Saladyn

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Saladyn. Pogromca chrześcijaństwa

Geoffrey Hindley

Tłumaczenie: Sergiusz Lipnicki

Copyright © 2018 by Wydawnictwo RM

Original edition: SALADIN. HERO OF ISLAM first published in Great Britain in 1976.

Published in 2007 and subsequently reprinted by Pen & Sword Military, UK.

Copyright © Geoffrey Hindley, 1976, 2010, 2011, 2012, 2013, 2015, 2016

All rights reserved.

Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25

rm@rm.com.pl

www.rm.com.pl

Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.

Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami

towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych

właścicieli.

Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.

ISBN 978-83-7773-922-8

ISBN 978-83-8151-111-7 (ePub)

ISBN 978-83-8151-112-4 (mobi)

Redaktor prowadzący: Irmina Wala-Pęgierska

Redakcja: Mirosława Szymańska

Korekta: Dorota Wojciechowska

Nadzór graficzny: Grażyna Jędrzejec

Projekt okładki: Studio GRAW

Zdjęcia: wikimedia.org

Edytor wersji elektronicznej: Tomasz Zajbt

Opracowanie wersji elektronicznej: Marcin Fabijański

Weryfikcja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec

W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: rm@rm.com.pl

SPIS TRE­ŚCI

Mapy

Wprowadzenie

Rozdział 1. Jerozolima

Rozdział 2. Za linią frontu

Rozdział 3. Czworokąt władzy

Rozdział 4. Nur ad-Din i propaganda dżihadu

Rozdział 5. Ajjubidzi

Rozdział 6. Wezyr Egiptu

Rozdział 7. Przełomowe lata

Rozdział 8. Triumf na północy

Rozdział 9. Dynasta i bohater

Rozdział 10. Zwycięstwo!

Rozdział 11. Zagrożenie z północy

Rozdział 12. Akka – miasto, o które walczył świat

Rozdział 13. Saraceni i krzyżowcy

Rozdział 14. Śmierć bohatera

Epilog

Uwagi i źródła

Wybrana bibliografia

Słowniczek




Wprowadzenie

W dłu­giej hi­sto­rii kon­fron­ta­cji chrze­ści­jań­skie­go Za­cho­du ze świa­tem is­la­mu Sa­la­dyn jest jed­ną z nie­licz­nych osób, któ­re na­wet wro­go­wie da­rzy­li sza­cun­kiem. Już samo to może być wy­star­cza­ją­cym po­wo­dem, by przyj­rzeć się bli­żej jego ży­ciu. Sa­la­dyn, w za­chod­niej tra­dy­cji nie­ro­ze­rwal­nie zwią­za­ny z Ry­szar­dem Lwie Ser­ce, stał się ro­man­tycz­nym sym­bo­lem śre­dnio­wie­cza i ów­cze­sne­go ry­cer­stwa. Obu po­rów­ny­wa­no jesz­cze za ich ży­cia. Ale dziś znacz­nie wię­cej wie­my o wiel­kim przed­sta­wi­cie­lu świa­ta is­la­mu niż o jego chrze­ści­jań­skim ry­wa­lu. Duży udział mają w tym dwie pa­ne­gi­rycz­ne bio­gra­fie. Au­to­rem pierw­szej był se­kre­tarz Sa­la­dy­na Imad ad-Din al-Is­fa­ha­ni. Dru­gą na­pi­sał jego wier­ny mi­ni­ster Baha ad-Din. Bar­dziej kry­tycz­nie wy­ra­żał się o nim Ibn al-Asir (1160–1233), naj­więk­szy hi­sto­ryk tych cza­sów, w swo­jej Kom­plet­nej księ­dze hi­sto­rii. Spo­ro szcze­gó­łów i wy­wo­dów na te­mat róż­nych aspek­tów dzia­łal­no­ści Sa­la­dy­na moż­na też zna­leźć w in­nych współ­cze­snych mu mu­zuł­mań­skich źró­dłach. Dwaj pierw­si z wy­mie­nio­nych wy­żej hi­sto­ry­ków za­czę­li swo­ją ka­rie­rę w służ­bie tu­rec­kich ksią­żąt sel­dżuc­kich, wład­ców, któ­rych miał za­stą­pić Sa­la­dyn. Trze­ci, cho­ciaż po­zo­stał wier­ny sel­dżuc­kiej dy­na­stii Zan­ki­dów i uwa­żał Sa­la­dy­na za uzur­pa­to­ra, był zbyt uczci­wy i obiek­tyw­ny, by pod­wa­żać jego przy­mio­ty.

Do­cho­dzi­my w ten spo­sób do dru­giej fa­scy­nu­ją­cej hi­sto­rii zwią­za­nej z ży­ciem Sa­la­dy­na. Jego oj­ciec Aj­jub awan­so­wał w służ­bie Zan­kie­go, a póź­niej jego syna Nur ad-Dina. Ale jako Kurd w sy­ryj­skim świe­cie rzą­dzo­nym przez tu­rec­kie dy­na­stie nie mógł mieć żad­nych na­dziei na zdo­by­cie wła­dzy. Fakt, że uda­ło się to jego sy­no­wi, świad­czy o wiel­kich zdol­no­ściach Sa­la­dy­na. W oczach tu­rec­kich urzęd­ni­ków sta­rej szko­ły po­zo­stał on jed­nak par­we­niu­szem. Po śmier­ci Nur ad-Dina w 1174 roku Sa­la­dyn za­czął ro­ścić so­bie pra­wo do zwierzch­nic­twa len­ne­go nad całą tu­rec­ką Sy­rią, od Mo­su­lu po Da­ma­szek. W ostat­nich la­tach jego ży­cia uwa­ża­no go za wła­ści­we­go ar­bi­tra do roz­strzy­ga­nia spo­rów wśród na­stęp­ców wiel­kie­go Zan­kie­go. Dla kon­ser­wa­ty­stów było to gorz­kim do­wo­dem na upa­dek świa­ta. Ibn al-Asir zre­la­cjo­no­wał ta­kie wy­da­rze­nie w for­mie opo­wie­ści usły­sza­nej z ust jed­ne­go ze swych przy­ja­ciół. Je­sie­nią 1191 roku ksią­żę­cy po­to­mek Zan­kie­go Mu’iz ad-Din przy­był do Sa­la­dy­na z proś­bą o po­śred­nic­two w ro­dzin­nym spo­rze o zie­mię.

