Fantom bólu

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Zdążyć. Także przed deszczem – Mariusz Szczygieł

Zdążyć przed Panem Bogiem

Sublokatorka

Okna

Hipnoza

Powieść dla Hollywoodu

Strażnicy

Hipnoza

Syndrom ocalonych

Tablice

Listy do cadyka

Narożny dom z wieżyczką

Rozenfeld

Taniec na cudzym weselu

Druga matka

Ta z Hamburga

Tylko żart

Malarnia z o.o.

Spotkanie w Dolinie Białego

Dno oka

Fantom bólu

Portret z kulą w szczęce

Tylko króciutko

Ulica Bornsztajna

Mężczyzna i kobieta

Taniec na cudzym weselu

Dowody na istnienie

Dybuk

Fotel

Żal

Lis

Drzewo

Zbawienie

Niepamięć

Hamlet

Decyzja

Tam już nie ma żadnej rzeki

Miłość

Pola

Błękit

Literatura faktu

Teatr

Jakiś czas

Prawnuk

Inne historie

Spis rzeczy

Podwórko

Dom

Życie

Obecność

Sposoby Yorisa

Przypadek

To ty jesteś Daniel

Lipiec 2000. Nad Narwią

Maj 2000. Zakopane

Maj 2000. Herzliya koło Tel Awiwu

Marzec 2000. Frankfurt nad Menem

Listopad 1999. Toruń

Kwiecień 1999. Warszawa

Marzec 1999. Norwood

Czerwiec 1996. Florencja

Sierpień 1995. Warszawa

Maj 1995...

Luty 1994. Warszawa

Październik 1993. Warszawa – Sobibór

Styczeń 1992. Warszawa

Marzec 1991. Frankfurt nad Menem

Styczeń 1991. Lehrensteinsfeld

Grudzień 1990. Berlin – Kreuzberg

Lipiec 1990. Warszawa

Wyjątkowo długa linia

Król kier znów na wylocie

Różowe strusie pióra

1960

1962

1963

1964

1965

1967

1968

1969

1970

1971

1972

1973

1974

1975

1976

1977

1978

1979

1980

1981

1982

1983

1984

1985

1986

1988

1989

1990

1991

1992

1993

1995

1997

1998

1999

 

2000

2001

2002

2003

2004

2005

2006

2007

2008

2009

Biała Maria

Część pierwsza: Ósme przykazanie

Część druga: Podwójne życie porucznika W.

Część trzecia: Dom opieki

Część czwarta: „Tajemnicą jest to...”

Część piąta: Podwójne życie Władysława Sokoła

Przypisy

Opieka redakcyjna: ANITA KASPEREK

Korekta: HENRYKA SALAWA, KAMIL BOGUSIEWICZ, Pracownia 12A, MAGDALENA BIELSKA

Projekt okładki i stron tytułowych: MAREK PAWŁOWSKI

Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ

Skład i łamanie: Scriptorium „TEXTURA”

© Copyright by Hanna Krall

© Copyright by Wydawnictwo Literackie, 2017

Wydanie pierwsze w tej edycji

Podstawą druku jest pięciotomowe wydanie utworów Hanny Krall opublikowanych w wydawnictwie Świat Książki w latach 2007–2013.

ISBN 978-83-08-05948-7

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Mariusz Szczygieł

Zdążyć. Także przed deszczem

1.

Umarł niedawno E.L. Doctorow, ulubiony pisarz Hanny Krall.

Przysłała esemes: „Napisze Pan coś na Facebooku? Że to autor Ragtime’u. Najfajniejszej książki, jaką czytaliśmy. Może być inny przymiotnik”.

„Ale co napisać, bo nie wiem?” – odesemesowałem.

„Coś o Ragtimie. Że słyszałam, w Pradze zresztą, jak czytał na głos pierwszy rozdział, a cała wielonarodowa sala czytała z nim. Każdy w swoim języku. I że było to najbardziej wzruszające i najbardziej krzepiące spotkanie autorskie w całym moim życiu. Bo widać było, jak literatura ŁĄCZY ludzi. Wszystko dzieli (polityka, religie), a literatura łączy. I po to jest”.

