Chłopak, który wiedział o mnie wszystko

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Gdy usiadł naprzeciwko mnie, Ben natychmiast wytrzeszczył oczy.

– Cholera! Pozwalasz jej się znakować? – krzyknął, wskazując palcem szyję Claya.

– Jak to znakować? – powtórzył zdziwiony Clay.

– Zrobiła ci malinkę! – wyjaśnił ze śmiechem Ben.

Clay spiorunował mnie wzrokiem.

– Nie zrobiłaś tego! – rzucił oskarżycielskim tonem.

Skinęłam głową, starając się nie roześmiać.

– A jednak! Zemsta jest słodka! – skwitowałam z szelmowskim uśmieszkiem.

Przewrócił tylko oczami i postawił kołnierzyk koszuli, żeby zakryć malinkę. On robił mi je prawie co tydzień, odkąd skończyłam dziesięć lat, twierdząc, że znaczy swój teren, podobnie jak kot.

Wreszcie dostał za swoje.

Na wuefie mieliśmy trening na bieżni, co bardzo mnie ucieszyło. Uwielbiałam biegać, a już na pewno wolałam to niż grać w dwa ognie albo inną denną grę halową. Jedynym problemem było to, że nie miałam żadnego stroju do ćwiczeń, bo dopiero wróciłam z wakacji. Rachel pożyczyła mi spodenki, które okazały się bardzo krótkie. Cóż, byłam od niej znacznie wyższa. Koszulki też nie miałam, więc wysłałam Clayowi esemesa z pytaniem, czy nie ma jakiejś zapasowej. Po kilku sekundach odpisał, że będzie na mnie czekał przed szatnią.

Wszystkie dziewczyny były już przebrane, więc zaczęły wychodzić. Gdy wyjrzałam niepewnie na zewnątrz, zobaczyłam Claya, który stał przed drzwiami i się wychylał, zaglądając do środka.

– Łap! – krzyknął, rzucając mi dużą białą koszulkę.

– Pospieszcie się, bo inaczej za karę będziecie robić pięćdziesiąt pompek! – warknął nauczyciel i wyszedł.

Szybko zdjęłam bluzkę, ciskając ją w głąb szatni na stos moich rzeczy, i przebrałam się w T-shirt od Claya. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam, że stoi w progu ze zbolałym wyrazem twarzy.

– Coś się stało? – spytałam, związując koszulkę na plecach, by bardziej przylegała.

Clay pokręcił przecząco głową, ale nie odpowiedział. I nagle mnie olśniło. Przed chwilą ściągnęłam na jego oczach bluzkę.

Cholera! Brawo, Riley!

Choć tak naprawę to nie było nic wielkiego. Nieraz widywał mnie już w bikini, a to było prawie to samo. Więc dlaczego tak na mnie patrzył?

Odwróciłam się i wybiegłam na boisko, ignorując jego skrępowanie.

– Kto pierwszy, ten lepszy! – krzyknęłam przez ramię, bo nadal stał jak sparaliżowany przed szatnią.

Mieliśmy przebiec pięć okrążeń. Pędziłam ile sił w nogach, by już na starcie wyrobić sobie przewagę. Clay był naprawdę szybki. Mniej więcej po minucie usłyszałam za sobą jego kroki i wiedziałam, że zaraz mnie dogoni.

Gdy przebiegał obok, klepnął mnie w tyłek, aż zapiszczałam, czując lekkie pieczenie.

– Ruchy, ślimaku! Bo będziesz płacić za kolację – rzucił ze śmiechem.

Nabrałam głęboko powietrza i zaczęłam szybciej przebierać nogami. Dogoniłam go, ale coś mi podpowiadało, że mi na to pozwolił – gdyby tego nie chciał, na pewno bym go nie doścignęła. Biegliśmy teraz ramię w ramię, przerzucając się w żartach uszczypliwościami, tak jak każdego ranka.

Robiliśmy właśnie ostatnie okrążenie – dzięki Bogu, bo byłam już ledwie żywa – gdy nagle Clay wpadł na pomysł.

– Co powiesz na zakład? – zaproponował, szczerząc zęby w uśmiechu.

Cholera, zawsze z nim przegrywałam!

– Zależy jaki – odpowiedziałam niepewnie.

Czułam, że po plecach spływa mi pot. Byliśmy sami, bo nikt oprócz nas nie traktował tego poważnie; wszyscy albo szli spacerkiem, prowadząc rozmowy, albo biegli truchtem.

– Jeśli cię pokonam, będziesz musiała pocałować kogoś, kogo wybiorę. A jeśli ty mnie pokonasz, to ty wybierzesz, kogo mam pocałować. Tylko żadnego cmokania! To ma być porządny pocałunek, z języczkiem – zaznaczył z szerokim uśmiechem.