Gdy mło­dy czło­wiek przy­był po­że­gnać wiel­kie­go kró­la, zsiadł z ko­nia. „Tak też uczy­nił Sa­la­dyn i po­że­gnał go, sto­jąc. A kie­dy Sa­la­dyn chciał do­siąść ko­nia, po­mógł mu w tym Mu’iz ad-Din i przy­trzy­mał mu strze­mię. Zaś Ala ad-Din Hu­ram­szah, syn Izz ad-Dina, księ­cia Mo­su­lu (in­ne­go Zan­ki­dy), wy­gła­dził sza­ty suł­ta­na. By­łem zdu­mio­ny”. Przy­ja­ciel Ibn al-Asi­ra za­koń­czył swo­ją peł­ną obu­rze­nia re­la­cję sło­wa­mi: „Synu Aj­ju­ba, umrzesz, nie­waż­ne w jaki spo­sób. Ty, któ­re­go strze­mię przy­trzy­my­wał syn sel­dżuc­kie­go kró­la”[1].

Przy­trzy­ma­nie strze­mie­nia było jed­nym z naj­bar­dziej wy­ra­zi­stych wier­no­pod­dań­czych sym­bo­li w ów­cze­snym świe­cie, za­rów­no na chrze­ści­jań­skim Za­cho­dzie, jak i wśród mu­zuł­ma­nów. Współ­cze­śni z po­dzi­wem od­no­to­wa­li siłę wła­dzy pa­pie­ża, któ­ry za­żą­dał tego ro­dza­ju po­słu­gi od jed­ne­go z ce­sa­rzy. Z pew­no­ścią god­ne uwa­gi jest to, że is­lam­scy opo­nen­ci Sa­la­dy­na nie mo­gli mu cały czas za­po­mnieć jego kur­dyj­skie­go po­cho­dze­nia i trium­fu nad skłó­co­ny­mi po­tom­ka­mi Zan­kie­go, mimo że już od dzie­się­ciu lat wła­dał zie­mia­mi od Ka­iru po Alep­po i prze­wo­dził is­lam­skim ar­miom w wal­ce z nie­wier­ny­mi. Gdy wiel­ki wład­ca zmarł, jego le­karz od­no­to­wał fakt, iż po raz pierw­szy w dzie­jach zda­rzy­ło się, że pod­da­ni szcze­rze opła­ki­wa­li swe­go kró­la. Wszy­scy, któ­rzy mie­li z nim stycz­ność, do­strze­ga­li jego spra­wie­dli­wość i do­broć. Ale suk­ce­sy Sa­la­dy­na bu­dzi­ły za­zdrość ka­li­fów bag­dadz­kich, któ­rzy no­mi­nal­nie spra­wo­wa­li zwierzch­ność nad spo­łecz­no­ścią is­lam­ską, a wład­cy zan­kidz­cy sta­wia­li mu za­wzię­ty opór do cza­su, gdy ich w koń­cu po­ko­nał. Za­chód wi­dział w nim wiel­kie­go przy­wód­cę dżi­ha­du, na­stęp­cę Nur ad-Dina. Jego opo­nen­ci w Sy­rii po­strze­ga­li go w tym kon­tek­ście jako aro­ganc­kie­go uzur­pa­to­ra. W trze­ciej kru­cja­cie, któ­ra nie­mal do­pro­wa­dzi­ła do od­zy­ska­nia Je­ro­zo­li­my dla chrze­ści­jań­stwa, wzię­li udział ry­ce­rze z Fran­cji, Nie­miec i An­glii. Sa­la­dyn mógł prze­ciw­sta­wić im woj­ska wy­łącz­nie z tych kra­in, któ­re zmu­sił do uzna­nia go za wład­cę.

Tyl­ko nie­licz­ni jed­nak spo­śród za­wist­ni­ków i opo­nen­tów w świe­cie is­lam­skim od­ma­wia­li mu wspa­nia­ło­myśl­no­ści, re­li­gij­no­ści i opa­no­wa­nia. Zna­leź­li się tacy, któ­rzy uwa­ża­li, że jego po­boż­ność ma swo­je ko­rze­nie w po­li­tycz­nym wy­ra­cho­wa­niu, ale to samo za­rzu­ca­no już Zan­kie­mu i Nur ad-Di­no­wi. Być może po­wo­dem ści­słe­go prze­strze­ga­nia re­guł sun­nic­kie­go is­la­mu przez Sa­la­dy­na była chęć na­śla­do­wa­nia su­ro­wej, wręcz eks­tre­mal­nej re­li­gij­no­ści Nur ad-Dina. Spo­sób, w jaki trak­to­wał swo­ich ży­dow­skich pod­da­nych, zna­ko­mi­cie ilu­stru­je jego skru­pu­lat­ność w sto­so­wa­niu się do li­te­ry is­lam­skie­go pra­wa. Za­nim w 1169 roku zo­stał we­zy­rem Egip­tu, szy­ic­cy ka­li­fo­wie Ka­iru (uwa­ża­ni przez Bag­dad za he­re­ty­ków) ko­rzy­sta­li czę­ściej z usług ży­dow­skich i chrze­ści­jań­skich do­rad­ców niż z po­mo­cy mu­zuł­ma­nów – sun­ni­tów. Skut­ko­wa­ło to zła­go­dze­niem czę­ści re­stryk­cji wo­bec nie­wier­nych. Sa­la­dyn przy­wró­cił wie­le z nich, na przy­kład za­kaz do­sia­da­nia koni przez Ży­dów. Ale rów­no­cze­śnie utrzy­mał w mocy ich pra­wo do skła­da­nia pe­ty­cji w kwe­stii za­dość­uczy­nie­nia za do­zna­ne przez nich krzyw­dy, zaś spo­ry mię­dzy Ży­da­mi mo­gli roz­są­dzać sę­dzio­wie ży­dow­scy, „tak jak w daw­nych cza­sach”.

