Kto powiedział, że Moskale są to bracia nas, Lechitów...Tekst

Autor:Andrzej Nowak
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Dla tych, co nie mają czasu przeczytać tej książki – do zastanowienia:

„Kto powiedział, że Moskale są to bracia nas, Lechitów...” – wprowadzenie do historycznego sporu

CZĘŚĆ I. MIĘDZY CAREM A REWOLUCJĄ. ROSJA W MYŚLI POLITYCZNEJ WIELKIEJ EMIGRACJI (1831–1849)

WSTĘP

Rozdział I. Dziedzictwo politycznych koncepcji i nastrojów (1815–1831)

1. Warianty myśli ugodowej

2. Adam Czartoryski – przesłanki zmiany politycznej orientacji

3. Polityczna edukacja powstańczego pokolenia

4. Listopad 1830–wrzesień 1831: przegląd stanowisk w kwestii rosyjskiej

Rozdział II. Między Lelewelem i Mochnackim. Pierwsze wzory i dylematy postaw wobec Rosji (1831–1834)

1. Wspólnota i podziały emigracji

2. Wokół Lelewelowskiej odezwy do Rosjan

3. Rosja w perspektywie pierwotnych przesłanek ideowych programu TDP

4. Maurycy Mochnacki – powrót antyrosyjskiego stereotypu

Rozdział III. Rosja, niepodległość i rewolucja – tematy i debaty emigracyjnej lewicy (1835–1845)

1. Na horyzoncie ideowym polskich Ikarii – kwestia Rosji w wariantach socjalistyczno-chrześcijańskiej myśli emigracyjnej

2. W kręgu wyobrażeń polskiej misji wolnościowej – Rosja na szlaku kontynuacji Lelewelowskiej odezwy

3. Walka z Rosją w rozwoju powstańczej koncepcji TDP

4. Rosja – kraj przyszłości. Problem narodowej apostazji na emigracyjnej lewicy

Rozdział IV. Rosja, Słowiańszczyzna i rewolucja: konfrontacje problemów i stanowisk

1. Wcielenia „słowiańskiej pokusy”

2. „Pokusa” odrzucona – recepcja Mickiewiczowskich wykładów w Collège de France

3. U progu Wiosny Ludów

4. Rosja i granice europejskiej rewolucji (1848–1849)

Zakończenie części I

CZĘŚĆ II. DWA SPOJRZENIA W PRZYSZŁOŚĆ

Rozdział V. Jak rozbić rosyjskie imperium? Projekty Adama Jerzego Czartoryskiego (1831–1848)

1. Konserwatyzm i niepodległość

2. Wzory aktywności politycznej przeciw Rosji (1832–1840)

3. Polityczne i militarne inicjatywy na Wschodzie (1840–1848)

Rozdział VI. Jak nawrócić rosyjskie imperium? Przypadek Henryka Kamieńskiego

1. Spotkania z Rosją

2. Praca nad książką

3. Rosyjska barbaria

4. Wobec Zachodu

5. Recepcja i krytyka

6. Kryzys apostolstwa

Przypisy

Opieka redakcyjna: JOLANTA KORKUĆ

Adiustacja: MARTA DVOŘÁK

Wybór ilustracji: MARCIN STASIAK

Korekta: EWA KOCHANOWICZ, MAŁGORZATA WÓJCIK

Opracowanie graficzne: ROBERT KLEEMANN

Na okładce wykorzystano ilustrację Quite unbearable C.J. Granta z 1831 r. (Dzięki uprzejmości The Lewis Walpole Library, Yale University)

Skład i łamanie: Infomarket

© Copyright by Wydawnictwo Literackie, 2016

Wydanie drugie, zmienione

Wydanie pierwsze: Między carem a rewolucją. Studium politycznej wyobraźni i postaw Wielkiej Emigracji wobec Rosji 1831–1849, Wydawnictwo Gryf i Instytut Historii PAN, Warszawa 1994

ISBN 978-83-08-05850-3

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Dla tych, co nie mają czasu przeczytać tej książki

– do zastanowienia:

„Który spośród dwóch narodów musi zginąć – gdyż wydaje się, że jeden zginąć musi: Rosja czy Polska?”

car Mikołaj I do wielkiego księcia Konstantego, 1831

„Braćmi was nazywamy [...] boście bracia naszych braci Rusinów”.

Joachim Lelewel, 1832

„Nie ufać marzeńcom, co mówią nieszczerze,

że Polak Lechita jest brat z Moskwicinem –

Odrzucać ten sojusz i dotrwać w tej wierze...”

