Będziesz mojaTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

Epilog

Podziękowania

O Autorce

Tytuł oryginału: You WIll Be Mine

Przekład: Karolina Podlipna

Opieka redakcyjna: Maria Zalasa

Redakcja: Agnieszka Grzywacz

Korekta: Natalia Jóźwiak

Adaptacja okładki na potrzeby polskiego wydania: Norbert Młyńczak

Projekt okładki: Elsie Lyons

Projekt książki: Travis Hasenour/Sourcebooks, Inc.

Zdjęcia na okładce: Andy & Michelle Kerry/Trevillion Images; Fnadya76/Getty Images; Carlo Speranza/EyeEm/Getty Images

Cover and internal design © 2018 by Sourcebooks, Inc.

Copyright © 2018 by Natasha Preston, Originally published in the United States of America by Sourcebooks Fire, an imprint of Sourcebooks, Inc. www.sourcebooks.com

All rights reserved.

Copyright for Polish edition and translation © Wydawnictwo JK, 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez uprzedniego wyrażenia zgody przez właściciela praw.

ISBN 978-83-7229-803-4

Wydanie I, Łódź 2018

Wydawnictwo JK Wydawnictwo JK, ul. Krokusowa 3, 92-101 Łódź tel. 42 676 49 69 www.wydawnictwofeeria.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Alice, w Walentynki świętujesz swoje urodziny,

pomyślałam zatem, że swoją walentynkową książkę zadedykuję Tobie!

Przepraszam, że znowu musisz się dzielić!


1

Czwartek 1 lutego

Walentynki. Grrr. Ze wszystkich „świąt” tego akurat nie cierpię najbardziej.

Przewracałam oczami, patrząc na papierowe serca, którymi Charlotte udekorowała nasz salon. Dwie z moich współlokatorek, Sienna i Charlotte, wprost uwielbiają walentynki.

Na czternaście dni przed tym, jak media społecznościowe miały wybuchnąć nową porcją miłosnych wyznań i słodziutkich fotek zakochanych par, ja już musiałam żyć w różowo-czerwonej rzeczywistości pełnej kiczowatych dekoracji.

Niedobrze mi.

Studenci wydziału aktorskiego każdego roku wystawiają sztukę o historii świętego Walentego. Licentia poetica pozwala im na pełną swobodę, więc opowieść ocieka seksem i krwią. W ubiegłym roku wyszło genialnie, w tym podobno ma być jeszcze lepiej.

No i po wszystkim jest impreza.

Razem z resztą moich współlokatorów – Chace’em, Sonnym, Isaakiem i Charlotte – siedzieliśmy w salonie, czekając, aż Sienna będzie gotowa i nareszcie będziemy mogli wyjść. Nasz salon nie jest zbyt duży, jednak wystarczająco przestronny, abyśmy się tam wszyscy pomieścili.

– Lylah, podgłośnij to – rozkazał Sonny. Sonny jest z Londynu i mówi jak jeden z bliźniaków-gangsterów Kray. Sam jest zdecydowanie zbyt łagodny, żeby być londyńskim gangsterem.

Wstałam i markując ukłon, posłusznie podkręciłam głośniki połączone z iPhonem Sonny’ego. W pokoju rozległy się dźwięki I’ll be Missing You Puffa Daddy’ego.

Sonny jest z nas wszystkich najstarszy i uważa, że przez to może rozkazywać wszystkim dookoła. Nie jest taki zły, ale w dzieciństwie chyba ani razu nie usłyszał słowa nie.

Teraz dalej mnie ignorował, nie odrywając się od telefonu. Pewnie ustawiał sobie jakąś randkę na wieczór.

