Chłopak, który chciał zacząć od nowa

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Kiedy się rozstaliście?

– W piątek wieczorem. – Spojrzała na nasze dłonie, gdy bawiłem się jej palcami.

Skrzywiłem się, słysząc to. Przespałem się z nią już w sobotę; nic dziwnego, że to było dla niej za wcześnie.

– Więc na pewno nie chcesz angażować się jeszcze w nic nowego? – podjąłem. Skrzyżowałem w duchu palce, mając nadzieję, że nie będzie miała nic przeciwko wejściu w następny związek.

Zmieszana poruszyła się na fotelu.

– Po prostu przez jakiś czas chciałabym pobyć sama, jako ja, a nie połowa pary. Nigdy wcześniej nie miałam takiej okazji. Chodziłam z Milesem od szesnastego roku życia – wyjaśniła, wzruszając ramionami.

Dobra, to miało znaczyć: „Nie jestem zainteresowana, więc, proszę, Jamie, nie umawiaj się ze mną więcej”. Nic nie mogłem na to poradzić, że poczułem zawód. Ta dziewczyna była naprawdę niezwykła.

Kiwnąłem głową i zmieniłem temat, pytając o jej koleżanki; najwyraźniej nie miała ochoty rozmawiać o Milesie.

Opowiedziała mi o swojej przyjaciółce, Stacey, według niej pięknej dziewczynie, która dorabiała jako modelka.

– Och, dałabym wszystko, żeby mieć jej urodę – dodała z zazdrością.

– Żartujesz chyba! Dlaczego chciałabyś wyglądać inaczej? Jesteś najśliczniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek widziałem. – Pokręciłem głową, bo nie mogłem się nadziwić tej niedorzeczności.

– Znowu banały? – spytała prowokacyjnie, oblewając się rumieńcem.

– To nie banał, Ellie.

Zaczęła wiercić się na fotelu i podsunęła mi usta. Pocałunek, który nastąpił, był delikatny, czuły, wprost nadzwyczajny. Kiedy się cofnęła, pocałowałem ją jeszcze raz, bo nie chciałem, żeby to się skończyło. Wtedy ona objęła mnie za szyję i zachłannie odpowiedziała na pieszczotę. Ten pocałunek nie był już taki czuły jak poprzedni, tylko gorący, pełen pasji. Bardzo mi się podobał.

Spragniony jej bliskości, posadziłem ją sobie na kolanach i pocałowałem desperacko; cieszyłem się każdą sekundą, w razie gdyby to miał być ostatni raz.

Ktoś, nie wiadomo skąd, głośno chrząknął. Odsunąłem się od niej pospiesznie, rozejrzałem ponad jej ramieniem. Marszcząc brwi z dezaprobatą, bileter skierował na nas światło latarki. Ellie wtuliła twarz w moją szyję, a ja położyłem dłoń na jej karku, żeby ją osłonić.

– Przepraszam. Już nie będziemy – powiedziałem. Uśmiechnąłem się do faceta, który patrząc na nas, pokręcił głową. Ellie szybko zeszła mi z kolan i usiadła na swoim miejscu. Wciąż unikała wzroku biletera. Widząc jej rumieniec, zacząłem się śmiać.

– Idziemy? – szepnęła ze skrępowaniem.

– Dobrze – zgodziłem się, starając się powstrzymać śmiech. Była tak zażenowana, że nawet uszy miała zaróżowione, co wydało mi się bardzo zabawne. Szybko wstała i ruszyła przejściem. Dogoniłem ją i objąłem w talii, a ona, kiedy wychodziliśmy z sali, znowu wtuliła twarz w moje ramię.

Dopiero gdy znaleźliśmy się w jasno oświetlonym foyer, podniosła głowę, odrywając wzrok od podłogi.

– Rany, ale żenada! – mruknęła, niepewnie zerkając nad moim ramieniem.

– Daj spokój, nic się nie stało. Było zabawnie. Tylko się przytulaliśmy – odparłem, wciąż rozbawiony.

Uderzyła mnie w pierś, kręcąc z niezadowoleniem głową, ale w kącikach jej ust pojawił się uśmiech.

– Bawi cię to? – spytała żartobliwie.

Pokiwałem głową. Nagle wzięła mnie za rękę i pociągnęła w stronę damskiej toalety.

– Zobaczymy, czy będzie ci do śmiechu, kiedy zostaniesz przyłapany tu. – Oparła się o drzwi, uśmiechając się przekornie.