(Zdradzę, że nawet mamy z Hanną Krall wspólny ulubiony fragment tej powieści. O roku 1902 w Stanach Zjednoczonych:

„Latem wszyscy ubierali się na biało. Rakiety tenisowe były ciężkie i miały eliptyczny kształt. Omdlenia z nadmiaru emocji seksualnych zdarzały się co chwila. Murzyni nie istnieli. Nie istnieli też imigranci. W niedzielę po południu, zaraz po obiedzie, ojciec i matka szli na górę i zamykali się w sypialni”[1].

Każde zdanie to inny temat. Każde zdanie – jak kamyk, mniejszy lub większy, ale zawsze wypukły i oddzielny. Zaś całość układa się w przyjemną dla ciała plażę. „Murzyni nie istnieli” – to wspaniałe zdanie, krótkie, zawiera w sobie cały esej).

I zaraz następny esemes, że napisała w poprzednim zbyt dużo słów: „Za długo, ale naprawdę ten Doctorow mnie jakoś obszedł”.

Innym razem w mailu spytała: „Panie Mariuszu, czy świat potrzebuje od Pana aż tylu słów? Proszę zawsze o to siebie spytać, nim zabierze się Pan do pisania”.

Krall jest odważna. W przegadanym świecie proponuje małomówność.

O takich twórcach pisał Jan Parandowski, że chodzą drogami własnymi, które rozmijają się z drogami stulecia.

2.

Jak więc dziś opowiadać o Zagładzie? Ale i o Rwandzie czy Afganistanie. Próbuje się różnych form, ona znalazła własną. Mówi: – Rezygnuję z literackości. Z ozdobności słów i ozdobności metafor.

Przywołuje obraz Mondriana New York City. Składa się on z linii poziomych i pionowych. Proste zdania bez ornamentów mogą być sztuką, jak te linie.

Metodę Krall zdekonstruowała laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury Herta Müller (w książce Król kłania się i zabija): „Hanna Krall odmawia wszelkiego komentarza, poprzez spiętrzanie i układ faktów powstaje nieustępliwa bezpośredniość, która zaczyna huczeć w głowie. Dokumentowane rzeczywistości autorki opowiadają się pozornie same. Ale na tym właśnie polega jej wirtuozeria: zaniechać komentarzy, a mimo to poprzez niewidoczną ingerencję stać za każdym zdaniem”[2].

A więc: mniej i niewykwintnie.

Jesienią 2014 roku w Polskiej Szkole Reportażu pisarka analizowała pierwszy polski tekst o Zagładzie: Józefa Mackiewicza, Ponary – „Baza”. Jesienią 1943 roku Mackiewicz był mimowolnym świadkiem wymordowania wileńskich Żydów. Napisał o tym reportaż drukowany w piśmie „Orzeł Biały”. Kiedy Krall rekomendowała mi ten tekst do Antologii polskiego reportażu XX wieku, powiedziała: – Mam poczucie, że to najlepsze, co przeczytałam o Zagładzie. Może dlatego, że kiedy Mackiewicz pisał swój tekst w 1945 roku, słowa, którymi się posłużył, były jeszcze niezużyte.

Pisał o „oprawcach”, którym oczy „zieleniały dzikością”, o ofiarach, z których wydobywał się „upiorny wrzask”. Wszystko to działo się w krainie, którą zdominowały „mgły i dalekości horyzontu”, a wokół pleniły się „niskorosłe sosenki”...

