Pol PotTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

53 Mey Mann wspominał: „Miał przyjaciela albo kuzyna, nie jestem całkiem pewien […] który zabrał go, żeby się u niego zatrzymał […] gdzieś nie w Dzielnicy Łacińskiej” (wywiad). Nghet Chhopininto sądził, że Sâr spędził pierwszy rok, mieszkając z synami gubernatora Kratie (Em Samnangiem i Em Samrechem) w mieszkaniu w pobliżu Jardin des Plantes (który znajduje się blisko École de Radio-Electricité na rue Amyot) w 5. arrondissement Paryża (wywiad). Vannsak (wywiad) uważał, że było „możliwe”, iż spędził on pierwszy rok z Somonopongiem. W rzeczywistości wydaje się pewne, iż zatrzymał się przy 17 rue Lacepède, gdzie Samnang i Samrech mieszkali jeszcze w 1955 roku, wraz z dwoma innymi krewnymi Somonoponga, księciem Sisowath Monichivanem i księciem Sisowath Vongvichanem (côte 19800042, art 21, dossier 1912, AS de l’Association Khmer, 13 avril 1955, Centre des Archives Contemporaines, Fontainebleau).

54 Mey Mann i Ping Sây, wywiady. Zob. też Ieng Sary, wywiad. Opis związku Sâra z Son Maly pochodzi od Keng Vannsaka, wywiad. Pol Pot, Cai Ximei interview i Thayer interview.

55 Pol Pot, Thayer interview.

56 Pol Pot, Cai Ximei interview.

57 Ieng Sary, Fiche d’étudiant oraz wywiad z Henri Locardem, Pailin, 1998; Keng Vannsak, wywiad.

58 Keng Vannsak, wywiad.

59 Pol Pot, Cai Ximei interview.

60 Statuts du Parti Révolutionnaire du Peuple du Cambodge oraz La ligne politique du Parti, przekład w: Le Parti Ouvrier Vietnamien, SDECE, c. 10H620, SHAT.

61 Rapport du Général Viet Minh Nguyen Binh sur le Front Cambodgien. 11 sierpnia 1951, c. 10H636, SHAT.

62 Commandement des Forces Terrestres du Cambodge, EM/3B, No. 2371/3, „Synthèse d’exploitation”, niedatowany, c. 10H5585, SHAT.

63 Keng Vannsak, wywiad.

64 Keng Vannsak, wywiad.

65 Festival Mondial de la Jeunesse, Berlin, 5 au 19 août, in c. BA2275, Archives de la Préfecture de Police, Paryż.

66 Vandy Kaonn, La Nuit, s. 182.

67 Keng Vannsak, wywiad.

68 Nghet Chhopininto, wywiad. Mumm (wywiad) potwierdził, że złożył raport po powrocie z Berlina, ale nie sprecyzował, w jakich okolicznościach.

69 Mey Mann, wywiad.

70 Nghet Chhopininto, wywiad.

71 Keng Vannsak, wywiad.

72 Sam Sâr twierdził: „wraz z kilkoma innymi studentami zorganizowałem małą grupę pod nazwą Kambodżańscy Marksiści [Circle]” i datował jej założenie na lipiec–sierpień 1951 roku (Cai Ximei interview). Ieng Sary (wywiad) powiedział: Początkowo Saloth Sâr [nie brał udziału] […] Dopiero później jego poglądy zaczęły się zmieniać” i (Maben interwiev): „Próbowaliśmy wprowadzić go do naszej grupy […] ale nie chciał przyjść. W końcu dołączył do nas, zanim opuścił Francję”. Prawda niewątpliwie leży gdzieś pośrodku – Sâr udający, że był członkiem-założycielem, Sary wyolbrzymiający jego niechęć do przystąpienia z uwagi na związki z Vannsakiem i Son Ngoc Thanhem. Umiejscowienie komórki Sâra, zob. Sher, Parcours, s. 120; i Ieng Sary (wywiad z „Phnom Penh Post”, 3–16 lipca 1998), który stwierdził: „Chandler popełnił dość sporo błędów. Nie miał wiedzy o roli Pol Pota na rue Lacepède”.

73 Sher, Parcours, s. 134.

74 Thiounn Mumm, wywiad.

75 Pol Pot, Thayer interview: „Taka jest moja natura […] Nigdy nie mówiłem za dużo. [Ktoś] napisał, że znał mnie [w Paryżu] z tego, że byłem uprzejmym, dyskretnym, uśmiechniętym młodym człowiekiem. Więc nie chciałem się pokazywać jako przywódca”.

