Chłopak, który chciał zacząć od nowa

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Zawahawszy się chwilę, wsunął we mnie dwa palce. Wygięłam plecy i drgnęłam z rozkoszy. Raczej poczułam, niż zobaczyłam, że uśmiecha się przy moim brzuchu. Potem przesunął się w dół i ustawił między moimi nogami. Opuścił głowę, nie zaprzestając pieszczot palcami. Moje nieprzyzwoite jęki jeszcze się nasiliły, kiedy zaczął mnie lizać. Zamknęłam oczy i pogłaskałam jego włosy. Moje ciało domagało się więcej. Nagle, ku swojemu zaskoczeniu, poczułam orgazm i eksplodowałam, wypowiadając zdyszanym głosem jego imię. Jamie się zaśmiał i całując mnie po całym ciele, wrócił do ust. Mój własny smak na jego języku sprawił, że ten pocałunek stał się jeszcze bardziej zmysłowy i podniecający. Niecierpliwie ściągnęłam mu bokserki i spojrzałam na niego. Pragnęłam go, nie mogłam czekać ani chwili dłużej, to było nie do wytrzymania. Sięgnęłam do stolika przy łóżku po paczkę prezerwatyw i rozdarłam plastikową folię. Pospiesznie wyjęłam jedną i mu podałam.

– Komuś tu się spieszy? – szepnął mi do ucha i ugryzł jego płatek.

– Jamie, przestań, proszę – odpowiedziałam niecierpliwie.

On tylko się zaśmiał i zaczął całować mnie po szyi.

– Cierpliwości, Ellie – mruknął.

– Jamie, proszę – błagałam dalej, przesuwając dłońmi po jego plecach. Wyczułam tam takie same blizny, jakie miał na piersi. Pragnęłam go już i teraz.

Popatrzył na mnie z wyraźnym podnieceniem w oczach. Odsunął się i ukląkł na łóżku. Drżącymi rękami zaczął gmerać przy opakowaniu prezerwatywy, próbował je rozerwać. Po kilku sekundach dał za wygraną i je przegryzł – co wydało mi się niezwykle seksowne. Nałożył prezerwatywę i odwinął ją powoli. Potem położył się na mnie i nogą rozsunął mi uda. Zapraszająco wypchnęłam biodra w górę.

– Rany, ale jesteś gorąca – wydyszał. Pochylił głowę i ugryzł mnie u nasady szyi. Kiedy zaczął we mnie wchodzić, krzyknęłam i wbiłam palce w jego ramiona. Zalała mnie fala przyjemności. Objęłam go w pasie nogami i przyciągnęłam bliżej, całkowicie biorąc go w siebie. On wydyszał moje imię i wtulił mi twarz w szyję, zaciskając dłonie w pięści.

Przymknęłam oczy i pogładziłam go po plecach, wsłuchując się w jego ciężki oddech. Kiedy wszedł we mnie do końca, oboje wydaliśmy jęk rozkoszy. Wtedy odsunął się ode mnie i spojrzał mi w oczy, odgarniając włosy z mojej twarzy. Całując mnie czule, zaczął poruszać się we mnie rytmicznie. Jego pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny, a ruchy bioder – gwałtowniejsze. Doznawałam mnóstwa wrażeń; wszystkie moje zakończenia nerwowe aż pulsowały, stanowiąc niesamowite źródło przyjemności. Uniosłam biodra, żeby dostosować się do jego rytmu. Kiedy tak poruszaliśmy się w idealnej harmonii, na jego twarzy pojawił się wyraz upojenia.

Podniosłam nogi wyżej, na wysokość jego piersi, unosząc pośladki znad materaca. Ta nowa pozycja pozwoliła mu wejść we mnie głębiej, a wtedy z rozkoszy przymknęłam oczy. Wykonał tak mocne pchnięcie, że nasze ciała się zderzyły. Nakręcało nas też skrzypienie sprężyn przy każdym ruchu. Gwałtownie narastało we mnie napięcie, czułam, że jestem blisko, że niebawem będę szczytować.

Kiedy chciał skończyć pocałunek, przytrzymałam zębami jego dolną wargę, wbijając mu palce w plecy i przyciskając go mocniej do siebie. Wtedy zaczął całować mnie jeszcze namiętniej. Poruszał się coraz szybciej, gwałtowniej, dysząc ciężko, więc zorientowałam się, że i on jest już blisko.

Gdy wsunął między nas rękę i zaczął delikatnie pieścić moją łechtaczkę, niemal straciłam głowę. Poczułam na całym ciele mrowienie i straciłam dech. Wykrzykując jego imię, zaczęłam szczytować. Przycisnęłam go nogami do siebie i wykonywałam mocne pchnięcia biodrami. On zamknął oczy, zacisnął szczęki i wbił palce w moje ciało. Jeszcze kilka razy poruszył biodrami, po czym znieruchomiał i opadł, wbijając mnie swoim ciężarem w materac. Uśmiechnęłam się z wysiłkiem, kiedy pocałował mnie w szyję. Nasze spocone ciała spoczywały na sobie; w dusznym pokoju unosił się zapach seksu.

