Książka o NiczymTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Dedykacja

Motto

Przedmowa

0. NICOLOGIA – LOT DONIKĄD

Tajemnice nieistnienia

Nie ryzykujesz...

...nie wygrywasz

1. ZERO – CAŁA PRAWDA

Pochodzenie zera

Egipt – z potrzeby Niczego

Babilon – policzono, zważono, podzielono

Problem pustej pozycji i babilońskie zero

Zero Majów

Indyjskie zero

Indyjskie koncepcje Nicości

Wędrujące zera

Słowa oznaczające zero

Ostateczne rozliczenie

2. WIELE HAŁASU O NIC

Witamy w Hotelu Nieskończoność

Grecy niosący dary

Sztuka islamska

Święty Augustyn

Średniowieczny labirynt

Pisarze i czytelnicy

Nicości Shakespeare’a

Paradoks utracony

3. KONSTRUUJĄC NIC

Poszukiwanie próżni

Opowieść o dwóch Nicach

Ile jest przestrzeni w przestrzeni?

4. DRYF W STRONĘ ETERU

Newton i Eter. Być albo nie być?

Ciemność w eterze

Teologia naturalna eteru

Decydujący eksperyment

O niesamowitym człowieku, który się zmniejszał

Einstein i koniec dawnego eteru

5. CO SIĘ STAŁO Z ZEREM?

Prawda absolutna – gdzie jej szukać?

Wiele zer

Stworzenie z pustego zbioru

Liczby nadrzeczywiste

Bóg i zbiór pusty

Dzielenie pod kreską

6. PUSTE WSZECHŚWIATY

Cały Wszechświat na kartce papieru

Wszechświaty próżniowe

Ernst Mach – człowiek z zasadą

Lambda – nowa siła w Kosmosie

Głębokie powiązania

7. PUDEŁKO, KTÓRE NIGDY NIE BĘDZIE PUSTE

Świat jest jednak mały

Nowa próżnia

Zagubieni na morzu próżni

Przesunięcie Lamba

Siły świata – jednoczcie się!

Polaryzacja próżni

Czarne dziury

8. ILE JEST RÓŻNYCH PRÓŻNI?

Podziwianie krajobrazu próżni

Droga ku unifikacji

Powstałem dzięki fluktuacjom próżni

Wszędzie inflacja

Próżnie wielokrotne

Wieczna inflacja

Inflacja i nowa lambda

Spadając ze schodów

Kawałki próżni

9. POCZĄTEK I KRES PRÓŻNI

Bycie z Nicości

Stworzenie z Niczego

Jak uniknęliśmy filozoficznych problemów z Niczym

Stworzenie z Niczego we współczesnej kosmologii

Nie ma stworzenia z czegokolwiek?

Przyszłość próżni

Przypisy

Katalog wydawniczy

Tytuł oryginału: THE BOOK OF NOTHING

Projekt okładki: MARIUSZ BANACHOWICZ

Adiustacja i korekta: DAWID SKRABEK / Pracownia Bezkropek

Projekt typograficzny: MIROSŁAW KRZYSZKOWSKI

Skład: MELES-DESIGN

© Copyright by Copernicus Center Press, 2015

Copyright © John D. Barrow, 2000

First published by Jonathan Cape, one of the Publishers in The Random House Group Ltd

ISBN 978-83-7886-146-1

Wydanie I

Kraków 2015

Copernicus Center Press Sp. z o.o.

pl. Szczepański 8, 31-011 Kraków

tel./fax (+48 12) 430 63 00

e-mail: marketing@ccpress.pl Księgarnia internetowa: http://en.ccpress.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Pamięci Dennisa Sciamy

Od czasu do czasu młodzi ludzie przynosili mi, prosząc o radę, teksty w zasadzie gotowe, ale bez tytułu. Dziwiło mnie to, ponieważ dla mnie tytuł jest jak kompas – nadaje kierunek całemu procesowi pisania. Oczywiście mogę później przemyśleć i zmienić tytuł, ale wtedy to, co powstało, będzie nosić znamiona schizofrenii. Nie można służyć dwóm panom.

 

John L. Synge

Talking about Relativity

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Przedmowa

Ustalenie pierwszych słów książki jest równie skomplikowane, co ustalenie, skąd się wziął Wszechświat.

