Będziesz moja

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

3

Czwartek 1 lutego

W milczeniu wpatrywaliśmy się w kartkę.

– To coś więcej niż głupi żart – zaczęłam.

Usta Sonny’ego skrzywiły się z niesmakiem.

– Ktoś za mną łazi. Kurde, zawsze byłem szczery z dziewczynami. Nie szukam niczego poważnego i nienawidzę, gdy któraś o tym zapomina lub sądzi, że swoim urokiem sprawi, że zmienię zdanie.

– Masz jakikolwiek pomysł, kto to może być, chłopie? – zapytał Isaac.

Sonny podniósł kartkę i obrócił ją.

– Pojęcia nie mam. Laska najwyraźniej mnie nie zna, jeżeli uważa, że kupi mnie darmowym drinkiem.

– Powinniśmy wyjść? – zapytałam, skanując wzrokiem tłum. Sala była pełna, przy każdym stoliku siedziały przynajmniej cztery osoby. Niewielki tłum kłębił się przy barze, czekając na drinki. Nikt nie patrzył w naszą stronę. Jeżeli osoba, która to zrobiła, była tutaj, czy nie chciałaby zobaczyć naszej reakcji?

– Nigdzie nie idziemy – rzucił szybko Sonny. – Żadna walnięta cizia nie zepsuje nam wieczoru.

Chace nachylił się do mnie jeszcze bliżej.

– Lylah, tak się cieszyłaś na ten wieczór, a ostatnio nie tryskałaś radością.

Raczej trudno o to, gdy zbliża się rocznica śmierci twoich rodziców.

Moja dłoń instynktownie powędrowała do naszyjnika z zawieszką w kształcie serca, który dostałam od nich na szesnaste urodziny.

– Chace, ja…

Położył mi na ustach opuszek palca wskazującego i potrząsnął głową.

– Nie, Lylah. Mam zamiar sprawić, że będziesz się dzisiaj świetnie bawić, choćby miała to być ostatnia rzecz, jaką zrobię w życiu. – Opuścił rękę i kontynuował: – Dziś wieczorem zapomnij o tych listach. Będziemy się nad tym zastanawiać jutro. Sonny może pójść z tym na policję, do ochrony na kampusie, no, cokolwiek.

Usiadłam z powrotem, przygryzając wargi. W żołądku czułam nieprzyjemne mrowienie. Bałam się o Sonny’ego, ale w tej chwili i tak nic nie mogłam zrobić. Skinąwszy głową, skierowałam więc uwagę na scenę. Światła już pogasły.

Przedstawienie się rozpoczęło.

Przesunęłam się na swoim siedzeniu i oglądałam. Studenci byli niesamowici, ale mimo to nie mogłam skupić się na sztuce. Cały czas myślałam o tych listach oraz o tym, że ktokolwiek je wysłał, usilnie starał się zachować anonimowość. Gdyby to była któraś ze zdesperowanych dziewczyn uganiających się za Sonnym, raczej chciałaby, żeby znał jej tożsamość, no nie?

To po prostu nie miało sensu.

Gdybym od razu podeszła prosto do drzwi, może zauważyłabym, kto przyniósł kopertę. Teraz osoba, która kupiła nam drinki, prawdopodobnie była gdzieś tutaj, w sali. Oglądała spektakl. Lub nas. Włosy zjeżyły mi się na karku.

Natychmiast po zakończeniu przedstawienia, gdy tylko znów włączono światła, zerwałam się na równe nogi.

– Gotowi do wyjścia? – zapytałam.

Chace zachichotał.

– Lylah, chwila, pali się czy co? Aż tak nie możesz doczekać się imprezy?

Cholera. Przez to wszystko całkiem zapomniałam o imprezie.

– Wiesz co, szczerze mówiąc, jestem zmęczona. Chciałam iść do domu.

– Jeżeli o mnie chodzi, będę się zbierał. Muszę sprawdzić, czy nie ma mnie gdzieś indziej, rozumiecie. – Sonny mrugnął porozumiewawczo.

Sienna złapała go za ramię.

– Sonny, czekaj! Naprawdę uważasz, że powinieneś włóczyć się sam, biorąc pod uwagę to, że ktoś cię śledzi?

Nie byłam pewna, czy mówi poważnie, czy żartuje, ale Sonny się roześmiał.

– Niezły żarcik, Sie. Nie czekajcie z kolacją. – I poleciał, pewnie tam, gdzie umówił się z dziewczyną, z którą miał mieć dzisiaj randkę.

Patrzyłam za nim, jak znikał w tłumie.

– Myślicie, że naprawdę może być w niebezpieczeństwie?

