Posłuszna żona

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Posłuszna żona
Posłuszna żona
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 59,80  47,84 
Posłuszna żona
Audio
Posłuszna żona
Audiobook
Czyta Magdalena Schejbal
29,90  21,83 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ 6
LARA

To było klasyczne zagranie Anny – zrobić z Caitlin świętą, kiedy już nie było jej z nami i nie mogła z nią kruszyć kopii o wszystko, od sposobu prasowania koszul Nico po ilość soli w wodzie na makaron. Massimo pierwszy włączył się do tej farsy. Chociaż oczywiście nie omieszkał się zaasekurować.

– Po pierwsze, chciałbym wypić zdrowie Maggie i jej mamy i podziękować im za to, że dzisiaj przygotowały nam obiad. Był pyszny, dziękujemy. – Zerknął na Sandra. Dobrze, że Beryl udała się ta sztuczka z jego talerzem.

Rozpaczliwie chciałam wyjść za Maggie i Beryl do kuchni. Robiło mi się gorąco na samą myśl o wygrzebaniu z pamięci uroczego wspomnienia o Caitlin. Nie przychodziło mi do głowy nic, co by zadowoliło wszystkich, którzy zostali przy stole.

Massimo zdecydował się skoncentrować na jej witalności i energii, a całą swoją przemowę skierował do Franceski.

– Twoja matka była niesamowita. Codziennie rano, kiedy Lara i ja ledwie wstaliśmy z łóżka, widzieliśmy, jak wraca z biegania. Wyglądała tak młodzieńczo, gotowa na wyzwania nowego dnia.

Poluzowałam sobie bluzkę, która opinała się na brzuchu, czując, jak zalewa mnie świeża fala odrazy do siebie po każdym kawałku makaronu dojedzonym z talerza Sandra, po herbatniku wyciągniętym ukradkiem z paczki, po każdym paluszku rybnym po obiedzie, które pochłonęłam jak odkurzacz.

Massimo jeszcze nie skończył.

– Wciąż nie mogę uwierzyć, że osoba, która tak zdrowo się odżywiała, ćwiczyła i tak o siebie dbała, tak młodo umarła. – Pociągnął łyk wina. – Ale, kochana Francesco, zostawiła taką cudowną córkę. Wiem, że byłaby zachwycona tym, jaka jesteś piękna i wysportowana. Szkoda, że nie widziała, jak wygrywasz mistrzostwa hrabstwa w pływaniu.

Massimo oczywiście wybrał sport jako obiekt pochwał. Ach, ten wybitny gen Farinellich, dzięki któremu wszyscy parli przez życie ze swoim potężnym backhandem, cholernym motylkiem, umiejętnością wzięcia do ręki dowolnej rakiety, paletki czy kija i zadziwienia maluczkich.

Wszyscy z wyjątkiem Sandra.

Kiedy Massimo mówił, Francesca siedziała, skubiąc serwetkę. Pewnie nikt nie musiał jej przypominać o wszystkich zawodach i imprezach, które ominęły jej matkę. Słyszałam, jak głośno, w nierównym rytmie, wciąga nozdrzami powietrze. Na policzkach wykwitły jej drobne rumieńce, rozetki emocji, jakby z trudem powstrzymywała się przed posłaniem nas wszystkich do diabła. Ale w końcu miała prawo być zła, że tak wcześnie straciła matkę. W każde urodziny nadal czuję mieszankę smutku i wściekłości, że moja mama umarła, zanim skończyłam pięć lat. Można się nasłuchać, jaką to się jest „piękną” i „fantastyczną”, ale nic nie zrekompensuje poczucia bycia „zostawioną”. Przez całe dzieciństwo byłam „tą biedną dziewczynką, której mama umarła”. Tym dziwnym dzieciakiem z tatą znacznie starszym od innych rodziców, brodatym dziwakiem wciśniętym na szkolnych imprezach między torebki i wysokie obcasy.

Odsunęłam od siebie myśli o własnej stracie, bo Massimo poprosił nas o uwagę, domagając się toastu za „wspaniałą Caitlin, która odeszła, ale nie została zapomniana”.

