Dziewczyna, która wybrała po raz drugi

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Dedykacja

ROZDZIAŁ 1

ROZDZIAŁ 2

ROZDZIAŁ 3

ROZDZIAŁ 4

ROZDZIAŁ 5

ROZDZIAŁ 6

ROZDZIAŁ 7

ROZDZIAŁ 8

ROZDZIAŁ 9

ROZDZIAŁ 10

ROZDZIAŁ 11

ROZDZIAŁ 12

ROZDZIAŁ 13

ROZDZIAŁ 14

ROZDZIAŁ 15

ROZDZIAŁ 16

ROZDZIAŁ 17

ROZDZIAŁ 18

ROZDZIAŁ 19

ROZDZIAŁ 20

ROZDZIAŁ 21

ROZDZIAŁ 22

ROZDZIAŁ 23

ROZDZIAŁ 24

ROZDZIAŁ 25

ROZDZIAŁ 26

ROZDZIAŁ 27

ROZDZIAŁ 28

ROZDZIAŁ 29

ROZDZIAŁ 30

ROZDZIAŁ 31

ROZDZIAŁ 32

ROZDZIAŁ 33

ROZDZIAŁ 34

ROZDZIAŁ 35

ROZDZIAŁ 36

ROZDZIAŁ 37

ROZDZIAŁ 38

ROZDZIAŁ 39

ROZDZIAŁ 40

ROZDZIAŁ 41

ROZDZIAŁ 42

ROZDZIAŁ 43

PODZIĘKOWANIA

MATERIAŁY DODATKOWE

DODATKOWA SCENA PRZEDSTAWIONA Z PUNKTU WIDZENIA CONNORA

PLAYLISTA

Tytuł oryginału: Split Second

Przekład: Monika Nowak

Redaktor prowadząca: Maria Zalasa

Redakcja: Grzegorz Krzymianowski

Korekta: Karolina Pawlik, Natalia Jóźwiak

Copyright © 2013 by Kasie West

Copyright for Polish edition and translation © Wydawnictwo JK, 2019

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych, bez uprzedniego wyrażenia zgody przez właściciela praw.

ISBN 978-83-7229-836-2

Wydanie I, Łódź 2019

Wydawnictwo JK Wydawnictwo JK, ul. Krokusowa 3, 92-101 Łódź tel. 42 676 49 69 www.wydawnictwofeeria.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Dla Hannah, Autumn, Abby i Donovana,

wypełniających każdy dzień moimi

ulubionymi wspomnieniami

ROZDZIAŁ 1

Addie: Spotkajmy się później u mnie. O ile jeszcze żyję.

Mój samochód stał na samym końcu parkingu i strasznie mi się do niego spieszyło. Miałam paskudny dzień, jak zresztą wszystkie w pierwszym tygodniu po powrocie do szkoły po aferze z Dukiem, wykorzystującym mnie palantem. Z tym, że cichły rozmowy, kiedy wchodziłam do klasy, jeszcze jakoś sobie radziłam. Ale do szału doprowadzały mnie pełne współczucia spojrzenia. Wcale ich nie potrzebowałam. Przy odrobinie szczęścia w czasie rozpoczynających się właśnie ferii zimowych ludzie o wszystkim zapomną. Jeśli nie, Laila może zaaplikować całej szkole amnezję. Ach, zbiorowa amnezja, moja pierwsza radosna myśl tego dnia.

Zeszłam z chodnika i zbyt późno zdałam sobie sprawę, że w ogóle się nie rozejrzałam. Rozległ się pisk opon i odruchowo uniosłam ręce, szykując się na uderzenie. Uderzenie, do którego nie doszło. Przynajmniej na razie. Motocykl wpadł w poślizg i sunął w moją stronę w zwolnionym tempie. Tak powoli, że bez problemu zdążyłam mu się usunąć z drogi. Connor, motocyklista, pozwolił swemu pojazdowi przewrócić się na chodnik, po czym się spod niego wyczołgał. Wokół mojej głowy unosiły się odłamki szkła z potłuczonego lusterka. Uniosłam rękę i dotknęłam jednego z nich palcem wskazującym. Niczym cegła upadł na asfalt, gdzie kołysał się w przód i w tył – najszybciej poruszający się fragment świata wokół mnie – aż w końcu znieruchomiał.