Popatrzyłam w dal, zastanawiając się, czy jestem w stanie pobiec jeszcze szybciej. Wiedziałam, że on nie będzie miał z tym problemu. Do mety zostało już tylko sto metrów.

Szybko rozważyłam, czy mi się to opłaci. Naprawdę nie miałam ochoty nikogo całować, ale jeśli wygram i każę Clayowi pocałować Rachel, to będzie mi za to dozgonnie wdzięczna.

To mnie przekonało.

– Dobra, niech będzie – zgodziłam się i trąciłam go biodrem, wybijając z rytmu. Potrzebowałam każdej pomocy, żeby go prześcignąć.

Biegłam ile tchu w piersiach, przebierając nogami tak szybko, że ledwie mogłam za nimi nadążyć. Nie oglądałam się za siebie, żeby się nie dekoncentrować. Skupiłam się na linii mety i na zwycięstwie, które miałam na wyciągnięcie ręki…

Nagle, jakby znikąd pojawił się Clay i przemknął obok, wygrywając z przewagą dobrych dziesięciu metrów.

Cholera!

Wpadłam za nim na metę, lecz żadne z nas się nie zatrzymało. Zwolniliśmy do truchtu i podbiegliśmy jeszcze kawałek, po czym zaczęliśmy maszerować.

Byłam kompletnie wyczerpana. Opadłam na trawę w cieniu drzewa, z trudem łapiąc oddech. Chwilę później Clay zwalił się na mnie i przycisnął swoim ciałem do zimnej, twardej ziemi, tak że trawa łaskotała mnie w odsłonięty skrawek pleców.

O dziwo, nie było mi ciężko, więc pewnie podpierał się rękami.

Zaśmiał się, gdy zaczęłam się szamotać, próbując go zepchnąć, ale byłam zbyt zmęczona, a moje mięśnie odmówiły współpracy.

– Wygrałem – oświadczył z satysfakcją i zaczął potrząsać głową jak pies, ochlapując mnie potem.

– Zawsze wygrywasz! Może w końcu założymy się o coś, w czym nie będę totalnie bez szans? Jeśli jeszcze nie zauważyłeś, jestem dziewczyną i mam krótsze nogi – powiedziałam zdyszanym głosem.

– Owszem, zauważyłem – odpowiedział z szelmowskim uśmiechem. Pchnęłam go w żartach, lecz on tylko się zaśmiał, po czym dodał: – A teraz przejdźmy do mojej nagrody…

– W porządku – jęknęłam. – Wybieraj. Tylko niech to nie będzie nauczyciel, bo na pewno tego nie zrobię. Dziewczyny też nie pocałuję – mruknęłam, kręcąc nosem i jednocześnie się śmiejąc.

– Nic z tych rzeczy. Ułatwię ci sprawę – oświadczył z ironią.

Zamknęłam oczy, zastanawiając się, dlaczego w ogóle przystałam na jego zakład. Nigdy na tym dobrze nie wychodziłam.

– Okej, no to kogo mam pocałować? – spytałam.

Zdążyłam ochłonąć i zaczęłam czuć zimną ziemię i wiatr. Zadrżałam i objęłam go w pasie, przyciągając bliżej, żeby trochę się ogrzać. Przylegał do mnie całym sobą, a ja chłonęłam jego ciepło. Gorący oddech Claya owiewał moją twarz słodkim zapachem jego ulubionych truskawkowych cukierków.

Uśmiechnął się i otarł mi pot z czoła.

Boże, musiałam wyglądać naprawdę seksownie, cała spocona – choć z drugiej strony to przecież Clay! Widział mnie taką każdego dnia. Jego pot też mi nie przeszkadzał, wręcz przeciwnie – teraz, gdy był zgrzany i ciężko dyszał, wyglądał jeszcze ponętniej.

Chwila, o czym ja myślę! To mój najlepszy kumpel! – skarciłam się w duchu i spojrzałam na niego wyczekująco.

Przyglądał mi się z dziwną miną.

– Clay? Kogo mam pocałować? – powtórzyłam, by odwrócić jego uwagę, w razie gdyby czytał mi w myślach i wiedział, że właśnie krążą wokół niego.

– Pamiętasz, że ma to być porządny pocałunek, z języczkiem? – przypomniał, przygryzając wargę.

Pokiwałam głową, przewracając oczami.

Tak, tak, pamiętam ten durny zakład! – pomyślałam.

– W takim razie pocałuj mnie – wyszeptał, pochylając powoli głowę.

Zamarłam.

Co takiego? Cholera, mam go pocałować? Mojego najlepszego przyjaciela?

Zbliżał się coraz bardziej, czułam na ustach jego oddech, ale leżałam bez ruchu, czekając w napięciu na to, co miało się wydarzyć.

