Chłopak, który wiedział o mnie wszystko

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Hej, pomyślałem, że nie będziesz miała czasu na jedzenie, więc coś ci przyniosłem – oświadczył, podając mi grzankę z kremem czekoladowym i sok pomarańczowy w kartoniku.

Gdy je odbierałam, musnął moją dłoń. Krew zaczęła mi szybciej krążyć w żyłach, a na policzki wypłynął rumieniec.

– Dzięki, Clay – powiedziałam i wgryzłam się w tost, starając się nie rozpłakać.

Nie mogłam sobie darować, że doszło do tego wszystkiego. Dziś rano był taki kochany i mimo iż wykorzystał mnie dla zabawy, przyszykował mi moje ulubione śniadanie, choć nienawidził zapachu kremu czekoladowego. Tym bardziej nie mogłam tego przeboleć.

Kątem oka zobaczyłam, że bacznie mnie obserwuje.

– Riley, co do minionej nocy… – zaczął.

Wzięłam głęboki oddech i tylko wzruszyłam ramionami. Modliłam się w duchu, by głos mi się nie załamał.

– W porządku. Po prostu udawajmy, że to się nigdy nie wydarzyło, okej? Nie chcę, żeby między nami coś się zmieniło. Więc proszę, zapomnijmy o tym – wyrzuciłam z siebie szybko, zanim zdążył powiedzieć coś, czego oboje byśmy żałowali.

Obrzucił mnie spojrzeniem i westchnął, a potem zmarszczył brwi i wlepił wzrok w przednią szybę.

– Tego właśnie chcesz? – spytał cicho.

– Tak, Clay. Nie chcę cię stracić. Proszę, zapomnijmy o całej sprawie i bądźmy przyjaciółmi.

Wiedziałam, że to będzie trudne. Ta niezręczna sytuacja uświadomiła mi jedną ważną rzecz, a mianowicie to, że szalałam na jego punkcie. Nie miałam pojęcia, kiedy to się stało, ale myślę, że dzięki naszej miesięcznej rozłące zrozumiałam, jak bardzo go potrzebuję.

– Okej, Niedźwiadku. Zapomnijmy o tym – zgodził się, kiwając głową. Zacisnął dłonie na kierownicy, udając, że skupia się na jeździe.

Uśmiechnęłam się słabo. Może jakoś nam to wyjdzie, pomyślałam. Modliłam się o to z całego serca, bo nie mogłabym żyć bez Claya.

Rozdział ósmy

Przez cały dzień unikałam Claya, co wcale nie było łatwe, ale potrzebowaliśmy kilku dni, aby zapomnieć o tym, co się stało. Byłam wycieńczona, bo wczoraj późno zasnęłam. Za każdym razem, gdy zamykałam oczy, widziałam jego twarz. Wyobrażałam sobie, że mnie całuje, wspominając dotyk jego dłoni i smak jego ust.

Niestety nie miałam jak wrócić do domu i musiałam jechać z nim. Po lekcjach czekałam na niego przy samochodzie. Gdy się pojawił, wyglądał na lekko zmieszanego. Przytulił mnie, ale zrobił to dość nieporadnie, a uścisk trwał zaledwie ułamek sekundy.

– Hej, Niedźwiadku.

– Cześć, Clay. Jak ci minął dzień? – spytałam, wsiadając do auta.

– W porządku. A tobie?

– Tak samo – odpowiedziałam, skrępowana niezręczną sytuacją. Czułam się trochę tak, jakby na tylnym siedzeniu siedział wielgachny słoń, ale wszyscy starali się go ignorować. – Na mecz jadę z Rachel, więc nie będę potrzebować podwózki – dodałam, usiłując podtrzymać rozmowę.

– Och, okej. Ale założysz koszulkę z moim numerem? – spytał trochę niepewnie.

– Oczywiście! – potwierdziłam z szerokim uśmiechem. – Nadal jestem twoją największą fanką. To się nigdy nie zmieni. – Rozpromienił się i pokiwał radośnie głową. Serce mi zmiękło, a w ciele poczułam mrowienie. Gdy dotarliśmy do domu, pocałowałam go w policzek. – Powodzenia na meczu. Złapiemy się później, okej? – rzuciłam, wyskakując z samochodu. Pomachałam mu na pożegnanie i przeszłam przez dziurę w płocie między naszymi domami.