Robert McCrum

Sformułowanie „ponieważ nie istnieje” mogłoby być wystarczającym powodem do napisania książki o Niczym, zwłaszcza jeśli napisało się już książkę o Wszystkim. Na szczęście istnieją też lepsze powody. Jeśli przyjrzeć się konkretnym problemom, które od dawien dawna stanowiły motor rozwoju ludzkiej wiedzy, zawsze natrafi się na Nic starannie przebrane za Coś – jednak nigdy na tyle skutecznie, by pozostając nierozpoznanym, znaleźć się poza nurtem głównych wydarzeń.

Nic, w swoich licznych odmianach, stanowi od tysiącleci przedmiot nieustającej fascynacji. Filozofowie trudzili się, by je uchwycić; mistycy marzyli, by je sobie unaocznić; naukowcy starali się je wytworzyć; astronomowie poszukiwali go na próżno; logików Nic odpychało; a teologowie pragnęli wyczarować z niego wszystko – udało się to ostatecznie matematykom. W tym samym czasie pisarze i błaźni z radością robili wokół Niczego tyle zamieszania, ile tylko się dało. Pośród tych wszystkich ścieżek wiodących ku prawdzie Nic okazało się być niespodziewanie ważnym Czymś, wokół którego skupia się wiele istotnych pytań dręczących ludzkość od wieków.

W niniejszej książce omówione zostaną te sposoby postrzegania Niczego, które wpłynęły na rozwój naszej wiedzy. Przekonamy się, że pradawne uzależnienie ludzi Zachodu od logiki i myślenia analitycznego uniemożliwiło owocne wykorzystanie Niczego do wyjaśnienia obserwowanych przez nas zjawisk. Dla odmiany, filozofowie Wschodu dostarczyli nam sposobów myślenia, w ramach których idea Niczego-jako-czegoś była łatwa do uchwycenia i nie miała wyłącznie negatywnych konotacji. Pozwoliło to ludzkości zrobić pierwszy wielki krok w rozwoju naszej cywilizacji – powstał uniwersalny system liczenia, który następnie bujnie ewoluował, aż ku ezoterycznym strukturom matematyki współczesnej.

Po stronie nauki będziemy śledzić swego rodzaju wyścig, którego celem było wytworzenie prawdziwej próżni. Towarzyszyły mu tysiące lat żmudnych dyskusji na temat możliwości jej istnienia oraz roli, jaką pełni w Kosmosie. Idee te ukierunkowały rozwój wielu gałęzi fizyki i technologii, wpływając jednocześnie na debaty filozoficzne i teologiczne na temat znaczenia tego fizycznego Nic. Dla teologów debaty te stanowiły po części kontynuację ważnego sporu dotyczącego stworzenia Wszechświata z fizycznej i duchowej Nicości. Dla nastawionych krytycznie filozofów były to jednak wyłącznie dyskusje oparte na źle postawionych pytaniach, skupiające się na ostatecznej naturze rzeczy, których roztrząsanie z czasem przestało cieszyć się szacunkiem.

Początkowo, tego typu pytania o znaczenie Niczego wydawały się być trudne, później zdawało się, że nie da się na nie odpowiedzieć, w końcu uznano, że są bezsensowne, bo podejmując kwestię Niczego, nie pytały tak naprawdę o nic. Dla naukowców wytworzenie próżni wydawało się być jednak fizycznie wykonalne. Dało się nie tylko eksperymentować z próżnią, ale nawet wykorzystać ją przy budowie różnych urządzeń – co było niepodważalnym potwierdzeniem jej realności. Już wkrótce istnienie próżni zostało powszechnie uznane i wyłonił się obraz Wszechświata wypełnionego wszechobecnym eterycznym tworzywem. Pusta przestrzeń nie istniała. Wszystko poruszało się w eterze, wszystko odczuwało jego obecność – był on morzem, w którym wszystko zostało zanurzone, dzięki czemu żaden zakątek Wszechświata nie mógł już nigdy być tak naprawdę pusty.