Chace, który razem ze mną studiuje medioznawstwo, uśmiechnął się ironicznie. Pokazałam mu język. Spotkaliśmy się pierwszego dnia na uczelni, gdy oboje zgubiliśmy się na kampusie i trzymaliśmy się razem, próbując udawać, że doskonale wiemy, dokąd mamy iść. Od tego czasu spędziliśmy razem setki godzin, oglądając filmy, pracując nad projektami i włócząc się. Nie licząc Sienny, Chace jest moim najlepszym przyjacielem. Nie upłynęło zbyt wiele czasu, nim coś do niego poczułam. W zasadzie zajęło mi to jakieś trzy minuty. Nie wydawało mi się jednak, żeby Chace czuł to samo do mnie, bo traktował mnie tak jak wszyscy inni. Ale z drugiej strony ostatnio zaczynał znajdować coraz więcej pretekstów do spędzania ze mną czasu sam na sam. Z całą pewnością sobie tego nie wymyślałam. No cóż, nie sądzę, żebym sobie to wymyślała.

W drzwiach pojawiła się Sienna.

– Lylah, jesteś pewna, że ta będzie dobra? – zapytała, przygładzając krwistoczerwoną sukienkę.

– Nie, wyglądasz okropnie – odpowiedziałam, unosząc brew. Oczywiście, że Sienna wyglądała świetnie i doskonale zdawała sobie z tego sprawę.

Sienna jest oszałamiająca. Urodzona w Korei, w wieku dwóch lat przeprowadziła się do UK wraz z rodziną. Jej włosy są wręcz nieprzyzwoicie gładkie i lśniące. Z pewnością prezentowałaby się rewelacyjnie na wybiegu, chociaż na to jest prawdopodobnie odrobinę za niska.

– Zamknij się. Dzisiejszy wieczór należy do mnie i Nathana. Zamierzam sprawić, że się we mnie zakocha, choćby miała to być ostatnia rzecz, jaką zrobię w życiu!

Dwa tygodnie do walentynek i każdy powinien kogoś mieć. Chace, w przeciwieństwie do mnie, chyba nie nienawidzi tego dnia, więc może mnie zaskoczy. Być może ja też nie miałabym aż takiej awersji do walentynek, gdyby coś do mnie czuł.

– Sie, skarbie, nie podawaj się na tacy – powiedział Isaac, obejmując ją ramieniem. – Każ mu na to zasłużyć.

Isaac jest odważnym, głupim facetem.

Czarne oczy Sienny pociemniały i gdyby wzrok mógł zabijać, Isaac byłby już martwy.

– Dzięki, naprawdę dzięki – odpowiedziała z sarkazmem wyciekającym z każdego słowa.

Robiąc krok w tył, Isaac cofnął ramię i zmierzwił swoje krótkie, czarne włosy.

– Chciałem tylko pomóc – bronił się.

Charlotte przyglądała się temu z uwagą. Jest cicha, zamieszkała z nami przez czysty przypadek. W ciągu ostatnich pięciu miesięcy, bo właśnie tak długo mieszkamy razem, zaprzyjaźniłyśmy się. Ale w gruncie rzeczy Charlotte jest raczej outsiderką, woli zostawać w domu i być sama, niż włóczyć się z nami.

– Wszystko w porządku, Charlotte? – zapytał Chace, wyczuwając jej napięcie.

– Chyba jednak zostanę dziś w domu – odpowiedziała. – To zupełnie nie moja bajka.

Charlotte wybrała długą dżinsową spódnicę i koralowy T–shirt. Płowe blond włosy związała w wysoki kucyk. Nie wyglądała tak, jakby gdzieś się wybierała, ale ja byłam przekonana, że będzie jej się podobało. Za każdym razem, gdy uda nam się ją gdzieś wyciągnąć, po wszystkim okazuje się, że bawiła się świetnie.

Ułożyłam się wygodnie między poduszkami na sofie.

– Nie ma mowy, idziesz z nami.

Charlotte nachyliła się w moją stronę.

– Wiem, mówiłam, że marzy mi się więcej studenckiego życia, ale jestem jakoś dziwnie pewna, że sztuka o męczenniku niekoniecznie okaże się świetną rozrywką.

 

– Nie chodzi tylko o sztukę. Potem jest impreza.

– Ooo, ta część z całą pewnością nie jest dla mnie.

– Charlotte, co robiłaś, zanim Lylah cię zaadoptowała? Siedziałaś cały czas w domu, grając sama ze sobą w szachy? – zapytał Sonny, śmiejąc się z własnego dowcipu.

Zazgrzytałam zębami.