– Na razie, Niedźwiadku – krzyknął, odprowadzając mnie wzrokiem.

Okej, nie jest tak źle, pomyślałam, uśmiechając się w duchu.

Bardzo chciałam, żeby to się udało.

Siedziałam na trybunach i wraz z innymi dopingowałam naszą drużynę, choć tak naprawdę nie miałam pojęcia, co się dzieje.

Nagle ktoś objął mnie w pasie. Przestraszona podskoczyłam, wydając z siebie głośny pisk. Podniosłam wzrok i ujrzałam Blake’a, który jak zwykle wyglądał superseksownie. Uśmiechał się do mnie, sprawiając wrażenie naprawdę szczęśliwego. W tej samej chwili moje myśli powędrowały ku Clayowi, ale szybko wróciłam na ziemię i odwzajemniłam uśmiech.

– Hej, Lolitko. Co słychać? Wyglądasz na zmęczoną – powiedział.

– Wow, Blake, ty to umiesz prawić komplementy – zripostowałam, przewracając oczami.

Wyszczerzył się i przyciągnął mnie do siebie.

– Stęskniłem się za tobą.

Przełknęłam ślinę. Stęsknił się za mną?

Nagle dopadły mnie wyrzuty sumienia przez to, co wczoraj robiłam z Clayem. Poczułam się, jakbym go zdradziła, choć to właściwie głupie, bo przecież tak naprawdę nie byliśmy razem.

– Ciągnie cię do mnie, no nie? – rzuciłam żartem.

– Taa, jak muchę do… – zawiesił wymownie głos i zaczął mnie łaskotać. Wreszcie ujął moją dłoń i pocierając kciukiem kostki moich palców, skupił się na grze. Próbował mi tłumaczyć niektóre zagrania, ale po chwili zrezygnował, bo i tak nic z tego nie rozumiałam. – Jak na taką bystrą osóbkę, jesteś wyjątkowo niekumata – zażartował, dźgając mnie palcem w żebra.

– Przyganiał kocioł garnkowi – skwitowałam, mrugając do niego znacząco.

Okej, nie było źle. Czułam się z nim swobodnie, a poza tym był niesamowicie przystojny. Co z tego, że nie drżałam pod jego dotykiem, co z tego, że nie rozpalał mnie pocałunkiem tak jak Clay, skoro Clay się mną nie interesował. Musiałam wybić go sobie z głowy, a Blake w gębi serca na pewno był porządnym gościem.

– No to co robisz po meczu? – spytał, nachylając się do mojego ucha.

– Idę na imprezę z Clayem i Rachel – odpowiedziałam, wzruszając ramionami. Zmarszczyłam brwi, bo pewnie przez cały wieczór będę unikać Claya, ale właściwie nie skłamałam.

– Myślisz, że też mógłbym przyjść? – spytał, obejmując mnie ramieniem, gdy mecz dobiegł końca.

– Nie wiem, chyba tak – odpowiedziałam. To nie była moja impreza, ale raczej nikt nie miałby nic przeciwko.

– Okej. Mogę cię zawieźć, jeśli wiesz, gdzie to jest.

Pokręciłam głową ze śmiechem.

– Nie mam pojęcia.

– Rozmawiacie o imprezie u Matta? – odezwała się nagle Rachel, a ja potwierdziłam ruchem głowy. – Możecie jechać za mną. Znam adres – zaproponowała.

Blake zaczął z nią rozmawiać, wciąż trzymając mnie za rękę.

Rozejrzałam się po boisku i dostrzegłam Claya, który ściągnął koszulkę i z szerokim uśmiechem wymachiwał nią nad głową, ciesząc się ze zwycięstwa. Patrzyłam, jak jego mięśnie się napinają, a pierś unosi z każdym oddechem. Wyobraziłam sobie, że przeczesuję mu włosy palcami i przesuwam językiem po jego muskularnym brzuchu.