Nagle chwycił mój podbródek, odwracając moją głowę, i przyssał się mocno do mojej szyi. Zachichotałam, czując na sobie jego usta; zawsze mnie to bawiło. Podniosłam ręce, by go odepchnąć, lecz złapał mnie za nadgarstki i przycisnął je do ziemi, nieprzerwanie ssąc moją skórę. Po kilku sekundach odsunął się i spojrzał z dumą na swoje dzieło.

– Dlaczego mi to zrobiłeś? – spytałam, znowu się śmiejąc.

Wyglądał na bardzo zadowolonego.

– Musiałem zaznaczyć swój teren – odpowiedział, całując mnie w czoło.

Zszedł ze mnie, pomagając mi wstać, i razem ruszyliśmy w stronę szatni.

– Zimno ci? – spytał, obejmując mnie ramieniem.

Potwierdziłam ruchem głowy.

– Czyli to był tylko żart? – spytałam cicho. Tak naprawdę nie chciał, żebym go pocałowała?

– Trzymaj – powiedział, po czym zdjął T-shirt i narzucił mi go na plecy, żeby było mi cieplej. Starałam się nie odwracać i nie patrzeć na jego boskie ciało, ale bezskutecznie. Zapatrzyłam się na kroplę potu spływającą po jego umięśnionym brzuchu i zanim pomyślałam, starłam ją palcem, przytrzymując go tam nieco dłużej, niż to konieczne.

Ups! Co ja robię, do cholery? – zganiłam się w myślach.

Zgrzytnęłam zębami i podniosłam wzrok. Clay miał taki sam wyraz twarzy jak wtedy, przed szatnią.

Uśmiechnęłam się słabo.

– Przepraszam, miałeś, yyy… chodził po tobie robak – skłamałam bez przekonania.

– Dzięki, że się go pozbyłaś – powiedział cicho, a potem odchrząknął, zmieniając temat: – Obejrzymy dzisiaj film? Do pizzy?

Uśmiechnęłam się na tę myśl. Uwielbiałam nasze filmowe wieczory! Z oczywistej przyczyny nie urządziliśmy żadnego od przeszło miesiąca.

– No pewnie! Ty przynieś lody, a ja załatwię popcorn – zaproponowałam z szerokim uśmiechem. Zawsze tak robiliśmy.

– Mam DVD z Paranormal Activity 3. Wczoraj kupiłem.

– Naprawdę? Dlaczego? Przecież nie cierpisz filmów o duchach – stwierdziłam nieco zmieszana.

– Wiem, że chciałaś go obejrzeć – odpowiedział, wzruszając ramionami.

Westchnęłam radośnie. Jak można było go nie kochać? Był taki słodki i troskliwy.

 

– I to jak! Pod warunkiem, że nie będziesz się ze mnie nabijał, jeśli nagle podskoczę albo zacznę krzyczeć – zastrzegłam, przyglądając mu się podejrzliwie.

– Hej, kiedy się niby z ciebie nabijałem? – spytał, udając urażonego, i ścisnął mnie za ramię.

– Yyy, niech no pomyślę. Na Egzorcyście i Głosach. Aaa, i jeszcze na Widmie. Śmiałeś się ze mnie przez kilka dni! – zauważyłam z nadąsaną miną.

Parsknął śmiechem.

– Faktycznie! To akurat było śmieszne. Szkoda, że siebie nie widziałaś. „Ja cię sunę, Clay! Tak się boję! Sprawdź szafę!”. Przezabawne! – powiedział, nieudolnie mnie przedrzeźniając i zaśmiewając się przy tym do łez. Uderzyłam go w nagą klatkę piersiową mocniej, niż chciałam, aż rozległo się głośne plaśnięcie.

– Aua, Niedźwiadku, to bolało – zażartował, pocierając pierś, lecz nie przestał się śmiać.

– Och, biedne maleństwo. Duża, niedobra dziewczynka zrobiła ci kuku? – przemówiłam do niego dziecinnym głosem, masując miejsce, w które go uderzyłam. Jego skóra była tak miękka i ciepła w dotyku, że nie chciałam zabierać ręki. Za bardzo mi się podobało.

Odsunęłam się od niego i przygryzłam wargę. Cholera, co się dziś ze mną dzieje? – pomyślałam.

Gdy dotarliśmy do szatni, uśmiechnęłam się i skierowałam ku dziewczęcej przebieralni.

– Wezmę ją do domu i wypiorę – zaproponowałam, rozwiązując supeł na koszulce, którą mi pożyczył.

Już miałam iść, ale chwycił mnie za rękę. Odwróciłam się i spojrzałam mu w oczy.

– Odpowiedź brzmi „nie”, Riley. Nie żartowałem – oświadczył z uśmiechem i poszedł w swoją stronę, zostawiając mnie samą i zdezorientowaną.

Nie żartował? Na jaki temat? Chodziło o film? O to, że nie będzie się ze mnie naśmiewał?