– Hm, może na drugiej randce dalibyśmy się przyłapać na tym w parku czy czymś takim? – zasugerowałem z nadzieją.

Znieruchomiała.

– Jamie, nie mogę, przepraszam. Jesteś wspaniałym facetem, ale naprawdę wolałabym przez jakiś czas być sama. – Gdy zobaczyłem jej przepraszającą minę, serce zamarło mi w piersi.

Przechyliła głowę, jakby się nad czymś zastanawiała. Potem odezwała się znowu:

– Nie chcę na razie wiązać się z nikim, ale to nie znaczy, że nie mam na ciebie ochoty – zamruczała seksownym, niskim głosem, co natychmiast wzbudziło we mnie pożądanie.

– Co masz na myśli? – zapytałem, bo chciałem, żeby to wypowiedziała. Nie miałem dość pewności siebie, żeby zrobić pierwszy ruch, bałem się, że znowu zostanę zastopowany.

Uśmiechnęła się szeroko i powoli oblizała dolną wargę.

– Moglibyśmy zostać przyjaciółmi, którzy od czasu do czasu sprawiają sobie przyjemność… przyjaciółmi… dla wzajemnej korzyści – podsunęła i spojrzała na mnie.

– Podoba mi się wyrażenie „wzajemna korzyść” – przyznałem. Nie mogłem przepuścić takiej okazji; ta dziewczyna była zbyt atrakcyjna, żeby odmówić. Postanowiłem, że wezmę, co tylko może mi zaoferować.

– Wierzę ci. – Spojrzała na mnie głodnym wzrokiem i przygryzła wargę.

Jak może tak na mnie patrzeć, wiedząc, co mam na ciele? – nie mogłem się nadziwić. Nie było jednak czasu na zastanawianie się; właśnie wystąpiła z propozycją, której nie mogłem odrzucić.

Uśmiechnąłem się i pocałowałem ją, przypierając lekko do ściany i sunąc dłońmi po jej ciele, aż dotarłem do tyłeczka. Była idealnie zgrabna. Kiedy pocałunek stał się gwałtowniejszy, pełen pasji, wręcz zwierzęcy, podniosłem ją z podłogi. Objęła mnie nogami w pasie i ścisnęła mocno. Uśmiechnąłem się tuż przy jej ustach i przycisnąłem ją do ściany, żeby uwolnić ręce. Ona zaczęła całować mnie po szyi. Przechyliła głowę na bok i uderzyła nią o framugę drzwi.

– Au! – syknęła, rozcierając bolące miejsce.

– Cholera, nic ci nie jest?

Parsknęła śmiechem, a potem znowu zbliżyła usta do moich. Pocałowałem ją mocno, ściągając z niej bluzkę. Jednak w ograniczonej przestrzeni damskiej toalety zawadziłem łokciem o zamontowany na ścianie automat z prezerwatywami i odgłos uderzenia odbił się echem w pustym pomieszczeniu.

Ellie wybuchnęła śmiechem i pokręciła głową.

– Nie da rady.

Uśmiechnąłem się w odpowiedzi.

– Nie, rzeczywiście nie – przyznałem. Delikatnie odgarnąłem włosy z jej twarzy. – Chcesz spędzić noc u mnie? – Bardzo pragnąłem obudzić się przy niej ponownie.

Wyraźnie była w rozterce.

– Jutro idę do szkoły.

Mimowolnie poczułem radość, bo sprawiała wrażenie zasmuconej, jakby naprawdę chciała u mnie przenocować, ale nie mogła.

– To nie znaczy „nie” – zacząłem się z nią przekomarzać. Pocałowałem ją w szyję. Znowu położyłem ręce na jej pośladkach i przyciągnąłem ją do siebie, tak że nasze biodra zmysłowo zetknęły się ze sobą.

Zadrżała, patrząc mi w oczy. Dostrzegłem w nich pożądanie.

– Odwieziesz mnie rano do szkoły? – zapytała.

– Pewnie – mruknąłem. Pochyliłem się jeszcze bardziej, przytknąłem usta do jej szyi i zassałem ją delikatnie, robiąc malinkę. Chciałem zostawić po sobie ślad na jej kremowej skórze; jeśli robiliśmy to po raz ostatni, pragnąłem, aby pamiętała o mnie i o tym, jak dobrze było nam razem. Pragnąłem, żeby o mnie myślała i niezależnie od tego, co mówi – że nie chce się ze mną umawiać – nie mogła zapomnieć.