Objęłam go ramionami; czułam się straszliwie wyczerpana. Przy najmniejszym ruchu drgały mi mięśnie. Oboje leżeliśmy spokojnie, przytuleni do siebie, i próbowaliśmy złapać oddech.

Po minucie Jamie się odsunął, pocałował mnie i wyszedł ze mnie. Zdjął prezerwatywę i wyrzucił ją do kosza przy łóżku. Położył się na boku i przyciągnął mnie do siebie, głaszcząc moje plecy.

– To było niesamowite, Ellie – mruknął i cmoknął mnie w nos. Uśmiechnął się od ucha do ucha, gładząc mnie po policzku.

Odpowiedziałam uśmiechem i westchnęłam z zadowoleniem.

– To fakt. – Rzeczywiście, to było niesamowite. Jamie okazał się delikatny i czuły, poświęcił uwagę każdej części mojego ciała, zabierając mnie do nieba. Teraz otoczył mnie ramionami i przytulił mocno, splatając nogi z moimi i z uśmiechem satysfakcji wpatrując się w moją twarz.

– Nie masz zbyt wielu rzeczy – zauważyłam po chwili, gdy leżeliśmy przytuleni.

Zmarszczył brwi.

– No, nie. Nie mieszkam tu nawet tygodnia.

– A gdzie mieszkałeś wcześniej? – zagadnęłam, bo pragnęłam znowu usłyszeć jego seksowny głos. Poruszył się ze skrępowaniem i zrozumiałam, że nie ma ochoty o tym rozmawiać. – W porządku, nie musisz mówić. – Położyłam się na nim, a następnie usiadłam okrakiem.

Jamie przesunął dłońmi po moich udach w stronę bioder, cały czas patrząc na mnie z uśmiechem zadowolenia.

Westchnęłam. Przyszła pora się pożegnać. I tu robiło się niezręcznie. Co miałam powiedzieć? „Dzięki, cześć”?

– Chyba powinnam już iść. Mógłbyś wezwać taksówkę? – zapytałam, wstając. Rozejrzałam się po pokoju, szukając swoich ciuchów.

Za moimi plecami zaskrzypiało łóżko.

– Już idziesz? Dlaczego? – Nie musiałam się oglądać, by wiedzieć, że ściągnął brwi – usłyszałam w jego głosie niemiłe zaskoczenie.

Uśmiechnęłam się do niego przez ramię. Siedział na łóżku z lekka nadąsaną miną, obserwując każdy mój ruch.

– Nigdy wcześniej nie przeżyłam przygody na jedną noc, ale wydawało mi się, że tak to właśnie jest: idziesz z kimś do łóżka, a potem znikasz – zażartowałam, wkładając majtki. Pokręcił głową.

– Mówię poważnie. Naprawdę musisz już iść? Mogłabyś zostać na noc, rano odwiózłbym cię do domu.

– Chcesz, żebym została? – zapytałam z niedowierzaniem.

Podniósł się z łóżka i podszedł do mnie nagi, w całej swojej okazałości. Nie mogłam oderwać od niego wzroku.

– Tak, chcę, żebyś została – potwierdził. Posłał mi swój seksowny uśmiech i serce załopotało mi w piersi.

Och, zdecydowanie mogłam zostać do rana!

Kiwnięciem głowy wyraziłam zgodę. Miałam nadzieję, że nie okazałam zbytniej gotowości. Nie chciałam, żeby wziął mnie za typ prześladowczyni, której trudno się pozbyć.

– Dobra, tylko wyślę przyjaciółce esemesa. Miałam przenocować u niej. – Podniosłam telefon z podłogi, gdzie rzuciłam go beztrosko w przypływie szaleństwa, i szybko napisałam wiadomość, uprzedzając Stacey, że przyjadę do niej rano, i prosząc, żeby nie zamykała okna; nie chciałam zakradać się przez drzwi frontowe i ryzykować, że zostanę przyłapana przez jej rodziców.

Potem odłożyłam komórkę na stolik. Jamie siedział na brzegu łóżka i patrzył na mnie pożądliwie. Zarumieniłam się, uświadamiając sobie, że mam na sobie tylko majtki. Poklepał materac, więc podeszłam do niego z uśmiechem, uwodzicielsko kołysząc biodrami. On też się uśmiechnął, chwycił mnie w pasie i posadził sobie na kolanach. Połaskotał mnie, a ja zaczęłam chichotać. A potem położył mnie na łóżku, pocałował namiętnie i zaczął od miejsca, w którym skończyliśmy poprzednio.