Nagle ktoś ścisnął moją dłoń, sprowadzając mnie z powrotem na ziemię. Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że Blake dziwnie mi się przygląda, jakby na coś czekał.

Cholera, czy on coś do mnie mówił?

– Co proszę? – spytałam, uśmiechając się przepraszająco.

– Pytałem, czy czekasz na Claya, czy chcesz jechać ze mną? – powtórzył rozbawiony.

Szybko to przemyślałam. Byłoby prościej, gdybym zabrała się z Blakiem, ale byłam już umówiona z Clayem.

– Yyy, już powiedziałam Clayowi, że z nim jadę – wyjaśniłam z lekkim zakłopotaniem.

Kiwnął głową ze zrozumieniem, z pozoru nie mając nic przeciwko. Pogadaliśmy jeszcze o różnych sprawach, a chwilę później na schodach pojawił się Clay. Znów patrzył wilkiem na Blake’a, jakby zupełnie zapomniał o wczorajszym rozejmie.

– Hej, Clay. Dobra robota – powiedziałam radośnie. Rzuciłam się mu w ramiona, jak zwykle obejmując go rękami i nogami, i w tej samej chwili tego pożałowałam. Nasze twarze dzieliły zaledwie centymetry, a ciała stykały się w miejscach, o których nawet nie powinnam myśleć, a jednak to robiłam, rozpamiętując minioną noc. Moje serce na moment zamarło tylko po to, by zaraz ruszyć galopem.

– Dzięki, Niedźwiadku – powiedział, uśmiechając się niezręcznie, po czym postawił mnie na ziemi.

Spojrzałam na Blake’a, który wpatrywał się w Claya, jakby chciał go zabić. Był cholernie zazdrosny. Chwycił mnie za rękę i szarpnął tak mocno, że się zatoczyłam i na niego wpadłam.

Clay zagotował się ze złości.

– Odbiło ci? Mogłeś jej zrobić krzywdę! – krzyknął wściekle, robiąc krok w naszą stronę.

– Łapy precz od mojej dziewczyny! – warknął Blake i również wyszedł mu naprzeciw.

Zupełnie zgłupiałam.

– Od twojej dziewczyny? Byliście raptem na dwóch randkach! – ryknął Clay, przyciągając mnie do siebie.

Skrzywiłam się na widok jego twarzy. Czyżby chcieli się bić?

Zaczęłam panikować. Musiałam coś zrobić!

Odepchnęłam Claya, podążając tuż za nim, by ich rozdzielić.

– Uspokójcie się! Co z wami? Zachowujecie się jak dzieci – syknęłam, spoglądając to na jednego, to na drugiego.

Blake wbijał spojrzenie w moją rękę, wciąż spoczywającą na piersi Claya, a Clay patrzył na niego z triumfalną miną.

Tylko z jakiego powodu miałby triumfować?

I nagle zrozumiałam, że gdy ich rozdzieliłam, stanęłam przy Clayu, jakbym to jego wybrała.

– Serio, skończcie te kłótnie! Clay, Blake będzie dziś na imprezie u Matta. Blake, pojedziesz za Rachel i zobaczymy się na miejscu, okej? – zarządziłam, patrząc z lekkim uśmiechem na Blake’a, który nadal wbijał w Claya ostre jak sztylet spojrzenie. – Blake? Widzimy się u Matta, dobrze? – powtórzyłam, gdy nie odpowiedział.

Pokręcił nieznacznie głową i przeniósł wzrok na mnie.

– Taa, w porządku. Na razie – rzucił i odszedł, wciąż kipiąc ze złości.

Odwróciłam się do Claya, który obserwował Blake’a z wyniosłą miną.

– Clay, proszę, obiecałeś, że mu odpuścisz. Dla mnie – powiedziałam cicho, spuszczając wzrok.

Przytulił mnie i pocałował w czoło, przyprawiając o drżenie.

– I odpuściłem, ale on tobą szarpnął, na litość boską. Mógł ci zrobić krzywdę – stwierdził gniewnym tonem.