– Nic mu nie będzie – powiedziała Charlotte. Przeszła obok mnie, gdy zmierzaliśmy do wyjścia. – Dzięki, że mnie tu dziś wyciągnęliście. Naprawdę świetnie się bawiłam.

– Cieszę się – odpowiedziałam. Cóż, przynajmniej ona spędziła fajnie czas. Co do mnie – nie byłam tego taka pewna.

– Pójdę z tobą do domu, okej? – dodała.

– Ja też – wtrąciła Sienna. – Nathan się nie pokazał, a w weekend będzie jeszcze parę imprez. Na dzisiaj już mi wystarczy, wolę pójść spać.

Chace i Isaac wyglądali na nieco rozczarowanych, ale nalegali, aby nas odprowadzić.

– Przyszliśmy razem, więc razem powinniśmy też wrócić – powiedział Chace. – No, poza Sonnym.

Rzuciłam Chace’owi szybki uśmiech, ale w rzeczywistości byłam bardziej skupiona na obserwowaniu tłumu zmierzającego do wyjścia. Rozglądałam się za kimś w bluzie z kapturem. Z nerwów zaczęłam przygryzać wargi – tak bardzo życzyłam sobie, żebyśmy już byli na zewnątrz. No dalej, dalej. Nie chciałam przebywać w tym samym miejscu co osoba, która robiła nam z ukrycia zdjęcia, zamiast podejść normalnie jak człowiek i zagadać, skoro już chciała postawić nam drinki.

Chace stanął bliżej, niemal przyciskając swoją klatkę piersiową do moich pleców, jak gdyby wyczuwał, że już wychodzę z siebie. Dwóch ochroniarzy po obu stronach drzwi stało z założonymi rękami, pilnując, żeby pijani studenci w miarę sprawnie opuszczali salę. Obaj mieli gabaryty małego domku, więc nie spodziewałam się, żeby znalazło się wielu chętnych do wszczynania awantury.

Na zewnątrz było jeszcze zimniej niż wcześniej. Temperatura spadła i na ulicach skrzył się lód. Przenikliwy wiatr przeszywał mnie aż do szpiku kości. Skuliłam się i przysunęłam do Chace’a. Teraz przynajmniej miałam wymówkę, gdyby nagle zapytał, dlaczego tak się do niego przytulam.

Objął mnie ramieniem i przyciągnął mocno do siebie.

Zadziałało.

– Lylah, zimno ci?

– Tak. Nie znoszę zimy.

– To mieszkasz w nieodpowiednim kraju.

Jakbym sama tego nie wiedziała.

– O Boże! – krzyknęła Sienna głosem tak wysokim, że aż się skrzywiłam.

– Jezu, Sie, na takiej częstotliwości tylko psy cię usłyszą – jęknął Isaac.

Skierowałam wzrok tam, gdzie ona. Na ścianie biblioteki widniało ogromne, artystycznie dopieszczone graffiti. Czerwone słowa, wyglądające jak gdyby ociekały krwią, układały się w napis: BĘDZIESZ NALEŻEĆ DO MNIE. Artysta użył również czerni i szarości, aby każdej literze nadać elegancki cień i pewien dynamizm.

Przyprawiało to co prawda o gęsią skórkę, ale wyglądało nieźle.

– No no, typ ma talent – stwierdził Isaac.

– Skąd wiesz, że to facet? – zapytałam.

Isaac podniósł ręce.

– Albo typiara.

– Dzięki – odpowiedziałam, uśmiechając się do niego.

– To nie ty, Lylah, co nie? – zażartował Isaac.

– Tiaaaa, jak wszyscy wiemy, jej talent zaczyna się i kończy na nabazgraniu człowieczka z trzech kresek – drażnił się Chace, obejmując mnie mocniej ramieniem.

Odgryzłabym się, ale akurat w rysowaniu jestem naprawdę beznadziejna.

Zmierzaliśmy w stronę wynajmowanego przez nas domu, znajdującego się jakieś pięć minut drogi od klubu. Gdy przechodziliśmy przez kampus, minęło nas dwóch gości przebranych za amorki – jedynym elementem ich „garderoby” było coś przypominającego prześcieradło owinięte wokół tyłków. Miałam nadzieję, że nabawią się odmrożeń. Idioci.

– Ludzi totalnie pogięło! – Roześmiałam się, przewracając oczami.

Skręciliśmy, mijając Coffee House – ulubioną kawiarnię wszystkich studentów – i już znaleźliśmy się poza kampusem. Tu jest ciemniej, wysokie drzewa przesłaniają światło, co zawsze budzi we mnie lekki niepokój, gdy idę tędy sama po zmroku. Niby nigdy nic się nie stało, ale mimo wszystko. Wydaje mi się, że odkąd tu mieszkam, zdarzył się tylko jeden napad, i nawet to nie za bardzo się liczy, bo „napastnik” totalnie się schlał w Southern Comfort i buchnął tylko własny portfel od swojej dziewczyny.