Tak Krall wykładała to naszym studentom:

– Mackiewicz chciał, żeby było ładnie. On jeszcze nie wiedział, że gdy się pisze o Zagładzie, to nie wypada, żeby było ładnie. To było przed Tadeuszem Borowskim, przed Zofią Nałkowską. I teraz zrobię mały wywód o formie. Pojawiło się coś, o czym ludzie przedtem nie myśleli, że jest możliwe. Ludzie nie myśleli, że ten sposób zabijania jest możliwy. A już na pewno Mackiewicz sobie nie wyobrażał, że może być świadkiem czegoś podobnego. Na świecie, w Europie pojawiło się coś, czego nie było, i należało to opisać. Ale jeszcze nie było formy, więc ludzie sięgali po formę, jaką znali sprzed wszystkiego. Widziałam film dokumentalny o dzieciach żydowskich. Dzieci, które przeżyły wojnę w Polsce, opowiadały ludziom, którzy przeżyli wojnę w Związku Radzieckim i nic nie wiedzieli. O tych gettach, o tych koszmarach, o tym wszystkim. A potem była taka scena, bo to był film dokumentalny, ale łączony z fabułą, scena z aktorką, która grała wychowawczynię. Wieczorem w swoim pokoju przeżywała to, co usłyszała. Siedziała na parapecie okna, bardzo starannie miała włosy uczesane, w taką falę przedwojenną, miała też przyklejone rzęsy, siedziała i gestem, o, takim, którym przedwojenne aktorki wyrażały smutek i tragizm, ona przeżywała. A za nią było uchylone okno i był wiaterek, i firanka się malowniczo poruszała, a ona przeżywała... Było to strasznie śmieszne, a jednocześnie doskonale było widać, o co chodzi. To było szukanie formy. Nowej formy nie było jeszcze, a dawna forma nijak nie nadawała się do tego. I otóż tutaj widzę ślady czegoś podobnego. Mackiewicz jeszcze sięgał po urodę słów. Po taką niewinną, powiedziałabym, po taką niewinną urodę słów, taką niezbrukaną, taką niezbrukaną urodę. „Dalekość” to jest takie właśnie urodziwe słowo.

Słowem, Hanna Krall przestrzega przed przerostem sztuki.

(Wiem: pisarce nie spodobałoby się, że powyższe zdanie ma trzy słowa, ułożone za sobą, z „prze-” na początku. – To niedobrze brzmi, panie Mariuszu – powiedziałaby.

– Tak, niedobrze – odpowiedziałbym – ale nie umiałem znaleźć za te słowa zastępstwa. Owszem, przerost można zamienić na nadmiar. Niemniej przerost ma w sobie jakąś anomalię, a ona bardziej pasuje do sensu wywodu. Nadmiar nie ma w sobie anomalii.

Krall to jedna z niewielu już osób, z którą mogę... A Polska Szkoła Reportażu to jedno z niewielu już miejsc, gdzie mogę... Rozmawiać o czymś tak bagatelizowanym jak właściwości słów).

3.

Wojciech Tochman w książce Krall spytał rozmówczynię, po co czytać o Zagładzie. Dlaczego mamy wyobrażać sobie ostatnie chwile ludzi idących na śmierć?

– Żeby się przestraszyć – odpowiedziała.

I dodała: – Tamte historie nie zdarzyły się raz na zawsze. Jak człowiek o nich czyta, to powinien go oblecieć strach. Bo ten człowiek wcale nie jest pewny, czy wtedy zachowałby się należycie.

To odpowiedź totalna. Wynika z wiary w moc literatury.

Niemniej Hannę Krall warto czytać z wielu innych powodów.

Starałem się poznać niemal wszystko, co napisano o jej książkach i tekstach oraz co sama o nich powiedziała. Przeczytałem jeszcze raz te książki. Po to, żeby podsumować i uzmysłowić sobie, co wnoszą do naszego myślenia. (Pomogły mi w tym także teksty Michała Cichego, Wiesława Kota i myśli Amosa Oza oraz cadyka z Lelowa).

Po co czytać Zdążyć przed Panem Bogiem, jest jasne dla wszystkich, łącznie z licealistami. Nie będę więc o tym pisał.

Sublokatorkę warto przeczytać, bo to powieść o tym, że aby wyćwiczyć w sobie jasność, trzeba przejść przez ciemność porządnie i do końca.

Okna, bo warto spytać: kim jesteśmy, jeśli składamy się z samych wątpliwości, a polskość składa się ze zdań twierdzących?