Rozdział 5

Rankiem obudziłam się z lekkim bólem głowy od alkoholu i obolałym ciałem po całonocnych igraszkach. Jamie wykazywał w łóżku dużą pomysłowość, zupełnie inaczej niż Miles. Miles był poważny i dominujący, typ faceta: „Połóż się na plecach i rozłóż nogi”. Nie chciał zmieniać pozycji, a gdy sugerowałam, że teraz ja będę na górze, kategorycznie odmawiał i patrzył na mnie, jakby nagle wyrosła mi druga głowa.

W przeciwieństwie do niego Jamie wydawał się bardzo otwarty, chętnie eksperymentował z nowymi pozycjami i technikami. Nie był przy tym poważny; flirtował i śmiał się między jednym razem a drugim. Po trzecim wreszcie zasnęliśmy.

Jamie trzymał rękę na moich plecach, przyciskając mnie do materaca. Był to rozkoszny ciężar. Pierwszy raz spędziłam z facetem całą noc. Kiedy chodziłam z Milesem, kochaliśmy się gdzieś szybko, a potem każde z nas wracało do siebie. Nigdy nie został u mnie do rana, a ponieważ oboje mieszkaliśmy z rodzicami, nie mogliśmy tak naprawdę się sobą nacieszyć.

Ostrożnie przetoczyłam się na bok, żeby spojrzeć na Jamiego; liczyłam, że nie mam podkrążonych oczu po wczorajszym pijaństwie. Ulżyło mi, kiedy się przekonałam, że on wygląda równie atrakcyjnie, jak zapamiętałam.

Przysunąwszy się do niego, poczułam, że obejmuje mnie odruchowo i przytula do swojego boku. To było miłe. Przesuwając wzrokiem po jego ciele, ujrzałam coś, co zaparło mi dech w piersi. Blizny, które minionej nocy czułam i niewyraźnie widziałam w mroku, w świetle dnia stały się aż nadto widoczne. Było ich dużo, za dużo, żeby zliczyć. Pokrywały cały tors. Były przeważnie małe, ale dało się zauważyć także kilka większych, które musiały być głębokie. Dostrzegałam ponadto kilka okrągłych śladów, jakby po oparzeniu.

Z czułością przesunęłam po nich palcami. Kiedy dotarłam do większej blizny, biegnącej od prawego biodra przez cały brzuch, mimowolnie się skrzywiłam; wolałam nie wyobrażać sobie bólu, jaki sprawiła ta rana. Nie mogąc się powstrzymać, pochyliłam się i ze łzami w oczach pocałowałam ją lekko.

– Mmm… dzień dobry – mruknął sennie. Odwróciłam się i spojrzałam na niego, starając się nie mazać. On nagle westchnął głęboko i przetoczył się na mnie. – Pewnie chcesz o nie spytać, co? – zagadnął smutno, z rezygnacją.

 

– Chciałabym, ale jeśli wolisz o tym nie mówić… – odparłam cicho.

– Wybierasz prawdę czy kłamstwo?

– Kłamstwo – szepnęłam. Pogładziłam go po plecach i przytuliłam do siebie, dotykając blizn. Byłam ciekawa, z jakiego powodu ten piękny chłopak musiał tak się nacierpieć.

– Niezdara ze mnie, często się przewracałem – oznajmił i pocałował mnie w szyję.

– A teraz powiedz prawdę. – Wstrzymałam oddech, bo nie byłam pewna, czy naprawdę chcę ją poznać.

Znowu westchnął i odsunął się nieco, patrząc na mnie niepewnym wzrokiem.

– Miałem niezbyt szczęśliwe dzieciństwo, Ellie. Ludzie, którzy powinni się o mnie troszczyć, nie robili tego – odparł zwyczajnie. Usłyszałam w jego głosie gniew.

Po policzku popłynęła mi łza, mimo że starałam się nad sobą zapanować i nie utrudniać mu tego jeszcze bardziej. Współczułam mu z całego serca. Nie wiedziałam, co powiedzieć, więc przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam, obejmując mocno, jakbym chciała oszczędzić mu tamtych wspomnień. On odpowiedział pocałunkiem i odsunął się ode mnie, gdy już zaczęło mi brakować powietrza.

– Nie musisz mi współczuć. To było dawno. Nie potrzebuję litości. W porządku – rzucił szybko. Zaczął całować mnie po szyi, coraz niżej, nie ukrywając swoich zamiarów.

Kiedy złożył pod moim pępkiem gorący pocałunek, ujęłam w dłonie jego twarz i uniosłam tak, żeby na mnie spojrzał.

– Nie mamy już prezerwatyw – zaczęłam przekomarzać się z nim na wesoło.

Skrzywił się łobuzersko.

– Wiem, ale to nie znaczy, że nie mogę sprawić, abyś krzyczała. – Żartobliwie podniósł brwi i wrócił do pocałunków.