76 Keng Vannsak, wywiad.

77 Pol Pot, Cai Ximei interview; Saloth Sâr, Fiched’étudiant.

78 Pol Pot, Thayer interview.

79 Pol Pot, Cai Ximei interview.

80 Sam Sâr powiedział chińskiemu dziennikarzowi, który przeprowadzał z nim wywiad w 1984 roku, że wstąpił do KPF w Paryżu (Pol Pot, Cai Ximei interview), a potwierdzili to – choć najwyraźniej na podstawie pogłosek – zarówno Mey Mann, jak i Keng Vannsak (wywiady). Pham Van Ba, który na początku lat pięćdziesiątych kierował komórką Komunistycznej Partii Indochin we wschodniej Kambodży, również stwierdził, że Sâr miał legitymację członkowską KPF (Chanda, Brother Enemy, s. 58). Thiounn Mumm, który usilnie twierdzi, wbrew szeroko rozpowszechnionemu przekonaniu, że on sam nigdy nie należał do KPF, zakwestionował stwierdzenie Sâra, a wątpliwości wyrazili również niektórzy zachodni specjaliści, w tym Christopher Goscha. By jeszcze bardziej zaciemnić sprawę: Ieng Sary, którego członkostwo w KPF jest niekwestionowalne, również zaprzeczył, żeby kiedykolwiek miał legitymację członkowską (Maben interview). Kwestia pozostanie otwarta, dopóki KPF nie pójdzie za przykładem partii radzieckiej, chińskiej i wietnamskiej i nie pozwoli na szerszy dostęp do swoich archiwów. Jeśli jednak wziąć pod uwagę stan relacji chińsko-radzieckich na początku lat osiemdziesiątych, trudno zrozumieć, dlaczego – jeśli było to nieprawdą – Sâr miałby wymyślić swoją przynależność do KPF w wywiadzie, który miało przeczytać chińskie kierownictwo. Zatem dopóki nie zostanie udowodnione, że było przeciwnie, dopóty należy zakładać, że jego wersja jest prawdziwa. Omówienie zob. Mey Mann, wywiad; i Pol Pot, Talk with Khamtan.

81 Pol Pot, Cai Ximei interview.

82 Józef Stalin, Marksizm a kwestia narodowa [w:] idem, Dzieła, t. 2, Warszawa 1949, s. 303 (przyp. tłum.).

83 Stalin, Histoire, s. 391–402. Te sześć punktów wymienionych jest w zakończeniu książki jako wskazówki, których powinni się nauczyć wszyscy bojownicy. Wszystkie przedstawione są jako zasadnicze, ale „rewolucyjnej czujności” i potrzebie elastycznego podejścia do marksizmu-leninizmu dano pierwszeństwo.

84 Historia Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików). Krótki kurs, wyd. 3, Warszawa 1949, s. 162, 406 (przyp. tłum.).

85 Debré, Révolution, s. 86. Zob. też Sher, Parcours, s. 133–134, cytujący niewymienionego z nazwiska dawnego towarzysza Sary’ego. David Chandler, za Debrém (którego źródłem był Keng Vannsak), przypisuje te uwagi Saloth Sârowi i w związku z tym spekuluje, że ambicja Sâra, by zostać wybitnym kambodżańskim przywódcą komunistycznym, datuje się od lat pięćdziesiątych. Moim zdaniem ten dowód jest nieprzekonujący. Sam Vannsak mówi, że odnosił się do Sary’ego (wywiad).

86 Pol Pot, Cai Ximei interview.

87 Ieng Sary, wywiad. Paralela z „Iskrą” Lenina zob. Thiounn Mumm, wywiad.

88 Pol Pot, Thayer interview. Odnosząc się do „l’Humanité”, powiedział po prostu: „Przerażało mnie” – co moim zdaniem odnosi się do napastliwego tonu tej gazety. Jakiekolwiek były przewiny Saloth Sâra, ostrość do nich nie należała. Ieng Sary, przeciwnie, nazwał „l’Humanité” jedną ze swoich ulubionych gazet i źródeł (Maben interview) i z jego inicjatywy stała się lekturą obowiązkową w Cercle

89 Pol Pot powiedział Cai Ximei (wywiad): „Kiedy czytam książki Przewodniczącego Mao, mam poczucie, że są łatwe do zrozumienia. Równie łatwo rozumiem też książki Stalina”. Według Ping Sâya (wywiad), O nowej demokracji była pierwszą pracą Mao, którą studiowali członkowie Cercle.

90 Zob. dokument wydany przez Comité représentatif du Sud-Est Cambodge démocratique 24 września 1948, Haut Commissaire, Indochine, c. 77, AOM.

