Rasputin. Demon i kobietyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału

Der heilige Teufel Rasputin und die Frauen

Z niemieckiego przełożył W. Bernard

Fragment tekstu Antoniego Ferdynanda Ossennowskiego pochodzi z jego książki Cień ponurego Wschodu, Warszawa 1923 r.

Projekt okładki i stron tytułowych Fahrenheit 451

Redakcja i korekta Jacek Fronczak

Dyrektor wydawniczy Maciej Marchewicz

ISBN 978-83-66177-74-1

Copyright © for Zona Zero Sp. z o.o., Warszawa 2019

Wydawca

Zona Zero Sp. z o.o.

ul. Łopuszańska 32

02-220 Warszawa

Tel. 22 836 54 44, 877 37 35

Faks 22 877 37 34

e-mail: wydawnictwo@zonazero.pl

Spis treści

Przedmowa

Wstęp

1. Maski Rasputina

2. Lata nauki i wędrówki

3. Kaznodzieja z podziemnej izdebki

4. W obliczu arcykapłanów

5. Nieszczęsna sielanka w Carskim Siole

6. Przyjaciel

7. Pielgrzymka pokutna wielkiego grzesznika

8. Z historii jednej klatki schodowej

9. Ojciec Grzegorz przyjmuje gości

10. W sanktuarium

11. Tańczący mędrzec

12. Bunt przeciwko świętemu diabłu

13. Przyjęcia u księcia Adronnikowa

14. Morderca z gitarą

15. Okręt śmierci

Źródła zdjęć i ilustracji

Wykaz źródeł i literatury

Antoni Ferdynand Ossendowski o Rasputinie

Przypisy

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Przedmowa

Rozpustnik, pielgrzym, wędrowiec. Święty mędrzec, cudotwórca, odkupiciel. Doradca i przyjaciel cara – polityk i cham, nawiedzony i seksoholik. Ukochany i znienawidzony.

Największy celebryta Rosji na przełomie XIX i XX wieku.

Grzegorz Jefimowicz Rasputnin. Syn furmana. W młodości harował jak wół, ostro pił i okrutnie się łajdaczył do momentu, kiedy otrzymał dar jasnowidzenia. W wieku 33 lat więc zostawił żonę i dzieci, wstąpił do klasztoru, poznał sektę chłystów, których zdaniem grzech nie przeszkadza w jedności z Bogiem, a przygodny seks i rozpusta jest drogą do zbawienia, na równi z pielgrzymowaniem. Został zatem pielgrzymem, wędrował i latami poznawał prawdziwe życie chłopów rosyjskich. W aureoli świętego męża trafił w końcu do stolicy. Jako jedyny potrafił uzdrowić z hemofilii następcę tronu, carewicza Aleksandra. Stał się przyjacielem i powiernikiem rodziny carskiej.

Potrafił załatwić każdą posadę, kontrakt, decyzję na carskim dworze. Brał gigantyczne łapówki, ale też wspomagał bezinteresownie biednych. Obalał ministrów i premierów. Nazywano go „carem nad carami”.

Otaczał się zawsze gronem wyznawczyń, uczennic i wielbicielek: arystokratek, zakonnic, mieszczek, kobiet opętanych, które widziały w nim Boga, a seks z nim uznawały za akt religijny.

Pił, śpiewał i tańczył całymi nocami. Jedni go kochali, inni szczerze nienawidzili. Dlatego został zamordowany, a jego śmierć była tak niezwykła, jak jego życie.

Książka ukazała się po raz pierwszy na polskim rynku w roku 1932 nakładem Polskiego Instytutu Wydawniczego, pod tytułem Święty demon. Rasputin i kobiety.

Autor, René Fülöp-Miller nie był nowicjuszem. Przed Rasputinem miał już na swoim koncie międzynarodowy bestseller Lenin i Gandhi. Książkę o legendarnym mnichu Austriak tworzył na gorąco, tuż po opisywanych przez siebie wydarzeniach. Jego wyobraźnię poruszyła informacja, że carska rodzina została zgładzona przez bolszewików dopiero wtedy, kiedy jej członkowie przestali nosić przy sobie zdjęcia Rasputina. Dokładnie tak, jak to przepowiedział Griszka...