Konstanty Gaszyński, Usque ad finem, 1831

„Doszedłem do przekonania, że możemy nawrócić Rosjan i doprowadzić do idei humanitarnych. Pokolenie, które zdoła dokonać tego dzieła, będzie przepojone oburzeniem na obce jarzmo, z którym nie pogodzi się nigdy, a zarazem będzie przepojone miłością do tego ludu, który jest tylko narzędziem, nie wiedzącym, co czyni”.

Henryk Kamieński, 1865

„Każdy naród lubi sam sobie czynić sprawiedliwość, lecz nie chce, aby się drudzy do tego mieszali. Duma rosyjska nie przyjmuje rad i opiekowania się nimi Polaków [...]. Żaden naród nie ma prawa narzucać swoich opinii, tym bardziej potężnemu narodowi rosyjskiemu”.

książę Adam Jerzy Czartoryski, 1831

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

„Kto powiedział, że Moskale są to bracia nas, Lechitów...”

– wprowadzenie do historycznego sporu

Przywołany w tytule cytat pochodzi z Poloneza Kościuszki, napisanego przez Rajnolda Suchodolskiego (1804–1831), uczestnika i barda powstania listopadowego. Przytoczmy obszerniejszy fragment tego, rozpoczynającego się krwawą wizją (Patrz, Kościuszko, na nas z nieba,/ jak w krwi wrogów będziem brodzić), utworu:

Kto powiedział, że Moskale

Są to bracia nas, Lechitów,

Temu pierwszy w łeb wypalę

Przed kościołem Karmelitów.

Kto nie uczuł w gnuśnym bycie

Naszych kajdan, praw zniewagi,

To jak zdrajcy wydrę życie

Na niemszczonych kościach Pragi[1].

Usłyszeć tu można emocje członków Towarzystwa Patriotycznego (należał do nich sam autor), którzy na przełomie lat 1830 i 1831, w wahającej się wtedy Warszawie, chcieli porwać za sobą młodych ludzi do walki przeciw obcej, rosyjskiej dominacji nad polskim życiem politycznym. I słychać echo pamięci realnych, tragicznych doświadczeń, którymi owe emocje mogły się żywić w kolejnych pokoleniach, powtarzających słowa Suchodolskiego: klasztor Karmelitów na warszawskim Lesznie to więzienie stanu, do którego w formalnie niepodległym Królestwie Polskim (1815–1830) trafiali polscy patrioci; „niemszczone kości Pragi” – to naturalnie nawiązanie do rzezi dokonanej na tym warszawskim przedmieściu 4 listopada 1794 roku przez wojska rosyjskie feldmarszałka Aleksandra Suworowa, tłumiące bezwzględnie powstanie kościuszkowskie. Sam Suchodolski miał niedługo zginąć na tej samej Pradze – w obronie przed wojskami rosyjskimi szturmującymi znowu polską stolicę w 1831 roku.

 

Autor Poloneza Kościuszki uważał, że trzeba odpowiedzieć tym, którzy jednak – pomimo owych doświadczeń, pomimo tradycji wrogości – upierają się, że „Moskale są to bracia nas, Lechitów”. Byli tacy i mieli swoje argumenty, swój ważny i donośny głos. Kilkanaście miesięcy później przecież, już po klęsce powstania listopadowego, poeta bardziej znany i uznany od Suchodolskiego, Adam Mickiewicz, zamyka swój równie namiętny, dramatyczny akt oskarżenia wobec rosyjskiej tyranii nad Polską – Dziadów część III – wierszem Do przyjaciół Moskali.

Emocje, argumenty i ostre polemiki w sprawie polsko-rosyjskiego sporu i polsko-rosyjskiej zgody wracają do nas niemal do dziś. Po raz ostatni tak mocno chyba w kwietniu 2010 roku. Dwa dni po tragedii nad smoleńskim lotniskiem można było w opiniotwórczym polskim dzienniku przeczytać artykuł pod nie ironicznym, ale patetycznym tytułem: Dziękujemy wam, bracia Moskale. Wyrażał wdzięczność dla „wzruszonego prezydenta Władimira Putina, żegnającego ciało Lecha Kaczyńskiego i oddającego hołd wszystkim ofiarom katastrofy” oraz dla „szczerego współczucia i zainteresowania rosyjskich mediów”. Autor pisał z nadzieją: „Pod wpływem tego, co widziałem w Smoleńsku, i tego, jak zachowują się władze w Moskwie, mam ochotę powiedzieć z całego serca: Dziękujemy wam za to, Rosjanie!”[2]. Uczucia wielu innych Polaków lepiej wyrażały wtedy, a pewnie i po dziś dzień, raczej gniewne słowa Poloneza Kościuszki niż owe podziękowania. Spór trwa.