 

Odsunęłam się, by spojrzeć mu w oczy.

– Ale nie zrobił. Poza tym widziałam, jak na niego patrzyłeś, wchodząc po schodach – zripostowałam, marszcząc brwi.

– Riley, nie lubię go. On nie jest dla ciebie wystarczająco dobry – wyznał z westchnieniem, patrząc na mnie niemal błagalnie.

– A kto jest? – spytałam, powtarzając w myślach: „Proszę, powiedz, że ty, powiedz, że ty”.

– Nikt – wyszeptał, ponownie całując mnie w czoło i obejmując ramieniem.

Nikt? Ej, to nie fair!

– Skoro nikt nie jest dla mnie wystarczająco dobry, czy to znaczy, że nie mogę z nikim być? – spytałam sarkastycznie, odpychając go, by otrzeć zbłąkaną łzę. Nie miałam pojęcia, skąd ten smutek. Naprawdę sądziłam, że powie, iż chce być ze mną? Dlaczego czułam się zawiedziona? Przecież wiedziałam, jak będzie.

– Jasne, że możesz, Niedźwiadku. Możesz być z kimkolwiek zechcesz – powiedział cicho.

– A jeśli chcę być z Blakiem?

Jego twarz zamarła w tępym grymasie. Dopiero po chwili zastąpił go lekki uśmiech.

– Przepraszam, Riley. Obiecuję, że to się już nie powtórzy. Ale jeśli cię skrzywdzi, to przysięgam na Boga, że go zabiję – oznajmił stanowczo.

– I za to cię kocham, Clay, naprawdę. A co, jeśli mnie nie skrzywdzi? – spytałam i wzięłam go za rękę, splatając nasze palce.

– Wtedy będę się cieszył twoim szczęściem – odpowiedział. – No dobrze, jedźmy już na tę imprezę – zarządził, ciągnąc mnie lekko w stronę parkingu.

Gdy dotarliśmy na miejsce, Blake już na mnie czekał przed domem. Clay złapał mnie za rękę i ruszył w kierunku drzwi. Widziałam, że Blake wpatruje się wściekle w nasze złączone dłonie.

– Clay, zaraz do ciebie dołączę, chcę tylko zamienić słówko z Blakiem – powiedziałam, gdy stanęliśmy przy drzwiach.

– W porządku – przytaknął, całując mnie w skroń, i wszedł do środka, posyłając Blake’owi kolejne wyniosłe spojrzenie. On zaś spiorunował go wzrokiem, zaciskając mocno szczęki.

– Blake, muszę z tobą porozmawiać. Przejdziemy się? – zaproponowałam.

– Pewnie, Lolitko – zgodził się, biorąc mnie za rękę.

Przeszliśmy kilka metrów i usiedliśmy na trawie. Blake milczał. Nabrałam głęboko powietrza i zaczęłam, przyglądając mu się uważnie:

– Chciałabym coś wyjaśnić, żeby nie było niedomówień.

– Okej – wymamrotał trochę niepewnie.

Postanowiłam, że nie będę owijać w bawełnę.

– Clay jest moim najlepszym przyjacielem. Wiem, że macie ze sobą problem, ale rozmawiałam z nim o tym i obiecał mi, że odpuści. Wiedz jednak, że Clay zawsze będzie obecny w moim życiu. Nie musisz być o niego zazdrosny, ale jeśli każesz mi wybierać, to prędzej rozstanę się z tobą – ostrzegłam, obrzucając go surowym spojrzeniem. Chciałam, żeby był tego świadomy. Powinien wiedzieć, na czym stoi. Byliśmy raptem na dwóch randkach, ledwie go znałam. Jeśli nie zdołają zażegnać sporu, to bez wątpienia wybiorę mojego przyjaciela. Musiał to wiedzieć. – I nie jestem twoją dziewczyną – dodałam.

Przez całą przemowę Blake siedział ze spuszczonymi oczami. Gdy skończyłam, westchnął głęboko.

– A chcesz nią być? – spytał, posyłając mi czarujący uśmiech.