Connor powoli zdjął z głowy kask i obrócił się wokół własnej osi, omiatając spojrzeniem ziemię. Jego ruchy stawały się stopniowo coraz szybsze, aż w końcu nie sprawiał już wrażenia, jakby znajdował się pod wodą. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, na jego twarzy pojawiło się uczucie ulgi.

– Addie, myślałem, że w ciebie uderzyłem. Jechałem przecież prosto na ciebie.

– Nic mi się nie stało. – Przynajmniej nie w sensie fizycznym. Nie miałam pojęcia, co się ze mną dzieje na poziomie umysłowym. Moja zdolność od zawsze była taka sama – potrafiłam zobaczyć, jakie skutki przyniesie konkretny wybór. Zasadniczo widziałam przyszłość. A nawet dwie przyszłości. To się nigdy nie zmieniało. Było przewidywalne.

Aż do teraz.

Teraz moja zdolność płatała mi figle. Bywało, że czas wokół mnie zwalniał. Tak się właśnie stało przed tygodniem w domu Bobby’ego, ale zbagatelizowałam ten fakt, uznając, że to odosobniony przypadek, że doszło do tego pod wpływem wyjątkowego stresu. Bobby coś mówił o ekstremalnych emocjach. A przecież nie co dzień ktoś próbował cię zabić. Tamtego dnia wszystko było dziwne – czas, który zwolnił, przypominająca Sprawdzenie wizja z Trevorem w szpitalu. Dłużej jednak nie mogłam obarczać winą tamtych emocji. Dzisiaj przecież nikt nie groził mi śmiercią. Zerknęłam na leżący na boku motocykl. Cóż, a może jednak…

Poczułam w szyi ukłucie bólu, który zaczął promieniować do głowy. Starając się nie krzywić, przycisnęłam dłonie do skroni, postępując zgodnie z umysłowym wzorcem uśmierzania bólu. Na próżno.

– Na pewno nic ci nie jest? – zapytał Connor. – Bo wyglądasz, jakbyś miała zaraz puścić pawia.

– Na pewno. Przykro mi z powodu twojego… – Już miałam powiedzieć „motocykla”, kiedy zobaczyłam, że w naszą stronę biegnie Duke.

Odwróciłam się na pięcie i tak szybko, jak tylko pozwoliła mi pękająca z bólu głowa, ruszyłam w stronę auta.

– Co się stało? – usłyszałam, jak pyta Connora.

– Prawie w nią wjechałem. Powinienem był wjechać. W jednej sekundzie tam stała, w drugiej zniknęła.

Jeszcze trzydzieści kroków i znajdę się w samochodzie. Ułożyłam odpowiednio kciuk, by otworzyć drzwi bez zbędnej zwłoki. Ból głowy w końcu zelżał, więc przyspieszyłam. Ale w tym momencie rozległ się za mną głos Duke’a.

– Addie.

– Nie. – Słaba odpowiedź, ale tylko taka wydostała się z moich ust.

– Stała ci się krzywda?

W mojej głowie pojawiło się mnóstwo odpowiedzi, jakich mogłam udzielić na to pytanie: Nie tak duża, jak ta, którą ty mi wyrządziłeś. Nie tak duża, jak ta, którą ja ci wyrządzę, jeśli jeszcze bardziej się zbliżysz. A co cię to obchodzi? Liczyłeś na to, że będziesz jedynym źródłem bolesnych zdarzeń w moim życiu?