Rosja, z jej systemem politycznym, wydaje się groźna, nam zagrażająca – i mamy na to historyczne dowody, liczone w setkach tysięcy ofiar. Zarazem, oglądając się na Rosję, szukamy w niej nadziei, szansy na zmianę, albo przestrzegamy przed złudnością tej nadziei i przed tymi, którzy w złej wierze mogą nas do tej złudy namawiać.

Chciałem zaprosić w niniejszej książce do przyjrzenia się historii tych doświadczeń, lęków i poszukiwań – między wybuchem powstania listopadowego i nocą styczniową 1863 roku. To jest historia idei, a raczej historia wyobraźni politycznej przez idee oraz emocje kształtowanej w pokoleniu Mickiewicza, Suchodolskiego, Mochnackiego, Kamieńskiego i Krasińskiego oraz ich nauczycieli, takich jak Joachim Lelewel i Adam Jerzy Czartoryski. Żaden inny rozdział polskiej refleksji o Rosji nie zostawił porównywalnego bogactwa kulturowych śladów, jak ten właśnie – z centralnym laboratorium naszej zbiorowej symboliki ulokowanym w twórczości Wielkiej Emigracji.

Ośmielam się zaproponować lekturę monografii dotyczących myśli, które były obecne w umysłach Polaków lat temu dwieście, najpóźniej – sto pięćdziesiąt. To myśli o Rosji, o jej carach i o jej mieszkańcach. Nie możemy się od nich uwolnić. Dlatego, śmiem twierdzić, warto do tych myśli wracać, zastanawiać się nad nimi na nowo.

Sam zastanawiam się nad nimi od trzydziestu pięciu lat. Stanowiąca trzon tego tomu monografia powstawała jeszcze w czasie stanu wojennego, starczego reżimu Leonida Breżniewa, zastępującego go „reformatora” z KGB, Jurija Andropowa, a wreszcie w początkach pieriestrojki, wprowadzanej odgórnie przez Michaiła Gorbaczowa. W Instytucie Historii PAN, pod opieką naukową docent Wiktorii Śliwowskiej (profesury mogła się doczekać, z powodów politycznych, dopiero po 1989 roku), przygotowywałem od stycznia 1983 roku rozprawę doktorską poświęconą obrazowi Rosji w myśli politycznej Wielkiej Emigracji. Praca się rozrosła bardzo. By ograniczyć jej rozmiar, pozostawiłem w niej tylko materiał dotyczący obozu demokratycznego emigracji i zawęziłem jej ramy czasowe do schyłku Wiosny Ludów. Ukończona w 1989 roku, długo czekała na swój druk, ale ukazała się w końcu pięć lat później, nakładem (mikroskopijnym) Instytutu Historii PAN oraz warszawskiego Wydawnictwa Gryf[3].

Nie mogłem się jednak oprzeć pokusie, by wyjść poza ramy narzucone tytułem doktoratu, w stronę pierwotnego zamysłu. Próbowałem ogarnąć całość myśli Wielkiej Emigracji o Rosji[4]. Starałem się równolegle analizować bardziej szczegółowo dzieje antyimperialnych koncepcji politycznych obozu księcia Adama Jerzego Czartoryskiego – to opracowanie, będące jakby prehistorią polskiego prometeizmu, mogło ukazać się jednak dopiero w 1990 roku[5]. Natomiast w próbie odczytania najobszerniejszego i najbardziej ambitnego dzieła o carskiej Rosji i jej mieszkańcach, jakie powstało na wychodźstwie, w roku 1857, pod piórem Henryka Kamieńskiego[6], wysunąłem się w swoich badaniach poza okres Wiosny Ludów. Próbowałem wreszcie, eksplorując niejako drugi biegun myśli Wielkiej Emigracji, przeanalizować fenomen antyrosyjskiej syntezy historiozoficznej, jakiej dokonał przyjaciel i polemista Kamieńskiego – Zygmunt Krasiński. Te akurat przemyślenia byłem w stanie prezentować tylko na „podziemnych” seminariach i prelekcjach, albo za granicą, w pełni zaś dopiero po 1989 roku[7].

Zbierając teraz w jednym tomie moją książkę „doktorską” oraz dwie wspomniane przed chwilą monografie – o antyimperialnych koncepcjach powstających w kręgu Hotelu Lambert oraz o Rosji i Europie. Polsce Henryka Kamieńskiego (ten ostatni w nowej, zasadniczo uzupełnionej wersji) – spełniam wreszcie, w jakimś przynajmniej stopniu, zamiar, jaki powziąłem w 1982 roku: ujęcia tego, co w dorobku intelektualnym Wielkiej Emigracji najważniejsze dla naszego myślenia o Rosji.