Postanowiliśmy zachować oryginalny styl pisarski Fülöpa-Millera, jako wartość dodaną i świadectwo epoki. Kto dziś potrafiłby nie ulec pokusie i mroczne wątki biografii zagadkowego mnicha zechciał opisać tak łagodnie i subtelnie...

Książka ukazuje postać Rasputina w wielu wymiarach. Poznajemy dzięki niej także życie duchowe i polityczne upadającej Rosji. Autor opierał się na licznych źródłach, próbując rozpoznać te sfałszowane, stworzone i podrzucone przez służby carskie, a potem też fałszywki sowieckie. Nie ocenia jednoznacznie swojego bohatera, ale próbuje go oddemonizować.

Jak różnie oceniali postać Rasputina nawet mu współcześni, pokazuje zamieszczony jako dodatek tekst Ferdynanda Ossendowskiego z jego zbioru felietonów podróżniczych, opisujących życie w Rosji przed rewolucją bolszewicką i u jej progu, pod tytułem Cień ponurego Wschodu.

Trzeba pamiętać, że Ossendowski spotkał osobiście Rasputina, którego postać próbuje rzetelnie opisać czytelnikowi.

Jakże inny jest opis René Fülöpa-Millera…

Redakcja

Wstęp

Święty diabeł, tak zatytułował swój pamflet przeciwko Rasputinowi jego wróg, postrach całej Rosji, mnich Iljodor. Oskarżenia i zarzuty zawarte w tym pamflecie, niemało przyczyniły się do wytworzenia fałszywego i karykaturalnego wyobrażenia o Rasputinie jako o chytrym szarlatanie, a nawet głównym winowajcy zagłady dawnej Rosji.

Ten przez nienawiść i niepowodzenie wroga stworzony portret Rasputina stał się wzorem dla wszystkich kolejnych, zamieszki rewolucyjne przez długi czas uniemożliwiały obiektywne sprostowania tego mylnego wyobrażenia o Rasputinie, ponieważ rewolucja nie potrzebowała na użytek codzienny prawdy, w walce politycznej rozstrzygał jedynie rezultat. Pod tym zaś względem nie mogło chyba być nic lepszego nad ten historyczny portret, który we właściwy sposób oświetlił całą zgniliznę dawnego systemu i jego reprezentantów.

Można by wybaczyć, a przynajmniej usprawiedliwić fakt, że rewolucja rosyjska w walce z przestarzałym pod każdym względem, a zatem zgubnym systemem, posługiwała się karykaturowaniem poszczególnych osobistości i sytuacji. Burżuazja natomiast bez wszelkiego powodu uczepiła się w swoim zamiłowaniu do skandalu i sensacji postaci Rasputina, dodając dużo nieodpowiadających prawdzie linii i kresek do tego pospolitego i błahego obrazu „diabła w ludzkim ciele”.

Grzegorz Jefimowicz Rasputin.


Oburzenie mas potrzebowało, bezpośrednio po katastrofie, podniety w postaci okropnych historii o dworze rosyjskim, stworzono więc zupełnie bezkrytycznie ową karykaturę Rasputina i przedstawiono ją tłumom jako jedynie autentyczny jego portret.

By fałszywy obraz nabrał wartości historycznej, dodano również odpowiednio zmyśloną historię życia Rasputina. Z podziwu godną pedanterią zestawiono fałszywe daty, sfałszowane nazwiska i miejscowości, zrobiono to z dokładnością niespotykaną wprost w innych życiorysach, pisanych na podstawie rzeczywistości. Kto studiuje literaturę dotyczącą Rasputina, znajduje mnóstwo niezwykle dokładnych szczegółów, które, choć nieautentyczne, wywołują swoją drobiazgowością wrażenie rzeczywistości. Jedynie chyba baron von Taube, wybitnie krytyczny umysł, wybrał i zestawił odpowiednio relacje o Rasputinie i wydał na ten interesujący temat bardzo cenną pracę.