Wbiła mocno palce w moje ramiona.

– Dobrze – zgodziła się. Serce zabiło mi z radości. – No to chodźmy, przystojniaku, zanim umrę z niecierpliwości. – Rozplotła nogi i puściła mnie. Cmoknąłem ją, a potem wrzuciłem do automatu z prezerwatywami wszystkie drobniaki, jakie miałem. Ellie zachichotała i przytuliła twarz do moich pleców. Najwyraźniej znowu zawstydzona, objęła moje biodra.

Kiedy szliśmy do pikapa, wziąłem ją za rękę; na dworze było dość chłodno, więc znowu zarzuciłem jej swoją kurtkę na ramiona. Uśmiechnęła się do mnie z wdzięcznością, a potem zadzwoniła do przyjaciółki z prośbą, żeby nazajutrz zabrała do szkoły jej podręczniki i całą resztę.

Kiedy zajechaliśmy przed budynek, w którym mieszkałem, rozejrzałem się, zanim otwarłem drzwi samochodu, wypatrując potencjalnych zagrożeń. Tego wieczoru jednak w pobliżu nie było nikogo, nawet prostytutek, które zwykle kręciły się przed wejściem.

Gdy podeszliśmy pod drzwi mojego pokoju, Ellie objęła mnie w pasie i przyciągnęła do siebie, przywierając do mnie całym swoim pięknym ciałem. Pocałowałem ją, położyłem jej ręce na biodrach, podniosłem ją i przycisnąłem do ściany. Ona natychmiast oplotła mnie długimi nogami.

Ogarnęło mnie pożądanie, prymitywna żądza, pod wpływem której naprężyły mi się mięśnie, a fiut zesztywniał boleśnie, byłem jednak dotkliwie świadomy, że stoimy w brudnym korytarzu, gdzie nie jest bezpiecznie. Wiedziałem, że potrafiłbym ją obronić, ale nie chciałem być do tego zmuszony. Wolałem oszczędzić jej takiego widoku, więc wsunąłem klucz do zamka. Byłem tak podniecony, że prawie straciłem kontakt z rzeczywistością. Kiedy jednak oparłem rękę na drzwiach, te od razu się uchyliły. Zaskoczony i zaniepokojony, bo pamiętałem, że wychodząc, zamknąłem je na klucz, pchnąłem je i przeszedłem przez próg. Zatrzymałem się i ze zdumienia wytrzeszczyłem oczy. Moje rzeczy leżały rozrzucone po całej podłodze, meble były poprzewracane. Ktoś się do mnie włamał.

Ellie ponownie chciała pocałować mnie w usta, ale przede wszystkim musiałem się upewnić, że w pokoju nikogo nie ma.

– Stań! – poleciłem. Trzymając ją jedną ręką, drugą rozłączyłem jej nogi, którymi wciąż mnie obejmowała.

– Co?

Chwyciłem ją za rękę i zmusiłem, żeby stanęła za mną, a sam rozejrzałem się po tym całym bałaganie. Potem przesunąłem ją lekko pod ścianę i ruszyłem do łazienki, żeby się upewnić, że ten, kto był w pokoju, wyszedł.

Spojrzałem na zbiornik nad sedesem i zauważyłem, że pokrywa leży krzywo. Nie, tylko nie to, proszę!

– O rany, co się stało? Okradli cię? – zapytała Ellie bez tchu, najwyraźniej dopiero teraz rozejrzawszy się po pokoju. Nie odpowiedziałem; podszedłem do muszli klozetowej i podniosłem pokrywę zbiornika. Pusto. Mała plastikowa torebka, w której znajdowała się cała moja forsa, zniknęła.

 

– Zadzwonię na policję – rzuciła szybko Ellie.

Pokręciłem głową. Gliny nie mogły się tu pokazać, zostałbym zabity przez kogoś z budynku za to, że je tu ściągnąłem.

– Nie, Ellie, nie ma potrzeby. Nic nie zginęło; to tylko bałagan. Po co wzywać policję? – odparłem czym prędzej. Opadły mi ramiona. Straciłem wszystko. Zostało mi w kieszeni dwadzieścia pięć dolców i ze czterdzieści centów, a za dwa dni miałem zapłacić czynsz za następne dwa tygodnie.

– Skąd wiesz, że nic nie zginęło? – zagadnęła Ellie.