Przewróciłam oczami i poszłam pod prysznic, nie zawracając sobie tym głowy. Za Clayem czasem trudno było nadążyć.

– Hej, Riley, chciałabyś spróbować sił jako cheerleaderka? Prowadzimy nabór – rzuciła radośnie ładna blondynka, gdy kończyłam się ubierać.

– Yyy, nie, dzięki. Nie mam zadatków na cheerleaderkę. – Uśmiechnęłam się przyjaźnie, potrząsając głową.

– Jak sobie chcesz, ale wiesz, że cheerleaderki umawiają się z najseksowniejszymi chłopakami? Clay jest w drużynie futbolowej. Jeśli chcesz z nim chodzić, musisz być cheerleaderką, żeby w ogóle cię zauważył – skwitowała szorstko.

Nachmurzyłam się.

– Uwierz mi, nie muszę nią być, żeby mój przyjaciel mnie zauważył – zripostowałam.

– Przyjaciel, ta, jasne. Widziałam was. Na litość boską, zrobiłaś mu malinkę, a on się nawet nie przejął. Gdyby zrobiła to któraś z nas, wpadłby w panikę – prychnęła, posyłając mi szydercze spojrzenie.

– To były zwykłe wygłupy. – Wzruszyłam ramionami. – Wiedziałam, że to go rozbawi – dodałam, upinając włosy w niedbały kok.

Nagle się zapowietrzyła.

– A to co, do cholery? – wykrztusiła wreszcie, wskazując moją szyję.

Spojrzałam w lusterko i ujrzałam wielką, fioletową malinkę.

– Skurkowany! Minie wieczność, zanim mi to zejdzie – jęknęłam, dźgając malinkę palcem, jakby to miało pomóc. – Zamorduję go.

– Clay ci ją zrobił? – spytała dziewczyna, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami.

Zmarszczyłam nos i przytaknęłam. Ten dupek mi za to zapłaci, pomyślałam. Poczekam, aż zaśnie, i wtedy go dopadnę.

– Wow, nigdy wcześniej nie znakował tak żadnej dziewczyny – dodała cicho. – Musisz się naprawdę dobrze bzykać.

Spojrzałam na nią zaszokowana.

– To mój najlepszy przyjaciel! Tylko się wygłupiał. Nigdy z nim nie spałam.

Cóż, to niezupełnie prawda. Owszem, spałam z nim wiele razy, ale nigdy nie uprawialiśmy seksu. Właściwie to z nikim jeszcze nie uprawiałam seksu. Kończyło się tylko na pocałunkach.

Dziewczyna obrzuciła mnie sceptycznym spojrzeniem – ewidentnie mi nie wierzyła. Odwróciła się na pięcie i wypadła z szatni. Wyglądała, jakby miała się zaraz rozpłakać.

Co ja takiego powiedziałam?

Rozdział drugi

Reszta dnia minęła jak z bicza strzelił. Podczas kolejnej wspólnej lekcji miałyśmy z Rachel niezły ubaw, a poza tym wymieniłyśmy się numerami telefonów. Spytałam ją o dziewczynę z szatni. Okazało się, że Jennifer, bo tak się nazywała, umówiła się kilka razy z Clayem – więc pewnie też kilka razy się z nim przespała – i chciała, żeby był jej chłopakiem, ale odmówił. Nie byłam tym zaskoczona. Cały Clay – żadnych zobowiązań.

Po powrocie do domu powiedziałam mamie i ojczymowi, że Clay wpadnie na noc i zamówimy pizzę. Jak zwykle nie mieli nic przeciwko. Clay właściwie z nami mieszkał. Nocował u nas w każdą środę, sobotę i niedzielę, i to od małego.

Ledwo zdążyłam wziąć prysznic i przebrać się w piżamę – różowe spodenki z podobizną Betty Boop i podkoszulek – gdy zapukał do mojej sypialni.

– Hej, Niedźwiadku – przywitał się, wchodząc jak do siebie, i rzucił swoje rzeczy na krzesło. – Tak jak obiecałem, lody są w zamrażarce. Wziąłem śmietankowe z ciasteczkami i sorbet truskawkowy, bo wiedziałem, że nie będziesz się mogła zdecydować, które wolisz.

Uśmiechnęłam się i wcisnęłam mu do ręki telefon.

– Ty zamawiasz pizzę – oświadczyłam radośnie. Złapałam go za drugą rękę i zaprowadziłam do kuchni, podczas gdy on składał zamówienie.

Włożyłam popcorn do mikrofalówki i usiadłam na blacie kuchennym. Clay stanął tyłem do mnie, opierając się o szafkę między moimi nogami. Objęłam go za szyję i wsparłam brodę na jego ramieniu, przywierając do jego pleców. Patrzyliśmy, jak robi się popcorn, a on w tym czasie muskał moje łydki kciukami. Brakowało mi tego.