We wrzawie kłamliwych głosów przebrzmiał prawie bez echa, skromny i cichy głosik Matriony, córki Rasputina, która w małej broszurce podjęła się, raczej bez nadziei, obrony pamięci ojca. Rozumie się, że to, co córka podaje jako prawdę o Rasputinie, jest tylko w połowie prawdą, w miłości i czci dla ojca opuszcza ona wszelkie cienie i opisuje tylko dobrego, wartościowego człowieka. A jednak o ileż bliższy prawdy jest ten, nawet jeśli stronniczo skreślony, portret. Wprawdzie Rasputin nie był tylko skromnym i miłym człowiekiem, ale między innymi posiadał jednak te cechy, a to nie tylko równoważy wiele jego błędów i słabostek, ale i wzbogaca jego indywidualność, przez co staje się prawdziwie ciekawym człowiekiem, budząc zainteresowanie z punktu widzenia ludzkiego, historycznego i psychologicznego.

 

Autor dopiero wtedy zdecydował się napisać tę książkę, kiedy po bezstronnym zbadaniu sprawy przekonał się, że do stworzenia wiernego portretu Rasputina potrzeba czegoś więcej niż opisania banalnego typu szarlatana, czy też świętego mędrca. Rasputin nie był ani absolutnie złym, ani też wyłącznie dobrym, ani po prostu rozpustnikiem, ani też świętym, był człowiekiem pełnym sił życiowych, bogato wyposażonym w wiele zalet i obciążonym mnóstwem słabostek, był człowiekiem tak różnorodnym, pełnym sprzeczności i skomplikowanym, że odpowiednie oddanie jego indywidualności wymaga bardzo dokładnego i starannego wnikania we wszelkie za i przeciw, a tego dotychczas w takich rozmiarach nie zrobiono.

W przeświadczeniu, że sprzeczności i przeciwstawienia w życiu człowieka są jedyną prawdą, wydarł autor broń z rąk wrogów Rasputina, by użyć jej na obronę tej właśnie prawdy, dlatego tytuł pamfletu Iljodora Święty diabeł jest także tytułem tej książki.

Przedstawienie Rasputina i jego otoczenia polega w całości na urzędowych dokumentach, aktach policyjnych, pamiętnikach, listach, zeznaniach świadków i innych uwierzytelnionych źródłach. Nic nie potrafi bardziej barwnie oddać postaci Rasputina w jej pozornej niewiarygodności niż właśnie one. Te autentyczne dokumenty pochodzą przecież z epoki, która, co się tyczy zaburzeń, nie ma chyba sobie równej w historii. A bohaterowie tych dokumentów to także ludzie z obcego świata, z niezwykle ciekawego społecznego środowiska, chodzi tu przecież o społeczeństwo rosyjskie z czasów bezpośrednio poprzedzających katastrofę bolszewickiego przewrotu.

Autor wyraża na tym miejscu podziękowanie wszystkim tym osobom, starego i nowego reżimu jak też rosyjskim urzędom, muzeom i zbiorom rękopisów, obrazów za pozwolenie wglądania w ich archiwa, a szczególnie wdzięczny jest swojemu przyjacielowi, panu Percy’emu Ecksteinowi, który cenną pomocą wielce przyczynił się do ukończenia niniejszej pracy.

1. Maski Rasputina

Wysoki, mniej więcej czterdziestoletni mężczyzna o wyglądzie chłopa przekroczył progi salonu hrabiny Ignatjew. Postawa i szerokie bary świadczą o niezwykłej sile, chłopską koszulę z grubego płótna przytrzymuje zwyczajny pas skórzany, szerokie spodnie tkwią w ciężkich butach o wysokich cholewach: to Grzegorz Jefimowicz Rasputin po raz pierwszy ukazuje się w salonach sędziwej hrabiny. Trzy razy w tygodniu hrabina przyjmowała u siebie gości. Bywały tam damy z towarzystwa petersburskiego, chciwe nowinek, bywali wysocy dostojnicy kościelni, mnisi, politycy, intryganci, hochsztaplerzy i pieczeniarze.