Sienna szła przed nami, kołysząc swymi mikroskopijnymi biodrami. Isaac podążał tuż za nią, śmiejąc się z czegoś, co powiedziała. Po drugiej stronie ulicy, kierując się w naszą stronę, szedł jakiś gość w bluzie z kapturem. Czy to ten typ z klubu?

Jeszcze mocniej przygryzałam wargi. Zawsze to robię, gdy jestem zdenerwowana. Po śmierci rodziców prawie odgryzłam je sobie na amen.

Chace zachichotał.

– Chcesz zaanektować cały chodnik?

– Co? – powiedziałam, zwracając ku niemu wzrok. Prawie zepchnęłam go na ulicę, w najmniejszym stopniu nie zwracając uwagi na to, jak idę, za to zajmując większą część chodnika. – Ups.

Otworzył usta, lecz zanim zdołał cokolwiek powiedzieć, rozległ się ogromny huk, gdy coś ciężkiego uderzyło o beton. Chace przyciągnął mnie do siebie, a moja głowa próbowała podążyć w kierunku, z którego nadszedł hałas. Na środku ulicy pojawiły się czerwone kłęby.

– O Boże! – zawołał Chace, śmiejąc się głośno. – No, to było dobre. Aż podskoczyłem!

Mało brakowało, żeby Sienna i Isaac urządzili tam regularną owację na stojąco, ale ja stałam wbita w ziemię, odprowadzając wzrokiem gościa w bluzie, który biegiem się od nas oddalał.

Dym powoli się rozpraszał, zmieniając barwę na różową, zanim całkiem rozpłynął się w mroku nocy.

– Co to było? – zapytałam.

– Bomba dymna – odpowiedział Chace. – Całkiem niezły trik. Ja bym go pewnie zarezerwował dla większej publiczności.

– Bez kitu – powiedział Isaac. – Skoro w tym roku wszyscy odwalają jakieś kawały, to my też powinniśmy coś przygotować.

Chace zachichotał.

– „Jeśli nie możesz ich pokonać, to do nich dołącz”, czy jakoś tak, ech?

Zmarszczyłam brwi, patrząc w dal, tam, gdzie zniknął facet w ciemnej bluzie.

Chyba.

• • •

Wpadliśmy do salonu i rozsiedliśmy się wygodnie na sofach. Chace usiadł obok mnie na fotelu, a Charlotte, Sienna i Isaac zajęli kanapę.

 

– Chcesz o tym porozmawiać? – wyszeptał Chace, nachylając się do mnie jeszcze bliżej całym ciałem.

Oparłam się i spojrzałam na niego.

– Porozmawiać o czym?

– O tym, co cię tak nurtuje. Widzę, co się z tobą dzieje, Lylah. Zawsze zwracam na to uwagę.

Zawsze?

– Po prostu nie mogę przestać myśleć o tych przesyłkach, drinkach, graffiti, teraz jeszcze ta bomba dymna. Sporo tego.

– Bomby dymne i graffiti były już w zeszłym roku – zauważył.

– No tak, ale nie było takich powiązań. Graffiti niemal słowo w słowo powtarzało to, co widniało na kartce zaadresowanej do Sonny’ego. Chyba nie uważasz, że to wszystko to po prostu czysty przypadek?

– Może i nie, ale prawdopodobnie ktoś próbuje tylko namieszać mu w głowie. Nie pozwól, żeby mieszał również w twojej. Wiem, że to dla ciebie trudny okres.

– Dobrze, nie pozwolę. Nic mi nie jest. – Zmusiłam się do uśmiechu, chociaż chciałam krzyknąć, żeby przestał tak racjonalizować moje obawy. I wspominać o moich rodzicach. Od kiedy się poznaliśmy, Chace czasem mnie o nich wypytywał, ale szanował to, że nie chciałam rozmawiać o tym, co się wydarzyło. Nie mogłam. Bardzo dużo czasu zajęło mi dojście do punktu, w którym byłam w stanie jako tako normalnie funkcjonować i oddychać bez wrażenia, jakbym miała się za moment udusić. Nie chciałam robić nic, co mogłoby z powrotem przenieść mnie do tego upiornego okresu, który był tak posępny, że nie byłam wtedy pewna, czy w ogóle z tego wyjdę.

Poza tym rozmowa naprawdę nie zawsze pomaga, szczególnie, gdy musiałaś się już zmierzyć ze swoją stratą tyle razy ile ja podczas terapii.

Chciałam już zapomnieć, jak to strasznie boli, gdy tęsknisz za kimś tak bardzo, że chcesz tylko umrzeć.