91 Pol Pot, Thayer interview.

92 Kropotkin, s. 1–2 [wszystkie cytaty za wydaniem: Piotr Kropotkin, Wielka rewolucja francuska 1789–1793, Kraków – Łódź 1948]. Fraza, którą przełożyłem jako „chłopi i proletariusze miejscy”, w oryginale brzmi „des paysans et des proletaires dans les villes”. Jednak w XVIII wieku proletariat przemysłowy jeszcze nie istniał i Kropotkin jasno wskazuje (s. 283), że odnosił się do „les artisans et toute la population laborieuse des cités”. Osiemnastowieczny francuski proletariat był odpowiednikiem cyclo-pousses i kulisów w Phnom Penh lat pięćdziesiątych, a nie jakiejkolwiek proletariackiej siły roboczej, o której marzył Marks.

 

93 „Le Monde”, 31 grudnia 1998.

94 Suong Sikoeun, wywiad. Zob. też „Phnom Penh Post”, 15 listopada 1996; oraz Sher, Parcours, s. 62.

95 Kropotkin, s. 312, 406, 433 i 707–709.

96 Jest to stale powracający wątek w całej książce Kropotkina: „Ale o własnych siłach mieszczaństwo i klasy wykształcone nic by nie były dokonały, gdyby […] masa chłopów nie była się także wzburzyła i […] nie umożliwiła niezadowolonym spośród klas średnich pokonania króla oraz dworu” (s. 13), „mieszczaństwo zachowywało się zawsze nieufnie wobec swojego chwilowego sprzymierzeńca – wobec ludu” (s. 58), „tak więc ze strony burżuazji rozpoczęła się systematyczna zdrada, która – jak zobaczymy – trwała przez całą rewolucję” (s. 100), „mieszczaństwo, intelektualiści i obrońcy własności pracowali tak gorliwie nad wstrzymaniem rozmachu ludowego, że zahamowali samą Rewolucję” (s. 198). Zob. też m.in. s. 107–108, 178, 206 i nast., 255, 279–281, 285, 405, 431–433, 615–616, 658.

97 Ibidem, s. 646 i 738–739.

98 Oficjalna, francuskojęzyczna wersja przemówienia, które Sihanouk wygłosił po khmersku, została przedrukowana w: Bilan, s. 125–136. Nhiek Tioulong podaje nieautoryzowane fragmenty w Chroniques Khmères, rozdz. 11.

99 Lettre de l’Association des Etudiants Khmers en France à Sa Majesté Norodom Syhanouk [sic!], Roi du Cambodge, 6 lipca 1952, „Khemara Nisut”, nr 14. W przeciwieństwie do wcześniejszych wydań, które były powielane albo drukowane po francusku, to wydanie, datowane na sierpień 1952 roku, zostało napisane ręcznie na tabliczkach woskowych po khmersku. Tekst cytowany pochodzi ze współczesnej francuskiej wersji listu, uprzejmie udostępnionej przez Bena Kiernana i z późniejszego tłumaczenia w rękopisie dokonanego przez Mey Manna.

100 Zwykły i dosłowny przekład tego określenia – którego używa się na określenie autochtonicznych ludów zamieszkujących Góry Kardamonowe – to „oryginalny Khmer”. Jednak błędem byłoby przywiązywanie zbyt dużego znaczenia do tego: nie wskazuje on na atawistyczną tęsknotę za pierwotnym złotym wiekiem. Według Keng Vannsaka (wywiad): „Było to określenie, którego nie używało się powszechnie. Oznacza ono po prostu «stary Khmer» albo «przodek» i niesie ze sobą obraz brahmana. Nie ma żadnego rewolucyjnego znaczenia […] Była to raczej idea mędrca”. Inni studenci piszący w tym samym numerze używali pseudonimu „Khmer Neak Ngear” (khmerski dziedziczny niewolnik), co było aluzją do ciężkiego położenia ludności w monarchii, i „Khmer Serei” (wolny Khmer).

101 „Khemara Nisut”, nr 14, sierpień 1952 (d. D00084, DC-Cam).

102 W latach siedemdziesiątych rangi i zagraniczna pomoc miały należeć do rzeczy znienawidzonych przez Czerwonych Khmerów.

103 Pol Pot, Cai Ximei interview.

104 Ping Sây, wywiad.

III

Przystąpienie do ruchu oporu

Kiedy Sâr trzy lata wcześniej wyruszył do Francji, jeden z jego towarzyszy zauważył, że w przeciwieństwie do Wietnamu „w Kambodży nie było walk”. Nie całkiem odpowiadało to rzeczywistości, ale w to właśnie większość z nich wierzyła. Gdy wrócił w styczniu 1953 roku, znalazł kraj pogrążony w wojnie.

