Killer T

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

7

Piękne dziwadło


– Przestań charczeć – powiedziała Charlie, oglądając się za siebie w nadziei, że gliniarze nie usłyszeli napadu kaszlu Harry’ego.

– Ja… – wykrztusił Harry, ale pył utkwił mu w gardle. Ponownie dopadł go suchy, nosowy kaszel, na dodatek kurz podrażnił mu lewe oko.

– Do środka – rozkazała Charlie, podnosząc się, ale nie przestając w niego celować.

Jej głos nie brzmiał pewnie. Harry zastanawiał się, czy zdenerwowanie skłoni dziewczynę do zastrzelenia go, czy darowania mu życia.

– Do środka – powtórzyła i odsunęła metalową blachę, odsłaniając drzwi przeciwpożarowe podparte oponą.

Kiedy wpełzał do środka, zdał sobie sprawę, że dłoń mu krwawi. Charlie przykucnęła i zasuwając blachę, spojrzała ostatni raz w stronę domu.

Wewnątrz było ciemno. Metalowy dach i brak klimatyzacji powodowały, że gorąc był nieznośny. Kiedyś znajdowała się tu świetlica dla pracowników Tire Maxx, do której udawali się podczas przerwy. Harry dostrzegł rząd szafek, zepsuty automat do napojów i grafik zmianowy na ścianie, na którym jakiś dowcipniś napisał atramentem: Splajtowaliśmy! Wszyscy, dupki, jesteście ZWOLNIENI!

Charlie oderwała butelkę od paczki kilkunastu innych i podała Harry’emu.

– Masz – burknęła.

Chłopak pociągnął rozpaczliwy łyk, połknął odrobinę wody i wypluł resztę na podłogę pokrytą szachownicą płytek. Charlie rzuciła mu jakąś brudną szmatę.

– Wytrzyj ręce.

Potrzebował chwili, żeby oczyścić oczy z pyłu, wytrzeć krwawiące dłonie i stłumić gwałtowny kaszel do rozmiarów sporadycznego pochrząkiwania.

Charlie poprowadziła przewód od przenośnego panelu słonecznego na dachu. Panel zasilał sfatygowanego laptopa, lampę biurową i wentylator, który przesuwał gorące powietrze z jednego miejsca w drugie. Dziewczyna odłożyła pistolet i zaczęła oglądać aparat Harry’ego w chwili, gdy jego wzrok uległ poprawie na tyle, by mógł ją wyraźnie zobaczyć.

Fotografia, którą Harry widział w internecie, miała dwa lata. W międzyczasie Charlie weszła w okres dojrzewania. Zapuściła włosy, pozwalając, aby okoliły jej twarz, w dalszym ciągu zdominowaną przez wielkie niebieskie oczy. Jak na trzynastolatkę była przeciętnego wzrostu, szeroka w ramionach. Pociła się w panującym upale, co powodowało, że czarny stanik przebijał przez jasnoniebieski T-shirt. Jej silne nogi były pokryte strupami. Miała stwardniałe, poczerniałe stopy człowieka, który lubi chadzać boso.

– A więc jesteś fotografem – stwierdziła, gdy odnalazła przycisk wyświetlania i zaczęła oglądać jego zdjęcia.

Harry spojrzał na pistolet. Był dobrym biegaczem, ale broń znajdowała się zbyt blisko Charlie, żeby próbować ucieczki.

– Stamtąd pochodzisz? – zapytała dziewczyna, odwracając monitor LCD tak, aby Harry mógł zobaczyć zachód słońca nad miastem.

– Przeskoczyłaś do pierwszego zdjęcia na karcie – wyjaśnił, próbując zamaskować strach pobrzmiewający w jego głosie. – Dostałem aparat na Boże Narodzenie i zabrałem go na spacer z tatą w drugi dzień świąt. To panorama Londynu z wierzchołka Hampstead Heath.

– Nikon – zauważyła Charlie, oglądając obiektyw. – Musiał sporo kosztować.

Harry skinął głową.

– Dostałem go dwa lata temu jako główny prezent bożonarodzeniowy. Zaoszczędziłem pieniądze na dodatkowe obiektywy i akcesoria.

– Jak ci na imię?

– Harry.

– Smirnov? – zapytała ostro Charlie. – Nakręciłeś wideo z Deionem!