Około godziny później, ubrana w strój z poprzedniego wieczoru, z niesmakiem popatrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Kiecka była za krótka i o wiele za obcisła. Wzdrygnęłam się, obciągając ją, jakby magicznym sposobem mogła się wydłużyć.

Jamie zaśmiał się cicho i wyjął z komody T-shirt. Rzucił mi go.

– Masz, jeśli chcesz, możesz go włożyć na sukienkę.

– Wyglądam na małą zdzirę, co? – spytałam, chichocząc ze skrępowaniem.

Zanim zdążyłam się ruszyć, objął mnie w pasie i przyciągnął.

– Moim zdaniem wyglądasz pięknie. Dziś rano, bez makijażu, jeszcze piękniej niż wczorajszego wieczoru, a to wiele mówi, bo wczoraj byłaś olśniewająca – mruknął, a potem pocałował mnie żarliwie.

O rany, ten facet jest przemiły! Mówi banały, ale jakie cudowne.

Wyrwałam mu się ze śmiechem.

– Znowu te oklepane teksty? Nie masz już prezerwatyw, więc nic ci to nie da – rzuciłam zaczepnie, wkładając T-shirt na skąpą sukienkę.

– Może dzięki temu wyciągnę od ciebie numer telefonu? – zapytał wyraźnie zdenerwowany.

Numer telefonu? To nie była dla niego jednorazowa przygoda?

– Eee… Jamie, posłuchaj, wydajesz się naprawdę świetnym facetem i zeszłej nocy było nam wspaniale, ale właśnie zerwałam z chłopakiem. Nie mam ochoty na razie wchodzić w nowy związek. – Nigdy nie było mi lepiej w łóżku, ale naprawdę nie chciałam chodzić z nikim na poważnie, nie po rozstaniu z Milesem. Pragnęłam przez jakiś czas pobyć sama, nie musieć się z nikim liczyć.

– Rozumiem, w porządku. – Przestąpił z nogi na nogę, umykając wzrokiem w bok. Wyjął z komody drugą czystą koszulkę i włożył ją. – No to chodź, odwiozę cię do domu – powiedział cicho, wskazując drzwi pokoju. Zaprowadził mnie do wysłużonego pikapa. – Przepraszam, wygląda trochę żałośnie, co? – powiedział z zawstydzeniem. Otworzył przede mną drzwi samochodu po stronie pasażera. – Dokąd jedziemy? – spytał, gdy usiadł za kierownicą.

Podałam mu adres Stacey.

Kiedy zajechaliśmy pod dom, Jamie uśmiechnął się niepewnie.

– Dzięki za podwiezienie. – Poruszyłam się na fotelu, nie bardzo wiedząc, co jeszcze powiedzieć. Właśnie zaliczyłam przygodę na jedną noc. Ja, Ellie Pearce.

– Nie ma za co. Masz. – Podał mi kartkę z pospiesznie nagryzmolonym numerem telefonu. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Wzruszył ramionami. – Gdybyś czegoś potrzebowała, sam nie wiem, pojechać gdzieś zdezelowanym pikapem czy coś takiego, zawsze możesz do mnie zadzwonić. – Pochylił się i musnął ustami moje usta. Natychmiast odwzajemniłam pocałunek. Całował nieziemsko. Gdyby to było możliwe, zatrzymałabym w tej chwili czas.

Oderwałam się od niego po minucie.

– Lepiej już pójdę. Dzięki za zeszłą noc, było super – powiedziałam z uśmiechem.

– Pa, Ellie.

Zatrzasnęłam za sobą drzwi samochodu, pomachałam Jamiemu na pożegnanie i skierowałam się ku bocznej ścianie domu. Na moje szczęście, pokój Stacey znajdował się na parterze; jej chłopak często wchodził do niej przez okno, więc żeby ułatwić sobie sprawę, podstawił pod nie kamień. Stacey jeszcze spała, choć było już po dziesiątej, więc wśliznęłam się do łóżka obok niej i ułożyłam wygodnie, żeby przespać się z godzinkę.

Ktoś dźgał mnie w ramię.

– Obudź się!

– Stace, przestań, wiesz, że łatwo robią mi się siniaki – wymamrotałam. Zaśmiała się tylko i szturchała mnie dalej, dopóki nie otworzyłam oczu.

– Iii? – Oczy błyszczały jej z podniecenia i ciekawości.

– I co? – spytałam niewinnie.

– Ten facet to niesamowite ciacho! Fajnie było? Zabezpieczyłaś się? Dokąd poszliście? Jak wróciłaś? Spotkasz się z nim znowu? – zasypała mnie pytaniami. Usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się, ziewając. – O, masz na sobie jego koszulkę! – wykrzyknęła i zrobiła minę w stylu: „No nieźle!”. – Opowiadaj, tylko szczegółowo! Chcę wiedzieć wszystko.