Rozlew krwi nie następował nawet w przybliżeniu w takiej samej skali jak w sąsiednim Wietnamie. Niemniej, według Francuzów, tego miesiąca w Kambodży 115 członków Issarak i Viet Minhu zginęło w starciach z oddziałami rządowymi, a 220 trafiło do niewoli. Wewnętrzne raporty Viet Minhu mówią o porównywalnej liczbie ofiar po stronie rządowej. Daleka od bycia konfliktem rodem z opery komicznej, co pasowałoby do obrazu królestwa jako Rurytanii, była to wojna paskudna i brutalna. W typowej akcji przeprowadzonej w Kompong Cham partol rządowy złożony z pięćdziesięciu ludzi i dowodzony przez khmerskiego podporucznika został wciągnięty w zasadzkę Viet Minhu. Raport pułkowy relacjonuje beznamiętnie:

W pierwszej salwie karabinu maszynowego sierżant Roeung otrzymał postrzał w głowę i zginął na miejscu. Kapral Rhek, śmiertelnie ranny, przyczołgał się z powrotem do głównych sił. Podporucznik Chhim Yan wybiegł do przodu, żeby odzyskać karabin sierżanta Roeunga, i schował się za kopcem termitów […] kiedy również został postrzelony w głowę. […] Widząc, że sytuacja stała się krytyczna […] nasi ludzie przypuścili kontratak. Czterech z Viet Minhu padło od naszego ognia. […] Nasi ludzie uformowali następnie czworobok. […] Około godziny 17.30 Wietnamczycy zbliżyli się […] od południowego wschodu. Wołali do naszych ludzi: „Nie strzelajcie! Jesteśmy przyjaciółmi!”. Następnie się poddali. Większość ich bojowników nie miała broni. Po prostu biegli na nas zbitą masą, krzycząc. Skosiliśmy ich ogniem karabinu maszynowego i granatami. Ich krzyki nagle ustały, jak gdyby podcięto im gardła. […] Bitwa zakończyła się o zmroku […] a nasi ludzie pomaszerowali z powrotem, docierając do kwatery głównej o 2.00105.

Francuzi przyznali, że w tym starciu stracili pięciu zabitych i czterech rannych na trzydziestu siedmiu Wietnamczyków wysłanych do akcji, w tym rzekomo porucznika Viet Minhu. Obie strony zazwyczaj zaniżały liczbę ofiar. Niemniej rzeź – zwłaszcza wśród pomocniczych oddziałów Viet Minhu, nieuzbrojonych wieśniaków z khmerskich regionów Kochinchiny, którzy walczyli prętami i siekierami – była straszna, a francuskie raporty wojskowe mówią o wypadach, żeby „zabić kilku Wietnamców”, tak samo jak Amerykanie mówili później o „zabijaniu żółtków”.

Dla Saloth Sâra ta zmiana stała się jasna w momencie, kiedy zszedł z pokładu statku w Sajgonie. Nie można było już po prostu pójść na dworzec i wsiąść w autobus do Phnom Penh. Teraz odchodziły codziennie konwoje chronione przez eskortę wojskową. Oddziały patrolowały kambodżańską stolicę. Ludzie Puth Chhaya kontrolowali duże obszary na północy, zachodzie i południu Phnom Penh, a ludność żyła w nieustannym strachu przed atakami terrorystycznymi.

Jednak dopiero podróż do wsi Sâra, Prek Sbauv, naprawdę uświadomiła mu, jak bardzo Kambodża zmieniła się, gdy był za granicą:

Zanim pojechałem na studia, moi krewni należeli […] głównie do średniej klasy rolników. Kiedy wróciłem, pojechałem autobusem do domu. [Na przystanku] ktoś – jeden z rykszarzy – zawołał do mnie: „Och, wróciłeś!”. Przyjrzałem się, a to był jeden z moich wujków. Zapytał mnie: „Czy chcesz pojechać do domu?”. Byłem tak wstrząśnięty! Ten człowiek miał kiedyś ziemię, bawoły, wszystko. Popłakałem się, widząc go w takim stanie. Pojechałem do domu z nim i mniej więcej przez następny miesiąc rozmawiałem z [innymi] krewnymi, którzy również stracili wszystko. […] Kambodżańska wieś została spauperyzowana. Po tym jak mieszkałem w Europie, oglądanie tego raniło mi serce106.

Dla Sâra przyczyną był kolonializm, remedium – niepodległość, tak żeby Kambodżanie mogli prowadzić swoje własne sprawy w systemie zapewniającym sprawiedliwość społeczną107. Francuzi mogli odparować, że przyczyną była wojna i brak bezpieczeństwa, jakie ona rodzi – wieśniacy nie mogli zebrać swoich plonów, transport został wstrzymany, plantacje kauczuku były sabotowane, a obszary, na których produkowano pieprz, drugi najważniejszy produkt uprawiany wyłącznie na sprzedaż, znalazły się pod kontrolą Viet Minhu. Obrona pochłaniała tak znaczną część budżetu, skarżył się jeden z urzędników, że „nie zostaje nic na cokolwiek innego”. Jednak na młodych nacjonalistach takich jak Sâr nie robiło to wrażenia. Bez kolonializmu, dowodzili, nie byłoby wojny, a tym samym braku bezpieczeństwa. Zasadnicza sprzeczność istniała między obecnością Francuzów i pragnieniem niepodległości po stronie Kambodżan.