Następna w kolejce była Anna. Widziałam krzątające się po kuchni Maggie i jej mamę. Musiały słyszeć, co mówimy w salonie. Nie dziwiłabym się Maggie, gdyby zastanawiała się, do jakiego domu wariatów weszła przez to małżeństwo. Ale jeśli wierzyć Annie, było to wyrachowane posunięcie: Maggie miała romans z Nico jeszcze przed śmiercią Caitlin.

Usłyszałam kiedyś przypadkiem, jak Anna przedrzeźnia Maggie: „«Nikt nam nie wierzy, ale zeszliśmy się dopiero dużo później». Kompletna bzdura! A ta jej matka jest równie okropna. «Biedna Caitlin, poprawię ci poduszki, złociutka». – Anna ciągnęła, ziejąc jadem i pogardą: – Beryl przez cały czas nie spuszczała oka z nadarzającej się okazji: załatwienia córeczce i wnusiowi źródła utrzymania. Wyszło całkiem nieźle, jak na kogoś, kto żyje z przyszywania guzików”.

Ciekawe, czy Beryl przejrzała Annę. Nie była głupia. Anna kiedyś niemalże musiała z jej powodu sięgać po sole trzeźwiące, bo Beryl nie znała różnicy między pennefusilli: „To makaron i to makaron, nie?”.

Ale w przeciwieństwie do mnie Beryl nie zamierzała się poprawić, więcej czytać, szybciej myśleć, nauczyć się kroków, by tańczyć, jak jej Farinelli zagrają. Ich osobliwości i krytyczne uwagi ją śmieszyły. Na pompatyczność Anny reagowała przebłyskami lekceważenia. Bóg raczy wiedzieć, jakie miny robiła teraz nad zlewozmywakiem, słysząc, jak Anna peroruje o tym, jakąż to wspaniałą gospodynią była Caitlin i wspomina „przecudowne” wiktoriańskie nożyczki do winogron, które jej świętej pamięci synowa wyszperała na targu staroci. Miałam nadzieję, że gdyby Anna uznała mnie za godną takich ponurych wspominek, zapisałabym się w jej pamięci czymś istotniejszym niż umiejętność wyszukania nożyczek do owoców w pojemniku z badziewiem.

Następnie Anna zwróciła się do Franceski.

– Twoja kolej, amore.

Chciałam wstać gwałtownie i zakończyć ten makabryczny spektakl. Desperacko pragnęłam powiedzieć Francesce, że nie musi w nim uczestniczyć. Powinna umieć pogodzić się ze swoimi uczuciami, czerpać pociechę ze wspomnień bez oceniania jej zdolności aktorskich przez resztę cholernej rodzinki. Ale Francesca popatrzyła uważnie na zebranych przy stole, a potem się podniosła, jakby to, co zaraz powie, miało służyć czemuś więcej niż przywołaniu przeszłości.

Na sekundę jej twarz się rozluźniła; miała teraz łagodne rysy dziecka, a nie drażliwej nastolatki, którą się stała. Po chwili jednak spojrzała gniewnie na Nico zaczerwienionymi oczami, ze ściągniętą, zaciętą miną, i powiedziała:

– Jeśli chodzi o moją mamę, to najlepiej pamiętam, że mogłam na nią liczyć w stu procentach, zawsze przy mnie była. Nikt nie był dla niej ważniejszy ode mnie. I tego mi brakuje. – Jej głos cichł stopniowo, aż się załamał.

Nico poruszył się niespokojnie. Wyciągnął do niej rękę.

– Jestem przy tobie, Cessie. Mam nadzieję, że o tym wiesz.

Usiłował przyciągnąć ją do siebie i przytulić, ale go odepchnęła.

– Teraz muszę się tobą dzielić z Maggie.

Nico zgarbił się i spuścił głowę. Chociaż miał dopiero czterdzieści lat, o pięć mniej niż Massimo, łatwo można go było wziąć za starszego z braci przez otaczającą go aurę znużenia i sterania życiem, pasemka siwizny w ciemnych włosach, poczucie, że jakaś siła witalna uszła z niego, wyssana przez bitwy z Francescą, których nie mógł wygrać.