Wciąż stała pod ścianą, tam gdzie ją zostawiłem, i patrzyła na mnie ze strachem w szeroko otwartych oczach.

– Nie mam nic wartościowego, tylko ubrania, które leżą na podłodze. – Wzruszyłem ramionami, starając się nie okazywać przygnębienia. Byłem świadom, że od wtorku, nie mając na czynsz, stracę nawet tę obskurną norę. Było to dobijające.

– Na pewno nic nie zginęło? – zapytała ponownie i przesunęła wzrokiem po pokoju.

Zaprzeczyłem ruchem głowy i ująłem ją za rękę.

– Chodź, odwiozę cię do Stacey. – Pociągnąłem ją ku drzwiom. Tu nie było bezpiecznie, a nie chciałem narażać ją na jakiekolwiek kłopoty.

Wyrwała mi się, ściągając brwi.

– Co takiego? Nie bądź głupi. – Pochyliła się, zaczęła zbierać moje rzeczy z podłogi i rzucać je na łóżko.

Patrzyłem na nią, zaskoczony jej zachowaniem.

– Ellie, przestań, odwiozę cię do przyjaciółki. Nie chcę, żebyś tu została, to nie jest bezpieczne miejsce.

Tylko pokręciła głową. Dalej zbierała moje ciuchy i kładła je na łóżko. Skończywszy, zrzuciła buty i usiadła po turecku obok sterty ubrań. Zaczęła je składać. Na ten widok serce mi zmiękło; była taka rozsądna i praktyczna. Naprawdę niezwykła. Nigdy w życiu nie spotkałem nikogo takiego. Pod pewnymi względami robiła jednak wrażenie naiwnej, nie zdawała sobie sprawy, co to za miejsce i jacy mieszkają tu ludzie. Obserwując ją, westchnąłem z podziwu dla niej i jej hartu ducha.

– Nie stój tak i nie gap się na mnie! Jeśli nie chcesz wezwać policji, musisz posprzątać ten bałagan – zauważyła, wskazując powywracane meble. Wróciwszy do rzeczywistości, zacząłem podnosić szuflady i wsadzać je z powrotem do komody. Ellie wkrótce skończyła składać ubrania i pomogła mi przy komodzie.

– Podarło się zdjęcie – powiedziała nagle i pochyliła się, żeby podnieść coś z podłogi.

Zdjęcie? O nie, tylko nie Sophie!

– Co? Nie! – zawołałem ze złością.

Podała mi przedartą na pół fotografię. Zamknąłem oczy, tak wściekły, że nie mogłem mówić. To było jedyne jej zdjęcie, jakie miałem; ze wszystkich rzeczy tylko ono przedstawiało dla mnie jakąś wartość. Myślałem o tym, żeby wziąć je ze sobą; byłem jednak tak podekscytowany i przejęty perspektywą spotkania z Ellie, że w końcu o tym zapomniałem.

– Co to za dziewczynka? – spytała Ellie, kładąc mi rękę na ramieniu.

– Moja siostra, Sophie. Nie żyje – odparłem cicho. Nie chciałem o tym mówić.

Ellie wciągnęła powietrze.

– Och, Jamie, tak mi przykro. Umarła? Jak to się stało?

Zaczerpnąłem głęboki oddech i położyłem zdjęcie na stoliku przy łóżku.

– Została zamordowana, siedem lat temu – wyjaśniłem.

Ellie zmartwiała i w jej oczach pojawiło się przerażenie. Objęła mnie mocno i uściskała.

– Strasznie ci współczuję, to okropne. Jak do tego doszło?

Westchnąłem ciężko.

– Wolałbym o tym nie rozmawiać, Ellie. Naprawdę powinnaś już iść. – Odwzajemniłem uścisk, ciesząc się jej bliskością. Nie chciałem narażać Ellie na żadne niebezpieczeństwo, a jednak właśnie to zrobiłem, sprowadzając ją do tej nory. Postanowiłem, że to się już nie powtórzy; zyskałem potwierdzenie, że na nią nie zasługuję.

– Nie chcę. – Odsunęła się i spojrzała na mnie z powagą i zdecydowaniem.

– Ellie, naprawdę, uważam, że… – zacząłem, ale przytknęła mi rękę do ust, żebym zamilkł.

– Mówisz, że się o mnie niepokoisz, bo chcesz się mnie pozbyć? – zapytała.

Uśmiechnąłem się smutno, a ona opuściła rękę.