– Nie bądź dupkiem, Sonny – powiedział Chace, odpychając go lekko.

Charlotte pochyliła głowę, by uniknąć spojrzenia Sonny’ego, a ja spiorunowałam go wzrokiem. Sonny westchnął. – Masz rację, to było słabe. Char, przepraszam.

Charlotte kiwnęła głową, ale chyba mu nie wybaczyła. Ja w każdym razie bym tego nie zrobiła na jej miejscu.

– Możemy się w końcu ruszyć i spędzić razem fajny wieczór? – zapytał Sonny.

– Wszyscy jesteśmy singlami, a skoro wszyscy – zamilkł na chwilę i spojrzał na mnie – cóż, prawie, wszyscy kochamy walentynki i nie chcemy być w tym dniu sami, powinniśmy coś z tym fantem zrobić.

Sonny nigdy nie miał problemu z umawianiem się z kobietami, ale gdyby tylko wszystkie dziewczyny na kampusie mogły usłyszeć, w jaki sposób zazwyczaj się wypowiada, raczej nie byłby tak popularny.

Charlotte podniosła głowę i przytaknęła.

– Już w porządku, nie ma o czym mówić.

Wzrok Sonny’ego spotkał się z moim.

– Lylah?

Wzruszyłam ramionami. To nie ja miałam mu wybaczać albo nie.

– Jasne. Po prostu chcę, żebyśmy dzisiaj wieczorem się fajnie bawili. – I żeby Chace zdał sobie sprawę z tego, że mnie kocha. Może dobra impreza sprawi, że ten okres stanie sie trochę bardziej znośny.

– Żadnego więcej łamania serc w tym roku, Lylah – zaczął droczyć się ze mną Isaac.

No i znowu się zaczyna…

Odchrząknęłam i wycelowałam w niego palec.

– Zamknij się. Niczego nikomu nie złamałam.

– Proszę cię. Jake odszedł ze studiów dlatego, że go odrzuciłaś.

Jake, jeden z naszych przyjaciół, w zeszłym roku próbował mnie pocałować. To było tuż przed tym, gdy przed walentynkami miałam wracać do domu, aby spędzić rocznicę śmierci rodziców z Rileyem, moim bratem. Jake wiedział, w jakim byłam stanie, a mimo to uznał za stosowne mnie pocałować. Uhm, no nie. Odepchnęłam go, wysyłając przy tym do wszystkich diabłów.

Patrząc wstecz, przyznaję że mogłam w nieco bardziej dyplomatyczny sposób przekazać mu, że nic do niego nie czuję, ale byłam wtedy naprawdę roztrzęsiona. Szalałam z niepokoju i wściekłości, bałam się wracać do domu. To było – ciągle jest – tak strasznie świeże, ta świadomość, że już ich nie ma…

Jake z kolei mógł wybrać sobie lepszy czas na bycie nachalnym, a potem odrzuconym.

– Jake nie odszedł przeze mnie. Wyprowadził się pięć miesięcy po tym wydarzeniu.

– Bo nawet po tak długim czasie nie mógł dojść do siebie – dodał Sonny, puszczając do mnie oko.

Chace wstał.

– Dobra, uspokójcie się już.

Zawsze reaguje, gdy tamci zaczynają się ze mną droczyć. Mogłabym poradzić sobie sama, ale tej całej afery z Jakiem jakoś nie chcą mi darować, więc fajnie mieć Chace’a po swojej stronie.

– Stary, tylko żartujemy – powiedział Sonny.

Mało nie podskoczyłam, usłyszawszy dzwonek do drzwi.

– Chcecie się założyć, kto to? – zapytał Chace.

– Idę o zakład, że to któraś z byłych Sonny’ego, która nie potrafi odpuścić – zgadywałam.

Sienna roześmiała się.

– Założę się, że to ta dziewczyna, która łazi za Isaakiem jak zagubiony szczeniaczek. Nieźle stuknięta laska.

– Nieee – powiedział Isaac – założę się, że to Nora, która tak desperacko usiłuje zostać BFF Lylah.

Wywróciłam oczami i pomaszerowałam do przedpokoju.