Zmarszczyłam brwi, nie kryjąc zdziwienia.

Wow, to się nazywa huśtawka nastrojów!

– Blake, lubię cię. Jesteś naprawdę słodki i, mój Boże, niesamowicie seksowny – przyznałam ze śmiechem, a Blake wyszczerzył się zuchwale. – Ale jeśli dalej będziesz taki zazdrosny i zaborczy, to nie – skwitowałam.

Uśmiech natychmiast zniknął z jego twarzy.

– Wiem, że się przyjaźnicie. Rozumiem to i nie mam nic przeciwko. Ale nie życzę sobie, by moja dziewczyna rzucała się na innego kolesia, oplatała go nogami, trzymała za rękę i całowała – warknął, spoglądając na mnie groźnie i zaciskając pięści.

– W takim razie moja odpowiedź brzmi „nie” – oświadczyłam ze wzruszeniem ramion, po czym wstałam i szybko weszłam do domu, zostawiając go samego na trawniku.

Nie ma takiej osoby, dla której zmieniłabym swoje relacje z Clayem!

Kilka godzin później tańczyłam z Rachel. Trochę już wypiłam, więc szumiało mi w głowie.

Nagle poczułam, że ktoś obejmuje mnie ramieniem. Na moim brzuchu spoczęła męska ręka i przyciągnęła mnie do umięśnionego ciała; druga z kolei podsunęła mi pod nos plastikowy kubek.

– Galaretki z wódką? – spytał Clay, podając mi coś, co wyglądało jak gęsty zielony kisiel. Zachichotałam i bez wahania opróżniłam zawartość kubeczka. Alkohol zapiekł mnie w gardle, eksplodując okropnym cytrusowym smakiem.

– Fuj! Ohyda! Czy to limonka? – spytałam, a moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Nienawidziłam limonki, za to Clay ją uwielbiał.

– Uhm – potwierdził ze śmiechem, nachylając się do mojego ucha i muskając je ustami.

Zaczęła się kolejna piosenka, a on nadal mocno mnie obejmował.

– Uwielbiam ten kawałek! – wykrzyknęłam radośnie.

Porwał mnie rytm i rozkołysał biodra. Clay tańczył tuż przy mnie, więc zaczęłam się o niego seksownie ocierać. Zagryzłam wargę i przywarłam do niego, czując na szyi jego gorący oddech, który przyprawił mnie o gęsią skórkę. Gdy przesunął rękę na moje udo, każdy nerw w moim ciele ogarnęło przyjemne mrowienie.

Wypiłam wystarczająco dużo, by zdobyć się na odwagę i odwrócić do niego twarzą. Stanęłam tak, by nasze nogi się przeplatały, i kontynuowałam wyzywający taniec. Nie przejmowałam się tym, że ludzie na nas patrzą; poza nim nic się nie liczyło. Gdy spojrzałam w jego piękne zielone oczy, moje ciało zapłonęło ogniem żądzy. Zsunął rękę na moje pośladki, a ja objęłam go za szyję. Nie da się ukryć, że był świetnym tancerzem, a to, co robiliśmy, było cholernie seksowne.

Pochylił głowę i pocałował mnie w szyję, tylko raz, a gdy podniósł wzrok, na jego twarzy malowało się dzikie pożądanie. Pragnęłam go tak bardzo, że nie mogłam wytrzymać.

– Chcesz jechać do domu? – wyszeptał mi do ucha.

Nie, chcę cię tu i teraz, pomyślałam i niemal wypowiedziałam to na głos, ale w porę się powstrzymałam.

Zaraz, czy on chciał zabrać mnie do siebie? Co konkretnie miał na myśli? Czyżby czuł to samo co ja, a może znudziła mu się impreza i po prostu chciał już wracać? Tak czy owak, trzeba było zakończyć te nieprzyzwoite tańce.

Przygryzłam wargę i pokiwałam głową. Uśmiechnął się szeroko, po czym chwycił mnie za biodra i odwrócił w stronę drzwi. Przywarł do moich pleców i objąwszy mnie ręką w pasie, poprowadził do samochodu.