 

Oczywiście nic z tego nie wypowiedziałam na głos. Pozwoliłam mu wierzyć, że mnie nie skrzywdził. Że w ogóle go nie lubiłam. Że kiedy za pomocą swojej zdolności przestał manipulować moimi emocjami, zniknęło wszystko, co do niego czułam. I tego będę się trzymać, choćby nie wiem co. Dzięki tej wersji zachowam choć odrobinę godności.

– Nie. – Dotarłam do samochodu. Otworzyłam drzwi, które stały się barierą między nami, kiedy odwróciłam się w jego stronę. – Nic mi nie jest. – Na potwierdzenie tego dorzuciłam uśmiech.

– Dzisiejsze plotki były naprawdę ostre. Przykro mi. Niedługo ucichną. – Uśmiech, który nie schodził mu z twarzy, sprawił, że jego słowa zabrzmiały niczym wstęp do jakiegoś żartu. Niestety, najpewniej byłam puentą, którą później opowie swoim kumplom: No i wtedy znowu się we mnie zadurzyła. Ba-dum-bum.

Przeczesał palcami zmierzwione jasne włosy, odsuwając je z czoła, dzięki czemu błękit jego oczu wydawał się jeszcze bardziej intensywny.

– Nadal nikomu nie powiedziałaś, tak?

No i proszę, oto powód, dla którego nie dawał mi spokoju. Wiedziałam coś, co mogło go zniszczyć – otóż był Kontrolerem Nastroju. Wszyscy uważali, że Duke Rivers, gwiazda futbolu, to Telekinetyk, dzięki czemu w ogóle mógł należeć do drużyny. A dokładniej – mógł być rozgrywającym, bo trener obsadzał tę pozycję wyłącznie Telekinetykami. Przez to właśnie spojrzenia, jakie posyłano mi od tygodnia, pełne były współczucia i litości: wszyscy pewnie zakładali, że byłam biedną dziewczyną, pozbawioną silnej woli, aby oprzeć się urokowi Duke’a. Gdyby wiedzieli, że nie miałam wyboru…

– Zawarliśmy umowę. Twoi kolesie mają przestać robić krzywdę graczom z Normalnego Świata, a ja nie zdradzę twojego sekretu. Ta umowa nadal obowiązuje?

Skinął głową.

– Ale uważasz, że i tak powinienem o tym powiedzieć.

Tak!

– W ogóle mnie to nie obchodzi.

Wsiadłam do samochodu i trzasnęłam drzwiami. Nie patrz na niego, Addie, po prostu uruchom samochód i stąd odjedź. Odwróciłam się, chcąc wycofać. Jeśli przejadę mu po stopach, to będzie jego wina. Kiedy wyprostowałam kierownicę, wytrzymałam i nie zerknęłam, czy nadal tam stoi. Po prostu odjechałam. Może teraz, kiedy Duke Rivers się przekonał, że nie zdradzę jego sekretu, w końcu da mi spokój.

* * *

Otulona muzyką, leżałam w zupełnym bezruchu. Wpatrywałam się w wypisane na suficie słowa, udając, że gdzieś pośród tych cytatów znajduje się odpowiedź na pytanie, co powinnam zrobić ze swoim życiem. Po godzinie wgapiania się w sufit doszłam do wniosku, że kilka słów wydaje się ciemniejszych. Przeczytałam je więc. Życie. Inny. Czasami. Jedz.

Kiepska pomoc.

Drzwi się otworzyły i do pokoju weszła Laila.

– To Journey? Rozpaczasz przy ich piosenkach? – Zapaliło się światło. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że przez mój bezruch wcześniej zgasło. – Jest kilka współczesnych zespołów, przy których utworach jak najbardziej można płakać.

Potarłam oczy. Było aż tak oczywiste, że mazałam się przez całe popołudnie?