– Taak – przyznał Harry, po czym stłumił kaszel kolejnym łykiem letniej wody. – Mam ten materiał na telefonie.

– Przyjechałeś tutaj za gliniarzami?

Pokręcił głową.

– Popytałem ludzi. Powiedzieli, że robisz materiały wybuchowe…

– To łatwe – odpowiedziała, przytakując głową. – Wystarczy kupić składniki w sąsiednim CVS i doczytać resztę w internecie.

– Wytwarzanie materiałów wybuchowych brzmi niebezpiecznie. – Harry’ego zaintrygowała jej ochota do rozmowy.

– Sekret polega na ćwiczeniu z maleńkimi ilościami. Faceci, którym wybuch oderwał ręce, nasypali całe opakowanie składników do wanny, zanim przeprowadzili testy.

Harry rozśmiał się tak, jak można się roześmiać, kiedy człowiek ma podrażnione gardło, a jego rozmówca mierzy do niego z pistoletu z odległości sześćdziesięciu centymetrów.

– Ostatni raz zrobiłam wsad ponad dwa lata temu.

– Dlaczego przestałaś?

– Każdy przechodzi własne fazy rozwoju – odrzekła wymijająco. – Niektórzy mają obsesję na punkcie pistoletów i noży. Chłopcy podpalają śmieci lub torturują żaby. Ja miałam fioła na punkcie nauki i uwielbiałam wysadzanie.

Charlie sprawiała wrażenie zakłopotanej. Prychnęła pod nosem i spojrzała na swoje masywne nogi. Sposób, w jaki się przed nim otworzyła, skłonił Harry’ego do pomyślenia, że dziewczyna jest inna, niż sądził, i gliniarze nie znajdą jego ciała podziurawionego kulami.

– Zaczęłam grać w bejsbol, a poza tym w szkole pojawiły się zaawansowane kursy z kilku przedmiotów, które były znacznie bardziej interesujące od podstawowych reakcji chemicznych – wyjaśniła, a później ukryła twarz w dłoniach. – Gadam jak skończona idiotka!

– Skądże – zaprzeczył Harry, który polubił ją mimo dziwnych okoliczności. – Dobrze, gdy człowiek ma jakąś pasję. Dzieci próbują wszystkiego, co niezwykłe, bo nie mają pojęcia, czego naprawdę pragną.

– Racja – przyznała Charlie. – Ale teraz to bez znaczenia. JJ mówi, że się przyzna do zamachu, ale to ja przygotowałam materiał wybuchowy. Powinnam była się go pozbyć, ale to trudne, gdy człowiek zainwestuje tyle pracy.

Harry był zdumiony, że się przyznała.

– JJ użył twojego materiału wybuchowego?

– JJ był dla mnie miły. Tak miły, że moja chora z zazdrości siostra, Fawn, oskarżyła mnie, że chcę go przelecieć. Teraz myślę, że chciał się po prostu dowiedzieć, gdzie przechowuję materiały wybuchowe.

– Tobie i Fawn się nie układa?

– To manipulatorka – odparła Charlie. – Tak długo tobą kręci, aż zrobisz dokładnie to, czego chce.

– Rozmawiałaś z JJ-em od wybuchu bomby?

– Dwa razy – odrzekła Charlie. – Od razu miałam podejrzenia. Nie poszłam do szkoły, bo mój młodszy brat zachorował. Rock Spring High znajduje się tylko dwie przecznice drogi stąd, więc usłyszałam wybuch i zobaczyłam posty w internecie. Kiedy się dowiedziałam, że wybuchła szafka Deiona Powella, przyszłam tutaj. W warsztacie ukryłam dwie wodoszczelne paczki materiałów wybuchowych. Jedna z nich zniknęła, a wraz z nią puszka detonatorów.

– Jak JJ mógł się tak głupio zachować? – zdziwił się Harry. – Przecież wiedział, że go złapią.

– Bierze steroidy prawie cały sezon – odpowiedziała niepewnie Charlie. – Mogą one wywoływać bardzo silną agresję. Nie obchodzi mnie, dlaczego zniszczył sobie życie, ale to, że mógł zniszczyć także moje.

– Sytuacja jest do dupy – orzekł Harry, zbyt ostrożny, aby zaoferować fizyczne wsparcie, gdy Charlie pochyliła się nad małym obiadowym stołem.