– Stace, powoli. Dobra, facet jest nieludzko przystojny. Pojechaliśmy do niego. Było super. Odwiózł mnie tu i nie, nie spotkam się z nim więcej. Chcesz wiedzieć coś jeszcze? – zapytałam na koniec z uśmiechem.

Przybrała minę matki, która właśnie była świadkiem, jak jej dziecko zaczęło chodzić.

– Miałaś przygodę na jedną noc! Pierwszą w życiu! Bardzo jestem z ciebie dumna! I rany, facet był superprzystojny, aż mnie skręca na samą myśl o nim. – Zachichotała, wachlując się, co rozśmieszyło mnie jeszcze bardziej.

Ubrałyśmy się i postanowiłyśmy pojechać na zakupy. Przyjemnie było wreszcie mieć cały dzień dla siebie i robić, co się chce; niedziele zwykle spędzałam z Milesem, albo u niego, albo u siebie. Cudownie było oddać się jakiemuś zwyczajnemu babskiemu zajęciu jak chodzenie po sklepach. Odwiedziwszy kilka z nich, wstąpiłyśmy do kafejki, żeby coś zjeść; zamówiłyśmy kawę i muffiny z jagodami.

– Hej, nie chciałabyś pójść wieczorem do kina? Znowu mogłabyś u mnie przenocować; masz rzeczy do szkoły na jutro – podsunęła Stacey.

Kiwnęłam głową.

– Pewnie, tylko muszę zadzwonić do rodziców, żeby ich zawiadomić. – Wzięłam torebkę i zaczęłam szukać w niej telefonu, jednak go nie znalazłam. Sprawdziłam kieszenie kurtki, ale były puste.

– I co? – zapytała Stacey.

– Nie mogę znaleźć komórki, pewnie zostawiłam ją u ciebie. – Wzruszyłam ramionami i wróciłam do jedzenia.

Stacey wyjęła swój telefon i zadzwoniła. Po chwili oczy jej się rozszerzyły, a na twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech.

– Cześć, kto mówi?

Spojrzałam na nią pytająco, ciekawa, z kim rozmawia.

– Nie, to nie Ellie. Jestem Stacey. A więc masz jej komórkę – powiedziała. – Ellie chętnie spotka się z tobą dziś wieczorem, żeby ją odebrać, Jamie – uśmiechnęła się do mnie podczas rozmowy. Zaczerpnęłam powietrza i gwałtownie kręcąc głową, wyciągnęłam rękę, żeby wyrwać jej telefon. Nie chciałam spotykać się z nim ponownie. Stacey tymczasem wyszczerzyła się jeszcze bardziej, podnosząc palec i dając mi znak, żebym przestała. – Świetnie, więc o ósmej, tam gdzie mówisz. Dobra. – Zaśmiała się i z uśmiechem zadowolenia zakończyła rozmowę.

Jęknęłam i schowałam twarz w dłoniach.

– Stacey, nie mam ochoty iść na randkę. Nie mogę przez jakiś czas pobyć sama, muszę spotykać się z facetami? Nie wystarczą nam babskie imprezy i pogaduchy?

– Och, daj spokój, będzie fajnie. Poza tym mówiłaś, że ten facet jest świetny w łóżku. – Patrząc na mnie, sugestywnie poruszyła brwiami. Westchnęłam z rezygnacją. Nie mogłam temu zaprzeczyć, Jamie był świetny w łóżku. – Pójdziesz! – nalegała.

Oceniłam sytuację. Chyba nie miałam wyjścia; musiałam odzyskać komórkę.

– Dobra, niech będzie.

Stacey z ekscytacją klasnęła w dłonie.

– Musimy kupić ci nowe ciuchy – zaćwierkała.

Starałam się nie ulegać jej entuzjazmowi, ale gdy tak siedziałam i słuchałam, jak obmyśla dla mnie makijaż i fryzurę, dotarło do mnie, że jestem dziwnie podniecona perspektywą ponownego spotkania z Jamiem.

Rozdział 6
Jamie

Rozmowa ze Stacey poprawiła mi humor. Ucieszyłem się w duchu, kiedy odkryłem, że Ellie zostawiła u mnie telefon. To oznaczało, że mam pretekst, aby ponownie się z nią spotkać. Nie mogłem doczekać się wieczoru.

Najpierw jednak musiałem coś załatwić.

Zwlekałem z tym przez cały tydzień, ale dłużej nie mogłem.

Zajechawszy przed cmentarz, wysiadłem z samochodu i wyjąłem kupione wcześniej kwiaty. Rozejrzałem się bezradnie. Nie wiedziałem nawet, gdzie znajduje się grób.

Przed kościołem stary dozorca zamiatał suche liście, więc chrząknąłem, żeby zwrócić jego uwagę.