– Nikt tak nie śpiewa o miłości jak Journey. – Puchowa kołdra nadęła się wokół mnie, jakby powoli próbowała mnie całą połknąć. Nieszczególnie się przed tym wzbraniałam.

Mnóstwo było rzeczy, które powinnam zrobić: pranie, półgodzinna medytacja, spakowanie się na wyjazd do taty, no i jeszcze wizyta u fryzjera, na którą umówiła mnie mama. Za pięć minut. I tak jak w przypadku pierwszych trzech punktów na liście, to też byłam gotowa sobie odpuścić. Oddzieliłam od włosów niebieskie pasmo i zaczęłam je nawijać na palec. Kolor mocno już wyblakł, ale nie byłam jeszcze gotowa na pożegnanie z niebieskim.

Laila stanęła przed monitorem ściennym, szukając najpewniej odpowiedniego muzycznego tła dla mojego nastroju. Czekałam, aby się przekonać, co wybierze, ale w pokoju nagle zapadła cisza. Laila usiadła przy moim biurku i zaczęła przeglądać szuflady.

Z każdą sekundą na moim biurku robił się coraz większy nieporządek.

– Czego szukasz?

– Jakiejś kartki.

– Górna szuflada po prawej stronie. – Wyjęła z niej czysty arkusz, a zanim zdążyła zadać pytanie, rzuciłam: – Długopisy są w środkowej szufladzie.

– Doskonale. Pora sporządzić listę. – Odchyliła się na krześle, stopy w czerwonych szpilkach oparła o blat i położyła kartkę na kolanach. – Jej tytuł to „Zemsta”. Podtytuł: „Jak się odegrać na Duke’u za to, że nie tylko wykorzystał swoją zdolność, ale także świetny wygląd przeciwko dwóm niczego niepodejrzewającym, niewinnym dziewczynom”. – Nim zdążyłam zgłosić sprzeciw wobec tego bezsensu, dodała: – Numer jeden: wymyślić, jak sprawić, żeby cały świat uważał go za brzydkiego. Wiesz, że to by go dobiło. Och, założę się, że jakiś Percepcyjny by nam pomógł. Zmieniłby po prostu sposób postrzegania Duke’a przez wszystkich. No dobra, twoja kolej. Numer dwa.

Uśmiechnęłam się. W sumie może jednak okaże się to dobrym rytuałem leczniczym – samo wyobrażanie sobie brzydkiego Duke’a nieco poprawiło mi nastrój.

– A może jakiś Przekonujący nakłoniłby go do zrobienia przy wszystkich czegoś naprawdę głupiego?

– Kalan na pewno by nam pomogła. – Laila zanotowała to, a potem zastukała długopisem w zęby. – Co jeszcze…? – Wstała i podeszła do regału, przechyliła głowę i zaczęła czytać tytuły. – Nie masz żadnych książek o tym, jak ktoś planuje zemstę?

– Z tego, co pamiętam, w jednej z nich zemsta to wątek poboczny.

Odwróciła się w moją stronę i oparła plecami o regał.

– A może zakradniemy się nocą do pokoju Duke’a i umalujemy go szminką?

– Jak miałybyśmy to zrobić?

– Manipulator Masy może przejść przez ścianę i otworzyć nam drzwi.

– Nie sądzisz, że system zabezpieczeń przewiduje taką okoliczność?

– Coś wymyślimy.

– Ale po co? Na pewno rano bierze prysznic. Co by dało pomalowanie go szminką?

– Przekonałby się, że przez cały czas mamy go na oku i potrafimy się dostać do jego pokoju. Poza tym zawsze miałam ochotę to zrobić. Ma niesamowite usta. – Po tych słowach dotarło do niej, że nie powinna tak mówić, i spuściła wzrok.

W końcu usiadłam i podciągnęłam się, tak że plecami opierałam się o zagłówek.

– A tak w ogóle to co razem robiliście? – zapytałam cicho, nie mając pewności, czy chcę poznać odpowiedź. – Pewnie się całowaliście?