Nora mieszka w domu po drugiej stronie ulicy. Jest fajna i parę razy się razem uczyłyśmy, ale próbuje na siłę wbić się do naszej paczki. Nie chodzi o to, że jej nie lubię, ale na dobrą sprawę nie łączy nas nic poza zajęciami.

Otworzyłam drzwi i… ujrzałam pusty ganek.

– Ej, to tylko jakiś kawał – krzyknęłam do reszty.

Już miałam zamknąć drzwi, gdy na wycieraczce zauważyłam kopertę. Kremowa, z wydrukowanym imieniem Sonny’ego. Żadnego adresu zwrotnego ani znaczka. Ktoś musiał ją przynieść i położyć pod drzwiami.

Schyliłam się, żeby ją podnieść, po czym weszłam do środka.

– Kto, do diabła, w tym wieku ciągle bawi się w dzwonienie ludziom do drzwi? – zapytał Sonny.

Podałam mu kopertę.

– To pewnie któryś z twoich kumpli. Trzymaj, leżało na wycieraczce.

Marszcząc czoło, Sonny rozerwał kopertę i wyjął z niej jakąś kartkę. To, co powiedział, nie nadawało się do powtórzenia. Gdyby to było możliwe, kartka niechybnie spłonęłaby od intensywności jego spojrzenia.

– Co jest, człowieku? – zapytał Chace, zaglądając mu przez ramię. – Sekretna adoratorka?

– Pewnie tak. Ktokolwiek to jest, padnie trupem, jak tylko go dorwę.

Spojrzałam na Siennę, pytając wzrokiem, czy ma z tym coś wspólnego. Potrząsnęła głową.

– No, pokaż – zażądał Isaac, a Sonny odwrócił kartkę, tak żebyśmy mogli ją zobaczyć.

Wybałuszyłam oczy, ujrzawszy, co na niej widnieje. Każda litera była wycięta z magazynu albo z gazety:


– To nienormalne. Kto mógł wysłać coś takiego? – zapytałam. Studenci z naszej uczelni robią sobie jaja jak wszyscy inni, jasne. Ale zwykle przybiera to postać zamiany keczupu na ostry sos chilli w stołówce czy usłania kampusu różowymi i czerwonymi balonami. Ludzie na ogół nie piszą sekretnych liścików, w każdym razie nic mi o tym nie wiadomo. Zazwyczaj chodzi o to, żeby wywinąć coś grubego przed jak największą publicznością.

– Sądzisz, że to któraś z twoich byłych? – zapytała Charlotte z błyskiem w niebieskich oczach. Wyraźnie bawił ją niepokój Sonny’ego.

– Nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek spotykał się z kimś aż tak zaborczym – odpowiedział.

Cudownie.

– No cóż, to tylko durny żart – stwierdził Chace. – Wszyscy gotowi? Chodźmy wreszcie.

Sienna i Isaac wyszli pierwsi, Sienna była wyraźnie podekscytowana. Charlotte powlekła się za Sonnym, wyglądając tak, jakby wolała robić cokolwiek innego. Chace czekał na mnie i wyciągnął ramię. Objęłam go i wyszliśmy.

Na dworze było ciemno choć oko wykol i przeraźliwie zimno. Wzdrygnęłam się. Mogłam nałożyć cieplejszy płaszcz. Gdy przechodziliśmy krótką ścieżką od drzwi do bramy, rozejrzałam się po okolicy. Panowała wręcz upiorna cisza. Domy po obu stronach ulicy są identyczne, wszystkie w stylu wiktoriańskim, większość z nich zajmowana przez studentów. Nasz znajduje się pośrodku, więc zwykle słychać jakieś odgłosy, chociaż poza kampusem i tak jest zdecydowanie ciszej niż w akademikach. Boże, uwielbiam tę wolność, jaką daje mieszkanie na własną rękę. Ale ciągle nienawidzę robić prania.

Sonny, idący przed nami, podniósł pokrywę kosza na śmieci i wyrzucił tę cholerną kartkę, przeklinając soczyście, gdy zatrzaskiwał klapę.