 

Szcze­rą, na­wet je­śli le­ga­li­stycz­ną to­le­ran­cję re­li­gij­ną Sa­la­dy­na po­twier­dził nie­miec­ki do­mi­ni­ka­nin Bur­khard, któ­ry od­wie­dził Egipt w 1175 roku. Z jego ob­ser­wa­cji wy­ni­ka­ło, że miesz­kań­cy tego kra­ju naj­wy­raź­niej mo­gli się swo­bod­nie od­da­wać swo­im prak­ty­kom re­li­gij­nym. Dla Ży­dów dzia­ła­nia Sa­la­dy­na w póź­nym okre­sie jego ży­cia zda­wa­ły się zwia­sto­wać wiel­kie rze­czy. Lata 70. i 80. XII wie­ku były okre­sem wiel­kie­go roz­bu­dze­nia me­sja­ni­stycz­nych na­dziei, a zwy­cię­stwo Sa­la­dy­na pod Hit­ti­nem w 1187 roku spra­wia­ło wra­że­nie za­po­wie­dzi nad­cho­dzą­cych cu­dów. W jed­nej z ostat­nio wy­da­nych bio­gra­fii wiel­kie­go ży­dow­skie­go fi­lo­zo­fa Maj­mo­ni­de­sa au­tor su­ge­ru­je na­wet, że Misz­ne Tora, ko­deks sys­te­ma­ty­zu­ją­cy pra­wo ży­dow­skie, zo­stał spi­sa­ny przez Maj­mo­ni­de­sa jako zbiór praw dla no­we­go, pro­ro­ko­wa­ne­go wów­czas pań­stwa ży­dow­skie­go. Gdy po zdo­by­ciu Je­ro­zo­li­my Sa­la­dyn ogło­sił, że Ży­dzi mogą wró­cić do Świę­te­go Mia­sta i osie­dlić się w nim, Je­hu­da al-Ha­ri­zi, je­den ze świad­ków tych wy­da­rzeń, po­rów­nał ten de­kret do od­bu­do­wy ży­dow­skiej Je­ro­zo­li­my przez per­skie­go kró­la Cy­ru­sa Wiel­kie­go.

Nie­wie­le po­sta­ci w ca­łej hi­sto­rii Bli­skie­go Wscho­du za­słu­ży­ło na uzna­nie za­rów­no ży­dów, jak i chrze­ści­jan oraz mu­zuł­ma­nów. Trud­no się dzi­wić, że Sa­la­dyn, któ­ry żył w tym z da­wien daw­na kon­flik­to­gen­nym re­gio­nie, wzbu­dza szcze­gól­ne za­in­te­re­so­wa­nie rów­nież dzi­siej­szych pi­sa­rzy. Przez nie­mal dwa­dzie­ścia lat rzą­dził Egip­tem i Sy­rią da­ma­sceń­ską jako pro­win­cja­mi jed­ne­go im­pe­rium. Przez więk­szość tego cza­su wła­dał rów­nież za­chod­nim wy­brze­żem Ara­bii, pół­noc­ną Sy­rią ze sto­li­cą w Alep­po i wy­brze­żem Afry­ki Pół­noc­nej aż po Tu­ne­zję. Jego wła­dzę uzna­wa­no w po­ło­żo­nym da­le­ko na pół­noc­nym wscho­dzie Mo­su­lu. Pod­czas tych burz­li­wych de­kad Sa­la­dyn stwo­rzył zjed­no­czo­ne mu­zuł­mań­skie pań­stwo, któ­re moż­na by po­rów­nać z ist­nie­ją­cą na prze­ło­mie lat 50. i 60. XX wie­ku Zjed­no­czo­ną Re­pu­bli­ką Arab­ską. W ostat­nich sze­ściu la­tach wy­czer­pu­ją­cych i am­bit­nych dzia­łań za­przągł wszyst­kie siły tych roz­le­głych te­ry­to­riów do wal­ki, któ­rej efek­tem było znisz­cze­nie chrze­ści­jań­skich państw ła­ciń­skich utwo­rzo­nych po pierw­szej kru­cja­cie na te­re­nach Pa­le­sty­ny. Kul­mi­na­cyj­ny punkt sta­no­wi­ło od­zy­ska­nie dla świa­ta is­la­mu Świę­te­go Mia­sta – Je­ro­zo­li­my. To wiel­kie zwy­cię­stwo i peł­ne emo­cjo­nal­nej re­to­ry­ki po­le­mi­ki mię­dzy chrze­ści­ja­na­mi i mu­zuł­ma­na­mi w dru­giej po­ło­wie XII wie­ku dały asumpt do twier­dzeń, któ­re po­wta­rza­no rów­nież póź­niej, że je­dy­nym ce­lem dzia­łań Sa­la­dy­na było zdo­by­cie Je­ro­zo­li­my. Jego bio­gra­fo­wie zbyt czę­sto igno­ro­wa­li re­alia wła­dzy w tym re­gio­nie i pre­sję, któ­rą wy­wie­ra­ły one na Sa­la­dy­na. Sa­la­dyn żył pod ko­niec tej epo­ki w hi­sto­rii Bli­skie­go Wscho­du, w któ­rej sun­nic­cy ka­li­fo­wie Bag­da­du wciąż pró­bo­wa­li, choć z ra­czej mier­nym skut­kiem, roz­ciąg­nąć swą wła­dzę na he­re­tyc­ki, szy­ic­ki Kair. W świe­cie Sa­la­dy­na cen­tra­mi wła­dzy były Da­ma­szek, Alep­po, Mo­sul i – w mniej­szym stop­niu – Bag­dad. Te wła­śnie czyn­ni­ki sta­no­wi­ły siłę na­pę­do­wą jego po­wol­nej, ale nie­ustę­pli­wej kam­pa­nii prze­ciw chrze­ści­jań­skiej Pa­le­sty­nie.