W jakim stopniu się to udało, ocenią oczywiście Czytelnicy. Nie mam wątpliwości, że dorobek ten zasługuje na uwagę w każdym pokoleniu Polaków. Bo przecież za Krasińskim, mówiącym o Mickiewiczu, możemy chyba powtórzyć, że w naszym myśleniu o Rosji: „my z niego wszyscy...”. My wszyscy, którzy w Polsce o Rosji próbujemy myśleć, czerpiemy – nawet jeśli czynimy to nieświadomie, nawet jeśli przeciw temu się buntujemy – z tego dziedzictwa, które tutaj staram się odtworzyć. Czerpiemy także dlatego, że Rosja jako problem polskiej wyobraźni politycznej i polskiej sytuacji geopolitycznej nie przechodzi do historii, ale nas uparcie do historii zaprasza. Do tej właśnie, którą próbowali zrozumieć i nawet mieli nadzieję, każdy na swój sposób, zmienić: i Rajnold Suchodolski, który ostrzegał, że „w łeb wypali” każdemu, „kto powiedział, że Moskale są to bracia nas, Lechitów” – i Adam Mickiewicz, autor wiersza Do przyjaciół Moskali.

Żeby odnaleźć sens zawartego w owym wierszu przesłania, warto odczytać je w kontekście, który próbuje odtworzyć ta książka. Trzeba przemyśleć naturalnie całe Dziady Adama Mickiewicza, a zwłaszcza ich część III i zamykający ją Ustęp, najdoskonalszą analizę polityczno-kulturowego fenomenu Rosji. O tym piszę w dalszych częściach tej książki. Tu chcę zwrócić tylko uwagę, że wezwanie Do przyjaciół Moskali pojawia się na samym końcu Ustępu, zaraz po tajemniczej wizji Mickiewicza: „Oleszkiewicz. Dzień przed powodzią petersburską 1824”.

Właśnie między nadzieją, słabą, ale niegasnącą, że odezwą się „przyjaciele Moskale” – ci szlachetni, którzy „łańcuch rozkują” – a wizją karzącej powodzi, która musi w końcu przyjść i zmyć „kaskadę tyraństwa” – rozpina się ta wyobraźnia, ta wrażliwość moralna, którą próbuję tutaj uchwycić w epoce, gdy ona powstawała i kiedy krzepły jej polityczne i kulturowe wzory. Znajdziemy w niej także strach i przestrogę przed rodzimymi „przyjaciółmi Moskali” – nie tymi szlachetnymi, ale tymi, którzy Polskę i inne mniejsze narody zniewalają, przywiązują do imperialnego, rosyjskiego centrum. Ta obawa i te przestrogi to również wielki, zasadniczy temat tej książki.

Zanim zaproszę do lektury, chcę przypomnieć jeszcze, z naukowej pedanterii, że wizje „Moskali” jako „braci nas, Lechitów”, a także wezwania do „przyjaciół Moskali” mają swoją nieprzedstawioną w tej książce prehistorię. Pozwolę więc sobie przywołać ją tutaj najkrócej[8].

Przymus niejako zajęcia sarmackiej wyobraźni politycznej problemem stosunku do Rosji i Rosjan pojawić musiał się wraz ze świadomością utraty niepodległości, gdy tylko Polska poczuła nad sobą ciężką rękę ościennego mocarstwa. Efektowny prolog, pierwszy ślad rachub na zdobycie w „rosyjskim narodzie” sprzymierzeńca, a przynajmniej na zneutralizowanie jego militarnej reprezentacji na ziemiach Rzeczypospolitej, można odnaleźć w wezwaniu do Rosjan, wydanym przez skonfederowanych w województwie sandomierskim obrońców elekcji Stanisława Leszczyńskiego w 1733 roku – kiedy carska Rosja przysłała kilka korpusów swego wojska, by Polacy wiedzieli, kogo mają wybrać na króla – nie „Lasa”, lecz „Sasa”: Augusta III. Apel ten zawarty został w Zdaniu narodu polskiego, osobliwie konfederacji sandomierskiej, danym do uwagi narodom rosyjskiemu i kozackiemu[9] – manifeście pierwszego faktycznie powstania w walce o niepodległość, powstania przeciwko rosyjskiemu imperium. Kontynuację śladu pozostawionego w myśli politycznej przez sandomierzan z 1733 roku wskazać można w aktach konfederatów barskich – w datowanym 7 marca 1768 roku i podpisanym przez biskupa kamienieckiego Michała Krasińskiego Oświadczeniu konfederacji stanom i obywatelom rosyjskim[10].