W największym napięciu czekali wszyscy na niego, na nowego świętego, na cudotwórcę z Pokrowskoje. Gdy stąpając ciężkim krokiem, stanął między nimi i kłaniał się na wszystkie strony, jego chłopska brzydka twarz budziła w pełnych oczekiwania gościach lekkie rozczarowanie. Włosy nieczesane, brunatnego koloru, długimi kosmykami z tyłu aż na kark spadały, z przodu, niedbale rozdzielone na środku wielkiej głowy, odsłaniały wysokie czoło, na którym widniała ciemna plama, pozostałość po jakimś urazie. Na twarzy odcinał się szeroki nos, okryty śladami po ospie, a cienkie, blade wargi kryły się pod niedbale utrzymanym wąsem. Opalona skóra była pomarszczona od wiatru i słońca, poorana głębokimi fałdami. Oczy leżały głęboko pod wystającymi brwiami, na prawej powiece odznaczał się szpecący, żółty guzek. Cała twarz zarośnięta była ciemnoblond szczeciniastą brodą, co robiło na obecnych niezbyt sympatyczne wrażenie.

Gdy jednak Rasputin, przystępując do każdego z gości po kolei, ściskał jego dłoń w swoich sękatych rękach i zaglądał mu głęboko w oczy, każdy z nich czuł się lekko zmieszany. Oczy miał niezwykle ruchliwe: małe, jasnoniebieskie, patrzyły spod krzaczastych zrośniętych ze sobą brwi, poruszały się, ciągle czegoś szukały, badały, rozbierały i przenikały wszystko, co leżało w ich zasięgu. Niewątpliwie niepokoiły i wprawiały w zamieszanie. Gdy przez chwilę spoczęły na kimś, stawały się tak przenikliwe, jak gdyby chciały zajrzeć do najtajniejszych głębi duszy, innym znowu razem wyrażały niewysłowioną wyrozumiałość, dobroć i wprost filozoficzne pobłażanie.

Rasputin błogosławi swoje wyznawczynie.


Także szorstki głos, mocny, chłopski często przybierał piękne dźwięczne tony. Gdy rozmawiał, pochylał nieco na bok głowę, jak to zwykle robią księża przy słuchaniu spowiedzi, a wtedy ze słów jego, podobnie jak ze wzroku, spływała na słuchaczy przemożna słodycz. W takich chwilach goście hrabiny Ignatjew odnosili wrażenie, jak gdyby mieli przed sobą pełnego dobroci świątobliwego ojca, któremu mogą bezwarunkowo we wszystkim zawierzyć.

Ale już w następnej chwili zmieniały się oko i brzmienie głosu. Czuło się w tym niesamowitym człowieku płomienne żądze zmysłowe, oko zaczynało się żarzyć, głos stawał się podniecony, gwałtowny i namiętny, a także zwierzający się i przymilny. Wzrok i słowa były wtedy bezwstydne, cyniczne, tchnące nieosłoniętymi wprost dwuznacznikami, a znowu po chwili mógł Rasputin nagle zmieniać pozę i z poetycką swadą w płomiennym natchnieniu poruszać sprawy mistyczne i nabożne.

Gdy przemawiał, jego brzydka twarz niezwykle się ożywiała. Szybko zmieniające się pozy i mimika przypominały dobrego aktora. Przy tej ruchliwości ukazywały się często jego twarde ręce: szorstkie, ale o pięknej formie z długimi kościstymi palcami.

Po niedługim czasie większość kobiet, począwszy od dam z najwyższego towarzystwa, a skończywszy na służących, wieśniaczkach i szwaczkach, zaczęła uważać Rasputina za jakąś wyższą boską istotę. Także mężczyźni wszystkich stanów i zawodów gromadnie garnęli się do cudotwórcy: ministrowie, urzędnicy, maklerzy i szpiedzy, wszyscy go rozpieszczali, podziwiali i uwielbiali.

