Rozważni i romantyczni

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ 2

Przez kilka chwil zdumiona India nie była w stanie wykrztusić słowa, lecz wkrótce odzyskała zdolność mówienia, a na jej twarzy pojawił się uśmiech.

– Wujku, domyślam się, że chcesz nas ukarać za opryskliwość wobec lorda Ishama. Cóż to za los dla młodej panny! Okropna perspektywa, nawet gdybyś żartował. – Z pogodną miną spojrzała na wuja, lecz nie dostrzegała na jego twarzy oznak rozbawienia. Obserwowała go z niedowierzaniem. – Chyba nie mówisz poważnie! Jeśli lord Isham zamierzał dowieść, że ma poczucie humoru, to nie jest ono najwyższej próby. Czy nie dość zaszkodził naszej rodzinie? Na dodatek musi z nas drwić? Miałam nadzieję, że pokażesz mu drzwi.

– Tego nie zrobiłem, a propozycja nie była żartem. Zdumiewasz mnie, drogie dziecko, chociaż gotów jestem tłumaczyć twoje słowa zaskoczeniem. Wobec lorda Ishama zachowałaś się w sposób pozostawiający wiele do życzenia. Nie spodziewałem się, że ze strony mojej rodziny spotka go taki afront.

– Afront?! – krzyknęła zacietrzewiona India. – Ten człowiek jest naszym wrogiem. Twoim zdaniem mamy się do niego przymilać?

– Zapominasz się, Indio. Czy mam po raz wtóry przypomnieć ci, że Isham nie zmusił twego ojca, by siadł z nim do gry? Rozczarowałaś mnie. Tu potrzeba zdrowego rozsądku, a nie dąsów – przemawiał surowo, lecz India była zbyt poruszona, by zwracać uwagę na niezadowolenie wuja.

– Chyba nie wierzysz, że mówił serio. Nie słyszałam dotąd o podobnych oświadczynach. Chcesz powiedzieć, że Ishamowi jest wszystko jedno? Obie się nadajemy? Ależ to obraźliwe! Daruj, lecz jego intencje wydają się podejrzane.

– Indio, nie jesteś dzieckiem. Oświadczyny istotnie były niezwykłe, ale rzecz w tym, że potrzebny mu spadkobierca. W razie nagłego zgonu tytuł przechodzi na przyrodniego brata, Henry'ego Saltona, który nie ma zadatków… – urwał, nie kończąc zdania.

India usiłowała odzyskać panowanie nad sobą.

– A zatem Isham pragnie mieć spadkobiercę. To mogę przyjąć do wiadomości, ale czemu stara się o Letty lub o mnie? Wszystkie londyńskie matrony zajmujące się swataniem par od lat na niego polują. Mógłby przebierać w kandydatkach.

– Przykro mi, że przypisujesz mu wyłącznie złe intencje. Nie przyszło ci do głowy, że i on ma sumienie? Doskonale zdaje sobie sprawę, jak wygląda teraz wasze życie.

– Mam rozumieć, że jego oświadczyny to swoista dobroczynność? Chce w ten sposób zagłuszyć poczucie winy? Uważa nas za godne politowania nędzarki? Co do mnie, nie skorzystam z jego oferty. Niech gdzie indziej szuka chętnej.

– Głupstwa gadasz i przemawia przez ciebie wyłącznie duma. A co z twoją mamą i Letty?

India spojrzała na siostrę, która miała łzy w oczach.

– Wuj ma rację – szepnęła Letty. – Intencje jego lordowskiej mości są chwalebne i nie powinnyśmy się na niego obrażać.

– Owszem, moja droga. – Sir James z zadowoleniem popatrzył na młodszą z sióstr. – Wysłuchajcie mnie, nim przepuścicie taką okazję. Isham będzie hojny, jego żonie przypadnie Grange. Wasza matka będzie mogła tam wrócić. Dostanie stosowne apanaże, by żyć na odpowiedniej stopie. Odzyskacie posagi, które zostaną znacznie powiększone, a przyszła lady Isham otrzyma też inne dobra.

– Ten człowiek próbuje nas kupić! – zawołała oburzona India. – Mama nigdy się na to nie zgodzi.

– Opanuj się, Indio, i łaskawie spuść nieco z tonu. Oczywiście rozmówię się z waszą matką, gdy tylko wydobrzeje, a tymczasem byłbym zobowiązany, gdybyś darowała sobie takie uwagi. Jak słusznie podkreśliła Letty, błędem jest krytykować człowieka, który próbuje naprawić niezawinione przez siebie krzywdy.