Obydwa wymienione akty zapowiadają już w swym oryginalnym zapisie podstawowe wątki, które pojawiać się będą stale w następnych wersjach powstańczego apelu do Rosjan. Wspólnota owych wątków wynikała w pierwszym rzędzie z podobieństwa sytuacji, w jakiej z reguły wezwania tego rodzaju będą powstawały, a więc przede wszystkim w perspektywie zbrojnego starcia lub już w czasie jego trwania. Zarówno konfederaci z sandomierskiego, jak i Krasiński imieniem barżan, chcą się zwrócić wprost do żołnierza carskiej armii. On też pozostanie w kolejnych powstaniach, przynajmniej aż do 1863 roku, do czasów Matwieja Biezkiszkina i Mitrofana Podhaluzina, naturalnym i pierwszym w ramach rosyjskiego społeczeństwa adresatem powstańczych zabiegów agitacyjnych. Pierwszą myśl, z jaką się do niego zwracano, dyktowała chęć skłonienia go do opuszczenia, a najlepiej odwrócenia bagnetu, z którym został przysłany do „przywracania porządku” w Polsce. W 1733 roku, przy wkraczaniu na ziemie Rzeczypospolitej, wezwano go do zrzucenia własnej przez obcych narzuconej niewoli; w 1768 roku oferowano mu sojusz pod hasłem „za naszą i waszego narodu sławę i wiarę”[11] – jakże już niedaleki werbalnie od słynnej dewizy pokolenia 29 listopada 1830 roku: „za wolność naszą i waszą”.

Pomysł osłabienia carskich hufców poprzez propagandowe oddziaływanie na ich szeregi musiał przejść w tym miejscu z dziedziny taktycznych wybiegów powstańczej strategii w obszar politycznych idei. Próg stanowiła potrzeba podwójnego uzasadnienia sensowności apelu do rosyjskich poddanych cara: utwierdzenia wśród nadawców odezwy poczucia, iż może ona istotnie spełnić co najmniej swą dywersyjną funkcję wyszukania argumentów ideowych i politycznych, które uwiarygodniłyby ofertę sojuszu w oczach adresata. Konieczne było odróżnienie rosyjskiego żołnierza – tak czy inaczej rozumianego rosyjskiego narodu – od polityki rosyjskiego państwa, przeciw której podnieśli oręż konfederaci czy insurgenci. Konieczne było także znalezienie języka porozumienia, wskazanie tego, co w opozycji do nieprzyjaciela polskiej niepodległości łączy i łączyć może obrońców tejże z rosyjskim narodem.

Przypomnieć zatem trzeba, iż spór polsko-rosyjski w świadomości jego osiemnasto- i dziewiętnastowiecznych uczestników nie wyczerpywał się w zmaganiach dwóch państw o granice, o terytoria (ziemie litewsko-ruskie), w zderzeniu dwóch racji stanu na wielkiej połaci ziemi między Morzem Czarnym a Bałtyckim. Co więcej, do momentu zniknięcia Rzeczypospolitej z politycznej mapy kontynentu był to aspekt konfliktu stosunkowo najmniej dostrzegalny w odniesieniu do Rosji (w odróżnieniu od Prus). Nie tu jedynie, w chłodnej analizie państwowych racji, poczyna się bieg politycznej refleksji. W znacznym stopniu, niekiedy decydującym, musi on ulegać tradycji, zwłaszcza w dziedzinie stosunków między narodami dopasować się musi do wyżłobionych przez wieki kolein wzajemnych sentymentów i resentymentów, wspomnień i stereotypów. W politycznej optyce szlacheckich konfederatów lat 1733 i 1768 osnuwały się owe obrazy i wrażenia wokół przeświadczeń o wyraźnej odrębności kulturowej, cywilizacyjnej, opozycji wyznaniowej, a przede wszystkim wokół antagonizmu dwóch modeli politycznego życia, dwóch jego przeciwstawnych tradycji i kultur, reprezentowanych przez Polskę i Moskwę. Na ogół odrębność znaczyła w tym wypadku niższość „grubego Moskwicina”, „schizmatyka” i „carskiego niewolnika” w jednej osobie, relegowanego nierzadko poza granice chrześcijańsko-europejskiej communitas[12]. Spod umieszczonych na sztandarach dzikowian i barżan haseł obrony katolicyzmu i szlacheckiej wolności w „Moskalu” łatwo i bezrefleksyjnie najczęściej widzieć można było tylko reprezentanta przeciwnika obejmującego łącznie rosyjski naród i politykę jego państwa. I w tym też kierunku, co dla zachowania właściwych proporcji trzeba przypomnieć, potoczył się główny nurt powstania z lat 1733–1734, a zwłaszcza barskiego ruchu z lat 1768–1772.