Ów upiorny eter nie dał się łatwo przegonić i trzeba było dopiero Einsteina, by usunąć go z Wszechświata. Nawet Einstein nie mógł jednak przewidzieć, co pozostanie, jeśli usunie się wszystko, co da się usunąć. Teoria względności i fizyka kwantowa dały ludzkości nowe, fascynujące możliwości, a te doprowadziły do powstania najważniejszych nierozwiązanych problemów współczesnej astronomii. Stopniowo, w przeciągu ostatnich dwudziestu lat, próżnia okazywała się być jeszcze bardziej niezwykła i płynna oraz jeszcze mniej pusta i zrozumiała, niż mógł to sobie wyobrazić Einstein. Jej obecność jest odczuwalna w całej Przyrodzie. Dopiero po odkryciu subtelnych kwantowych procesów dziejących się w próżni możliwe było zrozumienie, jak rozmaite siły Przyrody jednoczą się w tętniącym życiem mikroświecie zaludnionym przez najbardziej elementarne cząstki materii.

Świat obiektów astronomicznych podlega próżni w nie mniejszym stopniu. Wizja przeszłości, teraźniejszości i przyszłości Wszechświata proponowana przez współczesną kosmologię opiera się na niezwykłych właściwościach próżni. Dopiero z perspektywy czasu będziemy mogli ocenić, czy konstrukcja ta nie jest tylko mirażem. Możliwe, że nie będziemy musieli jednak czekać zbyt długo. Nowe odkrycia kosmologii pokazują wpływ próżni na rozszerzanie się Wszechświata. Kolejne eksperymenty mają wyjaśnić, czy – jak się tego spodziewamy – niecałe piętnaście miliardów lat temu próżnia wykonała serię energetycznych ćwiczeń gimnastycznych umieszczających Wszechświat na kursie, którym podąża do dziś i który determinuje jego przyszłość.

Mam nadzieję, że ten krótki wstęp pokazał, że za Niczym kryje się wiele pozornie nic nieznaczących tajemnic. Jeśli chcemy zrozumieć, skąd się tu wzięliśmy, niezbędne będzie właściwe zrozumienie istoty i właściwości Niczego oraz jego skłonności do zmiany – zarówno tej błyskawicznej, jak i niezauważalnej.

Symbole towarzyszące numerom rozdziałów, od zera do dziewięciu, to reprodukcje pięknych, przypominających głowy glifów stosowanych przez Majów do oznaczania liczb. Przedstawiają one wielkich bogów oraz boginie Majów i były powszechnie używane ponad tysiąc pięćset lat temu do odnotowywania dat i przedziałów czasowych.

Następujące osoby przy różnych okazjach zaoferowały mi swoją pomoc i należą im się podziękowania: Rachel Bean, Malcolm Boshier, Mariusz Dąbrowski, Owen Gingerich, Jörg Hensgen, Ed Hinds, Subhash Kak, Andrei Linde, Robert Logan, João Magueijo, Martin Rees, Paul Samet, Paul Shellard, Will Sulkin, Max Tegmark i Alex Vilenkin.

Książkę tę poświęcam pamięci Dennisa Sciamy, który był moim mentorem i bez którego nie powstałaby ani ta, ani żadna inna moja książka.

W trakcie pisania nastąpiła jedna przeprowadzka do nowego domu i trzy zmiany biura. W obliczu tych fluktuacji stanu próżniowego chciałbym podziękować mojej żonie Elisabeth, dzięki której Coś niezmiennie przeważało nad Niczym, oraz moim dzieciom – Davidowi, Rogerowi i Louise – za ich niepodważalny sceptycyzm wobec tego projektu.

J.D.B.

Cambridge, maj 2000


Rozdział 0

Nicologia – lot donikąd

Wchodziłem po schodach, gdy to się zdarzyło:

Spotkałem człowieka, którego nie było.

Dziś znów nie widziałem owego człowieka.

Tak bardzo bym chciał, by się trzymał z daleka.

Hughes Mearns

Tajemnice nieistnienia

Nie widziałeś jeszcze niczego[1].