– Widziałeś mojego brata w domu? – zapytała łamiącym się głosem. – Przepraszam, zwykle nie płaczę…

Kiedy Harry podniósł się na nogi, zauważył, że stoi bliżej pistoletu od Charlie. Mógł go złapać i wybiec, ale został, spragniony kolejnych sensacji.

– Słyszałem chłopca, który krzyczał i rzucał jakimiś przedmiotami w przyczepie – odpowiedział. Postanowił nie wspominać, że gliniarze wybiegli z kampera, narzekając, że dzieciak się zesrał. – Coś mu dolega? Powiedziałaś, że nie poszłaś do szkoły, bo musiałaś się nim zająć.

– Ed ma dziesięć lat – wyjaśniła Charlie, rozcierając oko. – Jego czaszka ucierpiała podczas porodu kleszczowego. Doszło do uszkodzenia mózgu. Fawn miała być jego pełnoetatową opiekunką. Dostaje tysiąc osiemset dolarów miesięcznie z funduszu odszkodowawczego Eda, ale nigdy nie ma jej w domu. Praktycznie przeprowadziła się do JJ-a.

Harry’ego ciekawiło, gdzie się podziali rodzice Charlie, ale nie chciał wypytywać, by jeszcze bardziej jej nie rozdrażnić.

– Słyszałem, jak gliniarze mówili, że przyjedzie po niego pomoc społeczna.

Charlie pokręciła głową.

– Ed to dobry dzieciak, trzeba tylko poznać jego dziwactwa. Denerwuje go każda zmiana rutyny. Złapał potwornego wirusa pokarmowego, ale nie potrafi zrozumieć, że mu się poprawi i za kilka dni wróci do szkoły, jak każde normalne dziecko. Fawn traci do niego cierpliwość. Przezywa go brudasem, zamyka w łazience, a później odjeżdża. Mnie zostaje, dosłownie, sprzątanie gówna.

Harry przysunął się do niej o kolejne pół kroku.

– Wkurzyłam się, kiedy zobaczyłam, jak tu węszysz i robisz zdjęcia – ciągnęła Charlie – ale nie będę cię przetrzymywać jako zakładnika. Idź, jeśli chcesz. Możesz zakablować mnie glinom i mieć swoje wielkie pięć minut w wiadomościach o szóstej.

– Jeśli chcesz, zostanę i pogadam z tobą – powiedział delikatnie Harry.

Dziewczyna pociągnęła nosem i odepchnęła się od stołu. Była muskularna, więc Harry się potknął, kiedy objęła go rękami i oparła policzek na jego piersi.

– Nie mam ani jednego prawdziwego przyjaciela, Harry.

– Wszystko będzie dobrze – pocieszył ją, czując się dziwnie, gdy jego ramiona zamknęły się wokół niej.

Koszulka Charlie się rozdarła, więc dłoń Harry’ego znalazła się na spoconych nagich plecach. Ciałem dziewczyny wstrząsały dreszcze, a Harry wdychał jej zapach i czuł się lekko podniecony.

– Jestem dziwadłem – wyszeptała, patrząc na niego z rozpaczą w oczach.

– Pięknym dziwadłem – odparł Harry, nie wiedząc, czemu, u licha, to zrobił. Niemal oczekiwał, że dziewczyna odskoczy, ale na twarzy Charlie pojawił się delikatny uśmiech zadowolenia.

 

„Chcę ją pocałować, choć to pewnie ostatnia rzecz, której pragnie w tej chwili”.

Charlie wyczuła, że Harry poczuł się niezręcznie, i się cofnęła, odgarniając spocone włosy z twarzy.

– Przepraszam, że przyłożyłam ci spluwę do głowy – powiedziała z uśmiechem winowajcy i podrapała się w kostkę brudnym paluchem drugiej nogi.