Nic nie wyprowadzi mnie z równowagi – powiedziałam, tym razem nieco pewniejszym głosem.

Chace szturchnął mnie i uśmiechnął się.

– Dobrze to słyszeć.

– Nie sądzicie, że powinniśmy dać znać glinom? – zapytała Sienna, podnosząc list i zdjęcie. Sonny’emu nie zależało na tym, żeby zabrać ze sobą tę fotografię, ale Sienna schowała ją, zanim wyszliśmy. Gdyby tego nie zrobiła, zrobiłabym to ja. Ona także narzekała, że Sonny wyrzucił swój list do kosza. Cóż, przynajmniej leżał na samej górze sterty śmieci.

– Tak – odpowiedziałam. – Zdecydowanie powinniśmy powiadomić policję.

– I tak nic nie zrobią. Zresztą niby co mogliby zrobić? – rzucił Chace.

– No nie wiem, na przykład wziąć odciski palców? No wiesz, te poza naszymi. Pewnie są jeszcze jakieś inne wskazówki, które mogłyby ułatwić identyfikację. Nie oglądasz nigdy żadnych seriali detektywistycznych? Nawet jeśli wszystko zaczęło się jako żart, Sonny powinien dowiedzieć się, kto to zrobił, a policjanci muszą dopilnować, żeby ona – lub on – dali mu w końcu spokój.

– Ja tam życzyłbym sobie, żebyśmy już teraz wiedzieli, kto to wysłał. Mam świetny pomysł na mały żarcik zwrotny – powiedział Isaac. – Kupimy te robale dla jaszczurek, które sprzedają w sklepach zoologicznych, i wpuścimy je do pokoju tego żartownisia.

Wzdrygnęłam się. Sama myśl o tym sprawiła, że poczułam, jakby po mojej skórze rozpełzły się robaki.

– Marzę o tym, żeby już było po walentynkach – powiedziałam.

– Ciągle dziwnie się czujesz z powodu tej historii z Jakiem? – zapytał Isaac. Roześmiał się i zrobił unik, gdy Chace zamachnął się, żeby go trzepnąć. Chace potrząsnął głową i wymruczał coś, czego nie mogłam zrozumieć, ale przypuszczałam, że było to jakieś mało eleganckie wyrażenie.

Isaac naprawdę mógłby znaleźć jakiś inny temat, jak chce mi podogryzać.

– Nie, nie czuję się dziwnie z powodu Jake’a – odpowiedziałam. Minęły prawie dwa lata, a rocznica śmierci rodziców była ciągle tak samo bolesna jak wtedy, gdy mój brat Riley i ja dowiedzieliśmy się, że zostaliśmy sierotami. Ale byłoby ogromnym kłamstwem, gdybym twierdziła, że dzięki Jake’owi nie znienawidziłam tego dnia jeszcze bardziej.

Chociaż na początku faktycznie było meganiezręcznie, wszystko między nami wróciło do normy, jeszcze zanim Jake opuścił uczelnię. Albo tak mi się w każdym razie wydawało. Żadne z nas nie wspomniało więcej o tym pocałunku. A ja w ogóle nie miałam z nim kontaktu, od kiedy się wyprowadził, może poza zdawkową wymianą SMS-ów świątecznych w grudniu.

– Nie ma żadnego powodu, dla którego Lylah miałaby czuć się nieswojo. – Sienna wzięła mnie w obronę.

Isaac uniósł ręce w obronnym geście.

– Spoko, tylko żartowałem. Mogłaś złamać serce temu biednemu chłopcu, ale to nie oznacza, że masz się z tego powodu źle czuć.

Oczy zwęziły mi się w szparki i spojrzałam na niego tak, żeby nie miał wątpliwości, że nie miałam zamiaru dać się podpuścić.

– Dramatyzujesz. To był jeden prawie-pocałunek i jakoś sobie z tym poradził. Przecież nie oświadczył mi się ani nic takiego.

Isaac skrzywił się z niezadowoleniem.

– Dobra, nie znasz się na żartach.

Obdarzyłam go przelotnym uśmiechem.

– Przykro mi, że cię rozczarowałam. Jeśli możemy już skończyć omawianie mojego tragicznego życia uczuciowego, pogadajmy o walentynkowych kawałach.

Chace zachichotał.

– O, Lylah chce się w tym roku przyłączyć!

– Naprawdę? Na ogół nie chcesz mieć z takimi rzeczami nic wspólnego – zdziwiła się Sienna.

– Ale teraz mam motywację. Mam ogromną nadzieję, że wywiniemy temu typowi, który śledzi Sonny’ego, jakiś gruby numer.

– Puder dla dzieci w suszarkach na basenie – rzucił Isaac. – Zgłaszam się na ochotnika, żeby wejść do damskiej szatni!