Pierw­sze (an­giel­skie – przyp. red.) wy­da­nie tej książ­ki było jed­ną z za­le­d­wie dwóch bio­gra­fii Sa­la­dy­na na­pi­sa­nych w cią­gu ostat­nich dzie­się­cio­le­ci. Od tego cza­su po­ja­wi­ły się wy­ni­ki no­wych ba­dań i nowe stu­dia bio­gra­ficz­ne. Uwzględ­nio­no je w roz­sze­rzo­nej bi­blio­gra­fii. Sko­ry­go­wa­łem błę­dy, któ­re po­ja­wi­ły się w pierw­szym wy­da­niu. Po­zo­sta­łem przy sło­wie „Sa­ra­cen”, bo to uży­tecz­ny ogól­ny ter­min, okre­śla­ją­cy na Za­cho­dzie róż­ne gru­py lud­no­ści mu­zuł­mań­skiej: Ara­bów, Tur­ków, Turk­me­nów itp., któ­rych re­kru­to­wał do swej ar­mii Sa­la­dyn.

Ogól­nie rzecz bio­rąc, książ­ka cał­kiem nie­źle znio­sła pró­bę cza­su – w szcze­gól­no­ści za­war­te w niej twier­dze­nie, że w 1188 roku Sa­la­dyn miał ra­cję, kon­cen­tru­jąc się na za­gro­że­niu, ja­kim były po­stę­py nie­miec­kiej ar­mii ce­sa­rza Fry­de­ry­ka Bar­ba­ros­sy i re­zyg­nu­jąc ze zdo­by­cia Tyru. Za­ła­ma­nie się nie­miec­kiej kru­cja­ty było nie do prze­wi­dze­nia, pod­czas gdy Tyr nie miał wiel­kie­go zna­cze­nia we wcze­śniej­szych eu­ro­pej­skich kam­pa­niach. Po­wszech­nie ak­cep­tu­je się dzi­siaj moją ana­li­zę stra­te­gii Sa­la­dy­na, po­le­ga­ją­cej na uwi­kła­niu ar­mii chrze­ści­jań­skiej w woj­nę, któ­ra skoń­czy­ła się jej klę­ską pod Hit­ti­nem.

W moim za­mie­rze­niu książ­ka mia­ła sta­no­wić część więk­sze­go pro­jek­tu ba­daw­cze­go na te­mat sty­ku re­li­gij­nych kul­tur na te­re­nach XII-wiecz­ne­go Bli­skie­go Wscho­du: is­la­mu sun­nic­kie­go, is­la­mu szy­ic­kie­go, chrze­ści­jań­stwa pra­wo­sław­ne­go i chrze­ści­jań­stwa rzym­sko­ka­to­lic­kie­go. Po­pro­szo­no mnie o stwo­rze­nie pro­jek­tu pla­no­wa­nej pu­bli­ka­cji o ogól­no­świa­to­wym zna­cze­niu is­la­mu w jego pierw­szych wie­kach. W la­tach 70. XX wie­ku tego typu „stu­dia mul­ti­kul­tu­ro­we” wy­prze­dza­ły swój czas. Pro­wa­dząc wy­kła­dy o cy­wi­li­za­cji eu­ro­pej­skiej na uni­wer­sy­te­cie w Haw­rze w la­tach 90., po­świę­ci­łem ich część wpły­wo­wi świa­ta is­la­mu na śre­dnio­wiecz­ny Za­chód w kon­tek­ście eska­la­cji „is­la­mi­zmu”, bar­dzo w tym cza­sie ak­tu­al­ne­go te­ma­tu w re­la­cjach fran­cu­sko-al­gier­skich. Wy­da­rze­nia ostat­nich lat spra­wi­ły, że ta­kie stu­dia zy­sku­ją na Za­cho­dzie co­raz więk­szą ran­gę.

Bez Sa­la­dy­na trud­no by­ło­by zro­zu­mieć is­lam­ską re­li­gij­ność tego okre­su. Ten ho­no­ro­wy i pra­wy czło­wiek, na­wet je­śli po­tra­fił sza­no­wać swych chrze­ści­jań­skich prze­ciw­ni­ków, to był ich za­go­rza­łym wro­giem – dżi­had ozna­czał dla nie­go zbroj­ną wal­kę prze­ciw „nie­wier­nym” (al-Kuf­far). W XXI wie­ku sło­wo „dżi­had” zro­bi­ło ka­rie­rę rów­nież poza is­la­mem. Cho­ciaż nie wy­stę­pu­je ono w Ko­ra­nie, dość wcze­śnie po­ja­wi­ło się w uży­ciu, a idea dżi­ha­du ewo­lu­owa­ła w pra­cach is­lam­skich znaw­ców pra­wa. Roz­róż­nia się dwa ro­dza­je dżi­ha­du: wiel­ki dżi­had – al dżi­had al ak­bar – to wal­ka z sa­mym sobą, aby zna­leźć dro­gę is­la­mu we wła­snym ży­ciu, a tak­że mały dżi­had – al as­ghar – któ­ry jest wal­ką albo woj­ną prze­ciw wro­gom w imię Boga.

W słyn­nym te­sta­men­cie Sa­la­dyn opi­sał, jak bar­dzo jest od­da­ny dżi­ha­do­wi, pod­su­mo­wu­jąc swo­je wcze­sne osią­gnię­cia jako dro­gę do od­zy­ska­nia Je­ro­zo­li­my, czy­li al-Quds. Zda­niem nie­któ­rych hi­sto­ry­ków prze­jął wła­dzę w Egip­cie (roz­dział 6), aby stwo­rzyć tam bazę dla wła­snej dy­na­stii. Oczy­wi­ście krok ten miał słu­żyć temu ce­lo­wi, ale Sa­la­dyn sam pod­kre­ślał, że gdy tyl­ko osią­gnął ów cel, na­tych­miast roz­po­czął re­gu­lar­ne wal­ki z nie­wier­ny­mi, od­bi­ja­jąc z ich rąk twier­dze utra­co­ne przez świat is­la­mu. Wśród nich wy­mie­nił twier­dzę Aila (Ej­lat w dzi­siej­szym Izra­elu) nad za­to­ką Aka­ba, wznie­sio­ną przez Bal­dwi­na I, kró­la Je­ro­zo­li­my, w 1116 roku, któ­ra po­zwa­la­ła krzy­żow­com kon­tro­lo­wać dro­gi z Da­masz­ku do Egip­tu oraz do Mek­ki i Me­dy­ny.