– Może twoja sytuacja wcale nie jest taka zła – dodał jej otuchy Harry. – Zrobiłaś materiał wybuchowy dawno temu i nie wiedziałaś, że JJ zamierza go ukraść. Może zamiast się ukrywać przed glinami, powinnaś wrócić do domu, poddać się i opowiedzieć, co zaszło. Jesteś inteligentna, nie miałaś wcześniej kłopotów z prawem…

– Twój plan ma dwie wady – przerwała mu, osuwając się na plastikowe krzesło. – Po pierwsze, gdybym szukała wymówki, powiedziałabym, że JJ ukradł materiały wybuchowe, a ja o tym nie wiedziałam. Tak się składa, że to prawda, ale czy gliniarze mi uwierzą? Po drugie, miałam już kłopoty z prawem. Kiedy jakieś dzieciaki zaczęły się naśmiewać z Eda w centrum handlowym, złapałam gaśnicę i opryskałam ich pianą. Jeden się poślizgnął, a kiedy piana się skończyła, rąbnęłam go gaśnicą w głowę.

Harry wytrzeszczył oczy.

– Naprawdę?

– Możesz się uśmiechać, ale złamałam mu kość policzkową, a dyrekcja Canyon Mall oszacowała szkody na ponad dwa tysiące dolarów. Dostałam mandat i trzy obowiązkowe sesje z zarządzania gniewem. Oprócz tego sędzia zapowiedział, że jeśli jeszcze raz się zdarzy coś podobnego, wyśle mnie do zakładu poprawczego dla młodocianych.

– Przecież to oni zaczęli. Dokuczali twojemu młodszemu bratu – powiedział z oburzeniem Harry, a później podskoczył, gdy za jego plecami zadzwonił telefon.

– Co się dzieje, JJ? – zapytała niespokojnie Charlie, odebrawszy komórkę. – Denerwuję się.

Rozmawiała sześć minut. Harry słuchał, ale trudno mu było nadążyć. Zrozumiał jedynie, że z komórki JJ-a dzwonił ktoś, kogo Charlie nazywała panem Elkmannem.

– To prawnik JJ-a – wyjaśniła po zakończeniu rozmowy. – Przed chwilą opuścił komisariat po przekazaniu JJ-a glinom. Pan Elkmann mówi, że ja też powinnam się zgłosić. Tylko mi nie mów: „A nie mówiłem?”. Tata JJ-a jest bogaty, więc załatwi mi dobrego prawnika. Mam być grzeczna, spokojna i mam trzymać gębę na kłódkę do przyjazdu prawnika.

– Dlaczego Jay Janssen senior ma zapłacić za twojego prawnika? – zapytał podejrzliwie Harry.

– Zapewni sobie większą kontrolę nad sprawą syna, jeśli będzie mieć mojego prawnika w kieszeni. Nie może być nic gorszego od obrońcy z urzędu, którego miałam po incydencie z gaśnicą. Babka rozmawiała ze mną dziesięć minut. Koniec końców powiedziała: „Przyznaj się do winy, bo pożałujesz”.

– A więc może ci się upiec? – zapytał Harry.

Charlie pokręciła głową.

– JJ obiecał, że się przyzna do zamachu, ale zdaniem pana Elkmanna postawią mi zarzut nielegalnego posiadania materiałów wybuchowych.

– Możesz trafić do pudła?

– Elkmann powiedział, że wszystko zależy od obrażeń, które odnieśli Deion Powell i ta dziewczyna.

– Kiedy ostatnio sprawdzałem w internecie, w szpitalu powiedzieli, że oboje są poważnie ranni, ale ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – poinformował ją Harry.

– Pan Elkmann uważa, że biorąc pod uwagę mój młody wiek, miałabym ogromnego pecha, gdybym dostała więcej niż dziewięć miesięcy za nielegalne posiadanie materiałów wybuchowych. Dam sobie radę, ale martwię się o Eda. Zawsze mnie woła, kiedy się zdenerwuje i czuje zagubiony, gdy nie ma mnie w pobliżu.

– Dam ci swój numer. Zadzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebować – rzekł Harry. – Podaj mi swój numer. Wpiszę cię do kontaktów.

– Wątpię, aby pozwolono mi mieć komórkę tam, dokąd idę – powiedziała Charlie, ale podała mu swojego taniego smartfona z pękniętym ekranem. – Jeśli chcesz mi wyświadczyć przysługę, weź to i dopilnuj, żeby zniknęło.

Harry odwrócił wzrok od telefonu i spostrzegł, że dziewczyna wskazuje pistolet.