– Doprawdy genialne. – Sienna przewróciła swoimi czarnymi oczami.

– Ja pomyślałam o czymś w rodzaju podpalenia sterty lalek-amorków oblanych sztuczną krwią, na samym środku kampusu – powiedziałam.

Chace roześmiał się głośno.

– Jezu, Lylah. Brzmisz, jakby odrobinę za bardzo cię to bawiło.

Cóż, chyba trochę tak było. Jak to o mnie świadczyło?

– Ty serio nie cierpisz tego święta, co? – zaśmiał się Isaac.

– Nie. – Wręcz nienawidzę. Gdyby moi rodzice nie wybrali się wtedy do eleganckiego hotelu na romantyczny walentynkowy wypad we dwoje, ciągle by tu byli. Nie zginęliby. Mój brat i ja przez wiele godzin nawet nie wiedzieliśmy o wypadku. Gdy razem z Rileyem dotarłam do szpitala, usłyszeliśmy, że oboje z tego wyjdą, że mamy się nie martwić. Ale odeszli krótko po północy czternastego lutego.

– W każdym razie – kontynuowałam, zmieniając temat – jestem zmęczona i chcę się położyć. Jutro pójdziemy kupić zasypkę dla niemowląt, sztuczną krew i amorki.

Powiedziałam wszystkim dobranoc, umyłam zęby i poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi i powlokłam się po dywanie w stronę łóżka. Zdjęłam sukienkę przez głowę i rzuciłam na krzesło w rogu pokoju. Zwykle przykładam wagę do porządku, ale gdy jestem zmęczona, mam wszystko gdzieś. Wzięłam piżamę, którą zostawiłam rano zwiniętą w pościeli. Na dzisiaj musiała wystarczyć. Oczy mi się same zamykały, nóg prawie nie czułam. Nie chciało mi się szukać świeżych ciuchów.

Wsunęłam na siebie polarową piżamę i od razu zrobiło mi się ciepło i miło. Mięciutka, pachnąca lawendą, cała w jednorożce. W życiu nie pokazałabym się w czymś takim Chace’owi! Jeżeli wychodzę z pokoju w piżamie, to tylko w którejś z jedwabnych.

Chwyciłam za brzeg kołdry i coś zakłuło mnie w kciuk. Instynktownie rozczapierzyłam palce i cofnęłam rękę jak oparzona. Maleńka kropelka krwi na opuszce kciuka i róża na podłodze, między moimi stopami.

Co u licha?

Sonny.

Przyssałam wargi do kciuka. Sonny jest znany z zostawiania ludziom niespodzianek w łóżkach – pająki, stringi czy inne elementy damskiej bielizny.

Schylając się, podniosłam różę i rzuciłam ją na nocny stolik. Następnego dnia miałam zamiar wrzucić mu ją do łóżka, choć do tego czasu nie będzie prezentowała się już tak pięknie. Może kupię jakieś krewetki, rybie głowy albo coś co bardzo, bardzo mocno śmierdzi. Gdybym była wystarczająco odważna, podchwyciłabym pomysł Isaaca z robalami.

Tak czy inaczej, Sonny miał przechlapane.

4

Piątek 2 lutego

Obudził mnie deszcz bębniący w szybę.

Chociaż wkurza mnie, kiedy poza domem moknę na wylot, tak naprawdę uwielbiam deszcz. W jego dźwięku jest coś głęboko kojącego. Na nadgarstku zawibrowała mi opaska Fitbit – cichy alarm sygnalizujący, że już szósta i czas wstawać.

Uniosłam ramiona za głowę i wyciągnęłam je tak daleko, jak tylko mogłam, rozciągając się porządnie. Przed śmiercią rodziców zwykłam sypiać do oporu i przewracałam oczami, gdy mama powtarzała mi, że każdy dzień powinnam wykorzystać na maksa, a nie przesypiać całe życie.

Teraz niezależnie od tego, jak bardzo mi się nie chce wstać, i tak to robię. Mama już nigdy nie będzie miała takiej szansy.

Okej, no to wstajemy.

Chwyciłam za brzeg kołdry i odrzuciłam ją na bok. Chłodne powietrze natychmiast przeszyło moje ciało i sprawiło, że cała pokryłam się gęsią skórką. Wstałam więc szybko, zanim zdążyłabym się rozmyślić i wsunąć z powrotem pod ciepłą kołdrę, aby z powrotem odpłynąć do krainy snów.

Wyszłam ze swojego pokoju i przeszłam przez korytarz do łazienki. Tam na szczęście było cieplej – w zeszłym roku zamontowano grzejnik, który całkiem nieźle działa.

Wzięłam prysznic i ubrałam się, a następnie na palcach zeszłam na dół, krocząc ostrożnie przez skrzypiący parkiet, żeby nikogo nie obudzić.