– Nie chcę się ciebie pozbyć. Uważam tylko, że taka dziewczyna jak ty nie powinna przebywać w podobnym miejscu. Niepotrzebnie cię tu przywiozłem, zrobiłem błąd. – Byłem na siebie zły, że nie myślałem o niej, tylko o sobie.

Musnęła ustami moje usta, uciszając mnie.

– Skoro już tu jestem, skończ z tym gadaniem, dobra? – szepnęła. Przeciągnęła dłońmi po mojej piersi i wsunęła palce za szlufki u paska.

Zadrżałem pod wpływem tego gestu. Nie mogłem się nadziwić, jak to się stało, skoro jeszcze niedawno nie byłem wcale zainteresowany dziewczynami. To wariactwo, że jedna z nich zdołała zanegować wszystko, co wiedziałem o życiu – a przynajmniej tak mi się wydawało.

Przygryzła wargę, patrząc na mnie prowokująco; czułem dreszcz, kiedy tak szła tyłem, pociągając mnie za szlufki. Zatrzymała się, gdy jej nogi dotknęły brzegu łóżka; najwyraźniej pozostawiła ostateczną decyzję mnie.

Podjąwszy ją bez trudu, uśmiechnąłem się i pchnąłem Ellie na łóżko, a następnie położyłem się na niej. Tak bardzo jej pragnąłem. Ta dziewczyna kompletnie mnie oczarowała; nie mogłem wyzwolić się spod jej uroku, nawet gdybym chciał.

Rozdział 7

Obudziłem się ze śliczną buzią Ellie na moim ramieniu. Z uśmiechem przysunąłem się do niej jeszcze bliżej, wziąłem ze stolika telefon i sprawdziłem, która godzina. Było dopiero wpół do siódmej, więc mogłem spędzić z nią jeszcze co najmniej dwie godziny.

Westchnąłem i utkwiłem w niej spojrzenie. Dzięki Ellie zapominałem o wszystkim, co mi się do tej pory zdarzyło. Sprawiała, że chciałem być jej godny.

Poruszyła się i przytuliła twarz do mojej piersi. Mruknęła coś niezrozumiale, po czym westchnęła i przycisnęła się do mnie mocniej. Wsunąłem palce w jej włosy i pocałowałem ją w czubek głowy. Leżąc tak, mimowolnie pomyślałem, że moje życie to jedna wielka porażka. Nadchodzący dzień miał być szczególnie ciężki; musiałem wytrzasnąć skądś dwadzieścia pięć dolarów, żeby nazajutrz opłacić czynsz. Samochód, który naprawiłem, miał pójść na aukcję dopiero w środę, a nie wiadomo było, czy w ogóle przyniesie jakiś zysk. Byłem głupi. Poświęciłem cały tydzień pracy na coś, co mogło nie wypalić, bo ścigałem marzenie, gdy należało poszukać jakiegoś innego, pewnego źródła dochodu.

Nie chciałem pójść po pieniądze do Bretta; nie chciałem nikomu nic zawdzięczać. Jeśli nauczyłem się czegoś w swoim gównianym życiu, to tego, że powinno się liczyć tylko na siebie. Musiałem zdobyć forsę, znaleźć pracę, wynieść się z tej nory i stać się lepszym człowiekiem. Może wtedy zasłużyłbym na leżącą w moich ramionach piękność, bo w tej chwili na pewno nie byłem jej godny.

Odgarnąłem włosy z twarzy Ellie i przerzuciłem je przez ramię, żeby zobaczyć malinkę na szyi. Z dumnym uśmiechem pochyliłem głowę i pocałowałem ją. Kiedy Ellie się poruszyła, szybko się cofnąłem.

– Cześć, która godzina? – wymamrotała i czule cmoknęła mnie w pierś.

Skrzywiłem się z niesmakiem, bo nie rozumiałem, jak mogła patrzeć na moje blizny. Ale najwyraźniej zupełnie jej nie przeszkadzały.

– Za piętnaście siódma.

Uśmiechnęła się, przyciągnęła mnie bliżej i delikatnie pocałowała.

– Dzień dobry – szepnęła.

– Dzień dobry. Dobrze spałaś? – zapytałem. Miałem nadzieję, że nie słyszała odgłosów bójki, do której doszło na dworze około trzeciej nad ranem.

Kiwnęła głową i ziewnęła.

– Uhm, wykończyłeś mnie zupełnie. Spałam jak kamień.