– Może mi pan pomóc znaleźć czyjś grób? – Kiedy to mówiłem, drżał mi głos, ale miałem nadzieję, że nie zauważył. Nie chciałem okazywać emocji. Uczucia stanowiły słabość, sprawiały, że inni zyskiwali nad tobą przewagę, a ja nie zamierzałem dopuścić, żeby ktoś znowu zdobył przewagę nade mną.

Facet podniósł głowę, wyjął z kieszeni czerwoną chustkę i wytarł nią czoło.

– Jasne, chodźmy do biura i zajrzyjmy do rejestrów. – Uśmiechnął się uprzejmie i ruszył w stronę kościoła.

Przeszedłem za nim przez kościół do małego biura na tyłach.

– Kogo pan szuka? Poproszę o nazwisko – rzucił, kierując się do szafy na dokumenty.

– Sophie Cole. – Już samo wypowiedzenie jej imienia sprawiło mi ból i obudziło we mnie takie poczucie winy, że aż zadrżały mi ręce. Dozorca poszperał w szafie, wyjął jakąś księgę i przerzucił strony.

– Jest. Leży w sektorze C, kwatera numer dwieście pięćdziesiąt osiem. Zaprowadzić pana?

– Eee… uhm, byłoby miło z pana strony. – Uśmiechnąłem się z wdzięcznością.

Wyszedłem z nim na zewnątrz i w milczeniu ruszyliśmy w stronę cmentarza. Ból w moim sercu narastał z każdym krokiem. Gdy szliśmy, wiatr wzbijał suche liście wokół nas i unosił nad nagrobkami, jakby tańczyły. Oddychałem głęboko i starałem się odsunąć od siebie przykre myśli, idąc za starym utykającym człowiekiem.

Po kilku minutach zatrzymał się przed małym szarym kamieniem nagrobnym.

– To tu. Gdyby pan czegoś potrzebował, będę przy bramie.

– Dziękuję – mruknąłem cicho. Odczekałem, aż dozorca się oddali, i spojrzałem na marmurowy nagrobek. Kładąc przed nim kwiaty, przeczytałem napis. Było tam tylko jej imię i nazwisko oraz data urodzin i śmierci, żadnych cytatów ani tkliwych słów pożegnania jak te, które znajdowały się na sąsiednich grobach. Moje kwiaty spoczywały na pożółkłej nierównej trawie; wyglądały samotnie, co odpowiadało mojemu samopoczuciu. Nie wiedziałem, czy powinienem coś powiedzieć.

Przełknąłem ślinę, czując ściskanie w gardle.

– Mam nadzieję, że przebywasz w lepszym miejscu, Soph. Przykro mi. – Głos mi się załamał, kiedy wypowiadałem słowa, które przyszły mi do głowy na myśl o mojej siostrzyczce. Poczułem pieczenie w oczach, więc czym prędzej się odwróciłem i pospiesznie wróciłem do samochodu.

Nie byłem na coś takiego przygotowany. Rano wydawało mi się, że jestem, ale teraz uświadomiłem sobie, że jeszcze nie umiem się z nią pożegnać.

Zaczerpnąwszy kilka głębokich oddechów, spojrzałem na zegarek. Do spotkania z Ellie pozostało mi niewiele czasu. Zdałem sobie sprawę, że nie zdążę nawet wziąć prysznica. Smutek z powodu siostry towarzyszył mi podczas jazdy do domu i potem, gdy szedłem do pokoju i wyjmowałem z komody czystą koszulkę.

Spojrzałem na siebie w lustrze. Widok mojego ciała wzbudził we mnie niesmak. Nienawidziłem go, budziło we mnie pogardę do samego siebie. Nie mogłem na nie patrzeć, nie myśląc o przeszłości. Przeszłość to przeszłość, należy ją zamknąć.

Przesuwając palcem po największej bliźnie – tej, którą pocałowała Ellie – mimowolnie przypomniałem sobie, skąd ją mam. Wzbudziło to we mnie taki gniew, że zanim zdążyłem pomyśleć, co robię, uderzyłem pięścią w lustro.

– Cholera! – warknąłem. Spojrzałem na poczerwieniałe palce i zobaczyłem, że jeden z nich krwawi. Co we mnie wstąpiło? Przecież wybieram się na randkę. Kretyn! Wciąż przeklinając siebie w duchu, poszedłem do łazienki przemyć ranę.

 

Kiedy krwawienie ustało, podniosłem pokrywę zbiornika. Sięgnąłem do środka i wydobyłem plastikową torebkę, w której trzymałem pieniądze. Wyjąłem sto dolarów i starannie zapakowałem resztę, umieszczając torebkę w tym samym miejscu. Wziąłem kurtkę i komórkę Ellie i opuściłem pokój.