Oblizałam spierzchnięte wargi i wyjrzałam na ulicę. Pomiędzy chodnikiem a jezdnią rozpościerał się pas zieleni z dużym dębem, który rozrósł się potężnie wzdłuż i wszerz, zasłaniając światło latarni. Na końcu szeregu jedna z nich zamigotała. Wymarzone warunki dla stalkera – ktoś mógłby bez trudu zbliżyć się i odejść całkowicie niezauważony. Czy osoba, która zostawiła ten list, mogła się gdzieś tam czaić?

– Sądzisz, że powinniśmy się niepokoić tą kartką? – zapytałam cicho.

Chace puścił mnie, żebym mogła przejść przodem.

– Co masz na myśli?

– Cóż, to zdecydowanie nie był liścik miłosny, ani też szczególnie zabawny żart. Czy to może być realna groźba?

Zatrzymał się po drugiej stronie bramy i skrzyżował ręce na piersiach.

– Wydaje mi się, że troszkę ponosi cię wyobraźnia.

– Ale żart z założenia ma być zabawny. Nikt się nie roześmiał. Upiorny liścik z pociętych gazet jest raczej…

– … czyjąś chorą karykaturą żartu – uciął Chace. – Zapomnij o tym, Lylah, Sonny już zapomniał. Wiesz, że dziś początek tego całego walentynkowego szaleństwa i najwyraźniej niektórych trochę ponosi w tym roku.

Otworzyłam usta, żeby zaoponować. Nic nie rozumiał. Wszyscy jesteśmy przyjaciółmi, mieszkamy razem. Jeżeli ktoś zadzierał z Sonnym, dotyczyło to nas wszystkich.

Chace kiwnął głową i uśmiechnął się.

– Lylah, wyluzuj. Oglądasz za dużo horrorów. Idziemy się teraz dobrze zabawić, a ty masz zapomnieć o tym liściku. Nikt nie grozi Sonny’emu, jasne?

Kiwnęłam głową, odwzajemniając uśmiech. Chyba nie byłam wystarczająco przekonująca, bo Chace złapał mnie za rękę i ją ścisnął.

Poczułam, jak serce szybciej mi bije. Nie miałam jednak pewności, czy to z powodu bliskości Chace’a, czy ze strachu o Sonny’ego.

2

Czwartek 1 lutego

Do teatru dotarliśmy trochę za wcześnie, ale bileterzy pozwalali już zajmować miejsca. Pokazałam szybko bilet i weszłam za resztą. W ogromnej sali znajdowały się liczne okrągłe stoliki i krzesła; ustawiono je tak, aby z każdego miejsca było widać scenę.

– Pechowa trzynastka – powiedział Isaac, rozglądając się wokół i szukając naszego stolika. – Gdzie to, do licha, jest?

Chace skrzywił się z politowaniem,

– Człowieku, stoisz tuż obok planu sali…

Isaac odwrócił głowę i zrobił głupią minę, rozdziawiając usta w szerokie O. Idiota.

– Dobrze, my siadamy tam – powiedział, wskazując na stolik z lewej strony sceny.

Drugi rząd od przodu. Wyglądało na to, że będziemy mieć dobry widok. Stoliki były rozmieszczone równomiernie, niezbyt blisko siebie.

W cenę biletu były wliczone jakieś przekąski, więc nawet nie zajrzałam do menu.

Kelnerzy w czarnych spodniach i czerwonych koszulach snuli się gdzieś po kątach, kierując widownię do stolików, ale w zasięgu wzroku nie było widać żadnego żarcia. Pewnie czekali z podaniem jedzenia, aż wszyscy zajmą miejsca. Usiadłam pomiędzy Charlotte a Chace’em, Sienna i ja zawarłyśmy tajny pakt mający na celu zapewnienie Char świetnej zabawy, a może nawet delikatnej pomocy w spotkaniu jakiegoś fajnego faceta. Odkąd ją znamy – no dobra, nie tak przecież znowu długo – nie była na żadnej randce ani nawet nie wykazała nikim zainteresowania. Mówiła, że ostatniego chłopaka miała w liceum.