– Cześć, Clay. Stęskniłam się za tobą! – zaszczebiotała mama, wchodząc do kuchni, a potem mocno go przytuliła.

– Ja za tobą również, Sandro – odpowiedział, posyłając jej czarujący uśmiech. – Davidzie, podróż się udała? – spytał, wyciągając rękę do mojego ojczyma.

David uścisnął jego dłoń i uśmiechnął się serdecznie.

– Jak najbardziej, synu. Aż szkoda było wracać, ale szczerze mówiąc, chyba nie zniósłbym dłużej marudzenia Riley! – zażartował, dźgając mnie palcem w żebra.

Przewróciłam oczami, wsypując popcorn do miski, a mama zachichotała jak nastolatka.

– Marudziła? Z jakiego powodu? – spytał Clay i spojrzał na mnie wyraźnie zdziwiony.

– Twojego, na litość boską – rzucił ze śmiechem David. – „Brakuje mi Claya! Kiedy wracamy? Chcę się zobaczyć z Clayem! Dlaczego moja komórka nie działa? Chcę wysłać Clayowi esemesa” ciągnął dalej, naśladując dziewczęcy głos.

Clay parsknął śmiechem i objął mnie ramieniem.

– David, cicho! Wcale nie marudziłam. Po prostu tęskniłam za moim najlepszym przyjacielem. Miesiąc to szmat czasu! – zripostowałam, rzucając w niego gorącym popcornem. Złapał go i zjadł, nie przestając się śmiać. Tak naprawdę to wiedziałam, że byłam bardzo męcząca, ale na swoją obronę dodam, że miesiąc bez uścisków Claya to zdecydowanie za długo.

– No to bawcie się dobrze. Wychodzimy na kolację – oznajmiła mama, całując nas oboje w policzek.

W tej samej chwili rozległ się dzwonek.

– Pizza! – zawołał David z przedpokoju. Podbiegłam do drzwi z portfelem. – Nie trzeba, już zapłaciłem – powiedział i podał mi pizzę, całując mnie w czoło.

Uśmiechnęłam się z wdzięcznością. Wiedziałam, że nie mogłam trafić na lepszego ojczyma. Kochał nas obie do szaleństwa. Gdy związał się z mamą, miałam zaledwie siedem lat, a on wychowywał mnie i traktował jak własną córkę. Był jedynym ojcem, jakiego znałam. Ten biologiczny był tylko dawcą nasienia. Nigdy mnie nie chciał i zniknął, gdy się dowiedział o ciąży. Mama i David starali się o dziecko, ale okazało się, że David jest bezpłodny, dlatego rozpieszczał mnie bez umiaru.

Gdy tylko rodzice wyjechali, tak jak zawsze wzięliśmy jedzenie i poszliśmy do mojego pokoju. Opchawszy się pizzą, opowiedzieliśmy sobie o wszystkim, co się wydarzyło przez ostatni miesiąc.

O wpół do dziesiątej wreszcie włączyliśmy film. Clay przebrał się w piżamę – co sprowadzało się do zdjęcia koszulki i dżinsów, bo zwykle spał w samych bokserkach – i wskoczył do łóżka.

Film był straszny, naprawdę straszny. W którymś momencie nie mogłam już patrzeć. Tak mocno wtuliłam twarz w pierś Claya, że zdrętwiał mi nos. Clay obejmował mnie ramieniem, a drugą rękę położył mi z tyłu na głowie, wplatając palce we włosy.

I tak dotrwaliśmy do końca.

Spojrzałam na niego, oczekując, że zacznie się śmiać, jak zawsze to robił po obejrzeniu strasznego filmu, lecz tylko patrzył, wnikliwie badając wzrokiem moją twarz.

Oddech mi przyspieszył, bo coś się zmieniło. Nie wiedziałam, jak to się stało, ale nagle dostrzegłam, jaki jest przystojny. Poczułam, jak miły jest dotyk jego skóry, a gdy zacisnął palce na moich włosach, cała zadrżałam. Powietrze zgęstniało od napięcia i zaczęłam ciężej oddychać.

Co się ze mną dzieje, do cholery? Owszem, nie widziałam go przez miesiąc, ale to był jakiś obłęd!

Nagle Clay ocknął się jakby z transu.

– Pójdę po lody – mruknął i wyskoczył z łóżka, włączając pauzę.

Usiadłam, pocierając dłonią twarz, lekko oszołomiona tym, co się działo. Cholera, to było naprawdę dziwne.

Po dwóch minutach wrócił z uśmiechem na twarzy.

– No więc które wolisz, Niedźwiadku? – spytał, wyciągając w moją stronę dwa pudełka lodów.

Zmusiłam się do uśmiechu; postanowiłam zignorować ogarniającą mnie konsternację. On najwyraźniej nie poczuł nic, bo zachowywał się zupełnie normalnie, więc może to tylko zmęczenie.