Kry­ty­cy oskar­ża­li Sa­la­dy­na o to, że gdy wal­czył z mu­zuł­mań­ski­mi prze­ciw­ni­ka­mi, jego woj­ny słu­ży­ły przede wszyst­kim umoc­nie­niu wła­snej wła­dzy i wpły­wów. Z tego punk­tu wi­dze­nia od­zy­ska­nie Je­ro­zo­li­my mia­ło być ra­czej szczę­śli­wym tra­fem niż wy­ni­kiem sta­ran­nie ob­my­ślo­nej stra­te­gii, by rzu­cić na ko­la­na ar­mię kró­le­stwa. Ale twier­dze­nie Sa­la­dy­na, że po pro­stu mu­siał prze­pro­wa­dzić te kam­pa­nie, żeby zjed­no­czyć siły mu­zuł­ma­nów w celu zdo­by­cia Świę­te­go Mia­sta, było jak naj­bar­dziej uza­sad­nio­ne. Po­tem, jak pi­sał jego se­kre­tarz, do­rad­ca i bio­graf Ibn Sza­dad Baha ad-Din, Sa­la­dyn naj­bar­dziej pra­gnął wal­czyć z nie­wier­ny­mi do koń­ca, do chwi­li, gdy na zie­mi nie bę­dzie już żad­ne­go z nich.

Dla po­ko­leń póź­niej­szych wiel­bi­cie­li Sa­la­dyn sta­no­wił fa­scy­nu­ją­cy pa­ra­doks: był czło­wie­kiem wiel­kiej po­ko­ry, uczci­wym w dą­że­niu do ce­lów i do­brym, któ­ry mimo to po­tra­fił zdo­być i utrzy­mać wiel­ką po­li­tycz­ną wła­dzę i któ­ry po­świę­cił swe ży­cie re­li­gii, ko­cha­nym przez przy­ja­ciół i po­dzi­wia­nym przez wro­gów. Na sku­tek jego dzia­łań prze­wa­gę na Zie­mi Świę­tej trzech re­li­gii zdo­był is­lam. Ale w swo­jej wła­snej oce­nie opusz­czał świat, gdy dzie­ło Al­la­ha do­pie­ro się roz­po­czę­ło.

Pe­ter­bo­ro­ugh, czer­wiec 2006

[1] Pol­skie tłu­ma­cze­nie ww. frag­men­tu u Ibn al-Asi­ra róż­ni się dość znacz­nie. „Wi­dzia­łem Sa­la­dy­na ja­dą­ce­go by po­że­gnać Mu’iż ad-Dina. Ten ru­szył do nie­go pie­cho­tą, tak też uczy­nił Sa­la­dyn i po­że­gnał go sto­jąc. A kie­dy Sa­la­dyn chciał do­siąść ko­nia, po­mógł mu w tym Mu’iż ad-Din, usa­do­wił go w sio­dle i wy­gła­dził mu sza­ty. Ala ad-Din Hu­ram­szah Ibn Izz ad-Din wład­ca Mo­su­lu po­wie­dział: „Zdzi­wi­ło mnie to i po­wie­dzia­łem: »Czy nie mar­twi Cię, synu Aj­ju­ba, jaką śmier­cią zgi­niesz, a wie­zie Cię w sio­dle król sel­dżuc­ki i syn ata­be­ga Zan­ki.«” Por. Ali Izz ad-Din Ibn al-Atir, Kom­plet­na księ­ga hi­sto­rii. Z czy­nów suł­ta­na Sa­la­dy­na, In­sty­tut Hi­sto­rii UAM, Po­znań 2007, s. 45, tłum. M.F. Hor­bow­ski, J. Mać­ko­wiak, D. Mał­gow­ski – przyp. tłum.

ROZ­DZIAŁ 1


Jerozolima

W pią­tek, 4 wrze­śnia 1187 roku, trium­fu­ją­ca ar­mia Sa­la­dy­na sta­nę­ła pod bra­ma­mi Aska­lo­nu. Ten wów­czas naj­waż­niej­szy port po­łu­dnio­wej Pa­le­sty­ny od czter­dzie­stu lat znaj­do­wał się w rę­kach chrze­ści­jan. Miał te­raz wró­cić w ręce mu­zuł­ma­nów. Była to ostat­nia z ca­łej se­rii ka­pi­tu­la­cji po ab­so­lut­nym trium­fie mu­zuł­ma­nów pod Hit­ti­nem dwa mie­sią­ce wcze­śniej. W tej brze­mien­nej w skut­ki bi­twie w gru­zach le­gła po­tę­ga chrze­ści­jań­skie­go Kró­le­stwa Je­ro­zo­lim­skie­go, a mo­ra­le jego obroń­ców zo­sta­ło zdru­zgo­ta­ne. Gdy sa­ra­ceń­scy ry­ce­rze pa­trzy­li na po­bi­tą, idą­cą w nie­wo­lę za­ło­gę gar­ni­zo­nu w Aska­lo­nie, wspo­mi­na­li ostat­nie osiem ty­go­dni, któ­re upły­nę­ły pod zna­kiem ła­two od­nie­sio­nych zwy­cięstw. Mia­sta i for­te­ce w ca­łym kró­le­stwie otwie­ra­ły bra­my przed ar­mią Sa­la­dy­na wła­ści­wie bez żad­ne­go opo­ru. W rę­kach wro­ga po­zo­sta­ły tyl­ko Je­ro­zo­li­ma i garst­ka in­nych twierdz. Chrze­ści­ja­nom gro­zi­ła w Pa­le­sty­nie cał­ko­wi­ta klę­ska. Za­ćmie­nie Słoń­ca, któ­re na­stą­pi­ło w chwi­li, gdy nad Aska­lo­nem za­czę­ły po­wie­wać is­lam­skie cho­rą­gwie, po­trak­to­wa­no jako zło­wro­gi omen.