– Są na nim moje odciski palców – dodała, po czym sięgnęła pod szafki i wyjęła magazynek podwójnej długości, na trzydzieści dwa naboje, z kulami pokrytymi nalotem. – Nie potrzebuję dodatkowych kłopotów za nielegalne posiadanie broni.

Harry był zdumiony, gdy magazynek wylądował ciężko obok pistoletu, ale Charlie jeszcze nie skończyła. Wsunęła rękę głębiej pod szafki i wyciągnęła owinięty w plastikową czarną torbę pakunek wielkości cegły.

– Czy to jest to, co myślę? – zapytał.

– Jeśli miałeś na myśli pięć funtów materiału wybuchowego C4 domowej roboty – odparła Charlie, z rozbawieniem obserwując szok na twarzy Harry’ego. – Nic ci nie grozi – uspokoiła go. – Możesz zrzucić to z dachu lub wrzucić do pieca. Nie eksploduje bez zapalnika. Jeśli ktoś zauważy pocięty materiał w śmieciach, uzna, że to wysuszona plastelina. Możesz go też połamać na kawałki i spuścić w toalecie.

Harry spojrzał na nią wytrzeszczonymi oczami. Do tej pory największymi kłopotami, w jakie się wpakował, było jednodniowe zawieszenie w londyńskiej szkole za nazwanie nauczycielki małostkową krową, gdy oznajmiła mu, że obwiązywanie się swetrem w pasie jest wbrew szkolnym zasadom.

– Przez te przedmioty mogę się znaleźć w jeszcze większych tarapatach – powiedziała błagalnie Charlie i spojrzała na niego rozpaczliwym wzrokiem. – To jak, chcesz mi pomóc czy nie?

– Chyba tak – westchnął Harry, zdając sobie sprawę, że przekracza linię dzielącą niedoszłego reportera od oskarżonego o udział w poważnym przestępstwie.

Był na wpół zakochany w tej poplątanej dziewczynie i jej wielkich niebieskich oczach, a jednocześnie wyobrażał sobie scenę własnego aresztowania za przechowywanie materiałów wybuchowych i pistoletu.

– Masz. – Charlie chwyciła górę dresu z napisem „Rock Spring Middle School”. – Owiń to, żeby nie zostawić śladów DNA. Pokrój materiał wybuchowy na małe kawałki i wyrzuć do śmieci, a następnie włóż gumowe rękawiczki i wytrzyj pistolet, zanim go wyrzucisz.

– Sprawdzę w Google, jak to zrobić – obiecał Harry.

Charlie skinęła głową i rozejrzawszy się po ciemnej posadzce, wsunęła stopy w rozchodzone tenisówki.

– I zabierz ten swój odlotowy aparat. Będziesz mógł sfilmować, jak się oddaję w ręce policji.

8

Kulki serowe


Charlie powiedziała, że materiał wybuchowy jest stabilny, ale Harry widział na własne oczy obrażenia Deiona i nie chciał nosić w plecaku trzech kilogramów tego paskudztwa. Nie podobało mu się również ogromne ryzyko, jakie podjął, aby pomóc dziewczynie, ale jej błękitne oczy i zapach, który poczuł, gdy się objęli…

„Kompletny idioto. Wpakowałeś się w niezłe tarapaty. Mogą cię za to zamknąć i pewnie już nigdy nie zobaczysz Charlie”.

Szedł szybkim krokiem. Jakaś starsza pani kierująca kamperem zatrąbiła, gdy bez patrzenia zboczył z chodnika. W głowie miał mętlik. Słońce prażyło, plecak był wypchany, a gnat uwierał go w plecy.

Kiedy Charlie się oddała w ręce policji, wrócił pędem do CVS, a później przebiegł truchtem jedną milę South Rainbow, aż dotarł do małego centrum handlowego pod gołym niebem. Zgodnie z oczekiwaniami można tam było znaleźć restauracje Starbucks i Burger King, Kurt’s Sporting Goods i Dollar Dominator. Odwiedził to miejsce wcześniej dwukrotnie, razem z ciotką, więc wiedział, że obok placu zabaw dla dzieci znajduje się męska toaleta.