Mogłam mu tylko współczuć; doskonale znałam to uczucie, że nigdy nic nie wychodzi ci tak, jak trzeba, choćbyś nie wiem jak się starał. Kiedyś myślałam, że wychowywanie dziecka to będzie pestka, zwłaszcza z Massimem przy boku. Jego entuzjazm dla założenia rodziny rozwiał moje wątpliwości, zrezygnowałam z kiełkującej kariery w księgowości i wybrałam macierzyństwo. No i wiedziałam przecież, że jego pierwsze małżeństwo się rozpadło, bo Dawn nie chciała mieć dzieci. Potem jakoś nigdy nie było „właściwego” momentu, żebym wróciła do pracy, tak uważał Massimo, a Anna nie kryła przerażenia, że mogłabym zostawić Sandra w żłobku z „głupiutkimi dziewczynami, które nawet nie mają własnych dzieci!”.

Zdusiłam ukłucie smutku, które poczułam na myśl o tym, jak optymistycznie rzuciłam się w wir macierzyństwa i jaką mordęgą się ono okazało.

Jakby na dany sygnał, Sandro szepnął, że źle się czuje, boli go brzuch. Nie chciałam przy stole wdawać się w dyskusję o tym, którego końca przewodu pokarmowego może dotyczyć problem – Farinelli przy całej swojej pogardzie dla słabości innych byli absurdalnie pruderyjni, gdy chodziło o fizjologię. Wstałam, żeby wyjść z Sandrem, ale Massimo przytrzymał mnie za rękę.

– Może chwilę zaczekać. Najpierw podziel się z nami swoim wspomnieniem o Caitlin. Przecież to ważne dla ciebie, Francesco – zwrócił się do bratanicy – żeby posłuchać, jak wiele twoja mama dla nas wszystkich znaczyła, prawda?

Francesca przejęła – i udoskonaliła – zdolność Caitlin do patrzenia na słuchaczy tak, jakby jej towarzystwo było dla nich zaszczytem, jakby współczuła drzewom, że wyprodukowały tlen, który zostanie zmarnowany na moje słowa.

Usiadłam i mruknęłam do Sandra, żeby poszedł do łazienki, a ja za minutkę do niego przyjdę. Ale on pokręcił głową i pociągnął mnie za rękę. Spięłam się, a mój mózg zaczął nerwowo pracować. Musiałam zdusić to w zarodku teraz, zaraz, zanim nastąpi eskalacja, zanim wkroczymy na dobrze znaną, wydeptaną ścieżkę: z jednej strony Massimo, z drugiej Sandro, a ja tańczę między nimi jak obłąkana kukiełka. Poczucie przytłaczającej nieuchronności walczyło we mnie z przeświadczeniem, że muszę szybko coś zrobić.

Massimo poklepał Sandra po ramieniu. Tylko ja zauważyłam, jak wbija mocno palce drugiej dłoni w ramię Sandra, żeby oderwać go ode mnie.

– Chodź, synu. Pozwól mamusi opowiedzieć o cioci Caitlin. – Mówił swobodnym tonem, ale wyćwiczone ucho Sandra mogło wychwycić w jego głosie cień groźby.

Sandro przywarł do mnie mocniej, wstrzymując oddech, z zapadniętym brzuchem. Modliłam się, żebyśmy zaraz nie zobaczyli obrazu abstrakcyjnego pod tytułem Zupa.

Popukałam Massima w ramię.

– Chyba Sandro nie czuje się zbyt dobrze. Może ty z nim pójdziesz?

Nozdrza Massima rozszerzyły się ze zniecierpliwienia, ale dalej grał pod publiczkę.

– Gdzie cię boli, synu? Podejdź do mnie, zobaczymy, co ci dolega.

Nie musiałam patrzeć na Annę, żeby wiedzieć, że przybrała ten wyraz twarzy, tę minę ogłaszającą światu: Biedna Lara, stara się jak może, ale Massimo musi ciągle interweniować. Ich chłopak jest taki chorowity, ona go chyba nie karmi odpowiednio.

Sandro jeszcze mocniej przylgnął do mnie, plecy miał sztywne, jego kościste ramiona wbijały mi się w żebra. Wsunęłam dłonie pod uda, żeby powstrzymać się przed podniesieniem go, posadzeniem sobie na kolanach, rozmasowaniem mu brzucha i przytuleniem, żeby nerwowe napięcie puściło.