Al Jolson

Nic to idea zapierająca dech w piersiach, ale w zasadzie nieprzemyślana, wysoce ceniona przez autorów o tendencjach mistycznych i egzystencjalnych, ale u większości pozostałych wywołująca niepokój, mdłości i panikę”[2]. Nikt nie wie, jak sobie z Nic poradzić[3]. Istnieją zdumiewająco różne poglądy na jego temat wyrażane w ramach różnych dziedzin wiedzy. Wystarczy zerknąć na hasło „nic” w dowolnym słowniku, aby odnaleźć rzeszę intrygujących synonimów: „nic”, „nicość”, „nieistnienie”, „niebyt”... W języku angielskim istnieją ponadto słowa niemające swoich bezpośrednich odpowiedników w języku polskim: nowt[4], nulliform[5] czy nullity – znajdzie się jakieś Nic na każdą okazję. Są też najróżniejszego typu zera – od zerówki po godzinę zero, zabytki klasy zero i „zeroświaty” (nulliverse[6]. Także pojęcia puste i opuszczone miejsca, ponadto wszelkiego typu i rozmiaru próżnie i pustki. W świecie ludzi mamy zaś nihilistów[7], nihilian[8], nihilarian[9], nihilagentów[10] nicarian[11], nullifidystów[12], nullibistów[13], a także nic-nie-robów oraz tych, których mamy za nic lub za zero. W każdej dziedzinie życia wydaje się występować jakieś uosobienie Nicości. Nawet dział finansowy w mojej gazecie informuje mnie, że „zerówki”[14] stają się coraz bardziej atrakcyjnym źródłem dochodu.

Niektóre zera wydają się być całkowicie niejasne, wręcz pozbawione treści. W angielskim slangu tenisowym do wyrażenia braku punktów nie służy tak pospolite słowo jako nil, nothing czy zero. Stosowane jest natomiast stare słowo love, na pozór oznaczające „miłość”, które dotarło jednak do Anglii w mało romantycznej postaci – jako zniekształcenie francuskiego l’oeuf oznaczającego „jajko” i reprezentującego symbol zera ze względu na swój kształt[15]. Echa tej gry słownej są do dziś obecne w języku angielskim na przykład w zwrocie playing for love, czyli „granie dla przyjemności a nie dla pieniędzy”, co ma odróżniać amatora od profesjonalisty, lub w stwierdzeniu, że nie zrobilibyśmy czegoś for love or money, czyli „nie do końca bezinteresownie”. W innych sportach również występują odrębne pseudonimy dla zera – amerykańscy kręglarze określają układ kręgli, z których żaden nie został zbity, jako goose egg, czyli „gęsie jajo”. W Anglii występuje silna tradycja stosowania swoistych określeń na wynik zerowy w poszczególnych sportach – nil w piłce nożnej, nought w krykiecie, ale ow przy podawaniu czasu w lekkiej atletyce, podobnie jak przy dyktowaniu numerów, czego jednym ze świadectw jest tradycyjne odczytywanie numeru seryjnego Jamesa Bonda 007 jako double-o-seven, czyli „podwójne zero siedem”. Wystarczy jednak popatrzeć na klawiaturę komputera, aby dostrzec różnicę pomiędzy 0 i O.

W czasie drugiej wojny światowej, za pośrednictwem amerykańskiego personelu militarnego stacjonującego w Anglii, do powszechnego użytku weszło słowo zilch, które funkcjonowało w języku angielskim jako określenie dla zera. Oryginalnie w slangu amerykańskim odnosiło się ono do osoby o nieznanym imieniu. Podobną funkcję spełniało też słowo zip. W pewnym rysunku satyrycznym z tego okresu pojawia się sowa ucząca aligatora i królika nowego typu matematyki o nazwie aftermath[1*], w której jedyną dozwoloną liczbą jest zero. Wszystkie zadania mają to samo rozwiązanie – zero, a cała nauka polega teraz na znajdywaniu nowych zadań z tym samym nieuniknionym wynikiem działań[16].

Kolejną ciekawostką języka angielskiego jest słowo cipher, które oznacza przede wszystkim „cyfrę” lub „szyfr”, a wykorzystywane jest czasem na określenie kogoś niewidocznego, „nie-osobę” (stąd zwrot a cipher in his own household na określenie nieporadnego, nieobecnego w domu męża i ojca). Choć słowa cipher używa się głównie w odniesieniu do szyfru opartego na symbolach, to początkowo określało ono arytmetyczny symbol zera. W języku angielskim istnieje zabawny[2*] wierszyk oparty na tym podwójnym znaczeniu słowa cipher:

U 0 a 0, but I 0 thee

O 0 no 0, but O 0 me.

O let not my 0 a mere 0 go,

But 0 my 0 I 0 thee so.

Co po odszyfrowaniu odczytuje się jako:

You sigh for a cipher, but I sigh for thee

O sigh for no cipher, but O sigh for me.

O let not my sigh for a mere cipher go,

But sigh for my sigh, for I sigh for thee so.