Otworzył mi drzwi od strony pasażera, a ja podziękowałam mu uśmiechem i wsiadłam, starając się nie rumienić. Nie odzywaliśmy się przez całą drogę do domu, lecz gdy tylko wjechał na podjazd, pochylił się i mnie pocałował, przesuwając językiem po mojej wardze.

Rozchyliłam usta, wpuszczając go do środka, i jęknęłam, gdy poczułam na języku jego słodki smak. Złapał mnie za biodra i wciągnął na swoje kolana. Instynktownie wplotłam mu palce we włosy i przyciągnęłam bliżej, pogłębiając pocałunek.

Nagle otworzył drzwi i wygramolił się wraz ze mną z samochodu. Oplótł się w pasie moimi nogami, podpierając rękami moje pośladki, po czym zatrzasnął drzwi kopniakiem i nie odrywając się od moich ust, zaniósł mnie pod sam dom.

O Boże, Clay, pospiesz się! – błagałam w myślach. Moje ciało wręcz się go domagało.

Oparł mnie o frontowe drzwi i wpił się w moje usta. Minęła minuta lub dwie, a my nadal się całowaliśmy. Jęknęłam, bo naprawdę chciałam już wejść do środka. Dlaczego w ogóle ciągle staliśmy na zewnątrz?

– Chodźmy na górę – szepnęłam, gdy zaczął całować mnie po szyi.

– Czekam tylko, aż otworzysz drzwi – rzucił ze śmiechem.

– Och – mruknęłam i zachichotałam. Sięgnęłam do kieszeni, szukając klucza, ale go nie znalazłam. Clay zaśmiał się ponownie, po czym postawił mnie delikatnie na ziemi.

– Daj, ja poszukam.

Wsunął rękę do przedniej kieszeni moich dżinsów i niemal natychmiast znalazł klucz, ale zamiast go wyciągnąć, zawędrował palcami między moje nogi i zaczął mnie tam masować. Zaparło mi dech – z szoku i podniecenia.

Clay wykorzystał ten moment i znowu mnie pocałował. W końcu, gdy już prawie nie mogłam wytrzymać, wyciągnął klucz i otworzył drzwi.

Schylił się nieznacznie, łapiąc mnie za tyłek, i ponownie mnie podniósł. Uśmiechnęłam się i przywarłam do jego ust, kiedy ruszył w kierunku schodów. Na szczęście o tej porze rodzice już spali. Zaniósł mnie prosto do mojego pokoju i położył na łóżku, po czym wspiął się na mnie.

Jego oczy błyszczały z ekscytacji. Pochylił głowę i znów mnie pocałował, a ja wpiłam się lekko palcami w jego ciało.

– Riley – wydyszał, rozpalając mnie do czerwoności. Przewróciłam go na plecy i usiadłam na nim okrakiem. Czułam, jaki jest pobudzony. Cała niemal drżałam z podniecenia. Uśmiechnęłam się, a on odpowiedział tym samym. – Riley, jesteś taka piękna – wyszeptał, unosząc głowę, by znów mnie pocałować, po czym przekręcił się tak, że znalazłam się pod nim. – Kocham cię – dodał nagle.

Moje serce zamarło.

Kocha mnie? Naprawdę?

Oczywiście, że mnie kochał – jak przyjaciółkę, stwierdziłam w przypływie olśnienia. Ale to mnie nie obchodziło. Był cudowny i nawet jeśli miałabym z nim spędzić tylko tę jedną noc, i tak tego chciałam.

Pocałowałam go zachłannie.

– Ja też cię kocham, Clay – wyznałam szczerze, a jego twarz pojaśniała. Całował mnie po policzkach i szyi, gorączkowo przesuwając rękami po moim ciele, jakby chciał całe je zbadać. – Clay, zrób to ze mną – powiedziałam błagalnie. Z nikim jeszcze nie byłam tak blisko, jednak to mi nie wystarczało.

Uniósł głowę i spojrzał mi w oczy, marszcząc brwi.

– Riley, nie. Nie w ten sposób. Twój pierwszy raz powinien być wyjątkowy – zaprotestował chropawym głosem, a jego ręce nadal zwiedzały moje ciało.