– Zbyt pochopnie go oceniłam – przyznała India, pochylając głowę – ale jego oświadczyny wydają się całkiem bezsensowne. Można wręcz uznać, że zadowoliłby się pierwszą lepszą.

– Wcale tak nie jest, zresztą sama o tym wspomniałaś. Isham ma jakieś trzydzieści pięć lat. W ciągu ostatnich piętnastu mógł do woli przebierać w kandydatkach na żonę.

India z całego serca żałowała, że jej dotychczas nie znalazł, ale milczała, nie chcąc drażnić wuja.

– W takim razie co teraz?

– Isham zatrzymał się w Grange. Wróci jutro po odpowiedź.

– Tak szybko? – zapytała Letty słabym głosem. – Nie da nam więcej czasu do namysłu?

– Nie. Moje drogie, teraz muszę was opuścić, ale wieczorem zobaczymy się ponownie. Do tego czasu wasza mama zapewne poczuje się lepiej, więc omówimy szczegółowo tę sprawę.

Pomysł odwiedzenia Hester całkiem wywietrzał Indii z głowy. Z roztargnieniem pożegnała wuja i długo milczała. Dopiero głos wystraszonej Letty przywołał ją do rzeczywistości.

– Indio, co zrobimy?

– Nic, kochanie. Nie mamy powodu do obaw. Mama oburzy się podobnie jak my. Nie weźmie pod uwagę tej propozycji.

India się pomyliła. Gdy wieczorem przyszła do pokoju matki, zastała tam sir Jamesa. Pani Rushford od miesięcy nie była równie ożywiona. Przywitała córki promiennym uśmiechem.

– I cóż, moje drogie? To prawdziwy uśmiech losu, prawda? Tego zawsze dla was pragnęłam. Cóż za wspaniałe parantele! Nawet w Londynie nie mierzyłam tak wysoko. – Wyciągnęła ręce do dziewcząt. – A więc która z was? Pewnie naradziłyście się, kiedy spałam.

– Tylko o tym rozmawiałyśmy. – India spoglądała na nią ze zdumieniem. – Mamo, chyba nie traktujesz poważnie tego pomysłu. To czysty idiotyzm. O Ishamie wiemy tylko, że doprowadził naszą rodzinę do ruiny. – Zaniepokojona obserwowała twarz matki, z której zniknął uśmiech.

– Nie on ponosi winę – usłyszała stanowczą odpowiedź. – To sprawka waszego ojca. Och, wiem, że patrzyłaś w niego jak w obraz. – Roześmiała się z goryczą. – Twoim zdaniem zawsze postępował właściwie, ale teraz wiesz, że było inaczej. Mówisz, że propozycja Ishama to idiotyzm? Raczej wasz ojciec zachował się idiotycznie. Czy nadal będziesz przedkładać swoją opinię ponad naszą? – India się nie odezwała, więc pani Rushford dodała jeszcze: – Masz ogromne aspiracje, moja panno, skoro lord Isham nie jest dla ciebie dość dobry, chociaż nie wydaje mi się, żebyś mogła przebierać w ofertach.

India przygryzła wargę i odwróciła głowę, słysząc cierpkie słowa.

– Droga Isabel, nie unośmy się – wtrącił sir James pojednawczym tonem. – Twoje córki słabo znają życie, więc ta propozycja była dla nich zaskoczeniem. Zanim podejmą decyzję, powinny dowiedzieć się czegoś więcej o pochodzeniu jego lordowskiej mości.

Letty uśmiechnęła się do wuja. Przerażała ją perspektywa małżeństwa z Ishamem, ale lękała się również dalszych napaści na siostrę.

– Wuju, opowiedz nam o nim. Tak niewiele wiemy – powiedziała.

Isabel Rushford nie dopuściła sir Jamesa do słowa.

– Dobrze, głuptasy. Lord Isham ma znakomite koneksje. Jego ród należy do najstarszych w tym kraju. Same wiecie, jak ogromny posiada majątek.

– Owszem, ale słyszałyśmy także o jego utrzymance z baletu! – wtrąciła buntowniczo India.

– Co za nietakt! W obecności wuja! – krzyknęła ze zgrozą jej matka.

– Wuj zdaje sobie sprawę, że nie jestem dzieckiem. Dziś rano dał mi to do zrozumienia.

– Zapewne, lecz nie wypada, żeby panna na wydaniu poruszała takie tematy. Muszę przyznać, że dla mnie to prawdziwy wstrząs.

– A oferta Ishama nie, mamo? – śmiało zapytała India.