„Głupie amerykańskie toalety” – pomyślał, widząc rząd aluminiowych boksów z przegrodami, które zaczynały się w odległości dziesięciu cali od podłogi i kończyły poniżej głowy. „Na szczęście w środku nikogo nie ma i jest całkiem czysto…”

Zamknął się w kabinie na końcu, przyklęknął na brudnym kolanie i otworzył plecak. Nikon był jego najcenniejszą rzeczą, ale wetknął go pospiesznie do plecaka, nie zakładając dekielka na obiektyw. Poczuł ukłucie bólu, gdy ujrzał, że jest pokryty kurzem i ma ślady palców oraz krwi z jego poranionych dłoni.

Wyczyszczenie aparatu znajdowało się na dalszym miejscu listy priorytetów. Rozwinął dresową bluzę Charlie, przesunął palcami po pistolecie i wyciągnął klocek owinięty w plastikową torbę. Materiał wybuchowy miał oleisty, metaliczny zapach, chociaż Charlie zapakowała go w gruby worek i owinęła kilkoma metrami taśmy. Harry próbował rozerwać pakunek paznokciem, ale oderwał tylko kawałek, zanim zrozumiał, że w ten sposób zajmie mu to całą wieczność.

Potrzebował czegoś ostrego. Pierwszą rzeczą, o której pomyślał, był klucz. W Londynie nosił przy sobie kilka kluczy, ale drzwi do apartamentów Sinatra otwierało się plastikowym breloczkiem. Nie miał też roweru, który trzeba by zamknąć na kłódkę, a szafki w ogólniaku Rock Spring High wyposażono w zamki szyfrowe.

Na szczęście wyszedł z domu w pośpiechu. Wcześniej wyjął wszystkie podręczniki, ale na dnie plecaka nadal klekotały długopisy i zestaw do geometrii. Czubek cyrkla przeciął plastik, uwalniając ciężką, oleistą woń. Harry dźgał i dłubał, aż ukazał się materiał wybuchowy.

Zewnętrzna warstwa wyschła, pokrywając się sinozieloną skorupą, do której przywarły tuziny martwych robaków. Ale kiedy Harry dotarł do wnętrza – używając kątomierza jako łyżeczki – znalazł maziowatą substancję przypominającą francuskie sery, które tak lubiła jego ciotka.

Wrzucił kawałek do toalety i spuścił wodę, nie myśląc o tym, że będzie musiał go wyłowić, jeśli nie spłynie. Kiedy zleciał, jak należy, spuścił dwa kolejne kawałki, a później zdał sobie sprawę, że odgłos spuszczanej wody stłumił dzwonek jego telefonu.

– Masz wspaniały dzień, chłopcze! – zawołał radośnie Ellie Gold, gdy Harry odebrał.

– Naprawdę? – odrzekł bez przekonania Harry, klęcząc przed miską klozetową i spoglądając na blok materiału wybuchowego, który mógłby zrównać z ziemią cały dom.

– Co chcesz najpierw: dobre czy wspaniałe wieści?

– Wszystko jedno – odburknął chłopak, starając się nie być niegrzeczny. Pragnął jednak jak najszybciej spuścić to paskudztwo i wyjść z toalety.

– BBS Online weszło do gry i zaproponowało tysiąc pięćset dolców za wyłączne prawo do twojego wideo. Te angielskie dupki żyjące z abonamentu mają więcej pieniędzy niż rozumu! – Ellie przerwał, aby po chwili dodać: – Bez urazy, młodzieńcze.

– Nie poczułem się obrażony.

– A teraz jeszcze lepsze wieści. Ludziska uwielbiają twoje zdjęcie futbolowego hełmu. W ciągu ostatniej godziny kupiło je siedem gazet, do tego kilkanaście stacji telewizyjnych i kilka stron internetowych. Każda agencja płaci jedynie od trzystu do czterystu dolarów w zależności od rozdzielczości zdjęcia i jego wykorzystania, ale liczba chętnych stale rośnie.

– Super – powiedział Harry – ale jestem zajęty…

– Masz dla mnie coś jeszcze? – spytał Ellie.

– Na tę chwilę nie – odparł znużony Harry. – Dzięki za wiadomości, ale naprawdę muszę kończyć.

Harry nie oglądał jeszcze zdjęć z zatrzymania Charlie, ale już postanowił, że je usunie. Nie chciał, żeby do publicznej wiadomości przedostało się coś łączącego go z Charlie i materiałem wybuchowym. Planował skopiować wszystkie pozostałe zdjęcia na kartę pamięci, a później rozbić ją na drobne kawałeczki.