Z polepszeniem stanowiska społecznego Rasputina następowały zmiany w jego wyglądzie zewnętrznym. Nosił teraz kosztowne rubaszki* w cudownie pięknych kolorach, dystyngowane damy z dworu i z najlepszego towarzystwa szyły je dla niego i ozdabiały kwiecistymi haftami. Miejsce prostego chłopskiego pasa skórzanego zajął jedwabny sznur w malinowym lub niebieskim kolorze, ozdobiony chwastami, spodnie były z angielskiego materiału w paski lub z czarnego welwetu, a buty z najmiększej skóry. W zimie nosił bardzo kosztowne futro, na głowie miał czapkę z bobrów, a na nogach angielskie śniegowce.

Ale chociaż dzięki swoim wielbicielkom wytwornie się teraz ubierał, prosta beztroska chłopska natura nie zmieniła się, był to dalej ten sam wieśniak z rozczochranymi włosami i brodą, brudnymi rękami i mową pełną oryginalnych, soczystych wyrażeń.

Jednak wszystkie cechy charakteru, uchodzące na pierwszych jego występach w petersburskich salonach za szorstkie i prostackie, teraz w oczach zapalonych wielbicielek dodawały mu szczególnego blasku. Każde towarzystwo w nerwowym oczekiwaniu na jego przybycie oddawało się wybujałej ekstazie. Gdy otwierano drzwi i meldowano Rasputina, drżeli wszyscy, jak gdyby zapowiadano jakieś cudowne zdarzenie. Kiedy stawał przed kobietami, aby zwyczajem wędrujących mnichów, uchylając głowy, trzy razy je ucałować, wszystkie drżały, do głębi wstrząśnięte uczuciem religijnym i dawały mu imiona, należne tylko świętym istotom. Były przekonane, że Pan Bóg mówi przez jego usta, że z małych, jasnoniebieskich oczu spogląda na nie Duch Święty, że gdy go dotkną, łaska Boża spływa na ich grzeszne ciało, a jego pocałunki i objęcia robią z nich dziewice Chrystusowe.

Niekiedy w czasie rozmowy nagle się zrywał i zwracając się do kobiet, bez związku z tym, o czym dotychczas mówił, kazał śpiewać smętne melodie na nutę ludową, podobne do pieśni kościelnych hymny, które szczególnie lubił. Następnie posuwał się kilka kroków naprzód, stawał pośrodku między zebranymi i założywszy ręce za sznur jedwabny, zaczynał się kołysać, nagle tupał w parkiet swoimi chłopskimi butami i rozpoczynał taniec. Rozkołysanym krokiem zbliżał się do kobiet i kusząco zapraszał je do tańca, uderzeniami buta nadawał takt, a ostre spojrzenie utkwione w partnerce sprawiało, że zmieszana, w zachwyceniu szła za nim, jak urzeczona. Reszta kobiet i mężczyzn siedziała w nabożnej ciszy i z przejęciem patrzała na tańczącego, jak gdyby była na nabożeństwie.

Niektórzy próbowali stawiać opór urokowi Rasputina, starali się zachować trzeźwość umysłu i całą siłą zwalczali jego przemożny wpływ. Ale nawet ci, którzy potrafili zachować jasny umysł tam, gdzie inni wpadali w zachwyt, choć widzieli zwykłego człowieka o prostackich rysach, z rozczochraną brodą i małymi chytrymi oczkami, nawet ci, częściowo przynajmniej, ulegali jego sugestywnej sile.

Niektórzy tłumaczyli to hipnozą i starali się suchą naukową definicją zniweczyć urok cudotwórcy, ale nie umniejszało to jednak żywego działania tej silnej indywidualności.

„Jakież osobliwe on ma oczy!”, przyznaje jedna kobieta, która dokładała wszelkich starań, by nie poddawać się wpływowi Rasputina. Podaje też, że przy każdym spotkaniu ciągle na nowo dziwiła się sile jego spojrzenia wykluczającego wszelki opór na dłuższą metę. Coś ciężkiego leżało w tym pełnym dobroci, łagodnym i równocześnie chytrym wzroku, urok potężnej woli wywoływał wprost bezwład. Czar ten, chociaż męczył i budził chęć ucieczki, to jednak w jakiś dziwny sposób przyciągał i zmuszał do poddawania mu się.