Była w niełasce, ale walczyła o ocalenie siebie albo Letty. Dobrze znała matkę, która z uporem typowym dla istot słabych i bezsilnych za wszelką cenę chciała postawić na swoim, co zwykle oznaczało, że wkrótce nastąpi atak histerii. Letty także dostrzegła niebezpieczeństwo, lecz nim zdążyła się odezwać, matka perorowała dalej.

– To nie oferta, tylko oświadczyny. Zapewniam cię, że różnica jest ogromna. Dziwię się, że trzeba ci tłumaczyć te rzeczy, skoro taka z ciebie mądrala.

– Mamo, znasz lorda Ishama? – spytała nieśmiało Letty.

Isabel popatrzyła na młodszą córkę i nadzieja znów jej zaświtała.

– Ależ tak, kochanie – odparła spokojniej. – Raz z nim rozmawiałam. Był wyjątkowo uprzejmy.

Pewnie miał dobry humor, bo udało mu się wyzuć z majątku kolejnego nieszczęśnika, pomyślała India.

– Zastanawiam się – ciągnęła Letty z miną niewiniątka – czemu mimo niewątpliwych atutów jeszcze się nie ożenił.

– Wątpię, moja droga, by miał czas o tym myśleć. – Sir James z uznaniem popatrzył na Letty. – Długo służył pod rozkazami Wellingtona i przebywał za granicą.

– Po tym, jak Barbara… – Isabel spojrzała na sir Jamesa, który nieznacznie pokręcił głową, więc przerwała w pół zdania.

– Isham został ranny pod Talaverą – dodał pospiesznie wuj. – Obrażenia były tak poważne, że musiał wrócić do Anglii.

– Z pewnością cechuje go odwaga – przyznała Letty, a jej matka się rozpromieniła.

– To prawda, moje drogie dziecko. Mam rozumieć, że przyjmiesz jego oświadczyny?

Letty osłupiała. Przecież wcale tego nie powiedziała. Łzy napłynęły jej do oczu.

– Och, nie! – zawołała. – Nie mogę. Skoro Oliver jest dla mnie stracony, nigdy nie wyjdę za mąż.

Te słowa nieuchronnie spowodowały atak histerii. Isabel Rushford rzuciła się na poduszki, zerwała czepek i poddała się czarnej rozpaczy. Wygłosiła przerywaną urywanym szlochem tyradę o typowej dla dzisiejszych czasów niewdzięczności córek, które pragną widzieć matkę wyrzuconą na bruk i umierającą z głodu. India znała na pamięć te zarzuty, lecz nadal brała je sobie do serca. Teraz jednak widząc łzy w oczach Letty i wielkie zakłopotanie wuja, starała się przede wszystkim załagodzić sytuację.

– Czy możemy rozmawiać spokojnie? – zapytała niskim, dźwięcznym głosem wybijającym się ponad histeryczną perorę. – Może niepotrzebnie zgłaszam tyle wątpliwości, lecz skoro je przedstawiłam, niech wuj powie, co na ten temat sądzi.

 

Zapadła cisza. Pani Rushford przestała szlochać i jednym okiem zerknęła podejrzliwie zza mokrej chusteczki.

– Rzecz wygląda dokładnie tak, jak ci tłumaczyłem, Indio. – Sir James z wyraźną ulgą usiadł znów w fotelu. Nie lubił kobiecych fochów. W innej sytuacji pewnie by umknął, nie chcąc być świadkiem kłopotliwej sceny, ale sprawa była niezwykłej wagi, a w takich razach tchórzostwo nie popłaca. – Isham z pewnością będzie hojny – ciągnął. – Nie poskąpi grosza. Już teraz zarządził w Grange poważny remont. Mam nadzieję, że podejmiecie decyzję po głębokim namyśle. To małżeństwo niewątpliwie odmieni życie całej waszej trójki.

– Nie odrzucicie tych oświadczyn, prawda?! – wykrzyknęła pani Rushford. – Może uda się skłonić Ishama, żeby pomógł Gilesowi. – Spojrzała znacząco na Indię, świadoma jej serdecznego przywiązania do brata. – Pamiętajcie, że w grę wchodzi szczęście wielu ludzi. Nie wolno myśleć tylko o sobie, to wyjątkowe samolubstwo.

India milczała. Doskonale wiedziała, jak rozumieć stwierdzenie matki. Moralny szantaż był jej ulubioną bronią.

– Isham wygląda ponuro: brunet, smagła cera – jęknęła zrozpaczona Letty, śmielsza niż zwykle. – Boję się go! Mamo, nie każ mi za niego wychodzić.