Nagle przyssał się mocno do mojej szyi.

– Robisz mi malinkę? – spytałam, chichocząc.

– Tylko znaczę… – zaczął, ale nie pozwoliłam mu dokończyć.

– Tak, wiem, znaczysz swój teren – wtrąciłam.

– Otóż to! – Zaśmiał się, ponownie przywierając ustami do tego samego miejsca.

Przeturlałam się na niego i również przyssałam się do jego szyi.

– Zrób to porządnie, żeby się długo trzymała – powiedział. Z jego tonu wywnioskowałam, że się uśmiecha.

Zachichotałam i przyssałam się jeszcze mocniej.

– Piękna – oświadczyłam dumnie, kiedy się odsunęłam, podziwiając czerwony ślad na jego szyi.

– Owszem, jesteś piękna – zripostował, masując mnie po plecach.

Siedziałam na nim, wymieniając się pieszczotami, i nawet przez dżinsy czułam, że jest podniecony. Pragnęłam go tak bardzo, że wszystko we mnie krzyczało z bólu.

– Zrób to ze mną – powtórzyłam i zaczęłam ściągać z niego koszulkę.

Zmarszczył brwi, potrząsając zawzięcie głową.

– Nie, Riley – powiedział stanowczo i ponownie się na mnie przetoczył.

W przypływie wstydu wybuchnęłam płaczem. Nie mogłam nic na to poradzić. Wiedziałam, że mam tylko tę jedną noc, ale on tego nie chciał. Poczułam się jak idiotka, w dodatku brzydka i wykorzystana.

Oparłam się o niego rękami, próbując do zepchnąć.

– Chyba powinieneś już iść – wychrypiałam przez łzy.

– Słucham? Dlaczego? Bo nie chcę uprawiać z tobą seksu? – spytał z niedowierzaniem.

Potwierdziłam ruchem głowy, a jego twarz spochmurniała, wykrzywiając się w grymasie jeszcze większej konsternacji.

– Wyganiasz mnie, bo nie chcę cię wykorzystać? Zwłaszcza że jesteś pijana, a za ścianą śpią twoi rodzice?

– Clay, serio, idź już – wychlipałam i pchnęłam go ponownie w pierś, żeby wreszcie ze mnie zszedł.

Pokręcił gwałtownie głową.

– Nie rozumiem. Proszę, powiedz, co zrobiłem nie tak? – błagał, przykuwając mnie spojrzeniem i rękami do materaca.

– Nie chcesz mnie, więc, proszę, idź sobie. Przez ciebie czuję się jeszcze gorzej – wykrztusiłam, zanosząc się płaczem.

– Myślisz, że cię nie chcę? Naprawdę? – spytał niemal ze złością.

– Chciałam ci się oddać, a ty mnie odtrąciłeś! Mam tylko tę jedną noc, a ty i tak mnie nie chcesz. Bzykasz wszystko, co się rusza, tylko nie mnie! – zawodziłam.

Uniósł moje ręce i zarzucił je sobie na szyję, a potem podniósł się tak, że siedziałam mu na kolanach jak małe dziecko.

– Niedźwiadku, oczywiście, że cię pragnę. Nie znam piękniejszej istoty od ciebie. Ale tu chodzi o twój pierwszy raz. Powinien być wyjątkowy. To się powinno stać w jakimś luksusowym hotelu albo czymś podobnym, a nie po alkoholu i w dodatku po cichu, żeby nie obudzić twoich rodziców – wyjaśnił, osuszając moje łzy pocałunkami.

 

Odgarnął mi włosy z twarzy i uśmiechnął się do mnie czule, a wtedy ja przywarłam do niego, całując z całych sił. Wydał z siebie gardłowy jęk i odwzajemnił pocałunek z taką samą namiętnością. Gdy mnie całował, tak łatwo było uwierzyć, że jestem dla niego tą jedyną, że kocha mnie równie mocno, jak ja kocham jego, że także mnie pragnie i potrzebuje.