Na­czel­ny do­wód­ca tej zwy­cię­skiej ar­mii Al-Ma­lik an-Na­sir Sa­lah ad-Dun­ja wa-ad-Din Abu al-Mu­zaf­far Ju­suf Ibn Aj­jub Ibn Sza­zi al-Kur­di miał pięć­dzie­siąt lat. Był nie­wiel­kie­go wzro­stu, jego za­okrą­glo­ne ob­li­cze oka­la­ła wy­pie­lę­gno­wa­na, szpa­ko­wa­ta bro­da, ale wło­sy pod tur­ba­nem wciąż jesz­cze za­cho­wy­wa­ły swój czar­ny ko­lor. Miał rów­nież czar­ne oczy, spo­glą­da­ją­ce by­stro i uważ­nie. Cho­ciaż był po­tęż­nym wład­cą, jego nie­po­zor­ne sza­ty tego nie zdra­dza­ły. Jeź­dził kon­no ze swo­bo­dą jeźdź­ca od trzy­dzie­stu lat wal­czą­ce­go w sio­dle i z ele­gan­cją gra­cza w polo. Pod­czas gdy księ­życ po­wo­li ga­sił sło­necz­ny blask, je­den z urzęd­ni­ków za­po­wie­dział przy­by­cie we­zwa­nych z Je­ro­zo­li­my po­słów Fran­ków, z któ­ry­mi mia­no omó­wić wa­run­ki ka­pi­tu­la­cji mia­sta.

 

Po­ło­żo­ny oko­ło 40 ki­lo­me­trów na po­łu­dnie od Mo­rza Mar­twe­go za­mek krzy­żow­ców Mont­re­al, wśród mu­zuł­ma­nów zna­ny jako Asz-Szau­bak, miał lo­ka­li­za­cję sprzy­ja­ją­cą plą­dro­wa­niu ka­ra­wan zdą­ża­ją­cych z Aka­by do Da­masz­ku. Ska­pi­tu­lo­wał w koń­cu przed Sa­la­dy­nem w 1188 roku.

Sa­la­dyn do­brze wie­dział, po­dob­nie zresz­tą jak obroń­cy po­zba­wio­nej kró­le­stwa sto­li­cy, że po­ło­że­nie Świę­te­go Mia­sta było bez­na­dziej­ne. Naj­bliż­sze siły chrze­ści­jań­skie, na któ­re moż­na by li­czyć, znaj­do­wa­ły się set­ki ki­lo­me­trów na pół­noc, w nad­mor­skim Ty­rze. Za jego mu­ra­mi nie­do­bit­ki spod Hit­ti­nu wraz z ty­sią­ca­mi ucie­ki­nie­rów z głę­bi kra­ju szu­ka­ły po­cie­chy w tym, że mu­zuł­ma­nie na ra­zie po­nie­cha­li ob­lę­że­nia. Ale w chwi­li obec­nej Tyr nie li­czył się mi­li­tar­nie i nie mógł przyjść Je­ro­zo­li­mie z po­mo­cą.

Do­pó­ki Aska­lon znaj­do­wał się w rę­kach chrze­ści­jan, dla sto­li­cy tli­ła się jesz­cze iskier­ka na­dziei. Ale te­raz Aska­lon padł, a za­ło­ga Gazy, po­ło­żo­nej oko­ło 35 ki­lo­me­trów na po­łu­dnie, też przy­mie­rza­ła się do ka­pi­tu­la­cji. Woj­ska Fran­ków w Je­ro­zo­li­mie były wy­spą na fa­lach wro­gie­go mu­zuł­mań­skie­go oce­anu. Nie­przy­ja­cie­le byli na­wet w sa­mym mie­ście. Ty­sią­ce pra­wo­sław­nych chrze­ści­jan sy­ryj­skich wi­dzia­ło w mu­zuł­ma­nach zbaw­ców ma­ją­cych ich uwol­nić od ob­rząd­ków Ko­ścio­ła rzym­skie­go. Na­dzie­ja miesz­kań­ców Je­ro­zo­li­my na ła­skę była jak naj­bar­dziej uspra­wie­dli­wio­na. Pod­czas bły­ska­wicz­nej kam­pa­nii, któ­ra na­stą­pi­ła po bi­twie pod Hit­ti­nem, Sa­la­dyn oszczę­dzał ko­lej­ne mia­sta. Jego po­chód przy­po­mi­nał ra­czej wiel­ko­pań­ski ob­jazd do­mi­niów kró­lew­skich niż krwa­wy marsz trium­fal­ny zdo­byw­cy.


Miej­sce wiel­kie­go zwy­cię­stwa Sa­la­dy­na nad si­ła­mi chrze­ści­jan w 1187 roku pod Ro­ga­mi Hit­ti­nu, gó­ru­ją­cy­mi nad Je­zio­rem Ty­be­riadz­kim (Je­zio­rem Ga­li­lej­skim). Zdję­cie do­brze od­da­je pe­łen dra­ma­ty­zmu kra­jo­braz.

Spo­tkaw­szy się z wy­słan­ni­ka­mi chrze­ści­jan, suł­tan uznał, że uwień­cze­nie jego dłu­go­let­nich sta­rań jest bli­skie. Od lat de­kla­ro­wał, że za swój naj­waż­niej­szy cel uwa­ża wy­zwo­le­nie Je­ro­zo­li­my spod wła­dzy nie­wier­nych i usta­no­wie­nie mu­zuł­mań­skiej wła­dzy w Świę­tym Mie­ście trzech re­li­gii. Chciał, by od­by­ło się to na dro­dze po­ko­jo­wej. To mia­sto nie mia­ło być wo­jen­nym łu­pem, wy­da­nym na pa­stwę gra­bie­ży i znisz­cze­nia. „Wie­rzę”, po­wie­dział wy­słan­ni­ko­wi, „że to mia­sto jest do­mem Bo­żym, tak jak wy w to wie­rzy­cie. Ob­lę­że­nie albo szturm na Dom Boży by­ły­by wbrew mo­jej woli”.