– Naprawdę musimy o tym rozmawiać? Obie nas oszukał, no nie?

– Sam mnie oszukał, a potem nakłonił cię do tego, żebyś mnie zdradziła.

– Ciebie też nakłonił do wielu rzeczy.

Już miałam przytaknąć, ale wtedy zaczęłam się zastanawiać, do czego tak naprawdę mnie nakłonił, z wyjątkiem polubienia go. To on przekazał mi to uczucie, ale przecież sama zdecydowałam o tym, co z nim zrobię. W duchu kazałam sobie przestać. Straciłam Duke’a; nie zamierzałam pozwolić, aby swoją zdradą odebrał mi także najlepszą przyjaciółkę. Musiałam odpuścić.

– Nie zrobimy tego wszystkiego, no nie? – zapytała, unosząc listę.

– Nie. Ale fajnie było to sobie wyobrazić. Dzięki.

Laila westchnęła przeciągle, po czym wrzuciła kartkę do kosza. Zerknęła na swoją leżącą na biurku torebkę i zaczęła się bawić suwakiem.

– Gdybym miała ci do powiedzenia coś ważnego, coś, co mogłoby cię zestresować, chciałabyś, żebym zrobiła to teraz, czy kiedy wrócisz od taty?

Najpewniej chciała opowiedzieć ze szczegółami o sobie i Duke’u. Zrzucić z siebie ten ciężar. Westchnęłam, a lekkie pulsowanie za oczami przypomniało mi, że nie wszystko wygląda tak, jak powinno. W moim życiu panował ogromny bajzel.

– Na razie potrzebuję przerwy od wszystkiego. Możemy o tym pogadać po moim powrocie?

Z wyraźną ulgą puściła suwak i odwróciła się w moją stronę.

– Tak. No dobra, co zabierasz ze sobą do taty? Sześć tygodni to naprawdę długo.

ROZDZIAŁ 2

Laila: Jesteś chorobliwie pedantyczna. Na wypadek, gdybyś o tym nie wiedziała.

Ubrania Addie poukładane były według kolorów. Na osobnych stosikach na łóżku leżały koszulki, poskładane w schludne kwadraciki. Jeden stosik to odcienie czerwieni, drugi zielenie i błękity, a trzeci kolory neutralne. W dłoniach ściskała T-shirt w różowo-brązowe paski, a jej spojrzenie przeskakiwało od jednego stosiku do drugiego. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby mi tu teraz implodowała na skutek dylematu wiążącego się z posiadaniem koszulki pasującej do dwóch stosików. Strasznie mnie kusiło, żeby złapać te wszystkie ciuchy i je podrzucić, pozwalając, aby jej zorganizowany świat opadł na nas chaotycznym deszczem.

– Los wszechświata zależy od tego, na którą kupkę powinna trafić ta koszulka, Addie. Nie spieprz tego.

Przewróciła oczami.

– Dobra organizacja to nic złego. Wiem, że dla ciebie to pojęcie abstrakcyjne, ale na dłuższą metę oszczędzam w ten sposób czas.

– Na tym właśnie polega twoja zdolność? Gromadzisz fragmenty czasu, a potem je wykorzystujesz?

– Taa, może i ty powinnaś spróbować.

– Dzięki, ale nie skorzystam. Ja się zajmuję Wymazywaniem czasu. Zabieraniem minut. Szkoda, że nie mogę ci ich oddawać, bo może wtedy nie miałabyś potrzeby robienia tego wszystkiego. – Wskazałam ubrania.

W końcu zdecydowała, że miejsce koszulki jest na stosiku w odcieniach czerwieni. Następnie włożyła je do otwartej walizki. Walizki, której sama obecność sprawiała, że bolał mnie brzuch. Po raz pierwszy od dawna czekała nas rozłąka i próbowałam się tym nie zadręczać. Walizka udaremniała moje wysiłki. Wyrzucenie jej przez okno byłoby gestem dość dramatycznym, jakoś się więc powstrzymałam.