Poprzedniej zimy starszy brat Sâra, Chhay, został mianowany przedstawicielem Son Ngoc Thanha w większej części północnej i wschodniej Kambodży, w tym w ich rodzinnej prowincji Kompong Cham. Chhay nie miał wielkich trudności z przekonaniem Sâra, że ekspremier jest siłą, z którą trzeba się liczyć. To właśnie zwolennicy Thanha, a nie Viet Minh, kontrolowali szkoły średnie w Kambodży, a na obszarach miejskich dysponowali skomplikowaną siecią wywiadowczą, która zazwyczaj pozwalała im wyprzedzać o krok policję.

Poza Khmer Serei i Viet Minhem jedyną poważną opozycję wobec rządów francuskich stanowili przywódcy Khmer Issarak starszego pokolenia, tacy jak książę Chantarainsey i Puth Chhay. Jednak wiosną 1953 roku Pałac albo jego przedstawiciele w prowincjach nawiązali z nimi kontakt i zaprosili ich do złożenia broni i przyłączenia się do „Królewskiej Krucjaty”. Większość uległa, żeby przypochlebić się królowi. W maju tylko Chantarainsey pozostawał niezależną siłą. Był użyteczny dla Francuzów, ponieważ zapobiegał wkroczeniu Viet Minhu na ich terytorium. Francuski dowódca, generał de Langlade, opisał go jako „prawdziwego pana feudalnego”, jednak uważał liczące około tysiąca ludzi oddziały, którym przewodził, za zbieraninę bandytów i najemników. Sâr, który w pierwszej połowie 1953 roku spędził dwa albo trzy miesiące w kwaterze głównej Chantarainseya w Trapeang Kroloeung w południowo-wschodnim Kompong Speu, doszedł do podobnych wniosków. Obóz księcia składający się ze słomianych chat znajdował się w biednym, jałowym regionie pokrytym zaroślami i rzadkim lasem. Opis pobytu sporządzony przez Sâra zaginął, ale inny student rekrut zapamiętał go jako „niezbyt dobrze uporządkowany i dowodzony. Ludzie zorganizowani byli w bataliony i mieszkali ze swoimi żonami i dziećmi. […] Kiedy [w końcu] zostali objęci amnestią, zorganizowali się w gangi i wrócili do rozbójnictwa, grabiąc nocą podróżnych”.

Bandytyzm zazwyczaj związany jest z biedą. W wielu krajach prowadzi do straszliwego okrucieństwa. Kambodża nie była wyjątkiem. Wuj Thiounn Mumma, jeden z założycieli ruchu Issarak w latach czterdziestych, wspominał w swoich pamiętnikach:

Jeśli myśleliśmy, że Kambodżanin szpieguje dla Francuzów, torturowaliśmy go, a później [zabijaliśmy] go. […] Jeśli egzekutor łatwo zatłukł go na śmierć uderzeniem od tyłu w kark […], nie było tak trudno przyglądać się temu. Jednak niekiedy używano innych środków. […] Była metoda nazywana sra-nge pen. Najpierw bito podejrzanego. Następnie kazano mu klęknąć nad otwartym grobem z rękami skrępowanymi na plecach i stawano wokół niego w kole. Egzekutor brał ostry miecz i zaczynał tańczyć wokół człowieka, robiąc straszliwe grymasy. Stopniowo zbliżał się i bardzo powoli zaczynał podrzynać człowiekowi gardło – wysysając krew, gdy wypływała, i wypluwając ją na ostrze miecza. Strasznie było na to patrzeć. Ofiara drętwiała z bólu […], aż zabójca w końcu przecinał jej gardło i wpychał do grobu. […] Byłem temu przeciwny […], ale inni dowódcy Issarak nie zgadzali się ze mną. Mówili, że podejrzany musi zostać zabity w taki sposób, żeby ostrzec ludzi, by nie pracowali dla Francuzów.

Innym rozpruwano brzuchy, gdy jeszcze żyli, a ich wątroby wyrywano, by zostały upieczone i zjedzone przez oskarżycieli, którzy wierzyli, że w ten sposób wchłoną siłę zabitego.

Chang Song, późniejszy senator, zapamiętał, jak w jego wsi w prowincji Takeo Issarak ścięli swoje ofiary i wypchali ich żołądki trawą. „Kiedy z innymi dziećmi poszedłem łowić ryby w stawie – wspomina – znaleźliśmy odcięte głowy w wodzie. Nie przejmowaliśmy się tym, przywykliśmy do tego. Szarpnęliśmy je za włosy i odrzuciliśmy na bok. To było około 1949 roku […] Miałem 10 albo 11 lat”.