– Kiedy będzie żarcie? Umieram z głodu – marudził Sonny, przeglądając menu z drinkami.

– Sztuka rozpoczyna się dopiero za dwadzieścia minut, więc zapewne dopiero wtedy je podadzą – odpowiedziała Sienna. Przeleciała wzrokiem po pomieszczeniu, rozglądając się za swoją sympatią, Nathanem (to dla niego tak się wystroiła), który miał przyjść ze swoimi kumplami.

– Wszystko w porządku? – zapytałam.

Uśmiechnęła się nieco sztucznie.

– Założę się, że nie przyjdzie.

– Si… – zaczęłam, próbując okazać wsparcie.

Poczułam powiew powietrza, gdy gwałtownie machnęła ręką, przerywając mi. Próbowała udawać, że już sie z tym pogodziła i że wszystko gra.

My rozmawialiśmy, a pomieszczenie powoli się wypełniało i niebawem zamigotały światła – wskazówka, żeby wziąć drinki i zająć miejsca.

– Pójdę do baru – powiedziałam, odstawiając krzesło, by wstać.

Chace zrobił to samo.

– Pójdę z tobą.

Wiedziałam, że to zrobi. To prawdziwy dżentelmen, nigdy nie pozwala mi samej nieść całej tacy drinków. Cofnął się o krok, przepuszczając mnie przodem, a gdy przechodziłam, objął mnie w talii. Serce waliło mi w piersi, gdy zmierzaliśmy tak w kierunku baru.

Bar pachniał cytrynowo, jak gdyby dopiero co ktoś tu sprzątał, używając intensywnego środka czyszczącego. Oparłam się o drewniany kontuar obok Chace’a, który przywołał barmana.

Wysoki, śniady mężczyzna z mnóstwem tatuaży nachmurzył się, podchodząc do nas. Jego zielone oczy przemykały ode mnie do Chace’a i z powrotem, jak gdyby próbował sobie przypomnieć, skąd nas zna. Schylił się i wyciągnął zza baru fotografię. Trzymał ją jednak w taki sposób, że mogłam zobaczyć tylko czarny tył i białą ramkę.

– Hej, wszystko w porządku? – zapytał Chace. – Chcieliśmy tylko zamówić drinki.

Twarz faceta nagle się rozjaśniła.

– Tak mi się wydawało, że to ty. Pierwszą kolejkę ktoś wam postawił.

 

– Super! – ucieszył się Chace. – Kto nam zafundował taką miłą niespodziankę?

Zamaszystym ruchem barman rzucił mu zdjęcie.

Szczęka mi opadła i poczułam nieprzyjemne mrowienie w dole kręgosłupa. Na fotografii widniała cała nasza szóstka przy stole. Ktoś musiał ją zrobić w ciągu ostatnich dziesięciu minut. Ktoś nas obserwował?

Barman wzruszył ramionami.

– Nie mam pojęcia. Jakiś gość napakowany jak diabli. W czarnej bluzie. Płacił gotówką.

Napakowany facet w bluzie z kapturem? Znałam wielu pakerów, a ciemną bluzę z kapturem mają prawie wszyscy, bo barwy naszej uczelni to czerń i żółć. Sama mam chyba ze trzy takie.

– Aha – skwitował Chace. – No dobra, to prosimy o trzy Corony, dwa kieliszki białego wina i gazowaną wódkę.

On tak na serio? Recytował zamówienie jak gdyby nigdy nic, podczas gdy mi serce waliło jak oszalałe.

– Chace! – rzuciłam, ciągnąc go za rękaw, który podwinął do łokcia. – Co ty wyprawiasz?

– O co ci chodzi?

– Nie znamy tego typa, który postawił nam drinki.

– Lylah, darmowe drinki to darmowe drinki!

– Najpierw ktoś zostawia tamten list, a teraz to? – wskazałam na fotografię. – Nie martwisz się, że jedno może mieć jakiś związek z drugim?

– Mam martwić się kolejną dziewczyną pełzającą desperacko za Sonnym? Martwić się tym, że nie muszę płacić za drinka?

– Nie mamy pojęcia, kto je kupił.