Pewna młoda dziewczyna, dowiedziawszy się o istnieniu przedziwnego nowego świętego, wyruszyła z prowincji do stolicy dla zbudowania ducha i poznania świętej nauki. Nie znała Rasputina poprzednio i po raz pierwszy ujrzała teraz w jego mieszkaniu. Gdy się zbliżył i przemówił, zrobił na niej wrażenie jednego z tych chłopów kaznodziei, jakich wielu napotykała u siebie na wsi: łagodne spojrzenie mnicha, gładki włos ze skromnym przedziałem pośrodku głowy i prosta czcigodna twarz budziły z początku zaufanie, gdy się jednak zbliżył bardziej, wyczuła natychmiast, że za tym spojrzeniem pełnym dobroci i łagodności tkwi drugi człowiek, tajemniczy i chytry kusiciel.

Usiadł naprzeciwko, głowę bliziutko do niej przysunął i w tej chwili jego oczy, dotychczas jasnoniebieskie, nagle zaczęły ciemnieć. Teraz mierzył w nią ostrym spojrzeniem, które przenikało i trzymało na uwięzi. Siedziała jak przykuta ołowiem, gdy wielka pomarszczona, wykrzywiona żądzami twarz przybliżała się powoli. Czuła, jak gorący oddech pali jej policzki: pałającymi oczyma wodził po jej sparaliżowanym ciele, aż w zmysłowym napięciu przymykała powieki. Cichym namiętnym głosem szeptał przedziwne lubieżne słowa.

Już była gotowa pod wpływem uroku poddać się całkowicie pokusie, gdy tknęło ją niejasno i jakby z daleka wspomnienie rzeczy boskich, dla których przyszła. W miarę jak coraz wyraźniej zarysowywał się w pamięci cel odwiedzin, bezwład opuszczał jej ciało i dusza wymykała się z usidlenia.

Rasputin zauważył wzrastający opór wewnętrzny dziewczyny, rozwarł na pół przymknięte oczy, wstał, pogłaskał ją po włosach i złożył na jej czole beznamiętny, spokojny, ojcowski pocałunek. Jego twarz, przed chwilą jeszcze wykrzywiona żądzą, wygładziła się zupełnie, stając się dobrotliwą twarzą wędrownego kaznodziei. Łaskawym tonem protektora przemawiał do gościa, z ręką podniesioną do czoła, jakby udzielał błogosławieństwa. Stał przed nią w pozie, w jakiej widzimy na starych rosyjskich ikonach Jezusa Chrystusa, spojrzenie było znowu łagodne, przyjazne, prawie uległe, tylko w głębi, na dnie małych oczu, czaiła się ledwo dostrzegalna druga dusza, rozpustna i bezwstydna.

Młoda dziewczyna, boleśnie zawiedziona, wstała, wyjąkała kilka słów pożegnania i opuściła mieszkanie. Ale w sercu pozostało pytanie, czy to człowiek święty, czy rozpustnik.

Inna znów kobieta, dama z wyższego petersburskiego towarzystwa, w rozmowie z ambasadorem Francji wyniośle i szyderczo wspominała o brudnych rękach, czarnych paznokciach i niechlujnej brodzie Rasputina. „Pfuj!”, wołała na to wspomnienie, ale już po chwili musiała przyznać, że nikt nie pozostaje obojętnym na iskrzące się i niesłychanie zmienne spojrzenie, na jego pozę i wymowę, na przejawy mądrości, na tajemniczość usposobienia, na dobroć, gwałtowność, na skłonność do poufałości, na fantazję i polot poetycki, na dwuznaczny charakter tej istoty.

 

Wpływ Rasputina rozciągał się nie tylko na kobiety. Sam ambasador francuski uległ działaniu tego cudotwórcy już przy pierwszym spotkaniu. Wiadomości, jakie konfidenci poselstwa przynosili o Rasputinie, nie były przyjemne. Pan Paléologue uważał Rasputina za szkodliwego szarlatana i darzył go szczególną nienawiścią za jego nieustanne opowiadanie się za pokojem, a więc zdradzenie Francji przez Rosję.