Powieść dla Hollywoodu, bo im większa rozpacz, tym mniej trzeba słów.

Strażnicy, bo przeszłość powinna znaleźć dla siebie strażników.

Hipnoza, bo kiedyś Żydzi byli zahipnotyzowani przyszłością, teraz zahipnotyzowała ich przeszłość. Obie rzeczy są fatalne (Amos Oz).

Syndrom ocalonych, bo ocalenie wcale nie musi być szczęściem.

Tablice, bo amputacja pamięci jest niesprawiedliwa i bolesna, ale może służyć temu, by nie zawalił się świat.

Listy do cadyka, bo... czy istnieje obowiązek pamiętania?

Narożny dom z wieżyczką, bo narożny dom w Kocku może być Atlantydą Żydów w Europie Środkowej w epoce sprzed Treblinki (Wiesław Kot).

Rozenfeld, bo wszystko jest w porządku, jeśli Rozenfeld wyjechał.

Druga matka, bo Krieg ist schrecklich.

Ta z Hamburga, bo niczego nie da się tak naprawdę zrozumieć.

Tylko żart, bo musimy pamiętać, że zadanie bywa niejasne i trzeba włożyć sporo wysiłku, by odgadnąć sens.

Malarnia z o.o., bo może realny świat jest tylko nieudolnym, lękliwym naśladowaniem sztuki.

Spotkanie w Dolinie Białego, bo Prawdy, za które się umiera, szybko mogą okazać się pomyłką, brednią lub tworem chorego umysłu dyktatora (Kot).

Dno oka, bo zemsta za upokorzenia ojca może prowadzić do terroryzmu.

Fantom bólu, bo powinniśmy poznać jedynego Niemca, który zobaczył, jak morduje się Żydów, więc chciał zabić Hitlera.

Portret z kulą w szczęce, bo losy kata i ofiary mogą splatać się i po śmierci. A może to tekst o tym, dlaczego wszędzie taka szarość...

Tylko króciutko, bo dzisiejszą Biblię może napisać także reporter, zaś dokument jest gotowy przebrać się za mit (Michał Cichy).

Ulica Bornsztajna, bo im częściej powtarza się: „Jesteśmy u siebie”, tym natrętniej wkrada się podejrzenie, że jedynie najmujemy ten lokal.

Mężczyzna i kobieta, bo istotne jest, żeby najpierw zapisać się do głosu.

Taniec na cudzym weselu, bo może nam się błędnie wydawać, że tańczymy na własnym.

Dybuk, bo możemy nie uwierzyć w dybuka, który wszedł w Adama S., ale dybuk strachu i rozpaczy może i w nas siedzieć.

Fotel, bo nawet wygodny fotel może być rekwizytem piekła.

Żal, bo nie wiemy, w czyich rękach jesteśmy. Skoro ktoś układa ludzkie losy, to czy na pewno są jednego autorstwa?

Lis, bo w pewnych sytuacjach kobieta musi mieć czyste i ułożone włosy, a pisarka puentę.

 

Drzewo, bo istotny w życiu jest moment, kiedy człowiek zaczyna wstawać i kłaść się do niezasłanego łóżka.

Zbawienie, bo jeśli ktoś nie dostąpił poznania własnych błędów, nie dostąpi zbawienia (cadyk z Lelowa). Tylko czym to zbawienie jest?

Niepamięć, bo odtworzenie własnej historii nie musi prowadzić do celu, przeciwnie: może prowadzić donikąd.

Hamlet, bo warto wiedzieć, kim jest Hamlet po Treblince.

Decyzja, bo czy nie będąc Żydem, można chcieć umrzeć jako Żyd?

Miłość (Göteborg), bo za wszystko, co robimy dla innych, nie należy oczekiwać wdzięczności.

Pola (Plebanki), bo każdy z nas powinien się zastanowić, co zrobiłby na ich miejscu.

Błękit, bo błękit jest złą wróżbą. Zwłaszcza na jawie.

Literatura faktu (Hamburg), bo może i Boga niet, ale nie oznajmiajmy tego zbyt pochopnie.