– Ja także – skłamałem. Prawda była taka, że ledwie zmrużyłem oko tej nocy. Czuwałem do świtu, wytężając słuch na wypadek, gdyby ktoś próbował ponownie dostać się do pokoju, bo chciałem chronić Ellie. Zależało mi, żeby była bezpieczna.

Przytuliła mnie mocniej, gładząc po plecach i przesuwając palcami po bliznach. Na jej twarzy widać było zaciekawienie, więc pocałowałem ją, żeby nie pytała o nie. Nie chciałem o nich rozmawiać, z nikim.

Półtorej godziny później byliśmy już ubrani i gotowi do wyjścia. Patrzyłem, jak Ellie się pochyla i ścieli łóżko.

– Ellie, dlaczego to robisz? – zapytałem.

Wzruszyła ramionami i strzepnęła poduszki.

– Chyba z przyzwyczajenia. To jedna z zasad wprowadzonych przez mamę w domu. Łóżka mają być zaścielone, pokój posprzątany i tak dalej – rzuciła kpiąco i machnęła z lekceważeniem ręką.

Zaśmiałem się i objąłem ją tak, że oboje upadliśmy na łóżko.

– Lubię, gdy jest niezaścielone. Pomożesz mi rozkopać je ponownie? – Uśmiechnąłem się sugestywnie, z zadowoleniem czując ją pod sobą. Myślałem tylko o tym, żeby ją pieścić i całować. Pod tym względem stawałem się nałogowcem.

Parsknęła śmiechem. Ujęła mnie za nadgarstek i spojrzała na mój zegarek, a potem pokręciła głową.

– Muszę jechać do szkoły, przykro mi. Może następnym razem – zaproponowała, unosząc brwi. Serce urosło mi w piersi, bo to oznaczało, że jeszcze ją zobaczę. Mieliśmy umowę: seks i żadnych zobowiązań. Jaki facet odrzuciłby podobną ofertę od takiej dziewczyny?

Westchnąłem teatralnie.

– No dobrze, mała, odstawimy cię do szkoły – rzuciłem i pociągnąłem ją w górę. Zaśmiała się i pozwoliła mi zaprowadzić się do pikapa. Mieszkańcy budynku budzili się dopiero około południa, więc nie natknęliśmy się po drodze na żadnego z nich.

Kiedy zajechaliśmy na parking przed szkołą, Ellie odpięła pas i przysunęła się do mnie. Gdy się pochyliła, chcąc cmoknąć mnie w usta, położyłem jej dłoń z tyłu głowy, żeby nie mogła się odsunąć. Mógłbym całować się z nią cały dzień, gdyby tylko na to pozwoliła; to było fantastyczne.

Cofnąłem się dopiero wtedy, gdy oboje straciliśmy dech, i pocałowałem ją na pożegnanie w czubek nosa.

– Czy dziś dostanę twój numer telefonu? – zapytałem z nadzieją. Kiwnęła głową i wyciągnęła rękę po mój telefon. Podałem go jej i gdy patrzyłem, jak wstukuje numer, nie mogłem opanować uśmiechu zadowolenia.

Wsunęła komórkę do mojej kieszeni i poklepała ją żartobliwie.

– Masz, przystojniaku. Możesz zadzwonić do mnie w sprawie szybkiego numerka, gdy tylko zechcesz. – Puściła do mnie oko, po czym wysiadła z samochodu i wolnym krokiem ruszyła przez parking.

Natychmiast podeszli do niej znajomi. Chłopaki i dziewczyny, wszyscy mówili do niej jeden przez drugiego. Chyba nie bardzo jej to odpowiadało; swobodny uśmiech, który miała na twarzy przez cały ranek, zniknął i zastąpił go sztuczny, wymuszony. Sądząc z tego, jaką cieszyła się popularnością, musiała być w szkole kimś w rodzaju królowej pszczół.

Zmarszczyłem czoło, trochę zdziwiony, że chciała przyjechać tu ze mną zdezelowanym pikapem. Kiedy odjeżdżałem, pomachała mi na pożegnanie. Uśmiechnąłem się, bo najwyraźniej się mnie nie wstydziła.

Przez resztę dnia szukałem roboty. Zachodziłem do każdego sklepu, baru, restauracji i biura, pytając o pracę, ale nie potrzebowano nikogo, nawet do sprzątania kibli. W miarę upływu czasu mój niepokój narastał.