– Będę w kontakcie! – obiecał serdecznie Ellie. – Pamiętaj o sprawdzaniu swoich maili! Sue-Ann powinna przesłać ci formularz dla współautora.

Ręka Harry’ego tak drżała, że niemal upuścił telefon, wkładając go do kieszeni szortów. Ktoś zamknął się w trzeciej kabinie obok i wydał epickie pierdnięcie, kiedy Harry dźgał blok kątomierzem, wydłubując, wrzucając do muszli i spuszczając kawałki C4, aż pozostała jedynie kulka podartego plastiku z oślizgłą resztką materiału wybuchowego i martwymi robakami na dnie.

Plastik nie zleciałby w toalecie, więc Harry owinął nim umazany kątomierz i cyrkiel, a następnie opasał kawałkiem papieru toaletowego i ugniótł, aż się zamienił w pokaźną białą kulę wielkości piłki do koszykówki. Zaczekał, aż człowiek z sąsiedniej kabiny umyje ręce i wyjdzie, a następnie założył plecak na plecy.

„Dlaczego nie zostałem w domu? Czy to najgłupsza decyzja mojego życia? Takiego zwariowanego dnia jeszcze nie miałem…”

Wyjrzał ostrożnie, wyszedł z kabiny i wetknął rękę pod automatyczny kran. Chciał, żeby papierowa kula nasiąkła wodą, oblepiła plastik i usunęła intensywny zapach. Później wepchnął rozmoczoną kluchę przez otwór śmietniczki w ścianie. Na koniec zamaskował ją stertą papierowych ręczników.

 

Kiedy Harry wyciskał na ręce cztery porcje mydła z dozownika, jakiś dzieciak w wieku około siedmiu lat zaczął sikać do pisuaru. Jasnoróżowy żel sprawił, że rany zapiekły, ale Harry zignorował ból i starannie wyszorował ręce, starając się usunąć spod paznokci wszystko, co mogłoby go obciążyć.

Jaką ulgą było wyjście na słońce bez obawy, że wyleci w powietrze. Pomyślał chwilę o telefonie od Elliego. Osiemset dolarów z góry plus siedem i pół tysiąca ze sprzedaży wideo oraz kolejne pieniądze za zdjęcie z hełmem.

„Jeśli Ellie zapłaci. Wydaje się przyzwoitym gościem, ale nie licz gołębi na dachu…”

Obok niego przebiegło małe dziecko, klaszcząc mokrymi rękami, zanim dostało mrożony jogurt od zgrzanej matki pchającej wózek. Harry pomyślał o pistolecie. Jak usunąć z niego odciski palców i DNA?

Usiadł na betonowej ławce przed salonem Sunglass Hut, niejasno rozpoznając przechodzące dziewczyny ze szkoły. Przed rozpoczęciem poszukiwań sprawdził, czy włączył tryb prywatny. Google doprowadził go do sklepu dla hobbystów o nazwie Forensic Enthusiast. Z artykułu wynikało, że zwykły chlorowy wybielacz zniszczy ślady DNA w ciągu godziny.

Przeczytał tekst uważnie, a następnie zapoznał się z komentarzami umieszczonymi pod artykułem, aby sprawdzić, czy jakaś grupa czytelników nie uznała tej rady za złą. W kilku uwagach zasugerowano alternatywne metody, jak pianka do czyszczenia piecyka, ale większość przyznała, że przestępcy wybraliby wybielacz, bo kosztuje niecałego dolara za butelkę i jest powszechnie dostępny.

Idąc w kierunku sklepu Dollar Dominator, w przeciwległej części centrum handlowego, Harry sporządził w głowie listę zakupów: „Ścierki, silny wybielacz, torebki strunowe, gumowe rękawiczki, mocne plastikowe worki”.

„Bądź dokładny. Wyczyść pistolet i wyrzuć go tam, gdzie go nie znajdą przez długi czas. Pozbądź się plecaka i wszystkiego, co się znajdowało w środku. Masz mnóstwo ubrań. To wygodne buty do biegania, ale w podeszwie pewnie utkwiły ślady materiału wybuchowego i innych rzeczy, więc je także wyrzuć… Co jeszcze?”

„Nie możesz popełnić żadnego błędu…”