India położyła dłoń na jej ramieniu i w milczeniu ścisnęła je mocno.

– Twoim zdaniem jest szpetny? – żachnęła się Isabel. – Pozwól sobie… przypomnieć, moja panno, że poślubiłam najprzystojniejszego kawalera w Londynie. I co nam z tego przyszło?

– Zgadzam się, że uroda to nie wszystko – powiedziała cicho India. – Wspomniałeś chyba, wuju, że Isham wróci tu jutro.

– Po południu, zapewne o czwartej. Tak przynajmniej zapowiedział.

– W takim razie czy mogłabym rano spotkać się z Hester? Wieki jej nie widziałam.

Sir James wahał się przez moment, szukając pretekstu do odmowy. Jego starsza córka, zdecydowana przeciwniczka małżeństwa, z pewnością będzie odradzać kuzynkom ten związek. Pani Rushford także dostrzegła niebezpieczeństwo.

– Zapomniałaś, kochanie, że jutro ma nas odwiedzić sir William? – zapytała słodkim głosem. – Z pewnością poczuje się urażony, jeśli cię nie zastanie.

Obie panny Rushford dopiero teraz usłyszały o planowanej wizycie, a India natychmiast pojęła, w czym rzecz. Chodziło o to, żeby za wszelką cenę udaremnić rozmowę ze szczerą i odważną Hester. Zwróciła się do sir Jamesa:

– Jesteś pewny, wuju, że nic nam nie zostało? Straciłyśmy wszystko do ostatniej gwinei?

– Niestety, moja droga. Bardzo mi przykro z tego powodu, ale nic już nie można poradzić.

Z pewnych powodów ostatnie pytanie Indii zaniepokoiło go znacznie bardziej niż wszystkie poprzednie. Rzucił jej badawcze spojrzenie. Ta dziewczyna miała swój rozum. Oby tylko nigdy się nie dowiedziała, jak trudno mu było spłacić częściowo długi jej ojca przy zachowaniu finansowej równowagi. Musiał odłożyć remont dachu, ale honor rodziny był dla niego ważniejszy. India powstrzymała się od dalszych pytań i powiedziała do matki:

– Czy pozwolisz, żebym jutro porozmawiała z lordem Ishamem w cztery oczy? Będziesz zbyt słaba, żeby go przyjąć. Nie ma również powodu, aby wuj ponownie się do nas fatygował.

– Bzdura. – Isabel Rushford bardzo się zaniepokoiła. – Wykluczone. To nie wypada. Poza tym czuję się znacznie lepiej.

– Przyszło mi do głowy, że gdybym go lepiej poznała…

– Masz skłonność do przesadnej otwartości. – Spojrzała podejrzliwie na córkę. – Uwagi podobne do wypowiedzianych tu dzisiaj szybko go zniechęcą.

– Obiecuję, że go nie odstraszę. – India próbowała zyskać na czasie.

– Moja kochana córeczka! – rozpromieniła się Isabel. – Zawsze miałaś sporo zdrowego rozsądku, a poza tym nikogo nie darzysz uczuciem. – Zwróciła się do sir Jamesa. – Szkoda, że w czasie londyńskiego sezonu nikt się Indii nie oświadczył.

– To oznacza, że kawalerom brak gustu – odparł z galanterią. – Na mnie już pora, ale proszę, drogie dziewczęta, żebyście się dobrze namyśliły. On stanowi dobrą partię.

Letty nie mogła się doczekać, kiedy zostanie sama z Indią. Gdy wyszły z sypialni rozmarzonej i uradowanej matki, chwyciła dłoń siostry i pociągnęła ją za sobą do pokoju Indii.

– Co robić? Mama jest całym sercem za tym małżeństwem.

– Nie mam pomysłu – wyznała India. – Letty, czy widziałaś, jaką minę zrobił wujek, kiedy spytałam go o pieniądze?

– Kochanie, chyba nie wierzysz, że mógłby ukryć dochody, które nam się należą.

– Ależ skąd! Obawiam się, że nasz majątek wręcz nie wystarczył na pokrycie długów. Moim zdaniem wuj spłacił resztę.

– Och, nie! To byłoby okropne! A co do ślubu z Ishamem… Indio, nie mogę pozwolić, aby to brzemię spadło na ciebie. Dlaczego zgodziłaś się z nim spotkać? Przecież go nie znosisz, więc… Chyba nie zamierzasz przyjąć oświadczyn?