 

W połowie XVIII wieku jedyną osią podziału wewnętrznego w obrazie Rosji, mogącego obudzić nadzieje konfederatów, a zarazem jedyną próbą znalezienia zrozumienia u rosyjskiego odbiorcy, była idea słowiańskiej łączności. Żywa i stosunkowo silna przed wiekami, wykuwała się w polsko-rosyjskich relacjach jeszcze u schyłku XVII wieku – w czasach traktatu Grzymułtowskiego i planów współdziałania Rzeczypospolitej z Rosją w Lidze Świętej – w opozycji do imperium tureckiego. Walka z Turcją, pierwszą nieprzyjaciółką Krzyża, służyła także – dodajmy – przeciągnięciu wówczas pojęcia wspólnoty chrześcijańskich nacji ponad poczucie antagonizmu „schizmy” i Kościoła katolickiego na polsko-rosyjskie spotkania. Z punktu widzenia niepodległości polskiej Turcja nie mogła już stanowić żadnego zagrożenia, natomiast rozbudzone w ostatnim wieku jej potęgi i ekspansji koncepcje chrześcijańsko-słowiańskiego „sprzymierza” przechodzą na karty odezw sandomierzan i barżan złączone już wspólnotą innego wroga: „lutra”, niemieckiej dominacji nad słowiańskim światem[13].

W tym wypadku odnawiała swój sens inna linia staropolskiej świadomości politycznej, widoczna zwłaszcza w pierwszej z odezw – tradycja nastawienia antyhabsburskiego, wsparta dodatkowo przez obrońców majestatu Stanisława Leszczyńskiego uprzedzeniem antywetyńskim. Co było niemożliwe względem Moskwy przedpiotrowej, nabierało cech rzeczywistych w odniesieniu do Rosji petersburskiej. Podniesione od czasów Piotra I niemal do rangi systemu wpływy niemieckie nad Newą, przewaga niemieckich generałów i faworytów, wyjaskrawione odpowiednio przez autorów polskich apeli, uczyniły z idei pobratymstwa słowiańskiego arcywygodny wehikuł rewolucyjnego wezwania, oferty antycarskiego w istocie sojuszu, złożonej „wojsku i stanom moskiewskim”.

Wskazanie wiedeńskiej intrygi na dworze i w gabinecie petersburskim, uznanie caratu w popiotrowej formie za absolutną niemiecką dyktaturę (1733), uwypuklenie złowrogiego wpływu niemieckiej, zakotwiczonej w otoczeniu imperatorowej „dyssydenckiej fakcji” na los nie tylko rzymskiej, ale i greckiej wiary w Rosji (1768) – oto charakterystyczne motywy obydwu odezw. Wizja zderzenia nacjonalno-religijnego i obyczajowego wewnątrz Rosji, zderzenia starej, „prawdziwej” Moskwy z rządem Münnichów, Bührenów czy Ostermannów, pozwalała na utożsamienie zewnętrznego wroga polskiej, a szerzej – słowiańskiej wolności z wewnętrznym nieprzyjacielem „sławnego narodu rosyjskiego”. Oczywiście, ów naród to przede wszystkim Golicynowie, Trubeccy, Dołgorukowie – rosyjska szlachta, a ściślej jej najwyższa warstwa. Jej właśnie konfederaci z sandomierskiego chcieli raz jeszcze postawić polski model stanowej wolności jako wzór do naśladowania.