– Kogo to obchodzi! Barman właśnie je przygotowuje, więc nie ma obaw, że ktoś przy nich majstrował. W każdym razie to pewnie kolejny pomysł Nory, żeby się do nas wbić.

Przechyliłam głowę i spojrzałam na niego bokiem.

– Więc sądzisz, że przesadzam?

– Trochę. Dobra, rozumiem, że to wygląda odrobinę podejrzanie, ale z drugiej strony wiesz, co się dzieje na kampusie w tym okresie. Będzie jeszcze więcej głupich kawałów, a przecież one nigdy nie mają w sobie drugiego dna, mają tylko rozbawić ludzi. – Chace podszedł bliżej i zapach jego wody po goleniu dosłownie mnie oszołomił. Jak narkotyk. Przepadłam. Przybliżyłam się do niego.

– Proszę, przestań się martwić i baw się dobrze dziś wieczorem – powiedział.

– Obchodzisz w tym roku walentynki? W ubiegłym jakoś niespecjalnie cię to kręciło – wyszeptałam ledwie słyszalnym głosem, ale byłam zbyt skamieniała z przerażenia, żeby się tym przejmować.

Chace spojrzał na mnie przeszywająco tymi swoimi głęboko zielonymi oczami, a ja poczułam, jak moje policzki oblewają się purpurą.

– Nigdy przedtem nie było powodu, dla którego miałbym je obchodzić – odpowiedział, przysuwając się do mnie jeszcze bardziej.

Czy teraz masz powód? Rozwiń temat.

– Proszę – powiedział barman, podając nasze drinki. Ten barman ma najgorsze wyczucie czasu ever, pomyślałam. Chace oderwał ode mnie wzrok, spojrzał na barmana i kiwnął głową.

Nie! Chace, do cholery, jaki jest ten twój powód?!

No i nasza chwila przepadła.

Chace rzucił napiwek na ladę i wziął tacę. Miałam ochotę wpaść w furię. Chace mógł właśnie zmierzać do wyznania, że coś do mnie czuje, albo może spróbowałby mnie pocałować. Czekałam na to tak strasznie, strasznie długo, a gdy w końcu przyszło co do czego, ktoś musiał nam przeszkodzić.

Uśmiechając się przez ramię, Chace rzucił:

– Idziesz czy nie?

Złapałam fotografię z lady i poszłam za nim do naszego stolika. Chace postawił na nim tacę, a ja rzuciłam zdjęcie obok drinków.

– Ktoś zostawił to przy barze, razem z kasą na kolejkę dla nas. – Słowa wyleciały z moich ust z prędkością karabinu maszynowego.

Chace’owi mogło to zwisać, ale ktoś z pozostałych z pewnością dostrzeże związek. Liczyłam na Siennę albo Charlotte…

– O, to my – stwierdził Isaac.

– Brawo, Sherlocku – mruknął sarkastycznie Chace.

Sonny sięgnął po swój drink i wzniósł kieliszek.

– Chwała wróżkom darmowych drinków!

– Dlaczego ktoś miałby robić nam zdjęcie? – zapytała Charlotte.

– No właśnie! – wykrzyknęłam.

– Żeby barman wiedział, komu wydać opłacone drinki – odpowiedział Isaac, przewracając oczami. – To chyba jasne.

Ja jednak nie czułam się przekonana.

– Dlaczego robić z tego taką tajemnicę?

Isaac wzruszył ramionami.

– Nie wiem, Lylah. Pij. Przedstawienie zaraz się zacznie.

Nie rozumiałam, dlaczego nikt nie brał tego na serio. Przecież to nie miało żadnego sensu.

– Co jest z tyłu tego zdjęcia? – zapytała Sienna.

– Co? – rzucił Chace.

– Krawędź odchodzi. – Sienna wzięła fotografię i pociągnęła za błyszczący czarny spód.

Co do diabła?

Gdy tył odpadł, Sienna spojrzała na zdjęcie i nagle upuściła je na stół, jak gdyby ją parzyło. Mały, czarny kwadracik z literami wyciętymi z gazet wyglądał dokładnie tak, jak liścik, który wcześniej przyszedł do Sonny’ego.