Tylko Sonny i Sienna wstają mniej więcej w tym samym czasie co ja. Cała reszta jest strasznie leniwa. W kuchni panował spokój, gdy tak po cichu się do niej skradałam. Pokoje Charlotte i Isaaca są na dole, więc staramy się nie hałasować do siódmej, kiedy wstają.

– Dobry! – przywitałam się ze Sienną, która już kiwała się na taborecie. Jej lśniące włosy sterczały we wszystkie strony. – Kiepska noc?

Nawet na mnie nie spojrzała znad ogromnego kubka z mocną kawą.

– No raczej. Nie mogłam spać. Jestem wyczerpana – wymamrotała.

– Rzadko udaje nam się wygrać rano z Sonnym. Schodził już na dół?

– Nie było go w pokoju – ciągnęła monotonnym głosem, brzmiącym jak przygotowane wcześniej nagranie.

– Skąd wiesz? – zapytałam, wyjmując swój kubek.

– Drzwi były otwarte. Nie mam pojęcia, gdzie on się podziewa.

Obróciłam się twarzą do niej.

– Dziwne. Przecież on nigdy nie zostaje z nikim na noc. Nigdy.

Sonny to straszny babiarz. Ma na koncie tyle „zdobyczy”, jak sam to określa, że ja nawet nie umiem do tylu liczyć. Ale nigdy nie zostaje na śniadanie. W życiu nie zaryzykowałby tego porannego festiwalu żenady albo, nie daj Boże, konieczności rozmowy.

Sienna wzruszyła ramionami.

– Też mi to przyszło do głowy. Ale może się zmienia. – Zamilkła, a po chwili z jej gardła wydobył się niski, wymuszony śmiech – Albo i nie.

Nalałam sobie kawy i usiadłam przy stole obok niej, czekając, aż cała reszta w końcu wstanie.

Logicznie rzecz biorąc, wiedziałam, że martwienie się o dorosłego faceta, który prawdopodobnie zdecydował się po prostu spędzić z kimś noc, jest absurdalne, jednak coś było nie tak. Czułam to. Byłam niespokojna, z nerwów zaczęło mnie skręcać w żołądku. Od śmierci rodziców zawsze byłam przygotowana na najgorsze. Gdy dotarli do szpitala po wypadku, oboje mieli z tego wyjść. Mama umarła na stole operacyjnym, tata chwilę później, wskutek rozległego krwotoku wewnętrznego.

– Mieliście jakieś wiadomości od Sonny’ego? – zapytałam, gdy Charlotte i Isaac weszli do kuchni godzinę później. Pomyślałam, że gdy tylko dowiem się, gdzie on jest, będę w stanie się uspokoić.

Charlotte uniosła brew. Jej spojrzenie mówiło wszystko: Nie zadzwoniłby do mnie, choćbym była ostatnim żyjącym człowiekiem na Ziemi. Okej, słuszna uwaga, nie zrobiłby tego.

– Nie. – Isaac wzruszył lekko ramionami.

– Jeszcze nie wrócił – wyjaśniłam.

– Naprawdę? – zapytał Isaac. – Pewnie przez przypadek zaspał u jakiejś laski. Może za dużo wypił.

– Hmm, może – wymamrotałam nieprzekonana.

– Powinniśmy się martwić? – zapytała Sienna, już bardziej rozbudzona po drugiej dawce kofeiny. – To do niego niepodobne.

Żołądek znowu podskoczył mi do gardła. Sonny zawsze jest tutaj rano – szczególnie wtedy, gdy ma zajęcia. Jego rodzina mieszka dość daleko, więc rzadko wraca do domu, nawet podczas przerw semestralnych. Zawsze tu jest.

 

Odsunęłam krzesło i wstałam.

– Idę zapytać Chace’a, może on coś wie.

– Zapytać Chace’a, czy wie o czym? – Głos Chace’a niemal mnie zelektryzował. Zawsze to robi. Za. Każdym. Razem.

Patrz na jego twarz, nie na to, jak niesamowicie wyglądają jego umięśnione ramiona w tym szarym T-shircie!

– Sonny zaginął – powiedział Isaac.

– O, zaginął? Więc już definitywnie wiemy, że zaginął? – zapytałam. Serce mi przyspieszyło. Słowa Isaaca potwierdziły moje najgorsze obawy, a te, nagle, zaczęły niepokojąco szybko rosnąć – od uporczywego niepokoju kotłującego się gdzieś z tyłu głowy, do przytłaczającego lęku.

Czy te listy naprawdę były groźbami?

– Nie ma go tutaj i nie wiemy, gdzie jest. Wydaje mi się, że to dość adekwatna definicja zaginięcia – odparł Isaac.