To szczególne zastosowanie słowa cipher jest zrozumiałe – arytmetyczny symbol zera to taki, który nie przynosi żadnego efektu, jeśli się go doda lub odejmie od dowolnej liczby. Jedno z tego typu określeń jest jeszcze bardziej obrazowe, a wywodzi się ze współczesnego żargonu technicznego. „Instrukcja pusta” to techniczne określenie na działanie bez konsekwencji. Każdy komputer wykonuje miliony takich instrukcji w oczekiwaniu na to, aż użytkownik naciśnie jakiś klawisz. Jest to neutralna operacja, kiedy komputer nie wykonuje żadnego obliczenia i nie manipuluje żadnymi danymi. Jest też chyba całkowicie jasne, co myślimy o kimś, kogo określimy mianem „zera” albo „pustaka”. Kiedy weźmiemy pod uwagę liczby ujemne, otwiera się pole dla nowych dowcipów, jak ten o człowieku tak negatywnie nastawionym do życia, że gdy wchodzi na przyjęcie, goście rozglądają się i zastanawiają, kto wyszedł; albo ten o naukowcu, którego powrót do kraju przyczynił się do drenażu mózgów. Angielskie słowo napoo, używane w znaczeniu „koniec” albo „pusty”, powstało przez zniekształcenie francuskiego zwrotu il n’y a plus, czyli „nic już nie zostało”.

 

Nie wszystkie skojarzenia z Niczym są negatywne. Czasem mają one ściśle określony cel. Gdy francuscy hugenoci uciekali do Szkocji, by uniknąć prześladowania ze strony Ludwika XIV, utrzymywali swoją tożsamość w tajemnicy, używając nazwiska Nimmo wywodzącego się z łacińskiego zwrotu ne mot, czyli „nikt” lub „bez imienia”.

Nasz system zapisywania liczb pozwala na konstruowanie wyrażeń oznaczających dowolnie dużą liczbę po prostu poprzez dodawanie po prawej stronie liczby kolejnych zer – 11230000000000... W okresie hiperinflacji w latach 20. XX wieku niemiecka waluta straciła na wartości tak dramatycznie, że wysłanie listu kosztowało miliardy marek. Ekonomista John K. Galbraith opisywał szok psychologiczny wywołany przez te olbrzymie liczby zakończone długim ciągiem zer:

„Szok zerowy” to określenie zaproponowane przez niemieckich lekarzy na powszechne zaburzenie psychiczne wywołane przez występujące współcześnie ogromne sumy pieniędzy. Przypadki „szoku” odnotowuje się u mężczyzn i kobiet wywodzących się z wszelkich klas społecznych, którzy polegli, próbując liczyć pieniądze w skali tysięcy milionów marek. Wiele z tych osób zachowuje się na pozór normalnie za wyjątkiem przemożnej ochoty zapisywania niekończących się ciągów zer[17].

Wciąż zdarzają się na świecie przypadki hiperinflacji – wręcz wydaje się, że istnieje dziś więcej zer niż kiedykolwiek w historii ludzkości. Zastosowanie arytmetyki binarnej w obliczeniach komputerowych i skomputeryzowanie niemal każdej dziedziny życia doprowadziło do tego, że każda maszyna funkcjonuje dzięki ciągom zer i jedynek. Kiedyś szansa, że trafi się na zero, wynosiła jeden do dziesięciu – dzisiaj zdarza się to w co drugim przypadku. Istnieją potężne liczby, które stały się naszym chlebem powszednim. Każdy wie, że istnieją miliardy i miliardy gwiazd, nawet długi narodowe wyraża się dziś przy użyciu równie astronomicznych liczb. Odkryliśmy jednak sposób na ukrycie tych zer – 109 nie wygląda tak źle, jak 1000000000.

Już sama ilość synonimów słowa „nic” pokazuje, jak subtelna jest ta idea, którą próbujemy wyrazić słowami. W tradycji greckiej, judeochrześcijańskiej i wschodniej można dostrzec odmienne reakcje na konfrontację z tą samą ideą. Można zauważyć, jak rozmaite pojęcia Nicości, rozwinięte niezależnie od siebie wyłącznie w celu wypełnienia pewnego typu luki w rozumowaniu, usamodzielniły się i zaczęły opisywać coś o wielkim znaczeniu. Najbardziej istotnym przykładem jest fizyczna interpretacja Niczego – próżnia. Próżnia rozpoczęła swoją karierę jako pusta przestrzeń – pustka. Następnie przetrwała werdykt świętego Augustyna, który określił ją jako „prawie nic”[18], przemieniła się w nieruchomy eter, względem którego dokonywał się wszelki ruch we Wszechświecie, następnie zniknęła za sprawą Einsteina, aby w końcu triumfalnie wyłonić się w dwudziestowiecznym kwantowym opisie funkcjonowania świata przyrody. Z tej nowej perspektywy okazuje się, że próżnia to złożona struktura podlegająca zmianom – błyskawicznym lub stopniowym. Zmiany te mogą mieć zaś skutki globalne i prawdopodobnie są one odpowiedzialne za wiele charakterystycznych cech naszego Wszechświata. Niewykluczone, że umożliwiły powstanie życia we Wszechświecie – i mogą kiedyś przyczynić się do jego zniknięcia.