– Hmm, sorbet truskawkowy – odpowiedziałam, dobierając się do lodów.

Opadł ciężko obok mnie i zaczął opowiadać z ekscytacją o swoich treningach.

– Chciałbym cię o coś spytać – powiedział nagle i spoważniał. Natychmiast zesztywniałam, bo Clay nigdy nie był tak poważny. Uniosłam brwi z wyczekiwaniem, a wtedy on odchrząknął. – Zastanawiałem się, czy… yyy… skoro chodzimy do tej samej szkoły, to… może mogłabyś nosić mój numer? – wyjąkał ze wzrokiem wbitym w deser.

– Nosić twój numer? O czym ty mówisz? Jaki numer? – spytałam ze zdziwieniem, korzystając z okazji, by podebrać mu lody.

Zaśmiał się tylko i podał mi je, a sam wziął do połowy zjedzony sorbet.

– Nie wiem, czemu w ogóle pytam, co chcesz. I tak ostatecznie podjadasz ode mnie – zakpił, ponownie wybuchając śmiechem. Uśmiechnęłam się z miną winowajcy i znów wbiłam łyżeczkę w lody. – A wracając do tego, co powiedziałem… Wiesz, że gram w futbol, prawda? Cóż, teraz, gdy chodzisz ze mną do szkoły, oczekuję, że będziesz przychodzić na mecze. Wszyscy na nie chodzą, a po nich zawsze jest impreza. – Skrzywił się, rozcierając nerwowo kark.

– Okej, chętnie przyjdę popatrzeć. Nigdy nie widziałam, jak grasz tak na serio na boisku, tylko w parku – odpowiedziałam z uśmiechem.

Pokiwał głową.

– Tak, yyy, więc… chłopaki mają taką zasadę, że dają koszulkę ze swoim numerem swojej dziewczynie, która ją nosi, no wiesz, by okazać wsparcie – wymamrotał. – Ale ja nigdy nie miałem dziewczyny, więc tak się zastanawiałem, czy nie chciałabyś nosić tej koszulki i mnie dopingować? – wydusił z siebie wyraźnie zakłopotany.

Na moją twarz wpełzł dumny uśmiech.

– Pewnie, że tak, głuptasie! Przecież jestem twoją największą fanką – stwierdziłam, szturchając go łokciem w żebra.

Podniósł wzrok i uśmiechnął się promiennie.

– Dzięki.

Ziewnęłam; wciąż nie odespałam wczorajszej nocy. Do domu wróciliśmy późno, poza tym nie mogłam zasnąć, stresując się pierwszym dniem w nowej szkole.

– Jesteś zmęczona. Zgaszę światło – zawyrokował Clay, wyrzucając do kosza prawie puste pudełka po lodach.

Gdy zgasił górne światło, włączyłam nocną lampkę i patrzyłam, jak wraca do łóżka. Naprawdę był piękny, zarówno w środku, jak i na zewnątrz. Bardzo za nim tęskniłam.

Przesunęłam się, by zrobić mu miejsce. Objął mnie jak zwykle i przygarnął do piersi. Leżeliśmy na boku twarzami do siebie. Nasze ciała się stykały, a on znowu intensywnie mi się przyglądał.

– Coś nie tak? – spytałam cicho. Czułam, że chce mi coś powiedzieć. Znałam go na wylot.

– Chodzi o nasz wcześniejszy zakład – wyszeptał, zbliżając się do mnie.

Cholera, zupełnie o nim zapomniałam! Chyba nie chciał tak naprawdę, żebym go pocałowała?

Poczułam na twarzy jego słodki, ciepły oddech, a moje serce przyspieszyło.

– Tak? – wychrypiałam nerwowo. Co zrobić, jeśli mnie pocałuje? Zakład to zakład, nigdy się z nich nie wycofywaliśmy. Poza tym wygrał uczciwie. Gdyby wynik był inny, musiałby pocałować osobę, którą ja bym wybrała.

 

– Chciałbym odebrać nagrodę – wymruczał, po czym przekręcił się lekko i przyparł mnie piersią do łóżka.

– Clay, co do…? – wydyszałam, ale on już pochylił się w moją stronę. Zamarłam; nie wiedziałam, co robić, więc po prostu leżałam nieruchomo.

Jego wargi musnęły moje usta tak delikatnie, że ledwie to poczułam. Odchylił się i znów na mnie spojrzał.

– Mogę cię pocałować? – wyszeptał ochrypłym głosem. Brzmiał tak seksownie, że aż jęknęłam.

– W ramach zakładu? – spytałam, nadal nie rozumiejąc, dlaczego w ogóle tego chciał.

Pokiwał głową, a na jego twarzy z jakiegoś powodu pojawił się smutek.