Chace potrząsnął głową, sprawiając, że jego niesforne blond włosy zafalowały. To było przeurocze.

– Nie przesadzajcie. Może postanowił wrócić do biegania. Może poszedł do sklepu. Może niechcący zaspał u dziewczyny?

Wszystko, co mówił Chace, miało sens… o ile ktoś nie znał Sonny’ego.

– Spróbuję do niego zadzwonić – powiedziałam, wciskając palcem jego imię na ekranie swojego smartfona.

– Lylah, wszyscy się niepokoimy, ale ty wpadasz w paranoję – odpowiedział Chace. Przechodząc, otarł się delikatnie ramieniem o moje plecy. Nie byłam pewna, czy zrobił to celowo, czy przez przypadek, ale nie miałam zamiaru narzekać. No i nie wpadałam w paranoję, martwiłam się o kumpla. Dobrego kumpla.

Podniosłam telefon do ucha i czekałam. Gdy włączyła się poczta głosowa, rozłączyłam się.

– Nie ma nawet sygnału.

– Lylah, na pewno nic mu nie jest. Gotowa do wyjścia? – zapytał Chace, wlewając kawę do termosu. Mieliśmy strasznie dużo pracy przy naszym projekcie kampanii reklamowej na zajęcia, ale teraz bynajmniej nie to było moim największym zmartwieniem.

– Ech, no dobra, jestem gotowa. – Odwróciłam się do Isaaca, Sienny i Charlotte. – Napiszcie mi SMS-a, jak tylko dostaniecie od niego jakąś wiadomość, dobra?

– Jasne. Po drodze na siłownię zajrzę do kawiarni i do biblioteki i zobaczę, czy nasza zguba gdzieś się tam nie zawieruszyła – zaoferował Isaac. – Ale mówiąc szczerze, ta cała sytuacja wydaje się być zaaranżowana przez niego samego. Wiecie, jak uwielbia się popisywać. Liściki, zdjęcie, drinki. Pewnie to wszystko jego pomysły.

Sienna stała i przeczesywała włosy palcami.

– Isaac, pójdę z tobą na siłkę przed zajęciami. Ale w sumie to masz rację. Jeżeli ktokolwiek miałby wyreżyserować taki kawał, to właśnie Sonny.

On naprawdę zostawił różę w moim łóżku. Czy to jego poczucie humoru? Nie zdziwiłoby mnie to, ale byłabym naprawdę wściekła, gdyby okazało się, że sam tak z nami pogrywa.

Ręka Chace’a zacisnęła się delikatnie na moim nadgarstku, przykuwając nagle całą moją uwagę i wywołując w moim żołądku istne rewolucje. Dlaczego to nie on zostawił dla mnie różę? To naprawdę niezdrowo być aż tak zakochanym.

– Widzisz? Sonny pewnie robi sobie jaja sam z siebie, żeby tylko zwrócić naszą uwagę. Nie wiem, czemu wcześniej nie przyszło mi to do głowy. Zapomnijmy na chwilę o nim i skupmy się na naszym projekcie, okej?

– Jasne. – Uśmiechnęłam się, pochylając lekko głowę.

Isaac i Sienna zebrali swoje rzeczy i wyszli tylnymi drzwiami – wybierali się na siłownię poza kampus. Żadne z nich nie lubiło tej uniwersyteckiej – pełnej studentów płci męskiej pozujących z ciężarami przed lustrem i mruczących do swoich odbić. Podziwiałam ich, że w ogóle chodzą. Ja lubię sobie pobiegać, ale siłka to zdecydowanie nie moja bajka.

Kilka minut później Chace i ja wyszliśmy frontowymi drzwiami. Nie było aż tak zimno jak wczoraj, jednak wystarczająco chłodno, by po kręgosłupie przebiegły mi dreszcze.

Chace objął mnie ramieniem. Szliśmy chodnikiem, a później na skróty do kampusu przez niewielki lasek. Nagie gałęzie nad nami kołysały się na wietrze, a pokryta szronem trawa skrzypiała pod stopami.

Mijaliśmy sklepy i restauracje, wszystkie udekorowane świecidełkami i serduszkami z okazji zbliżających się walentynek. Chace cały czas się do mnie uśmiechał. Chciałam czuć się beztrosko i droczyć się z nim tak jak zwykle, ale nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że wisi nad nami jakaś ciemna chmura. Moi rodzice byli zawodowymi zamartwiaczami i najwidoczniej przeszło to na mnie.

Jak zawsze, gdy wchodzimy do budynku naszego wydziału, Chace otworzył drzwi, przepuszczając mnie przed sobą. Ten gest wywołał uśmiech na mojej twarzy.

– Dziękuję.

– Nie ma za co, szanowna pani – odpowiedział, wyjątkowo nieudolnie naśladując amerykański akcent.