Trudno jest nam dziś wyobrazić sobie trudności, przed którymi stali starożytni myśliciele próbujący pojąć ideę Niczego oraz zera. Dziś pojęcia te wydają się być niemal banalne. Włączenie ich do naszej rzeczywistości wymagało jednak od matematyków i filozofów niebywałej ekwilibrystyki umysłowej. Artystom przyswojenie i zbadanie nowego rozumienia Niczego zajęło jeszcze więcej czasu. Dzisiaj to jednak oni przodują w odkrywaniu związanych z Niczym paradoksów – szokując, bawiąc i zaskakując swoją publiczność.

Nie ryzykujesz...

A w tej całej sztuce to chodzi raczej o rysowanie konturów czy o kolorowanie środka?

Ali G

Nic nie ilustruje lepiej pospolitości naszej pospolitej epoki niż nasze zaabsorbowanie Niczym... W gruncie rzeczy Nic bardzo źle wygląda w bogatych zdobieniach[19].

Robert M. Adams

W latach 50. XX wieku artyści zaczęli się zastanawiać, dokąd zaprowadzi ich ścieżka biegnąca od wielobarwności przez jednobarwność aż po bezbarwność. Amerykański malarz abstrakcyjny Ad Reinhardt wystawiał początkowo płótna pomalowane w całości na czerwono lub niebiesko, jednak ostatecznie stworzył serię całkowicie czarnych kwadratowych obrazów o boku długości półtora metra, które w 1963 roku wystawiano w prestiżowych galeriach w USA, Londynie i Paryżu. Niektórzy krytycy uznali go rzecz jasna za szarlatana[20], jednak inni docenili jego art noir, „ostateczny wyraz estetycznej czystości”, jak stwierdził amerykański krytyk sztuki Hilton Kramer[21]. Reinhardt wystawiał później swoje czerwone, niebieskie i czarne obrazy osobno, opisując przy tym szeroko, jaki był ich raison d’être[22]. Pozostawiam już purystom ustalenie, które płótna lepiej uchwyciły istotę Niczego – czy całkowicie czarne obrazy Reinhardta, czy też całkowicie białe Roberta Rauschenberga. Ja osobiście wolę spektakularną eksplozję koloru w Numerze Zero Jaspera Johnsa[23].

Wizualne „nic” nie musi być bezpośrednio przedstawione za pomocą farby czy nawet pośrednio sygnalizowane przez jej brak. Artyści renesansowi odkryli swoje własne wizualne „nic” w XV wieku i stało się ono zalążkiem nowego sposobu reprezentacji świata w sztuce, który pozwolił na tworzenie nieskończonej liczby przedstawień. „Znikający punkt” to technika pozwalająca na realistyczne przedstawienie trójwymiarowej sceny na płaskiej powierzchni. Malarz wyobraża sobie linie biegnące od obiektów, które mają zostać odwzorowane na płótnie, do oka widza. Płótno staje się jakby ekranem, który pośredniczy między rzeczywistą sceną a okiem. Artysta następnie nanosi farbę w miejscach, w których linie przecinają się z owym ekranem. Linie przebiegające równolegle do ekranu przedstawiane są jako proste równoległe, z których każda kolejna leży coraz bliżej linii horyzontu. Linie prostopadłe do ekranu tworzą stożek prostych zbiegających się w jednym punkcie – zwanym punktem znikającym – który tworzy złudzenie perspektywy.