– Nadal nie wierzę, że ze mną nie jedziesz. Jeszcze nie jest za późno na zmianę decyzji – rzekła Addie.

Piknęła mi komórka. Mam nadzieję, że jesteś w domu. Dopilnuj, aby chłopcy zrobili pranie. Pracuję dzisiaj przez dwie zmiany.

Roześmiałam się.

– Wyjeżdżasz na sześć tygodni. To za długo. – Moi bracia zdążyliby się w tym czasie pozabijać i spalić dom. – Zobaczymy się za kilka tygodni na meczu. – Z biurka wzięłam torebkę i przerzuciłam ją przez ramię.

Wydawała się cięższa przez list, który nosiłam ze sobą od siedmiu tygodni. Miałam ochotę go wyjąć, rzucić nim w przyjaciółkę i dać drapaka. Problem w tym, że z drugiej strony wcale tego nie chciałam. To list, który Addie napisała do siebie samej po Sprawdzeniu. Wtedy, nim Wymazałam jej wspomnienia, w oczach miała udrękę. Wyglądała okropnie. Nie miałam pojęcia, co napisała, ale za nic nie chciałam, aby znowu znalazła się w tamtym stanie, choć dręczyły mnie potworne wyrzuty sumienia, że jeszcze go jej nie dałam. Może kiedy wróci od taty.

– Nie waż się jutro wyjechać bez pożegnania.

– W życiu.

Uściskałam ją i wyszłam.

W samochodzie wyjęłam kopertę z torebki, tak jak wiele razy w ciągu ostatnich siedmiu tygodni. Pozaginane rogi stanowiły dowód mojej obsesji. Na kopercie widniało pismo Addie: „Otworzyć 14 listopada”. Od tego dnia minął tydzień, a koperta pozostawała zaklejona. Dręczyła mnie trochę ta konkretna data. Zważywszy jednak na fakt, że oznaczała dzień po ostatecznej rozgrywce w domu Bobby’ego, uznałam, że Addie czekała po prostu, aż wszystko się rozegra, żeby mieć pewność, iż nic nie ulegnie zmianie. Tamtego wieczoru życie nas obu zawisło na włosku i to zrozumiałe, że nie chciałaby, aby cokolwiek mogło przeważyć szalę – łącznie z tym listem. Wsunęłam kopertę z powrotem do torebki i uruchomiłam samochód.

* * *

Weszłam do domu i Eli od razu rzucił we mnie zwiniętą kartką.

– Lista zakupów. Skończyło się jedzenie i umieram z głodu.

– Rzuć czymś we mnie jeszcze raz, a ci przyłożę. – Podniosłam z podłogi kartkę, rozwinęłam ją i przebiegłam wzrokiem listę. – Gdzie tata?

– Padł.

Zerknęłam na wiszący na ścianie zegar.

– Derek już w łóżku?

– Tak.

– Przypilnowałeś, żeby się wykąpał? Nie mył się już chyba kilka dni i zaczyna capić.

– Tak. Wziął prysznic. Nie ma za co.

Zmierzwiłam mu włosy.

– Dzięki, jesteś najlepszym bratem. – Rzucił się na mnie z rękami, ale mocno je przytrzymałam.

– Puść mnie.

Trzepnęłam go w tył głowy i wstałam.

– Och! Pomyśl o czymś. Ja ćwiczę. – Eli za trzy miesiące kończył czternaście lat i jeszcze nie nastąpiła Prezentacja. Obecnie każdego dnia odczuwał potrzebę, by się we mnie wpatrywać i próbować odgadnąć, o czym myślę.

 

– Nie. – Poszłam do kuchni, a on za mną.

– Proszę.

– Nie znoszę, kiedy czyta mi się w myślach. – Otworzyłam szafkę, zlustrowałam pustkę i ponownie ją zamknęłam.