Historyk Marceli Handelsman pisał, nie bez pewnej przesady, o podjętych w 1730 roku polskich próbach poparcia (trafniej może należałoby w tym miejscu mówić raczej o „kibicowaniu”) w Moskwie dążności do wprowadzenia monarchii ograniczonej przez „słowiańskie” rody arystokratyczne przeciw carycy Annie. Nazwał Handelsman owe próby ostatnim w przedrozbiorowej Polsce nawrotem „polityki ekspansji ideowo-ustrojowej w stosunku do Rosji”[14]. Jej tradycje, sięgające połowy XVI wieku i pierwszych pomysłów zunifikowania moskiewskiego państwa z systemem politycznym Rzeczypospolitej, głęboko zapuściły korzenie w wyobraźni polskich defensorów „republikańskiego” ideału, skoro płynnie, niemal bez przerwy, myśl o rosyjskim społeczeństwie jako o potencjalnym entuzjaście przeobrażeń własnego stanu w duchu polskich wolności (niezależnie od tego jak je rozumiano) przechodzi do nowego etapu rozwoju, wpisanego już w kontekst walki niepodległościowej. W tym tak ważnym dla późniejszych, dziewiętnastowiecznych koncepcji polskiego apelu do Rosjan wywodzie, już w tekście z 1733 roku można zauważyć główny, konstytutywny motyw całej koncepcji. Jest nim oparte na prostym rozszerzeniu zachęcających doświadczeń unii z Litwą poczucie przewagi polskich wzorów politycznych i kulturowych. To teza, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, o cywilizacyjnej młodszości (nie zaś o zasadniczej odmienności) Rosji w stosunku do Polski. W takim tylko wypadku można było mówić o podatności narodu-adresata politycznego wezwania na „wyższe”, idące z Polski czy przez Polskę, wzorce[15].

W odezwie z 1733 roku idea słowiańska okazuje się zatem pomostem, po którym przejść się dało ponad utwierdzonym w sarmackiej tradycji poczuciem absolutnej przepaści między wzorem ustrojowym Rzeczypospolitej a „moskiewską tyranią”. Ta ostatnia, widziana jako import niemiecki wyrosły z habsburskiego absolutyzmu, traciła poniekąd rodzimy dla Rosji charakter, a tym samym bratni naród rosyjski, uciśnione wielkie rody moskiewskie stają się tym bardziej naturalnym odbiorcą polskiej propozycji ustrojowej ukształtowanej na neminem captivabimus i prawie oporu.

O autorze czy o autorach wezwania sandomierskiego nie sposób czegokolwiek pewnego powiedzieć. Można natomiast stwierdzić, że echa tego apelu nie słychać ani w 1733 roku, ani w latach następujących bezpośrednio po konfederacji dzikowskiej. Wiemy, iż bardziej w ideowym rozmachu wstrzemięźliwemu oświadczeniu Krasińskiego towarzyszyły istotnie później jakieś bliżej nieokreślone i zapewne nie nazbyt szeroko zakrojone (choć wzbudziły niepokój ambasadora Nikołaja Repnina) próby podburzania „sołdatów-Słowian” przez konfederatów z Baru. Omawiane akty nie miały wpływu na los obydwu konfederacji ani na ich generalnie antymoskiewskie nastawienie. Można wątpić, czy w ogóle zadbano o ich przekład na rosyjski, tak aby stały się istotnie narzędziem propagandy – brak w każdym razie jakichkolwiek danych na ten temat. Wyrażona w nich myśl nie dojrzała jeszcze przed rozbiorem jako poważna propozycja polityczna, niemniej znakomicie przedstawiała samą możliwość sformułowania takiej propozycji: porozumienia z rosyjskim „narodem” w niepodległościowym zrywie na gruncie staropolskiej jeszcze, rzec można, wizji politycznej rzeczywistości. Nie przeszły do tradycji ruchów i myśli politycznej, z której wyrosły, tej tradycji także, do której nawiązywano świadomie w następnych zrywach niepodległościowych. Ale sam pomysł wezwania i wprowadzone doń pierwiastki i schematy ideowe nie zanikały i odnajdą się w nowych formach, gdy tylko znów oddziały imperatorowej zostaną rzucone w Polsce w bój.