Teatr (Tykocin), bo w teatrze czasów szczęśliwych nie trzeba pamiętać o dziewczynce siedzącej samotnie na ganku.

Jakiś czas (Warszawa), bo przyzwoici odważni ludzie nie chcą kłamać w obliczu Boga, nawet jeśli takie kłamstwo uratowałoby czyjeś życie.

Prawnuk (Iowa City), bo nawet jeśli usłyszymy: „Tam już nie ma żadnej rzeki, nie trzeba tam iść”, zobaczymy ją. A nawet popłyniemy.

Inne historie (Nowy Jork – Lublin), bo może nie trzeba przenikać ani ludzkich, ani boskich tajemnic.

Spis rzeczy (Warszawa), bo organizm może wytwarzać przeszłość zbyt pośpiesznie i w ten sposób się unicestwić.

Podwórko (Toronto), bo ludzie myślą, że Diabeł jest złośliwy i chudy.

Dom (Toronto – Cedar Rapids – Otwock), bo Historia lub Los, jak kto woli, może odmienić porządek: wszystko, co przedtem, jest, a wszystko, co potem, było.

Życie (Warszawa), bo głód pozostaje z człowiekiem na zawsze.

Obecność (Warszawa), bo „ich” obecność nie budzi wątpliwości.

Sposoby Yorisa (Cape Cod, stan Massachusetts), bo reportaż może być poezją i nie wiem, czy w przypadku Sposobów Yorisa, jak w przypadku wielu wierszy, jest sens dopowiadać sens.

Przypadek (Warszawa), bo tragedia, a nawet wiele tragedii, nie spotyka nas za karę. Spotyka nas przez przypadek. Przez przypadek?

Marzec 1999. Norwood w To ty jesteś Daniel, bo żeby wiedzieć, co się myśli, najlepiej zacząć pisać.

Lipiec 1990. Warszawa (w tym samym tomie), bo istniała taka kobieta, najbliższa autorce, która zachowywała się jak zniecierpliwiony podróżny. Od dawna gotowy do drogi, czekający tylko na znak.

Wyjątkowo długa linia, bo jak uważał poeta – bohater książki – nie ma zbiegów okoliczności, a wszystko się ze sobą łączy i ma swój sens.

Król kier znów na wylocie, bo każdą rzecz robimy najpierw dla siebie. I należy porzucić nadzieję na wdzięczność.

Różowe strusie pióra, bo jak chce Krall, ta książka pokazuje, do czego niezbędne jest słuchanie. A pytania trzeba zadawać sobie samemu, bo pytać innych to żadna sztuka.

Biała Maria, bo...

4.

Biała Maria to Krall ekstremalna. Jeśli pisanie, według niej, polega na usunięciu wszystkiego, co zbędne, i nadaniu niezbędnemu należytego rytmu, doszła w swojej twórczości do stanu idealnego. W nim czytelnik zmuszony jest do wysiłku dopowiedzenia historii. Więcej tu przemilczeń niż opowieści. Trzeba być czujnym, nie można sobie pozwolić na opuszczenie słowa czy zdania. Wymagania autorki są wyśrubowane. Powracają w Białej Marii wątki z poprzednich jej książek. Jest ta oszczędna książeczka czymś, co można nazwać literacką wersją Internetu. (Sama autorka porównuje ją do pajęczyny). Hanna Krall podąża za historiami jak internauta za wyświetlającymi się na ekranie linkami. Dotknięcie jednej opowieści (jak kliknięcie nowego linku), czyjaś nawet zdawkowa informacja, sprawia, że reporterka podąża za nią i ją rozwija. Dopóki na tej dróżce nie pojawi się nowy link-szczegół, za którym warto pójść. W rezultacie domyślamy się, że wszystko jest całością.

Wszystko samo się podpowiada.

(Ale chyba się mylę, to nie Krall literacko naśladuje Internet, tylko Internet naśladuje życie).