– Musiałam coś powiedzieć. Mama coraz bardziej się denerwowała, a wuj nienawidzi takich scen. – India westchnęła. – Liczę na cud, ale chciałabym również zyskać na czasie. Szkoda, że nie ma tu Gilesa. Może znalazłby wyjście z sytuacji, poza tym mama liczy się z jego zdaniem.

– A cóż by zdołał uczynić? Wszyscy jesteśmy nędzarzami. Utrata majątku była dla niego ciosem. Marzył, że będzie nim zarządzać.

– Wiem – odparła z roztargnieniem India. – Kochanie, nie będziesz na mnie zła, jeśli się położę? Jeszcze wcześnie, ale głowa mi pęka.

Letty bardzo współczuła Indii, więc bez zbędnych ceregieli dała jej spokój, bo domyślała się, że siostra chce zostać sama.

– Na pewno coś wymyślisz. Zawsze tak jest – dodała ufnie, pocałowała ją w czoło i wyszła z pokoju.

W umyśle Indii panował kompletny zamęt. Była świadoma, że Letty daremnie pokłada w niej nadzieję. Z tej sytuacji nie było innego wyjścia prócz zgody na niechciane małżeństwo. Kochany wuj nie może nadal łożyć na ich utrzymanie.

Liczyła jedynie na to, że nie spodoba się Ishamowi, ale i takie rozwiązanie budziło w niej opory, bo wówczas Letty musiałaby go poślubić. Tak być nie może. Łagodna dziewczyna nie pasowała do tego gbura, który zmieniłby jej życie w pasmo udręk.

India zastanawiała się, czy po ewentualnym ślubie potrafiłaby odpłacić Ishamowi za finansową ruinę, do której ich doprowadził. Myśl o zemście była kusząca. Należało jednak wziąć pod uwagę także inne czynniki. Jako lady Isham byłaby osobą wpływową ze względu na prestiż starego rodu, arystokratyczny tytuł i wielki majątek. Mogłaby pomóc Gilesowi, matka do końca życia opływałaby w dostatki, a Letty po odzyskaniu posagu mogłaby wyjść za ukochanego. Wiele przemawiało za poślubieniem jego lordowskiej mości, z drugiej strony jednak wewnętrzny głos podpowiadał Indii, żeby tego nie robiła. Trudno jej było zapomnieć o ciemnych stronach owego małżeństwa. Mężczyźni pokroju Ishama budzili w niej odrazę. Przecież to gracz i nikczemnik mający w pogardzie kobiety. Czy takie było jej przeznaczenie? Czy to ostateczny kres marzeń o szczęściu? Długo leżała bezsennie, wpatrzona w ciemność, ale o świcie podjęła decyzję.

Gdy następnego dnia przejrzała się w lustrze, tylko cienie pod lśniącymi piwnymi oczami zdradzały, że ma za sobą nieprzespaną noc. Cera jak zwykle była jasna i gładka. India wzdychała, szczotkując gęste kasztanowe włosy. Dałaby wiele, żeby skorzystać teraz z usług modnego londyńskiego fryzjera, który potrafił tak ułożyć niesforną czuprynę, żeby podkreślić wysokie kości policzkowe i ładnie zarysowany profil. Starała się naśladować mistrza, lecz efekt pozostawiał wiele do życzenia.

Po namyśle uznała, że Ishamowi jest wszystko jedno. Nie potrzebuje ukochanej, tylko kobiety, która nie skompromituje go w towarzystwie i urodzi mu spadkobiercę. India nie pasowała do obowiązującego wzoru urody, lecz wystarczył rzut oka, by rozpoznać w niej damę z dobrym rodowodem. Skrzywiła się, ponieważ określenie przywodziło na myśl rasową klacz, a jego konsekwencje przyprawiały ją o mdłości. Wzdrygnęła się. Czy pozwoli się dotknąć Ishamowi? Wszystkie jej zmysły burzyły się przeciwko temu. Przełykając łzy, pospieszyła do salonu.

Zastała tam pastora pogrążonego w rozmowie z matką. Wielebny William Perceval, młodszy brat sir Jamesa, od lat osiadły w parafii, był uroczym człowiekiem i ulubieńcem sióstr Rushford. India ucałowała go serdecznie i wypytała o zdrowie rodziny.

– Wasza ciocia Elizabeth ma się dobrze, ale narzeka na zimowy chłód i wilgoć. Dziewczęta, rzecz jasna, nie zwracają uwagi na takie błahostki. To przywilej młodości – odparł pogodnie. India uśmiechnęła się na myśl o ciotce, która otwarcie dawała do zrozumienia, że nienawidzi zim spędzanych na plebanii nękanej przeciągami, lecz niewygody znosiła mężnie, jak przystało chrześcijance. – Wasza mama wspomniała o oświadczynach lorda Ishama – ciągnął pastor, spoglądając z czułością na młodą kuzynkę. – Zdziwiło mnie trochę jej poranne zaproszenie…

India unikała wzroku matki. Słusznie uważała, że opowiastka o wizycie sir Williama została wyssana z palca, żeby uniemożliwić jej odwiedzenie Hester.