 

Chciałam zerwać się i ucałować Beryl, kiedy pojawiła się w pokoju z lodem Cornetto w dłoni i powiedziała:

– Sandro, chodź do kuchni i zjedz loda, a dorośli niech sobie porozmawiają.

Zgarnęła go, zanim Massimo zdążył zareagować, zanim się uparł, żeby Sandro stanął przed nim i poddał się wnikliwym oględzinom, po których usłyszałby nieuchronny werdykt: Nic ci nie jest.

Przypływ lęku, który czułam, opadł, kiedy Sandro odbiegł, trzymając Beryl za rękę, kryjąc się bezpiecznie za jej obfitymi biodrami niczym za wiatrochronem podczas burzy.

Na twarzy Massima na chwilę pojawiła się irytacja, ale poprawił się na krześle, ze skrzyżowanymi ramionami i wyczekującą miną.

– No to słuchamy, Laro. Wiem, jak bardzo tęsknisz za Caitlin.

Rozpaczliwie szukałam czegoś w pamięci, czegokolwiek, byle innego od tej myśli, tak wyraźnej, że aż płonęła mi w głowie, przesłaniając wszystko inne. Stara blizna po ugryzieniu psa na grzbiecie mojej dłoni ściągnęła się i zaswędziała, jak zawsze, kiedy się denerwowałam. Rozejrzałam się desperacko, czując, jak Massimo porusza się niespokojnie. Dostrzegłam stojący z boku wazonik przebiśniegów.

– Ogrodnictwo – powiedziałam, jakbym właśnie znalazła odpowiedź na pytanie za milion funtów. – Była wspaniałą ogrodniczką. – Przygotowałam się do wymieniania nazw wiosennych roślin cebulkowych, do wygłoszenia peanu o jej żonkilach, hiacyntach i krokusach.

Byłam gotowa na wszystko, byle tylko nie powiedzieć: Jeśli chodzi o Caitlin, najbardziej pamiętam, jak bardzo nienawidziłam jej i jej idealnego życia.

ROZDZIAŁ 7
MAGGIE

Dawniej, kiedy spędzałam poranki w mojej pracowni na obliczaniu, ile sukienek muszę przerobić, żeby zapłacić za nowe buty piłkarskie dla Sama, traciłam miłość do szycia. Ale w połowie marca, kiedy Francesca nasiliła swoje wrogie działania – wybiegała z pokoju, gdy tylko do niego wchodziłam, przepychała się przede mnie, żeby usiąść obok Nico na kanapie, podjudzała Sama do bezczelnych odzywek – pracownia stała się moim azylem. Uwielbiałam otwierać drzwi do swojego prywatnego sanktuarium, gdzie nie musiałam być stale w pozycji obronnej i usprawiedliwiać się, że jeszcze oddycham. W pracy ludzie zwracali się do mnie o pomoc i nie wychodzili z siebie, żeby się ze mną nie zgadzać, kiedy proponowałam różne rozwiązania. Przez długie godziny, które spędzałam pochylona nad guzikami, rąbkami i haftkami, dręczące poczucie bycia niewystarczająco dobrą słabło, chociaż pojawiało się znowu, kiedy powracałam do miejsca, którego wciąż nie uważałam za swój dom.

Dlatego pewnego marcowego wieczoru – kiedy właściciel lokalu, w którym miałam pracownię, przestępując z nogi na nogę, w końcu wydusił, że jest mu bardzo przykro, ale sprzedał cały budynek i daje mi cztery tygodnie na wyprowadzkę – łzy jak grochy poleciały mi na jedwabną koszulę, którą właśnie zszywałam. Wynajmowałam to miejsce za grosze od dawna i nie było mowy, żebym znalazła inną pracownię, na którą byłoby mnie stać. A jeśli nie będę szyć, nie będę mogła zarabiać i rzeczywiście spełnię powszechne oczekiwanie, że wychodząc za Nico, poleciałam na kasę. Szydercze uwagi w rodzaju: „Szybko się z niej zrobiła próżniacza pani na włościach”, będą odbijać się od ścian w pewnych domach na Siena Avenue, zanim spakuję poduszeczki do szpilek.