Wielu z tych, których zabito jako szpiegów, zostało wrobionych w akcie osobistej zemsty, jak przyznawał Bunchan Mol. Ale choć twierdził, że przemoc napawała go obrzydzeniem, i mówił, że często myślał o opuszczeniu ruchu, nie zrobił tego. Nie wypowiadał się również, gdy ludzie, o których niewinności był przekonany, byli bici na śmierć w jego obecności. Wynikało to między innymi z tego, że każdy, kto protestował przeciwko karaniu, automatycznie sam stawał się podejrzany. Jednak milczenie Mola – współudział wykształconego człowieka skonfrontowanego z barbarzyństwem – odzwierciedla również stan umysłu, w którym sam fakt bycia oskarżonym uznawano za dowód winy i uważano, że lepiej być przesadnie ostrożnym i zabić każdego, kto mógłby być winny, niż pozwolić wrogowi odejść wolno.

 

Przemoc szła ręka w rękę z czarownictwem i przesądami. Przywódcy Issarak, tacy jak Puth Chhay i Dap Chhuon, nosili kun krak – „wędzone dzieci”, czyli zmumifikowane płody, o których historie Mola słyszał w dzieciństwie – jako amulety przeciwko kulom wroga. Wśród chłopów byli znani jako aggi netr, „ci, których oczy strzelają płomieniami”, i krążyły plotki, że posiadają tajemne moce, które pozwalają im spalić człowieka po prostu wzrokiem. Rzeczywistość była bardziej prozaiczna, choć nie mniej przerażająca. „Oznaczało to – wspominał jeden z weteranów – że za każdym razem, gdy zobaczyli coś, co lubili – orzechy kokosowe, kurczaki, bydło, młode kobiety – ludzie musieli im to dać, w przeciwnym razie wieś zostałaby spalona”. Bojownicy Issarak tatuowali sobie ciała w buddyjskie amulety, wcierali ziemię w głowy, co symbolizowało jedność z bóstwami ziemi, mé, i dokonywali libacji ku czci neak ta, duchów opiekuńczych lasu.

Bunchan Mol wspominał, jak mnich powiedział mu kiedyś, że jeśli będą nosić jego magiczne krama, kule nie będą się ich imać. Jeden z ludzi podniósł karabin i zastrzelił mnicha. „Próbowałem wytłumaczyć mu – napisał Mol – że musimy spróbować nauczyć się technik walki, a nie polegać na tego rodzaju rzeczach. Ale nie chcieli słuchać”.

Jeśli Issarak deptali prawa wojny, tak samo postępowali inni. Oddziały kolonialne gwałciły kobiety, paliły wsie i niszczyły spichlerze z ryżem108. Były kambodżański żołnierz rządowy opisał, jak w prowincji Battambang on i jego towarzysze „wchodzili do wsi, zabijali mężczyzn i kobiety, którzy jeszcze nie uciekli, a następnie urządzali sprawdziany siły polegające na chwytaniu niemowląt za nogi i rozrywaniu ich na dwoje”. Khmerski Viet Minh nie był wiele lepszy. Son Ngoc Minh rutynowo informował swoich wietnamskich przełożonych, że został schwytany agent wroga, „ale pomimo tortur, jakie [mu] zadaliśmy, nie chciał mówić”. Urzędnicy francuscy skarżyli się, że kiedy oddziały rządowe wychodziły ze wsi, którą ochraniały, komuniści natychmiast wkraczali i palili ją w odwecie. Na obszarach spornych szwadrony zabójców Viet Minhu wysyłano, żeby mordowały lokalnych dygnitarzy i przeciwników politycznych.

Sâr był pierwszym wysłannikiem Cercle, który miał wrócić do Kambodży. Jego śladem podążyli inni. Jego były kolega z klasy, Ping Sây, który przyjechał dwa miesiące później, ruszył w lasy Krâlanh w prowincji Siem Reap, żeby spotkać się z Ea Sichau’em. Zaproponował on, żeby studenci służyli jako łącznicy między grupą Thanha i khmerskim Viet Minhem. „Rozmawialiśmy – zapamiętał Sâr – ale nie mogliśmy się zgodzić. […] Sichau powiedział, że jesteśmy prokomunistyczni, co oznaczało, że jesteśmy pod pantoflem Wietnamczyków, podczas gdy oni byli proamerykańscy, a tym samym bardziej niezależni. Jeśli mielibyśmy się do nich przyłączyć, musielibyśmy podporządkować się ich regułom”. Był to dokładnie ten sam problem, który uniemożliwił Thanhowi osiągnięcie porozumienia z innymi grupami rok wcześniej: preferował jedność, ale tylko z nim samym w roli dowódcy.