Muzycy również ścigali echa wielkiej pustki. Utwór Johna Cage’a 4’33” – który doczekał się wielu bisów w salach koncertowych świata – składa się z 4 minut i 33 sekund niczym niezakłóconej ciszy i jest wykonywany przez zawodowego pianistę w smokingu, siedzącego bez ruchu na stołku fortepianowym przed w pełni sprawnym steinwayem. Cage twierdził, że jego zamiarem było stworzenie muzycznego odpowiednika zera absolutnego[24] – temperatury, w której ustają wszelkie ruchy termiczne. Ciekawy pomysł, ale czy warto płacić za „wysłuchanie” tego utworu jakąkolwiek sumę pieniędzy większą od zera? Martin Gardner powiedział kiedyś: „Nigdy nie słyszałem 4’33”, ale przyjaciele mówili, że to najlepszy utwór Cage’a”[25].

Również pisarze podjęli ten temat z niekłamanym entuzjazmem. Elegancko wydany Esej o ciszy Elberta Hubbarda zawiera wyłącznie puste strony, podobnie jak rozdział autobiografii angielskiego piłkarza Lena Shackletona zatytułowany Co przecięty dyrektor wie o piłce nożnej. W 1974 roku wydano pustą książkę zatytułowaną Książka Nic, która doczekała się kilku wydań i przetrwała nawet pozew o naruszenie praw autorskich wystosowany przez autora innej książki składającej się z niezadrukowanych stron.

Istnieje technika pisarska, w której Nic stanowi oś wydarzeń. Wokół niej rozmieszczane są znoszące się przeciwieństwa. Martwe dusze Gogola rozpoczynają się od opisu pewnego dżentelmena, nieposiadającego żadnych cech charakterystycznych, który przyjeżdża do miasta N.:

W bryczce siedział pan niezbyt przystojny, ale i niebrzydki, ani nazbyt tłusty, ani nazbyt chudy; nie można powiedzieć, żeby stary, jednak niezbyt młody [tł. W. Broniewski].

Klasyczny przykład takiego wewnętrznie sprzecznego stylu opisywania, w którym cechy i ich przeciwieństwa całkowicie się znoszą, znajduje się na nagrobku pewnej kobiety z hrabstwa Northumberland. Rodzina zmarłej kazała wyryć w nagrobku następujące słowa:

Była skromna, cnotliwa i miłosierna, lecz również dumna, zapalczywa i drażliwa. Była czułą żoną i troskliwą matką, a jednak jej mąż i dziecko rzadko widywali jej oblicze, gdy nie było wykrzywione grymasem niechęci...[26]

Nie można w końcu zapomnieć o tych geniuszach marketingu, którzy potrafią uzyskać z niczego więcej niż zarabia większość z nas, cokolwiek byśmy nie robili. „Polo, miętówka z dziurą” (Polo, the mint with the hole) to jedno z bardziej znanych brytyjskich haseł reklamowych, dotyczy zaś dropsów z charakterystyczną okrągłą dziurką, znanych w USA pod nazwą Lifesaver. Ponad czterdzieści lat skutecznego marketingu opierało się na dziurze w cukierku a nie na nim samym. Nikt nie zwraca przy tym uwagi, że kupowany toroidalny cukierek zawiera solidną porcję pustej przestrzeni.

...nie wygrywasz

Nothing is real[3*].

The Beatles, Strawberry Fields Forever

Wystarczy już tych skrawków Nicości. Jeśli o czymś nam mówią, to tylko o tym, że kontemplacja Niczego prowadzi nas na manowce ludzkiej wyobraźni. Część przedstawionych tu zagadnień zostanie omówiona w następnych rozdziałach. Okaże się wtedy, że Nic nie jest ledwie dziwacznym dodatkiem do historii idei, lecz zawsze znajduje się niemal w centrum wydarzeń. W każdym zaprezentowanym w tej książce obszarze tematycznym występuje pewna główna kwestia, której zrozumienie wymaga dogłębnego pojęcia oraz odpowiedniej reprezentacji Niczego. Filozoficzne przeglądy kluczowych idei z historii myśli ludzkiej zawsze skupiały się na pojęciach takich jak nieskończoność[27], lecz niewiele miały do powiedzenia na temat Nicości. Teolodzy poważnie zaangażowali się w dyskusję na temat wielorakich przejawów Niczego, aby rozstrzygnąć, czy się z niego wywodzimy i czy grozi nam powrót do jego bezbożnej otchłani. Praktyki religijne często wiążą się z rzeczywistością Niczego, głównie ze względu na poruszaną problematykę śmierci. Śmierć jako całkowita anihilacja jest od wieków rozumiana jako jedna z najbliższych nam odmian Niczego i pełni tradycyjną funkcję w przedstawieniach artystycznych. Śmierć jest stacją końcową i dostarcza nam najszerszej skali porównawczej, sugerując przy tym istnienie pewnej ostatecznej perspektywy czy wręcz sądu ostatecznego – jej brutalna realność może zostać wykorzystana do wypędzenia nas ze stanu błogiego zanurzenia w tu-i-teraz.