Tak slawizm, jak też wyobrażenie wolności, z polskim apelem w stronę Moskwy zrośnięte, zdążyły przejść pewną ewolucję w czasie między Barem a powstaniem kościuszkowskim. Jak zauważyliśmy, w perspektywie problemu niepodległości idea słowiańskiej wspólnoty ukazała się pierwotnie jako szansa dźwignięcia polskich nadziei ku rosyjskiemu narodowi, a wbrew jego władcom. W latach osiemdziesiątych z tego samego punktu rozpatrywany slawizm ujawnia – acz w bardzo elitarnym jeszcze zakresie – swój charakter instrumentu ugody. Jako uzasadnienie, czy też środek intelektualnej akceptacji przewagi rosyjskiego imperium nad życiem politycznym Polski zostaje wprowadzony na karty naszej politycznej myśli ręką poety Stanisława Trembeckiego. Jego pióro, kierowane inspiracją królewską i zaostrzone w tym czasie zamysłem polemicznym wobec testamentu ideowego barskiego czynu (w tym – na czele – wobec Uwag nad rządem Polski Rousseau), w wierszach takich, jak Gość w Heilsbergu (1784), Na przyjęcie Stanisława Augusta czy Do Adama Naruszewicza (oba z 1787), po raz pierwszy zapisywało pogląd o naturalności i potrzebie słowiańskiego, polsko-rosyjskiego zjednoczenia w oparciu o potęgę imperialną Petersburga. „Utrzymywać odtąd przyjaźń tego brata” – wolny ten cytat z pierwszego z owych wierszy, a przesłanie wspólne im wszystkim, otoczony był na ogół antyteutońską retoryką. W dobie zjazdu w Kaniowie w 1787 roku pogląd ten miał w marzeniach Stanisława Augusta raz jeszcze ugruntować się w opozycji do Turcji. Sens polityczny słowianofilskiej propozycji poety wspierał ówczesną intencję królewską – trwania i przetrwania w sojuszu z Katarzyną, a nie przeciw niej. W pisanym już po katastrofie Rzeczypospolitej i kapitulacji króla Liście do powracających z Grodna (1793) czy wierszu Do księcia Repnina (1796) pociecha z rodowego pobratymstwa z Rosją, potężną jednoczycielką słowiańskiego szczepu, w pełni już musiała zastąpić myśl o narodowej niepodległości i wolności[16].

Chcemy w tym miejscu jedynie zaznaczyć, iż słowianofilskie nawiązania u schyłku Rzeczypospolitej okazują się już w polsko-rosyjskim sporze bronią obosieczną, mogącą razić co najmniej tak samo cele przyszłych powstańców, co ich przeciwników politycznych. I tę dwuznaczność autorom nowych wezwań do „braci Rosjan” coraz dotkliwiej będzie uświadamiał – jak przekonamy się w trakcie lektury tej książki – rozwój ugodowej funkcji politycznego slawizmu, który stanie się istotnym wyznacznikiem kierunku ewolucji i elementem korekt ich argumentacji.

Inną, być może ważniejszą nawet, zmianę wnosi do dziejów interesującej nas myśli przyswojenie w radykalnym nurcie polskiego życia politycznego podstawowych składników doktrynalnego ładunku rewolucji francuskiej. Idea porozumienia narodu polskiego z narodem rosyjskim wpisać się może wówczas w wizję powszechnego wyzwolenia, jedności praw człowieka i koniecznego postępu zgodnej z nimi organizacji stosunków społecznych i politycznych, również w wymiarze internacjonalnym. W środowisku twórców powstania 1794 roku zmienia się pojmowanie wolności, uzupełniane odtąd stopniowo zasadą ponadstanowej demokracji i wątkami społecznego egalitaryzmu. System wartości, zawartych w ideologicznym przesłaniu rewolucji francuskiej, stwarza poprzez ich uniwersalistyczny charakter nową płaszczyznę rozbudowy koncepcji przezwyciężenia narodowo-politycznego konfliktu we współdziałaniu narodów polskiego i rosyjskiego na rzecz tegoż systemu[17]. Porozumienie staje się teoretycznie możliwe nie tylko wskutek zbratania w Słowiańszczyźnie, ale też i siłą wolnościowej fraternité wszystkich ludów, do których dotrzeć miały hasła 1789 roku. Poszerza się rozumienie narodu polskiego, a wraz z nim i naród rosyjski może zostać przez jakobinów polskich ujęty inaczej niż przez autorów odezwy z 1733 roku. Wszystko to, podkreślmy, stwarza możliwości, jakie dziś dostrzegamy w ideowych wątkach poruszonych w ostatniej dekadzie XVIII wieku w polskiej myśli niepodległościowej. Spójrzmy, jak spełniały się one w rzeczywistości.

„Kilkuset apostołów wolności” (propowiednikow wolnosti) miał wyprawić w głąb Rosji już książę Józef Poniatowski u progu kampanii 1792 roku. Niewiele na temat tej jakże interesującej z naszego punktu widzenia inicjatywy możemy jednak wywnioskować z dwóch, pełnych obaw przed „szerzeniem buntu”, zapisek carskiego posła w Warszawie. Innych zaś tropów w wojnie w obronie majowej konstytucji jeszcze nie znajdujemy[18]. Pozostawiając tedy pole domysłów co do rzeczywistego zakresu owej inicjatywy, przewidywanych adresatów (Kozacy, szlachta rosyjska, chłopi?), jak też co do treści apostołowanej wolności, zwróćmy się od razu w stronę liczniejszych i lepiej udokumentowanych zabiegów insurekcji kościuszkowskiej w tej dziedzinie.