idzie – zauważyłam. – Ile musiałabym ci zapłacić, żebyś tu przyjechała, usiadła w mojej garderobie i całymi dniami pisała mi komplementy?

– Zrobiłabym to całkiem za friko.

– Masz tę robotę. – Za zakrętem pokazała się moja przyczepa. – Co dzisiaj robisz?

– Idę na mecz z okazji zjazdu absolwentów.

– Futbolowy? Wybierasz się na futbol? Nie wiedziałam, że gustujesz w czymś takim.

– Po twoim wyjeździe ktoś musiał przejąć obowiązki towarzyskie.

A więc dzisiaj miał miejsce ostatni w mojej licealnej karierze mecz z okazji zjazdu absolwentów.

– Jak widać szkolne życie toczy się i beze mnie. Hm. – Zaskoczyło mnie to nagłe uczucie smutku. Nie z tego powodu, że coś dzieje się poza mną, ale dlatego, że za tym tęsknię.

– Zgadzam się, że to szok.

Otworzyłam drzwi przyczepy i o mało nie padłam trupem, gdy zobaczyłam w niej Donavana pochylonego nad książką.

– Mamy przecież umowę.

– Co takiego? – zdziwiła się Abby.

– Nic. Później do ciebie zadzwonię.

Podniósł ręce.

– Miałem telefon od Leah.

Złość momentalnie ze mnie wyparowała. W życiu nie poznałam fajniejszej osoby niż charakteryzatorka.

– Leah ma twój numer?

– Musiałem go podać ludziom z ochrony pierwszego dnia, kiedy mnie spisywali.

– No tak. I co ci powiedziała?

– Coś o tym, że matematyka niemal rujnuje ci życie.

– To prawda. Matma jest pokręcona.

Uśmiechnął się, a mnie zakłuło poczucie winy. Matematyka może i nie była pokręcona, za to ja na pewno. Donavan starał się po prostu wykonywać swoją robotę, a nieodpuszczanie mi wychodziło mu znacznie lepiej niż wszystkim wcześniejszym korepetytorom. To ja wszystko strasznie utrudniałam swoim negatywnym nastawieniem.

– Mam wrażenie, że zaczęliśmy znajomość od złej strony – przyznałam. – Przepraszam. Żyję pod wielką presją, a prace domowe to dodatkowy stres. Do tego mój tata… – Umilkłam. Nie musi wiedzieć, że tacie jest obojętne, czy mi się powiedzie, czy też nie.

– To może spróbujmy dziś inaczej – zaproponował Donavan.

Uniosłam w górę pięść.

– No to za tę nową stronę.

– Tak, i za uporanie się z tym zestawem zadań, żeby twój tata przestał zasypywać mnie SMS-ami z prośbą o aktualne informacje.

– Przepraszam za niego. – A więc ojciec nie tylko mnie nękał. Ogarnęła mnie kolejna fala frustracji. Będę musiała poważnie porozmawiać z tatą… jak przyjdzie pora.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?