– To było okropne! Powinieneś się wstydzić.

Przewrócił tymi swoimi pięknymi, zielonymi oczami.

– Miejmy już z głowy ten projekt, co?

Korytarze były zaskakująco ciche, gdy zmierzaliśmy do reżyserki. Oboje mieliśmy nadzieję na to, że dyplom z produkcji filmowej i telewizyjnej otworzy nam drzwi do pracy przy filmach. Albo przynajmniej w TV. Byłoby super mieszkać w Los Angeles, ale z drugiej strony perspektywa emigracji budziła we mnie lęk – gdyby coś nie wyszło i musiałabym już zawsze pracować w restauracji, bez szans na pracę w swojej branży? No i Amerykanie jeżdżą po niewłaściwej stronie jezdni!

– Czemu tu tak cicho? – wyszeptałam do Chace’a.

– Lylah, jest 7:30. Niewielu studentów lubi spędzać poranki na zajęciach czy pracując nad projektami – powiedział, nie ukrywając sarkazmu.

Zarezerwowaliśmy reżyserkę na najwcześniejszą godzinę z możliwych, ponieważ zostawiłam swój projekt na ostatnią chwilę. Miałam w tym semestrze tyle prac do napisania, że ledwo się ze wszystkim wyrabiałam. Na szczęście Chace sporą część swojego projektu miał już gotową i obiecał mi pomóc. Inny punkt widzenia bardzo by mi się przydał i miałam nadzieję, że Chace szczerze powie, co o tym sądzi.

– Nieważne – wymamrotałam, wiedząc, że ma rację. Zawsze wstaję wcześnie rano, ale jeszcze nigdy nie przyszłam na uczelnię aż tak wcześnie – i gdyby nie fakt, że byłam o krok od niezaliczenia projektu, z pewnością nie pojawiłabym się tu przed ósmą.

Weszliśmy do środka. Podczas gdy Chace zaczął włączać sprzęt, mój telefon zasygnalizował, że dostałam wiadomość. Pełna nadziei wstrzymałam oddech. Proszę, żeby to była wiadomość od Sonny’ego.

Nie było nic od niego, tylko SMS od Isaaca, w którym pisał, że nie widział Sonny’ego, i drugi od Rileya, który prosił, żebym przemyślała powrót do domu na walentynki. Nie mogłam do niego jechać, nie miałam też czasu teraz się z nim spierać. Nie, jeśli chciałam dostać za ten projekt dobrą ocenę.

– Ciągle nic – powiedziałam, przygryzając wargi, gdy nieprzyjemne uczucie znów rozgościło się w moim żołądku.

– Lylah, to nie oznacza, że stało się coś złego,.

– Wiem. Ale po prostu chciałabym, żeby się z nami skontaktował.

– Wkrótce to zrobi. – Chace odwrócił wzrok trochę zbyt szybko. Martwił się. To sprawiło, że poczułam się jeszcze gorzej. Z nas wszystkich to właśnie on jest zawsze tym najbardziej opanowanym i racjonalnie myślącym. Skoro nawet Chace się zaniepokoił, coś musiało być na rzeczy. Ta myśl była przerażająca. Czułam, jak niepokój zaczyna mnie dosłownie zżerać.

– Czy sądzisz… Sądzisz, że powinniśmy zgłosić zaginięcie? – zapytałam, nerwowo przebierając palcami po klawiaturze komputera.

– Lylah… – zaczął, a ja nie mogłam się zmusić, by na niego spojrzeć. Bałam się, że całkiem się rozkleję. Palcem wskazującym delikatnie obrócił moją głowę i popatrzył mi w oczy, próbując dodać otuchy.

– Policja nic nie zrobi, dopóki nie miną dwadzieścia cztery godziny, ale możemy pogadać z ochroną na kampusie i zapytać, czy nie mogliby się za nim rozejrzeć. W porządku?

– Chace, w ciągu dwudziestu czterech godzin może wydarzyć się bardzo wiele. – Dwa lata temu życie wywróciło mi się do góry nogami w jeszcze krótszym czasie.

– Wiem, ale i tak nie mamy wpływu na procedury policji. Skupmy się na skończeniu twojego projektu. Możemy spróbować z innym rodzajem muzyki, jeśli ciągle nie jesteś przekonana. Popracujemy nad tym do dziesiątej, a potem pójdziemy.

– Jasne – przytaknęłam. – Okej, dzięki.

Uśmiechnął się w taki sposób, że w jego policzkach ukazały się przeurocze dołeczki. Oczy jednak pozostały bez wyrazu.

– A więc – powiedział, klikając myszką i próbując skierować moją uwagę z powrotem na zadanie – skup się, bo inaczej oblejesz.