Kiedy Sây wrócił do Phnom Penh, odszukał Sâra, który znalazł się teraz z powrotem w stolicy po pobycie u Chantarainseya, żeby zdać mu sprawę ze swoich wrażeń. Khmer Serei wydawali się „mniej poważni niż komuniści – donosił – i nie są należycie zorganizowani”. Co więcej, Thanh opierał się na siłach Issarak, które „przebywały w lasach od lat, nie robiąc niczego spektakularnego”, podczas gdy khmerski Viet Minh przynajmniej walczył z Francuzami. Ustalenia Sâya pozostawały w sprzeczności z entuzjastycznymi sprawozdaniami, które Sâr usłyszał od swojego brata, Chhaya, i innych zwolenników Thanha, jednak wydawało się, że są prawdziwe. Podjęto ostatnią próbę zorientowania się w sytuacji, kiedy w lecie Ea Sichau wrócił incognito do Phnom Penh i spotkał się z Rath Samoeunem, który również przybył teraz z Paryża i mieszkał u Keng Vannsaka w Lycée Sisowath. Ale to również spełzło na niczym.

W swoim raporcie dla Cercle Sâr skreślił Chantarainseya i jego bandę jako zwykłych bandytów, których Francuzi wykorzystywali jako przeciwwagę dla Viet Minhu. Son Ngoc Thanh, napisał, powinien być traktowany bardziej poważnie, ale choć „jego siły twierdzą, że stawiają opór francuskiemu kolonializmowi, w rzeczywistości nie robią nic, po prostu przebywają na izolowanym obszarze górskim [w górach Dangrek]”. Najbardziej obiecującą grupą oporu, konkludował, był khmerski Viet Minh, czyli Moutakeaha Son Ngoc Minha, który dzięki przymierzu z Wietnamczykami cieszył się wsparciem światowego ruchu komunistycznego. Dzięki temu był jedyną organizacją buntowników, która miała „międzynarodowe” koneksje.

Po powrocie do Francji raport Sâra omawiano szczegółowo na spotkaniach komórek. Jak zapamiętał to Mey Mann: „Wszyscy zgadzaliśmy się, że Kambodża musi zostać uwolniona od Wietnamczyków, ale pytanie brzmiało, czy powinniśmy przejąć władzę [od Viet Minhu] działając od wewnątrz, czy z zewnątrz. Jeśli zrobilibyśmy to z zewnątrz [łącząc siły z Son Ngoc Thanhem] […] oznaczałoby to walkę z nimi i poświęcenie życia wielu Kambodżan. Działając od wewnątrz [w Viet Minhu], moglibyśmy zrobić to stopniowo – mniej ludzi straciłoby życie. Zdecydowaliśmy się więc wesprzeć Viet Minh, ale w tym samym czasie próbując stopniowo uwolnić Khmerów w tym ruchu spod kurateli Wietnamczyków. Taką decyzję podjęliśmy w Paryżu”.

W Kambodży zwolennicy Thanha i Moutakeaha, mimo że odmówili połączenia sił, utrzymywali regularną komunikację. Saloth Chhay jako przedstawiciel Thanha na północnym wschodzie był w stanie skontaktować Sâra ze Sztabem Głównym Strefy Wschodniej khmerskiego Viet Minhu w Prey Veng109. W sierpniu 1953 roku, nie mówiąc nic przyjaciołom i rodzinie, wraz z Rath Samoeunem wymknęli się z Phnom Penh i skierowali ku strefie wyzwolonej.

Gdy Sâr przebywał z krnąbrnym kuzynem Sihanouka, Chantarainseyem, sam król poleciał do Francji rzekomo na odpoczynek zalecony przez lekarzy, ale w rzeczywistości, żeby zainicjować swoją „Krucjatę” na rzecz niepodległości Kambodży110. Francuzi byli na początku skonsternowani, a później szczerze nie dowierzali. Generał de Langlade, ich dowódca w Phnom Penh, po tym, jak poinformowano go o żądaniach Sihanouka pełnej kontroli nad sprawami wojskowymi i zniesienia przywileju ekstraterytorialności dla obcokrajowców – byli oni sądzeni przez sędziów francuskich, a nie kambodżańskich – zatelegrafował do swoich przełożonych, że argumenty króla stanowią dowód „dziecinnej złej wiary” i odzwierciedlają „dworską atmosferę klanów i intrygi godną średniowiecza”. Cytował księcia Moniretha, krytycznie nastawionego do króla, pruderyjnego wuja, który kilka tygodni wcześniej powiedział mu w zaufaniu:

Straszne w przypadku mojego siostrzeńca jest to, że kiedy śpi, śni. Bierze te sny za natchnienie od Buddy, wstaje w stanie podniecenia, chwyta jakiś papier i zaczyna pisać. […] co jeszcze gorsze, ma żywe pióro i pewien talent literacki i jak wszyscy illuminati jest nasycony rzeczywistością swoich marzeń. […] A prawdopodobnie najstraszniejsze ze wszystkiego jest to, że gdy przedstawia swoje sny Francuzom, jesteście nimi tak poruszeni […] że próbujecie zmienić je w rzeczywistość.