Usiadłem w parku i rozważyłem swoje ograniczone możliwości. Nie przychodziło mi do głowy żadne rozwiązanie. A przecież nie mogłem stracić dachu nad głową. Pewnie, pokój był obskurny i żałosny, ale lepsze to niż spanie w samochodzie. Zgrzytając zębami, wyjąłem telefon i zadzwoniłem do Raya.

– Cześć, Młody!

Zamknąłem oczy i zacisnąłem powieki. Nie miałem innego wyjścia.

– Cześć, Ray. Posłuchaj, potrzebuję pomocy.

– O co chodzi?

– O pieniądze.

– Jasne, ile chcesz? – zapytał.

– Nie proszę o pożyczkę. Nie wiem, kiedy bym ją zwrócił. Ale muszę zdobyć trochę forsy i to szybko.

– Pożyczę ci, nie musisz oddawać w najbliższym czasie, zrobisz to, kiedy będziesz mógł – zaproponował.

Pokręciłem głową. Nie chciałem mieć u nikogo długu; to nie prowadziło do niczego dobrego. Wolałem unikać zobowiązań, nawet wobec Raya. Zależało mi, żeby poradzić sobie samemu.

– Ray, nie chcę od nikogo pożyczać pieniędzy. Zastanawiałem się, czy mógłbyś zadzwonić do Jensena i ustawić mi walkę na wieczór?

Wciągnął powietrze.

– Nie ma mowy, Młody. Nie zrobię tego! Walki się zmieniły od czasu, gdy je widziałeś. W żadnym razie. Nie i już!

Wiedziałem, że tak zareaguje. Kuzyn Raya, Jensen, prowadził w swoim klubie nielegalne walki zapaśników. Klienci robili zakłady, a zawodnicy dostawali pieniądze za sam udział. Już ta suma pozwoliłaby mi opłacić czynsz. Wcale nie musiałem wygrać, wystarczyło tylko przez kilka minut dać sobie skopać tyłek.

 

– Ray, proszę. Czy on wciąż się tym zajmuje?

– Młody, poważnie, wiesz, że zawsze byłem temu przeciwny. Walki stały się bardzo brutalne. Faceci, którzy w to wchodzą, naprawdę chcą wygrać. Pożyczę ci, ile potrzebujesz – zakończył.

– Posłuchaj, dzięki za propozycję, ale proszę, zadzwoń w mojej sprawie do Jensena. Zapisz mnie na dziś wieczór, jeśli się da. Jeżeli mi nie pomożesz, znajdę inny sposób, żeby do niego dotrzeć. No, Ray, zrobisz to dla mnie? – Nerwowo przesunąłem dłonią po ostrzyżonych na jeża włosach. Nie wiedziałem, jak znaleźć Jensena, więc modliłem się, żeby jednak Ray ustąpił.

– Młody, wiesz, co z tobą zrobią?

Skrzywiłem się.

– Tak, wiem, krwawą masę. Ile płacą? Trzydzieści dolców za wieczór w dzień powszedni, jak dawniej? – Szkoda, że to nie był weekend; weekendowe walki były wyżej cenione i znacznie lepiej opłacane.

– Teraz chyba pięćdziesiąt. Zasady się zmieniły, to znaczy, nie ma zasad – dodał cicho.

Nie brzmiało to dobrze. Kiedyś obowiązywała zasada „nie walić w jaja” – i zwłaszcza ta mi się podobała.

– Dobra, zadzwonisz w moim imieniu i wstawisz mnie? – Proszę, powiedz „tak”, powiedz „tak”, pomyślałem.

Westchnął i w eterze na chwilę zapanowała cisza.

– Dobra, niech ci będzie. Oddzwonię – odparł.

Odetchnąłem z ulgą.

– Dzięki, stary. – Rozłączyłem się i opadłem na oparcie ławki, czując, że moje napięte mięśnie zaczynają się rozluźniać.

Dochodziła już czwarta po południu, więc postanowiłem wysłać esemesa do Ellie.

„Jak tam w szkole, wszystko dobrze?”

Odpowiedziała po chwili:

„Tak, poza tym, że natknęłam się na mojego eks. (Smutna buźka) A jak tobie minął dzień? Dowiedziałeś się, kto włamał się do twojego pokoju? X”

Uśmiechnąłem się, widząc na końcu całusa, ucieszyłem się też, że spytała, co u mnie. Napisawszy w odpowiedzi, że wszystko dobrze, wróciłem do pokoju i padłem na łóżko. Czekałem na telefon od Raya z wiadomością, że zapisał mnie na wieczorną walkę.