Kusiło mnie, żeby zadzwonić do dziewczyn z osiedla, zniknąć Pod Kapeluszem z Piórkiem i pić wódkę, dopóki nie zobaczę śmiesznej strony całej sytuacji. Albo pominąć alkohol i pójść do mamy, u której Sam zostawał w każdą środę po treningu. Przez chwilę wyobrażałam sobie, jak by mnie to podniosło na duchu, gdybym wmaszerowała do mamy i padła na sfatygowaną kanapę, a ona zakrzątnęłaby się wokół mnie z herbatą i racuszkami. Wszystkie fotele i kanapy w domu Nico były zaprojektowane tak, jakby miały zachęcać, żeby z nich wstać. A poza tym chciałam chociaż raz zjeść curry na wynos prosto z aluminiowego pojemnika, wybierając sos kawałkiem chlebka naan, i nie musieć się paprać z czosnkiem, ziołami i odpowiednim bulionem z kurczaka.

Ale teraz byłam żoną, więc musiałam iść do domu. Kiedy weszłam, Nico już był, zdążył wrócić z centrum ogrodniczego. Podniósł głowę znad risotta, które mieszał, i od razu do mnie podbiegł.

– Maggie! Dobrze się czujesz? Co się stało?

I chociaż czułam, że skoro Francesca ciągle jest taka nieszczęśliwa, to ja powinnam podtrzymywać wiarę, że wszystko się w końcu jakoś ułoży, moja dobra mina do złej gry nagle zmieniła się w płaczliwy grymas. Nico wyciągnął do mnie ramiona. Francesca, która odrabiała lekcje przy kuchennym stole, wybiegła, trzaskając drzwiami.

A kiedy już zaczęłam, Nico pewnie żałował, że nie kupił chusteczek i papierowych ręczników hurtem. Wylały się ze mnie wszystkie tłumione emocje, trysnęły niczym gejzer. Utrata mojej pracowni krawieckiej to jedno. Były jeszcze ubrania Caitlin w szafie w pokoju gościnnym, beżowe, czarne i granatowe, wiszące tam jak jakiś wyrzut pod moim adresem. No i wojna, którą prowadziła – i wygrywała – ze mną Francesca, co oznaczało, że nigdy nie spędzaliśmy z Nico czasu tylko we dwoje. Chciałabym jej pomóc, sprawić, by przestała cierpieć i nosić w sobie tyle gniewu.

Ale nie potrafiłam.

W efekcie nigdy nie mogliśmy się zrelaksować, bo przecież Francesca mogła potrzebować Nico. Nawet kiedy położyliśmy się już do łóżka, często rozgrywał się wieczorny dramat: „Tato, mam w pokoju skorka. Słyszę jakiś hałas na dole. Nie mogę zasnąć. Boli mnie głowa”. Chociaż dorastałam na osiedlu, gdzie ściany były tak cienkie, że słyszało się, jak sąsiedzi puszczają bąki i kopulują, strach przed krokami Franceski na podeście był najskuteczniejszym antidotum na moje libido.

Nico popatrzył na mnie niemal z ulgą.

– Myślałem, że przestałem ci się podobać. – Pogłaskał mnie po włosach. – Przepraszam, że małżeństwo ze mną nie jest idealne.

– No co ty. Uwielbiam być twoją żoną. Tylko czuję, że cały czas cię zawodzę. Wiedziałam, że nie zastąpię Caitlin, ale nikt mnie nigdy nie nienawidził tak jak Francesca.

– Nie nienawidzi cię. Jak mogłaby? Przecież jesteś cudowna. Jej chodzi o to, co straciła i co ty symbolizujesz. No dobra, pani Farinelli, mam dla pani propozycję – mówiąc to, podsunął mi krzesło.

Chociaż jego głos brzmiał pogodnie, w moich oczach Nico musiał wyczytać strach. Dwa miesiące po ślubie bałam się momentu, w którym uświadomi sobie, że popełnił straszny błąd.

Pochylił się i mnie pocałował.

– Zrobimy ci pracownię na strychu. Tam jest całkiem przyjemnie. Zanim Caitlin zachorowała, chciała tam urządzić studio jogi, więc już zrobiliśmy elektrykę i pobieliliśmy ściany. Jest tam duże okno dachowe, więc będziesz miała światło, i możemy zamówić jakieś wbudowane w ścianę blaty, półki i szafki, co tylko będzie ci potrzebne, żeby jak najlepiej wykorzystać tę przestrzeń.