Dla do­wód­ców chrze­ści­jań­skich spra­wa przed­sta­wia­ła się nie­co ina­czej. Mie­li świa­do­mość, że ich po­przed­ni­cy od­zy­ska­li Świę­te Mia­sto dla chrze­ści­jań­stwa i że te­raz to oni są jego obroń­ca­mi. Przy­by­li tu na żą­da­nie Sa­la­dy­na, ale nie za­mie­rza­li pod­dać Je­ro­zo­li­my bez wal­ki. Na po­sta­wio­ne przez Sa­la­dy­na wa­run­ki od­po­wie­dzie­li śmia­ło i bez­kom­pro­mi­so­wo.

To kwe­stia na­sze­go ho­no­ru. Na­sze zba­wie­nie jest ści­śle zwią­za­ne ze zba­wie­niem mia­sta. Je­śli je pod­da­my, na pew­no i zu­peł­nie słusz­nie cze­ka nas wstyd i hań­ba, bo jest to miej­sce, gdzie ukrzy­żo­wa­no na­sze­go Zba­wi­cie­la. …Umrze­my w obro­nie gro­bu na­sze­go Pana, bo cóż in­ne­go mo­gli­by­śmy uczy­nić?

Czło­wie­kiem, któ­ry prze­ka­zał nam treść tej roz­mo­wy, był Imad ad-Din z Is­fa­ha­nu, oso­bi­sty se­kre­tarz Sa­la­dy­na. Jego styl był kwie­ci­sty, a lo­jal­ność wo­bec wład­cy cał­ko­wi­ta, ale sło­wa, któ­re wło­żył w usta chrze­ści­jań­skich wy­słan­ni­ków, brzmią praw­dzi­wie. Jego re­la­cja ema­nu­je sza­cun­kiem dla tych, któ­rzy cho­ciaż zbłą­dzi­li, to jed­nak wal­czy­li tak jak on w Świę­tej, ich zda­niem, Woj­nie. Sa­la­dyn za­pro­po­no­wał wspa­nia­ło­myśl­ne wa­run­ki ob­lę­żo­ne­mu mia­stu, chcąc prze­jąć je „przy­jaź­nie i po­ko­jo­wo”, ale te­raz, gdy dy­plo­ma­cja za­wio­dła, po­przy­siągł wziąć je mie­czem i na­tych­miast przy­go­to­wał swo­je woj­sko do wy­mar­szu z Aska­lo­nu.

Mniej wię­cej po dwóch ty­go­dniach ar­mia Sa­la­dy­na zja­wi­ła się pod mu­ra­mi Je­ro­zo­li­my. Z Aska­lo­nu po­su­wa­ła się po­cząt­ko­wo nad­brzeż­ną dro­gą, po­tem skrę­ci­ła w głąb lądu i do­tar­ła do mia­sta od stro­ny za­chod­niej. 20. wrze­śnia roz­lo­ko­wa­ła się pod za­chod­ni­mi mu­ra­mi, z na­dzie­ją na szyb­kie ich sfor­so­wa­nie po uprzed­nim ostrza­le za po­mo­cą ka­mie­ni i ma­chin mio­ta­ją­cych ogień. Przed roz­po­czę­ciem sztur­mu Sa­la­dyn do­kład­nie zba­dał te­ren, ale nie do­ce­nił być może siły i de­ter­mi­na­cji obroń­ców. Za­ata­ko­wał naj­bliż­szy od­ci­nek mu­rów. Wy­pa­dy za­ło­gi gar­ni­zo­nu nę­ka­ły sa­ra­ceń­skich in­ży­nie­rów, pró­bu­ją­cych uru­cho­mić man­go­ne­le. Pro­ca­rze na wiel­kich wie­żach Tan­kre­da i Da­wi­da mie­li w swym za­się­gu za­chod­nie przed­po­le i prze­rze­dza­li sze­re­gi mu­zuł­ma­nów. Każ­de­go dnia aż do wcze­sne­go po­po­łu­dnia ata­ku­ją­cych ośle­pia­ło słoń­ce, wzno­szą­ce się po­wo­li na wschod­nim nie­bie za łucz­ni­ka­mi i ar­ty­le­rią na blan­kach.

Po pię­ciu dniach Sa­la­dyn od­wo­łał szturm. Wie­czo­rem 25 wrze­śnia obroń­cy zo­ba­czy­li, że ar­mia Sa­la­dy­na zwi­ja obóz i ru­sza na pół­noc. Tej nocy na po­bli­skich wzgó­rzach nio­sło się echo śpie­wów i drew­nia­nych ko­ła­tek chrze­ści­jan. Świą­ty­nie je­ro­zo­lim­skie peł­ne były wier­nych skła­da­ją­cych dzię­ki za to zwy­cię­stwo w pierw­szej run­dzie. Nie­któ­rzy naj­wy­raź­niej są­dzi­li, że Sa­ra­ce­ni cał­ko­wi­cie po­rzu­ci­li za­miar ob­le­ga­nia mia­sta.

Ale Sa­la­dyn zmie­nił je­dy­nie miej­sce ata­ku. Wi­dząc, że sil­ne umoc­nie­nia w za­chod­niej czę­ści mia­sta uwi­kła­ją go w uciąż­li­wą i kosz­tow­ną wal­kę, oso­bi­ście zba­dał cały te­ren wo­kół Je­ro­zo­li­my. Ran­kiem 26 wrze­śnia miesz­kań­cy mia­sta, bu­dząc się ze snu, spo­strze­gli mu­zuł­mań­skie cho­rą­gwie po­wie­wa­ją­ce nad Górą Oliw­ną. Man­go­ne­le były już na miej­scu go­to­we do ata­ku na słab­sze pół­noc­ne i wschod­nie od­cin­ki umoc­nień.