Pewnego razu był poseł z wizytą u znajomej damy, nagle z wielkim stukiem otwarły się drzwi salonu. Wszedł Rasputin, hałaśliwie uściskał panią domu, wdając się z nią w dłuższą rozmowę. Paléologue obserwował go z wielką uwagą zmieszaną z nieufnością, z jaką zwykle odnosi się dyplomata do osobników politycznie niewyraźnych. Skonstatował, że twarz dziwnego mnicha jest wulgarna, ale w oczach, niebieskich jak lniane kwiaty, kryje się niezwykła siła. W tej chwili poseł poczuł się oczarowany i musiał przyznać, że oczy Rasputina były jednocześnie przenikliwe i dziecinnie chytre, patrzące prosto przed siebie i w dal, gdy prowadził ożywioną rozmowę, wydawało się, że źrenice jego były naładowane magnetyzmem.

Pan Gilliard, francuski wychowawca carewicza, spotkał się tylko raz z wzgardzonym szarlatanem i znienawidzonym przeciwnikiem wojny, Rasputinem, w przedpokoju apartamentów cara. Rasputin wychodził właśnie z pałacu. Dziwne, nieprzyjemne uczucie owładnęło nauczycielem. Gdy spojrzenia ich skrzyżowały się, odniósł wrażenie, że ma przed sobą potężną i niebezpieczną osobę. Głęboko zaniepokojony tym spojrzeniem pośpiesznie wyszedł z pokoju.

Nawet taki książę Jusupow, już od samego początku nienawidzący Rasputina, z góry do niego uprzedzony, przekonany, że życie cudotwórcy jest nieszczęściem dla Rosji, nawet on, który z nienawiści do Rasputina z rozmysłem i na zimno powziętym planem zabójstwa wkradł się w jego łaski, nie mógł oprzeć się urokowi, jaki wywierał Grzegorz Jefimowicz.

Po raz pierwszy spotkali się, przyszły morderca i jego ofiara, w domu zapalonych zwolenniczek Rasputina, starej pani Gołowin i jej córki. Gdy kobiety z wstrzymanym oddechem i pałającymi oczami połykały słowa Rasputina, Jusupow spokojnie i uważnie obserwował siedzącego blisko niego mnicha. Widział i słyszał go po raz pierwszy, ale już znajdował potwierdzenie tego wszystkiego, co o nim słyszał złego i wstrętnego. Rozpieszczany przez kobiety chłop budził wstręt, działał nań niezwykle odpychająco: grube rysy, najmniejszego śladu subtelności, uśmiech, z jakim się zwracał do słuchaczek, był jakiś niezdrowy, zmysłowy i okrutny. Z twarzy przypominał chytrego, lubieżnego satyra, w ogóle wzbudzał podejrzenie i nieufność. Jak długo żyje, opowiadał książę Jusupow, nie widział nic bardziej odpychającego, jak te małe, prawie bezbarwne oczy umieszczone blisko siebie w głębokich oczodołach, czasami znikały w tych oczodołach i trudno było rozpoznać, czy są otwarte, czy też przymknięte, tylko niesamowite i przykre uczucie mówiło księciu, że Rasputin uważnie go obserwuje. Równocześnie jednak narzucało się młodemu, wyniosłemu arystokracie przekonanie, że na tej nienawistnej, prostackiej twarzy jest coś niezwykłego, że w przenikliwym spojrzeniu tych ohydnych oczu kryje się przemożna, tajemnicza, nienaturalna siła.

Trochę później miał Jusupow poznać całą władczą siłę tego spojrzenia. W celu pozyskania zaufania swego wroga odwiedził go pod pozorem zasięgnięcia porady lekarskiej. Przejęty ciekawością młody książę poddał się w zupełności zarządzeniom Rasputina, wszedł za nim do sypialnego pokoju i położył się na kanapie. Podczas gdy mnich usiłował uśpić go wzrokiem i przeciąganiem palców po ciele, Jusupow, zachowując trzeźwość umysłu i zdolność obserwacji, upewnił się, że cała metoda leczenia tego cudotwórcy była tylko hipnozą najgorszego gatunku.