Pozwoliłam sobie w to wierzyć. Zacisnęłam palce na jego włosach i lekko pociągnęłam, a on ponownie jęknął.

Och, jak on całował! Jego usta idealnie współgrały z moimi, tak że wszystkie włoski na karku stawały mi dęba. Pewnie miał w tym wprawę, bo był podrywaczem i całował w ten sposób już setki dziewczyn, sprawiając, że każda czuła się tak, jakby była tą jedyną.

Na tę myśl poczułam rosnącą w gardle gulę, więc szybko ją odegnałam. Miałam gdzieś inne dziewczyny. Teraz był mój i zamierzałam się tym cieszyć.

Położył się na mnie, a ja przesunęłam dłońmi po jego torsie, pogłębiając pocałunek. Odpowiedział równie zachłannie, eksplorując językiem wnętrze moich ust. Gdy wreszcie się od nich oderwał, oboje ciężko dyszeliśmy, a mnie kręciło się w głowie.

– Kocham cię, Riley Jane Tanner – powiedział, patrząc mi w oczy. Nadal nie byłam w stanie złapać oddechu, więc nie odpowiedziałam, tylko się uśmiechnęłam, a moje serce zaczęło skakać z radości. – To może trochę potrwać, ale zamierzam cię wycałować od stóp do głów, centymetr po centymetrze – wyszeptał, składając czułe pocałunki na moim czole, na powiekach, nosie i policzkach. Zachichotałam, gdy delikatnie przygryzł moje ucho i zaczęliśmy się wzajemnie rozbierać.

Zarumieniłam się, bo znów stałam przed nim naga, lecz gdy spojrzałam mu w oczy, poczucie wstydu szybko minęło.

Jego ręka wróciła między moje uda. Masował mnie delikatnie, całując po szyi i ramionach. Jęczałam i dyszałam, a moje ciało drżało z rozkoszy. Zanim dotarł do moich piersi, zaczęłam szczytować, wykrzykując jego imię.

Gdy na mnie spojrzał, w jego oczach błysnęło rozbawienie.

– Dzięki – wyszeptałam, przeczesując mu włosy palcami.

– Riley, do końca jeszcze daleko – powiedział i wrócił do całowania mojego ciała.

Muszę przyznać, że był bardzo skrupulatny; wątpię, by pominął choćby centymetr.

Gdy skończył, zamieniliśmy się rolami. Wreszcie miałam okazję zrobić to, o czym wcześniej myślałam. Przesuwałam językiem po jego klatce piersiowej, badając dłońmi każdy skrawek jego prężnego ciała.

Oboje dyszeliśmy, ociekając potem. Gdy opadłam na łóżko, wziął mnie w ramiona i przyciągnął do siebie. Widząc jego minę, zaśmiałam się cicho; patrzył na mnie jak na boginię.

– Riley, a niech mnie! To było niesamowite. Mówię serio. Ja pierdzielę! Na pewno nigdy wcześniej tego nie robiłaś? – wyrzucił z siebie, z trudem łapiąc oddech.

– Hmm, był jeden raz, gdy… – zawiesiłam celowo głos, a on zmrużył oczy i zaczął mnie łaskotać.

– Szybko, zdrzemnijmy się, zanim każę ci to powtórzyć – zasugerował, gdy przestałam chichotać i wić się na boki. – Sen ci się przyda, bo jutro zamierzam ci się odwdzięczyć – wymruczał z szelmowskim uśmieszkiem.

Czy to znaczyło, że nie skończy się na tej nocy?

Nie chciałam sobie robić nadziei. Spędziłam z nim już dwie cudowne noce. Postanowiłam, że nie będę pazerna.

– Zgaszę światło – powiedział szeptem, wychodząc z łóżka.

Wsunęłam się pod kołdrę, a po chwili on położył się obok mnie. Pocałowałam go jeszcze raz i przeturlałam się na swoją połowę. Poczułam jego ciepło, gdy objął mnie mocno i przywarł do moich pleców, splatając ze sobą nasze nogi.

Westchnęłam z zadowoleniem. Teraz mogłabym umrzeć.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?