– Yyy… no dobrze.

Ledwo to powiedziałam, pochylił się, całując mnie czule i namiętnie.

O Boże, to było niesamowite!

Jego miękkie usta wpasowały się idealnie w moje, rozpalając mnie do czerwoności. Gdy przesunął językiem po mojej dolnej wardze, rozchyliłam je jeszcze szerzej, a wtedy on wsunął go do środka i zaczął delikatnie masować mój język. Smakował tak cudownie, że nie wytrzymałam i jęknęłam. Nikt mnie tak jeszcze nie całował. Owszem, całowałam się już z kilkoma chłopakami, ale to było coś zupełnie innego.

Objęłam go za szyję i wplotłam palce w jego włosy, próbując przyciągnąć go bliżej. Cichy jęk, który wyrwał się z jego gardła, sprawił, że ogarnęło mnie dziwne mrowienie.

Clay odsunął się, ale tylko po to, by wyznaczyć pocałunkami ścieżkę wzdłuż mojej szczęki i obsypać nimi moją szyję. Po chwili wrócił do ust, a ja pocałowałam go tak zachłannie, jakbym chciała wyssać z niego duszę. Poczułam, że jego ręka wędruje po moim udzie do biodra, potem wsuwa się pod top od piżamy i zaczyna gładzić mój brzuch. Moje ciało zadrżało, domagając się czegoś, co ledwie rozumiałam.

Gdy jego palce wpiły się w moje biodro, nagle dotarło do mnie, co robię.

O Boże, obściskuję się z Clayem. Do cholery, co ja wyprawiam? To przecież Clay, mój najlepszy przyjaciel, i właśnie wsadził mi rękę pod bluzkę. Wcale nie lubię go w ten sposób. Bo nie lubię, prawda?

Niechętnie wyplątałam dłonie z jego włosów, oparłam się nimi o jego pierś i lekko go odepchnęłam.

Natychmiast się odsunął, wbijając we mnie wzrok. Po chwili westchnął i usiadł.

– Przepraszam, Riley. Naprawdę cię przepraszam – jęknął, zasłaniając się dłońmi. Wyglądał na bardzo zmartwionego.

Wyciągnęłam ku niemu ręce, by odsłonić mu twarz. Nie lubiłam, gdy ukrywał przede mną swoje uczucia. Rozmawialiśmy o wszystkim, nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic. Musiałam się dowiedzieć, co to wszystko znaczyło.

– Clay, co to było? Dlaczego to zrobiłeś? Nie żeby mi się nie podobało, ale… no wiesz… co to było? – wyjąkałam skołowana i zawstydzona. Na policzkach czułam wypieki i w duchu dziękowałam, że przy łóżku świeci się tylko jedna lampka, więc nie były zbyt widoczne.

– Nie wiem – wydusił, przełykając ślinę. – Nie powinienem był tego robić. Przepraszam. Wybacz mi, proszę – błagał, patrząc na mnie z przerażeniem.

Chwila, dlaczego on ma taką minę? O Boże, czyżbym marnie całowała? Byłam taka odpychająca, że to go przeraziło?

Natychmiast ogarnął mnie strach na myśl o tym, że to może zrujnować naszą przyjaźń.

– Clay, nie przejmuj się. Ale to nie powinno się było wydarzyć. Nie wracajmy już do tego, okej? To znaczy nie chcę, żeby coś się między nami zmieniło, rozumiesz? Jesteś moim najlepszym przyjacielem, nie mogę cię stracić – powiedziałam ze łzami w oczach.

Przytulił mnie i pozwolił, bym wypłakała się w jego pierś.

– Ja też nie chciałbym cię stracić, Niedźwiadku – wyszeptał, całując mnie w czubek głowy.

Odsunęłam się, by na niego spojrzeć – na mojego przyjaciela, anioła stróża, chłopaka, którego nie może zabraknąć w moim życiu.

– Udawajmy, że to się nigdy nie wydarzyło, dobrze? – zaproponowałam z nadzieją w głosie.

Otarł mi łzy i uśmiechnął się smutno.

– Dobrze, Niedźwiadku – zgodził się, po czym opadł na plecy i przyciągnął mnie do siebie, pochylając się, by wyłączyć światło.

Wtuliłam twarz w jego pierś i wdychałam jego cudny zapach, starając się uspokoić. Czułam buzujące we mnie hormony. Jakaś część mnie wyrywała się, by go chwycić i znów pocałować, pragnęła zerwać z niego ubranie i zwiedzić językiem każdy centymetr jego idealnego ciała. Jednak zdrowy rozsądek podpowiadał mi, bym zamknęła oczy i zasnęła, a rano zapomniała o tym, co się wydarzyło.

Wreszcie po długiej walce z grzesznymi pragnieniami, która zdawała się nie mieć końca, usnęłam w ramionach Claya, słuchając bicia jego serca.