Ray przyjechał po mnie za piętnaście dziesiąta wieczorem. Żonie powiedział, że zamierza odwiedzić kuzyna, ale tak naprawdę pewnie chciał mnie odstawić po walkach do domu, w razie gdybym był zbyt zmasakrowany, żeby wrócić samemu. Podczas całej drogi przekonywał, żebym zmienił decyzję, ale go ignorowałem, desperacko usiłując zmienić temat.

Kiedy zajechaliśmy na podziemny parking, poszedłem za Rayem, który miał mnie przedstawić kuzynowi. Spotkałem Jensena tylko raz, więc na pewno mnie nie pamiętał. Od czasu, gdy się ostatnio widzieliśmy, bardzo się zmieniłem.

Kiedy Ray zatrzymał się przy nim, ledwie go rozpoznałem. Przywitali się i Jensen wskazał na mnie.

– To ten chłopak? – zapytał.

Ray kiwnął głową i wziął mnie pod ramię; wyglądało to, jakby nie chciał mnie puścić.

– Uhm, ten dzieciak, Jamie Cole.

Jensen uśmiechnął się pod nosem.

– Pamiętam cię. Byłeś jedynym trzynastolatkiem, którego dopuściłem do walk. Dzięki tobie tamtego wieczoru zarobiłem fortunę. Nikt na ciebie nie stawiał, więc kiedy wygrałeś, zgarnąłem kupę kasy. – Podał mi rękę.

Potwierdziłem. Ja także potrzebowałem wtedy pieniędzy, z odmiennych powodów niż obecnie, ale tak jak teraz nie miałem innego sposobu, żeby je zdobyć.

– Dzięki, że dopuścił mnie pan dziś wieczorem, doceniam to. – Zrobił to w ostatniej chwili. Zawodnicy zwykle zgłaszali się wcześniej i czekali, aż zostaną wybrani, wiedziałem więc, że Ray musiał się za mną wstawić.

– Żaden kłopot. Wiesz, że nie obowiązują już żadne zasady, co? Wolna amerykanka. Walka się kończy, gdy zostaniesz znokautowany albo nie podniesiesz się na czas. Ośmiu zawodników, cztery mecze, zwycięzcy wchodzą do półfinału. Jeśli ci się to uda, dostaniesz sto dolców. Ci dwaj, którzy wygrają, biorą udział w finale. Zwycięzca zarabia pięćset dolców, a przegrany dwieście. Możesz stawiać na siebie – wyjaśnił, wzruszając ramionami.

Serce mocniej zabiło mi w piersi.

– Więc już za sam udział dostanę pięćdziesiąt dolarów, a jeżeli wygram trzy walki, to pięćset? – upewniłem się. Gdyby powiodło mi się w finale, nie musiałbym martwić się o czynsz przez dłuższy czas, nawet gdyby nie wypalił pomysł z naprawą samochodów na złomowisku.

– Uhm. Wchodzisz w to?

Jasne, do cholery, że wchodzę! Wcześniej miałem zamiar wziąć udział w walce i przegrać, zgarniając pięćdziesiątaka, ale pięćset dolców w tej chwili uratowałoby mi życie.

Pokiwałem głową.

– Tak, pewnie. Więc z kim będę walczył? – zapytałem. Spojrzałem na facetów, którzy stali obok i czekali na rozpoczęcie walk. Większość stanowiła publikę; zawodników łatwo było rozpoznać, bo trzymali się z boku i usiłowali skupić.

Jensen wskazał dobrze zbudowanego blondyna. Siedział na krześle, mrużąc oczy, skoncentrowany i poważny; widać było, że zamierza wygrać.

– To Kurt, stały zawodnik, prawdziwy twardziel. Jak myślisz, uda ci się go pokonać?

Ponownie przyjrzałem się Kurtowi, aby ocenić swoje szanse. Z tego, jak siedział, mogłem się zorientować, że jest arogancki, zadziorny i zbyt pewny siebie. Wierzył, że wygra, i to bez trudu; sądząc po wytatuowanym na ramieniu smoku, trenował jakieś wschodnie sztuki walki.

Ale mogłem go pokonać.

– Uhm – odparłem spokojnie i zobaczyłem, że na twarzy Jensena pojawił się uśmieszek.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?