Biała Maria w zamierzeniu autorki miała zawierać trzy części. Tak wydano ją w 2011 roku. Potem – do nowego wydania – dopisała część czwartą. Teraz – do tego – premierową część piątą: Podwójne życie Władysława Sokoła.

Dodatkowych części nie byłoby, gdyby nie Kieślowski. Przyjaciel, współpracownik. Gdy wyjechał kręcić do Francji, zaskoczył ją nowymi filmami. Nie uwierzyła im. Napisała mu po Niebieskim, że jego europejskie bohaterki są jej już obce, a filmy za piękne. Odpisał, że przecież ona wie lepiej od niego: świat nie dzieli się na pięknych i brzydkich ani na szczupłych i grubych, a piękni cierpią tak samo jak brzydcy, a może nawet bardziej.

Nic a nic nie uwierzyła Podwójnemu życiu Weroniki. Historii wydumanej, artystowskiej. Jednak i do Krall przyszło czyjeś podwójne życie. Poruczników Wiślickich. Pogodziła się z tym i je zapisała. A teraz – pięć lat później – ponownie. Władysławów Sokołów. Zapisała i dołączyła do tego wydania.

„Pani Haniu, proszę o wyjaśnienie, skąd Sokół, a właściwie Sokoły dwaj?” (esemes).

„Część o Sokole powstała dlatego, że mi go Kieślowski podsunął (podobnie jak porucznika W.). Bo K. jest pamiętliwy i nie może mi darować, że ośmieliłam się krytycznie wyrazić o Podwójnym życiu Weroniki. Innego wytłumaczenia nie mam. Przecież po dopisaniu czwartej części naprawdę myślałam, że to koniec z Białą Marią” (mail).

(Następny mail za kilka godzin): „Może to nie Kieślowski podsuwa, tylko życie. Które posłużyło się Kieślowskim. Co by znaczyło, że K. wraca od zmyślenia do życia. O tym właśnie – o życiu i zmyśleniu – rozmawialiśmy, kiedy był u mnie po raz ostatni, w przeddzień pójścia do szpitala”.

5.

Warto zauważyć: kilka scen i kilka osób powtarza się w książkach Krall maniakalnie. Komisariat z matką i dziewczynką. Maria. Chrzest, którego nie było. Szczęsny (Werner). Barbara Sadowska. Marek Edelman. Krzysztof Kieślowski.

6.

Hanna Krall w swoich tekstach ocala nie tylko nazwiska, miejsca i historie, ocala też pojedyncze gesty. Jak fotograf wydobywa jakiś drobiazg na pierwszy plan, a tło pozostawia w nieostrości, tak ona w jednym akapicie uwypukla coś, co inni może by zbagatelizowali. „Wisiało tam lustro” – pisze i pozwala temu krótkiemu zdaniu istnieć w oddzielnym wersie, napisanym od wcięcia akapitowego.

Albo:

„Rzuciła niedopałek na ziemię, znów zapaliła”.

Parandowski (w mojej ulubionej Alchemii słowa) twierdził, że spojrzenie pisarza przemyka po naszych twarzach i nic o tym nie wiedząc, możemy mu dać chwilę szczęścia. Modny kapelusz obdarzy go metaforą, stary, zniszczony płaszcz okryje postać, która wzruszać będzie pokolenia, zasłyszany strzęp rozmowy wrośnie w powstające dzieło. Pisarz plądruje nasze dusze, nasze mieszkania, unosi nawet nasze domy, całe ulice, miasta i kraje.

A Krall unosi całe rzesze gestów i słów, które nie liczyły na żadną nieśmiertelność. Drobnych i dużych. W Wyjątkowo długiej linii kobieta strzela sobie w serce na grobie ukochanego. Jesteśmy świadkami teatru, w którym gra tylko jedna osoba – jest jednocześnie aktorką i widzem.

Po dwudziestu siedmiu latach naszej znajomości wiem już, że dla Hanny Krall jej własne gesty są także ważne.

– Znicz schować do walizki czy do bagażu podręcznego? – spytała mnie zafrasowana na dzień przed naszym wspólnym wylotem do Paryża.