– Zawsze miło cię zobaczyć – odparła szczerze.

– A co z oświadczynami? Jak się na nie zapatrujesz?

– Były prawdziwym zaskoczeniem. – India nie zamierzała dodawać nic więcej, ale wuj był zaciekawiony.

Rzadko poświęcał czas pani Rushford, którą uważał za histeryczkę i hipochondryczkę. Doskonale wiedział, jakich sposobów się ima, żeby postawić na swoim. Wielokrotnie zdarzało mu się dziękować Bogu, że brat z dwu sióstr wybrał rozsądniejszą i wziął ją za żonę.

A dziewczęta? Biedna Letty sprawiała wrażenie zatroskanej, a India była wprawdzie opanowana, lecz ukrywała ogromne zdenerwowanie. Pastor niewiele mógł dla nich zrobić bez jawnego ingerowania w życie rodziny. Na razie zadowolił się uwagą, że partia jest znakomita, a niespodziewane oświadczyny warto rozważyć.

– Drogi pastorze, od wuja moich córek spodziewałam się większej troski o ich przyszłość. Nad czym się tu zastanawiać? Podobna okazja więcej się nie powtórzy.

– Czy moje kuzynki również są tego zdania? – spytał pogodnie, świadomy napięcia panującego w salonie.

Zapadło milczenie, które było wystarczająco wymowne. Pani Rushford rzuciła pastorowi mordercze spojrzenie, a potem dodała, próbując załagodzić sytuację:

– Cóż młode panienki wiedzą o takich sprawach? Dorośli muszą nimi pokierować.

– Rozumiem – odparł zgodnie z prawdą. Doskonale zdawał sobie sprawę, w czym rzecz.

Dziewczęta nie zaznają spokoju, aż jedna z nich przyjmie oświadczyny lorda Ishama. Pastor uznał, że w ostateczności odmówi udzielenia ślubu z bogatym konkurentem, jeśli panna młoda zostanie zmuszona do zamążpójścia. Pani Rushford po jego minie poznała, na co się zanosi, i natychmiast zmieniła temat.

– Są jakieś wieści na temat markizy? – zapytała. – Jaka to dziwna sprawa.

– W istocie. Krążą rozmaite plotki, lecz trudno znaleźć w nich ziarno prawdy. Tyle miesięcy minęło, odkąd widziano ją po raz ostatni, że możemy się tylko modlić, by nie spotkała biedaczki jakaś zła przygoda.

– Mówi się, że Sywell ją zamordował – oznajmiła zaaferowana pani Rushford.

– Pogłoski nie znajdujące potwierdzenia w faktach, Isabel. Markiz jest gwałtownikiem skłonnym do używania przemocy, ale moim zdaniem wobec żony nigdy by się na to nie zdobył. Był jej bardzo oddany.

– Ale gdzie ona się podziała?

– Chyba nikt nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. Zamierzałem porozmawiać z markizem, ale nie jestem w opactwie mile widziany. Jak ci wiadomo, od początku sprzeciwiałem się temu małżeństwu. Gdy maj łączy się z grudniem, prognozy nie są optymistyczne, a przecież Louise Hanslope była niemal dzieckiem, gdy odważyła się poślubić mężczyznę trzy razy od niej starszego. Przeczuwałem, że to się źle skończy.

– Twoim zdaniem jest istotne, żeby przyszli małżonkowie do siebie pasowali? – zapytała cicho India.

– W rzeczy samej. – Pastor uśmiechnął się. – Nawet jeśli wszystko dobrze się układa, stan małżeński trudno nazwać sielanką. Gdy rodzi się uczucie, większość ludzi w ogóle nie myśli o takich sprawach, ale nie ulega wątpliwości, że wspólne życie wymaga opanowania, tolerancji oraz gotowości do poświęceń. Te zalety to rzadkość wśród bliźnich. Najlepiej, gdy małżonkowie są zarazem przyjaciółmi.

– Brzmi pięknie, lecz mało realnie – zauważyła India.

– Ale tak bywa, moja droga, a wówczas naprawdę żyjemy pełnią życia. Nie zamierzam teraz wygłaszać kazania, będzie na nie czas w niedzielę, ale jeśli zechcesz się ze mną zobaczyć, przyjdź koniecznie.