Po drodze zatrzymałem się, żeby kupić jedną czerwoną różę. Pomyślałem, że Ellie nie chciałaby bukietu, który musiałaby nosić ze sobą przez cały wieczór. Miałem nadzieję, że będzie to romantyczny gest, chociaż niewiele wiedziałem o romantyzmie. Tak naprawdę była to moja pierwsza randka. Nie miałem pojęcia, jak powinienem się zachowywać ani co mówić.

Stojąc przed restauracją meksykańską, którą wybrałem, bo Ellie wspomniała o niej poprzedniej nocy, w duchu zacząłem sobie wyrzucać, że nie zaproponowałem, że po nią przyjadę; nie musiałaby chodzić sama po zmroku.

Chwilę później przyjechała taksówka i wysiadła z niej Ellie. Wyglądała jak bogini. Miała na sobie obcisłe czarne spodnie, które eksponowały długie i zgrabne nogi, oraz pasek zbierający białą bluzkę. Pomyślałem, że to nie był dobry pomysł, aby spotkać się z nią ponownie; pragnąłem jej, wiedząc, że nie jest mną zainteresowana, to była męka. Wykraczała poza moją ligę i równie dobrze moglibyśmy pochodzić z różnych kontynentów. A mimo to nigdy nikogo i niczego bardziej nie pragnąłem. Chciałem jej dorównać; chciałem, by i ona mnie pragnęła.

– Cześć. – Uśmiechnęła się nerwowo.

– Cześć… eee… wyglądasz… wyglądasz… To znaczy… jesteś… po prostu… o rany – wykrztusiłem. Właśnie zrobiłeś z siebie pierwszorzędnego idiotę, Jamie, pomyślałem. Jesteś taki elokwentny, że hej.

Parsknęła śmiechem i zaczerwieniła się, opuszczając wzrok. Z rumieńcami na policzkach wyglądała jeszcze piękniej.

– Hm, dzięki, ty także wyglądasz świetnie.

Miałem na sobie zwyczajny szary T-shirt, a ona… Nie mam co startować, pomyślałem. Serce ścisnęło mi się boleśnie.

– Oto twój telefon – wymamrotałem.

– Dziękuję.

– To też dla ciebie. – Podałem jej różę, czując się jak zupełny palant.

Otworzyła szeroko oczy.

– Naprawdę? Wielkie dzięki. – Patrząc na mnie, uśmiechnęła się z wdziękiem i musnęła palcami płatki.

Dobra, jeden punkt dla mnie! Miała najbardziej niezwykłe oczy, jakie kiedykolwiek widziałem. Szare, ale z odcieniem błękitu wokół tęczówek, piękne nie do opisania.

– Mam nadzieję, że jesteś głodna – rzuciłem sztywno i wskazałem głową drzwi restauracji.

Potwierdziła, uśmiechając się szeroko.

– Umieram z głodu. I uwielbiam meksykańskie żarcie.

– Pamiętam – odparłem gładko. Z zadowoleniem odnotowałem błysk w jej oku; doceniła, że zapamiętałem, co mówiła minionej nocy. Otworzyłem drzwi i przepuściłem ją przodem. Bezwiednie spojrzałem na jej pośladki, kiedy mnie minęła i weszła do środka.

Gdy prowadzono nas do stolika i zamawialiśmy drinki, zacząłem się uspokajać; a kiedy przypomniałem sobie minioną noc i to, jak łatwo się z Ellie rozmawiało, nerwy powoli mi przeszły.

– Uświadomiłem sobie, że nawet nie spytałam, czym się zajmujesz – odezwała się po przeczytaniu karty dań.

Cholera, i co teraz?

– Ja… eee… zajmuję się samochodami. Naprawiam na złomowisku wozy, które potem są sprzedawane na aukcjach – skłamałem. To znaczy, nie było to do końca kłamstwo – taki miałem plan, nad którym pracowałem.

– Naprawiasz samochody? Dobrze wiedzieć. Mój nieżyjący już dziadek zostawił mi swój wóz, który stale się psuje, ale go uwielbiam. – Zaśmiała się. – Rzadko nim jeżdżę. Przeważnie korzystam z taksówek albo metra, tak mi łatwiej.

– Na szczęście masz mój numer telefonu, co? – Próbowałem z nią flirtować, ale nie byłem pewny, czy to działa; nie miałem wprawy. – A ty? Domyślam się, że chodzisz do ostatniej klasy. Zamierzasz iść potem na studia?

Skinęła głową, nonszalancko wzruszając ramionami.

– Tak, kończę szkołę. Jeszcze nie wiem, czy pójdę do college'u. Nie mam sprecyzowanych zainteresowań. Mama suszy mi głowę, że powinnam wybrać jakiś przedmiot kierunkowy, ale się tym nie przejmuję. Wolałabym raczej podróżować.

Jej odpowiedź mnie rozbawiła.