„Zamówić”. Boże, słowo, którego nigdy dotąd nie używałam. Skombinować. Wymienić z kimś za coś. Sklecić. Wokół serca owinęła mi się cienka nitka nadziei. Moje własne miejsce, specjalnie dla mnie. Może będę mogła zaoferować usługi krawieckie z prawdziwego zdarzenia, nie tylko poprawki i reperacje.

– A duży plus jest taki, że nie trzeba będzie płacić dodatkowego czynszu.

– Jesteś pewny? Nie będziesz czuł się wykorzystywany?

– Nie mów głupstw! Jestem twoim mężem, a nie właścicielem lokalu. To właśnie robią pary: dzielą się ze sobą swoimi problemami i znajdują rozwiązania.

Słysząc to, znów się pobeczałam. Po tylu latach radzenia sobie samej – próby wybrnięcia z kłopotów bez pieniędzy mamy i żeby Sam nie był poszkodowany – słowa Nico były jak sypnięcie magicznym proszkiem, który zamigocze i rozwiąże każdy problem.

– Tylko że będziemy musieli posprzątać strych. – Skrzywił się. – Chyba poprosimy Francescę, żeby nam pomogła. Zostało tam mnóstwo rzeczy Caitlin. Sam nie wiem, co. Jej książki ze studiów, sprzęt do trekkingu, nurkowania i do jazdy konnej, pamiątkowe albumy… Zbierała wszystkie programy z koncertów, bilety lotnicze i tak dalej. Może coś z tego Francesca będzie chciała zatrzymać.

Postanowiłam nie myśleć o tym, ile wspomnień obudzi w Nico porządkowanie rzeczy Caitlin. Sądząc z tego, jaka była wysportowana, to dziwne, że skończył z takim pączusiem jak ja. Nigdy w życiu nie siedziałam na koniu. Nie podobał mi się pomysł jeżdżenia na czymkolwiek, co nie miało porządnego hamulca. Nie byłam pewna, czy chcę być przy tym, jak Nico będzie opowiadał Francesce o miejscach, które odwiedzili z Caitlin, koncertach, na których byli, plażach, gdzie oglądali zachody słońca. Nie chciałam psuć sobie tego, co będziemy razem robić, zastanawianiem się, czy z Caitlin było mu lepiej. Albo dowiedzieć się, że jest cała lista miejsc na świecie, w których uprawiał seks ze swoją pierwszą żoną.

Zależało mi, żeby w moim głosie zabrzmiała stosowna wdzięczność, więc spróbowałam podejścia dyplomatycznego:

– Chętnie pomogę, ale może wolisz, żebyście zrobili to tylko we dwójkę? Nie powinnam mieć nic do gadania w kwestii tego, co zostawić, a co wyrzucić. Skoro jest dużo miejsca, można część tych rzeczy zostawić gdzieś z boku, a ja będę korzystać z reszty strychu.

– Jeśli nie masz nic przeciwko temu, chyba byłoby lepiej, gdybyś wzięła się do tego razem z nami, bo inaczej będziemy to odkładać w nieskończoność. Poza tym nie mogę od ciebie wymagać, żebyś koegzystowała z upchniętymi w kącie rzeczami Caitlin. Ja bym nie chciał trzymać gratów twojego byłego pod biurkiem. Czas się z tym uporać. Francesca może wziąć sobie to, co chce, do swojego pokoju.

Przytuliłam go. Teraz musieliśmy tylko przekonać do tego pomysłu Francescę.

ROZDZIAŁ 8
LARA

Pod koniec marca, kiedy Wielkanoc była za pasem, nie mogłam się już dłużej oszukiwać: od dawna nie widziałam taty. Od Nowego Roku. To wtedy Massimo ostatni raz miał czas, żeby zawieźć mnie do domu opieki na głębokiej prowincji w Sussex.

Nie chciałam myśleć o tamtym popołudniu ani o tym, jak tata okropnie zachował się wtedy wobec Massima. Wykrzykiwał jakieś brednie o „fioletowych oknach” i groził, że go stłucze laską. W drodze powrotnej siedziałam w samochodzie roztrzęsiona, szlochając, a Massimo pomstował na „tego niewdzięcznego dziada”, wyliczając szczegółowo, ile wydaje na dom opieki. „Wiesz, ile mnie kosztuje jego strzyżenie, chociaż dziadyga ma tylko pięć włosów na krzyż? Siedemnaście funtów!”