Bio­rąc pod uwa­gę wa­run­ki, w ja­kich znaj­do­wa­ło się mia­sto, jego obro­na była za­ska­ku­ją­co za­cię­ta. Za­pa­sy żyw­no­ści mu­sia­ły wy­star­czyć nie tyl­ko miesz­kań­com Je­ro­zo­li­my, ale rów­nież ty­siąc­om ucie­ki­nie­rów. Wśród nich zna­la­zło się nie­wie­lu w peł­ni spraw­nych męż­czyzn. Gdy mia­sto go­to­wa­ło się do ob­lę­że­nia, oka­za­ło się, że w gar­ni­zo­nie jest tyl­ko dwóch ry­ce­rzy. W XII wie­ku ry­ce­rze nie byli tyl­ko człon­ka­mi uprzy­wi­le­jo­wa­nej kla­sy spo­łecz­nej, lecz naj­le­piej wy­ekwi­po­wa­ny­mi i wy­szko­lo­ny­mi wo­jow­ni­ka­mi. Nowy do­wód­ca pa­so­wał na ry­ce­rzy wszyst­kich męż­czyzn z za­ło­gi gar­ni­zo­nu po­wy­żej szes­na­ste­go roku ży­cia. Ten gest pod­niósł być może ich mo­ra­le, ale ra­czej nie miał wpły­wu na po­pra­wę ich zdol­no­ści bo­jo­wej.

Dzię­ki wspa­nia­ło­myśl­no­ści Sa­la­dy­na mia­sto mia­ło do­świad­czo­ne­go do­wód­cę w oso­bie Ba­lia­na z Ibe­li­nu, jed­ne­go z naj­zna­mie­nit­szych ry­ce­rzy w chrze­ści­jań­skiej ar­mii. Po bi­twie pod Hit­ti­nem uszedł z nie­do­bit­ka­mi wojsk chrze­ści­jań­skich do Tyru. Jego żona, bi­zan­tyj­ska księż­nicz­ka Ma­ria Kom­ne­na, i jego ro­dzi­na po­zo­sta­li w Je­ro­zo­li­mie. Ba­lian wy­bła­gał u Sa­la­dy­na glejt, dzię­ki któ­re­mu mógł się bez­piecz­nie do­stać do Je­ro­zo­li­my i zor­ga­ni­zo­wać ich wy­jazd do Tyru. Sa­la­dyn zgo­dził się na to pod wa­run­kiem, że Ba­lian po­zo­sta­nie w Je­ro­zo­li­mie tyl­ko przez jed­ną noc i że ni­g­dy nie po­no­wi z nim wal­ki. Ba­lian zło­żył uro­czy­stą przy­się­gę. Ale gdy przy­był do Je­ro­zo­li­my, bła­ga­nia lud­no­ści i pre­sja pa­triar­chy spra­wi­ły, że zde­cy­do­wał się zo­stać w mie­ście. Jako czło­wiek ho­no­ru pro­te­sto­wał wpraw­dzie, po­wo­łu­jąc się na zło­żo­ną przy­się­gę, ale pa­triar­cha lek­ce­wa­żył zo­bo­wią­za­nia wo­bec nie­wier­nych. To lek­ce­wa­że­nie po­dzie­la­ła zresz­tą więk­szość chrze­ści­jań­skich du­chow­nych. Zwol­nił Ba­lia­na ze zło­żo­nej przy­się­gi ze sło­wa­mi: „roz­grze­szam cię i zwal­niam ze zło­żo­nej przy­się­gi. Po­peł­nił­byś więk­szy grzech, gdy­byś jej do­trzy­mał, niż te­raz, kie­dy ją ła­miesz”.

Ba­lian zna­lazł się w ob­li­czu kon­flik­tu lo­jal­no­ści. Ry­cer­ski ho­nor wy­ma­gał, żeby do­trzy­mał przy­rze­cze­nia zło­żo­ne­go szla­chet­ne­mu prze­ciw­ni­ko­wi. Chrze­ści­jań­ska po­boż­ność i lo­jal­ność wo­bec współ­ziom­ków spra­wia­ły, że w prak­ty­ce nie mógł od­mó­wić proś­bom miesz­kań­ców mia­sta. Ale jego ro­dzi­na wciąż jesz­cze była w nie­bez­pie­czeń­stwie, a on po­trze­bo­wał do­brej woli Sa­la­dy­na. Na­pi­sał do nie­go list, w któ­rym wy­ra­żał żal, że zo­stał zmu­szo­ny do zła­ma­nia da­ne­go sło­wa i pro­sił, by za­gwa­ran­to­wać ochro­nę jego naj­bliż­szym. Sa­la­dyn nie tyl­ko nie czy­nił mu wy­rzu­tów, ale za­pew­nił żo­nie Sa­la­dy­na i jego dzie­ciom w dro­dze na pół­noc do Tyru eskor­tę, zło­żo­ną z pięć­dzie­się­ciu ry­ce­rzy ze swo­ich naj­lep­szych od­dzia­łów.

Dzię­ki temu, gdy Sa­la­dyn za­czy­nał ob­lę­że­nie, obro­ną Je­ro­zo­li­my kie­ro­wał zde­cy­do­wa­ny, zdol­ny do­wód­ca. Ale wo­bec no­we­go ata­ku na pół­noc­ne mury obroń­cy nie mo­gli wie­le zdzia­łać. Jak to opi­sał arab­ski hi­sto­ryk, strza­ły na­szpi­ko­wa­ły mur jak wy­ka­łacz­ki, wy­cią­ga­jąc obroń­ców z am­bra­zur ni­czym ka­wał­ki mię­sa, któ­re utkwi­ły mię­dzy zę­ba­mi. Po­ci­ski i po­jem­ni­ki z ogniem grec­kim rzu­ca­ne z ma­chin ob­lęż­ni­czych zmu­si­ły obroń­ców do wy­co­fa­nia się za blan­ki. Dzie­sięć ty­się­cy jeźdź­ców, w od­le­gło­ści więk­szej niż strzał z łuku, ob­ser­wo­wa­ło bra­my Jo­za­fa­ta i św. Szcze­pa­na, ata­ku­jąc, gdy tyl­ko za­ło­ga de­cy­do­wa­ła się na wy­pad z mia­sta i spy­cha­jąc obroń­ców z po­wro­tem za mury.