Rasputin patrzył mu prosto w oczy, przesuwał palcami po piersiach, szyi i głowie, następnie ukląkł przed nim i odmawiał modlitwy, przy czym ręce położył lekko na czole księcia. Przez pewien czas trwał w tej pozycji, wreszcie zerwał się i kontynuował swoje pociągnięcia hipnotyczne. Jusupow całą siłą woli opierał się wpływowi tych zabiegów, wkrótce jednak poczuł przedziwne ciepło, rozchodzące się po ciele i obejmujący go całkowity bezwład. Stracił władzę w języku, daremnie usiłował przemówić lub podnieść się, bezwładnie leżał, jakby był z ołowiu.

Tuż przed sobą widział oczy Rasputina, wielkie, o potężnej mocy. Bił od nich fosforyzujący blask i strzelające z nich dwa cienkie, ostre promienie spłynęły w jeden, tworząc ognisty krąg, który to zbliżał się, to oddalał. Powieki Jusupowa stawały się ciężkie i powoli opadały, czuł zbliżającą się chwilę, kiedy zupełnie ulegnie woli ohydnego szalbierza i zaśnie. Ostatnim wysiłkiem dźwignął się i walcząc jak desperat, przełamał krąg czaru. Gdy wychodził z mieszkania Rasputina, dojrzał w nim zamiar zniszczenia tego człowieka w możliwie jak najkrótszym czasie.

Kilka miesięcy później siedzi Jusupow w podziemnym, dopiero co urządzonym, pomieszczeniu swojego pałacu, o całe piętro pod ziemią, za zastawionym stołem, mając naprzeciwko swoją ofiarę – Rasputina. Śpiewa na jego żądanie cygańskie pieśni, zachęca do picia, nalewa zatrutego wina. Z zapartym tchem obserwuje mimikę Rasputina, czekając chwili, gdy wróg zwali się na ziemię bez życia. Grzegorz Jefimowicz wypija jeden kielich zatrutego wina za drugim i nie rusza się z miejsca, pochyloną głowę oparł na dłoniach i patrzy przed siebie zamglonym okiem pełnym niezgłębionego smutku.

Nagle twarz mu się zmienia, pojawia się piekielna nienawiść, jakby wiedział, w jakim celu go tu sprowadzono i co go czeka. Następnie wstaje, a oczy wyrażają łagodne wyrozumienie i spokojne poddanie się. W tej chwili Jusupow wyciąga broń i strzela.

Morderca dotyka leżącego bez ruchu, ciepłego jeszcze ciała, bierze za puls i uspokojony chce właśnie odejść, gdy ze strachem spostrzega, że Rasputin zaczyna lekko mrugać oczami. Dzikie konwulsje przebiegają całą twarz, otwierają się oczy, naprzód lewe, później prawe i patrzą na mordercę, jak zielone oczy węża, z wyrazem straszliwej nienawiści.

Klasztor Wierchoturje.



Jeszcze raz działa urok tego spojrzenia: sparaliżowany Jusupow stoi przejęty niewymowną zgrozą, nie potrafi wołać pomocy ani uciec.

Nagle śmiertelnie trafiony Rasputin prostuje się i wśród dzikich okrzyków zrywa się z ziemi. Jego kurczowo skrzywione palce latają w powietrzu, żelaznym chwytem wczepiają się w barki Jusupowa i usiłują dostać do gardła, chrapliwym głosem szepce raz po raz imię zdrajcy, piana wychodzi mu na usta, oczy patrzą straszliwym zezem.

Po kilku minutach ucieka zeń życie. Trupa wynoszą do klatki schodowej i układają na ziemi, na lewej skroni widnieje wielka otwarta rana, twarz okaleczona cała we krwi, a w oczach osłupienie śmierci.

Jusupow stoi jeszcze przez dłuższą chwilę bez ruchu nad trupem, ogarnia go dzika wściekłość i drżąc z szalonego podniecenia, rzuca się na leżące przed nim ciało Rasputina, i jak furiat okłada go swą żelazną laską.