Gdy obudziłam się rano, pierwsze, co zobaczyłam, to wbite we mnie spojrzenie Claya. Wyglądał na zmęczonego. Dotknęłam jego twarzy i przesunęłam palcem po cieniu widocznym pod okiem.

– Nie wyspałeś się? – spytałam, z całych sił starając się zignorować chęć rzucenia się na niego i zasypania pocałunkami. Nie miałam pojęcia, co mnie napadło, ale już nie patrzyłam na Claya jak na przyjaciela i tego głupkowatego dzieciaka, z którym kiedyś robiłam ciasta z błota. Nagle dostrzegłam w nim urok i czar, którym nie mogły się oprzeć inne dziewczyny.

– Nie bardzo – przyznał z lekkim, wymuszonym uśmiechem. – Coś mi nie dawało spokoju.

– Co? Nie mów, że miałeś koszmary po filmie – rzuciłam z przekąsem, śmiejąc się histerycznie.

Roześmiał się i zaczął mnie łaskotać.

– Nie, Niedźwiadku, nie chodzi o film. To ty jęczałaś i bełkotałaś przez sen – odpowiedział i nagle znów posmutniał.

– Jęczałam i bełkotałam? – spytałam zmieszana. Pamiętałam, że w nocy śniłam o Clayu: powiedział, że nie możemy się dłużej przyjaźnić, a potem się odwrócił i pobiegł tak szybko, że nie mogłam go dogonić.

Potrząsnęłam głową, aby oczyścić umysł. Co ja takiego mówiłam?

Clay odgarnął mi włosy z twarzy.

– Powtarzałaś, że wszystko zrujnowane. Wołałaś mnie i zawodziłaś – powiedział szeptem, jeszcze mocniej mnie obejmując. Zaniemówiłam. – To przeze mnie, Riley? Ja wszystko zrujnowałem? Proszę, powiedz, że możemy zapomnieć o zeszłej nocy – błagał, patrząc mi głęboko w oczy.

Skinęłam głową, próbując się uśmiechnąć. Zapomnę o tym, zmuszę się do tego, pomyślałam. Za bardzo kochałam Claya, by go stracić.

– Oczywiście, że możemy. Prześpij się jeszcze. Darujmy sobie dziś bieganie i zostańmy godzinę dłużej w łóżku – zaproponowałam, kładąc mu głowę na piersi.

Usłyszałam, jak wzdycha z zadowoleniem. Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że leży z zamkniętymi oczami, a w kącikach jego ust majaczy uśmiech.

Przez kilka następnych dni było dość dziwnie. Clay prawie wcale mnie nie dotykał, nie obejmował ramieniem ani nie trzymał za rękę jak dawniej. Brakowało mi tego. Nie chciałam nic mówić, więc udawałam, że wszystko jest w porządku.

Ale w piątek miałam już dosyć; ta utrata kontaktu zaczynała mi naprawdę doskwierać.

Szłam z Rachel do sali. Nie mówiłam jej o tym, co zaszło między mną a Clayem, lecz ona wiedziała, że coś się zmieniło.

Gdy zobaczyłam, że Clay zmierza z Tomem w moją stronę, zastąpiłam mu drogę.

– Hej, Niedźwiadku. Wszystko w porządku? – rzucił z szerokim uśmiechem. Przytaknęłam i zamknęłam go w ramionach, mocno przytulając. Z początku nie zareagował, po prostu stał bez ruchu, jednak po chwili również mnie objął, wtulając twarz w moje włosy. – Riley, o co chodzi? – spytał szeptem, odsuwając się, by na mnie spojrzeć. – Jeśli ktoś sprawił ci przykrość, to przysięgam na Boga, że… – zaczął, ale nie pozwoliłam mu dokończyć, kładąc mu palec na ustach.

– Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu stęskniłam się za tobą przez tych kilka dni – wyjaśniłam, całując go w policzek.

Uśmiechnął się niewesoło; dobrze wiedział, co miałam na myśli.

– Ja też się za tobą stęskniłem.

– Riley, chodź, bo się spóźnimy! – krzyknęła znienacka Rachel, aż podskoczyłam.

Clay wyszczerzył zęby w uśmiechu.

– No już, idź. Zobaczymy się po szkole – oznajmił, robiąc krok w bok, bym mogła przejść.

Pokazałam mu język i ruszyłam przed siebie, a gdy go mijałam, klepnął mnie lekko w tyłek. Westchnęłam radośnie i odeszłam bez słowa. Miałam nadzieję, że teraz będzie już okej.

Tego wieczoru Clay miał mecz, a potem zabierał mnie na moją pierwszą imprezę w tej szkole. Trochę się stresowałam, ale obiecał, że się mną zaopiekuje. Wiedziałam od Rachel, że takie balangi bywają dość szalone.