Tak z pewnością Francuzi lubili myśleć o Sihanouku – jak o drażliwym dziecku, którego zachcianki należy spełnić i odesłać po przytuleniu. Kiedy przedstawił swoje żądania Vincentowi Auriolowi, podstarzały francuski prezydent przyjął go na obiedzie w Pałacu Elizejskim, ale dał jasno do zrozumienia, że rozmowy o jego propozycjach byłyby „niewczesne”.

Ale skłonność Sihanouka do dramatyzowania, cel docinków Moniretha, była tylko jednym z aspektów jego chwiejnej osobowości, czego Francuzi mieli dowiedzieć się na swój koszt. Gdy król obrał już kierunek działania, był niezmordowanym przeciwnikiem, którego sama nieprzewidywalność sprawiała, że tym trudniej było sobie z nim poradzić. W ciągu następnych miesięcy grał słabymi kartami z biegłością, którą podziwiałby jego pradziadek Norodom. On również w XIX wieku utrzymywał swój dwór i francuskich protektorów w nieustannym napięciu za pomocą niespodziewanych zmian i nieobliczalnego, arbitralnego postępowania. Ta cecha charakteru tkwiła w genach Sihanouka, a on używał jej coraz częściej, w miarę jak rosła jego władza i pewność siebie.

Po opuszczeniu Francji z niesmakiem król poleciał z powrotem do kraju przez Stany Zjednoczone, gdzie spotkanie, które odbył z Johnem Fosterem Dullesem, w żadnej mierze nie poprawiło jego nastroju.

Amerykański sekretarz stanu nie miał czasu dla drugorzędnego monarchy, który – jak się wydawało – nie mógł zrozumieć, że liczy się tylko wojna z komunizmem i że kolonializm jest kwestią poboczną. „Poróżnienie się z Francuzami to po prostu gra do bramki naszego wspólnego wroga – powiedział mu Dulles. – Bez [pomocy] francuskiej armii pański kraj bardzo szybko zostanie podbity przez czerwonych, a wasza niepodległość zniknie”. Prezydent Eisenhower najwyraźniej podzielał te odczucia, ponieważ nie zaprosił Sihanouka na zwyczajowy bankiet w Białym Domu. Kolejna obelga została dorzucona, gdy niefortunny oficer odpowiadający za jego pobyt zasugerował, że król mógłby chcieć odwiedzić cyrk – co Sihanouk uznał za odzwierciedlenie zapatrywań Departamentu Stanu na jego poziom intelektualny.

Nawet pomijając takie gafy, był to dialog z głuchym. Zdaniem Sihanouka tylko naprawdę niepodległa Kambodża miałaby motywację do stawienia oporu komunizmowi. Dla Dullesa dopiero po pokonaniu komunizmu Kambodża mogła bezpiecznie stać się niepodległa. „Każdy z nas – napisał Sihanouk później – miał poczucie, że druga strona próbuje postawić wóz przed koniem”.

Wizyta przyniosła jeden pozytywny skutek. W wywiadzie udzielonym „New York Timesowi” Sihanouk ostrzegł, że jeśli niepodległość zostanie zablokowana, jego lud może stracić cierpliwość, obalić monarchię i połączyć siły z Viet Minhem, co przykuło uwagę umysłów w Paryżu na tyle, żeby tamtejszy rząd rozpoczął rozmowy o przyspieszeniu przekazywania władzy. Jednak był to jedyny promyk światła. Ogólnie rzecz biorąc, wizyta w żaden sposób nie pomogła w przyszłych relacjach Kambodży ze Stanami Zjednoczonymi. Nasiliły się podejrzenia Sihanouka co do motywów, którymi kierowali się Amerykanie, wzbudzone już niezręcznymi gestami sympatii dla demokratów i Son Ngoc Thanha. Odrzucało go zuchwalstwo i pycha Amerykanów, tak odmienne od staroświeckiej dwulicowości i elegancji jego własnego kraju i Francji. Kazania Dullesa dotyczące zimnej wojny, które docierały do niego po kawałku telegraficznie, gdy podróżował z powrotem przez Pacyfik, uznał za irytujące. Stany Zjednoczone, konkludował, są potęgą, z którą trzeba się liczyć, ale ich wartości i cele są obce kambodżańskiemu pragnieniu wolności na swoich własnych zasadach.