Massimo zawsze był zbyt zajęty, żeby znów mnie tam zawieźć – zbyt zestresowany, zapracowany albo w ogóle go nie było. A jak na ironię, ponieważ tata zawsze zniechęcał mnie do nauki jazdy, bo nie chciał, żebym zginęła w wypadku samochodowym tak jak moja matka, nie mogłam pojechać do niego sama. Oczywiście dawniej miałam jeszcze paru znajomych, którzy mogliby mnie podwieźć. Ale Massimo tak bardzo dawał im odczuć, że są niemile widziani, albo robił scenę, kiedy chciałam się z nimi spotkać, że w końcu się wykruszyli, uznając, że przyjaźń ze mną za bardzo przypomina ciężką harówkę. A ja chciałam zapomnieć o tym, co Massimo zrobił ostatnim razem, kiedy wydałam fortunę na taksówkę.

W efekcie w ogóle nie mogłam teraz odwiedzać taty.

Ostatnio jednak Massimo wydawał się bardziej serdeczny. Może po prostu był mniej zestresowany w pracy. Przynosił mi herbatę do łóżka, robił masaże barków, nawet dostrzegł szansę poszukania mi posady w jego firmie. „Zajmijmy się tym po wakacjach, kiedy Sandro wróci do szkoły”. Spora odmiana po rzucanym przez niego zazwyczaj: „U mnie w pracy panuje teraz znacznie ostrzejsza rywalizacja niż za twoich czasów. Chyba byś sobie nie poradziła”.

Dzisiaj też był w dobrym nastroju. Poczytał Sandrowi na dobranoc, otworzył butelkę świetnego sancerre, a ja upiekłam żabnicę z czosnkiem, tak jak lubił. Idealny wieczór, żeby poruszyć temat taty.

– Wiem, że nie będzie to dla ciebie najfajniejsza wycieczka, ale naprawdę muszę pojechać do taty w Wielkanoc. Fatalnie się czuję na myśl, że wszyscy inni spędzą czas z rodziną, a on będzie siedział sam, z przydziałowym czekoladowym jajkiem.

Massimo zjadł kawałek ryby i otarł kąciki ust serwetką.

– Nie chcę, żebyś się denerwowała w święta. Sama wiesz, jak dołujące są dla ciebie te wizyty. Mam tylko cztery dni wolne, od piątku, i pomyślałem, że moglibyśmy zrobić sobie małą wycieczkę do Londynu, zabrać Sandra do Londyńskich Lochów i do Tower. Zatrzymalibyśmy się tam w hotelu.

Wbiłam w niego wzrok, ale uważałam, żeby w moim głosie nie było słychać niechęci. Londyńskie Lochy? Sandro miałby koszmary przez kilka następnych miesięcy.

– Brzmi świetnie. Moglibyśmy obejrzeć jakieś przedstawienie, jeśli oczywiście masz ochotę. Sprawdzę, co grają w teatrach. A może jednak… moglibyśmy wpaść do taty wieczorem przed Wielkim Piątkiem, jeśli skończysz na tyle wcześnie pracę?

 

– W czwartek będę siedzieć do oporu, żeby wszystko skończyć i nie musieć pracować w święta. Twój tata nie będzie wiedział, że to Wielkanoc, prawda? Wybierz się do niego po świętach albo jeszcze tydzień później.

Massimo składał serwetkę w harmonijkę. Pociągał wino łyk za łykiem. Rytmicznie postukiwał nożem o brzeg talerza.

Nie widziałam taty od trzech miesięcy. Musiałam jechać. Usiłowałam mówić spokojnym głosem, nie pozwolić, żeby wkradł się do niego błagalny albo natarczywy ton.

– A mogłabym pojechać autobusem do Worthing i stamtąd wziąć taksówkę, któregoś dnia w przyszłym tygodniu?

– To dosyć kosztowna wyprawa. Właśnie dostałem zawiadomienie, że opłaty za dom opieki wzrosną. Uważam, że powinniśmy spróbować ograniczyć niepotrzebne wydatki tam, gdzie tylko możemy.