– Kto by nie wolał, zamiast się uczyć.

Podeszła kelnerka i przyjęła od nas zamówienia. Kiedy się oddaliła, Ellie znów się uśmiechnęła i zagadnęła:

– A więc, Jamie, jaki jest twój ulubiony program w telewizji?

Zacząłem kombinować gorączkowo. W poprawczaku nie ma za dużego wyboru, jeśli chodzi o tego rodzaju rozrywki.

– Mało oglądam telewizję – wyznałem, wzruszając ramionami. – A ty, co lubisz oglądać?

Zacisnęła usta, zastanawiając się.

– Filmy. Grę o tron albo Synów Anarchii. Podobają ci się?

Pokręciłem głową.

– Czytałem Grę o tron, ale jej nie widziałem. Serial jest super. – W poprawczaku raczej nie oglądało się telewizji, ale można było korzystać z biblioteki, naprawdę dobrze zaopatrzonej.

Uniosła brwi.

– Lubisz czytać? – Kiedy potwierdziłem, zaśmiała się i oczy jej rozbłysły. – Taki przystojny facet i jeszcze dużo czyta. Fajnie. Wiesz, że w mediach społecznościowych istnieje ruch mający na celu zachęcić facetów do czytania? Mogłabym cię sfotografować i wrzucić tam twoje zdjęcie – zażartowała.

Parsknąłem śmiechem i pokręciłem głową. Media społecznościowe. Ledwie wiedziałem, co to jest, a miałbym słyszeć o jakimś ruchu, który tam działa? Zdecydowanie żyliśmy w innych światach.

– Jeśli chcesz – rzuciłem, uśmiechając się. – Dobra, ale przestańmy mówić o tym, jakim to jestem przystojniakiem – zacząłem śmiało. – Zdradź mi o sobie coś, czego nikt nie wie, cokolwiek.

Ellie wyprostowała się na krześle, w zamyśleniu mieszając słomką lemoniadę. Po chwili namysłu odpowiedziała:

– Kiedyś uwielbiałam patrzeć w gwiazdy. Tata kupił mi na ósme urodziny teleskop i godzinami przesiadywaliśmy na dworze, wypatrując różnych konstelacji.

– Ach, więc jesteś maniaczką? – zażartowałem ze śmiechem, a wtedy umoczyła palec w lemoniadzie i chlapnęła we mnie. – Bardzo seksowną maniaczką – dodałem i oboje zachichotaliśmy.

Przyniesiono nam jedzenie, co oznaczało, że musieliśmy na jakiś czas przerwać wygłupy. Jednak przez resztę wieczoru gadaliśmy o miejscach, do których chcielibyśmy pojechać, o książkach i o ulubionych zajęciach. To była chyba najbardziej swobodna rozmowa w moim życiu. Zachowywałem się przy Ellie całkiem naturalnie, byłem sobą, nie musiałem się wysilać. Kiedy schodziło na moją przeszłość, zmieniałem temat. Nie chciałem, żeby Ellie zadawała mi pytania o dzieciństwo, rodzinę i tak dalej, bo nie zmierzałem jej okłamywać, co zdarzało mi się w przypadku innych.

– Dochodzi dopiero dziesiąta, chciałabyś pójść do kina czy coś takiego? – zaproponowałem, gdy zjedliśmy.

– Uhm, jasne.

Uśmiechnąłem się i wyjąłem portfel, żeby zapłacić rachunek.

– Mam pieniądze – zaprotestowała i wzięła torebkę.

– Dam radę. – Ująłem ją za rękę i pociągnąłem do wyjścia, po drodze zdejmując z wieszaka kurtkę. Gdy znaleźliśmy się na dworze, zarzuciłem ją Ellie na ramiona, dyskretnie ją obejmując. Nie sprzeciwiła się, więc uśmiechnąłem się dumnie i ruszyliśmy w stronę kina.

W ciągu najbliższej godziny wyświetlano tylko film o jakimś piosenkarzu mieszkającym w przyczepie i robiącym z tego wielkie halo; nie brzmiało to obiecująco. Na sali oprócz nas nie było nikogo.

Po jakichś dziesięciu minutach seansu byłem totalnie znudzony, więc zacząłem sobie żartować z bohaterów, rozśmieszając Ellie. W końcu przestaliśmy oglądać film i zaczęliśmy rozmawiać.

– Jak to się stało, że rozstałaś się ze swoim chłopakiem? – zapytałem. Wziąłem ją za rękę, licząc, że nie będzie miała mi tego za złe.

Uśmiechnęła się, ale w jej oczach malowała się powaga.

– Miles był dość zaborczy. Nie podobało mu się, gdy rozmawiałam z innym facetami… nie to, żebym kiedykolwiek go zdradziła ani nic takiego, po prostu nie miał do mnie zaufania. I w końcu miałam dosyć.