Jednym z naszych celów jest naprawienie tego zaniedbania i pokazanie, w jaki sposób Nic, w swoich rozmaitych przejawach, okazuje się być kluczowym pojęciem w wielu dziedzinach nauki. Właściwe zrozumienie Niczego prowadzi często do wyłonienia się nowych sposobów myślenia o świecie. Naszą „nicofilię” rozpoczniemy od zbadania historii tego pojęcia oraz matematycznego symbolu zera. W tym kontekście nic nie jest takie, jak mogłoby się nam wydawać. Logika Greków uniemożliwiła im wyrażenie idei zera i dopiero w kulturze indyjskiej znajdziemy myślicieli, którzy nie mieli problemu z uznaniem, że Nic może być Czymś. Następnie przyjrzymy się, co zaszło, gdy również Grecy podjęli ten temat. Ich zmagania skoncentrowały się na Nic fizycznym – zerze pustej przestrzeni, próżni i pustki. Zmaganie, aby sensownie wyrazić te pojęcia i wcielić je w schemat kosmologiczny, porządkujący codzienne doświadczenia z obiektami świata fizycznego, wyznacza początek nieustającej i coraz bardziej zawiłej dyskusji trwającej niemal dwa tysiące lat. Nauka i teologia średniowiecza zmagały się nieustannie z ideą próżni, próbując rozstrzygnąć kwestię jej realności fizycznej, logicznej możliwości i tego, czy jest pożądana z teologicznego punktu widzenia.

Część problemów z zerem oraz ze związanym z nim pojęciem nieskończoności wynikała z faktu, że zdawało się ono prowadzić do paradoksów i wprowadzających zamieszanie sprzeczności. To dlatego wielu wybitnych myślicieli poświęciło mu tak wiele uwagi. To jednak, co logik uważa za herezję, dla pisarza jest darem niebios. Niezliczeni autorzy uniknęli kłopotów z Niczym, potęgując na coraz to nowe sposoby związane z nim paradoksy, bawiąc i zaskakując w ten sposób odbiorców swojej sztuki. Podczas gdy filozof może boleśnie odczuć krytykę ze strony teologów obwiniających go o poważne podejmowanie tak bluźnierczych zagadnień, humoryście próbującemu przekazać swoim czytelnikom, jak wielkie jest znaczenie Niczego, może ujść to płazem równie łatwo, co Freddiemu Mercury, gdy śpiewał „Nothing really matters”. Gdy inni protestowali przeciwko Niczemu, żarty językowe i paradoksy eksploatowane przez pisarzy dostarczały dodatkowej amunicji w walce o podważenie przekonania, że Nic może stać się rozsądnym pojęciem. Gdy jednak wracało ono do łask poważnych myślicieli, to czyż gry słowne nie stanowiły doskonałej ilustracji tego, jak bezdenne głębie filozoficzne kryje w sobie ta idea?

Równolegle do średniowiecznych poszukiwań sensu Niczego i pustki narodziła się poważna eksperymentalna filozofia próżni. Same zabawy słowne mające pomóc w ustaleniu, czy próżnia może istnieć, przestały wystarczać. Pojawiła się nowa droga ku wiedzy – zobacz sam, czy umiesz wytworzyć próżnię. Dotychczasowe dysputy teologiczne na temat realności próżni zostały z czasem wzbogacone o szereg prostych eksperymentów mających pokazać, czy jest możliwe całkowite opróżnienie pewnego fragmentu przestrzeni. Ten tok rozumowania doprowadził ostatecznie naukowców takich jak Torricelli, Galileusz, Pascal czy Boyle do usunięcia powietrza ze szklanych pojemników przy użyciu pomp i wykazania istnienia rzeczywistego ciśnienia i ciężaru powietrza unoszącego się nad naszymi głowami. Próżnia stała się częścią nauki eksperymentalnej. Okazała się być przy tym bardzo przydatna.