– Ej, po prostu o czymś pomyśl. Jestem coraz lepszy.

– Niech ci będzie. – Patrząc na niego, intensywnie myślałam o słowie „idiota”.

Zmarszczył nos i zmrużył te swoje prawie czarne oczy. Akurat w tej chwili był tak bardzo podobny do taty, że poczułam ściskanie w żołądku. Jęknął z frustracją i wtedy wrócił mój brat, młody i smutny. Wykorzystałam Lokowanie Myśli i umieściłam w jego głowie moje słowo.

– Idiota! – zawołał podekscytowany.

– Aha, oto, kim jesteś. Wow, coraz lepiej ci idzie. – Pogroziłam mu palcem. – Więcej nie czytaj w moich myślach. – Wyszłam z ziejącej pustką kuchni. Eli miał rację, rzeczywiście musiałam jechać do sklepu.

– Nie powinnaś myśleć tak o swojej rodzinie! – zawołał za mną.

Zaśmiałam się i weszłam do pokoju chłopców. Derek spał z kołdrą skopaną w nogach. Rozprostowałam ją i go przykryłam.

Zapakowałam ciuchy, które leżały porozrzucane po całym pokoju, do kosza na pranie i zabrałam go do pralni.

W pustym pudełku po proszku mama chowała kartę do bankomatu. Tata nigdy nie robił prania, więc kryjówka była bezpieczna. A karta służyła właśnie do takich awaryjnych zakupów. Wdrapałam się na pralkę i sięgnęłam na najwyższą półkę. Zdjęłam pudełko, wyciągnęłam z niego kartę i schowałam do kieszeni. Zeskoczywszy, zderzyłam się z twardym torsem. Serce mi zamarło.

– Co robisz? – Jego szorstki głos działał mi na nerwy.

– Och, no wiesz, rozwiązuję zagadki wszechświata, odkrywam nowe teorie matematyczne, generalnie robię to, co można robić w pralni. – Otworzyłam wieko pralki i zaczęłam wkładać do niej ubrania z nadzieją, że tata sobie pójdzie. Tak się jednak nie stało. Stał i przyglądał się bacznie mojej twarzy.

Mój ojciec to nieudacznik, pomyślałam. Nie myśl o niczym innym, nakazałam sobie w duchu. Czasem cieszyłam się, że jest uzależniony od dragów, które przytępiały jego zdolność. Z drugiej jednak strony, gdyby nie one, nasza rodzina nie znajdowałaby się w finansowym dołku. Nie miałam nic przeciwko, aby podsłuchał akurat tę myśl.

Mruknął coś, a ja uśmiechnęłam się i uruchomiłam pralkę.

– Coś się stało? – Mojemu pytaniu towarzyszył odgłos wlewającej się wody. Miałam nadzieję, że nie widzi zarysu karty w mojej kieszeni.

Jego spojrzenie pomknęło ku moim dżinsom. Zaklęłam w duchu.

– Daj mi to.

– To na jedzenie. Nie bądź głupi.

Chwycił mnie za nadgarstek.

– Daj mi kasę, Laila.

– Puść. Mnie. – Spięłam się, gotowa walnąć go z całej siły kolanem, ale znieruchomiałam, kiedy nasze spojrzenia się spotkały. Jego oczy były takie puste, a mimo to pełne desperacji.

– Twoja matka przywiezie dzisiaj do domu jakieś jedzenie. – Wyjął mi z kieszeni kartę.

– Jesteś żałosny.

Mocniej zacisnął dłoń na moim nadgarstku, a ja mu się wyrwałam i wyszłam z pralni, uderzając go po drodze ramieniem. Chciałam kochać swojego ojca, ale zamiast miłości o palmę pierwszeństwa walczyły we mnie litość i nienawiść. Byłam wkurzona i dzisiaj pozwoliłam, aby wygrała litość.