Ledwie drzwi się za nim zamknęły, Isabel dała wyraz niezadowoleniu.

 

– Zastanawiam się, skąd wujowi przyszło do głowy, że chciałybyście z nim porozmawiać. Mama najlepiej wam doradzi.

– Moim zdaniem wspomniał o tym z czystej życzliwości – odparła Letty, ale matka zbyła ją pogardliwym prychnięciem. Nie była szczególnie religijna, lecz regularnie uczestniczyła w nabożeństwach, żeby z upodobaniem grać rolę zbolałej wdowy i słuchać plotek. Ostrym tonem zwróciła się do Indii: – Mam nadzieję, że przed wizytą lorda Ishama zmienisz suknię. Ta krepa wygląda paskudnie.

– Włożyłam najcieplejsze ubranie, mamo – wyjaśniła India. – Pogoda jest okropna, a dom zimny. Chcesz, żebym zmarzła, starając się przypodobać lordowi Ishamowi?

– Dlaczego stale mi się sprzeciwiasz? Wiem, że czarna jedwabna ze wstawkami była przerabiana i farbowana, ale bardziej ci w niej do twarzy.

Pani Rushford szczerze cieszyła się z oświadczyn Ishama, a jednak pełna niepokoju czekała na jego wizytę. Wolałaby, żeby wybrał Letty, choć życzył sobie, by panny same podjęły decyzję. Za wszelką cenę należało udaremnić Indii rozmowę w cztery oczy z jego lordowską mością. Córka przyrzekła wprawdzie, że go nie zniechęci, ale czy będzie w stanie dotrzymać obietnicy? Isabel Rushford zdawała sobie sprawę, że pora użyć najmocniejszego argumentu.

– Pomyśl o bracie – zachęciła. – Z pewnością dzięki Ishamowi znajdzie dobrą posadę. Jego lordowska mość ma zapewne w swoich dobrach kilka dochodowych parafii.

– O, nie! Giles miałby zostać pastorem? – Letty nie zdołała powstrzymać śmiechu. – Co za pomysł, mamo!

– Nie mów bzdur, głupia dziewczyno! Niech sam decyduje.

– Z pewnością tak będzie. – India rzuciła siostrze porozumiewawcze spojrzenie.

Pani Rushford zmieniła się nie do poznania. Wczoraj słaba i chora, dziś czuła się matką przyszłej lady Isham i nabrała przekonania, że wpływowi powinowaci będą się liczyć z jej zdaniem.

– Nie wydaje mi się, żeby Isham chętnie słuchał cudzych rad – zauważyła India.

– Zapewne tak jest obecnie, lecz sytuacja jego żony będzie wyjątkowa. Całkiem inna! Zapamiętaj sobie moje słowa!

Ta uwaga wcale nie była dla Indii pociechą. W miarę jak nadchodziła godzina feralnego spotkania, ucisk w żołądku stawał się coraz dokuczliwszy. India łudziła się jeszcze, że Isham odwoła niezwykłe oświadczyny. Kto wie, czy po dobrze przespanej nocy nie zmienił decyzji. Nie mogła jednak liczyć na tak pomyślne rozwiązanie. Chcąc nie chcąc, zasiadła do prostego posiłku. Na stole czekało zimne mięso.

– Jedz, moje dziecko! – namawiała matka. – Zemdlejesz, jeśli będziesz się głodzić. Nie można pozwolić, aby lord Isham uznał, że jesteś słabowita. Niepokoi mnie twoja bladość. Jaka szkoda, że nosisz żałobę. Chyba powinnaś zmienić suknię. Czy szara nie byłaby lepsza?

– Mamo, przecież to bez znaczenia – protestowała India. – Wczoraj lord Isham widział nas w zwykłych porannych sukienkach, więc nie ma złudzeń co do naszego wyglądu.

– Rób, co mówię! – odparła ze złością pani Rushford. – Letty również musi się przebrać, bo wygląda jak praczka.

Dziewczęta wyszły bez słowa. Gdy znalazły się w pokoju Letty, ta chwyciła dłoń Indii. Z jej oczu wyzierała obawa.

– Błagam, nie bierz tego na siebie! Nie możesz się dla mnie poświęcać!

– Doprawdy nie wiem, do czego zmierzasz. – India zdecydowała się na niewinne kłamstwo. – Decyzja jeszcze nie zapadła. Wiesz, że chcę zyskać na czasie.

– Nie próbuj mnie zwodzić. Zbyt dobrze cię znam. Zamierzasz go przyjąć, tak?