Wzięłam głęboki wdech.

– Byłeś niesamowicie hojny, płacąc dotąd za opiekę nad tatą, ale chyba pora poradzić się prawnika i uzyskać zgodę na skorzystanie z pieniędzy ze sprzedaży jego domu. Wtedy cały ten ciężar nie spadnie na ciebie. – Powstrzymałam się przed dodaniem: I moglibyśmy wysupłać pięćdziesiąt funtów, żebym mogła odwiedzić ojca.

Massimo westchnął, jakby rozmawiał z kimś o ograniczonych zdolnościach intelektualnych.

– Ty chyba nie masz pojęcia, ile kosztuje jego pobyt w tym całym domu. – Poklepał mnie po ręce. – A jak dożyje dziewięćdziesięciu pięciu lat? Muszę mu to finansować, bo zaraz skończą mu się pieniądze. Nie chciałbym, żeby wylądował w jakiejś norze śmierdzącej kapustą, gdzie wszyscy staruszkowie siedzą w pieluchach.

Ścisnął mi się żołądek. Nie mogłam pozwolić, żeby coś takiego spotkało tatę, który nosił spinki do mankietów i koniecznie musiał spryskać się „kropelką płynu po goleniu”. Upierał się przy wstawaniu z łóżka czy z krzesła za każdym razem, kiedy do pokoju wchodziła pielęgniarka – kobieta. Powinnam była wymyślić, jak odpowiednio zabezpieczyć tatę finansowo, kiedy sprzedaliśmy jego dom, zamiast polegać na dobrej woli Massima. Ale mojemu mężowi, zarówno wtedy, jak i teraz, trudno było odmówić: „Masz wystarczająco dużo na głowie. Ja się zajmę stroną finansową. Twój tata by tego chciał. W końcu ludzie płacą mi fortunę za zarządzanie ich pieniędzmi. Pozwól mi zdjąć z siebie trochę stresu, inaczej znów skończysz na antydepresantach”.

A ponieważ Massimo zawsze zbywał mnie machnięciem ręki, kiedy prosiłam, żeby pokazał mi papiery – „Ja się tym zajmę, zresztą z przyjemnością” – nie miałam pojęcia, jak długo tata będzie w stanie płacić za siebie, nawet gdyby udało mi się uzyskać dostęp do jego pieniędzy.

Massimo energicznie rozgniatał widelcem rybę. Uwaga, zaraz zepsuję wieczór. Trudno, spróbuję jutro.

Spojrzał na mnie przenikliwie.

– No, a poza tym, skoro masz tyle wolnego czasu, może pójdziesz do lekarza, żeby wyjaśnić, dlaczego nie możesz ponownie zajść w ciążę? Najwyraźniej miałaś mnóstwo czasu na organizowanie poszukiwań tego cholernego kota, ale jakoś nie chciało ci się dowiedzieć, dlaczego Sandro nie ma jeszcze rodzeństwa.

Niepotrzebnie tak naciskałam. To typowe dla Massima – tolerował, nawet akceptował, coś, co było dla mnie ważne, do chwili, kiedy się znudził, bo nie było już w tym dla niego powodu do chwały, bo nikt nie mówił: Widzieliście, jak starał się pocieszyć swojego synka, kiedy zginęła ich kotka?

– Spróbuję się zapisać, ale lekarka, która specjalizuje się w planowaniu rodziny i problemach z płodnością, jest od jakiegoś czasu na urlopie. – Wstałam po szklankę wody, żeby nie zobaczył, jak się czerwienię, mówiąc to kłamstwo. – Jak tylko wróci, zobaczę, co powie. Pewnie będzie chciała w którymś momencie zbadać nas oboje.

Massimo niemal rzucił widelec na stół.

– W rodzinie Farinellich nigdy nie było problemu z płodnością. Nico ma tylko jedną córkę, bo Caitlin nie chciała więcej dzieci. Zrób badania i zobacz, co ci powiedzą lekarze.

Pokiwałam głową, jakbym miała umówić się na wizytę w pierwszym możliwym terminie.

Ale Massimo nie mógł kontrolować wszystkiego.

Na razie.