– Będziemy wieźć do Francji znicz?

– Tak, mówiłam już panu, dla Madeleine.

Madeleine była wnuczką oficera sztabu generalnego francuskiej armii. W 1894 roku w niemieckiej ambasadzie w Paryżu sprzątaczka znalazła w koszu na śmieci list, podpisany „Łotr D.”, a w nim informacje o nowym uzbrojeniu francuskiego wojska. Sprzątaczka przekazała list Francuzom. Sztab generalny uznał, że tym, kto wysłał Niemcom tajne szczegóły, jest dziadek Madeleine. Sąd skazał oficera na dożywocie. Zdegradowano go publicznie, zrywając mu epolety, a tłum chciał go rozszarpać. Narodowa psychoza i walka o jego ułaskawienie trwały dwanaście lat. Francja pękła na pół, a sekundowała jej cała Europa. Emil Zola napisał w jego obronie płomienny tekst Oskarżam! Zdegradowany, a potem oczyszczony z zarzutów oficer nazywał się Alfred Dreyfus. Pierwszy w dziejach francuskiej armii Żyd w sztabie generalnym.

„Dreyfus został aresztowany, ponieważ był Żydem; został skazany, ponieważ był Żydem; głos sprawiedliwości i prawdy nie został w jego sprawie wysłuchany, ponieważ był Żydem” – napisał jeden z zaangażowanych w jego obronę.

W tym czasie Marcel Proust tworzył W poszukiwaniu straconego czasu. Dreyfus pojawia się więc w różnych tomach powieści. Krzysztof Warlikowski na jej kanwie wystawił głośny spektakl Francuzi. Przed tym oboje z Krall przeczytali Prousta ponownie i wspólnie o nim myśleli. (Doszli do wniosku, że tak naprawdę jest on o strachu).

We Francuzach arystokracja podczas przyjęcia wywołuje ducha Dreyfusa, który przychodzi do podpitych gości.

Spektakl, jak mówił reżyser, jest reporterskim zapisem świata z zawartą w nim diagnozą końca.

Dlatego Hanna Krall, kiedy dowiedziała się, że sześcioro członków najbliższej rodziny Dreyfusa, w tym jego ukochana wnuczka Madeleine, zginęło w Auschwitz, zaproponowała reżyserowi, aby na zakończenie spektaklu ich nazwiska wymienić na scenie.

Sprawa Dreyfusa przyniosła nam prawdę zasadniczą: zaczyna się od fałszywych oskarżeń, a kończy... – wszyscy wiemy czym.

Byłoby to logiczne domknięcie, diagnoza końca.

Reżyser nie chciał domknięcia z Auschwitz. Wolał miłość i zakończył monologiem Fedry.

W niedzielne przedpołudnie, razem z tłumaczką naszych książek na francuski, Margot Carlier, wybraliśmy się więc na cmentarz Montparnasse. Jednak nie zatrzymaliśmy się ani przy Baudelairze, ani przy Maupassancie. Deszcz tylko czekał, aż znajdziemy właściwy grób, zrobimy swoje i będzie mógł spaść.

Doszliśmy do division 28. Alfred Dreyfus (1859–1935) był pierwszym nazwiskiem na płycie, za nim dopisano krewnych, którzy wprowadzali się do niego przez resztę XX wieku. Na drugim miejscu wyryto imię i nazwisko wnuczki: Madeleine Levy, lat 25, zginęła w Auschwitz, na płycie wpisana in memoriam.

– Zapalę znicz Madeleine – ucieszyła się pisarka.

– A może jednak Dreyfusowi – zaoponowałem.

– Trudno, podzielą się.

Krall nachyliła się nad płytą i postawiła znicz, zapaliła, a mnie udało się sfotografować jej ręce. Wyprostowała się, spojrzała na płomyk.

– Madeleine – odezwała się nagle do grobu. – Przepraszam cię za Krzysztofa Warlikowskiego. Wolał miłość od Oświęcimia, czy możesz mu się dziwić?

Deszcz uznał, że zadanie zostało wykonane.

(grudzień 2016)