– Chcę z nim porozmawiać. Jak wspomniałam, prawie go nie znamy. Może okazać się rozsądniejszy, niż nam się wydaje. Kto wie, czy nie uda mi się go skłonić, aby poczekał z decyzją przynajmniej do powrotu Gilesa.

– Co nam przyjdzie z takiej zwłoki?

– Może Giles słyszał o dobrej posadzie, która pozwoli mu odzyskać majątek? – W głębi ducha India była przekonana, że to mrzonki, ale nie traciła nadziei. – Na razie muszę sama porozmawiać z Ishamem. Mama nie chce słyszeć o zwłoce, więc nim się obejrzymy, jedna z nas będzie zaręczona z tym okropnym człowiekiem.

Letty nadal była zatroskana. Nie dowierzała siostrze, ale przyrzekła, że przekona matkę i uzyska od niej zgodę, by India mogła na osobności porozmawiać z lordem.

– Ale musisz dać mi słowo…

– Siostrzyczko, nie jestem typem męczennicy. Jeśli inne sposoby zawiodą, przystanę na zaręczyny. Mogę je później zerwać.

– Chyba tak. – Letty uśmiechnęła się blado. – Kochanie, czuję się okropną egoistką, bo natychmiast odmówiłam.

– Dość tego. – India popatrzyła na zegar. – Pomóż mi. Isham na pewno zjawi się punktualnie.

Miała rację. Długo nie czekały. Ledwie zegar wybił czwartą, zaanonsowano lorda Ishama, który został wprowadzony do salonu. Gdy witał się z panią Rushford, India obrzuciła go uważnym spojrzeniem. Zamiast stroju do konnej jazdy, miał dziś na sobie wytworniejszy ubiór, lecz i nienagannie skrojony surdut podkreślał szerokie bary oraz potężną muskulaturę. Isham nie miał w sobie nic z dandysa. India była przekonana, że po włożeniu ubrania w ogóle nie zastanawiał się nad swoim wyglądem.

Jego maniery były nieskazitelne, a jednak przyjemny nastrój panujący w salonie nagle został zmącony. India odniosła wrażenie, jakby mocny powiew wiatru zmiótł wszelkie towarzyskie konwenanse. Z pozoru odczucie to wydawało się bezpodstawne. Isham był arystokratą w każdym calu. Jak wielu mężczyzn imponującej postury, poruszał się z niezwykłą lekkością i wdziękiem. Odetchnęła ukradkiem, bo tym razem oszczędził jej taksujących spojrzeń i bawił rozmową jej matkę.

– Mam nadzieję, że zastaję panią w dobrym zdrowiu – rzekł przyciszonym głosem. – Bardzo mnie zaniepokoiły wieści o pani chorobie.

– Nic poważnego, milordzie. – Pani Rushford zbyła lekceważąco wzmiankę o swej niedyspozycji. – Zwykła migrena wywołana fatalną pogodą. To prawdziwa radość widzieć znów pana w Abbot Quincey.

– Dobrze zna pani te strony?

– Urodziłam się tutaj, a moje córki przyszły na świat w… w Grange.

– Ach, tak! – Isham bez śladu zakłopotania przyjął wzmiankę o swym najnowszym nabytku. – Właśnie stamtąd przyjeżdżam. Obawiam się, że konieczny jest poważny remont. Czy zechce pani wesprzeć mnie dobrą radą?

India zerknęła na siostrę. Lord bez wątpienia znalazł drogę do serca ich matki. Przez następne pół godziny India przysłuchiwała się rozmowie o zmianach, które muszą być dokonane w Grange, oraz przymiotach poszczególnych rzemieślników z miasteczka. Popatrzyła na swoje dłonie, które lekko drżały, więc ukryła je w fałdach sukni. Ściskało ją w żołądku, ale na to już nic nie mogła poradzić. Szykując się do rozmowy, zebrała całą odwagę, która szybko ją opuściła. India marzyła, by najgorsze mieć już za sobą, lecz wieki minęły, nim matka podniosła się i skinęła na Letty.

– Proszę darować, milordzie, ale India chciałaby z panem porozmawiać.

Isham skłonił się w milczeniu i otworzył przed nimi drzwi. Kiedy je zamknął, odwrócił się i oparł o nie plecami. Przez chwilę wystraszona India czuła się jak schwytana w pułapkę. Isham obrzucił ją przeciągłym, badawczym spojrzeniem.

– A zatem pani jest barankiem ofiarnym – rzekł w końcu. – Los tak chciał, moja droga!

Inne książki tego autora